poniedziałek, 30 czerwca 2014

Stara Bydgoszcz, o której nie mówimy - część 2

Wracam do tematu zapomnianych, zaniedbanych i zawieszonych w turystycznej próżni zabytków. Kolejna porcja obiektów, które wymagają dodatkowej uwagi (a często także uregulowania kwestii natury prawnej) zabierze nas ponownie do Fordonu, ale tym razem przesuwać będziemy się stopniowo, z obiektu na obiekt, w kierunku zachodnim, by skończyć już trochę bliżej trzonu naszego miasta. Do Fordonu jeszcze w tym cyklu wrócimy, tymczasem zapraszam do drugiej części mojej "listy zapomnianych pereł", czyli budynków, które jeszcze mogą stać się dumą naszego miasta.

Szpital choleryczny w Fordonie

 

Budynek szpitala cholerycznego w Fordonie - fot. własne.
Pierwszym punktem na liście zabytków, których widok sprawia, iż serce mi się kraja, jest szpital choleryczny. Ten obiekt, wybudowany w wyniku epidemii Cholery, która wywołana została piciem skażonej wody z Wisły, to żywy świadek naszej historii w jej najmroczniejszym wydaniu. Mur pruski w Fordonie spotkać można bardzo rzadko i choćby z tego powodu budynek jest architektonicznym unikatem, który niestety niszczeje w przyspieszającym tempie. Dla mnie ważniejszą kwestią jest powiązanie tego budynku ze stojącą obok cegielnią, gdyż oba te budynki stanowią zabudowę z XIX wieku i razem stanowią pewną całość. Nawet jeśli nie są ze sobą powiązane wspólnymi dziejami, to wspólnie są elementami pewnego etapu w rozwoju Fordonu.

Dawniej często spotykanym przydomkiem dla tego budynku była "cholerna buda", który nadany był budynkowi właśnie z powodu jego pierwotnego zastosowania i pełnionej funkcji. Wiele osób wierzyło, że straszą tam duchy ofiar epidemii, jednak i te historie należą już do zapomnianych i przytaczanych częściej w książkach opisujących dzieje naszego miasta, niż przez samych mieszkańców.

Budynek szpitala cholerycznego w Fordonie od tyłu - fot. własne.
Gdyby ode mnie zależały losy tego budynku, to zrobiłbym wszystko, by zaangażować okoliczne środowiska medyczne, akademickie i historyczne w inicjatywę stworzenia w tym miejscu muzeum medycyny i jej rozwoju na przestrzeni wieków. Jest to świetna okazja, by nawiązać współpracę z Collegium Medicum, czy jednym z największych laboratoriów medycznych w regionie - Vitalabo, które swoją siedzibę ma właśnie w Fordonie! Gdyby tego było mało, wspólnie z Muzeum Mydła i Historii Brudu tworzy się potencjał przygotowywania wspólnych wystaw. Pytaniem jest, czy ktoś jeszcze tak uważa?

Budynek ten, chociaż z pozoru nie wygląda zbyt imponująco, charakteryzuje się bogactwem drewnianych detali elewacji i dachu. Możemy tu znaleźć wiele elementów dekoracyjnych wykonanych z drewna, które niestety powoli odbiera nam upływający czas. Mimo to nadal, po odpowiednio bliskich oględzinach, zauważyć możemy wiele detali cieszących oko bogactwem form i kształtów. Poniżej załączam kilka "klikalnych" miniaturek, byście mogli sami ocenić kunszt budowniczych szpitala.


Więcej zdjęć znajdziecie w galerii na profilu facebookowym bloga, a także na blogu krajana.

Niestety dzisiejsze odwiedziny tego miejsca nie pozostawiają żadnych złudzeń. Szpital popada w ruinę i od jego zawalenia dzielić nas mogą nawet miesiące, jeśli nie tygodnie. Stan techniczny budynku jest zły, chociaż nie wygląda on jeszcze na budowlę, której nie można odratować. Ważne jest jedynie, by działania ratunkowe dla tego budynku podjąć jak najszybciej, bo możemy stracić jeden z najważniejszych historycznie fragmentów Fordonu.

"Zaginiona" śluza na Kapuściskach



UWAGA!

Nim napiszę cokolwiek o śluzie zaznaczam, że będący częścią całego obiektu, dawny dom śluzowego to budynek mieszkalny na prywatnym terenie. Zdjęcia, które dołączam do wpisu, powstały za zgodą mieszkańców budynku i chciałbym, aby każdy z Was miał na uwadze prywatność tych osób. Najlepiej oglądać to miejsce z wody, przy okazji spływów i rejsów wycieczkowych, a nie pieszych eskapad. Zdjęcia wrzucam tutaj, żebyście Wy na cudzy teren wchodzić nie musieli.


Jednocześnie pragnę gorąco podziękować mieszkańcom za udzielenie zgody na wykonanie zdjęć obiektu.

 
Dom śluzowego - to tutaj mieszkali ludzie obsługujący przeprawę. - fot. własne
Śluza na Kapuściskach powstała, jak znaczna większość ważnych i wartościowych obiektów naszego miasta, w XIX wieku. Jej otwarcie i oddanie do użytku odbyło się w roku 1879. Niestety szybko okazała się zbędna. Dalsze spiętrzanie wód Brdy sprawiło, iż w roku 1910, wody rzeki tak przed, jak i za śluzą, miały dokładnie ten sam poziom, a same obiekty śluzowe jedynie przeszkadzały w żegludze. Śluzę decyzją ówczesnych władz rozebrano, a największymi elementami jakie się zachowały pozostaje dom śluzowego i niewielkie odcinki nabrzeży, które kiedyś stanowiły ścianę komory śluzowej.


Pomimo decyzji o rozbiórce, nadal można wypatrzeć część murowanych elementów śluzy i jej ściany. Niestety widać je głównie z rzeki (dlatego jeszcze raz zachęcam do oglądania z wody, a nie z lądu!), co świetnie opisał i pokazał Maciej Kulesza w swoim artykule. Jest to w pewien sposób obiekt inny od pozostałych na mojej liście, gdyż poprzednie obiekty (tak w tym, jak i w poprzednim wpisie) miały dla mnie realną wartość jako zabytki, gdzie trzeba umieścić coś, co ma przyciągać ludzi do tych miejsc. Tutaj jednak mamy do czynienia z obiektem, który przede wszystkim zdobi nasz szlak żeglugowy i powinien być pięknie odremontowany i wyeksponowany przede wszystkim po to, by nasza Brda była jeszcze bardziej malownicza i chciało się po niej pływać.


Budynek gospodarczy przy śluzie. - fot. własne
Prócz głównego obiektu do zespołu budynków należy także, wybudowany najpewniej w tym samym okresie, mały budynek gospodarczy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można sądzić, że znajdował się tam skład narzędzi potrzebnych do utrzymania należytego stanu technicznego śluzy i jazu spiętrzającego rzekę, lub niewielka stajnia, gdzie trzymano konie nierzadko pomagające w przeciąganiu barek przez śluzę. Z pomocy zwierząt korzystano na całej długości szlaku wodnego przebiegającego przez Bydgoszcz. Obecnie jest to po prostu budynek gospodarczy wykorzystywany przez mieszkańców domu, jednak jego zawartość pozostawmy jako tajemnicę, gdyż najważniejsze są tutaj walory krajobrazowe, jakie ten zespół budynków nadaje szlakowi wodnemu.

Na pewno miasto (tj. jego władze) powinno monitorować stan obiektów i dokładać wszelkich starań, by Bydgoszcz nigdy nie utraciła tego przepięknego zakątka, gdyż to jedna z tych ukrytych przed światem perełek, gdzie uchowana jest nasza historia.

Poniżej załączam kilka zdjęć malowniczej okolicy, której ozdobą jest sam budynek. Wprawne oko wypatrzy jeszcze pozostałości budowli hydrotechnicznych na tym odcinku rzeki.




To już wszystko w drugiej części mojego "spisu zabytków zapomnianych i zaniedbanych". Dzisiaj przytoczyłem po jednym przykładzie z każdej kategorii. Liczę w duchu, że oba obiekty będą zdobić Bydgoszcz jeszcze długie lata.

Pierwszą część znajdziecie pod tym linkiem.



piątek, 27 czerwca 2014

Porozmawiajmy o Bydgoszczy online

Dzisiaj, między innymi z okazji 100 "like" na profilu facebookowym, swoją uwagę przerzucam na sieć. Chciałbym poświęcić wpis miejscom w sieci, które odwiedzam, a które też można nazwać "częścią Bydgoszczy", choćby z powodu swoich stałych bywalców. To w internecie właśnie znalazłem część inspiracji dla przedstawionej przeze mnie koncepcji zagospodarowania parowozowni, więc może i Was te miejsca zainteresują. Będzie o stronach internetowych i forach, które staram się śledzić mniej lub bardziej w związku z codziennym przeglądem prasy, dyskusjami na bieżące tematy i ogólnie Bydgoszczą jako taką.

 Na tej klawiaturze powstają wszystkie wpisy tego bloga! - fot. własne

Sam internautą jestem jeszcze od poprzedniego wieku (1999 rok i piszczące modemy!) i przez te lata nazbierało mi się trochę internetowych miejsc, które śledzę praktycznie co dzień. Pominę tutaj sam serwis Facebook i profile, które śledzę tam, gdyż większość jest też "polubiona" przez profil facebookowy tego bloga, więc też łatwo możecie to sprawdzić klikając w podany link.

