poniedziałek, 30 czerwca 2014

Stara Bydgoszcz, o której nie mówimy - część 2

Wracam do tematu zapomnianych, zaniedbanych i zawieszonych w turystycznej próżni zabytków. Kolejna porcja obiektów, które wymagają dodatkowej uwagi (a często także uregulowania kwestii natury prawnej) zabierze nas ponownie do Fordonu, ale tym razem przesuwać będziemy się stopniowo, z obiektu na obiekt, w kierunku zachodnim, by skończyć już trochę bliżej trzonu naszego miasta. Do Fordonu jeszcze w tym cyklu wrócimy, tymczasem zapraszam do drugiej części mojej "listy zapomnianych pereł", czyli budynków, które jeszcze mogą stać się dumą naszego miasta.

Szpital choleryczny w Fordonie

 

Budynek szpitala cholerycznego w Fordonie - fot. własne.
Pierwszym punktem na liście zabytków, których widok sprawia, iż serce mi się kraja, jest szpital choleryczny. Ten obiekt, wybudowany w wyniku epidemii Cholery, która wywołana została piciem skażonej wody z Wisły, to żywy świadek naszej historii w jej najmroczniejszym wydaniu. Mur pruski w Fordonie spotkać można bardzo rzadko i choćby z tego powodu budynek jest architektonicznym unikatem, który niestety niszczeje w przyspieszającym tempie. Dla mnie ważniejszą kwestią jest powiązanie tego budynku ze stojącą obok cegielnią, gdyż oba te budynki stanowią zabudowę z XIX wieku i razem stanowią pewną całość. Nawet jeśli nie są ze sobą powiązane wspólnymi dziejami, to wspólnie są elementami pewnego etapu w rozwoju Fordonu.

Dawniej często spotykanym przydomkiem dla tego budynku była "cholerna buda", który nadany był budynkowi właśnie z powodu jego pierwotnego zastosowania i pełnionej funkcji. Wiele osób wierzyło, że straszą tam duchy ofiar epidemii, jednak i te historie należą już do zapomnianych i przytaczanych częściej w książkach opisujących dzieje naszego miasta, niż przez samych mieszkańców.

Budynek szpitala cholerycznego w Fordonie od tyłu - fot. własne.
Gdyby ode mnie zależały losy tego budynku, to zrobiłbym wszystko, by zaangażować okoliczne środowiska medyczne, akademickie i historyczne w inicjatywę stworzenia w tym miejscu muzeum medycyny i jej rozwoju na przestrzeni wieków. Jest to świetna okazja, by nawiązać współpracę z Collegium Medicum, czy jednym z największych laboratoriów medycznych w regionie - Vitalabo, które swoją siedzibę ma właśnie w Fordonie! Gdyby tego było mało, wspólnie z Muzeum Mydła i Historii Brudu tworzy się potencjał przygotowywania wspólnych wystaw. Pytaniem jest, czy ktoś jeszcze tak uważa?

Budynek ten, chociaż z pozoru nie wygląda zbyt imponująco, charakteryzuje się bogactwem drewnianych detali elewacji i dachu. Możemy tu znaleźć wiele elementów dekoracyjnych wykonanych z drewna, które niestety powoli odbiera nam upływający czas. Mimo to nadal, po odpowiednio bliskich oględzinach, zauważyć możemy wiele detali cieszących oko bogactwem form i kształtów. Poniżej załączam kilka "klikalnych" miniaturek, byście mogli sami ocenić kunszt budowniczych szpitala.


Więcej zdjęć znajdziecie w galerii na profilu facebookowym bloga, a także na blogu krajana.

Niestety dzisiejsze odwiedziny tego miejsca nie pozostawiają żadnych złudzeń. Szpital popada w ruinę i od jego zawalenia dzielić nas mogą nawet miesiące, jeśli nie tygodnie. Stan techniczny budynku jest zły, chociaż nie wygląda on jeszcze na budowlę, której nie można odratować. Ważne jest jedynie, by działania ratunkowe dla tego budynku podjąć jak najszybciej, bo możemy stracić jeden z najważniejszych historycznie fragmentów Fordonu.

"Zaginiona" śluza na Kapuściskach



UWAGA!

