poniedziałek, 7 lipca 2014

Wypad do Burger Park!

Pamiętacie zakładkę pod tytułem "Wypady" wspomnianą w poprzednim wpisie? Chyba czas ruszyć z wypadami w miasto, a na pierwszy ogień trafi lokal Burger Park przy ulicy Gimnazjalnej. Nie będę przedłużał, przejdźmy do rzeczy!

Do lokalu pierwszy raz trafiliśmy z Darią wracając ze spotkania z Senatorem Janem Rulewskim i chociaż słyszałem już o tym miejscu wcześniej, to jednak dotychczas nie miałem okazji wejść tam na kanapkę. Ponieważ sam lokal znajduje się na drodze z Dzielnicy Muzycznej do fontanny Potop (taka była nasza zaplanowana trasa na ten dzień), pasowało nam to po prostu idealnie i zdecydowaliśmy się wejść tam na burgera.

Burger Park z zewnątrz. - fot. własne

 

PB w BP po raz pierwszy!



Pierwsze podejście zaowocowało zamówieniem dwóch kanapek, ale niestety z proponowanych rodzajów mięsa dostępne było tylko mięso mielone, wołowe. O ile sam jestem fanem czerwonego mięsa w burgerach, tak Daria preferuje kurczaka i chociaż znajduje się on w menu, to marne były szanse, by znalazł się też w kanapce. Szkoda, ale to jeszcze nie koniec świata, bo dobrze przygotowany burger nadal powinien być smaczny. Do tego zamówiliśmy dostępne tam napoje, które same w sobie stanowią zupełnie osobną kategorię. Dla mnie niemiecka Afri-cola, która okazała się bardzo miłym zaskoczeniem (jak typowa Cola ze zmniejszoną dwukrotnie ilością cukru, bomba!), a dla Darii napój na bazie herbaty, także całkiem smaczny. Początek niezły, napoje chłodne i smaczne, czekamy na kanapki!
Po pewnym czasie spędzonym po trochu we wnętrzu, trochę na zewnątrz (gdy zrobiło się wolne miejsce), przyszły nasze zamówienia. Burgery zawinięte w biały papier, opatrzone były naklejką z rodzajem kanapki wewnątrz. Niby nic, a taki drobiazg znów robi dobre wrażenie i jest po prostu praktyczny. Nie czekaliśmy długo i od razu, z entuzjazmem po dotychczasowych wrażeniach, złapaliśmy za podane nam jedzenie. Entuzjazm niestety nie trwał długo. Sympatyczna pani z obsługi nie wspomniała słowem, by uważać przy odwijaniu kanapek, gdyż burgery lubią puścić sok, a efektem tego była przez resztę dnia paskudna plama na ubraniach. Trudno, zdarza się.

Jak wypadły zamówione kanapki w smaku? Trudno jednoznacznie powiedzieć, gdyż tutaj zaczynają się małe rozbieżności w opiniach naszej dwójki. Daria, która zamówiła burgera ze swoim ulubionym serem camembert (kanapka "Amburger") była całkiem zadowolona z wyboru, ja zamawiając kanapkę z ananasem ("Big Kahuna") miałem do pewnego stopnia mieszane uczucia, a po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, iż kanapka jest po prostu za słabo doprawiona. Może to kwestia gustu, może indywidualnego smaku, ale mięso zdawało mi się niedosolone i odrobinę niedopieczone (w środku nadal było różowe i miękkie). Na szczęście uzupełnienie tego wszystkiego napojem sprawiło, że cały posiłek nie był wcale taki zły.


Drugie podejście do BP



Za drugim razem do Burger Park trafiliśmy w tę niedzielę. Ponieważ Daria przekąsiła coś trochę wcześniej, kiedy chodziliśmy po starówce, kanapkę zamówiłem tylko ja, a przy okazji zapytaliśmy o toaletę. I tutaj niespodzianka. Lokal toalety własnej nie posiada, a obsługa nie pokierowała nas nigdzie, jedynie bezradnie rozłożyła ręce. Niestety, publiczne toalety pozamykane są na stosy kłódek (co jest tematem na zupełnie inny wpis), więc trzeba było "przesiedzieć" realizację zamówienia i sam posiłek. Na pewno nie jest to nic "fajnego", ale też mówimy tutaj głównie o jedzeniu, a nie toaletach.

Drugie zamówienie w BP - fot. własne
Tym razem uzbrojony w doświadczenia z poprzedniego wypadu, ale niczym nie zrażony, spróbowałem czegoś mocniej doprawionego, by wyeliminować dylematy z poprzedniej wizyty. Wybrałem kanapkę, której nazwa sugerowała intensywnie doprawionego burgera i całkiem wyraziste w smaku składniki. Znów padło na mięso wołowe. Było tuż po deszczu, ale ponieważ lokal dysponuje rolkami ręczników papierowych do wzięcia do każdego stolika do woli (znów, fajny i całkiem praktyczny patent, widoczny na fotce powyżej), zupełnie w niczym to nie przeszkadzało i na zamówienie mogliśmy poczekać na świeżym powietrzu.

Jak tym razem wypadł test smaku? Po pierwsze odkryłem źródła tajemniczego wycieku z moich kanapek! Okazuje się, że znaczna część tego wyciekającego "soku" to warzywa. Na pewno świeżość należy liczyć na plus, natomiast zastanawia mnie czemu zostało to ułożone tak, że nie wchłonęła tego bułka. Pewnie jakiś powód jest, jednak efekt był taki, że pieczywo, jeśli już coś wchłonęło, to raczej z zewnątrz i kanapkę trzymałem trochę jak mokrą gąbkę. Mimo to sama kanapka okazała się całkiem smaczna i problem niewystarczającego doprawienia praktycznie przestał być problemem. Mięso nadal w środku było różowe, więc tutaj jest to dla mnie wada, gdyż lubię trochę "sztywniejsze" kotlety, które zostały solidnie wypieczone. W "zestawie" wybrałem sobie napój o nazwie "Bluna", który okazał się odpowiednikiem mirindy od producenta wspomnianej wcześniej "mniej słodkiej coli". Wyszło nieźle.