Wróćmy jednak do tej ciekawszej części "sieci", gdzie nie tylko możemy coś przeczytać, ale i sami możemy wyrazić swoją opinię na pewne tematy, gdzie możemy rzucić swój pomysł na pożarcie przez innych internautów, a nawet coś ciekawego z tego wyciągnąć. Mówię tutaj oczywiście o forach dyskusyjnych. Tych poświęconych bezpośrednio Bydgoszczy w mojej karcie zakładek jest kilka, ale jedno pochłania większość mojej "dyskusyjnej uwagi". Mowa o forum www.skyscrapercity.com oraz wątkach poświęconych Bydgoszczy na tym właśnie forum.. Co prawda nie jest to forum dedykowane tylko naszemu miastu, a ogólnie urbanistyce i tematom związanym z rozwojem miast i wydarzeniami w nich się toczącymi, ale zdecydowanie jest to też forum najbardziej aktywne, a sam zbiór wątków poświęconych naszemu miastu jest lekturą na wiele dni.

Kolejne dwa fora, które odwiedzam (chociaż bardziej jako widz, niż aktywnie uczestniczący w dyskusjach), to forum Stowarzyszenia na rzecz rozwoju transportu publicznego w Bydgoszczy oraz forum Bydgoskiego Stowarzyszenia Miłośników Zabytków "BUNKIER". Nie należę do żadnego z tych stowarzyszeń (a przynajmniej jeszcze nie), ale każde z nich ma bardzo konkretny obszar zainteresować i w swojej dziedzinie są jednymi z najlepszych miejsc, by zasięgnąć języka i poszukać informacji na konkretne tematy. Prócz forów polecam także odwiedzić bezpośrednio strony tych stowarzyszeń i zapoznać się z ich działaniami.

Na wymienionych forach znaleźć możecie mnie dość łatwo, gdyż jestem aktywny niemal codziennie pod nickiem "Zamaszysty". O ile fora wymienionych stowarzyszeń raczej "czytam", niż na nich piszę, to na SSC na pewno można zapoznać się z moimi opiniami na wiele tematów.

Każdego z Was zachęcam do uczestniczenia w dyskusjach prowadzonych na tych forach. Nie tylko można tam znaleźć informacje kuluarowe, które często nie przedostają się do mediów, ale też można bardzo szybko dowiedzieć się wszelkich detali zapowiadanych inwestycji, planowanych wydarzeń i przeczytać niezliczone komentarze ze środowisk bezpośrednio z nimi związanych. Sam poprzez ostatnie dwa lata nauczyłem się tutaj bardzo wiele na temat przebiegu procesów inwestycyjnych, decyzyjnych i ogólnie na temat mechanizmów rządzących naszym miastem. Moim zdaniem nie ma lepszego miejsca, by szukać informacji na temat bieżących zdarzeń.

Prócz powyższych forów codzienny przegląd sieci to też strony pomorska.pl , express.bydgoski.pl i gazeta.pl w działach poświęconych Bydgoszczy, chociaż coraz rzadziej na tych serwisach na prawdę można na bieżąco przeczytać informacje, gdyż te blokowane są przez systemy płatnego wyświetlania. Całe szczęście, że obszerne relacje (w tym fotograficzne) pojawiają się na wymienionym wcześniej forum SSC i oba źródła zazębiają się ze sobą bardzo sprawnie. Mimo to nadal zachęcam do codziennej prasówki.

A Wy? Jakie znacie miejsca poświęcone Bydgoszczy, gdzie warto jest zaglądać? Podsyłajcie linki i podpowiadajcie, gdyż sam bardzo chętnie się z nimi zapoznam!

czwartek, 26 czerwca 2014

Z wizytą u Senatora Jana Rulewskiego

Kontynuacją mojej "przygody z konkursem" to odbiór nagrody w biurze Senatora Jana Rulewskiego. Nagroda przyznana została za pomysł na zagospodarowanie budynku starej parowozowni z terenów obecnego zakładu przedsiębiorstwa PESA Bydgoszcz. Parowozownia niestety miejsce dawno już zagrzane opuścić musiała (co paradoksalnie mogło ocalić ją przed kompletnie losowym zawaleniem), ale nikt specjalnie nie potrafi powiedzieć wprost, że jest jakaś jedna dobra droga, by budynkiem się zająć. Ostatecznie machina urzędnicza sprawiła, że zabytkowy obiekt jednak nie został przykuty do miejsca przez konserwatorskie decyzje i postanowienia (a i tak nawet ten etap nie jest formalnie zamknięty!). 

Jak można przeczytać na stronie pana Senatora Jana Rulewskiego, Gazeta Pomorska zgodziła się zorganizować wśród swoich czytelników burzę mózgów, w której wyłoniony miał zostać pomysł zdaniem organizatorów najlepszy. Nagrodę dla autora tego pomysłu ufundował sam pan Senator, co sprawia iż niezależnie od tego, co tą nagrodą jest (prawdę mówiąc szedłem po niespodziankę, co nawet poprawiało mi humor!), sama nagroda ma dla mnie sporą wagę. Później okazało się też, że nagroda sporą wagę miała dość dosłownie.



Statuetka otrzymana od Senatora - fot. własne


Nagrodą okazała się bardzo ładna statuetka przedstawiająca kamień opleciony przez winorośl. Dla pana Senatora oplatanie to było symbolem wieńca laurowego, chociaż ja sam widzę tutaj nawiązanie do trwania na miejscu i w swoich przekonaniach, nawet mimo upływu czasu. Sama statuetka wykonana została przez bydgoskiego rzeźbiarza, Aleksandra Dętkosia, który jest autorem chociażby pomnika upamiętniającego Nieznanego Powstańca Wielkopolskiego na skwerze przy ulicy Bernardyńskiej w naszym mieście. Prócz statuetki oczywiście otrzymałem dyplom w teczce opatrzonej logiem Senatu RP, sygnowany przez pana Senatora i pozostałych członków jury.

Przy okazji samego wręczenia nagrody udało się poświęcić dłuższą chwilę na wymianę poglądów dotyczących samej koncepcji i Bydgoszczy jako takiej. Z radością przyjąłem fakt, że udało mi się zwrócić uwagę Senatora Jana Rulewskiego na kolejny zabytek, który także wymaga ogromnej uwagi w naszym mieście, czyli szpital choleryczny w Fordonie. Razem z nami na spotkaniu była także dziennikarka Gazety Pomorskiej, pani redaktor Agnieszka Domka-Rybka i cicho liczę też, że może w przyszłości także sama Gazeta Pomorska temat niszczejącego szpitala cholerycznego podłapie i zwróci uwagę na jego dalsze losy. Wielka zaraza jest przecież częścią historii tak całej Europy, jak i naszego miasta, a szpital dla jej ofiar jest chyba najlepszym świadkiem tych wydarzeń.

Senator Jan Rulewski z pasją opowiada o autorze rzeźby, Aleksandrze Dętkosiu - fot. Daria Dulka

Całe spotkanie trwało około pół godziny, zaś sam pan Senator okazał się osobą nadzwyczaj sympatyczną i miłą, a do tego bardzo silnie skupioną na Bydgoszczy i wszystkim co z nią związane. Z oczywistych przyczyn na dłuższą dyskusję, na tematy miasta i losów co ważniejszych jego obiektów, czasu nie było, więc razem z Darią udaliśmy się ulicą Gdańską w stronę przygotowywanej na wielkie otwarcie fontanny Potop, po drodze łapiąc jeszcze niezawodnie pyszne lody z Cafe Primo.

Sama fontanna nadal jeszcze jest ogrodzona taśmami, a kiedy byliśmy na miejscu trwały ostatnie próby dysz wodnych i napełnianie misy fontanny. Pomimo to już teraz świetnie widać skalę całości i jak fenomenalne wrażenie będzie robić ukończona fontanna na co dzień. Niestety w czasie samego otwarcia będę na szkoleniu, jednak liczę, że uda mi się jeszcze tego samego dnia fontannę w pełnej krasie obejrzeć i (na co liczę) zrobić jej kilka zdjęć w nocnej iluminacji.

Fontanna Potop, dzień przed otwarciem - fot. własne

W piątek ukazać powinien się kolejny artykuł w Gazecie Pomorskiej, gdzie przeczytać będzie można kilka słów ode mnie na temat samej koncepcji. Wydaje mi się, że nie znalazło się tam wiele ponad to, co opisywałem we wpisie jej poświęconym, natomiast bardzo możliwe iż znajdzie się tam relacja z uroczystości przekazania nagrody. Zachęcam wszystkich zainteresowanych do przeznaczenia kilku złotych na zakup piątkowego wydania, choćby z ciekawości co dokładnie na temat spotkania zostanie napisane.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Tato - wszystkiego najlepszego i dziękuję!

Dzisiaj dzień ojca i chyba nie mógłbym napisać nic innego dzisiaj, jak wszystkiego najlepszego dla Ciebie, Tato. Dziękuję za wszystko, co dla mnie w życiu zrobiłeś i że jesteś wśród osób, które zrobiły ze mnie tę osobę, którą jestem dzisiaj. Chcę Ci Tato podziękować także za nadanie mi poczucia pewnej przynależności, za wspólne wędkowanie na mazurach, za wspomnienia noszenia na baranie to latarni morskich i pod pomnikiem Smoka Wawelskiego. Dziękuję Ci Tato, że jesteś dla mnie i całej naszej rodziny w każdy sposób, w jaki potrafisz.

Z wszystkich metafor i porównań dzisiaj na myśl przychodzi mi tylko jedna. Ze starego lasu, który od dawna już trzyma się w świecie silnymi korzeniami, wyrósł nowy las i mam nadzieję, że sam też kiedyś stanę się jak ten stary las. Pamiętam dokładnie, Tato, jak zostałeś nagrodzony za swój wiersz "Las" w Żninie i jak bardzo byłem z Ciebie dumny z tego powodu. Ten właśnie wiersz został wykonany w formie piosenki podczas rozdania nagród i myślę, że to bardzo dobry wiersz i równie dobra piosenka na dzień ojca.

Grzegorz Kapcia, piosenka do tekstu wiersza "Las" Wojciecha Majkowskiego - mojego taty!


