wtorek, 8 lipca 2014

Bydgoszcz, miasto (nie)przyjazne turystom.

Ostatnio w gazetach, a nawet na oficjalnym profilu FB naszego prezydenta, Rafała Bruskiego, pojawiało się nawoływanie do oddawania głosów na Bydgoszcz, jako miasta przyjaznego turystom. Idea ciekawa, ale czy internetowe głosowanie ma jakąkolwiek wartość większą, niż tylko test internetowego patriotyzmu i przeciągania liny na liczbę aktywnych internautów z danego ośrodka? Oczywiście sama nagroda w akcji "na głosy" jest bardzo nietypowa i może się przyczynić do podniesienia atrakcyjności oraz wygody poruszania się po mieście przeciętnego turysty. Najczęściej wybierana przez internautów gmina otrzyma od firmy 3Step mobilną aplikację turystyczną. Niestety, jak dobra by nie była, ta aplikacja nie zmieni największych naszych mankamentów.

Na ile Bydgoszcz jest w rzeczywistości przyjazna turystom? Czy przypadkiem wygrana w takim konkursie nie sprawi, że zachęceni turyści wyjadą z naszego miasta zawiedzeni, gdyż mimo zaszczytnego "miana" Bydgoszcz okaże się o wiele bardziej nieprzyjazna, niż mogliby się tego spodziewać? Mam pewne obawy, że w tej kwestii mamy kolejny miejski problem, którego rozwiązanie będzie wymagać czasu i ciągłej pracy.



Ulica Długa na bydgoskiej starówce - fot. Łukasz 'Din Sevenn'

W zeszłym miesiącu pisałem o tym, kto tak na prawdę obiera ster na Bydgoszcz. Moje wnioski były jednoznaczne: Bydgoszcz odwiedza się "przy okazji" i nierzadko bardziej "z przypadku", niż w ramach wcześniej zaplanowanej wycieczki. Z jednej strony nasza starówka nie jest miejscem, które można odwiedzać dzień po dniu i ciągle odkrywać coś nowego (głównie dlatego, że stare miasto jest dość małe), ale z drugiej, to przede wszystkim promocyjnie leżymy na łopatkach. Nie pomaga tutaj bliskość Torunia, który w zabytki jest bogatszy i opinia miasta pod wieloma względami nie wartego nawet minuty uwagi, nie ważne jak mylna by ona nie była. Co zatem przemawia na korzyść Bydgoszczy?

Zacznijmy od rozebrania miasta na czynniki pierwsze, przeliczenia wszystkich ważniejszych atrybutów "pro-turystycznych" i wypunktowania braków. Nim jednak pojawi się sama lista, warto też wspomnieć co nieco o kryteriach tego podziału. Za pozytywy uznaję wszystkie elementy pozwalające na łatwiejsze funkcjonowanie w mieście (orientację, przemieszczanie się, zaspokojenie podstawowych potrzeb), a także elementy przyciągające turystów. Negatywne elementy to wszystkie te, które sprawiają iż czas spędzony "w mieście" może być uciążliwy dla turysty, a także wszystko to, co może turystę od miasta odstraszyć lub po prostu szpeci okolicę. Zaczynamy? Wydaje mi się, że powinniśmy zacząć od pozytywów i trochę podbudować morale przed drugą częścią wpisu, gdzie postaram się pisać szczerze i bez zbędnego słodzenia "rodzinnemu miastu".


Do plusów Bydgoszczy, które doceni każdy turysta zaliczyć należy:



  • Bulwary nad Brdą. Wyremontowane na znacznym odcinku stanowią nie tylko świetne miejsce dla pieszych turystów, ale też prezentują się świetnie od strony wody, co zdecydowanie przemawia za korzystaniem z tramwaju wodnego. W ich ciągu znajduje się zrekonstruowana śluza workowa (chociaż jakość rekonstrukcji pozostawia wiele do życzenia), a do tego w kilku miejscach pojawiły się publicznie dostępne toalety.
  • W mieście pojawia się coraz więcej "hotspotów". Dostęp do darmowego łącza wi-fi w mieście jest bardzo ważny dla typowego turysty. Nie tylko można sprawdzić mapę, czy otworzyć stronę informacji turystycznej, ale też "odmeldować się" na portalu społecznościowym. Niby nic, ale takie nadążanie za duchem czasów zostawia wrażenie miasta nowoczesnego.
  • Ratusz bardzo duży nacisk kładzie na estetykę miasta. Kilka najważniejszych inicjatyw związanych z poprawą estetyki to chociażby rewizja wyglądu ogródków przy lokalach gastronomicznych (zapowiedziana całkiem niedawno), wydawanie nakazów remontowych, wymiana i usystematyzowanie wyglądu wiat przystankowych i walka z reklamowym zaśmiecaniem przestrzeni publicznej. Dla mnie szczególnie ważne jest zaangażowanie plastyka miejskiego w problem szyldów i reklam. Mam nadzieję, że takie właśnie porządkowanie wizualne miasta, to dopiero początek.
  • Dworce są świetnie skomunikowane z resztą miasta. Często jest to element pomijany i bagatelizowany, jednak możliwość dojazdu z dworca na samą niemal starówkę, to bardzo ważny czynnik ułatwiający życie turysty. Nie bez znaczenia jest tutaj rodzaj wyjazdów turystycznych do Bydgoszczy, gdzie znaczna większość to krótkie wizyty. Jeśli ktoś jest u nas tylko przejazdem i z Torunia, Poznania, czy Trójmiasta zrobił sobie jednodniowy wypad do Bydgoszczy, to możliwość szybkiego przedostania się z dworca na stare miasto jest istotnym elementem takiej wycieczki.
  • Baza hotelowa bez przerwy się powiększa. To raczej tendencja ogólnopolska, jednak powstające u nas coraz częściej hotele dużych sieci przekładają się na pojawianie się tych konkretnych placówek w katalogach sieciowych, a także w ofercie biur podróży mających z daną siecią hotelową umowy o współpracy. Turyście nie tylko łatwiej jest znaleźć u nas miejsce na nocleg, ale też ma o wiele większy wybór hoteli różnej klasy.
  • W mieście funkcjonują unikalne atrakcje. Wymienić można chociażby tramwaj wodny i zabytkowe linie autobusowe oraz tramwajowe, pływającą scenę przy Operze Nowa, czy nietypowe muzea (np. Exploseum, Muzeum Mydła i Historii Brudu). Niby nic wielkiego, ale na swój sposób te atrakcje pozwalają w jakiś sposób odróżnić się od setek innych miejsc, gdzie każda "atrakcja" podobna jest to dziesiątek "atrakcji" z punktu X czy Y.

Hotel Holiday Inn w Bydgoszczy - fot. Łukasz 'Din Sevenn'

Nie jest źle, prawda? Wszystko zmierza w dobrym kierunku i bez cienia wątpliwości można powiedzieć, że każda kolejna ukończona inwestycja podnosi wartość Bydgoszczy, jako destynacji turystycznej. Niestety, jest też druga strona medalu, gdyż wciąż pozostaje u nas ogrom mankamentów, a bardzo często wraz z nowymi inwestycjami pojawiają się też zupełnie nowe problemy. Część to fuszerki, część to bezmyślność, ale zdecydowana większość to problemy wynikające z kompletnego braku wyobraźni. Jest ich równie wiele, jak problemów nękających miasto od lat. 

Rzućmy okiem na "minusy" naszego miasta:


  • Publiczne toalety są, ale pozamykane. Mało która publiczna toaleta w Bydgoszczy funkcjonuje, a jeśli już funkcjonuje, to przez bardzo krótki czas w ciągu dnia. O ile pojawienie się toalet na bulwarach jest absolutnie pozytywnym elementem ich rewitalizacji, tak reszta miasta podobnej poprawy sytuacji się nie doczekała. Jak opisałem przy okazji wypadu do Burger Park, dostanie się do toalety publicznej graniczy z cudem i ostatecznie pomogła nam przemiła obsługa hotelu Pod Orłem. Jeśli jednak uda nam się dostać do publicznej toalety, to stan techniczny i wygląd tych miejsc sprawia, że wielu na pewno już odechciało się z nich w ogóle korzystać w Bydgoszczy. Nie ma też co liczyć, że obsługa w takim przybytku znać będzie język angielski, ale nawet tabliczka z informacjami w kilku językach rozwiązałaby ten problem.
  • Istniejące hotspoty, oznaczone są niewłaściwie. O ile w naszym kraju "Internet" to synonim dostępu do sieci, tak używanie tego słowa do oznaczania punktów dostępu jest po prostu głupie, a właśnie tak dzieje się w Bydgoszczy. Przykładem może być hotspot na Wyspie Młyńskiej, gdzie 3/4 tabliczki zajmuje słowo "Internet", a rozpoznawalna na całym świecie ikona wi-fi (lub ikonka znana z urządzeń mobilnych) nawet się na tej tabliczce nie znalazła, gdyż jej miejsce zajęło jakieś "własne" logo. Bardzo łatwo fakt dostępności do sieci można po prostu przeoczyć, szczególnie jeśli nie zna się naszego języka, by przeczytać słowa "darmowy miejski" stojące przed "Internet".
  • Dbałość o estetykę miasta nie przekłada się na dbałość o spójność tkanki miejskiej. Chociaż od niedawna widać zmiany w kierunku ujednolicenia "małej architektury", to jednak wszelkie dotychczasowe prace na bulwarach nad Brdą można spokojnie nazwać wolną amerykanką. Każdy odcinek bulwarów odgrodzony jest innym rodzajem barierek, które w wielu miejscach połączone są niedbale i karykaturalnie. W wielu miejscach ścisłego centrum, chociaż wiaty przystankowe są ujednolicone, montuje się rewię barierek w kolorach tęczy (żółte, czarne, biało-czerwone), a słupy sygnalizacji ulicznej mogłyby tworzyć kod kreskowy.
  • Brakuje biletomatów! Nawet moja koleżanka z Trójmiasta, która w Bydgoszczy się wychowała, miała ogromny problem z zakupem biletu po wyjściu z pociągu. O ile w stolicy Pomorza biletomaty są wszędzie, tak u nas na prawdę trzeba się ich naszukać. Co gorsza, za wystarczający zamiennik biletomatu, uznaje się w urzędach kioski. Nie możemy jednak wymagać, by pracujący tam ludzie biegle władali wieloma językami, więc najczęściej prowadzi do dezorientacji, a nie zakupu biletu.
  • Rower miejski jest nadal tylko projektem. Mimo, iż coraz więcej stawia się na budowę nowych dróg rowerowych i poprawę warunków poruszania się rowerzystów po Bydgoszczy, rower miejski jest odległym marzeniem. Jeden z najlepszych środków dla osób, które mogą chcieć zwiedzać Bydgoszcz, istnieje nadal tylko na papierze. Szkoda, bo to najlepsza alternatywa dla komunikacji miejskiej, na którą najpewniej turysta zza granicy biletu nie zdoła kupić.
  • Bariera językowa i fatalne oznakowanie. Wspomniane już wcześniej problemy językowe pojawić się powinny niemal przy każdym punkcie tej listy. Języki obce są wśród pracowników miejskich instytucji spotykane równie często, co znajomość zasad mechaniki kwantowej u przeciętnego hodowcy drobiu. Niewiele lepiej jest też z oznaczeniami turystycznymi, które o ile są, to jednocześnie pojawiają się zbyt rzadko i na ogół rozpisane są jedynie w języku polskim. Ostatnio mijając Operę Nova zwróciłem uwagę na znak, który zawierał jedynie tekst "dyrekcja" i zupełnie nie znane mi logo. Nie wiem nawet czemu miałby służyć taki drogowskaz, chociaż jego format był identyczny jak pozostałe drogowskazy turystyczne w Bydgoszczy. Jednocześnie wiele miejsc pozostaje kompletnie nieoznakowanych.
  • Mała ilość punktów informacyjnych. O ile mnie pamięć nie myli, dwa lata temu ratusz chwalił się zainstalowaniem w mieście tak zwanych "infokiosków". Super, ale planowane były tylko trzy sztuki, z czego dwa znajdują się przed dworcem Bydgoszcz Główna i wyglądają jak jedna z wielu stojących tam wiat przystankowych. Nie ma wielkiej litery "i" na długim kiju, którą byłoby widać z daleka, a jedynie dość małe naklejki na wysokości łydek, które dostrzeże ten, kto zdecyduje się sprawdzić, co to za ustrojstwo stoi na przystanku. Prócz tego mamy jeszcze jeden (tak tak, cały jeden!) punkt informacji turystycznej przy Starym Rynku i sezonowy tramwaj na ulicy Długiej. Tylko czasem można liczyć na jakiś stojak z ulotkami w hotelu lub sklepiku z bibelotami. Zdecydowanie za mało tego!
  • Między odnowionymi budynkami straszą ruiny. Chociaż winy za tę sytuację nie ponosi ratusz (z wyjątkiem kilku przykładów, jak Młyny Rothera), to nadal jest to problem całego miasta, gdyż składa się on na odbiór Bydgoszczy jako takiej. Wiele budynków jest tutaj w kompletnej ruinie i sterczą one w pierzejach, jak kawałek maku między zębami. Część z tych budynków to "inwestycje", które zacząć się nie mogą od lat, mimo zarzekania się właścicieli o rychłym starcie budowy. Inne to budynki o nieokreślonym właścicielu lub miejskie obiekty czekające na "swoją kolej" w remontowej ruletce. Niestety, nic nie zapowiada szybkiej poprawy tej sytuacji.

