poniedziałek, 16 czerwca 2014

Kto obiera ster na Bydgoszcz?

Wbrew pozorom pytanie postawione w tytule nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Turystyka w Bydgoszczy przez wiele osób mieszkających tutaj postrzegana jest jako wstydliwy temat tabu, zaś samo miasto z zewnątrz postrzegane jest jako nieciekawe i generalnie nie warte odwiedzenia. Wiele tutaj winy porównań z Toruniem, których nie da się uniknąć z powodu małej odległości między tymi miastami. Osobiście uważam, że o ile porównania zawsze wypadną na korzyść Torunia, to jednak nie należy tutaj się doszukiwać głównego problemu (a przynajmniej nie w samym fakcie bliskości i porównywania). Jestem przekonany, że na każdego turystę, który odpuści sobie "brzydszą" Bydgoszcz przypada jeden, który powie sobie "skoro to tak blisko, to czemu nie?". O wiele ważniejszym pytaniem, które należy sobie postawić, to: czy aby na pewno niektóre opinie i stereotypy dotyczące Bydgoszczy są zasłużone?

Zacznijmy od kilku słów na temat tego, czym Bydgoszcz jest, a czym nie jest. Na pewno można tutaj mówić o największym mieście w województwie, możemy mówić o sporym ośrodku sportowym i znaczącym punkcie na mapie sztuk scenicznych, a także muzyki. Mamy Operę Nova, gdzie odbywa się Bydgoski Festiwal Operowy i festiwal Camerimage (zależnie od sponsora opatrzony różnymi przedrostkami), mamy tutaj Filharmonię Pomorską, gdzie odbywa się Bydgoski Festiwal Muzyczny, mamy też Teatr Polski z jego Festiwalem Prapremier. To wszystko spore imprezy, które ściągają do miasta wiele osób, jednak są to na ogół imprezy przeznaczone dla miłośników konkretnej dziedziny sztuki (opera, teatr, festiwal dla operatorów filmowych, muzyka dawna), a do tego wielkie imprezy można przeliczyć a palcach jednej ręki. Co z typowym "szarym turystą"? Co z ludźmi młodymi, którzy rzadko są miłośnikami sztuk wyższych i preferują głośne festiwale pełne muzyki popularnej?

Na horyzoncie pojawił się Boski Festiwal (27-28 Czerwca), który funkcjonuje w naszym mieście od trzech lat (w tym roku obędzie się czwarta edycja) i oferuje bardzo ciekawy program przez kilka dni z rzędu. Niestety i tutaj jest problem natury takiej, że całość obywa się na terenach przemysłowych i w okolicach zaniedbanego portu drzewnego w Bydgoszczy, które nie tylko nie należą do miejsc zachęcających do odwiedzin swoim wyglądem, ale też nie są zbyt dobrze skomunikowane z miastem, czy chociażby nawet z dworcem. Zaletą tutaj może być planowana możliwość dotarcia łódką na sam festiwal i jeśli na prawdę uda się zorganizować to w taki sposób, by z samego starego miasta kursowały regularnie łodzie statki i stateczki dowożące ludzi na festiwal, to wcześniej wymienione mankamenty odrobinę tracą na swojej mocy, a lokalizacja z wady może przeistoczyć się w zaletę. Wiele zależy od organizatorów i będę z ciekawością śledził dalszy rozwój tej imprezy.


Rejs po Brdzie, hotel Słoneczny Młyn fot. Krystian 'krystiand'


Wspomniane wcześniej dotarcie łodzią na festiwal otwiera przed nami kolejny "temat-rzekę", czyli rzekę Brdę. Nie sposób mówić o Bydgoszczy bez wspomnienia chociaż imprezy Ster na Bydgoszcz, której tegoroczna edycja zakończyła się ledwie wczoraj, w niedzielę. O ile pogoda nie dopisała za bardzo, tak ludzie nie zawiedli i choć wielkiego tłumu nie było, to sama Wyspa Młyńska, ulica Mostowa i Stary Rynek pełne były ludzi. Kilka razy słyszałem także języki obce na ulicy, co zawsze buduje na duchu. O ile nie jestem w stanie określić, czy byli to sami uczestnicy steru, czy jedynie "zwiedzający". to jednak można liczyć w duchu, że słowo zaniosą dalej i z czasem pocztą pantoflową o Bydgoszczy dobra opinia rozejdzie się po świecie.