Podsumowanie, oceny



Jak oceniłbym lokal na bazie dotychczasowych doświadczeń? Na pewno na plus trzeba tutaj policzyć świeże warzywa, wiele przyjemnych dla klienta detali (rolki ręczniczków do wzięcia, oznaczanie kanapek), wielkość kanapek (za każdym razem jadłem do syta!) i wyjątkowo ciekawą ofertę napojów. Niestety, na minus policzyć trzeba przeciekanie oferowanych burgerów, niedopieczone mięso (moim zdaniem!), dość ostrożne doprawianie jedzenia i brak toalety. Pomijam tutaj kwestię ostrzeżenia przed cieknięciem z kanapek, gdyż po przeczytaniu tego tekstu na pewno będziecie je odwijać ostrożnie i (mam nadzieję) nie nad spodniami.

Cenowo za kanapkę i napój (typowy zestaw dla jednej osoby) mieścimy się w podobnej cenie do powiększonego zestawu w "Maku", a i tak pewnie najecie się tym bardziej, niż burgerem z frytkami, które wyglądają jakby sporo przeszły w drodze na stół. Okolice 20zł to typowa cena za porcję w wielu lokalach i niczym się tutaj Burger Par nie wyróżnia na plus, czy też na minus.

Sam lokal wygląda dość ciekawie, a estetyka na pewno ma w sobie coś świeżego, jednak nie sposób jest mi ocenić całości, gdyż w przypadku obu wizyt trwał remont kamienicy, w której ten lokal się znajduje i nawet nie jestem w stanie powiedzieć jednoznacznie jaki będzie efekt końcowy. Wychodzi na to, że trzeba będzie wybrać się tam jeszcze raz, prawda? Jeśli Wy sami chcielibyście odwiedzić ten lokal przed moją kolejną wizytą, możecie go znaleźć na Gastromapie, którą wraz z następującymi wypadami będę uzupełniał o kolejne miejsca w Bydgoszczy. Ostateczny werdykt i ode mnie i od Darii to, jednogłośnie, 3 na 5, chociaż jest tutaj pewien potencjał na ocenę 4.

 3/5
PS:
Jak Wam się podoba grafika do wystawiania ocen?

9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ceny porównywalne z powiększonymi zestawami w "Maku", ale dostajesz za to samą bułę i (jeśli zamówisz) ewentualnie napój. Mimo to najeść się można lepiej, a sam burger nie wygląda jakby ktoś na nim usiadł, co w "Maku" zdarza się nagminnie. W tym względzie jest to taka "typowa cena" około 20 zł.

      Chyba będę musiał to zawrzeć w tekście bezpośrednio też :P

      Usuń
  2. Zbyt często używasz "cudzysłowu". Źle się to czyta. Popracuj nad tym ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za sugestię!
      Na pewno postaram się wziąć to sobie do serca, jednak jeszcze dużo tekstu przede mną, nim porządnie doszlifuję swój warsztat. Mam nadzieję, że przyszłe teksty będą coraz przyjemniejsze w odbiorze! :)

      Gorąco pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jak będziesz miała okazję to zajrzyj do Road American we Wrocławiu :) Świetne burgery!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wygląda ciekawie, będę musiał to sobie zanotować, bo pamiętać na pewno nie będę, a przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę kiedy mi się zapowiadają następne odwiedziny we Wrocławiu :)

      Usuń
  4. Wydaje mi się, że chyba wszystkie burgery z prawdziwego mięsa "ciekną"... Ale mogę się mylić.
    Zjadłem ich kilkanaście w róóóżnych miejscach i wszystkie ciekły. Jak dla mnie BP w Bydgoszczy rządzi, jednak gust to gust i trudno tu o obiektywizm. Mój typ nad typy to niestety w Poznaniu -Święta Krowa (ale przy ul. Kwiatowej!).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że większość faktycznie "cieknie" niezależnie od miejsca. Jest jednak pewna różnica między odrobiną wody (Szczególnie, że świeżo usmażone mięso powinno puścić sok jeśli samo też jest świeże), a ilością przypominającą dość raczej jakąś zalewę. Najmniej problematyczne okazały się kotlety z Wytwórni Burgerów (ostatni wypad), ale to też zasługa cieńszych kotletów też, co mi akurat tak nie przeszkadzało bo burgery i tak były bardzo sycące. Ot, kwestia pewnego progu tolerancji na "zamakanie". ;)

      Na FB swojego czasu pisałem, że później znów jadłem kanapki z BP i już tak źle nie było, a moją ocenę prawdopodobnie będę musiał poddać rewizji z czasem. No ale to nie tylko kwestia wolnej chwili, a i funduszy, bo niestety nie mogę sobie pozwolić na regularne takie wypady ... przynajmniej jeszcze nie ;)

      Usuń
  5. Dzięki wielkie za recenzję! Mimo kilku wad ten lokal wygląda na całkiem w porządku, chętnie zajrzę po drodze, jak będę jechać przez Bydgoszcz. Ze swojej strony mogę polecić Road American - jest to najlepsza w Polsce restauracja z amerykańskimi burgerami i stekami. Smak ich dań jest wyborny, a jakość najlepsza z jaką do tej pory się spotkałem :) Polecam zajrzeć na ich stronę www, żeby sprawdzić ofertę i dojazd.

    OdpowiedzUsuń