poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Burger Strefa, czyli wypad numer dwa!

Sam nie wiem od czego by tutaj zacząć, żeby nie wyszło to inaczej, iż bym chciał przedstawić ten lokal, więc zamiast od razu o lokalu, najpierw o mojej motywacji i pomyśle na wypad sam w sobie. Ponieważ ostatnim razem wybrałem się do Burger Park i tam zjadłem w miarę niezłe burgery, postanowiłem najpierw wykreślić z listy "konkurencję" i kiedy jeszcze mam w pamięci jakiś punkt odniesienia, zjeść inne burgery w naszym mieście. Pewnie najlepiej by było zrobić kiedyś test smaku "side to side" burgerów z kilku miejsc, ale to może jeszcze zostać w planach na przyszłość. Na chwilę obecną znam w mieście przynajmniej trzy "burgerownie", które mają już jakąś renomę i nie należą do dużych sieciówek, których ocena na dłuższą metę mija się z celem.

Czemu z wszystkich lokali padło na Burger Strefę? Przede wszystkim pomogły mi tu w znacznej mierze bardzo dobre opinie, które o tym lokalu usłyszałem od znajomych i od mojego brata. Wszyscy bez wyjątku zdanie mieli dobre, więc nie było innego wyjścia, by lokal odwiedzić. Gdybym nie został zawczasu ostrzeżony, to nawet bym się nie spodziewał, iż jest to "tylko" typowy food truck po polsku, czyli zaadaptowana na potrzeby kulinarne (a może budowana specjalnie w tym celu?) przyczepa. W większości przypadków kojarzą się one z kiepskimi barami i kurczakami z rożna, jednak tutaj wyszło to całkiem przyzwoicie, więc czas przejść do opisu samego wypadu.


Lokalizacja i otoczenie



Wiele można by opowiadać o miejscu, w którym znajduje się Burger Strefa. Dla mnie to największa słabość tego lokalu i za to też chyba najwięcej "oczek" w mojej ocenie odpadło. Na pewno dojazd będzie tutaj wielką zaletą dla zmotoryzowanych, którzy chcieliby tylko przy okazji "podjechać, złapać kanapkę i uciec". Prócz dojazdu autem można się też zabrać rowerem, po drodze do Myślęcinka, i Tramwajem, który właśnie do Leśnego Parku Kultury i Wypoczynku kursuje, chociaż żaden z przystanków nie znajduje się bezpośrednio na wysokości opisywanego dzisiaj baru (sam do końca nie jestem pewien jak Burger Strefę klasyfikować). 


Lokalizacja Burger Strefy - rys. własny na podstawie Mapsengine od Google.

Czego można się spodziewać już po dotarciu na miejsce? W moim przypadku okazało się, że trafiliśmy w miejsce wyjątkowo hałaśliwe, gdzie ogólny jazgot był momentami tak głośny, że nie dało się normalnie rozmawiać. Może to kwestia godzin, a może "jedynie" lokalizacja przy północnej obwodnicy śródmieścia w ciągu ulicy Kamiennej i Artyleryjskiej. Nie pomaga ani trochę też fakt, że sam pojazd zaparkowany jest przy wyjeździe z parkingu parku handlowego, więc nawet oczekiwanie na zamówienie związane było z seriami samochodów przejeżdżających w obu kierunkach tuż za plecami. 


W czasie około pół godziny, które spędziliśmy z Darią na miejscu, tuż obok przejechało dwóch buraków z typu "zamontuję rynnę dziadka zamiast wydechu", policja na sygnale pogoniła za jakimś samochodem na sam parking, minęła nas straż pożarna (również na sygnale) i na "deser" zdarzył się też zdezelowany samochód pełen półgłówków, którzy dla zabawy uznali, iż wrzeszczenie i wycie na czekających w kolejce jest właśnie tym, czego trzeba w ich życiu do pełni szczęścia. Nie muszę chyba mówić jak wpłynęło to na nasz apetyt i ogólny "zapał" do sprawdzenia tego miejsca.

Na samej płycie parkingu ustawione jest kilka stolików. Trzy z nich pod parasolami znajdują się odrobinę dalej od ulicy Gdańskiej, a od powodującego największy hałas skrzyżowania oddzielone są chociaż odrobinę samą przyczepą Burger Strefy. Czwarty stolik, już bez zadaszenia, znajduje się na samym wyjeździe z parkingu i dość wymownym obrazem sytuacji niech będzie fakt, że chociaż był on cały czas wolny, to jednak tylko do pozostałych trzech ustawiona była kolejka osób chcących zjeść na siedząco. Złapanie stolika jednak wcale takie proste nie było, gdyż jeden ze stolików zajęty był permanentnie przez osobę akurat nie pałaszującą kanapek i raczej nie wyglądającą też na zainteresowaną burgerami, a pozostałe dwa w momencie naszego przybycia zajęły osoby, które dopiero co zamówiły swoje kanapki.


Jedzenie



Po całej fali narzekania na lokalizację czas przejść do najważniejszego, czyli zamówionego przez nas jedzenia. Jak można się spodziewać w ofercie jest cała paleta burgerów i typowe napoje, jak chociażby Coca-Cola, którą zamówiłem do swojej kanapki, na którą oczekiwanie trwało około kwadransa, co jest w sumie całkiem niezłym wynikiem i gdyby nie trzeba było czekać w warunkach opisanych powyżej, to nie miał bym absolutnie nic do zarzucenia tutaj. Co prawda miejsc siedzących doczekaliśmy się dopiero tuż przed otrzymaniem naszego zamówienia, jednak nie ma się co dziwić, gdyż do przyczepki cały czas stała kolejka zainteresowanych i klientów tego dnia zupełnie nie brakowało (a był upalny poniedziałek, 28 lipca 2014).