Nim napiszę cokolwiek o śluzie zaznaczam, że będący częścią całego obiektu, dawny dom śluzowego to budynek mieszkalny na prywatnym terenie. Zdjęcia, które dołączam do wpisu, powstały za zgodą mieszkańców budynku i chciałbym, aby każdy z Was miał na uwadze prywatność tych osób. Najlepiej oglądać to miejsce z wody, przy okazji spływów i rejsów wycieczkowych, a nie pieszych eskapad. Zdjęcia wrzucam tutaj, żebyście Wy na cudzy teren wchodzić nie musieli.


Jednocześnie pragnę gorąco podziękować mieszkańcom za udzielenie zgody na wykonanie zdjęć obiektu.

 
Dom śluzowego - to tutaj mieszkali ludzie obsługujący przeprawę. - fot. własne
Śluza na Kapuściskach powstała, jak znaczna większość ważnych i wartościowych obiektów naszego miasta, w XIX wieku. Jej otwarcie i oddanie do użytku odbyło się w roku 1879. Niestety szybko okazała się zbędna. Dalsze spiętrzanie wód Brdy sprawiło, iż w roku 1910, wody rzeki tak przed, jak i za śluzą, miały dokładnie ten sam poziom, a same obiekty śluzowe jedynie przeszkadzały w żegludze. Śluzę decyzją ówczesnych władz rozebrano, a największymi elementami jakie się zachowały pozostaje dom śluzowego i niewielkie odcinki nabrzeży, które kiedyś stanowiły ścianę komory śluzowej.


Pomimo decyzji o rozbiórce, nadal można wypatrzeć część murowanych elementów śluzy i jej ściany. Niestety widać je głównie z rzeki (dlatego jeszcze raz zachęcam do oglądania z wody, a nie z lądu!), co świetnie opisał i pokazał Maciej Kulesza w swoim artykule. Jest to w pewien sposób obiekt inny od pozostałych na mojej liście, gdyż poprzednie obiekty (tak w tym, jak i w poprzednim wpisie) miały dla mnie realną wartość jako zabytki, gdzie trzeba umieścić coś, co ma przyciągać ludzi do tych miejsc. Tutaj jednak mamy do czynienia z obiektem, który przede wszystkim zdobi nasz szlak żeglugowy i powinien być pięknie odremontowany i wyeksponowany przede wszystkim po to, by nasza Brda była jeszcze bardziej malownicza i chciało się po niej pływać.


Budynek gospodarczy przy śluzie. - fot. własne
Prócz głównego obiektu do zespołu budynków należy także, wybudowany najpewniej w tym samym okresie, mały budynek gospodarczy. Z dużą dozą prawdopodobieństwa można sądzić, że znajdował się tam skład narzędzi potrzebnych do utrzymania należytego stanu technicznego śluzy i jazu spiętrzającego rzekę, lub niewielka stajnia, gdzie trzymano konie nierzadko pomagające w przeciąganiu barek przez śluzę. Z pomocy zwierząt korzystano na całej długości szlaku wodnego przebiegającego przez Bydgoszcz. Obecnie jest to po prostu budynek gospodarczy wykorzystywany przez mieszkańców domu, jednak jego zawartość pozostawmy jako tajemnicę, gdyż najważniejsze są tutaj walory krajobrazowe, jakie ten zespół budynków nadaje szlakowi wodnemu.

Na pewno miasto (tj. jego władze) powinno monitorować stan obiektów i dokładać wszelkich starań, by Bydgoszcz nigdy nie utraciła tego przepięknego zakątka, gdyż to jedna z tych ukrytych przed światem perełek, gdzie uchowana jest nasza historia.

Poniżej załączam kilka zdjęć malowniczej okolicy, której ozdobą jest sam budynek. Wprawne oko wypatrzy jeszcze pozostałości budowli hydrotechnicznych na tym odcinku rzeki.




To już wszystko w drugiej części mojego "spisu zabytków zapomnianych i zaniedbanych". Dzisiaj przytoczyłem po jednym przykładzie z każdej kategorii. Liczę w duchu, że oba obiekty będą zdobić Bydgoszcz jeszcze długie lata.

Pierwszą część znajdziecie pod tym linkiem.