Mam nadzieję, że dzisiaj właśnie wszyscy ojcowie będą mieli szansę usłyszeć od swoich dzieci kilka ciepłych słów. Składam Wam wszystkim serdeczne życzenia i wszystkich czytających nakłaniam też do jednego - zadzwońcie do swojego taty, odwiedźcie go, albo wspomnijcie jeśli tylko tyle możecie dzisiaj zrobić. Nie ma na to lepszego dnia i nigdy nie będzie!

niedziela, 22 czerwca 2014

Stara parowozownia - koncepcja, która wygrała

Jak już wspominałem na facebookowej stronie bloga, zaproponowana przeze mnie koncepcja zagospodarowania budynku starej parowozowni wygrała konkurs ogłoszony na łamach Gazety Pomorskiej. Informacja ta dotarła do mnie w środę, natomiast w piątek na łamach tej gazety ukazał się artykuł, który widać poniżej (część, całość znajdziecie pod tym linkiem, albo kupcie piątkowe wydanie, jeśli jeszcze gdzieś znajdziecie).


Gazera Pomorska i artykuł, gdzie mowa o opisywanej tutaj koncepcji - fot. własne.


Nim jednak przejdziemy do samej koncepcji pozwolę sobie na kilka słów wstępu, aby osoby niewtajemniczone w problem bydgoskiej parowozowni mogły łatwiej zrozumieć istotę problemu. Przede wszystkim zaznaczyć muszę, że budynek, o którym mowa, bez wątpienia zostanie rozebrany i mimo swojej bogatej historii ten XIX-wieczny budynek (kolejna budowla z tego okresu, o której tutaj piszę!) nie uniknie przenosin w inny punkt miasta. Z tego właśnie powodu pierwszym kryterium, jakie sobie obrałem, było wyznaczenie miejsca jednocześnie potrzebującego takiego obiektu, jak też gwarantującego samej parowozowni wystarczająco dużo "ekspozycji" i należycie pasujący do kolejowych korzeni tejże budowli. Zbudowany w czasie zaboru pruskiego, na potrzeby Pruskiej Kolei Wschodniej, stanowił jeden z obiektów, które dały początek nie tylko kolejowej historii Bydgoszczy, ale także firmie starającej się teraz pozbyć go z obecnej lokalizacji. Jest to pewien paradoks, jednak nie można mieć firmie za złe, że chce się dalej rozwijać na własnych terenach (sam budynek, jak i teren na którym się znajduje, należą do firmy PESA). Po drugiej strony barykady znajduje się Sławomir Marcysiak, miejski konserwator zabytków, który znaczną część swoich zawodowych wysiłków poświęcił właśnie parowozowni. Wiele osób nie popiera jego działań i wiele też nie uważa tych działań za właściwe, jednak dla mnie ważne jest jedynie to, że nie dopuszczono ostatecznie do zniszczenia zabytku. Jedynym słusznym kompromisem między interesami zabytku i rynku pracy okazały się przenosiny.

W mediach, na forach, w miejskiej sali obrad, a nawet pomiędzy mieszkańcami w domach, rozgorzała dyskusja na temat miejsca, gdzie parowozownia powinna się znaleźć. Jednym z pierwszych miejsc typowanych pod ten obiekt był teren Exploseum, które już teraz funkcjonuje jako obiekt muzealny. Jest to jednak miejsce, moim zdaniem, absolutnie chybione i po prostu złe. Sama Fabryka DAG pochodzi z okresu Drugiej Wojny Światowej i jest kompleksem częściowo ukrytych pod ziemią, betonowych bunkrów i hal. Z pięknym, ceglanym budynkiem łączyć ją może jedynie język niemiecki, którym posługiwali się robotnicy stawiający obie budowle, jednak niemal sto lat przepaści sprawia, iż architektonicznie i historycznie oba są z zupełnie innej bajki.

Parowóz na tle hal: po prawej "nowa" hala PESY, po lewej zabytkowa parowozownia fot. Krystian 'krystiand'

Drugą rozpatrywaną lokalizacją jest park w Myślęcinku, gdzie od dłuższego czasu skupia się większość terenów przeznaczonych pod rekreację w Bydgoszczy. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że nie jest to miejsce złe i w kontekście opisywanego przeze mnie w poprzednim wpisie starego Browaru, Myślęcinek jest to też obiekt, który mógłby znaleźć jakiś wspólny mianownik z nowym sąsiadem (oba pochodzą z XIX w.). Niestety, prócz dochodzącej tam linii tramwajowej i zamkniętej po pożarach kolejce wąskotorowej, nie ma tam zbyt wiele tła kolejowego, które mogłoby oddać znaczenie tego obiektu w historii kolei żelaznych ,tak intensywnie rozwijanych za czasów pruskich.

W tym właśnie czasie zacząłem się zastanawiać jak można by inaczej zagospodarować budynek parowozowni, by mocniej zaznaczyć jego powiązanie z koleją albo podkreślić jego ciekawą architekturę. Jednym z pierwszych pomysłów było "wetknięcie" obiektu w miejsce pomiędzy skrzydłami Młynów Rothera, jednak pomysł był absolutnie nieuzasadniony niczym, prócz coraz bliższej rewitalizacji tychże młynów. Idąc dalej jednak zacząłem szperać w internecie (ciągle mając w pamięci materiały, które czytałem przygotowując poprzedni wpis) i dość szybko skojarzyłem ze sobą dwa miejsca, pozornie niepowiązane. Pierwszym miejscem była  opisywana w tym samym wpisie, co wspomniany wcześniej browar, cegielnia w Fordonie. Drugim miejscem były tereny znajdujące się pomiędzy kampusem UTP, szpitalem Centrum Onkologii i centrum handlowym Auchan. Tam, na terenie starej kopalni gliny, która zaopatrywała fordońską cegielnię, planowany jest ogromny park mający stanowić dla wschodniej dzielnicy to, czym dla reszty miasta jest właśnie Myślęcinek. Z pozoru nie ma to ani odrobinę większego uzasadnienia, niż działający już w mieście park wypoczynkowy, jednak tutaj właśnie do gry wchodzi kontekst historyczny o wiele ważniejszy, moim zdaniem, niż tylko daty budowy poszczególnych obiektów w okolicy.


Obszar planowanego parku i przebiegające obok torowiska (dawne i istniejące) - grafika własna, w oparciu o mapę wykonaną w Mapsengine od Google

Na załączonym powyżej obrazku widać teren, gdzie planowany jest przyszły park w Fordonie (oznaczony białym cieniem). Kolorami ciepłymi natomiast zaznaczyłem trzy elementy stanowiące kontekst kolejowy dla lokalizacji "okrąglaka" z terenów PESY. Po kolei wyróżnić możemy (od najmniej ważnych): 
  • kolor czerwony - oznaczający budowaną właśnie linię tramwajową do Fordonu, 
  • kolor żółty - oznaczający kursującą tutaj kiedyś kolejkę wąskotorową łączącą zakłady produkcji cegieł z kopalnią, 
  • kolor pomarańczowy - oznaczający linię kolejową do Fordonu i dalej na wschód.

Linia kolejowa łącząca Fordon z Bydgoszczą jest tutaj, moim zdaniem, kluczowym elementem sugerującym, iż to właśnie ta lokalizacja powinna być rozpatrywana w pierwszej kolejności dla umiejscowienia starej parowozowni. Linia ta zbudowana w roku 1885 była rozwinięciem kwitnącej sieci pruskich kolei i jej powstanie ma dokładnie te same korzenie, co budowa naszej nieszczęsnej parowozowni. Co więcej, to właśnie ta linia kolejowa przyczyniła się też do budowy w roku 1893 mostu przez Wisłę w Fordonie, który jeszcze bardziej podkreślił rolę Bydgoszczy na kolejowej mapie Prus. Jeśli z jakąkolwiek lokalizacją zatem mielibyśmy wiązać parowozownię, to chciałbym by pruski budynek stanął przy pruskiej linii kolejowej. Jeśli mamy wyrywać parowozownię z całego kompleksu kolejowego, to nie wyjmujmy go chociaż z jego kontekstu historycznego.

A teraz, kiedy już kontekst wyboru lokalizacji mamy za sobą, pozwolę sobie przejść do właściwej koncepcji zagospodarowania budynku i wszystkich pomysłów, które wysłałem na konkurs organizowany przez Gazetę Pomorską. Koncepcję poszerzyłem o dodatkowy element, czyli filary pochodzące ze starego wiaduktu kolejowego nad ulicą Grunwaldzką w Bydgoszczy. Całość natomiast zilustrowana została załączoną poniżej mapą poglądową.


Mapa załączona do pomysłu wysłanego do Gazety Pomorskiej - grafika własna, w oparciu o Mapsengine od Google
  

  Wariant 1 - Kolejka wąskotorowa o zamkniętym torze


Kolejka wąskotorowa o zamkniętym torze, która mogłaby stać się następcą zniszczonej kolejki wąskotorowej w Myślęcinku. - tak dokładnie zatytułowany był pierwszy z wariantów obmyślonych dla tej lokalizacji. 

W tej koncepcji parowozownia stanowi budynek, gdzie poza godzinami kursowania kolejki przetrzymywany byłby "pociąg". Z uwagi na rozmiary budynku, połowę miejsca można by przeznaczyć na punkt z pamiątkami i muzeum kolei (także kolei wąskotorowych). Dzięki takiemu zagospodarowaniu przestrzeni wewnątrz przeniesionego budynku, można by nie tylko rozwiązać problem wynikający z braku odpowiedniego "pomysłu na okrąglaka", ale także stworzyć atrakcyjną przejażdżkę w planowanym parku w Fordonie. Przy jednym z boków budynku, wykorzystując odzyskane filary wiaduktu z ulicy Grunwaldzkiej, można zbudować peron wzorowany na klasycznych stacjach kolejowych, który pozwoli na sprawne prowadzenie kolejki pasażerskiej.

