niedziela, 27 lipca 2014

Co dwie spalarnie, to nie jedna!

Pewien czas temu miasto Bydgoszcz pozbyło się "wielkiego truciciela", jakim był zakład chemiczny Zachem. Dla niezliczonych rzesz Bydgoszczan był to moment raczej nieprzyjemny, bo pomimo wyłączenia wyjątkowo szkodliwych instalacji przemysłowych, "wyłączono" też wiele miejsc pracy. Ponieważ był to swojego czasu jeden z największych zakładów pracy skupiano się głównie na tym problemie, jednak gdzieś w tle przy okazji zwracano uwagę, że nigdy więcej nie będziemy już musieli żyć z brzemieniem instalacji chemicznych na terenie naszego miasta, które od czasu do czasu "ciekły" i nierzadko też "smrodziły". Sam, mieszkając w Fordonie w czasie, gdy zakład jeszcze pracował, nie specjalnie to odczuwałem i przyznam szczerze - nie widzę żadnej różnicy. Niezaprzeczalnym jest jednak, że na pewno z ulgą odetchnęli mieszkańcy Kapuścisk, które to są dzielnicą najbliżej dawnego Zachemu położoną (chociaż formalnie Bydgoszcz nadal nie została na dzielnice podzielona). 

Nic dziwnego, że kiedy głoszono budowę spalarni odpadów komunalnych w Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym, wśród mieszkańców Kapuścisk znów pojawił się pewien niepokój i obawy o zdrowie własne i zdrowie najbliższych. Nie dziwię się tej reakcji ani trochę i sam też na pewno martwiłbym się, gdybym nie wiedział czego można się po takich instalacjach spodziewać. Z czasem reprezentanci spółki ProNatura (a w zasadzie MKUO ProNatura Sp. z o.o.), z pewnym trudem i oporami ze strony mieszkańców, przekonali Bydgoszczan iż spalarnia odpadów to nie Zachem, a same odpady w trakcie spalania nie generują nawet małego ułamka tych wszystkich szkodliwych substancji, które generował Zachem. Jak to wyjdzie w praktyce, jeszcze będziemy musieli się przekonać, gdyż zakład jest nadal w budowie, jednak nawet pesymistyczne prognozy nadal nie zbliżają się nawet do szkodliwości dawnych zakładów chemicznych.


Bydgoska spalarnia śmieci w budowie. - fot. Krystian Dobosz

Skoro już udało się przebrnąć przez wszystkie problemy i okoliczni mieszkańcy też odetchnęli z ulgą (przynajmniej do pewnego stopnia), wszystko powinno być w porządku. Problem w tym, że niedawno na jaw wyszło, że o wiele bliżej samych Kapuścisk spółka Nitro-Chem S.A. planuje zbudować kolejną spalarnię, a co więcej, ma to być spalarnia wybudowana w zupełnie nowej i egzotycznie brzmiącej technologii spalania plazmowego. Spalarnia ta ma utylizować odpady przemysłowe, w szczególności przemysłu chemicznego, więc pierwszą myślą jest "powtórka z Zachemu", ale o wiele bliżej samego miasta i osiedli mieszkaniowych. Protesty mieszkańców zaczęły się na nowo i nic w tym dziwnego. Pytanie, jakie sobie zdałem, to "czy aby na pewno słusznie"? 

Postaram się w miarę możliwości sprawdzić z czym możemy mieć do czynienia. Od piątku zbierałem i czytałem wszelkie możliwe materiały, jakie tylko udało mi się wyszukać w sieci. Wśród nich znalazły się publikacje z periodyków ekologicznych, wywiady z naukowcami, ale też prezentacje opracowywane na wyższych uczelniach, jak Politechnika Wrocławska, przez naukowców z całym paciorkiem tytułów przed nazwiskiem. Zapraszam Was do zapoznania się z moimi dotychczasowymi "odkryciami", ale najpierw trochę wiedzy ogólnej!


Tradycyjne spalarnie odpadów i spalarnia ProNatury



Jest całkiem ważne, by przed opisywaniem tematu "plazmowej spalarni" mieć jakiś punkt odniesienia. W naszym przypadku nie ma lepszego punktu odniesienia, niż budowana właśnie instalacja utylizacji odpadów, z którą większość mieszkańców miasta jakoś zdołała się pogodzić. Jest to spalarnia pod wieloma względami "typowa" i "tradycyjna", więc nie powinno też być problemu z szybkim opisaniem zasady jej działania i wypunktowaniem szczególnych mankamentów takiej instalacji, bo wbrew pozorom nie jest to system pozbawiony wad względem swojego "konkurenta", którego piszę trochę dalej w tekście.

