piątek, 6 czerwca 2014

500 wyświetleń i 4000 kroków

Cześć, czołem, dzień dobry!

Dzisiaj odwiedziny bloga grubo przekroczyły pięćset wyświetleń (i to bez liczenia moich własnych wejść), co wprawiło mnie w całkiem dobry humor. Dla mnie jest to wielka liczba, chociaż pewnie wielu blogerów tylko z uśmiechem by na to spojrzało i zapytało "o co cały ten szum?". Dziękuję wszystkim za wejścia i mam nadzieję, że będę w stanie utrzymać w swoich wpisach poziom, który będzie zachęcał do czytania. Jeśli coś Wam się tutaj spodoba, jakiś wpis pochłonie bardziej od innych, to udostępniajcie u siebie na "fejsie" i dzielcie się tym ze znajomymi. Kto wie, może jednak wspólnymi siłami zachęcimy kogoś spoza naszych stron do przyjazdu do Bydgoszczy? 

To tyle w temacie pięciuset wyświetleń. Czas na cztery tysiące kroków.

W Sobotę w ramach poznawania nowego osiedla wybieram się na imprezę firmową piechotą. Kolega z biura, mieszkający już od lat na Szwederowie, przeprowadzi mnie przez osiedle, a potem już bulwarami wybierzemy się na tereny Astorii. Ode mnie trasa ta ma mniej więcej cztery tysiące kroków długości (jeśli wierzyć statystykom i przelicznikom średniej długości kroku dorosłego człowieka). Za nic trasy tej nie chcę pokonywać inaczej, niż pieszo, gdyż po drodze czeka mnie kilka najfajniejszych punktów spacerowych Bydgoszczy. Między innymi po to przeprowadzałem się jak najbliżej centrum i starówki.

Bydgoszcz od strony wody - fot. Krystian 'krystiand'

Dla wszystkich, którzy nie wiedzą czemu aż tak cieszę się z tego spaceru należy się parę słów wyjaśnienia. Ze Szwederowa idąc mija się po kolei: starówkę, Wyspę Młyńską, bulwary przy Operze Nova, niedawno zrekonstruowaną śluzę workową, budowę najwyższego apartamentowca w Bydgoszczy (chociaż lada dzień ma ruszyć budowa jeszcze wyższej wieży), nowy podwieszany most tramwajowy i kilka całkiem miłych dla oka zabytków. Wszystko to idąc wzdłuż Brdy i Młynówki, które stanowią znaczną część tak zwanej "Bydgoskiej Wenecji". O ile impreza firmowa to coś pomiędzy zwykłą imprezą, a okazją by w luźniejszej atmosferze zasugerować szefowi jakieś "drobne poprawki w umowie", tak samo dotarcie na miejsce będzie czystą przyjemnością w ten weekend.

W międzyczasie postaram się wypatrzeć coś ciekawego do opisania na blogu. Sama Wyspa Młyńska zasługuje prawdopodobnie na kilka postów i jeszcze nie raz będzie tutaj gościć, ale po drodze liczę na to, że zdołam wypatrzeć coś nowego, o czym wcześniej nie miałem pojęcia. W końcu w Bydgoszczy zawsze pozostaje coś do odkrycia! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz