czwartek, 18 grudnia 2014

"Tłuste lata" dla Fordonu?

Rok dobiega końca, a przed nami zupełnie nowa kadencja wraz z wszystkimi inwestycjami "nowej" władzy. Jak zamknęliśmy bieżący rok? Przede wszystkim pod znakiem coraz bardziej zaawansowanych prac nad linią tramwajową do Fordonu, wielkim szkieletem przyszłego sklepu Ikea i kolejnymi inwestycjami dookoła Centrum Onkologii. Każda z tych inwestycji cieszy, ale może czas już zacząć rozmawiać o tym co trzeba zrobić dalej?

Stary Fordon



Starówka największej dzielnicy to temat-rzeka. Tutaj cieszyć nas może otwarcie Cafe Rynek, które wniosło w serce Starego Fordonu trochę życia, a także rozpoczęte konsultacje społeczne w sprawie rewitalizacji nabrzeża Wisły, zagospodarowania bulwarów i części ulic do nich prowadzących. Otwarte zostaje pytanie jaki skutek przyniosą te konsultacje i kiedy dokładnie miasto przystąpi do realizacji tego planu, jednak już samo zbieranie pomysłów jest krokiem w dobrym kierunku i koniecznie trzeba trzymać kciuki, by jak najszybciej doszło do pierwszych działań miasta na rzecz poprawy wizerunku dzielnicy. To jednak nie wszystkie dobre wiadomości, gdyż w dniu 17 listopada w Starym Fordonie powołano do życia Stowarzyszenie Miłośników Starego Fordonu. Trzymam kciuki za sukces tej organizacji i zapraszam Was także do zainteresowania się działaniami tej grupy pasjonatów, gdyż po ostatnich protestach na ulicy Bydgoskiej widać, że mieszkańcy są tam zmotywowani do działania. W połączeniu z powołaniem do życia Cafe Rynek daje to całkiem optymistyczny obraz rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego w naszym mieście - to już najwyższy czas!

Fordonek (czyli Brdyujście)



Oczywiście dawnej nazwy używam z pełną premedytacją, gdyż bardzo podoba mi się fakt, że obecne Brdyujście nie było miejscowością "podbydgoską", a po prostu "podfordońską", która została do Bydgoszczy wcielona. To miejsce wiecznie niedoceniane i traktowane trochę po macoszemu nawet na tle samego Fordonu, ot taka "śluza" pomiędzy Fordonem i Bydgoszczą "główną", gdzie niewiele się dzieje i niewiele się też o tym miejscu mówi, najczęściej po prostu rzucając ogólnie "w Fordonie". Prawda jest taka, że jak już o śluzie mowa, to właśnie rewitalizacji śluzy między wodami Brdy i Wisły była jednym z najjaśniejszych punktów w ostatnim roku i z całego serca chcę, żeby był to pierwszy krok do rewitalizacji całego ujścia Brdy i znajdującego się tam toru regatowego. Co ciekawe, pewnie nie potrafiłbym docenić uroku tej śluzy, gdyby nie panowie z FotoDron.PRO  (+ ich FB), którzy stworzyli na swojej stronie FB całkiem obszerną galerię zdjęć powietrznych śluzy (i pozwolili mi podkraść jedno ze zdjęć do tego wpisu).



Śluza Brdyujście po remoncie widziana z powietrza. - fot. dzięki uprzejmości FotoDron.PRO

Naturalnym "przedłużeniem" już dokonanych prac w zalewie ujścia Brdy powinien być kompletny remont widowni i pozostałych obiektów toru (wieża sędziowska już we wrześniu doczekała się startu remontu), a przede wszystkim stworzenie wypożyczalni sprzętu pływającego, gdyż, nie oszukujmy się, z Fordonu nie każdemu może się opłacać wyprawa aż do samej przystani miejskiej tylko po to, aby popływać w kajaku. Jeśli szumne zapowiedzi władz miasta sprawdzą się, tor regatowy zostanie przystosowany do najnowszych standardów imprez sportowych, a sam akwen doczeka się rekreacyjnego zagospodarowania - sam bardzo chętnie będę spędzał tam swój czas!

Dobrych wiadomości dla tej części miasta jest więcej, gdyż to właśnie tutaj powstaje sklep Ikea, który z całą pewnością ściągnie w te rejony bardzo wiele osób i już teraz przyczynił się do rozbudowy infrastruktury drogowej Brdyujścia. Osobiście liczę na to, że ten zwiększony ruch przyczyni się do zagospodarowania wciąż jeszcze pustych działek w najbliższej okolicy i ogólnego ożywienia terenów łączących Fordon z resztą miasta. W trochę dalszej perspektywie względnie niedaleko od sklepu Ikea przebiegać będzie też południowo-wschodnia obwodnica miasta, która przetnie ulicę Fordońską na wschód od magistrali kolejowej, więc atrakcyjność inwestycyjna terenów jeszcze bardziej wzrośnie. Pytanie tylko, czy uda się to zrobić jeszcze w rozpoczętej teraz kadencji? Oby!


Nowy Fordon



Na koniec zostaje "największa część tortu", czyli Nowy Fordon. O potrzebie poprawy jakości przestrzeni miejskiej w tej części dzielnicy pisałem już przedtem i ku mojemu zaskoczeniu faktycznie coś się ruszyło. W niektórych miejscach pojawiły się ławki (miejskie, a nie spółdzielcze "przy blokach"), a temat powstania parku uniwersyteckiego znów zaczął się przewijać w rozmowach włodarzy miasta. Niestety, nic w tym kontekście nie mówi się o zaproponowanej przeze mnie koncepcji zagospodarowania starej parowozowni, zaś w samych rozmowach o tej ostatniej pojawiają się głosy, że nikt nie ma za bardzo pomysłu na dalsze działania. Najwyższy czas przypomnieć o koncepcji, którą senator Jan Rulewski miał prezentować Radzie Miasta jako patron konkursu.

Nie tak daleko od planowanego parku znajduje się Centrum Onkologii i to chyba najważniejszy punkt dla dzielnicy. Powstające w bezpośrednim sąsiedztwie Szpitala Onkologicznego ośrodki na prawdę miło mnie zaskoczyły. Innowacyjne Forum Medyczne, nowa Poliklinika Centrum, czy Centrum Paraolimpijskie to tylko kilka przykładów gwałtownego rozwoju kompleksu medycznego w Fordonie. Warto by było wykorzystać ten potencjał do powołania w Bydgoszczy placówki badawczej Polskiej Akademii Nauk, co powinno być jednym z podstawowych celów lobbingu naszych reprezentantów tak na szczeblu władz wojewódzkich, jak i osób zasiadających we władzach centralnych. 




Prace dookoła Centrum Onkologii wrą! - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie (galeria)

Przenosząc się na drugi koniec dzielnicy warto skierować swoją uwagę na styk osiedli Tatrzańskiego i Niepodległości, gdzie od dłuższego czasu planowane jest powstanie kina, delegatury urzędu miasta i sporej części handlowej. O ile z powodu nieopłacalności inwestycji dotychczasowy inwestor wycofał się z projektu, warto ponownie zacząć szukać przedsiębiorstw zainteresowanych otwarciem kina w Fordonie, gdy tylko kursować zaczną nowe tramwaje. W znacznym stopniu poprawi to dostępność terenu, gdzie zaplanowano tę inwestycję, więc i samą jej opłacalność. Warto będzie naciskać na władze miasta, by do tematu powróciły!


Podsumowując



Fordon czeka jeden z najlepszych okresów, by lokować tam i zabiegać o lokowanie inwestycji. Bardzo mocno poprawia się skomunikowanie z miastem, a w kilku miejscach dzielnica aż prosi się o zagospodarowanie bardzo atrakcyjnych terenów. Jeśli zapowiadana obwodnica wejdzie w fazę realizacji, a przy obiektach UTP pojawi się "drugi Myślęcinek", to traktowana po macoszemu dzielnica może się wreszcie przebudzić i zamiast odstraszać ludzi statusem "dziury", może zacząć powoli zmieniać się w miejsce, gdzie faktycznie będzie się chciało żyć ze względu na jakość, a nie tylko niskie ceny mieszkań. Niestety, wymaga to woli politycznej i aktywnego zabiegania władz o inwestycje, a nie tylko czekania "aż przyjdzie ktoś z projektem", co nie jest wcale tak pewne w naszym mieście. 

czwartek, 4 grudnia 2014

A na zimę przyszła ... odwilż!

Czas na wpis w zupełnie innym tonie, gdyż w komentarzach na profilu facebookowym Po Bydgosku pojawił się głos, że ten blog to tylko marudzenie (tak tak, słucham Waszych sugestii i biorę sobie do serca Wasze opinie). I wiecie co? Sporo w tym racji! Za mocno skupiłem się na mankamantach miasta i wyszedłem z założenia, że z tych pozytywnych rzeczy i tak wszyscy się cieszą, a o niektórych problemach mogli nie słyszeć, więc o nich trzeba napisać. Chociaż na wiele rzeczy można w Bydgoszczy można narzekać, to nie brakuje tez pozytywów. Naprawdę dobrych wiadomości wcale przecież nie brakuje, nawet pomimo goryczy związanej z kompletną klęską naszych reprezentantów na szczeblu wojewódzkim. Z tej dobrej strony można śmiało mówić o prawdziwej odwilży, gdyż pojawiła się cała seria ciekawych inicjatyw i bardzo wiele inwestycji ruszyło. Warto pokusić się o komentarz, który nie będzie tylko powtarzaniem wiadomości z gazet i ocenę sytuacji.


Przegląd dobrych wiadomości



Pierwszą i najważniejszą, moim zdaniem, wiadomością dla Bydgoszczy jest powrót robotników na plac budowy wieżowca Nordic Haven. Budynek, który w pewnym momencie miał szansę stać się kolejnym "szkieletorem" w centrum miasta, na wzór tego z Krakowa, jednak ponownie rośnie. Bardzo gorąco kibicuję tej inwestycji z dwóch powodów. Po pierwsze jest to ogromna zmiana krajobrazu w śródmieścia, a po drugie jest to papierek lakmusowy do oceny kondycji rynku nieruchomości w Bydgoszczy. Jestem bardzo ciekawy ilu inwestorów wstrzymuje się ze swoimi bardziej ambitnymi realizacjami do czasu oddania Nordic Haven, by ocenić szansę swoich planowanych inwestycji na zwrot. Jeśli tylko mieszkania i biura w budynku Nordic Haven rozejdą się w sensownym tempie, to na pewno możemy liczyć na kolejne inwestycje podobnej klasy w Bydgoszczy. Jedną z takich inwestycji jest River Tower, który stanąć ma w okolicy hali Łuczniczka. Czy ta budowa czeka na wyniki NH? Pozwolenie zostało już wydane i teren oczyszczony, więc prac start możemy zaobserwować w każdej chwili.


Żurawie na budowie Nordic Haven widziane w tle Starego Portu. Wieżowiec będzie o 20 metrów wyższy od budynku Opery Nova i na pewno zmieni na wiele lat krajobraz tej części miasta. - fot. Krystian Dobosz

Druga sprawa, która wyjątkowo mocno poprawiła mi nastrój tej jesieni, to lokalizacja Zarządu Dorzecza Wisły w Bydgoszczy. Trudno powiedzieć tutaj na ile jest to kwestia lobbingu naszych posłów, a na ile zagrywka wyborcza. Ważne jest jedynie, że już po wyborach zostaliśmy z bardzo ważnym urzędem, który sprowadzi do Bydgoszczy kompetencje nadrzędne w dziedzinie całej gospodarki wodnej. Kilkuset pracowników oznacza zatrudnienie dla studentów UKW (gdzie istnieje kierunek "Rewitalizacja Dróg Wodnych") i prawdopodobnie przyczyni się też do przyspieszenia kilku inwestycji w Bydgoszczy.