10 komentarzy:

  1. Tiaaa… „Stara Bydgoszcz, o której nie mówimy” 1 i 2

    Jak wynika z zamieszczonych tekstów, autorowi marzą się: „muzeum tu, muzeum tam…..”
    W większości opisanych przypadków sens i cel powstania tam placówek muzealnych - mocno dyskusyjny.

    Podstawowe pytania:
    - kto ma to sfinansować?
    - kto ma to dotować? (znakomita większość tego typu placówek musi być dotowana)
    - czy autor przewiduje, w najbliższym czasie, jakiś wyjątkowy „run” na muzea?


    „znaj proporcje mocium panie….”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że widzę w wielu miejscach taki potencjał. Nie chodzi o to, by zrealizować wszystko, ale o to by uświadomić sobie, co DA się w danym miejscu zrobić. Moim zdaniem to wiele lepszy sposób myślenia o pewnych sprawach, gdyż myśli się o potencjalnych zastosowaniach, najlepiej takich, które mogą w jakiś sposób prowadzić do utrzymania się tego obiektu samodzielnie.

      O ile sam szpital choleryczny z muzeum medycyny prawdopodobnie nie ma szans się utrzymać, to gdyby powstał jakiś zespół turystyczny łączący Wyszogród, starą cegielnię i szpital choleryczny z nabrzeżem, może przystanią na Wiśle i przedłużeniem trasy tramwaju wodnego (w dalszej perspektywie) na Wisłę, to nie widzę powodów, by przypuszczać, że się to wszystko nie utrzyma.

      Rzecz w tym, by pewien potencjał dostrzegać i mówić o nim. Nie po to,by nagle rzucić się z nie wiadomo jak wielkimi pieniędzmi, by budować wszystko to naraz. Raczej chodzi o to, by pokazać czemu warto walczyć o zachowanie pewnych obiektów, właśnie dlatego że w dalszej przyszłości MOGĄ one stanowić pewną wartość.

      Pozdrawiam i bardzo dziękuję za komentarz ! Dobrze czasem przeczytać inne spojrzenie na temat od własnego :)

      Usuń
    2. Dokładnie, zgadzam się - niemal każdy stary budynek jest potencjałem do wykorzystania turystycznego, a turystyka, o czym pewnie nie każdy wie, jest też dziedziną gospodarki. W Polsce ponoć odpowiada za 6% PKB. Przecież im więcej powodów dla turysty do przyjechania do Bydgoszczy, tym więcej turystów w mieście. A więcej turystów to więcej hoteli, restauracji, kawiarń. Są to nie tylko przedsiębiorstwa dające ludziom pracę, ale też (w przypadku restauracji i kawiarń) miejsca poszerzające możliwości spędzania wolnego czasu dla bydgoszczan.

      Usuń
    3. Powiem więcej - nawet jeśli wnętrze budynku jest niedostępne dla torysty, to samo jego utrzymanie w świetnym stanie i możliwość oglądania z zewnątrz podnosi do pewnego stopnia potencjał torystyczny, bo ma (jak w przypadku domu śluzowego) walory krajobrazowe i daje pewien obraz tego miejsca sprzed wieków. Choćby miała tam działać serwerownia (a np. w takiej starej cegielni, którą opisałem w poprzedniej częśći listy, jest aż nadto miejsca!), to jednak budynek można wyremontować i wyeksponować dla samego jego wyglądu!

      Usuń
  2. Bez wątpienia turystyka jest źródłem sporych wpływów, tylko że ze składają się one z wielu elementów – główne to baza noclegowa, gastronomia, rozrywka, handel.
    Motorem napędowym turystyki mogą być, z równym powodzeniem, wydarzenia artystyczne (koncerty, festiwale, zloty itp.) i sportowe – oczywiście stosownej rangi.
    Obiekty historyczne, muzea, to tylko niewielka część tych dochodów (nie mówię tu o jakiś obiektach -„ikonach”, bo takich nie posiadamy, albo nie potrafimy stworzyć – patrz Exploseum).
    Z jednej strony - tworzenie kolejnych muzeów ze „sztampową” ekspozycją mija się z celem, bo takowych istnieje już w kraju niezliczona ilość i są odwiedzane, z reguły, przez grupy zorganizowane, „wg rozdzielnika”.
    Z drugiej strony – najpiękniejszy obiekt oglądany jedynie z zewnątrz na siebie nie zarobi.