Widok na Bydgoską Wenecję - fot. Łukasz 'Din Sevenn'
Czy możemy zatem mówić o Bydgoszczy jako mieście przyjaznym turystom? Moim zdaniem nie. Możemy mówić o mieście coraz bardziej atrakcyjnym dla turystów i powoli zyskującym na przyjazności. Mimo to nadal brakuje nam absolutnie podstawowych elementów, które sprawią iż turysta będzie wiedział gdzie iść, którędy się tam udać, a jak już się zdecyduje wybrać, to z łatwością kupi bilet i skorzysta z komunikacji miejskiej. Przeciętny turysta może uważać się też za szczęściarza, jeśli zdoła gdzieś ulżyć naturalnej potrzebie i znajdzie miejsce, gdzie w jakikolwiek sposób będzie mógł wyszukać informacje. Jeśli nasz modelowy turysta będzie wystarczająco spostrzegawczy, to skompensuje sobie to podpinając się do jednego z dostępnych w mieście punktów dostępu do darmowego Internetu, ale nawet w takim wypadku nie może się rozglądać za typowymi oznaczeniami, jakie znaleźć można na całym świecie.

Jeśli jednak turyści już poradzą sobie z wszystkimi przeszkodami, to będą poruszać się po mieście względnie ładnym, coraz bardziej zadbanym, chociaż wciąż w wielu miejscach chaotycznym i poskładanym do kupy dość niedbale. Całe szczęście, że te wszystkie detale mogą im umknąć, kiedy będą kręcili głowami za pięknymi kamienicami, nowymi fontannami i na prawdę ciekawymi atrakcjami (tramwaje wodne napędzane panelami słonecznymi nawet z brzegu są efektowne!). Miastem w wielu miejscach można się zachwycić i jeśli w tle stopniowo rozwiązywać będziemy wciąż liczne problemy, to z czasem nie będzie ani jednego powodu do wstydu.

Mimo wszystko dla aplikacji mobilnej, chyba nadal warto powmawiać sobie, że czarne jest białe, a białe jest czarne. Może ta aplikacja doda kolejny mały argument na rzecz Bydgoszczy dla wszystkich turystów. Głos oddać możecie tutaj.

7 komentarzy:

  1. Zauważ, że zdecydowana większość z tych "nieprzyjazności wobec turystów" jest też nie przyjaznościami wobec mieszkańców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej! Tyle tylko, że starałem się tutaj wcielić w turystę i zastanowić nad tym co by mogło być przeszkodą dla mnie, gdybym w Bydgoszczy był odwiedzającym, a nie mieszkańcem.

      Brak toalet i chaotyczne stawianie detali (barierki, mała architektura) dotyka absolutnie każdego, nawet jeśli nie jest to jakoś specjalnie uciążliwe (w przypadku wizualnych braków), to z czasem zaczyna irytować każdego. Na szczęście powoli idzie ku lepszemu i nowa polityka miasta jest taka, by ten chaos wyeliminować. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

      Usuń
    2. Po licznych wzmiankach o braku języka angielskiego wnoszę, że strasz się wcielić w turystę zagranicznego :-) Ale skąd on ma nagle się zjawić w Bydgoszczy? Musi się najpierw (jeszcze u siebie w kraju) dowiedzieć.

      Usuń
    3. To bardzo dobre pytanie, więc spieszę z wyjaśnieniem:

      Promocja Bydgoszczy oparta jest w znacznej mierze na Festiwalach (szczególnie Operowy i Camerimage są festiwalami międzynarodowymi), sporcie w najróżniejszym wydaniu (także głównie jest to kwestia międzynarodowa, np. MŚ w siatkówce, czy lekkoatletyczne mistrzostwa juniorów), czy chociażby na takim Sterze na Bydgoszcz, gdzie także gościmy sporo turystów z zachodu. To jest jedna sprawa.

      Druga sprawa to aż trzy uniwersytety (Uniwersytet Technologiczno-Przyrodniczy, Uniwersytet Kazimierza Wielkiego i Collegium Medicum formalnie będące częścią UMK), które ściągają całkiem sporo zagranicznych studentów do miasta (szczególnie uczelnia medyczna). O ile sami studenci z czasem uczą się podstawowych zwrotów i szybko zaczynają sobie radzić bez żadnych "udogodnień" językowych, to jednak na początku są w mieście tak samo obecni, jak typowy turysta.

