sobota, 14 czerwca 2014

Architektoniczny misz-masz


Bydgoszcz jako miasto postrzegana jest na ogół w kategoriach brzydoty i brudu. Bardzo często odbywa się to przez pryzmat okropnie zaniedbanego dworca i równie nieciekawej okolicy widocznej zaraz po jego opuszczeniu. Jadący samochodem również mają niewiele okazji do zobaczenia innej architektury, niżeli blokowiska, szczególnie jeśli poruszają się drogą krajową numer 5. Omija ona niemal wszystko, co w Bydgoszczy ciekawe i w jakikolwiek sposób miłe dla oka, więc opinia o mieście brzydkim i nieciekawym może się tutaj tylko utrwalić.

Jak prezentuje się Bydgoszcz w moich oczach? Na pewno nie jest aż tak szara i brzydka, jak mówi popularna w kraju opinia, ale również potrafię przyznać, iż moje miasto ma swoje mankamenty. Jest to na pewno inna Bydgoszcz, niż dla osób mieszkających w pozostałych dzielnicach i zdecydowanie inne miasto, niż zapamiętane przez osoby już od lat tutaj nie mieszkające. Moje miasto ma swoje blizny i ma swoje strupy, ale pod tym wszystkim nadal jest piękne i może przyciągać na wiele sposobów.
Bydgoszcz, ulica Gdańska i jej różnorodnośc stylów fot. Łukasz 'Din Sevenn'
(Od lewej: fragment tarasu neorenesansowej willi oraz boczna ściana willi w stylu malowniczym, funkcjonalistyczny biurowiec, eklektyczna kamienica i modernistyczna plomba)


Za złe mam troche włodarzom miasta ciągłe reklamowanie się tymi samymi widokami. Cały czas przedstawia się miasto przez pryzmat Wyspy Młyńskiej, Starego Portu i Starego Rynku. Rozumiem bardzo silną promocję w oparciu o wielowiekowe związki miasta z wodą i żeglugą śródlądową, jednak przy okazji pozostaje we mnie uczucie jakiegoś niedosytu. W folderach reklamowych pojawiają się bez przerwy kadry Opery Nova stojącej nad rzeką i Wyspy Młyńskiej, z którą połączona jest całkiem niebrzydkim mostem, pojawia się przystań miejska zwana też "mariną" i nabrzeża portowe ze starymi spichrzami i nawiązującymi do nich nowymi budynkami mBanku (dawniej BRE), które do historycznego otoczenia pasują zaskakująco dobrze. W zasadzie każde wyszukiwanie w google-obrazy frazy Bydgoszcz zwróci właśnie serię widoków z wymienionych powyżej miejsc, więc nie widzę też powodu, by samemu dokładać jeszcze więcej na blogu.

Małym wyjątkiem od pomijania "szablonowych widoków", jaki pozwolę slboe zrobić jest swoista "rekonstrukcja" wschodniej ściany ulicy Mostowej i brakującego narożnika Starego Rynku w Bydgoszczy. Są to budynki w swojej konstrukcji całkowicie nowoczesne, ale jednocześnie w wielu detalach luźno nawiązujące do historycznych elewacji kamienic. W efekcie pojawia się bardzo kontrowersyjny wygląd ni to nowych, ni to historyzujących elewacji, które według mnie żadnego z tych dwóch elementów nie ujmują w sposób właściwy. Moim zdaniem ważniejsze jest tutaj odzyskanie proporcji rynku i zamknięcie jego przestrzeni w sposób nadający całości ponownie kształt prostokąta, jednak pewien niesmak zostaje.


Pierwszy etap inwestycji Adama Sowy w Bydgoszczy - fot. Wikipedia, public domain.


Z wszystkich możliwych rozwiązań wolałbym zachować proporcje okolicznej zabudowy, a jednak poświęcić więcej uwagi współczesnym elewacjom. Utraconych budynków nie sposób odzyskać, a jedynie możemy stawiać makiety w przybliżeniu reprezentujące dawną zabudowę. Nigdy nie uda się odtworzyć starych detali w sposób w 100% zgodny z oryginałem, więc może należałoby zastanowić się nad stworzeniem czegoś na wskroś współczesnego? Jak pokazało pierwsze zdjęcie w tym wpisie, można stworzyć ciekawy fragment miasta nie udając, że nowe budynki są stare. Następne pokolenia nasze "nowe" uznają za zabytki i pewnie wiellu będzie się zastanawiać czemu "starają się one" prezentować tak, jakby wcale z tej epoki nie pochodziły. Na pewno sterczące na dachach klimatyzatory nie pasują do pseudo-historycznej zabudowy serwowanej nam przez pana Sowę, na współczesnym budynku jednak wydają się one naturalnym jego elementem, bo tak jak sam ten budynek są czymś typowym dla naszych czasów.