    Jeżeli chodzi o adaptacje starych obiektów pod współczesne zastosowania, to powszechnie wiadomo, że koszty takich operacji przewyższają wybudowanie nowego, dedykowanego budynku. Trzeba być hobbystą z zasobnym portfelem. (VauPe, Słoneczny Młyn(?), gorzelnia w Nakle ).
    Starych budynków poprzemysłowych, zagospodarowanych obecnie w rożny sposób, istnieje w Bydgoszczy jeszcze dosyć sporo, tyle ze mało kto wie jakie było ich pierwotne przeznaczenie. Ponieważ większość z nich wywodzi się z czasów zaboru pruskiego, propagowanie takiej wiedzy spotkało by się z oburzeniem „prawdziwych patriotów”, tak jak to było z proponowaną przez „BSMZ Bunkier” tablicą informującą o wieża Bismarcka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele rzeczy zostało już przez tak zwanych "patriotów" bez sensu storpedowane. To, że stała tam wieża Bismarcka jest częścią historii tego miasta, a ich protest historii nie zmieni, więc lepiej to upamiętnić, nim kompletnie o tym zapomnimy.

      Usuń
  3. W tym temacie chciałam tylko dodać tak dla poszerzenia horyzontów, że nie ma czegoś takiego jak "mur pruski". Wiem , że ta potoczna nazwa funkcjonuje na stałe w naszym języku, jednakże jest ona nie poprawna i nie ma nic wspólnego z Prusami. Budynek cegielni został wzniesiony w bardzo popularnej w XIX w. konstrukcji szkieletowej. Składa się ona zawsze ze szkieletu drewnianego pełniącego funkcję nośną oraz z wypełnienia: gliną z sieczką, tzw. pecą lub też (tak jak w tym przypadku) cegłą paloną. Wówczas mówi się na to konstrukcja szachulcowa lub po prostu szachulec.

    Odnosząc się do tekstu: "Budynek ten, chociaż z pozoru nie wygląda zbyt imponująco, charakteryzuje się bogactwem drewnianych detali elewacji i dachu. " należy podkreślić, że elewację budynku zdobi jedynie snycersko dekoracyjnie opracowana weranda, gdyż (przynajmniej na tych zdjęciach) nie są widoczne dekoracyjne detale elewacji tylko elementy konstrukcyjne (słupy,rygle i zastrzały), a to co zostało przypisane do tzw. dachu jest jedynie wyprofilowanym zakończeniem krokwii więźby dachowej, bardzo typowym dla tego typu architektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile dobrze pamiętam określenia "mur pruski" używa się przede wszystkim po to, by odróżnić go od konstrukcji szachulcowej, która właśnie jest wypełniona mieszaniną słomy i gliny lub ubitej ziemi i słomy. Obie konstrukcje należą do konstrukcji szkieletowych, jednak mur pruski nie jest szachulcem, a szachulec nie jest murem pruskim. To, czy został on wymyślony w Prusach jest akurat najmniej ważną częścią tego rozróżnienia i sama "pruskość" takich murów jest tutaj kompletnie nieistotna, w odróżnieniu od konieczności jasnego rozróżnienia szachulca od cegły.

      W tym przypadku jestem niemal całkowicie pewny tego, co piszę.

      Usuń
  4. Tym razem niestety masz rację. Mea culpa. Wikipedia Cię nie okłamała chociaż wciąż uważam że używanie określenia mur pruski jest niedopuszczalne. To już lepiej mówić Fachwerk dla odróżnienia od szachulca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to nie z Wikipedii :)

      Moja ciotka (technicznie rzecz biorąc siostra mojej babki :P) do niedawna jeszcze mieszkała w XIX-wiecznej chacie w stanie niemal z tamtych czasów i przy okazji tego dowiedziałem się sporo na temat starej zabudowy, w tym właśnie czym się różni jej dom od nowszych i że gdyby ściany w jej domy były cieńsze (mają niecały metr u podstawy i pół metra na styku z konstrukcją dachu), to musiałyby je trzymać belki, a wtedy to by już był szachulec ;)

      Usuń