Po trzecie miejsca pracy! PESA stawia u siebie nową halę i poszerza dział R&D, całkiem sporo inwestycji zapowiedziano w BPPT, a Wojskowe Zakłady Lotnicze ogłosiły zamiar poszerzenia działalności o produkcję, dzięki czemu w Bydgoszczy powstawać mogą nowoczesne drony. Atos jak zwykle powiększa zatrudnienie, a bezrobocie znów spadło i zatrzymało się już poniżej 8%, co jest najlepszym wynikiem w województwie. Prócz tego pojawić ma się nowy inkubator przedsiębiorczości (co prawda "na końcu świata", ale jednak), a wraz z nim kilka tysięcy metrów powierzchni biurowej. Trudno przecenić wszystkie te inwestycje, skoro łączna ilość powstających miejsc pracy wyrażana jest czterocyfrowo. 

Centrum dystrybucyjne Lidl to jedna z największych inwestycji w BPPT ostatnich lat. W hali pracę znajdzie kilkaset osób. - fot. Krystian Dobosz

Ostatnią "dużą" wiadomością ostatnich dni jest zapowiedź bezpośrednio z ministerstwa kultury. Chociaż po komentarza z Urzędu marszałkowskiego mogło się wydawać, że na wielkie inwestycje (Młyny Rothera i zagospodarowanie Placu Teatralnego) za unijne pieniądze nie mamy szans, to z "ratunkiem" dla Bydgoszczy niespodziewanie przyszła minister Małgorzata Omilanowska, która zapowiedziała (za gazeta.pl):
Bydgoszcz będzie mogła pozyskać pieniądze unijne na prace konserwatorskie przy młynach Rothera (...) Dzisiaj możemy myśleć o wsparciu tej inwestycji. Na pewno będą pieniądze, aby ratować substancję budynku dzięki pracom konserwatorskim,  ale nie wykluczam, że znajdą się też kolejne transze. Choć nie odważę się dzisiaj formułować obietnic. Za kilka miesięcy będę w stanie powiedzieć, co jest możliwe.  
Pomijam tutaj inwestycje w ogromną galerię handlową przy Wojska Polskiego, rozbudowę Galerii Pomorskiej i budowę sklepu IKEA na Brdyujściu. Wiele osób ma mieszane uczucia i potencjalnie ilość zyskanych miejsc pracy może być podobna to strat "małych i lokalnych", więc nie wiadomo czy to plus, czy minus całej sytuacji. Na pewno jest to zmiana w krajobrazie miasta, ale tylko czas może pokazać jakie będą ostateczne efekty.

Co to znaczy dla Bydgoszczy?



Czy cały szereg zapowiedzianych, trwających i świeżo ogłoszonych inwestycji jest bezwzględnie dobrą wiadomością dla miasta? To najważniejsze pytanie, którego nie stawia się z reguły przy notatkach prasowych i artykułach. O ile powstanie Zarządu Dorzecza Wisły możemy w tym kontekście pominąć i nie analizować jego powstania pod kątem kondycji miasta, to przy okazji można mieć niemal pewność, że potencjalnie może się on przyczynić w bardziej odległej przyszłości do jej poprawy. Zamiast tego skupmy się na innych aspektach i inwestycjach.

Moim zdaniem, obecna sytuacja w mieszkaniówce to połączenie kilku ważnych czynników. Pierwszym z nich jest brak mieszkań o wysokim standardzie w Bydgoszczy, które wyróżniałyby się na rynku. Budowa kilkudziesięciometrowego apartamentowca z widokiem na Brdę i Stare Miasto, a także zapowiedź kolejnego nad samym brzegiem rzeki, który przylega bezpośrednio do największego parku w mieście, to próba otwarcia zupełnie nowego segmentu mieszkaniowego w Bydgoszczy. Oferowane w tych budynkach apartamenty z ogrodami na dachach (Nordic Haven), czy dwupoziomowe lokale na samym szczycie wieżowca (River Tower) są absolutną nowością i raczej trudno będzie ocenić czy wyznaczą kierunek na najbliższe lata. Pośrednią inwestycją, która uzupełnia wcześniej wymienione wieżowce jest Atrium Park, która składa się z kilku budynków o podwyższonym standardzie, w tym jednego kilkunastopiętrowego wieżowca. Tak wysoka zabudowa nie rosła w naszym mieście od wielu lat. Niestety, także w tym przypadku nie pojawili się jeszcze żadni naśladowcy, chociaż zainteresowanie budynkiem jest spore.

Drugim aspektem tego ożywienia na rynku nieruchomości jest ... zastój. Rynek mieszkaniowy w Bydgoszczy przez ostatnie kilka lat nie rozpieszczał nas ilością mieszkań oddanyc ani budów rozpoczętych. Według danych GUS, rynek mieszkaniowy w Bydgoszczy nie zmienił się wcale i oscylował okolicach tysiąca mieszkań oddanych do użytku rocznie w latach 2009-2013. To około dwóch mieszkań na tysiąc mieszkańców oddawanych do użytku rocznie. Dla porównania w tym samym okresie liczba mieszkań oddawanych rocznie do użytku w Gdańsku to średnio osiem mieszkań na tysiąc mieszkańców, a w Poznaniu było to pięć mieszkań. Łatwo więc domyśleć się, że ożywienie na rynku mieszkań może być w Bydgoszczy wywołane skumulowanym popytem z ostatnich lat, który nie był zaspokojony w stopniu wystarczającym. Mimo to, niezależnie od przyczyn, poprawa sytuacji na rynku mieszkaniowym jest wiadomością świetną dla miasta.

Osiedle Eskulapa w Fordonie jest jednym z niewielu osiedli, gdzie prace budowlane nad nowymi blokami trwają praktycznie nieprzerwanie od kilku lat. - fot. Błażej Bembnista

W połączeniu z wyżej przedstawioną sytuacją na tynku mieszkaniowym, wiadomości płynące z rynku pracy mogą dać pewną nadzieję na zwiększoną liczbę zameldowań w Bydgoszczy w najbliższym czasie, na co osobiście bardzo liczę. Niestety, nie sposób jest oszacować realnych rezultatów, gdyż bliskość Bydgoszczy i Torunia sprawiają, że miejsca pracy w tych miastach nie muszą przekładać się jednocześnie na miejsce zamieszkania osób znajdujących zatrudnienie w firmach w każdym z tych miast ulokowanych. 

Oceniając pozostałe wiadomości rzuciło mi się w oczy jedno. O ile miejsca pracy są zawsze dobrą wiadomością, to o wiele ważniejszy jest ich charakter. Tak PESA, jak znajdujące się w BPPT przedsiębiorstwo SPX Flow Technology Poland Sp. z o.o. zamierzają w naszym mieście stworzyć miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanej kardy. Centra badawczo-rozwojowe to świetna wiadomość dla naszych uczelni, ale też i rynku pracy, gdzie trafi o wiele więcej ofert dla osób dobrze wykształconych, które zatrudnione zostaną na bardzo dobrze płatne stanowiska. To zdecydowanie ważniejsza wiadomość, niż sama ilość miejsc pracy.

W skrócie: Nie jest źle, a na pewno jest lepiej, niż w ostatnich kilku latach. Mamy się z czego cieszyć!


PS: Inwestycje takie, jak tramwaj do Fordonu czy rewitalizacja nabrzeży Brdy i starówki pomijam, bo te prace są raczej nadrabianiem wieloletnich zaniedbań i odkładanych przez dekady inwestycji, niż faktycznym krokiem naprzód, który świadczyć może o poprawie kondycji ekonomicznej. Mimo to, też bardzo mnie te inwestycje cieszą, nawet jeśli nie wymieniam ich powyżej!

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Na szybko: o miejskich elitach, pięknych miejscach i trochę o mnie

Czołem, cześć - witam Was wszystkich po długiej przerwie. Na wstępie chciałbym jedynie obiecać Wam, że wpis nie będzie całkiem polityczny i także kilka miłych i dobrych wiadomości się tutaj trafi. Będzie kilka słów o nadchodzących wpisach (w tym zapowiedziany już jakiś czas temu mapką wpis dotyczący alternatywnej linii tramwajowej do Fordonu), będzie kilka słów o moich planach i kilka słów o samym mieście. Mam nadzieję, że się spodoba i przy okazji też zachęcę Was do udziału w jednej akcji, która trwa na FB już od pewnego czasu. Nim rzeczy przyjemne, miejmy z głowy komentarz do bieżących wydarzeń.


Wybory i Bydgoszcz bez wyboru



Dzisiaj, w pierwszym dniu grudnia, możemy oficjalnie powiedzieć, że całe zamieszanie związane z wyborami mamy za sobą. W całym mieście zawisły całe połacie plakatów wyborczych, czy to kandydatów na radnych, prezydentów, czy też do sejmiku województwa. Niestety, prócz zmiany krajobrazu nie zmieniło się w mieście nic. Ma to oczywiście kilka dobrych stron, ale ma też równie wiele negatywnych. Gdyby tego było mało, na stanowisku marszałka województwa Kujawsko-Pomorskiego pozostał Piotr Całbecki i chyba zaczynam się w pełni zgadzać z głosami, że Bydgoszcz elit politycznych nie posiada. Cytując z kilku portali, chciałbym przypomnieć wszystkim obietnice, które nam serwowano i tak mamy kolejno:

Za serwisem portalkujawski.pl, tekst z dnia 24 Stycznia 2013 roku:
Minister Sikorski wyraził także konieczność, aby przyszły marszałek województwa był z Bydgoszczy.
Czy słowa ówczesnego ministra, a obecnego Marszałka Sejmu miał jakieś pokrycie i czy mógł on coś realnie zdziałać, możecie ocenić sami. Mimo to, pozycja piastowana przez tego bydgoszczanina powinna w jakiś sposób pomóc w wywieraniu presji na dochowanie deklaracji jaka, która została wspomniana powyżej. Może to kwestia zamieszania związanego z utratą stanowiska w ministerstwie spraw zagranicznych, może afera związana ze skandalicznym traktowaniem mediów na konferencji prasowej (o ile mnie pamięć nie myli). Tak czy siak, nie udało się nic zrobić - szkoda. Mimo to nie była to jedyna próba wbicia rozsądku do głowy lokalnych działaczy, gdyż jak donosiły liczne media:

Za serwisem enjoybydgoszcz.pl, z dnia 26 listopada 2014: 
W trybie pilnym posłowie PO z Bydgoszczy i Torunia zostali wezwani na spotkanie z premier Ewą Kopacz.
Urząd Marszałkowski w Toruniu. - fot. 'Margoz', na lic. Wikimedia creative commons.


Oczywiście to też nic nie dało i marszałkiem ostatecznie został Piotr Całbecki. Gratuluję Panu Całbeckiemu zwycięstwa, nawet jeśli nie zgadzam się z tym wyborem. Problem leży w tyn, że to wcale nie jego wybór jest dla mnie największym ciosem w całej tej sytuacji, a postawa naszych "elit" właśnie. Głośno i wyraźnie swoje niezadowolenie z tego wyboru wyraziła jak dotąd tylko jedna osoba, z wysoko postawionych członków rządu, Pani Teresa Piotrowska, która wybór Piotra Całbeckiego skomentowała bardzo konkretnie.