Nawiązując do tego mieszania się stylów i problemu na styku architektury współczesnej z historyczną docieramy do szerszego aspektu architektury w Bydgoszczy, czyli wymieszania stylów historyzujących, secesji i eklektyzmu. Z wszystkich tych stylów najbardziej wyróżnia się secesja, której doskonałym przykładem jest Aleja Adama Miskiewicza w samym sercu miasta (a także ulice Cieszkowskiego, Paderewskiego, czy ulica 20 Stycznia 1920 roku.). Zabudowa utrzymana w duchu eklektyzmu z elementami charakterystycznymi dla secesji robi niesamowite wrażenie i znajduje się w samym sercu tak zwanej "dzielnicy muzycznej" stanowiącej organizacyjnie fragment śródmieścia.


Aleja Adama Miskiewicza w Bydgoszczy- fot. Wikipedia, public domain.

Sama dzielnica muzyczna budowana była zgodnie z ideą miasta-ogrodu. To właśnie tam znajduje się Szkoła Muzyczna imienia Artura Rubinsteina, Filharmonia Pomorska oraz Teatr Polski, każde z nich przylegające do sporego parku, imienia Jana Kochanowskiego. Tam też znajduje się charakterystyczna i rozpoznawalna także poza Bydgoszczą rzeźba przedstawiająca Łuczniczkę. Niedaleko od samego parku trafić możemy także na osiedle willowe Sielakna, gdzie również prowadzono zabudowę z zachowaniem idei miasta-ogrodu. Cały ten fragment miasta można oglądać godzinami i nie potrafię zrozumieć czemu tak rzadko nawiązuje się do niego w strategiach promocyjnych miasta.

Nim opuścimy śródmieście koniecznie trzeba obejrzeć jeden budynek - Dom Towarowy Jedynak (a właściwie Kaufhaus Conitzer & Sohne, ale to już historia na zupełnie inny wpis na blogu), który jest nie lada gradką dla każdego miłośnika modernizmu. Nawet pomimo utraty spadzistego dachu tuż po wojnie, budynek prezentuje się imponująco i dla wielu jest głównym symbolem ulicy Gdańskiej - głównej ulicy śródmieścia. Przez lata budynek ten pełnił różne role, ale sama funkcja handlowa nie zniknęła z budynku nigdy. W mojej pamięci zarysowało się częste odwiedzanie tego domu towarowego z mamą i bieganie z piętra na piętro, gdzie jako mały dzieciak co chwila odganiany byłem od balustrad otwierających się na centralne atrium przesłonięte świetlikiem w kształcie ostrosłupa. Trudno mi jednoznacznie powiedzieć czy to właśnie ten sentyment, czy zamiłowanie do architektury modernistycznej budzą we mnie więcej sympatii dla tego budynku, jednak faktem pozostaje, iż nie wyobrażam sobie Bydgoszczy bez niego.



Mieszanka zabudowy z różnych okresów w śródmieściu, Bydgoszcz - fot. własne


Im bardziej oddalamy się od centrum, tym większe jest przemieszanie zabudowy z różnych okresów. Na powyższym zdjęciu widzimy po kolei (od pierwszego, do dalszego planu): zabytkowe budynki gazowni, blok mieszkalny oddany do użytku zaledwie rok temu i dalej funkcjonalistyczne biurowce postawione w okresie PRL. Gdyby kadr sięgał dalej w kierunku północnym można by to jeszcze uzupełnić o ogromne centrum handlowe wciśnięte pomiędzy bazylikę (prawdopodobnie nie była by widoczna na zdjęciu), a zabytkowe budynki dawnej rzeźni. Pytanie, jakie ciśnie mi się tutaj na usta, to czy to aby na pewno źle? Z jednej strony mamy tutaj wszystkiego po trochu, a poszczególne elementy reprezentują bardzo zróżnicowany poziom estetyczny. Z drugiej strony mamy przekrój przez dzieje miasta i żywą historię jego rozwoju widoczną w zasadzie z jednego miejsca, bez konieczności nawet ruszania się gdziekolwiek. Z tych dwóch argumentów osobiście preferuję ten drugi i gdyby tylko ode mnie to zależało, nowoczesna zabudowa szybko zapełniałaby wolne miejsca pomiędzy starymi kamienicami. 