Koncepcja zakłada przejazd kolejki wzdłuż brzegów stawu, przez pobliski las  w pobliżu i (być może) także POD elementami parku linowego (co pozwoliło by jednocześnie zwiększyć atrakcyjność samego parku), a później powrót terenami częściowo zadrzewionymi, by pętlę dopełnić przejazdem przez dwa mosty na drugim stawie. Na niewielkim odcinku kolejka ta mogłaby pokrywać się z dawnym torem kolejki prowadzącej do cegielni, której historia opisana byłaby na tablicach pamiątkowych, zawarta w odpowiednim przewodniku dołączanym do biletu bądź opowiadana przez przewodnika znajdującego się na pokładzie kolejki.

Zróżnicowanie krajobrazu w czasie tego przejazdu zapewnia atrakcyjność kolejki i potencjalnie jej zdolność do samodzielnego utrzymania pod względem finansowym. Jest to także nawiązanie do utraconej przez miasto kolejki w Myślęcinku, co na pewno może zostać przyjęte pozytywnie przez wielu mieszkańców tęskniących za tego rodzaju atrakcją w naszym mieście. Na mapce poglądowej jest to wariant granatowy, zamknięty i nie połączony z siecią tramwajową.

Wariant 2 - Zamknięta pętla turystyczna dla "zabytkowego" tramwaju


W tej koncepcji funkcje, a także układ komunikacyjny pozostają zachowane. Różnicą jest utworzenie w miejscu proponowanego wcześniej muzeum kolei, muzeum komunikacji tramwajowej i trolejbusowej w Bydgoszczy, którego rolą byłoby zbieranie eksponatów dotyczących naszych tramwajów i stosowany na trasie rodzaj pojazdów. W tej koncepcji hala "okrąglaka" mieściła by kilka najważniejszych tramwajów z kolekcji zabytków zgromadzonych przez MZK Bydgoszcz, a następne pojazdy prezentowane byłyby w dodatkowym budynku postawionym obok, jako dodatkowa hala ekspozycyjna.

Po zamkniętej pętli przemieszczać mogłaby się replika tramwajów typu Henbrandt przygotowana na współczesnych podzespołach przez firmę PESA, co zagwarantowałoby także podkreślenie lokalnego zaangażowania w to przedsięwzięcie (wymagałoby to oczywiście odpowiednich negocjacji). Wystawianie oryginalnego zabytku na tor nie byłoby wtedy konieczne, dzięki czemu można uniknąć ryzyka uszkodzenia wartościowego pojazdu z kolekcji w efekcie użytkowania i działania pasażerów (np. dzieci).

Wadą takiego rozwiązania jest konieczność poszerzenia infrastruktury o trakcję elektryczną, co znacząco podnosi koszt, w szczególności proponowanych mostów i wymaga dodatkowego zabezpieczenia wszelkich przecięć z parkiem linowym (prawdopodobnie należałoby stworzyć platformę, która gwarantowałaby brak kolizji uczestników zabawy linowej z tramwajem). Jednocześnie taka atrakcja z powodu zastosowanego napędu mogłaby mieć wyższe koszty eksploatacyjne (chociaż nie jest to jednoznacznie określone bez odpowiednich analiz). Ostatnim aspektem generującym dodatkowe koszty, to konieczność budowy dodatkowej bocznicy tramwajowej włączającej tramwaj parkowy do sieci miejskiej, dzięki czemu wszystkie nowe eksponaty, a także ewentualne wyjazdy na naprawy, nie wymagałyby stosowania dźwigów i skomplikowanych operacji logistycznych.
Proponowany układ budynku parowozowni i peronu pasażerwkiego - grafika własna, w oparciu o Mapsengine od Google 
  

Wariant 3 - Parkowa kolejka górska z prawdziwego zdarzenia


W tej koncepcji budynek pełni częściowo rolę kas i sterowni dla zaawansowanej przejażdżki, która w swojej naturze jest atrakcją zbyt głośną, by mogła powstać w bezpośrednim sąsiedztwie zoo (pamiętajmy o zwierzętach!), co stanowi kolejny argument potwierdzający przewagę tego miejsca nad lokalizacją atrakcji na terenie parku w Myślęcinku. Jednocześnie warto zauważyć, że taki rodzaj zagospodarowania obiektu w swojej istocie świetnie pasuje to zaproponowanego parku, gdzie dostępny dla odwiedzających ma być park linowy, wakepark do szaleństw wodnych i staw, gdzie wypożyczyć będzie można łódki.

Elementy trasy przebiegające nad wodą (zakładamy taki sam układ jak na mapie) można poprowadzić torem, gdzie jazda odbywa się głową w dół, by kolejka ściągała znaczące rzesze turystów do miasta i była w stanie nie tylko utrzymać się, ale także zagwarantować stałe zyski. W tej chwili na terenie naszego kraju atrakcja tego typu byłaby unikatowa i niemal pewnym jest, że ściągałaby przez lata ruch turystyczny z nawet bardzo odległych zakątków Polski, a także istnieje duża szansa, że turyści odwiedzający Toruń na stałe wpisaliby Bydgoszcz do swojego planu podróży.

Drugą połowę budynku zagospodarować można na atrakcje "pod dachem" bądź część restauracyjną dla takiego mini-parku rozrywki. Udostępniając ją dużej sieci restauracyjnej w połączeniu z rentowną atrakcją można liczyć na pewny zwrot kosztów inwestycji na przestrzeni lat, jednak jest to bezpośrednio powiązane także z wysokim kosztem początkowym wynikającym z kosztów stworzenia atrakcji (mowa to o pieniądzach rzędu 10-20 milionów złotych za samo zaprojektowanie i wybudowanie toru), nie licząc nawet kosztów urządzenia terenów dookoła. Moim zdaniem potencjalne zyski dla miasta (turystyczne, wizerunkowe i w perspektywie lat także finansowe)  płynące z tego rodzaju atrakcji w pełni uzasadniają poziom poniesionych kosztów.
  

Wariant 4 - Sala koncertowo-wystawowa

 

Ostatnia koncepcja zakłada jedynie przeniesienie "okrąglaka" w miejsce wskazane na mapie (kształt budynku wydaje się być stworzony dla tego miejsca), zaś elementy wcześniej wskazywane jako potencjalne materiały do budowy peronu posłużyłyby wybudowaniu nad wodą altany, która pełniłaby rolę ogródka gastronomicznego bądź sceny muzycznej usytuowanej bezpośrednio nad wodą.

Sama lokalizacja takiej sali koncertowej wydaje się dobra ze względu na planowane tereny rekreacyjne, które dzięki powstającej linii tramwajowej będą dobrze skomunikowane z resztą miasta, zaś potencjalną publiczność stanowić mogą studenci pobliskiego kampusu UTP, w pobliżu którego nie ma w tej chwili odpowiedniego miejsca do prowadzenia imprez, jak koncerty i tym podobne. Prócz studentów lokalizacja ta może przyciągnąć rzesze mieszkańców Fordonu, którzy dotychczas nie dysponowali w swojej dzielnicy dużą salą pozwalającą na urządzanie wystaw, inną niż przyszkolne sale gimnastyczne.

W tej koncepcji park w Fordonie pozbawiony jest jakichkolwiek atrakcji nawiązujących do kolejowego pochodzenia tej budowli, a sam budynek opatrzony może być najwyżej tablicą pamiątkową podkreślającą jego poprzednią rolę w naszym mieście. Projekt jest wersją "minimum", jest zachowawczy i służyć ma głównie samemu zachowaniu obiektu bez ponoszenia dodatkowych kosztów wynikających z potrzeby zaprojektowania całej dodatkowej infrastruktury. Niestety takie wykorzystanie budynku pomimo najmniejszych nakładów poniesionych na jego ewentualną realizację, jest tez rozwiązaniem rokującym najmniejsze szanse na samodzielne utrzymanie się tego obiektu. Moim zdaniem było by to nie tylko niewystarczające oddanie roli, jaką obiekt ten pełnił w dziejach kolei w Bydgoszczy, ale też niewystarczające wykorzystanie potencjału, jaki mają w sobie te tereny.

Podsumowanie

 

Lokalizacja budynku parowozowni w planowanym parku w Fordonie to, według mnie, jedna sensowna opcja. Nie tylko nie wymaga to naginania już istniejącej infrastruktury i terenów pod nowy obiekt, ale wręcz umożliwia zaprojektowanie całego parku od początku do końca z uwzględnieniem obecności hali. Tak układ przestrzenny, jak i kwestie krajobrazowe można zaprojektować w taki sposób, by uwzględniać walory architektoniczne hali i stworzyć z niej obiekt jednoznacznie stanowiący dominujący element krajobrazu w tej części Fordonu. 

Zyski płynące z przeniesienia budynku dawnej parowozowni będą tym większe dla miasta, im większa będzie początkowa inwestycja. Pytaniem jest jednak, czy zdają sobie z tego sprawę urzędnicy i czy ktokolwiek we władzach miasta jest zdolny podjąć odważną decyzję, która ma szansę wyróżnić Bydgoszcz na tle regionu i w Polsce. Mam nadzieję, że tak.

piątek, 20 czerwca 2014

Stara Bydgoszcz, o której nie mówimy - część 1

Wspominałem ostatnio o turystyce w Bydgoszczy, pisałem też wcześniej odrobinę o architektonicznym chaosie, w którym kryją się perełki naprawdę warte odwiedzenia i zobaczenia, ale z jakiegoś powodu zupełnie nie promowane w oficjalnych kanałach promocyjnych naszego miasta. Jest jednak w mieście znacznie więcej miejsc, które na swoje pięć minut zasługują, jednak zamiast tego popadają w ruinę i coraz bardziej zbliżają się do punktu, kiedy nie będzie już można ich uratować przed katastrofą budowlaną. Jest tutaj również kilka miejsc zabezpieczonych przed całkowitym zniszczeniem, które mają ogromny potencjał, a jednak wciąż czekają na zagospodarowanie i doczekać się go nie mogą.