Teresa Piotrowska, 1 grudnia 2014, w odpowiedzi (za serwisem portalkujawski.pl) na radość Józefa Rogackiego z wyboru marszałka:
Niestety nie wszystkich cieszy! Zwłaszcza nie cieszy brak szacunku Pana Całbeckigo dla mieszkańców Bydgoszczy! Cieszy Ciebie Józiu bo dla Ciebie Pan Marszałek stworzył specjalne stanowisko pracy więc musisz popierać.
Wniosek z tego płynie tylko jeden - budujmy wspólnie elity w naszym mieście. Stawiajmy na osoby aktywne z naszego miasta, które nie są tylko nazwiskami na listach (czy to kandydatów, czy to posłów). Jak widać pojedyncze jednostki są gotowe powiedzieć wprost, że potrzebny jest koniec dominacji Torunia i rządów osób nastawionych na degradację naszego miasta. Panią Teresą Piotrowską dzisiaj dostrzegłem w zupełnie nowym świetle i dziękuję Pani Minister za jej słowa. Przynajmniej wiem, że choć część osób związanych z naszym miastem pamięta kogo mają reprezentować i dla kogo w tych władzach są. Teraz zostaje mi liczyć tylko że w mieście pojawią się zupełnie nowe osoby, które z czasem staną się realną alternatywą dla wszystkich tych, którzy po wybraniu na obecne stanowiska nie znaleźli czasu, by wesprzeć swoje miasto.


Bydgoszcz pięknieje na święta!



Skoro już sprawę wyborów mamy za sobą, to teraz czas na coś o wiele bardziej budującego. Wszystko wskazuje na to, że remonty większości uliczek dookoła naszego Starego Rynku, a także Mostu Sulimy-Kamińskiego zakończą się jeszcze przed gwiazdką. Wraz z nimi zakończy się też budowa i urządzanie wnętrz budynku Sowy przy ulicy Mostowej 2. Jeśli te przewidywania się sprawdzą, to spacery w te święta i noworoczną zabawę, będziemy mogli odbyć w mieście o cały rząd wielkości ładniejszym, niż kiedykolwiek przedtem (a przynajmniej licząc od zakończania wojny). Mając około 10 minut spacerem do Starego Miasta cieczy mnie to podwójnie, gdyż na ogół nie potrafię sobie odmówić przejścia przez Stary Rynek, kiedy muszę się udać do jakiegokolwiek miejsca na pólnocnym brzegu Brdy. 

Nowy budynek przy ulicy Mostowej 2. - fot. Krystian Dobosz (pełna galeria na blogu BWB

Niestety, także tutaj nie obyło się bez mankamentów. Coraz częściej słuchać głosy niezadowolenia z wyglądu tak samego budynku (klimatyzacja na dachu niby została zasłonięta, ale zdecydowanie odbiega to od oczekiwań!), jak i logotypów Biedronki i banku ING, które znalazły się na elewacji. Całe szczęście mam dla Was wszystkich dobre wiadomości! Kto śledzi forum internetowe skyscrapercity.com w działach dotyczących Bydgoszczy, najprawdopodobniej już trafił na te wiadomości, ale cała reszta z Was ucieszy się, gdyż plastyk miejski działa już na rzecz uporządkowania estetyki w tym miejscu. Operator sklepu Biedronka miał rzekomo nie przedstawić przed rozpoczęciem urządzania wnętrz i okien projektu elewacji, którego plastyk wymagał i teraz rozpoczyna się "wielkie odkręcanie zamieszania".

Mimo wszystko, niezależnie od rezultatów działań naszego miejskiego konserwatora zabytków, dojście na Stary Rynek przestało przypominać nam o myśli technicznej PRL i także most prowadzący na naszą "starówkę" nabrał zupełnie innego wyglądu. Działa już część iluminacji, nawierzchnia daje masę miejsca pieszym, a o parkujących samochodach można będzie wreszcie zapomnieć! Nareszcie będzie można z czystym sumieniem oprowadzać znajomych po starówce przechodząc przez Brdę nawet kilka razy wszystkimi mostkami od Wyspy Młyńskiej aż po Stary Port. Oczywiście i tutaj nie obyło się bez mankamentów (np. spasowanie płyt tworzących charakterystyczny metalowy "gzyms" dookoła przeprawy), ale z całą pewnością mogę powiedziec, że od nowa zacząłem zwiedzać własne miasto, co raczej za często się nie zdarza.

Nowe szaty mostu Sulimy-Kamińskiego w Bydgoszczy robią coraz większe wrażenie! - fot. Krystian Dobosz
Prócz tego jest także dobiegająca budowa parkingu przy ulicy Pod Blankami. O ile tutaj zdania są już kompletnie podzielone, tak dla mnie jest to realizacja udana, a w dodatku przez sam środek parteru przebiega właśnie moja droga "z domu na rynek", więc gorąco kibicuję jak najszybszemu usunięciu ostatnich elementów pozostałych po pracach budowlanych. 


Kilka "moich" spraw



Prócz miejskiego zamieszania jest też kilka spraw bardziej prywatnych, którymi chciałbym się z Wami podzielić. Pierwszą jest pozostałość po mojej kandydaturze do Rady Miasta Bydgoszczy z ramienia komitetu sformowanego przez Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska. Jak zdążyłem się przez ostatnie tygodnie przekonać, jest to stowarzyszenie pełne zapaleńców i osób bardzo mocno skupionych na Bydgoszczy właśnie. Chociaż takie właśnie zdanie miałem już wcześniej, to dopiero w praktyce przekonałem się jak wygląda to zaangażowanie w praktyce. Jako jedyny komitet od początku SMB kampanię prowadziło nie w oparciu o hasła, a o merytoryczne projekty. Właśnie takie rzeczowe podejście przekonało mnie do tego, by przyłączyć się do stowarzyszenia na zasadzie członkostwa. Liczę, że wspólnymi siłami zdołamy coś dla naszego miasta zdziałać, nawet jeśli nikt z tego komitetu nie dostał się do rady miasta.

Przy okazji liczę, że uda się wraz ze stowarzyszeniem kontynuować temat odtworzenia figury koguta, wspomniany w moim poprzednim wpisie. Prawie każde miasto ma jakąś swoją charakterystyczną rzeźbę i chociaż kogut sam w sobie może nie być tym "idealnym kandydatem", to jednocześnie jest na tyle nietypowym obiektem do uwiecznienia w postaci pomnika, że teraz nie potrafię sobie wyobrazić lepszego kandydata na ożywienie Starego Rynku i ulicy Mostowej. Na pewno jakaś radosna przeciwwaga dla Pomnika Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej przyda się na, smutnej obecnie, płycie naszego rynku.

Trzecia "moja" sprawa, to zbiórka książek dla Cafe Rynek. Akcja trwa cały czas, a jeśli zajdzie taka potrzeba, to zostanie nawet przedłużona do momentu uzbierania odpowiedniego zboru tytułów. Jak zawsze - zachęcam wszystkich do przyłączenia się i podarowania czegoś z własnych zbiorów, co i tak tylko kurzyło się na półkach, a teraz może służyć bywalcom tej kawiarni obywatelskiej.

Post użytkownika Po Bydgosku.


No i to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że następna przerwa między wpisami nie będzie nawet w części tak wielka, jak różnica w czasie między kilkoma ostatnimi tekstami. Na szczęście teksty, które obiecałem nie zginęły i powinny zostać wreszcie doszlifowane do tego stopnia, żebym nie miał najmniejszych oporów wstawić je na bloga. 

piątek, 14 listopada 2014

O co chodzi z tymi kogutami?

Jak wiele osób mogło się przekonać w ostatnich dniach, w Bydgoszczy działacze komitetu wyborczego Metropolia Bydgoska rozdawali słodkie wypieki w kształcie koguta. Część osób mogła skojarzyć kilka faktów i domyśleć się genezy całej akcji, ale dominowała dezorientacja. W tej sytuacji warto chyba sięgnąć głębiej w historię naszego miasta i wyjaśnić, co to za kogut i dlaczego właściwie w Bydgoszczy właśnie koguty trafiły do piekarników, gdyż nie jest to wcale wymysł Metropolii Bydgoskiej, a o wiele starsza historia związana z naszym miastem.

Stara legenda



Nasza historia ma swoje źródła dokładnie w tym samym miejscu, co jedna z atrakcji naszego rynku i kto zna nasze ludowe opowieści, ten już na pewno skojarzył postać na kogucie. To właśnie legenda o panu Twardowskim jest tutaj źródłem i chociaż w całej Polsce znana jest przede wszystkim wersja o czarnoksiężniku z Krakowa, który podpisał cyrograf z samym diabłem w zamian za swe magiczne moce, to i Bydgoszcz dokłada do losów tej postaci swoją opowieść, która według opracowania Rajmunda Kuczmy na podstawie tekstu Andreasa Musolffa pt. „Heimatliche Sagen und Geschichten aus der Provinz Posen” brzmi tak:
"W ROKU PAŃSKIM 1560" 
W roku pańskim 1560, w piękny majowy dzień na Starym Rynku zgromadził się ogromny tłum, wszyscy byli podnieceni, ale nie bardzo wiedzieli co się ma wydarzyć. Nawet pan burmistrz, ze złotym łańcuchem na szyi, się zjawił – widać dostojnego gościa powitać przybył. Nagle powstała ogromna wrzawa – Jedzie! Jedzie! – krzyczano. Patrzą ludziska, a tu ulicą Mostową na pięknym kogucie, w złote pióra strojnym, jedzie Pan Twardowski. Wjechał na Rynek, koguta zatrzymał, aż złote iskry się posypały. Zsiadłszy z pięknego ptaka, pokłon oddał burmistrzowi, który z kolei czarnoksiężnika dukatami obdarzył i szczęśliwego pobytu w mieście życzył 
Tymczasem wierny sługa Twardowskiego – Maciek i bydgoski diabełek Węgliszek smutki ludzkie zbierali i obiecali mistrzowi je przedłożyć. Długi czas mistrz w Bydgoszczy ludzi leczył, zwierzęta uzdrawiał oraz wiele czarów wykonał, biorąc za to sowitą zapłatę 
Nawet pan burmistrz do Twardowskiego się zwrócił z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Mistrz wysłuchawszy skarg siwego już pana, dowiedział się, że w jego mieszkaniu kusi, a w nocy to i trzaski bywają, okropny rumor się czyni i śpiew w komnatach słychać. Twardowski, aby się o tym przekonać, u burmistrza w domu zamieszkał przez trzy tygodnie, ale nic nie kusiło. Twardowski przyrzekł burmistrzowi, że po jego odjeździe z Bydgoszczy już kusić nie będzie. Po wielu zabiegach Twardowski odmłodził burmistrza, tak, że jego młoda żona dopiero po dłuższej rozmowie męża poznała. I odtąd w domu pana burmistrza panował spokój – kusidła i duchy się wyniosły.
 Historia ta jest o tyle ciekawa, że podobne zapisy znaleźć można także w pracach pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego, który to o wizycie Pana Twardowskiego w Bydgoszczy pisał w sposób następujący:
"różne cuda wyczyniał, a to odmładzał ludzi, a to zwierzęta uzdrawiał, a to z czartem paktował. I nigdy, nawet w największej życiowej opresji sarmacki humor go nie opuszczał” 
Figura przedstawiająca legendarnego czarnoksiężnika przy Starym Rynku w Bydgoszczy - fot. Wikipedia, public domain

Dla upamiętnienia wydarzeń opisanych w legendzie, na Starym Rynku w Bydgoszczy zainstalowano w 2006 roku figurę samego czarnoksiężnika Twardowskiego, która dwa razy dziennie wyskakuje z okna na poddaszu jednej z kamienic i pozdrawia turystów i mieszkańców. Rzeźba przedstawia Pana Twardowskiego z podpisanym przez niego cyrografem w ręku, jednak nie jest to wcale pierwsze upamiętnienie tej opowieści. Kilkadziesiąt lat wcześniej opisywane w legendach wydarzenia z roku 1560 upamiętniała zupełnie inna figura i tutaj właśnie docieramy do naszej sprawy rozdawanych bydgoszczanom słodkich kogutów. 