Wodniacy na pewno ściągani są przez najbardziej odwrócone ku wodzie miasto w regionie i jedno z lepiej radzących sobie z wodą w kraju, jednak to także jest pewna nisza i Bydgoszcz jako taka najczęściej i tak jest jedynie puntem pośrednim na drodze wodnej E70, która ciągnie się od Niemiec, aż po północnowschodnie granice naszego kraju. W porównaniu z doliną Noteci, czy chociażby jeziorami Warmii i Mazur, Bydgoszcz nie ma za wiele do zaoferowania. Można u nas zacumować na trzy, może cztery dni i zobaczyć wszystkie niemal atrakcje miasta, gdyż na samą tylko Wyspę Młyńską, Stare Miasto i część północnego brzegu starczy jeden dzień. Trochę więcej czasu potrzeba, by odwiedzić DAG Farbik Bromberg (czyli Exploseum), muzeum w poniemieckiej fabryce nitrogliceryny z okresu II Wojny Światowej, która znajduje się niemal na granicy miasta, za Bydgoskim Parkiem Przemysłowo Technologicznym. Dojazd do tego muzeum komunikacją miejską wraz z czasem przejścia to prawie godzina, a dystans do pokonania samochodem to niemal dwanaście kilometrów, w obu przypadkach licząc od Przystani Mijejskiej na Wyspie Młyńskiej. Na pewno trzeba na to zarezerwować pół dnia, a w dodatku trzeba też dopasować się do ponad dwugodzinnego programu zwiedzania.


Przystań Miejska na Wyspie Młyńskiej nocą - fot. Łukasz 'Din Sevenn'


Wniosek płynący z tej pobieżnej  "analizy" płynie jeden: Bydgoszcz nie jest przygotowana na zainteresowanie i zatrzymanie w mieście na dłużej turystów, którzy do naszego miasta przypływają drogą wodną E70. Turysta wszystkie ważniejsze punkty miasta jest w stanie obejść w jedną dobę, zaś dalsze miejsca są na tyle niedostępne, że nie zainteresują zbyt wielu osób, jeśli w ogóle są brane pod uwagę. Nie pomaga tutaj fakt, iż brakuje wygodnych połączeń komunikacyjnych, nadal nie funkcjonuje instytucja Roweru Miejskiego, a o wypożyczalniach samochodów można zapomnieć.

Gdyby tego wszystkiego było mało, to warto wspomnieć, że jednym z największych mankamentów jest w naszym mieście oznakowanie i informacja turystyczna. Według badań zleconych przez Urząd Miasta, aż 35.1% turystów zagranicznych i 36.7% turystów krajowych określa oznakowanie turystyczne w Bydgoszczy negatywnie lub przeciętnie. Podobnie jest z punktami informacji turystycznej, które nie podobały się 25% odwiedzających nas obcokrajowców. Wśród turystów krajowych niezadowolonych jest jednak ledwie kilka procent, co może świadczyć o słabym poziomie znajomości języków w punktach informacji. Pogłębia to tylko moje przekonanie, że nie jesteśmy gotowi na turystów. Nie tylko wodniacy mają tutaj problem, ale i pozostali napotykają częste problemy z nawigacją po mieście i zorientowaniem się "co, gdzie i kiedy".

W poprzednim wpisie opisywałem, między innymi, niektóre na prawdę warte zobaczenia części Bydgoszczy. O ile bardzo bym chciał, by były ukazane w sposób zachęcający dla osoby znajdującej swoje informacje w internecie (aż 44% turystów zagranicznych i 25.1% krajowych przed przyjazdem wyszukuje informacje online przed przyjazdem), to i tutaj jest palący problem. Po wpisaniu frazy "turystyka Bydgoszcz" w wyszukiwarce google na pierwszym miejscu wcale nie wyskakuje strona zarządzana przez naszych włodarzy, a strona sąsiadów. Oficjalna strona miasta to wynik drugi, a nawet nie jest to serwis turystyczny, tylko wyjątkowo uboga podstrona dotycząca wybranych zabytków. Trzecia na liście pojawia się strona spod domeny bydgoszcz.pl, która mimo swojego oficjalnie wyglądającego adresu także jest zarządzana z Torunia przez osobę prywatną (domena zarejestrowana jako "individual"), zaś kolejną stroną jest strona poświęcona Bydgoszczy w Wikipedii, następnie strona jednej z prywatnych uczelni w Bydgoszczy. Dopiero poniżej pojawia się główny serwis turystyczny naszego miasta, czyli VisitBydgoszcz. To mało, a w dodatku w pozycjonowaniu wygrywają z "nami" strony, które powinny znajdować się na drugiej stronie wyników wyszukiwania! Jest to absolutny wstyd dla miasta, natomiast osoby odpowiedzialne za promocję należałoby zaprosić na bardzo poważną i ponurą rozmowę o ich obowiązkach.