Zasada działania takiej instalacji jest dość prosta i sprowadza się ona do podgrzewania odpadów stopniowo do coraz wyższych temperatur tak, by najpierw zostały one całkowicie wysuszone i "odgazowane" (można to porównać do suszenia, ale wydzielane są pozostałe substancje lotne, w wyższych temperaturach), aż dochodzi do zapłonu i spalenia śmieci. Nic skomplikowanego i dzięki temu jest to też dość łatwe do wytłumaczenia, ale ponieważ najbardziej interesuje nas problem zanieczyszczeń i szkodliwości takich instalacji dla nas, jako mieszkańców miasta, to i też drugi etap całego procesu możemy uznać za kluczowy. Chodzi o oczyszczanie spalin i wyłapywanie wszelkich świństw, które mogłyby zacząć "fruwać" nad naszymi domami. W skrócie opisać to można jako proces przepompowywania spalin przez serię rozpylonych substancji od amoniaku, przez zwykłą wodę, aż po węgiel aktywny (ten ostatni stosowany jest nawet w maskach gazowych dla wojska, więc trudno tutaj mówić o nieefektywnych środkach), a następnie jeszcze filtry oczyszczające to, co nie zostało wypłukane w rozpylanych płynach. Na koniec ponownie przechodzi to przez wodę, nim ostatecznie trafi do atmosfery.


   
Ważnym pytaniem jest tutaj na ile skuteczne są wszystkie procesy oczyszczania spalin, jednak w moim przekonaniu normy unijne są w sprawach odpadów na tyle wyśrubowane, że nie powinno być większych obaw o powietrze w Bydgoszczy, a wiele większym zmartwieniem może być spalanie paliw kopalnych w elektrociepłowniach na terenie miasta, które należą do KPEC.

Plazmowe technologie utylizacji odpadów, a spalarnia Nitro-Chemu



Przechodzimy do naszego "orzecha", który trzeba poważnie zgryźć i sprawdzić co też się w środku kryje. Sama nazwa procesu, czy będzie to gazyfikacja plazmowa, czy bezpośrednio "spalanie" plazmowe, to iście kosmicznie brzmiące zlepki słów, które kojarzą się bardziej z bronią montowaną na statkach kosmicznych w Star Treku, czy innych Gwiezdnych Wojnach. W rzeczywistości jednak plazma to nic innego jak czwarty stan skupienia występujący naturalnie wszędzie dookoła nas. Największą kulą plazmy jaką można zobaczyć jest oczywiście Słońce, ale w ostatnich tygodniach o wiele bliższym nam przykładem są zwykłe uderzenia pioruna, które jonizują gazy, przez które płynie prąd z chmur do ziemi. Jeśli nadal nie brzmi to zbyt bezpiecznie, to przejdźmy do konkretów!

Na pewno jednym z największych powodów do protestu w przypadku plazmowej utylizacji odpadów poprzemysłowych, w szczególności tych toksycznych (a takie będą utylizowane w instalacjach Nitro-Chemu, jeśli powstaną) jest błędne uznawanie plazmowych "spalarni" za zakłady podobne do typowych zakładów spalających odpady w tradycyjnych piecach. Chociaż używa się tutaj nazwy "spalarnia", to do samego procesu palenia w takich zakładach nie dochodzi. Zamiast tego używa się palników plazmowych, których praca, chociaż przypomina na pierwszy rzut oka otwarty płomień, oparta jest na łuku elektrycznym w zjonizowanym gazie roboczym (czyli na plazmie). Niemal każdy z nas widział taki palnik w działaniu, gdyż palniki plazmowe służą także do cięcia elementów stalowych i często wykorzystywane są przy pracach rozbiórkowych i remontowych.


Plazmotron, czyli palnik plazmowy, w warunkach laboratoryjnych - fot. Matthias Zepper, za Wikipedią, licencja Creative Commons