Pierwsza rzeźba upamiętniająca legendę



Na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku przy ulicy Mostowej w Bydgoszczy stała figura koguta, na którym miał rzekomo do miasta wjechać Pan Twardowski (warto tutaj zaznaczyć, że Bydgoszcz była wtedy ograniczona do obrębu obecnego starego miasta, a nawet w 1800 roku niewiele wykraczała poza swoje mury). Chociaż wcale nie była to pierwsza figura koguta, która na Mostowej się pojawiła, to dopiero ta rzeźba stanowiła prawdziwy pomnik i nie była konstrukcją tymczasową. Właśnie ta rzeźba stanowiła inspirację dla akcji opisanej na samym początku wpisu.

Zaczątkiem inicjatywy pieczenia kogutów było zdjęcie odnalezione w rodzinnych szpargałach. Historię fotki opisuje dla nas Pan Adam Goździewski, cyt.:
Mam zdjęcie w rodzinnym albumie, na którym moja, wówczas 5 letnia, mama siedzi na kogucie. Często to zdjęcie było w rodzinnym gronie komentowane, że moja mama usiadła na koguta, a jej brat, który stoi obok, już się nie zmieścił i dla tego ma taką smutną minę. Kogut stał w latach 60-tych w miejscu dzisiejszej kamienicy Sowy, w tle widać spichrze na Grodzkiej, ale niestety podczas budowy kaskady zaginął. Oglądaliśmy rodzinny album z moim 6 letnim synem i tak sobie pomyślałem, że fajnie by było jakby mój synek też miał taką fotkę. Tak powstał pomysł na odbudowanie koguta. Byłem nawet w kilku miejscach z fotką, ale nikogo to nie zainteresowało, a ja odpuściłem. Kogut wrócił jak bumerang 2 lata później w mojej kampanii wyborczej do rady miasta. Trafiłem na ludzi , którzy podłapali pomysł i sami od siebie coś dołożyli - tak powstały ciastka i jakoś poszło.
Rzeźba przedstawiająca koguta Pana Twardowskiego przy ulicy Mostowej w Bydgoszczy, lata 60. - fot. ze zbiorów Pana Adama Goździewskiego

Obecnie na miejscu widocznej na zdjęciu powyżej rzeźby znajdują się zupełnie nowe kamienice, które wybudował znany w Bydgoszczy cukiernik. Mimo to, na ulicy Mostowej pozostaje jeszcze wiele miejsca, gdzie stanąć by mogła rzeźba przedstawiająca legendarnego koguta. Jednym z takich miejsc jest mały ryneczek, który powstał po zwężeniu ulicy nową zabudową do jej historycznej szerokości. W końcu to przecież właśnie tamtędy miał ten krakowski czarnoksiężnik wjechać do naszego miasta, jeśli zawierzyć w pełni legendzie.


Wielkie pieczenie!



Do Pana Adama przyłączyła się także Pani Anna Portała, która zaoferowała pomoc w stworzeniu symbolicznych w swoim kształcie wypieków, które mieliście okazję dostać przy okazji spaceru po Starym Rynku właśnie od reprezentantów Metropolii Bydgoskiej. Jak sama zdradza, decyzja o przyłączeniu się do inicjatywy "wskrzeszenia koguta" zapadła niemal od razu po zobaczeniu zdjęcia, które możecie oglądać w tekście trochę wyżej, cyt,:
Kiedy Adam pokazał nam zdjęcie koguta, pomyślałam że fajnie by było, aby ten kogut powrócił i, skoro mamy niedługo święto, które słynie w Poznaniu z rogali marcińskich, świetnie by było, gdybyśmy mieli słodki symbol tylko z Bydgoszczy. Skoro sam Pan Twardowski już jest, będziemy walczyć o powrót koguta, a przysmakiem mogą być ciastka. Miałam już dawno wypróbowany pomysł na ciastka kruche, które w moim domu są już od lat, więc można piec. Wtedy też pojawił się problem z formą - nie mogłam kupić ani dostać w necie takiej jak bym chciała. Adam zaoferował, że sam taką formę zrobi, i zrobił! Wtedy upiekłam pierwszą porcję ciastek na konferencję w "ogórku", a później większa atrakcja na 11 listopada - promocja na około 400 sztuk. Jestem bardzo dumna z tego, że udało się zrealizować mój pomysł i że tyle osób mi pomogło razem zrealizować taką akcję. Na pewno ten temat będzie powracał i będziemy promować pomysł, aby Bydgoszcz miała swój słodki symbol.

W inicjatywę świetnie byłoby zaangażować naszą słynną rodzinę cukierników i opracować wyjątkową recepturę, która z czasem mogłaby stać się tym tradycyjnym "bydgoskim kogutem" albo urządzić konkurs na przepis wśród mieszkanek naszego miasta. Tak czy siak, bardzo bym chciał, aby narodziła się z tego nowa świecka tradycja i nie została ona zapomniana tylko dlatego, że pieczenie kogutów zaczęło się właśnie teraz, kiedy w najlepsze trwa kampania wyborcza. 


Inicjatorzy akcji pieczenia kogutów (od lewej) - Adam Goździewski i Anna Portała rozdają koguty podczas święta niepodległości 11 Listopada 2014. - fot. Adam Goździewski


Wzór do naśladowania



Podobną inicjatywą do proponowanego przez Pana Adama odtworzenia figury koguta był społeczny ruch na rzecz odtworzenia Fontanny Potop. Sformowana pod nazwą Stowarzyszenie Odbudowy Bydgoskiej Fontanny Potop grupa pasjonatów naszego miasta, skutecznie doprowadziła do odtworzenia jednej z najbardziej efektownych rzeźb przedwojennej Polski i zdecydowanie najbardziej efektownego pomnika w Bydgoszczy. Wspólnymi siłami udało się zebrać wsparcie od dziesiątek firm i setek osób prywatnych, by po latach starań ostatecznie doprowadzić do powrotu Potopu do Bydgoszczy, a jednocześnie też do powstania wyjątkowo pięknego zakątka miasta i unikatowej atrakcji dla każdego turysty odwiedzającego nasze miasto.

Jak wspominali członkowie stowarzyszenia już po odsłonięciu odtworzonej rzeźby - stowarzyszenie dalej będzie funkcjonować i szukać będzie nowego celu dla swoich starań. Wydaje mi się, że na przykładzie Fontanny Potop, można zabiegać o wsparcie dla odbudowy rzeźby przedstawiającej Koguta Twardowskiego (chociaż nie jest to oficjalna nazwa figury). To nie tylko świetna kontynuacja inicjatyw mających na celu przywrócenie Bydgoszczy jej rzeźb i figur, które przez lata zostały utracone lub zniszczone, ale też krok w stronę budowania silnej tożsamości kulturowej naszego miasta.

Podobnie, jak w przypadku zrekonstruowanej już fontanny, na rzecz koguta z całą pewnością zrzuciłoby się wiele osób i wiele instytucji. Wystarczy jedynie za przykładem pierwszego sukcesu pójść dalej i rozpocząć poważne rozmowy na temat odtworzenia kolejnego obiektu, którego nieobecność w Bydgoszczy wciąż wywołuje u wielu osób poczucie straty. Sam, czy to prywatnie, czy bardziej oficjalnie jako "Po Bydgosku" gotów jestem przeznaczyć swój czas i wesprzeć wszelkie starania na rzecz odbudowy. Przy okazji zapoznanie jak najszerszego grona bydgoszczan z legendą o tym jak Pan Twardowski do Bydgoszczy zawitał, samo w sobie jest już ważną inicjatywą, więc zapraszam wszystkich czytelników mojego bloga do przyłączenia się. Jeśli zapraszacie znajomych z dziećmi do Bydgoszczy, jeśli macie własne pociechy - opowiedzcie im legendę o tym, jak Pan Twardowski do naszego miasta zawitał na swoim kogucie i cuda wyczyniał w mieście.



Kilka słów o inicjatorach całej akcji



Pana Adama i Panią Annę miałem okazję poznać w sztabie wyborczym Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska, które i mnie zaprosiło do kandydowania z ich list. Jak się szybko okazało, są to wyjątkowo sympatyczni ludzie, którzy takimi inicjatywami, jak ta opisana powyżej, pokazały mi jasno, że wcale nie mają zamiaru uzależniać swojego zaangażowania w życie miasta od wyniku wyborów. Są to tacy sami ludzie, jak my wszyscy i chociaż często obiegowa opinia każe postrzegać kandydatów w wyborach jako polityków bez serca, to tak na prawdę nie mogłaby być bardziej mylna. Między innymi dlatego chciałbym Was, drodzy czytelnicy, do rozważenia oddania głosów na te osoby, jeśli tylko jesteście z okręgu 1 - niestety będziecie musieli rzucić monetą, jeśli nie macie swojego faworyta. :)

Profile facebookowe obojga znajdziecie tutaj: Adam Goździewski oraz Anna Portała

środa, 29 października 2014

Egoistic - mocne granie z Bydgoszczy!

Bydgoszcz i ciężkie granie od zawsze tworzyły silny duet. Od kiedy tylko pamiętam, w naszym mieście powstawały kolejne kapele i z różnymi efektami próbowały swoich sił na trudnej scenie gitarowego piłowania. Scena ta nadal mocno się u nas trzyma, a jednym z najlepiej brzmiących zespołów (moim skromnym zdaniem), wywodzących się właśnie z Bydgoszczy, jest kapela Egoistic, z której członkami miałem przyjemność porozmawiać na początku października. Zespół powstał w 2011 roku i funkcjonuje nieprzerwanie do dzisiaj koncertując, nagrywając kolejne albumy i zdobywając coraz szersze grono fanów. Wszystkie recenzje, które miałem dotychczas okazję czytać w najróżniejszych portalach poświęconych metalowi, były bardzo pozytywne, a i moje własne "nauszne" doświadczenia przekonują mnie jeszcze bardziej, że jest to formacja mająca ogromny potencjał i na prawdę świetny warsztat muzyczny. Z całą pewnością zachęcać będę wszystkich do zapoznania się z ich twórczością i śledzenia dalszej kariery Egoistic. Zachęcam Was też do zapoznania się z moim pierwszym podejściem do wywiadów - poniżej przedstawiam Wam zapis rozmowy z członkami zespołu, Szymonem i Przemkiem!