Kto tak na prawdę obiera ster na Bydgoszcz?

Moim zdaniem na Bydgoszcz decydują się głównie osoby, które trafiły do nas trochę "z przypadku" i "przy okazji". Miasto nie potrafi sobą zainteresować w sposób proporcjonalny do możliwości i boryka się przy tym z mocno już utrwalonym w kraju stereotypem miasta brzydkiego i kompletnie pozbawionego walorów turytycznych. Mamy park rozrywki, który nie potrafi dorosnąć do pięt objazdowym lunaparkom i Stare Miasto, którego istnienia połowa tego kraju nie jest świadoma. Podróżnych po wyjściu z pociągu wita oraz nędzy i rozpaczy (na szczęście właśnie ruszyła budowa nowego budynku dworcowego), a nawet jeśli już ktoś zdecyduje się na zwiedzanie, to ma wielką szansę nie znaleźć odpowiednich informacji.

W następnym wpisie postaram się napisać o zabytkach, których nasze miasto się wyparło i miejscach o ogromnym potencjale turystycznym, które nadal czekają na lepsze czasy.

10 komentarzy:

  1. Zgadzam się,że oznakowanie w mieście jest zazwyczaj słabe, ale to chyba zależy od tego kto zarządza daną jednostką kulturalną/zabytkiem/atrakcją. Np. wysiadając na dworcu nie dowiesz, że jak najłatwiej dojść do Wyspy Młyńskiej (chyba że coś się tam zmieniło, jak np przy PKSie gdzie postawili bardzo fajną mapkę z ważnymi punktami), ale już próbując dojechać samochodem do Exploseum nie ma się większego problemu. Przynajmniej ja jadąc tam pierwszy raz wiedziałam tylko tyle że mam wjechać w Glinki a później się zobaczy, no i chyba każdy kierowca bez problemu trafi dzięki ustawionym po drodze drogowskazom. Takich drogowskazów w mieście powinno być znacznie więcej, szczególnie ze względu na zmotoryzowanych, bo turysta pieszy zawsze sobie poradzi, szczególnie gdy większość z nas odpali sobie smartfona czy tableta i szybko wyszuka co go interesuje.

    Ja mam swój sposób na zwiedzanie miasta gdy ktoś do mnie przyjeżdża. Skupiam się na wyborze jedynie interesujących miejsc dla konkretnej osoby która mnie akurat odwiedziła. Znam kogoś kogo mogłabym zabrać do DAGu, na stacje kolejowe i do starych fabryk, a mam koleżankę którą będą interesowały tylko muzea na Wyspie i przez ich pryzmat będzie później postrzegać całą Bydgoszcz. Nie ma sensu przekonywać turystów o wszystkich walorach miasta, jakie by one nie były, bo Bydgoszcz to nie Kraków. Ona nie jest tak spójna i oczywista.

    Poza tym są miasta które warto odwiedzać cały rok, a są miasta które najlepiej prezentują się w konkretną porę roku i przy okazji bardzo konkretnych imprez. Może nie należy postrzegać negatywnie faktu, że do Bydgoszczy ludzie przyjeżdżają głównie przy okazji imprez tematycznych i festiwali. Mieszkam w Bydgoszczy i w Toruniu. Tam też zawsze się coś dzieje , ale tych dużych imprez jest wg mnie o wiele mniej. Każde miasto ma swoją wartość i swoją siłę. Jeśli bydgoszczanie są świetni w organizowaniu eventów to niech pękają dzięki temu z dumy i robią ich więcej, a nie marnują energię na udawanie że Bydgoszcz jest turystyczną potęgą pełną fantastycznych zabytków, bo niestety nie jest.