Browar Myślęcinek

 

Główny budynek browaru - fot. Joanna Słapa

Pierwszy obiekt, który jest jednocześnie najlepiej położonym z wszystkich, które chciałbym tutaj opisać, to Browar w położony w Myślęcinku przy ulicy Gdańskiej. Założony w roku 1861 na dobrach rycerskich już z racji swojego wieku prosi się o zakonserwowanie i wyeksponowanie, jako jeden z najstarszych zachowanych obiektów przemysłowych w mieście. Główny budynek z efektownym kominem "sterczącym" ze środka dachu zaczęto (lub zakończono?) budować najpewniej w 1876 roku, gdyż taka właśnie data widnieje na murach budowli.

Położenie przy samym Leśnym Parku Kultury i Wypoczynku, który już teraz składa się z ogrodu botanicznego, zoo, lunaparku i ogromnych terenów spacerowych aż prosi się o jakiś obiekt muzealno-wystawowy albo miejsce, gdzie w industrialnej scenerii odbywać mogą się koncerty, czy nawet kameralne występy teatralne. Sam obiekt jest duży i posiada ogromny potencjał, jednak jego losy pozostają wielką niewiadomą.

Od początku drugiej dekady bieżącego wieku toczy się spór miasta ze spadkobiercami, którzy nie godzą się na rekompensatę za budynki w Myślęcinku i domagają się ich zwrotu. Miasto zaś walczy o to, by budynek browaru zachować. W tym sporze jestem po stronie miasta, zaś sam budynek chciałbym jak najszybciej zobaczyć otoczony opieką konserwatorską, gdyż każdy rok to kolejne zaniedbania i znikające z niego elementy. Zachowane jeszcze elementy maszynerii służącej do produkcji złotego trunku wietrzeją i gniją pod naporem rdzy, która niedługo kompletnie pozbawi nas elementów tego wspaniałego obiektu.

Po więcej zdjęć zapraszam do galerii na profilu facebook, a także do wpisu na blogu o opuszczonych miejscach Bydgoszczy.

Fordońskla Cegielnia

 

Cegielnia w Fordonie widziana od strony Wisły - fot. Maciej Kulesza

Pozostajemy w klimatach przemysłowych i nadal trzymamy się budynków pochodzących z XIX wieku. Obiekt starej cegielni w Fordonie jest niemal równie stary, co wspomniany wcześniej Browar Myślęcinek, gdyż powstał w roku 1889 (w przeciwieństwie do samego browaru obiekt ten funkcjonował jeszcze kilka lat temu, wciąż produkując cegły). W przeszłości między owym zakładem, a znajdującymi się kawałek dalej gliniankami kursowała kolejka wąskotorowa dostarczająca glinę, która jednak z czasem okazała się nieopłacalna i ostatecznie została zamknięta. W tej chwili glinianki zapełniły się wodą i mają realną szansę stać się jednym z miejskich parków, co jest losem o wiele lepszym, niż los samej cegielni.

Po zamknięciu zakład jest niestety sukcesywnie rozkradany. Nie pomaga tutaj też fakt, iż jego czołowy budynek od strony ulicy (kotłownia) został przejęty i odrestaurowany przez firmę VauPe, która prowadzi tam własną produkcję, gdyż jego usytuowanie od strony ulicy sprawia, że niszczejący kompleks zabytków w tle pozostaje często niezauważony. Budynki znajdujące się od strony rzeki, chociaż mają ogromny potencjał i bogatą historię już takiego zainteresowania, jak czołowa część zabytkowego zespołu cegielni, u inwestorów nie wzbudziły. Od kilku lat cały kompleks jest wystawiony na sprzedaż, a jednym z rozważanych wariantów było urządzeniem w nim loftów, jednak prócz ogólnych planów i koncepcji nie dzieje się tam teraz nic, prócz systematycznego szabrowania.

Potencjał, który drzemie w tym budynku, to dla mnie włączenie do ogólnego szlaku obiektów związanych z II Wojną Światową i działaniami nazistów w Bydgoszczy i okolicach. W 2013 roku obiekt ten, wraz ze Stowarzyszeniem Miłośników Zabytków "BUNKIER", odwiedziła niemiecka dziennikarka Gizela Medzeg, spokrewniona z właścicielem cegielni z okresu wojny. Kilka opowieści rodzinnych już teraz stanowi znaczny potencjał dla utworzenia w cegielni ekspozycji lub muzeum. Chora fascynacja Arno Medzega oddziałami SS i samymi nazistami doprowadziła między innymi do polowań na żydów i masowych mordów na terenie całego województwa. Ta historia, nierozerwalnie spleciona z dziejami cegielni i całego Fordonu w połączeniu z potencjałem Exploseum i jego historii związanej z produkcją nitrogliceryny na potrzeby machiny wojennej Trzeciej Rzeszy, stanowi silną bazę do stworzenia w Bydgoszczy dużego ośrodka historycznego skupionego na działaniach wojennych i okupacji niemieckiej.

To jednak nie jest wcale ostatni element tej wielkiej układanki. Następny obiekt jest z działaniami nazistów związany jeszcze mocniej i aż dziw mnie bierze, że nie jest to w Bydgoszczy w żaden sposób wyeksponowane.

Więcej zdjęć cegielni znajdziecie na blogu krajana.


 Nazistowski obóz przejściowy w Smukale



Budynek stanowiący część obozu przejściowego - fot. Wikipedia, public domain.

To chyba jeden z najmniej znanych zabytków w Bydgoszczy (chociaż równie dobrze pasuje tutaj określenie "miejsce pamięci"). Nie tylko nie jest on w żaden sposób wykorzystany turystycznie, ale także znajduje się w jednej z najrzadziej zaludnionych części miasta, gdzie dociera bardzo niewielu mieszkańców. Nie ma tutaj dużego ośrodka rekreacyjnego, jakim jest Myślęcinek, ani też ruchliwej ulicy spinającej "główne" miasto z największą dzielnicą. Wciśnięty między Brdę i Las fragment Bydgoszczy składa się głównie z domków jednorodzinnych, które wąskim pasem ciągną się ku północy tworząc charakterystycznie wyglądającą "odnogę".

Tutaj właśnie, w północnozachodniej dzielnicy Bydgoszczy, znajduje się pozostałość po nazistowskim obozie przejściowym. Obóz ten powołano na terenie dawnej karbidowni, która funkcjonowała tam przed wojną. Życie straciło tutaj ponad osiemset osób, w tym ponad połowę stanowiły dzieci (!). Biorąc pod uwagę fakt, że przez obóz przewinęło się przez cztery lata jego funkcjonowania około czterech tysięcy osób, liczba ofiar mówi bardzo wyraźnie z jakim traktowainem spotykali się więzieni tutaj ludzie. Obóz ten w rzeczywistości był przejściowy tylko i wyłącznie ze swojej nazwy i chociaż te wszystkie nazistowskie zbrodnie są już na stałe wpisane w historię Bydgoszczy, to jednak prócz znajdujących się przy obozowym cmentarzy tablicy pamiątkowej i obelisku nie robi się w Bydgoszczy nic, by podnosić świadomość o skali tej czarnej plamy na sumieniu ludzkości. Powinniśmy robić o wiele więcej, by pokazać iż nie tylko w kilku znanych obozach likwidowano ludność, ale działo się to niemal wszędzie, w mniejszych ośrodkach na terenie całego kraju.

To trzeci obiekt, który w Bydgoszczy wpisuje się w historię Drugiej Wojny Światowej i masowej eksterminacji ludności prowadzonej przez nazistów. Obecnie w głównym zachowanym budynku obozu funkcjonuje internat Okręgowego Ośrodka Dokształcania Zawodowego. Moim zdaniem to wyjątkowo złe miejsce na internat i równie złe zastosowanie dla budynku o takiej historii, szczególnie biorąc pod uwagę potencjał turystyczny i wartość emocjonalną obozu.

Zdjęcia, głównie pozostałości po moście prowadzącym do karbidowni i okolicy samego obozu, znajdziecie na blogu krajana pod tym linkiem.


Synagoga w Fordonie


Synagoga w Fordonie - fot. Wikipedia, public domain.

Czwarty omawiany obiekt to synagoga w Fordoine. Z wielką radością chyba mogę powiedzieć, że na mojej liście jest to jedyny obiekt, który zaczął zmierzać w dobrym kierunku i rokuje całkiem dobrze. Zbudowana w pierwszej połowie XIX wieku (tak tak, niemal cała lista to obiekty właśnie z tego okresu!) synagoga jest nie tylko ważną częścią historii Żydów w Fordonie i Bydgoszczy, ale jak pozostałe obiekty wpisuje się swoją historią także w losy Drugiej Wojny Światowej. To tutaj wojska niemieckie początkowo urządziły sobie skład amunicji, by w późniejszym okresie przekształcić budynek na obiekt pełniący rolę kina.

Od roku 2013 będąca własnością Fundacji dla Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego wpisana jest ona w masterplan dla Fordonu (wielki plan rewitalizacji "małej starówki"), jednak jego realizacja nadal pozostaje zagadką. Szczęśliwie siłami miłośników historii i ludzi chcących ocalić pamięć o fordońskich Żydach, ze stanu grożącego zawaleniem (dach zdążył się nawet rozlecieć) bożnica została doprowadzona do wyglądu ze zdjęcia powyżej i chociaż jest daleka od powrotu do oryginalnego stanu (brakuje okien, a wnętrze nadal jest kompletnie puste i zrujnowane), to można mieć już niemal pewność, że sam budynek nie zostanie przez miasto utracony w wyniku zawalenia pod naporem upływającego czasu.