Egoistic w swoim obecnym składzie, kolejno od lewej:
Przemek Kiełpiński (gitara), Adam "Dex" Napora (bas), Szymon Priebe (gitara, wokal) oraz Michał Kośmider (bębny)
- tot. Aneta Napora


Rozmowa


Czołem, chłopkaki! Na początek chciałbym, żebyście powiedzieli kilka słów o sobie, czym zajmujecie się w zespole i jak to się stało, że to właśnie Wy w obecnym składzie tworzycie Egoistic?
Szymon: Serwus! Fajnie, że możemy pogadać. Ja zajmuję się w Egoistic grą na wiośle, śpiewem, pisaniem tekstów, wszelkimi artystycznymi sprawami, w dużej części organizacyjnymi również. Sam zespół powstał w 2011 jako wspólna inicjatywa Natalii Gburzyńskiej, która grała na klawiszach (a której niestety nie ma już w zespole) i mojej skromnej osoby. Wiosną 2011 dołączył Michał Kośmider (perkusja) i Maciej Kudalski (bas). Obecny skład skrystalizował się w pod koniec 2012 roku, kiedy Macieja zastąpił Adam Napora, a drugą gitarę objął Przemek Kiełpiński 
Przemek: Cześć! W zespole pełnie funkcję gitarowego i zajmuje się komponowaniem nowego materiału. Stary skład Egoistic dzielił salę prób z moim i Michała ówczesnym zespołem, Tiberiusem. Po zwolnieniu się Igora z miejsca gitarzysty, postanowiłem spróbować sił w nieco innych klimatach.
A skąd wzięła się nazwa zespołu? To była burza mózgów, dzieło przypadku, czy może jest tutaj drugie dno?
Szymon: Żadnej burzy mózgów nie było. Nazwa Egoistic to była moja jedyna propozycja na nazwę wspólnego projektu z Natalią, którą zaakceptowała bez zastrzeżeń. Nikt więcej nie był pytany o zdanie, hehe. Nazwa ma swoje znaczenie. Mianowicie: byłem obecny na scenie bydgoskiej od dłuższego czasu, ale nigdy nie udało mi się uczestniczyć w takim zwartym, sprawnie działającym i wiedzącym co chce osiągnąć zespole, więc postanowiłem założyć taki od podstaw tylko na moich zasadach, z przesłaniem skupionym tylko na moich przemyśleniach i egoistycznych potrzebach artystycznych. Nazwa po prostu sama się nasuwa... Poza tym sam egoizm to fascynująca kwestia. Moim zdaniem motywuje każde działanie, absolutnie każdego człowieka, można się z tym zgadzać lub nie, ale to temat na dłuższą pogawędkę. 
Koncert zespołu Egoistic, MuszlaFest 2014. Od lewej: Przemek Kiełpiński, Szymon Priebe  - fot. Dariusz Bloch

Pierwsze dwie płyty, No Sleep oraz Sacramental Devotion, zostały bardzo ciepło przyjęte i zebrały dobre recenzje. W obu przypadkach były to albumy koncepcyjne i od razu nasuwa się pytanie: czy trzeci album też będzie mieć swój motyw przewodni?
Szymon: Każda płyta Egoistic będzie koncept albumem. Takie było założenie od początku tego przedsięwzięcia i tego się trzymamy. Wyjatkiem może będą wydawane pomiędzy regularnymi albumami EPki (a teraz nad pierwszą pracujemy), gdzie będzie nieco luźniej, ale zawsze będzie jakaś myśl przewodnia. Trzecia płyta będzie również albumem koncepcyjnym z dramaturgią dostosowaną do treści i zakończy trylogię, którą sobie lata temu obmyśliłem. W wielkim skrócie będzie opowiadała o zawiści, nienawiści i pogardzie i tego jak uczucia te wpłynęły na utratę wiary opisaną na Sacramental Devotion i związaną z tym bezsenność, czyli przedmiot albumu No Sleep. Ale bez obaw, mam już pomysły na kolejne przynajmniej dwa następne koncepcyjne albumy. To taka trochę twórcza sraczka, hehe. Z pewnością najciekawsze rzeczy jeszcze przed nami. 
W porównaniu do pierwszej płyty odniosłem wrażenie, że druga zdaje się cięższa i mniej eksperymentujecie ze stylami. Więcej jest heavy metalu, trochę mniej alternatywy. To wynik zmian w składzie, czy zamierzony efekt i w kolejnym wydawnictwie też będziemy mogli się spodziewać zmiany nastroju?
Szymon: Mniej eksperymentujemy? Mi się właśnie wydaje znacznie bardziej zróżnicowana stylistycznie. No ale ostatecznie jako twórca mogę nie mieć dystansu. Na pewno jest to efekt zmian w składzie. Nie ma Natalii, która sporo wnosiła do brzmienia, jest za to Przemek, więc gitarowo jest bardziej rozbudowana. Jedno jest pewne. Jej klimat jest całkowicie podporządkowany treści. Wiesz, heavy metal to jest tworzywo niezbyt uniwersalne, nie nadaje się do wyrażania wszystkich kwestii. Spróbuj wyobrazić sobie metalowy utwór o miłości do zwierząt albo o wędkarstwie, hehe. Świetnie się natomiast nadaje do wyrażania wewnętrznych problemów, osobistych demonów jak właśnie utrata wiary. Na trzeciej płycie będzie pewna zmiana stylistyczna i nastrojowa. Będzie mroczniej, posępniej i nieco ostrzej niż dotychczas, będzie też trochę mieszania, ale zapowiada się na bardziej jednorodny album od dotychczasowych. 
Przemek Kiełpiński w czasie koncertu w MCK 9 maja 2014
- fot. Szymon Tusik 
Przemek: Materiał na Sacramental Devotion w momencie, gdy razem z Adamem wkraczaliśmy do Egoistic, był praktycznie gotowy. Przed nagraniem mieliśmy jeszcze sporo czasu, żeby dodać coś od siebie, ale w głównej mierze były to kosmetyczne zmiany, smaczki... No może poza jednym kawałkiem, który udało mi się przemycić do albumu, z moich własnych zbiorów zalegających na dysku (śmiech). Nieraz intryguje mnie jak zabrzmiałaby płyta nagrana z Igorem i Łańcuchem, ale broń borze nie jestem zawiedziony z tego, jak finalnie wypadło to w obecnym składzie. Obecnie przygotowujemy się do wydania epki i trzeciego albumu. Na pewno będzie ciężej, agresywniej. Zaserwujemy słuchaczom solidną porcję świeżych riffów.


Kiedy możemy spodziewać się trzeciej płyty?

Szymon: Muzykę niebawem skończymy, teksty będą większym problemem. Jak tylko uda nam się zebrać odpowiednią kwotę złociszy na studio to przystąpimy do nagrania. Ostrożnie szacuję, że będzie to druga połowa przyszłego roku, więc jak wszystko pójdzie sprawnie to wiosna/lato 2016 powinna ukazać się trzecia płyta. Wcześniej bo na początku 2015 powinna ukazać się nasza EPka. Mamy zamiar zacząć nagrania niebawem, może nawet w przyszłym miesiącu.


Ostatnimi czasy sporo koncertujecie - w piątek graliście w Toruniu, a ledwie kilka dni wcześniej w Chojnicach, w niedzielę natomiast wybieracie się do Nakła (ed. - był wtedy 11 października). Gdzie jeszcze w najbliższym czasie można Was będzie zobaczyć live?

Szymon: Mamy zaplanowane koncerty w Gdańsku i Pszczółkach w listopadzie oraz na Metalowym Zakończeniu Roku w bydgoskiej Estradzie. Postaramy się jeszcze zorganizować koncerty w Grudziądzu, Pile, Poznaniu być może Koninie, Brodnicy i paru innych miastach, w których jeszcze nie graliśmy, ale to na razie sfera teoretycznych rozważań. Zobaczymy na ile nam starczy czasu, pieniędzy i determinacji, heh. 
Pracujecie nad nowym materiałem między koncertami, czy czeka nas przerwa w występach?
Szymon: Nowe utwory cały czas powstają, gotowe ewoluują, nie da się tego zaplanować, powstrzymać, czy też usiąść i zacząć tworzyć. Inspiracja przychodzi sam a kompozycje w ślad za nią. Fakt, że łatwiej się skupić nad nowymi utworami, kiedy nie koncertujemy.
Nagraliście niedawno swój pierwszy klip. Teledysk do utworu Nothing But The Shame zaczyna się kadrem z samego serca bydgoskiej starówki. Czy pokazywanie w swoich klipach Bydgoszczy jest dla Was ważne, jako bydgoszczan, czy po prostu Katedra Bydgoska pasowała do tematu upadku wiary, na którym bazuje album Sacramental Devotion?
Szymon: Nothing... opowiada o autentycznych przeżyciach, moich własnych, które autentycznie rozgrywały się również w budynku Katedry Bydgoskiej. To właśnie tam przeżyłem rezygnację i rozczarowanie religią, także odrzucenie wiary. Żadne inne miejsce nie byłoby bardziej odpowiednie do wyrażenia tego w klipie. W ogóle dużo ważnych rzeczy w naszych życiach wydarzyło się w Bydgoszczy i na 100% pewne ujęcia z miasta pojawią się w naszych przyszłych produkcjach. Mam już na to kilka pomysłów tylko wciąż brakuje środków na realizację. To miasto to niezbywalna część naszych tożsamości tzn. na pewno mojej.

Jak wyglądało powstanie teledysku? Wiąże się z nim jakaś historia? Zdaje się, że nie jest łatwo w naszym kraju znaleźć kompletnie pusty kościół.
Szymon: Powstanie wyglądało tak, że stworzyłem prosty scenariusz i przystąpiliśmy do kręcenia, hehe. Z wielu zaplanowanych scen musieliśmy zrezygnować, bo nie dostaliśmy na czas pozwolenia na kręcenie wewnątrz Katedry, fabuła sporo na tym ucierpiała, ale wypełniliśmy to naszymi ujęciami. Poza tym to nasz pierwszy klip i każdy chciał na nim widzieć swoją gębę, heh. Niełatwo było znaleźć 10-letniego aktora,bo prawie żaden ze znajomych nie ma jeszcze dzieciaka w takim wieku, a co do opuszczonego kościoła to Przemek się może wypowiedzieć. To jego znalezisko. Historia w teledysku jest dość prosta i jest oparta na symbolice. Chłopak to moja inkarnacja w okresie 10 lat, kiedy chodziłem do kościoła, właśnie tego widocznego. Z wymienionych wcześniej względów zabrakło sceny modlitwy przed ołtarzem. Pojawiają się za to symbole religijne, dewocjonalia i osamotniona postać w ciemności. Scena opuszczonego kościoła symbolizuje kryzys wiary, a rzut różańcem ostateczne jej odrzucenie. Pozostaje samotność i wstyd. Ot i cała treść. Klip ma pewne braki, lecz na nasze możliwości wyszedł super. Pierwsze koty za płoty. Drugi klip to będzie już wypas. Miejmy nadzieję.
Przemek: Temat opuszczonego kościoła poruszyłem w zespole, kiedy decydowaliśmy się na sesję zdjęciową do albumu. Wyszedłem z inicjatywą zrobienia jej w ruinach kościoła, co przez resztę egoistów wydało się strzałem w 10, a zarazem ciężkim do zrealizowania celem - bo jak sam powiedziałeś - nie jest łatwo takie miejsce u nas znaleźć. Z tym problemem pomógł znany i lubiany wujek i zaprowadził nas za rączkę do celu.
Klip w rzeczy samej jest świetny i gdybyście o tym nie powiedzieli, nigdy bym nie podejrzewał, że są tam brakujące sceny. Nawiązując do kręcenia scen - czy są w Bydgoszczy jakieś miejsca, które chcielibyście wykorzystać w jakimś przyszłym klipie?
Szymon: Pewnie! Mam swoje ulubione miejsca w Bydgoszczy, gdzie można by nakręcić fajne sceny lub przynajmniej ukryć zwłoki, heh. Na przykład ul. Drukarska, zaszczane bramy i podwórka na Bocianowie, prawie całe Okole i ta odnowiona i nieodnowiona część, ulica Wincentego Pola i kilka pobliskich na Wilczaku, gdzie jakby usunąć fury to mamy kadr jak z XIX wieku. Jest mnóstwo ciekawych miejsc w Bydgoszczy, zależy tylko co Cię podnieca.