    I to pisze konserwator po Ochronie Dóbr Kultury, który ze względów ideowych obiecał sobie promowanie bydgoskiego dziedzictwa kulturowego. Aż się sama sobie dziwię, ale powiedzcie ile jest takich osób naprawdę żywo zainteresowanych zwiedzaniem Bydgoszczy pozostając ściśle w tematyce zabytków i ich problematyki konserwatorskiej? Bydgoszcz nie jest Toruniem/Wrocławiem/Poznaniem/Krakowem/Gdańskiem (niepotrzebne skreślić) i nigdy nie będzie. Przyjmijmy to na klatę i skupmy się na tym, co robimy naprawdę dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej trzeba dopasowywać pokazywane miejsca miasta do osoby, która nas odwiedza. Moim zdaniem w Bydgoszczy jest po prostu zbyt wiele miejsc, które można pokazać, by dało się obejść je wszystkie.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy wpis i tematyka!

    Odwiedziłem Bydgoszcz w 2012 i spędziłem tu 3 dni, a i tak nie byłem wszędzie tam, gdzie chciałem być.

    "Stare Miasto, którego istnienia połowa tego kraju nie jest świadoma", "boryka się przy tym z mocno już utrwalonym w kraju stereotypem miasta brzydkiego i kompletnie pozbawionego walorów turystycznych" - To jest akurat przypadłość wielu polskich miast, że choćby wspomnę tylko Warszawę:
    Jaką masz wiedzę o atrakcjach turystycznych Warszawy?
    Czy masz jakiś utrwalony stereotyp?
    Czy słyszałeś jakieś opinie o tym mieście?

    Ciekaw jestem Twojej opinii jako człowiek, który "ze względów ideowych obiecał sobie promowanie warszawskiego dziedzictwa kulturowego" :-)

    Pozdrawiam,
    H_Piotr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnie dziękuję za miłe słowa!

      Nie wiem czy jestem na pewno dobrą "próbą" na takie pytanie, jak kwestie turystyki, gdyż mogę mieć trochę inne spojrzenie na Warszawę od większości osób, choćby jako osoba zainteresowana wojskowością. Właśnie z tego powodu pierwsze miejsce na liście u mnie zajęłaby Cytadela Warszawska i wszystko co z niej jeszcze zostało, a zaraz potem cmentarz wojskowy na Powązkach (a zatem i siłą rzeczy całe Powązki). Zaraz potem na liście jest też Muzeum Wojska Polskiego. To jest jedna strona medalu.

      Tutaj pewnie gdzieś wpisałoby się Muzeum Powstania Warszawskiego, ale to już kwestia iż jestem świadom jego istnienia i ciekaw zawartości, podobnie z resztą do Muzeum Historii Żydów Polskich. Oba te muzea chciałbym odwiedzić z poczucia obywatelskiego obowiązku, jednak nie są one dla mnie atrakcją w dosłownym tego słowa znaczeniu.

      Po tej "drugiej stronie medalu" jako atrakcję wymieniłbym po prostu wszelkie nowoczesne budowle, wieżowce, biurowce i tak dalej. Jestem bardzo dużym fanem urbanistyki i architektury i w tym kontekście atrakcją dla mnie byłaby nawet "Szklarnia Toruńska" na obwodnicy, która jest ciekawym rozwiązaniem problemu akustyki, a jednocześnie wzbudza wiele kontrowersji.

      Starówkę widziałem i postaram się powiedzieć tyle: Nie jestem szczególnym fanem rekonstrukcji, bo IMO Zamek Królewski to karykaturalna atrapa. Jeśli już odbudowywać, to chociaż w formie tuż sprzed zniszczenia, bo jaka by ona nie była, to też jest nasza historia, jednak dłuższą rozprawę na temat odbudowy planuję na przyszłość i choćby po to zapraszam na pewno do odwiedzin! :)

      A stereotypy i przemyślenia? Nie mam tego za wiele, ponieważ w Warszawie byłem w życiu dwa razy i raczej nie w celach turystycznych (co trzeba nadrobić :P). Miasto zapamiętałem jako dość ... puste. Pomimo ogromnej liczby ludności nie nazwałbym ulic Warszawy tętniącymi życiem i chyba ulica Piotrkowska w Łodzi momentami wydawała mi się bardziej gwarna. To bardzo dziwne, ale może trafiłem na żły moment (a zostałem w mieście aż do godzin nocnych i wyjechałem pociągiem w okolicach godziny 1 czy 2 nad ranem po przyjeździe z samego rana!). O samych mieszkańcach się nie wypowiem, bo o każdym którego znam wypowiedź mógłbym zacząć od "przyjechał/a z miasta ...", tyle że to jest kwintesencja tego miejsca.