Chociaż w synagodze co jakiś czas odbywają się wydarzenia kulturalne, a nawet prowadzi się retrospekcje w postaci obchodów niektórych świąt żydowskich, to jednak jej potencjał drzemie i pozostaje w kwestii przyszłości, czy w przewodnikach turystycznych obiekt ten zacznie pojawiać się regularnie, czy też pozostanie jedynie kolejna pozycją w spisie zabytków. Pomysły na jego zagospodarowanie były najróżniejsze, poczynając od konsulatu Izraela, przez ośrodek kulturalny dla całej dzielnicy, aż po muzea i przestrzenie wystawiennicze. Co ostatecznie stanie się z synagogą okaże się z czasem.

Do samej synagogi na pewno wrócę jeszcze w przyszłych wpisach.

Podsumowanie części pierwszej


Na tym kończę pierwszą część zestawienia zabytków, które w Bydgoszczy czekają na lepsze czasy. Kolejne części postaram się uzupełniać z czasem, ale sam też muszę uzupełnić zapasy zdjęć, żeby móc te wszystkie obiekty Wam przedstawić w sposób nie tylko tekstowy, ale i pokazać je w obecnym stanie. Co dalej? Na pewno pojawi się kilka słów o Szpitalu Cholerycznym w Fordonie, kolejowej wieży ciśnień przy stacji Bydgoszcz-Wschód, bez wątpienia poświęcę kilka słów pozostałościom grodziska Wyszogród i zapomnianej śluzie na Brdzie, która okazała się niepotrzebna, a jednak nadal ukryta jest pod powierzchnią wody.

Zapraszam Was do czytania w niedalekiej przyszłości! :)

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Kto obiera ster na Bydgoszcz?

Wbrew pozorom pytanie postawione w tytule nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Turystyka w Bydgoszczy przez wiele osób mieszkających tutaj postrzegana jest jako wstydliwy temat tabu, zaś samo miasto z zewnątrz postrzegane jest jako nieciekawe i generalnie nie warte odwiedzenia. Wiele tutaj winy porównań z Toruniem, których nie da się uniknąć z powodu małej odległości między tymi miastami. Osobiście uważam, że o ile porównania zawsze wypadną na korzyść Torunia, to jednak nie należy tutaj się doszukiwać głównego problemu (a przynajmniej nie w samym fakcie bliskości i porównywania). Jestem przekonany, że na każdego turystę, który odpuści sobie "brzydszą" Bydgoszcz przypada jeden, który powie sobie "skoro to tak blisko, to czemu nie?". O wiele ważniejszym pytaniem, które należy sobie postawić, to: czy aby na pewno niektóre opinie i stereotypy dotyczące Bydgoszczy są zasłużone?

Zacznijmy od kilku słów na temat tego, czym Bydgoszcz jest, a czym nie jest. Na pewno można tutaj mówić o największym mieście w województwie, możemy mówić o sporym ośrodku sportowym i znaczącym punkcie na mapie sztuk scenicznych, a także muzyki. Mamy Operę Nova, gdzie odbywa się Bydgoski Festiwal Operowy i festiwal Camerimage (zależnie od sponsora opatrzony różnymi przedrostkami), mamy tutaj Filharmonię Pomorską, gdzie odbywa się Bydgoski Festiwal Muzyczny, mamy też Teatr Polski z jego Festiwalem Prapremier. To wszystko spore imprezy, które ściągają do miasta wiele osób, jednak są to na ogół imprezy przeznaczone dla miłośników konkretnej dziedziny sztuki (opera, teatr, festiwal dla operatorów filmowych, muzyka dawna), a do tego wielkie imprezy można przeliczyć a palcach jednej ręki. Co z typowym "szarym turystą"? Co z ludźmi młodymi, którzy rzadko są miłośnikami sztuk wyższych i preferują głośne festiwale pełne muzyki popularnej?

Na horyzoncie pojawił się Boski Festiwal (27-28 Czerwca), który funkcjonuje w naszym mieście od trzech lat (w tym roku obędzie się czwarta edycja) i oferuje bardzo ciekawy program przez kilka dni z rzędu. Niestety i tutaj jest problem natury takiej, że całość obywa się na terenach przemysłowych i w okolicach zaniedbanego portu drzewnego w Bydgoszczy, które nie tylko nie należą do miejsc zachęcających do odwiedzin swoim wyglądem, ale też nie są zbyt dobrze skomunikowane z miastem, czy chociażby nawet z dworcem. Zaletą tutaj może być planowana możliwość dotarcia łódką na sam festiwal i jeśli na prawdę uda się zorganizować to w taki sposób, by z samego starego miasta kursowały regularnie łodzie statki i stateczki dowożące ludzi na festiwal, to wcześniej wymienione mankamenty odrobinę tracą na swojej mocy, a lokalizacja z wady może przeistoczyć się w zaletę. Wiele zależy od organizatorów i będę z ciekawością śledził dalszy rozwój tej imprezy.


Rejs po Brdzie, hotel Słoneczny Młyn fot. Krystian 'krystiand'


Wspomniane wcześniej dotarcie łodzią na festiwal otwiera przed nami kolejny "temat-rzekę", czyli rzekę Brdę. Nie sposób mówić o Bydgoszczy bez wspomnienia chociaż imprezy Ster na Bydgoszcz, której tegoroczna edycja zakończyła się ledwie wczoraj, w niedzielę. O ile pogoda nie dopisała za bardzo, tak ludzie nie zawiedli i choć wielkiego tłumu nie było, to sama Wyspa Młyńska, ulica Mostowa i Stary Rynek pełne były ludzi. Kilka razy słyszałem także języki obce na ulicy, co zawsze buduje na duchu. O ile nie jestem w stanie określić, czy byli to sami uczestnicy steru, czy jedynie "zwiedzający". to jednak można liczyć w duchu, że słowo zaniosą dalej i z czasem pocztą pantoflową o Bydgoszczy dobra opinia rozejdzie się po świecie.

Wodniacy na pewno ściągani są przez najbardziej odwrócone ku wodzie miasto w regionie i jedno z lepiej radzących sobie z wodą w kraju, jednak to także jest pewna nisza i Bydgoszcz jako taka najczęściej i tak jest jedynie puntem pośrednim na drodze wodnej E70, która ciągnie się od Niemiec, aż po północnowschodnie granice naszego kraju. W porównaniu z doliną Noteci, czy chociażby jeziorami Warmii i Mazur, Bydgoszcz nie ma za wiele do zaoferowania. Można u nas zacumować na trzy, może cztery dni i zobaczyć wszystkie niemal atrakcje miasta, gdyż na samą tylko Wyspę Młyńską, Stare Miasto i część północnego brzegu starczy jeden dzień. Trochę więcej czasu potrzeba, by odwiedzić DAG Farbik Bromberg (czyli Exploseum), muzeum w poniemieckiej fabryce nitrogliceryny z okresu II Wojny Światowej, która znajduje się niemal na granicy miasta, za Bydgoskim Parkiem Przemysłowo Technologicznym. Dojazd do tego muzeum komunikacją miejską wraz z czasem przejścia to prawie godzina, a dystans do pokonania samochodem to niemal dwanaście kilometrów, w obu przypadkach licząc od Przystani Mijejskiej na Wyspie Młyńskiej. Na pewno trzeba na to zarezerwować pół dnia, a w dodatku trzeba też dopasować się do ponad dwugodzinnego programu zwiedzania.


Przystań Miejska na Wyspie Młyńskiej nocą - fot. Łukasz 'Din Sevenn'


Wniosek płynący z tej pobieżnej  "analizy" płynie jeden: Bydgoszcz nie jest przygotowana na zainteresowanie i zatrzymanie w mieście na dłużej turystów, którzy do naszego miasta przypływają drogą wodną E70. Turysta wszystkie ważniejsze punkty miasta jest w stanie obejść w jedną dobę, zaś dalsze miejsca są na tyle niedostępne, że nie zainteresują zbyt wielu osób, jeśli w ogóle są brane pod uwagę. Nie pomaga tutaj fakt, iż brakuje wygodnych połączeń komunikacyjnych, nadal nie funkcjonuje instytucja Roweru Miejskiego, a o wypożyczalniach samochodów można zapomnieć.

Gdyby tego wszystkiego było mało, to warto wspomnieć, że jednym z największych mankamentów jest w naszym mieście oznakowanie i informacja turystyczna. Według badań zleconych przez Urząd Miasta, aż 35.1% turystów zagranicznych i 36.7% turystów krajowych określa oznakowanie turystyczne w Bydgoszczy negatywnie lub przeciętnie. Podobnie jest z punktami informacji turystycznej, które nie podobały się 25% odwiedzających nas obcokrajowców. Wśród turystów krajowych niezadowolonych jest jednak ledwie kilka procent, co może świadczyć o słabym poziomie znajomości języków w punktach informacji. Pogłębia to tylko moje przekonanie, że nie jesteśmy gotowi na turystów. Nie tylko wodniacy mają tutaj problem, ale i pozostali napotykają częste problemy z nawigacją po mieście i zorientowaniem się "co, gdzie i kiedy".