Dziękuję Wam za tę rozmowę! Na pewno będę niecierpliwie czekał na kolejną płytę, a do dotychczasowych albumów wracać będę z przyjemnością. Jeśli chcecie coś dodać od siebie, to zostawiam swoich czytelników do Waszej dyspozycji!
Szymon: Wielkie dzięki za uznanie! Na prawdę miło to słyszeć. Czytelników zachęcam do zapoznania się z naszą twórczością, zapraszam na koncerty i przede wszystkim zachęcam do wspierania kultury i nie chodzi tylko metal czy muzykę. W mieście i okolicy dzieje się na prawdę bardzo dużo ostatnio i czasem dosłownie nic nie kosztuje, by doznać ciekawych artystycznych wrażeń. Inwestujcie w sztukę. 
Przemek: Dzięki za poświęcony nam czas! Cieszę się, że dzięki takim artykułom kapele mają szansę przedstawić swoją twórczość i opowiedzieć nieco o sobie czytelnikom i słuchaczom.


Gdzie, jak i kiedy?




Wszystkich zainteresowanych twórczością zespołu zapraszam do odwiedzenia strony Egoistic na facebooku, a także subskrybowania ich oficjalnego kanału w serwisie YouTube, gdzie pojawiać się będą (za co trzymam kciuki!) następne klipy nagrane przez zespół. Pierwszy album nie jest obecnie w sprzedaży, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by kontaktować się z zespołem pod adresem mailowym: egoisticband@gmail.com. Zainteresowanych drugim albumem zespołu zapraszam pod następujące adresy:



Jednocześnie też zapraszam wszystkich, którzy mają okazję znaleźć się w trójmieście w połowie listopada, do udziału w koncercie, który odbędzie się dnia 15 listopada w klubie Metro, Gdańsk. 


Post użytkownika Egoistic.

poniedziałek, 27 października 2014

Do Grunwaldzkiej "po trupach"?

O tym, że rozbudowa ulicy Grunwaldzkiej w Bydgoszczy jest potrzebna, nie trzeba nawet dyskutować. Północna obwodnica śródmieścia, do węzła planowanego u zbiegu tej trasy z drogą ekspresową S5, siłą rzeczy musi posiadać wystarczającą przepustowość. Droga ta musi być w stanie obsłużyć ogromne ilości samochodów chcących wjechać i zjechać z planowanej drogi ekspresowej, która ma okalać Bydgoszcz od zachodu. Po zakończeniu prac na odcinku łączącym A1 z Poznaniem ruch będzie zdecydowanie większy na każdej z dróg prowadzących wgłąb Bydgoszczy. W takiej sytuacji można jedynie pogodzić się z koniecznością wyburzenia części domów lub pogodzić się z korkami w tej właśnie części miasta. Pierwsze rozwiązanie jest przykre dla mniejszej części obywateli naszego miasta, ale czy na pewno właśnie tak musiało być?


Prace mające udrożnić drogi wylotowe z miasta są w wielu miejscach bardzo zaawansowane. - fot. Radosław Kuchnowski

O wiele mniej oczywiste od samej konieczności budowy trasy jest to, w jaki sposób miasto postąpiło z mieszkańcami żyjącymi przy tej właśnie ulicy. Mogłoby się wydawać, że skoro od dobrych kilku lat droga obwodowa miała być w budowie i (według pierwszych założeń) już w czasie Euro 2012 miały po niej "śmigać" samochody, to i wszystkie formalności związane z gruntami i domami wzdłuż ulicy Grunwaldzkiej zostały już dawno temu załatwione. Tak przecież postąpiliby odpowiedzialni urzędnicy, którzy znając długofalowe plany związane z infrastrukturą, zaczęliby wstępne negocjacje z właścicielami działek już między 2010 i 2011 rokiem. Gdyby tylko wszystko potoczyło się według takiego właśnie scenariusza, to dzisiaj cała inwestycja mogłaby przebiegać absolutnie bez problemów i wszyscy byliby zadowoleni. Niestety, jak można się było spodziewać, nie wszystko jest takie różowe i uporządkowane. Jak donosi Pan Radosław Kuchnowski, jeden z czytelników Po Bydgosku (dane pozostawiam do własnej wiadomości), zamiast opisanego powyżej przebiegu wypadków, mieszkańców potraktowano specustawą drogową. Tą samą specustawą, która doprowadziła do szeregu zupełnie bezpodstawnych i bezprawnych wywłaszczeń właśnie w czasie przygotowań do wspomnianego wcześniej turnieju piłkarskiego Euro 2012.



W czym rzecz?



Dlaczego jest to taki problem? Na pewno przecież wliczone są w to odszkodowania za zawłaszczone pod drogę tereny i wyburzone budynki mieszkalne. Takie myśli z całą pewnością przebiegły przez wiele głów, kiedy przeczytały powyższy akapit. Jest w tym sporo racji i odszkodowania te faktycznie zostały wliczone. Przysłowiowe "schody" zaczynają się w momencie, gdy zaczniemy przeglądać dokumenty. Okazuje się tam, że nie zostały zajęte całe działki, a jedynie absolutne minimum niezbędne dla poszerzenia drogi, czego efektem jest wyburzenie praktycznie całej północnej strony ulicy (zabudowa przebiega w znacznej części wzdłuż krawędzi działek) i pozostawienie w rękach właścicieli  reszty działki z odszkodowaniem nie wystarczającym na odbudowę nawet części nieruchomości. Jak można się dowiedzieć z kuluarowych rozmów mieszkańców, wycena za dwupokojowe mieszkania może sięgać nawet marnych 80 tysięcy złotych (wyceny dokonali mieszkańcy według obowiązujących w Bydgoszczy stawek gruntowych - nie jest to oficjalnie zaproponowana kwota!). Dla wszystkich tych, którzy nie chcą mieszkać w przyszłości przy dużej, dwupasmowej ulicy, jest to kwota zbyt mała nawet na kawalerkę z rynku wtórnego.


Wycinek z planu przedstawionego mieszkańcom ulicy Grunwaldzkiej. Obszary przeznaczone pod nową ulicę zawarte między niebieskimi liniami. - fot. materiały wysłane mieszkańcom przez UM

Jak pisze Pan Radosław Kuchnowski w swojej wiadomości:
Powiem tylko jedno: ludzie z ul. Grunwaldzkiej stawiali domy swoje jeszcze przed wojną. Większość obecnych mieszkańców to osoby starsze i wszyscy ciężko pracowali, aby utrzymać, odnawiać i remontować swoje włości (budynki z ogrodami itd.), tymczasem władze RP proponują wyleczyć ich ze wspomnień swojej ostoi życia, wywłaszczając ich i nie dając w zamian nic, oprócz marnych rekompensat za które nic nie kupią. To również ich dzieci i dalsze pokolenie, które tam zamieszkuje tylko dla tego, że mają ten swój własny kąt - ładowanie ich (nas) do bloków, w 4 ścianach, to jak zamknąć kogoś w więzieniu tylko za to, że wzięło się los w swoje ręce. Sam jestem mieszkańcem Czyżkówka i, jeśli sprawdzi się to wywłaszczenie, wyjadę z kraju np. do Niemiec, gdzie i mieszkania są tańsze (Berlin wschodni 2 pokoje za 90 tys zł), ale i zarobki inne. Mało nas już wyjechało? Nadal pragniemy czegoś lepszego, tracąc znacznie więcej?
Finał historii może być już bliski, gdyż urzędnicza machina poszła w ruch. Niestety, tutaj również wszystko wygląda chłodno i bez żadnego marginesu pozostawionego, by przyjąć poprawkę na czynnik ludzki. Dnia 24 czerwca zaproszono mieszkańców i właścicieli budynków, które planowane są do wyburzenia, na rozmowę w ratuszu. Jednocześnie w tym samym czasie do wojewody wpłynął wniosek o wydanie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej (ZRID) z rygorem natychmiastowej wykonalności. Jak łatwo się domyśleć, pod wszystkimi decyzjami podpisał się urzędujący obecnie prezydent, Rafał Bruski. Należy sobie postawić pytanie: czy przeszła mu przez myśl możliwość zrobienia czegoś dla eksmitowanych ludzi, kiedy dostawał z Wydziału Mienia i Geodezji papiery do podpisania? 

Kadencja obecnej władzy trwa od czterech lat i wydawać by się mogło, że to wystarczająco dużo czasu, by z każdym mieszkańcem z osobna wynegocjować odpowiednie warunki przekazania działki. Trudno jednoznacznie powiedzieć czy prezydent został postawiony przed gotowym dokumentem i tekstem "musi Pan podpisać, bo nie zdążymy na otwarcie S5", co winę raczej kieruje na barki urzędników odpowiedzialnych za całą inwestycję, czy też po prostu nie poświęcono w ratuszu zbyt wiele czasu na wczytanie się w plany i zastanowienie się nad ich konsekwencjami. Kluczowe w tej sytuacji jest to, że z wszelkimi kwestiami gruntowymi i wysiedleniami zaczekano do samego końca i niemal startu inwestycji, chociaż wszystko wskazuje na to, że wcale nie trzeba było tak robić.

Sytuacja bez wyjścia?



Jasnym jest, że czas na pokojowe rozwiązanie problemu minął dawno temu. Czy możliwe jest jeszcze dobre wyjście z zaistniałej sytuacji? Na pewno można złagodzić skutki społeczne i uruchomić w mieście specjalny fundusz dedykowany bezpośrednio wykupieniu pozostałych części działek od osób, które zostaną eksmitowane z własnych domów i pozostawione z pomniejszonymi o wszystkie zabudowania działkami. Można zaproponować tym mieszkańcom grunty pod budowę domu w systemie identycznym, jak w programie "Zbuduj swój dom w Bydgoszczy" (preferencyjne warunki spłaty po 1% wartości działki rocznie). Można zaproponować takim osobom pierwszeństwo na listach oczekujących na mieszkanie przydzielone z urzędu. Tylko czy aby na pewno są to działania wystarczające? Jakiej metody by nie obrano, to na pewno w żaden sposób nie zmieni to poczucia, że mieszkańcy zostali potraktowani przedmiotowo, jak tymczasowe wypełnienie dla potrzebnych miastu działek, które można wyrzucić z dnia na dzień.

Ważnym jest, by w przyszłości miasto negocjowało pozyskanie gruntów nie przez narzucenie, a przez rozmowę. Nawet jeśli z obecnej sytuacji nie ma już odwrotu, to należy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Przed naszymi władzami na nadchodzącą kandencję stoi wyzwanie rozpoczęcia negocjacji na rzecz pozyskania terenów pod inwestycje nie tylko bieżące, ale też przyszłe, które prowadzone mają być za kilka, czy nawet kilkanaście lat. Specustawa drogowa jest narzędziem łatwym w użyciu, ale zastosowanie jej zawsze powinno być absolutną ostatecznością, a nie domyślną metodą rozwiązywania problemu. Nigdy metoda siłowa nie może zastąpić negocjacji, które zawsze traktują strony na równi i nie odzierają nikogo z godności.

piątek, 10 października 2014

Fordon - uśpiony potencjał Bydgoszczy

Jakiś czas temu pisałem o problemie suburbanizacji dookoła Bydgoszczy i kilku mankamentach z nią związanych. Rozwijając mocniej problematykę odpływu ludności na tereny słabiej zurbanizowane, chciałbym poruszyć ważny temat terenów, które znajdują się w Fordonie. Piękne i zielone tereny, niczym nieodbiegające od warunków oferowanych przez podmiejskie wsie, z jakiegoś powodu pozostają ignorowane przez władze, jako alternatywa dla osób szukających miejsca do życia wśród zieleni. W całym kraju naturalnym kierunkiem "ucieczki od miasta" jest typowy obszar wiejski. Nie gorszym miejscem w granicach administracyjnych miasta Bydgoszczy jest tak zwany "górny taras Fordonu", który oferuje spokojną okolicę wśród lasów i pól, oddzieloną od blokowisk pasem "Zbocza Fordońskiego", w ciągu wzniesień pradoliny Wisły, tworzących razem park krajobrazowy. 