Jeśli mieliście wizję unoszącego się wokół "spalarni" wszechogarniającego smrodu rozpuszczalników, palonych opon i bliżej nieokreślonych substancji chemicznych, to mam dla Was kilka naprawdę dobrych wiadomości. Po pierwsze palniki plazmowe mogą działać w atmosferze pozbawianej tlenu, jeśli tylko dalej obecna będzie elektryczność i gaz roboczy, przez który będzie ona mogła płynąć. Jest to o tyle ważne, że nic się tam nie będzie palić, nawet mimo użycia palnika. Po drugie, moc takich palników sprawia, iż większość substancji chemicznych rozpada się na podstawowe jony atomów, z których zostały one zrobione dokładnie tak samo, jak dzieje się to z gazem roboczym, który pod wpływem bardzo silnego łuku elektrycznego rozpada się do swojej wysokoenergetycznej, zjonizowanej postaci. Co to oznacza dla nas, jako mieszkańców? Przede wszystkim to, że większość lotnych "świństw", nim jeszcze upuści zakład odróbki, staje się neutralnymi substancjami o możliwie najprostszej budowie atomowej. Dzieje się tak głównie dlatego, że poodrywane ze swoich skomplikowanych postaci cząstki, gdy tylko przejdą przez "plazmowe piekło" starają się jak najszybciej połączyć ze sobą nowymi wiązaniami chemicznymi. Ta naturalna tendencja oznacza, iż tworzyć będą one wszystko to, co stworzyć jest najłatwiej i najszybciej. W efekcie z pieca wydobywać się będzie Dwutlenek węgla, dwuatomowy wodór i tym podobne, bardzo proste i znacznej większości ogół nietoksyczne związki. Wszelkie inne odpady, typu wytopione szkło, czy roztopiony metal, podobnie jak w typowych spalarniach, osadzają się na dnie i są odzyskiwane w postaci żużla, szkliwa itd.

Chcecie więcej dobrych wiadomości? Tutaj dopiero zaczyna się cała "zabawa". Gazy powstałe w wyniku przejścia substancji przez palniki plazmowe są zbyt cenne, by wypuszczać je do atmosfery. Ponieważ cały proces przebiega w atmosferze pozbawionej tlenu, wszystkie palne substancje pozostają w nim także po zakończeniu procesu. Produktem takiej spalarni staje się "syngaz", czyli mieszanka gazów, która "uformowała się" z porozrywanych cząsteczek. "Syngaz" może być stosowany do opalania pieców przemysłowych, a po odpowiednim uzdatnieniu lub wzbogaceniu (jego skład różni się zależnie od wsadu spalarni) może nawet stać się alternatywą dla gazów napędowych LPG i CNG. W każdym przypadku do atmosfery nie trafia prawie nic, ponieważ wypuszczanie tego "nad miasto" byłoby marnotrawstwem i w pewnym sensie "rozpylaniem pieniędzy".

Jedyne czym można się poważnie martwić w przypadku takiej instalacji, to składowanie i ewentualne dowożenie odpadów do zakładu przetwarzania. O ile sam proces utylizacji tych odpadów jest bardzo prosty w swej istocie, piece można "wygasić" wyjmując metaforyczną wtyczkę z kontaktu, a cała instalacja pracować może w normalnym ciśnieniu atmosferycznym (nie musi, ale niestety nie wiem jaka dokładnie technologia została wybrana przez Nitro-Chem!), tak substancje w tych instalacjach "pracujące" to zupełnie inna sprawa. W naszym przypadku jednak problem jest o tyle mniejszy, że zakład Nitro-Chem już teraz pracuje i substancje te są tam obecne czy "spalarnia" powstanie, czy też nie. Z dwojga złego chyba bardziej straszne wydaje mi się teraz, że wszystkie te substancje wciąż w formie niebezpiecznej jeżdżą przez Bydgoszcz do zakładów poza miastem, niżeli myśl, że prawie bezemisyjny zakład miałby stanąć na skraju parku przemysłowego.

Podsumować można to kilkoma słowami: bać się powinniśmy wpływu "tej tradycyjnej" spalarni, a nie planowanych instalacji, gdyż wszystkie przeczytane przeze mnie materiały z ostatnich dwóch i pół dnia wskazują, że plazma jest o wiele bezpieczniejszą opcją.

6 komentarzy:

  1. Ba. Ja nawet czytałem, że elektrownie atomowe są super bezpieczne, bo to i tamto. I agle co się stało? Przyszedł bum pod dnem setki kilometrów w morzu i Japonia skażona. Nie ma bezpiecznych instalacji chemicznych. Sa tylko bezpieczniejsze i ruskie. Teoria brzmi pięknie. Należy jednak zadać sobie pytanie czy lepiej mieć obok domów spalarnie jakąkolwiek czy nie mieć wcale? Odpowiedź jest bardzo prosta. Lepiej jej nie mieć. Co do spalarni właśnie budowanej to nieprawdą jest, że bydgoszczanie się na nią zgodzili. Przypomij sobie kolego obrady Rady Miasta na których ziewając radni wysłuchali dramatycznych apeli mieszkańców Bydgoszczy a potem z cynicznym uśmiechem zagłosowali za budową. I to nie jest tylko problem niebezpieczeństwa ale problem utopienia setek milionów miejskiej kasy w coś co nic miastu nie da. 40 etatów to pikuś. Mało tego, z tych pieniędzy damy też pracy mieszkańcom sąsiedniego miasta w którym będą nadal mieli czyściutko a wszystko co da się energetycznie zutylizować zostanie zutylizowane w ich instalacjach (prywatnych). Do nas trafią śmieci do których energii trzeba będzie dołożyć. Znane są miasta które przez spalarnię i kredyt na nią oraz brak odpowiedniej ilości śmieci całkowicie zbankrutowały. Uważam naszą spalarnię za produkt nacisków (mam nadzieję, ze nie korupcyjnych) politycznych i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja należę do tej części mieszkańców, którzy jednak cieszą się z budowy spalarni. O wiele bardziej szkodliwe jest chociażby zanieczyszczenie wód gruntowych w wyniku składowania w tradycyjny sposób (nawet mimo teoretycznego "uszczelnienia" terenu, które jest obowiązkowe dla składowisk).

      Prawda jest taka, że nie ma czegoś takiego jak bezpieczne wyjście. Składowanie jest fatalnym rozwiązaniem, szkodliwym przez bardzo długi okres i ma tendencję do narastania jako problem wraz z upływem czasu. Recykling i kompostowanie możliwe są tylko w ograniczonym zakresie i nie mają praktycznie żadnego zastosowania w przypadku odpadów chemicznych, a przy tym nawet pochodzące z recyklingu materiały (szkło, plastik) wymagają domieszki "nowego surowca", bądź nawet stanowić mogą tylko mniejszą część materiału (np. plastiki). "Tradycyjne" spalanie też wymaga składowania i tam też coś może się rozlać itd., więc niewielka jest tutaj różnica w porównaniu z plazmowym rozbijaniem na poziomie cząsteczkowym.

      Tak na prawdę jedynym skutecznym sposobem na radzenie sobie z odpadami byłoby ich nie produkować, bo nawet wyprowadzenie spalarni poza miasto niczego nie rozwiąże. Jak nie masz ryzyka zanieczyszczenia powietrza, to masz ryzyko zniszczenia środowiska, jak nie środowisko, to kompletne skażenie upraw i tak dalej. Każde rozwiązanie ma swoje wady i zalety i każde też będzie niosło jakieś ryzyko ze sobą. Jeśli chodzi o moje zdanie, to plazmowe rozbijanie substancji jest jednym z najlepszych pod względem efektów, nawet jeśli nadal jest to technologia rozwojowa.

      PS:
      Dziękuję za Twoją opinię, nawet jeśli się z nią nie zgadzam! :)

      Usuń
  2. Skoro cieszysz się z budowy spalarni to szykuj swój portfel na wielkie wydatki związane z radykalną rozbudową Centrum Onkologii. (http://dziwnabydgoszcz.blogspot.com/)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Technicznie rzecz biorąc i tak będę płacił taki sam podatek, jak gdyby ta kasa wcale nie poszła w Onkologię akurat, a co więcej jest to nadal lepsza inwestycja od gondoli na pylon, aquaparków i kolejek linowych do dworca :)

      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. To może postawmy spalarnie na wioskach niech skażą pola uprawne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie skażenia spalarni nie boję. O wiele większym problemem w Bydgoszczy (i to setki razy poważniejszym) jest poziom skażenia gruntów, który pozostał nam po zakładach Zachemu. Ostatnie publikacje wskazywały, że jeśli to przedostanie się wystarczająco głęboko, to skazi ni tylko wody gruntowe, ale też Brdę i znaczny odcinek Wisły na długie lata.

      Spalarnie za to z drugiej strony patrząc, to jedna z niewielu na prawdę mało trujących rzeczy. Z wszystkich narzuconych nam przez Unię Europejską przepisów akurat normy środowiskowe nie pozostawiają za wiele miejsca na emisje. O ile prostowanie bananów i uznawanie ślimaków za ryby to kompletna durnota ze strony UE, tak normy ochronne środowiska mają wyśrubowane w tym dobrym znaczeniu i nie powinniśmy się za bardzo obawiać. O wiele większym problemem są składowiska odpadów, szczególnie powstałe w głębokim PRL. Tam każda większa ulewa przepłukuje do gruntów ogromne ilości toksycznych substancji, które nie są w żaden sposób niszczone. To jest dopiero problem!

      Usuń