W poprzednim wpisie opisywałem, między innymi, niektóre na prawdę warte zobaczenia części Bydgoszczy. O ile bardzo bym chciał, by były ukazane w sposób zachęcający dla osoby znajdującej swoje informacje w internecie (aż 44% turystów zagranicznych i 25.1% krajowych przed przyjazdem wyszukuje informacje online przed przyjazdem), to i tutaj jest palący problem. Po wpisaniu frazy "turystyka Bydgoszcz" w wyszukiwarce google na pierwszym miejscu wcale nie wyskakuje strona zarządzana przez naszych włodarzy, a strona sąsiadów. Oficjalna strona miasta to wynik drugi, a nawet nie jest to serwis turystyczny, tylko wyjątkowo uboga podstrona dotycząca wybranych zabytków. Trzecia na liście pojawia się strona spod domeny bydgoszcz.pl, która mimo swojego oficjalnie wyglądającego adresu także jest zarządzana z Torunia przez osobę prywatną (domena zarejestrowana jako "individual"), zaś kolejną stroną jest strona poświęcona Bydgoszczy w Wikipedii, następnie strona jednej z prywatnych uczelni w Bydgoszczy. Dopiero poniżej pojawia się główny serwis turystyczny naszego miasta, czyli VisitBydgoszcz. To mało, a w dodatku w pozycjonowaniu wygrywają z "nami" strony, które powinny znajdować się na drugiej stronie wyników wyszukiwania! Jest to absolutny wstyd dla miasta, natomiast osoby odpowiedzialne za promocję należałoby zaprosić na bardzo poważną i ponurą rozmowę o ich obowiązkach.

Kto tak na prawdę obiera ster na Bydgoszcz?

Moim zdaniem na Bydgoszcz decydują się głównie osoby, które trafiły do nas trochę "z przypadku" i "przy okazji". Miasto nie potrafi sobą zainteresować w sposób proporcjonalny do możliwości i boryka się przy tym z mocno już utrwalonym w kraju stereotypem miasta brzydkiego i kompletnie pozbawionego walorów turytycznych. Mamy park rozrywki, który nie potrafi dorosnąć do pięt objazdowym lunaparkom i Stare Miasto, którego istnienia połowa tego kraju nie jest świadoma. Podróżnych po wyjściu z pociągu wita oraz nędzy i rozpaczy (na szczęście właśnie ruszyła budowa nowego budynku dworcowego), a nawet jeśli już ktoś zdecyduje się na zwiedzanie, to ma wielką szansę nie znaleźć odpowiednich informacji.

W następnym wpisie postaram się napisać o zabytkach, których nasze miasto się wyparło i miejscach o ogromnym potencjale turystycznym, które nadal czekają na lepsze czasy.

sobota, 14 czerwca 2014

Architektoniczny misz-masz


Bydgoszcz jako miasto postrzegana jest na ogół w kategoriach brzydoty i brudu. Bardzo często odbywa się to przez pryzmat okropnie zaniedbanego dworca i równie nieciekawej okolicy widocznej zaraz po jego opuszczeniu. Jadący samochodem również mają niewiele okazji do zobaczenia innej architektury, niżeli blokowiska, szczególnie jeśli poruszają się drogą krajową numer 5. Omija ona niemal wszystko, co w Bydgoszczy ciekawe i w jakikolwiek sposób miłe dla oka, więc opinia o mieście brzydkim i nieciekawym może się tutaj tylko utrwalić.

Jak prezentuje się Bydgoszcz w moich oczach? Na pewno nie jest aż tak szara i brzydka, jak mówi popularna w kraju opinia, ale również potrafię przyznać, iż moje miasto ma swoje mankamenty. Jest to na pewno inna Bydgoszcz, niż dla osób mieszkających w pozostałych dzielnicach i zdecydowanie inne miasto, niż zapamiętane przez osoby już od lat tutaj nie mieszkające. Moje miasto ma swoje blizny i ma swoje strupy, ale pod tym wszystkim nadal jest piękne i może przyciągać na wiele sposobów.
Bydgoszcz, ulica Gdańska i jej różnorodnośc stylów fot. Łukasz 'Din Sevenn'
(Od lewej: fragment tarasu neorenesansowej willi oraz boczna ściana willi w stylu malowniczym, funkcjonalistyczny biurowiec, eklektyczna kamienica i modernistyczna plomba)


Za złe mam troche włodarzom miasta ciągłe reklamowanie się tymi samymi widokami. Cały czas przedstawia się miasto przez pryzmat Wyspy Młyńskiej, Starego Portu i Starego Rynku. Rozumiem bardzo silną promocję w oparciu o wielowiekowe związki miasta z wodą i żeglugą śródlądową, jednak przy okazji pozostaje we mnie uczucie jakiegoś niedosytu. W folderach reklamowych pojawiają się bez przerwy kadry Opery Nova stojącej nad rzeką i Wyspy Młyńskiej, z którą połączona jest całkiem niebrzydkim mostem, pojawia się przystań miejska zwana też "mariną" i nabrzeża portowe ze starymi spichrzami i nawiązującymi do nich nowymi budynkami mBanku (dawniej BRE), które do historycznego otoczenia pasują zaskakująco dobrze. W zasadzie każde wyszukiwanie w google-obrazy frazy Bydgoszcz zwróci właśnie serię widoków z wymienionych powyżej miejsc, więc nie widzę też powodu, by samemu dokładać jeszcze więcej na blogu.

Małym wyjątkiem od pomijania "szablonowych widoków", jaki pozwolę slboe zrobić jest swoista "rekonstrukcja" wschodniej ściany ulicy Mostowej i brakującego narożnika Starego Rynku w Bydgoszczy. Są to budynki w swojej konstrukcji całkowicie nowoczesne, ale jednocześnie w wielu detalach luźno nawiązujące do historycznych elewacji kamienic. W efekcie pojawia się bardzo kontrowersyjny wygląd ni to nowych, ni to historyzujących elewacji, które według mnie żadnego z tych dwóch elementów nie ujmują w sposób właściwy. Moim zdaniem ważniejsze jest tutaj odzyskanie proporcji rynku i zamknięcie jego przestrzeni w sposób nadający całości ponownie kształt prostokąta, jednak pewien niesmak zostaje.


Pierwszy etap inwestycji Adama Sowy w Bydgoszczy - fot. Wikipedia, public domain.


Z wszystkich możliwych rozwiązań wolałbym zachować proporcje okolicznej zabudowy, a jednak poświęcić więcej uwagi współczesnym elewacjom. Utraconych budynków nie sposób odzyskać, a jedynie możemy stawiać makiety w przybliżeniu reprezentujące dawną zabudowę. Nigdy nie uda się odtworzyć starych detali w sposób w 100% zgodny z oryginałem, więc może należałoby zastanowić się nad stworzeniem czegoś na wskroś współczesnego? Jak pokazało pierwsze zdjęcie w tym wpisie, można stworzyć ciekawy fragment miasta nie udając, że nowe budynki są stare. Następne pokolenia nasze "nowe" uznają za zabytki i pewnie wiellu będzie się zastanawiać czemu "starają się one" prezentować tak, jakby wcale z tej epoki nie pochodziły. Na pewno sterczące na dachach klimatyzatory nie pasują do pseudo-historycznej zabudowy serwowanej nam przez pana Sowę, na współczesnym budynku jednak wydają się one naturalnym jego elementem, bo tak jak sam ten budynek są czymś typowym dla naszych czasów.

Nawiązując do tego mieszania się stylów i problemu na styku architektury współczesnej z historyczną docieramy do szerszego aspektu architektury w Bydgoszczy, czyli wymieszania stylów historyzujących, secesji i eklektyzmu. Z wszystkich tych stylów najbardziej wyróżnia się secesja, której doskonałym przykładem jest Aleja Adama Miskiewicza w samym sercu miasta (a także ulice Cieszkowskiego, Paderewskiego, czy ulica 20 Stycznia 1920 roku.). Zabudowa utrzymana w duchu eklektyzmu z elementami charakterystycznymi dla secesji robi niesamowite wrażenie i znajduje się w samym sercu tak zwanej "dzielnicy muzycznej" stanowiącej organizacyjnie fragment śródmieścia.


Aleja Adama Miskiewicza w Bydgoszczy- fot. Wikipedia, public domain.

Sama dzielnica muzyczna budowana była zgodnie z ideą miasta-ogrodu. To właśnie tam znajduje się Szkoła Muzyczna imienia Artura Rubinsteina, Filharmonia Pomorska oraz Teatr Polski, każde z nich przylegające do sporego parku, imienia Jana Kochanowskiego. Tam też znajduje się charakterystyczna i rozpoznawalna także poza Bydgoszczą rzeźba przedstawiająca Łuczniczkę. Niedaleko od samego parku trafić możemy także na osiedle willowe Sielakna, gdzie również prowadzono zabudowę z zachowaniem idei miasta-ogrodu. Cały ten fragment miasta można oglądać godzinami i nie potrafię zrozumieć czemu tak rzadko nawiązuje się do niego w strategiach promocyjnych miasta.

Nim opuścimy śródmieście koniecznie trzeba obejrzeć jeden budynek - Dom Towarowy Jedynak (a właściwie Kaufhaus Conitzer & Sohne, ale to już historia na zupełnie inny wpis na blogu), który jest nie lada gradką dla każdego miłośnika modernizmu. Nawet pomimo utraty spadzistego dachu tuż po wojnie, budynek prezentuje się imponująco i dla wielu jest głównym symbolem ulicy Gdańskiej - głównej ulicy śródmieścia. Przez lata budynek ten pełnił różne role, ale sama funkcja handlowa nie zniknęła z budynku nigdy. W mojej pamięci zarysowało się częste odwiedzanie tego domu towarowego z mamą i bieganie z piętra na piętro, gdzie jako mały dzieciak co chwila odganiany byłem od balustrad otwierających się na centralne atrium przesłonięte świetlikiem w kształcie ostrosłupa. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć czy to właśnie ten sentyment, czy zamiłowanie do architektury modernistycznej budzą we mnie więcej sympatii dla tego budynku, jednak faktem pozostaje, iż nie wyobrażam sobie Bydgoszczy bez niego.