Bydgoszcz wyludnia się, a prognozy zakładają pogłębienie się tego zjawiska w nadchodzących latach. Nie sposób jest przewidzieć czy ta tendencja ulegnie zmianie, ale zamiast czekać na nowe prognozy, trzeba zacząć aktywnie działać na rzecz odwrócenia bądź ograniczenia procesu kurczenia się populacji naszego miasta. Brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, plany nieadekwatne do potrzeb rynku i brak uzbrojonych terenów to tylko wierzchołek góry lodowej. O wiele większym problemem jest ogólny brak pomysłu na rozwój miasta w skali makro i kulejące planowanie nowych przestrzeni, mogących zachęcić ludzi do zamieszkania. Skoro jakimś sposobem udało się stworzyć park przemysłowy, gdzie pod inwestycje wydzielono i uzbrojono wielkie połacie terenów, a infrastruktura drogowa była gotowa na długo przed zakończeniem budowy hal na terenie tego parku, to dlaczego nie można zrobić tego samego dla miejsc zamieszkania? Jak trudne może być utworzenie sieci dróg i uzbrojenie terenów pod zupełnie nowe osiedla, które wniosłyby nową jakość do tkanki miejskiej w Bydgoszczy?

Zapomniane tereny



Bardzo łatwo jest mówić "istnieje potencjał", ale znacznie trudniej jest przedstawić jasno, jakie dokładnie są to możliwości i uświadomić innym, jak wiele czasu nasze miasto straciło nie robiąc nic, by te tereny zagospodarować. W tym celu utworzyłem interaktywny zestaw map, pokazujących dokładnie ogromny potencjał drzemiący w Fordonie. Postaram się kolejno opisać wszystkie jego elementy, zaczynając od najbardziej rzucających się w oczy połaci niezabudowanej ziemi.


Tereny na "górnym tarasie" i wzdłuż ulic Pod Skarpą i Zamczysko - grafika własna.

Łączna powierzchnia niezabudowanych terenów w Fordonie to ponad piętnaście kilometrów kwadratowych (z czego znaczną część stanowi górny taras i obszar na północ od Lasu Gdańskiego)! To niemal 30% powierzchni gminy Osielsko, która nie jest zalesiona (gmina ma około 100 kilometrów kwadratowych powierzchni przy około 50% zalesienia). Na terenie wyżej wymienionej gminy zamieszkuje niecałe 12 000 osób, przy znacznej części terenów pozostających nadal obszarami rolnymi, pozbawionymi zabudowy mieszkaniowej. Pozwala to szacować potencjał terenów w Fordonie na 6 000 do 8 000 tysięcy mieszkańców w zabudowie o bardzo małej i małej gęstości (zabudowa jednorodzinna, szeregowa i willowa) wraz z pozostawieniem rezerwy na sieć drogową, punkty użyteczności publicznej i strefy handlowo-usługowe. Niestety, większość tych terenów nie została do dzisiaj objęta żadnym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i każda inwestycja przejść musi szereg dodatkowych procedur przed startem.

Na grafice umieszczonej poniżej, znajduje się porównanie dostępnych obecnie terenów powyżej "Zbocza Fordońskiego" do terenów wsi Niemcz, położonej na północ od centrum Bydgoszczy. Wieś ta, której powierzchnia zaczyna mieć charakter bardziej miejski, niż wiejski, zabudowana jest mniej niż w połowie przez domki jednorodzinne, a jej obecny poziom populacji sięga trzech tysięcy osób (według danych z dnia 30.06.2014). Pozwala to spokojnie założyć, że oszacowana przeze mnie ilość ludności mogącej zamieszkać na górnym tarasie Fordonu może być poniżej rzeczywistych możliwości terenu, szczególnie, jeśli zamiast domów wolnostojących, pojawić by się miała zabudowa szeregowa, w której na podobnej powierzchni może zamieszkać nawet dwukrotnie więcej rodzin. 


Porównanie obszaru Niemcza i "górnego" Fordonu - grafika własna.

Podobne porównanie można zastosować do terenów położonych na północ od Lasu Gdańskiego, które rozciągają się wzdłuż obecnych ulic Pod Skarpą oraz Zamczysko. Znów, właściwym wydaje się porównanie do terenów o podobnym układzie geograficznym, które znaleźć można w bezpośrednim sąsiedztwie miasta Bydgoszczy. Do takich terenów należy północna część miejscowości Białe Błota. Miejscowość ta ma ponad sześć tysięcy mieszkańców (dane na rok 2011), co pozwala założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tereny zaznaczone na poniższym porównaniu są zdolne pomieścić zabudowę stanowiącą miejsce zamieszkania dla nie mniej, niż dwóch tysięcy osób. Są to szacunki ostrożne i najprawdopodobniej, przy dopuszczeniu zabudowy mieszanej, jednorodzinnej i wielorodzinnej, możliwe jest stworzenie dogodnych warunków dla ponad trzech tysięcy osób, wraz z niezbędną infrastrukturą i punktami usługowymi oraz użyteczności publicznej.
 

Porównanie obszaru Białych Błot i terenów przy ulicach Zamczysko i Pod Skarpą - grafika własna.

Problemem tych terenów jest także wyjątkowo słaba komunikacja. W chwili obecnej "na górki" prowadzą nieliczne drogi, głównie o nawierzchni piaszczystej i szutrowej, które wiją się w dolinkach prawdopodobnie od ponad stu lat. Tutaj (ponownie) problemem jest brak miejscowych planów zagospodarowania, gdzie ujęte byłyby nowe drogi dojazdowe. Na mapce Miejskiej Pracowni Urbanistycznej znaleźć możemy jedynie informację o przystąpieniu do opracowania planu dla przedłużenia ulicy Matki Teresy z Kalkuty, a także częściowy plan dla Alei Barciszewskiego, która zawarta została w planie dla osiedla Tatrzańskiego. Niestety nie wiadomo dlaczego do dzisiaj MPU nie zdołała przedstawić jakichkolwiek koncepcji zawierających realne metody dojazdu na górny taras Fordonu. Docelowo sieć głównych i drugorzędnych dróg łączących tereny po obu stronach "Zbocza Fordońskiego" powinna obejmować dwie duże ulice i kilka dodatkowych o znaczeniu lokalnym.


 Sieć niezbędnych dróg dojazdowych do wolnych terenów w Fordonie - grafika własna.

Priorytetowymi połączeniami powinny być kolejno: Aleja Leona Barciszewskiego (ponieważ jest jednocześnie podstawą rozbudowy sieci tramwajowej w Fordonie), przedłużenie ulicy Matki Teresy z Kalkuty do ulicy Pod Skarpą, a następnie jej przedłużenia w postaci ulicy Józefa Grussa na górny taras Fordonu (szybkie połączenie z ulicą Fordońską dla górnej części dzielnicy i osiedla Eskulapa), budowa ulic Ciszewskiego i Rydygiera stanowiących przedłużenie ulicy Twardzickiego. W dalszej kolejności już istniejące drogi powinny zostać utwardzone, oświetlone i przygotowane do pełnienia roli dróg uzupełniających dla ruchu lokalnego. Wraz z budową infrastruktury drogowej konieczny jest także rozbudowa sieci doprowadzającej podstawowe media do terenów przeznaczonych pod inwestycje.

Tak przygotowane tereny powinny zostać objęte programem promującym osadnictwo podobnym, do obecnie rozwijanej inicjatywy "Zbuduj swój dom w Bydgoszczy", w którym miasto wyznacza działki pod zabudowę jednorodzinną pobierając w ramach użytkowania wieczystego jedynie 1% jej wartości rocznie. Tak skonstruowana oferta powinna znacząco podnieść atrakcyjność inwestycyjną terenów znajdujących się wewnątrz granic administracyjnych Bydgoszczy i na dłuższy czas zapewnić szukającym terenów pod budowę domu potencjalnie najlepszą ofertę dostępną w naszym regionie. 


Lepiej, niż na wsi!



W związku z tym, że znaczna część osób "uciekających z miasta" kieruje się także takimi aspektami, jak jakość powietrza i bliskość natury, Fordon powinien okazać się znacznie bardziej atrakcyjny od okolicznych gmin wiejskich. Południowa część zespołu parków krajobrazowych wzniesień pradoliny Wisły przebiega przez Fordon tworząc pas terenów zielonych, których potencjał widokowy i spacerowy trudno jest opisać w kilku tylko słowach. Od małych dolinek ze strumykami po wysokie pagórki, z których obserwować możemy całe kilometry terenu, Fordon oferuje unikatowe warunki w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Od drugiej strony tereny proponowane przeze mnie, jako tereny pod zabudowę jednorodzinną, ograniczone są przez wielkie połacie lasów iglastych stanowiących gwarant wysokiej jakości powietrza na nowym osiedlu.


Rozkład terenów o szczególnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych w północnym Fordonie - grafika własna.

Ciągnący się na długości czterech kilometrów obszar chronionego krajobrazu oferuje nawet kilkanaście kilometrów częściowo dzikich ścieżek pieszych, a także dwa oficjalne piesze szlaki turystyczne - Szlak czerwony Klubu Turystów Pieszych „Talk” oraz Szlak czerwony im. Jeremiego Przybory. Prócz tego na południowo-wschodnim łuku "Zbocza Fordońskiego" znajduje się zespół dwóch miejsc pamięci, w którego skład wchodzi Dolina Śmierci, będąca miejscem pamięci niemal półtora tysiąca ofiar nazistowskich mordów, a także Góra Szybowników upamiętniająca znajdujące się w Fordonie lotnisko i szkołę szybowcową (1933-1963), stanowiąca też świetny punkt widokowy położony ponad 60 metrów nad poziomem Wisły i ponad 50 metrów nad poziomem osiedli Nowego Fordonu.

Oczywiście potencjał przyrodniczy to jedno, ale chcąc konkurować z lokalizacjami położonymi na terenach przylegających do granic Bydgoszczy, trzeba też być pewnym oferty komunikacyjnej. Czas dojazdu z Osielska do centrum naszego miasta jest jednym z najważniejszych czynników ściągających do tej gminy nowych mieszkańców. Z tego też powodu postanowiłem obliczyć przybliżony czas przejazdu z okolic zaznaczonego na interaktywnej mapie skrzyżowania głównych ulic na terenach górnego tarasu Fordonu i analogicznego skrzyżowania Szosy Gdańskiej z ulicą Centralną w Osielsku, jako przybliżonego "środka" tej miejscowości i skupiska zabudowy w tej gminie. Kto nie lubi wdawać się w detale techniczne powinien przeskoczyć do akapitu pod tabelką (a taki dla Was dobry będę!). Dla zachowania jasności obliczeń i wybranych tras wyszedłem z założenia, że:
  • z Osielska przejazdy w osi północ-południe odbywają się wzdłuż drogi krajowej numer 5,
  • z nowych terenów w Fordonie przejazdy odbywają się możliwie krótką trasą do ulicy Fordońskiej i dalej tą ulicą z wyjątkiem połączenia z BPPT,
  • południowo-wschodnia obwodnica miasta jest już wybudowana na odcinku nie mniejszym, niż do ulicy Czesława Lewińskiego,
  • ulica Matki Teresy z Kalkuty oraz ulica Józefa Grussa są już wybudowane i przejezdne z docelową przepustowością.
Jako punkty "kontrolne" wybrałem Rondo Fordońskie, jako skrzyżowanie głównych dróg krajowych, BPPT jako główne skupisko miejsc pracy w Bydgoszczy oraz Focus Mall jako największą istniejącą obecnie galerię handlową w regionie, zaś czasy przejazdu liczyłem dla średniej prędkości poruszania się odpowiednio 35, 40 i 45 kilometrów na godzinę. Ponieważ niezależnie od założonej prędkości proporcje czasu przejazdu pozostają podobne, wynik można zaprezentować w postaci prostego wykresu.