      No i tak na szybko to chyba tyle. Jestem "świadomy" wielu nie wymienionych atrakcji, ale o CNK czy Łazienkach to by dziecko z podstawówki napisało pewnie :)

      Pozdrawiam ! :)

      Usuń
  3. Statystycznie, jako pojedynczy człowiek, nie jesteś żadną próbą :-)

    To miło, że masz pewne pojęcie w dziedzinie, którą się interesujesz. Serio.
    Z okołowojskowych spraw, to jeszcze jest cały zestaw fortów dookoła Warszawy (dwa pierścienie, no, półtora) oraz Muzeum Polskiej Techniki Wojskowej na Sadybie (ul. Powsińska) - o, właśnie w jednym z fortów.

    Co do Powązek - niewiele osób wie (oczywiście nic dziwnego, bo nie trzeba znać topografii obcego miasta na pamięć), że to są tak naprawdę dwa oddzielne cmentarze: stary/katolicki i komunalny/wojskowy. Oba leżą przy ul. Powązkowskiej (1,5 km od siebie) i na obu pochowani są znani Polacy. Na wojskowym wcale nie tylko wojskowi.

    MPW i MHŻP - masz na myśli coś, jak ze zwiedzaniem Auschwitz? Że nie jest to rozrywka w tradycyjnym słowa znaczeniu? Ale "atrakcją" w znaczeniu turystycznym (lepszym słowem jest "walor") są jak najbardziej wszystkie trzy miejsca.

    Nowoczesne budowle - cóż, dla mnie np. one właśnie nie są w żadnej mierze atrakcją, w tym sensie, że nie pojechałbym do innego miasta, żeby popatrzeć na biurowce. Tym bardziej, że obecne inwestycje (w całej Polsce niestety) mało mają wspólnego z urbanistyką. Ale OK, szklane tunele Trasy Toruńskiej dla miłośnika nowoczesnych rozwiązań inżynieryjnych są w porządku.

    Co do Starówki i (szczególnie) Zamku - to moglibyśmy podyskutować, jak przyjedziesz do Warszawy :-), bo tu nie chcę się rozpisywać.

    A właśnie - puste. Oczywiście nie wiem, w jakiej porze roku i w który dzień tygodnia byłeś, ale stereotypy są takie, że "w Warszawie jest pełno ludzi i wszyscy na siebie wpadają". Serio, coś takiego słyszałem, tylko, że tego... nie widziałem nigdy. OK, jest parę(naście) miejsc, gdzie bywa tłoczno, ale chyba nie bardziej, niż w analogicznych miejscach innych dużych polskich miast (choćby Gdańska/Jagiellońska w Bydgoszczy).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałem, że oba cmentarze dzieli taki dystans. W zasadzie 1500 metrów to może 15 minut spaceru, ale jakoś widziały mi się zawsze bliżej siebie. Oczywiście jestem świadomy, że te cmentarze są zupełnie oddzielne, ale ponieważ jeszcze nie miałem okazji się tam wybrać, to nie zdawałem sobie z odległości sprawy. Przynajmniej jak się wybiorę do stolicy w celach turystycznych, to będę wiedział na co się nastawić ;)

      Jeśli chodzi o forty, to akurat nic nadzwyczajnego, bo i Poznań jest otoczony swoimi fortami i Grańsk i nawet Bydgoszcz miała swoje froty bastionowe, co widać jako dość niewyraźny obrys na północ od zamku (też dzisiaj już nieistniejącego) o tutaj: http://images20.fotosik.pl/195/cdafdfded2c5dcd3.jpg

      Tak swoją drogą nawet znaczna część bydgoszczan nie wie, że mieliśmy zamek, a jak wiedzą, to nie wiedzą gdzie dokładnie i gdyby im pokazać tę mapkę to by się głowili bardzo jak to mogło tam stać. No ale wypadłem z tematu, więc wracam do Warszawy ;)