Mieszanka zabudowy z różnych okresów w śródmieściu, Bydgoszcz - fot. własne


Im bardziej oddalamy się od centrum, tym większe jest przemieszanie zabudowy z różnych okresów. Na powyższym zdjęciu widzimy po kolei (od pierwszego, do dalszego planu): zabytkowe budynki gazowni, blok mieszkalny oddany do użytku zaledwie rok temu i dalej funkcjonalistyczne biurowce postawione w okresie PRL. Gdyby kadr sięgał dalej w kierunku północnym można by to jeszcze uzupełnić o ogromne centrum handlowe wciśnięte pomiędzy bazylikę (prawdopodobnie nie była by widoczna na zdjęciu), a zabytkowe budynki dawnej rzeźni. Pytanie, jakie ciśnie mi się tutaj na usta, to czy to aby na pewno źle? Z jednej strony mamy tutaj wszystkiego po trochu, a poszczególne elementy reprezentują bardzo zróżnicowany poziom estetyczny. Z drugiej strony mamy przekrój przez dzieje miasta i żywą historię jego rozwoju widoczną w zasadzie z jednego miejsca, bez konieczności nawet ruszania się gdziekolwiek. Z tych dwóch argumentów osobiście preferuję ten drugi i gdyby tylko ode mnie to zależało, nowoczesna zabudowa szybko zapełniałaby wolne miejsca pomiędzy starymi kamienicami. 

Żaden wymóg dopasowania wyglądem do historycznej zabudowy nie doprowadzi do powstania budynków oddających ducha naszych czasów, a nauczyć nas tego powinna sama historia. Jak często dwie kamienice stojące "ściana w ścianę" dzieli kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat? Jak często w przeszłości miejsce kamienic zajmowały inne, lub stare budynki nadbudowywano nadając im w tamtych czasach nowoczesne fasady? Powinniśmy trzymać kciuki, by taki misz-masz stylów i trendów w architekturze częściej wkraczał w poruszane kilka akapitów wcześniej stare śródmieście, a roczniki kamienic 1814, 1914 i 2014 (i tak dalej) stały obok siebie jak równoważne i równowartościowe elementy pierzei. Dla nas nowa zabudowa to rażące wkroczenie z "nowym kiczem" w starówkę, ale dla naszych wnuków i ich wnuków może się to okazać po prostu kolejnym zabytkiem reprezentującym pewną epokę w dziejach Bydgoszczy.

Na koniec zostawiłem temat, którego sam jeszcze nie potrafię jednoznacznie ocenić.

Mrówkowce na bartodziejach, Bydgoszcz fot. Łukasz 'Din Sevenn'

Blokowiska. Przez wielu znienawidzone, dla wielu obojętne i kochane przez garstkę. Te osiedla w Bydgoszczy, jak i w innych miastach naszego kraju, powstawały w czasach gwałtownego wzrostu miast kiedy to niedobór mieszkań i boom demograficzny sprawiły, iż na terenach zurbanizowanych potrzebne były znaczące ilości lokali mieszkalnych. Były to w swoim czasie najszybsze do zbudowania mieszkania, które gwarantowały względnie duże powierzchnie użytkowe i krótki czas montażu. Ja sam wychowywałem się na jednym z takich osiedli. Z jednej strony duże przestrzenie między budynkami sprawiają, że prawie każde osiedle z wielkiej płyty a w sobie coś z miasta-ogrodu, ale jednocześnie ogromne bryły bloków nierzadko dominują nad miastem i kradną dla siebie cały krajobraz. O ile rzadko taka zabudowa przemieszana jest z budynkami z innych okresów, to problem dominacji nad krajobrazem zostaje i w efekcie bloki obecne są nawet tam, gdzie fizycznie nie zbudowano żadnego z nich.

W Bydgoszczy problem ten jest spotęgowany przez specyfikę samego miasta. "Stara Bydgoszcz" znajduje się w dolinie Brdy i jako taka otoczona jest ze wszystkich stron terenami wypiętrzonymi dookoła tejże doliny. Z jakiegoś powodu to właśnie te tereny uznano przed laty za świetne miejsce na zbudowanie wieżowców z wielkiej płyty. Decyzja podjęta wiele lat temu do dzisiaj dyktuje wygląd miasta z wielu stron i nawet planowane wieżowce mieszkalne nad brzegami Brdy, których dachy mają znajdować się na poziomie ponad sześćdziesięciu metrów nad poziomem fundamentów nie mają szansy wychylić się nad te betonowe monstra. Druga strona medalu jest taka, że nocą rozpalone lampki okien tworzą złudzenie wielkomiejskiego "skline", a Bydgoszcz sprawia wrażenie pełnej ogromnych wysokościowców. 

Jeszcze wiele lat minie, nim uporamy się z tym kawałkiem nieba skradzionym nam przez blokowiska, ale chyba musimy się z tym jakoś pogodzić. Proponuję wybrać optymistyczny wariant, w którym specyfika naszego miasta zachęca do kwitnącego życia nocnego z lasem wieżowców w tle, zaś dnie spędzajmy w mieście-ogrodzie z dala od tych widoków.



Dziękuję!

Ogromne podziękowania kieruję do Katarzyny Milczarek-Kozak, która pomogła mi z merytorycznym przygotowaniem tego wpisu, w szczególności pod względem właściwego opisania stylów i nurtów w architekturze. Bez Kasi na pewno coś bym tutaj namieszał!

środa, 11 czerwca 2014

Niewidzialni mieszkańcy Bydgoszczy

W naszym mieście oficjalnie mieszka znacznie ponad trzysta sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Wszystkich spotkać można na ulicach, w sklepach, w komunikacji miejskiej i tak dalej. Nawet bezdomni są w Bydgoszczy "widzialni" i ludzie w taki czy inny sposób są świadomi ich istnienia, a nawet starają się ich problem bezdomności jakoś rozwiązać. Ten wpis jednak będzie o zupełnie innych mieszkańcach Bydgoszczy, którzy są na ogół zupełnie dla ludzi niewidzialni.

Po wprowadzeniu do naszego obecnego mieszkania razem z Darią widzieliśmy przed budynkiem rozstawione miski dla kotów. Serce rośnie, kiedy człowiek widzi iż są na osiedlu ludzie troszczący się o zwierzęta. Samych zwierzaków przez pierwsze dni jednak nie widzieliśmy wcale i pierwszy "kontakt" ze zwierzakiem mieliśmy dopiero trzeciego dnia mieszkania w tym lokalu. Szybko okazało się, że wśród osiedlowych zwierzaków jest między innymi kotka z małym kociakiem. Oba zwierzaki wyglądały na chore, a kociątko, które powinno biegać, polować na motyle i ganiać za każdym poruszającym się na wietrze źdźbłem trawy, leżało niemrawie cały dzień i całą noc wciśnięte w kant krawężnika pod samochodem.

Kiedy wczoraj wracając późnym wieczorem do domu znaleźliśmy malucha leżącego na trawniku bez matki jasnym stało się, że nie można go zostawić z kotką, która prawdopodobnie sama bardzo męczy się ze swoją chorobą. Kociak miał zaropiałe oczy i pyszczek, a do tego cały pokryty był własnymi odchodami. Temu zwierzątku należało pomóc jak najszybciej, więc zabraliśmy maluszka do domu, bardzo ostrożnie oczyściliśmy sierść z odchodów i po ostrożnym przemyciu nasza znajda zdołała tez otworzyć zaropiałe oko. Kot trafił do wyłożonego miękkimi i czystymi szmatami kartonu, dostał wodę i jedzenie. Najwięcej słów uznania należy się tutaj Darii, która walczyła z całym tym kocim brudem, a potem, po na prawdę krótkim śnie, o godzinie piątej nad ranem wyruszyła z futrzaną kulką do weterynarza razem ze swoją koleżanką, która zajmuje się ratowaniem bezdomnych kotów i prowadzi dla nich dom tymczasowy.

Niestety, kociak został uśpiony, gdyż jego stan nie zostawiał złudzeń. Na zwierzaku wisiała niemal sama skóra, a do tego trawiły go najróżniejsze infekcje. Najprawdopodobniej nie jadł już od wielu dni, a jego organizm był zbyt wycieńczony, by mieć jakąkolwiek szansę zwalczyć chorobę.


Kot przyczajony w trawie - fot. Kalus Bohm

W Bydgoszczy, a także w każdym innym mieście naszego kraju, takich przypadków jest zdecydowanie więcej. Koty młode i stare błąkają się po osiedlach i nierzadko ludzie mijają je tak, jakby nie widzieli ich w ogóle. Nikt nie próbuje takim zwierzętom pomagać, ani nie próbuje nawet sprawdzić co się z nimi dzieje, chociaż wcale nie trzeba wiele. Wystarczy czasem zostawić w pudełku po margarynie wodę w czasie upałów i zadzwonić do schroniska, lub jednej z wielu grup zajmujących się pomocą, jeśli tylko zauważymy chore zwierzę. Ktoś zawsze znajdzie się chętny do pomocy i zabierze kota na leczenie, a nawet zacznie szukać dla niego domu. Samo dokarmianie nie koniecznie jest dobrym pomysłem. Kot chory nadal będzie chory, a niewykastrowany będzie się mnożyć i znów będziemy widzieć na ulicach chore maluchy.

Identycznie sprawa ma się w kwestii bezpańskich psów, ale tych jest w Bydgoszczy zdecydowanie mniej, a i łatwiej idzie ich odławianie.

Poniżej kilka linków dla wszystkich, którzy chcieliby się zaangażować w pomoc zwierzakom:



PS:
Pamiętajcie też przed zimą zrobić przegląd starych ręczników, narzut i tym podobnych rzeczy. Na pewno zimą przydadzą się w schronisku, a przy okazji można też zrobić z sąsiadami i/lub znajomymi zrzutę, by za jednym razem przywieźć im też trochę karmy dla zwierzaków. Nawet nie mając czasu można schronisko dotować na wiele sposobów, więc polecam mieć to zawsze na uwadze.