      Tak na prawdę trudno jest ściągnąć nam turystę "lokalnego", z naszego własnego kraju, gdyż Polska to kraj, który stereotypem i zapieczonymi już od lat opiniami stoi. Ostatnio mnie w tym tygodniu rodzina z Krakowa i dzisiaj byliśmy na wycieczce "na szybko" po BARDZO małym wycinku miasta. Co usłyszałem? Że to jest po prostu niebywałe, że w Bydgoszczy są takie ładne miejsca, a ogólnie Bydgoszcz nie kojarzyła im się nigdy z niczym w zasadzie, chyba że z miastem brudnym i brzydkim. Generalnie nic tutaj miało nie być, a były neogotyckie gmachy do pary z nowoczesną architekturą, piękną wyspą młyńską i tramwajami wodnymi. Po prostu szok.

      Wydaje mi się, że w tym sensie kiedy NIE ma takich stereotypów w zagranicznym turyście, to też zaprosić go i ściągnąć z rodziną (np. kiedy przyjechał na mecz siatkówki, czy jako krytyk filmowy na Camerimage sam, bardziej jako kibic czy nawet służbowo) już w charakterze czysto turystycznym. No i przede wszystkim pamiętajmy, że Polacy jako naród są przyzwyczajeni do dziadostwa i bardzo niskiej jakości przestrzeni publicznej, więc na wiele rzeczy by pewnie nie zwrócili uwagi często (chociaż na brak klimatyzacji w KM i automatów do biletów w pojazdach zwrócono mi dzisiaj uwagę od razu, a kilka tygodni wcześniej znajoma z trójmiasta była zszokowana brakiem biletomatów na ulicach :P).

      Usuń
    4. "Polska to kraj, który stereotypem i zapieczonymi już od lat opiniami stoi" - Jako warszawiak coś o tym wiem ;-)

      Usuń
  2. Jako nie bydgoszczanin, a więc właśnie ów "turysta", który już kilkakrotnie poznawał Wasze Miasto chodząc po nim wzdłuż i wszerz, nieco inaczej widzę "turystyczne" problemy Bydgoszczy. Może dlatego, że jako człowiek "z zewnątrz" siłą rzeczy inaczej postrzegam Wasze Miasto (rozumiane tutaj jako atrakcja turystyczna), natomiast mimo wysiłku, przez wpis Autora Blogu w dużej mierze przebija punkt widzenia mieszkańca (choć przedstawione mocne i słabe strony też nie są bez znaczenia).
    Właściwie przepraszam za ten wpis, od strony merytorycznej niewiele wnoszący, bowiem z przyczyn obiektywnych nie będę mógł w nim w pełni odnieść się do spostrzeżeń Autora, a tym bardziej przedstawić swój punkt widzenia. Wpis taki bowiem musiałby być co najmniej równy objętością wpisowi Autora, a może nawet - ze względu na ilość dotychczas zdobytych spostrzeżeń - i obszerniejszy. Chcę tylko, przez zwrócenie uwagi, zachęcić do dalszych przemyśleń w tej kwestii, z jak największą korzyścią dla Miasta.
    Pozdrawiam.
    Turysta z drugiego końca Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę w stanie całkiem pozbyć się mojego subiektywnego spojrzenia. Mogę robić co tylko zdołam, a i tak jakiś tam "pryzmat" pozostanie. Mam jedynie nadzieję, że do pewnego stopnia moje spostrzeżenia są trafne i zdołałem chociaż po części wypatrzeć największe mankamenty.

      Z drugiej strony, "turysta z drugiego końca Polski" to nadal turysta z naszego kraju. Nadal jest Pan (z odmiany wyrazów wnioskuję, że Pan :P) przyzwyczajony do naszego narodowego podejścia do chociażby toalet publicznych (na ogół pozamykane lub płatne, mimo że pamiętają PRL), czy nadal w większości miast niekompletnego oznakowania tak w naszym języku czy dowolnym obcym. Ja sam, spędzając trzy tygodnie w Berlinie czułem się świetnie poinformowany, chociaż znałem język niemiecki na poziomie ledwie wystarczającym do kupienia biletu, czegoś do jedzenia i zapytania o godzinę. Mimo to znajomość języka Angielskiego była tam absolutnie wystarczająca.

      Oczywiście takie przykłady i argumenty, jak sam Pan zauważył, moglibyśmy mnożyć w nieskończoność, a i dla każdego miasta w kraju indywidualnie niektóre rzeczy rozpatrywać na plus czy minus. Mi chodziło o bardziej ogólny obraz i pewien eksperyment myślowy (swoją drogą w znacznym stopniu nieudany, skoro nie wyzbyłem się spojrzenia "stąd"), który potrafiłby pokazać, że to co dla nas jest "ok" i względnie wygodne, nie dla wszystkich jest w ogóle do zaakceptowania.

      Pozdrawiam!

      Usuń