Czasy przejazdu dla poszczególnych prędkości natomiast przedstawiały się w sposób zaprezentowany w poniższej tabeli przy przeliczeniu czasu jazdy dla następujących tras:
  • Osielsko - R. Fordońskie w ciągu DK5 - 8.3 km
  • Osielsko - BPPT w ciągu DK5 i ulicy Glinki - 13.6 km
  • Osielsko - Focus Mall w ciągu DK5 i ulic Powstańców Wielkopolskich, Ogińskiego - 8.8 km
  • Górny Taras - R. Fordońskie w ciągu ulic Józefa Grussa, Matki Teresy z Kalkuty, Rejewskiego i Fordońskiej - 9.6 km
  • Górny Taras - BPPT w ciągu ulic Józefa Grussa, Matki Teresy z Kalkuty, Lewińskiego, obwodnica - 10.3 km
  • Górny Taras - Focus Mall w ciągu ulic Józefa Grussa, Matki Teresy z Kalkuty, Rejewskiego, Fordońska i Jagiellońska - 11.2 km
Warto przy tym zaznaczyć, że dla Fordonu istnieją alternatywne centra handlowe różnych rozmiarów w postaci Galerii Pomorskiej, Galerii Auchan i Galerii Fordon, których porównywanie mijało się z celem z powodu oczywistej przewagi lokalizacji na osiedlach znajdujących się na omawianych obszarach górnego tarasu Fordonu.



 

Podsumowując: czas dojazdu do "centrum Bydgoszczy" różni się w obu przypadkach o 2 do 3 minut na korzyść lokalizacji w Osielsku, jednak czas dojazdu do pracy to już różnica na poziomie 4 do 6 minut, co oznacza oszczędność około dziesięciu minut dziennie i około godziny w skali tygodnia na samych dojazdach do pracy. Czas dojazdu do galerii handlowej Focus Mall jest mniejszy z Osielska, jednak tylko, jeśli zignorujemy istnienie innych obiektów wielkopowierzchniowych w mieście. W połączeniu z walorami przyrodniczymi nie istnieje żadne dobre uzasadnienie, by tereny wiejskie uznawać za bardziej atrakcyjne i lepiej położone od terenów wewnątrz granic administracyjnych Bydgoszczy. Dlaczego zatem nie robi się nic, by te tereny zagospodarować?

Inne problemy Fordonu



W poprzednim wpisie wymieniłem szereg problemów trapiących już teraz dzielnicę Fordon. Wiele z nich to nawarstwienie wieloletnich zaniedbań i pokłosie zbyt szybkiego wzrostu dzielnicy w stosunku do powstających w niej miejsc pracy, usług i rozrywek. W efekcie Fordon sam w sobie stał się miejscem, w którym można żyć, ale nie za bardzo chce się przebywać. Dzielnica nie posiadała przez długie lata w zasadzie żadnych kawiarni, restauracji i pubów, zaś te powstające od pewnego czasu nadal znacząco odstają od standardu oferowanego przez znaczną większość lokali położonych centrum miasta. Podobnie sytuacja przedstawia się w dziedzinie rozrywek - pubów, klubów i miejsc jak kluby bilardowe, kręgielnie czy nawet muzea i wystawy. Brakuje w Fordonie miejsc pozwalających na sprawną organizację koncertów i chociaż niejednokrotnie wykorzystywano w tym celu najróżniejsze salki (ostatnio także wnętrze dawnej synagogi), to próżno tutaj szukać prawdziwych klubów muzycznych.

Osobiście uważam, iż istnienie takich miejsc uwarunkowane jest głównie przez godziny przebywania ludności w danej części miasta, a nienaturalnie szybki wzrost dzielnicy mieszkalnej doprowadził do powstania trybu życia jej mieszkańców opartego na wyjeździe z Fordonu z rana i powrocie "na nocleg". Brakuje tutaj dużych miejsc pracy, które w godzinach popołudniowych (a zatem głównym czasie funkcjonowania lokali gastronomicznych) wprowadzałyby do dzielnicy odpowiednio dużą pulę osób dysponujących wolnym czasem. Brakuje urzędów, które mogłyby w godzinach swojej pracy sprowadzić do dzielnicy osoby nie pracujące w danym dniu bądź dysponujące wolnym czasem w trakcie typowego dnia roboczego. Trzecim źródłem ruchu są uczelnie wyższe, które generują potoki osób w zasadzie przez cały dzień, jednak kampus UTP znajduje się na tyle na uboczu dzielnicy, że trudno mówić tutaj o wprowadzaniu osób bezpośrednio między istniejącą zabudowę. Na szczęście istnieje w Fordonie wystarczająco wiele terenów, które przeznaczone pod zabudowę tworzącą miejsca pracy i punkty zainteresowania, mogą ożywić dzielnicę także w ciągu dnia.


Proponowany rozkład terenów dedykowanych pod miejsca pracy i urzędy + kampus UTP - grafika własna.

Drugim ważnym aspektem wpływającym na znaczne obniżenie atrakcyjności dzielnicy Fordon jest absolutny brak inwestycji w obszarze starego miasta, którego potencjał jest na chwilę obecną trudny do oceny. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po odpowiednim zagospodarowaniu nabrzeża Wisły i ogólnej rewitalizacji obszaru staromiejskiego, rejon Starego Fordonu stanie się popularnym miejscem spotkań mieszkańców całej dzielnicy, a może także innych części Bydgoszczy. Niestety, większość tego potencjału pozostanie niewykorzystana, jeśli nie odsunie się ruchu tranzytowego dalej od zabytkowej części dzielnicy. Aby tego dokonać potrzebne są dwie duże inwestycje, które kanalizować będą ruch w sposób omijający zdegradowane tereny staromiejskie.


Drogi niezbędne do wygaszenia ruchu w obszarze staromiejskim - grafika własna.

Czy rewitalizacja Starego Fordonu i przywrócenie bardziej naturalnych proporcji miejsc pracy do miejsc zamieszkania pozwoli wprowadzić trochę życia do Fordonu? Na pewno będzie to świetny początek, jednak potrzeby są o wiele większe. Równie ważne jest zadbanie o estetykę dzielnicy i przygotowanie uporządkowanych terenów zielonych, które zachęcą do spacerów mogących zakończyć się w lokalu gastronomicznym, czy też uzupełniające kolację w miłym miejscu. Świetnym przykładem może być niemal siedmiokilometrowy pas nabrzeży Wisły (odcinek od Wyszogrodu do końca wałów przeciwpowodziowych, oznaczony na interaktywnej mapie), który niezmiennie cieszy się popularnością mimo znacznego oddalenia od większości terenów zabudowanych. Fakt, że ludzie gotowi są poświęcić dłuższą chwilę na dojście do terenów spacerowych to jasny znak, że jest na nie ogromne zapotrzebowanie. Potwierdza to również mapa zaprezentowana przez władze miasta pod adresem bydgoszczinwestuje.pl, gdzie ogromna większość inwestycji realizowanych w programie 5/6 (czyli inwestycji, których domagali się mieszkańcy) to inwestycje w tereny rekreacyjne, małą architekturę, place zabaw i tereny zielone! 

Kwestia pieniędzy



Każdy, kto doczytał do tego punktu już się nad tym zastanawiał przynajmniej kilka razy. Ile będzie nas to kosztować? Jakie wiele pieniędzy miasto musiałoby znaleźć w swoim budżecie, by zrealizować wszystkie przedstawione tutaj koncepcje? Postaram się z grubsza oszacować koszta.

Należy założyć, że koszt drogi o przekroju 1x2 z pełnym oświetleniem, chodnikiem i DDR, a także przyłączami mediów takich jak gaz, wod-kan i energia elektryczna sięgnąć może nawet 5 milionów złotych za kilometr drogi biorąc pod uwagę miejscami trudne warunki terenowe. Oznacza to, że pierwszy etap takiego połączenia górnego i dolnego tarasu Fordonu w ciągu przedłużenia ulicy Matki Teresy z Kalkuty to około 20 milionów złotych. Uzupełnienie tej trasy do przekroju 2x2 w bardziej odległej przyszłości (w zależności od potrzeb) to dodatkowe 10 milionów złotych, jednak nie powinno ono być konieczne do czasu zabudowy przynajmniej 30% terenów. Koszt Alei Leona Barciszewskiego to kolejne 10 milionów złotych, a sieć uliczek wewnętrznych to około 15 milionów złotych.  Całkowity koszt przygotowania terenów pod zabudowę nie powinien zatem przekroczyć (początkowo) 25 do 30 milionów złotych i łącznie 60 milionów złotych w perspektywie dekady. Wynika to głównie z braku konieczności przeprowadzania większych wyburzeń, co wiązałoby się z wypłatami odszkodowań bądź też koniecznością wykupu gruntów od właścicieli.

Kolejne kilka milionów to koszt oczyszczania działek z drzew, zaś inwestycje w tereny zielone (w szczególności punkty widokowe i ścieżki na terenach pagórkowatych) pochłonąć mogą nawet do kilkunastu milionów złotych. W sumie przygotowanie całego górnego tarasu na pełną zabudowę, a także stworzenie malowniczych terenów spacerowo-widokowych na terenie "górek" może sięgać nawet stu milionów złotych. Potencjalnym źródłem finansowania może być tutaj częściowo fundusz ochrony środowiska w związku z zagospodarowaniem terenów na "Zboczu Fordońskim" objętym ochroną krajobrazu.

Wynikające z potrzeb już istniejącej części dzielnicy koszta trudno oszacować przede wszystkim ze względu na wyjątkowo trudne do oceny inwestycje w bulwary i nowy most przez Wisłę. O ile przeprawa mostowa w dużej mierze sfinansowana może być bezpośrednio przez Urząd marszałkowski, pozostałe inwestycje najprawdopodobniej pozostaną w gestii miasta i łączna ich kwota sięgać może kolejnej setki milionów, jeśli wliczymy w to także program rewitalizacyjny "starówki".

To ogromne pieniądze, które TRZEBA znaleźć w budżecie miasta. Szkoda, że dotychczasowe władze pozwoliły na takie nagromadzenie potrzeb i nie były w stanie wydzielić małego funduszu na stopniowe inwestowanie w obszar Fordonu. Nie tylko powoduje to nakręcanie spirali potrzeb, ale (co bardzo prawdopodobne) kosztowało nas już tysiące mieszkańców, którzy mogli swoje podatki odprowadzać w Bydgoszczy. Czy gdyby od lat mieszkało w naszym mieście kilka, a może kilkanaście tysięcy osób więcej, to obecne potrzeby wyrównałyby się w postaci zbieranych podatków od nieruchomości i dochodów? Niestety, tego już się nie dowiemy.




Post Scriptum
Po sprawdzeniu okazuje się, że nie tylko skarpa, ale i górny taras w całości uznawane są za park krajobrazowy, więc przy zakładanej zabudowie ledwie 10% powierzchni działki najbardziej prawdopodobne szacunki to właśnie te zakładające do 6000 mieszkańców, jednak nie można wykluczyć też indywidualnych decyzji o większym udziale zabudowy.