      Muzea typu MPW i MHŻP, a nawet i Auschwitz, to miejsca, które odwiedza się raczej w nastroju żałobnym i zamiast zwiedzać je z "wow" na ustach raczej kiwa się głową i zastanawia nad tym ile w zasadzie osób musiało zginąć przez ludzką nienawiść. W kontekście ruchów nacjonalistycznych w Europie, które mamy obecnie, wzrostu ksenofobii i wszelkich ekstremalnych grup prawicowych takie muzea sprawiają, że nie łudzę się nawet, że powtórki nie będzie. Właśnie dlatego to są raczej miejsca, gdzie idzie się raz czy dwa, by przypomnieć sobie o bestialstwie ludzi, a nie o historii naszego kraju.

      Na koniec zostawiłem sobie temat zamku w Warszawie. IMO nawet jeśli już uprzeć się, by go odbudowywać (rozumiem, symbol odrodzenia naszego państwa, powstania narodu z kolan itd.), to jest tyle rzeczy, które zrobiony przy tym źle, że nie wiem od czego zacząć. Do tego w Bydgoszczy mamy teraz coraz silniejsze głosy, by odbudować Teatr Miejski, który wyglądał o tak: http://fotopolska.eu/foto/549/549224.jpg . I rozumiem, że piękna budowla, że szkoda iż zniszczona, ale chociaż to jest trochę jak z zamkiem, to jednak różnica jest taka, że o ile z Zamku Królewskiego uratowano masę przedmiotów, wyposażenia itd., tak z teatru nie zostało absolutnie NIC, a miejsce gdzie stał jest teraz pod asfaltem dużej miejskiej arterii. Jak na ironię, to co z niego zostało, jest teraz właśnie Waszym zamkiem (a i pewnie po części resztą starówki), bo pozostałości naszego teatru rozebrano na cegły dla Warszawy.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Francuskojęzyczna wikipedia nawet nie zdaje sobie sprawy, że to dwa różne cmentarze :-) O dziwo, anglojęzyczna wie.

      Jeśli chodzi o forty, to nie "nic nadzwyczajnego", bo tamte są poniemieckie lub poaustriackie, a te porosyjskie :-) A w ogóle, to stanowią całość z Twierdzą Modlin - a to już coś w skali europejskiej.

      MPW i MHŻP przedstawiają (no, MHŻP przedstawiać będzie) bardziej historię Polski, niż muzeum Auschwitz - MHŻP z założenia ma skupiać się na wielusetletnim życiu Żydów w Polsce, a nie tylko na zagładzie. A zagłada polskich (i nie tylko polskich) Żydów w Auschwitz (i w innych obozach) zawsze jakoś wydaje mi się jednak nie kawałkiem polskiej historii, ale raczej niemieckiej :-/

      Poruszyłeś jeszcze jeden temat, który jest częstym stereotypem dotyczącym Warszawy - cegły. Cegły z bydgoskiego teatru nie mogą być częścią Zamku Królewskiego w Warszawie, choćby z tego powodu, że teatr w Bydgoszczy rozebrano w 1946 roku, a Zamek odbudowano w stanie surowym w latach 1971-1974.

      Pozdrawiam i zapraszam do słonecznej Warszawy!

      Usuń
    3. Bardzo możliwe zatem, że są częścią czegoś innego w Warszawie. Pewnym jest, że jechały właśnie do stolicy na odbudowę, ale gdzie trafiły nie ustalą najpewniej nawet historycy, bo co najwyżej może gdzieś się uchowały zapisy typu " z Bydgoszczy przyjechało 30 ton cegieł" i koniec. Tak czy siak teatr "pojechał w świat" i go nie ma ;)

      Usuń
    4. Mogły też w ogóle nie trafić do Warszawy, a nawet... nie opuścić Bydgoszczy.

      Całe to tłumaczenie, że "cegły na Warszawę" to jak obecnie z tłumaczeniami "Bruksela kazała".

      Usuń
    5. Myślę, że kiedyś będzie się trzeba zabawić w detektywa i sprawdzić, czy da się jeszcze w archiwach wygrzebać jakieś detale o losach rozbiórkowych cegieł z Teatru Miejskiego. Teraz po prostu zaczęła mnie brać ciekawość :)

      Usuń