Żaden wymóg dopasowania wyglądem do historycznej zabudowy nie doprowadzi do powstania budynków oddających ducha naszych czasów, a nauczyć nas tego powinna sama historia. Jak często dwie kamienice stojące "ściana w ścianę" dzieli kilkadziesiąt, a nawet kilkaset lat? Jak często w przeszłości miejsce kamienic zajmowały inne, lub stare budynki nadbudowywano nadając im w tamtych czasach nowoczesne fasady? Powinniśmy trzymać kciuki, by taki misz-masz stylów i trendów w architekturze częściej wkraczał w poruszane kilka akapitów wcześniej stare śródmieście, a roczniki kamienic 1814, 1914 i 2014 (i tak dalej) stały obok siebie jak równoważne i równowartościowe elementy pierzei. Dla nas nowa zabudowa to rażące wkroczenie z "nowym kiczem" w starówkę, ale dla naszych wnuków i ich wnuków może się to okazać po prostu kolejnym zabytkiem reprezentującym pewną epokę w dziejach Bydgoszczy.

Na koniec zostawiłem temat, którego sam jeszcze nie potrafię jednoznacznie ocenić.

Mrówkowce na bartodziejach, Bydgoszcz fot. Łukasz 'Din Sevenn'

Blokowiska. Przez wielu znienawidzone, dla wielu obojętne i kochane przez garstkę. Te osiedla w Bydgoszczy, jak i w innych miastach naszego kraju, powstawały w czasach gwałtownego wzrostu miast kiedy to niedobór mieszkań i boom demograficzny sprawiły, iż na terenach zurbanizowanych potrzebne były znaczące ilości lokali mieszkalnych. Były to w swoim czasie najszybsze do zbudowania mieszkania, które gwarantowały względnie duże powierzchnie użytkowe i krótki czas montażu. Ja sam wychowywałem się na jednym z takich osiedli. Z jednej strony duże przestrzenie między budynkami sprawiają, że prawie każde osiedle z wielkiej płyty a w sobie coś z miasta-ogrodu, ale jednocześnie ogromne bryły bloków nierzadko dominują nad miastem i kradną dla siebie cały krajobraz. O ile rzadko taka zabudowa przemieszana jest z budynkami z innych okresów, to problem dominacji nad krajobrazem zostaje i w efekcie bloki obecne są nawet tam, gdzie fizycznie nie zbudowano żadnego z nich.

W Bydgoszczy problem ten jest spotęgowany przez specyfikę samego miasta. "Stara Bydgoszcz" znajduje się w dolinie Brdy i jako taka otoczona jest ze wszystkich stron terenami wypiętrzonymi dookoła tejże doliny. Z jakiegoś powodu to właśnie te tereny uznano przed laty za świetne miejsce na zbudowanie wieżowców z wielkiej płyty. Decyzja podjęta wiele lat temu do dzisiaj dyktuje wygląd miasta z wielu stron i nawet planowane wieżowce mieszkalne nad brzegami Brdy, których dachy mają znajdować się na poziomie ponad sześćdziesięciu metrów nad poziomem fundamentów nie mają szansy wychylić się nad te betonowe monstra. Druga strona medalu jest taka, że nocą rozpalone lampki okien tworzą złudzenie wielkomiejskiego "skline", a Bydgoszcz sprawia wrażenie pełnej ogromnych wysokościowców. 

Jeszcze wiele lat minie, nim uporamy się z tym kawałkiem nieba skradzionym nam przez blokowiska, ale chyba musimy się z tym jakoś pogodzić. Proponuję wybrać optymistyczny wariant, w którym specyfika naszego miasta zachęca do kwitnącego życia nocnego z lasem wieżowców w tle, zaś dnie spędzajmy w mieście-ogrodzie z dala od tych widoków.



Dziękuję!

Ogromne podziękowania kieruję do Katarzyny Milczarek-Kozak, która pomogła mi z merytorycznym przygotowaniem tego wpisu, w szczególności pod względem właściwego opisania stylów i nurtów w architekturze. Bez Kasi na pewno coś bym tutaj namieszał!

2 komentarze:

  1. Nie ma w Polsce miasta jednolitego stylowo, zresztą takowe byłoby nudne. A Bydgoszczy jeszcze daleko do chaosu. Przynajmniej w Śródmieściu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bardzo cenię sobie to przemieszanie różnych form i stylów. Między innymi dlatego jestem przeciwnikiem nowoczesnych plomb, które udają zabytki, kiedy powinniśmy dziury w pierzejach zapychać po prostu budynkami "z naszych czasów" tak, jak to robiły wszystkie poprzednie pokolenia :)

      Może tagu "chaos" użyłem trochę na wyrost, ale w strefie przejściowej między blokowymi przedmieściami, a centrum, chaos można napotkać.

      Usuń