Odrobinę kurortowa sceneria. Niestety, zamiast morza mamy tutaj ruchliwe ulice - fot. własne

Po upływie kwadransa nasze kanapki były gotowe i chociaż zdarzyła się mała pomyłka z sosami, to prócz tego absolutnie nie było na co narzekać. Wszystkie składniki wewnątrz były świeże i chociaż też zdarzył się mały "wyciek", podobnie jak i poprzednim razem, to byłem już absolutnie przygotowany na to, że świeże warzywa sok będą puszczać. Prócz warzyw w moim teksańskim burgerze znajdował się bardzo aromatyczny boczek (dobrze wysmażony i absolutnie nie wysuszony!) O wiele lepiej od poprzedniego lokalu wypadły też kotlety. Porządnie wypieczone i o wiele wyraźniej doprawione, nie były ani surowe w środku, ani też nie brakowało im przypraw, czego o konkurencyjnym lokalu powiedzieć nie mogłem. Wszystko to dopełnione było moim ulubionym sosem barbecue, który na pewno nie był z hurtowo kupowanych gotowców (a jeśli był, to sam chcę adres tej hurtowni! :P) i świetnie dopełniał wyrazisty smak kanapki. 

Warto na koniec dodać, że i wizualnie kanapki prezentowały się naprawdę świetnie. Może i nie było tutaj pomysłowych naklejek z nazwą kanapki na samym opakowaniu, jednak nadal wszystko było na wysokim poziomie. Tak opakowanie, jak i samo jedzenie! Niestety, prócz ogólnego zdjęcia samej przyczepy nie robiliśmy żadnych fotek, gdyż po ledwie kilku chwilach spędzonych w okolicy zdecydowanie nie mieliśmy z Darią ochoty na nic innego, niż zjeść i jak najszybciej się ulotnić.


Podsumowanie



Bardzo dziwna mieszanka absolutnie świetnego jedzenia i absolutnie okropnej lokalizacji nie pozwala mi dać więcej, niż marne 2 na 5. Na pewno polecę (tak tak, mimo wszystko!) ten lokal każdemu, kto nie ma ochoty zatrzymywać się tam nawet na chwilę dłużej niż to absolutnie konieczne, jednak nie do końca tego można oczekiwać od lokalu gastronomicznego, prawda? Każdemu, kto szuka miejsca na wyjście albo miejsca, gdzie można by się przynajmniej zatrzymać, raczej sugerowałbym iść dalej. Lepiej będzie złapać kanapkę i poświęcić kolejny kwadrans, by z tą kanapką usiąść sobie w jakimś parku albo chociaż na ławce w uliczce, gdzieś bardziej na uboczu.

Cenowo lokal też nie należy do specjalnie drogich i za kilkanaście złotych możemy się najeść do syta, a przy tym smaku daje to bardzo solidny wynik. Jeśli dodatkowo nie będziecie jeść na miejscu albo traficie w godziny absolutnego braku ruchu (wątpię, by takie istniały, ale zawsze można próbować), to może faktycznie być to wypad całkiem przyjemny.


2/5
(Samo jedzenie nawet na 4/5!)

Chcę, naprawdę chcę, Was lubić tam w Burger Strefie, ale jednocześnie bądźmy szczerzy: Nie polubię Was w pełni bez przeholowania całego interesu w jakieś inne miejsce. Po prostu nie jestem w stanie funkcjonować w takim hałasie i nie jestem w stanie dać wysokiej oceny za warunki. Szkoda, bo kulinarnie jedzenie jest lepsze, od tego z Burger Parku.


PS:
Pewnie jeszcze wybiorę się tam raz, może dwa i uzupełnię tekst o zdjęcia samych kanapek, gdyż w opcji z frytkami kanapki pakowane są w bardzo ciekawe pudełka, a i burgery wyglądają bardzo apetycznie. Niestety, tym razem uniemożliwiła mi to awaria aparatu.

16 komentarzy:

  1. Hm, w Burger Strefie nie byłam, więc wypowiadać się na temat ich burgerów nie mogę, ale faktycznie lokalizacja słaba. Chciałabym natomiast odnieść się do burgerów wspominanego w tym wpisie Burger Parku. Nie chcę się zupełnie odnosić do cen, tylko do jedzenia. Byłam tam 2 razy, za każdym razem zamawiałam innego burgera i muszę powiedzieć, że naprawdę mi smakowały. Mięso było dobrze doprawione i ogólnie cała zawartość burgera świeża, to bez dwóch zdań. Więc może po prostu tak Ci się akurat źle trafiło z tym mięsiwem? ;) Chociaż... z drugiej strony - każdemu może po prostu smakować co innego ;) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ mięso było jak najbardziej świeże także w BP. Jedynie kotlety były za każdym razem niedopieczone i po prost lekko surowe w środku. Ja lubię na prawdę mocno wypieczone mięso i jeśli coś jest różowe i "nadal ciągliwe", to nie jest to dla mnie wystarczająco dobrze wypieczony burger. Tatara natomiast nie jadam od zawsze, chociaż już próbowałem się przekonywać.

      Ot kwestia gustu odnośnie samego mięsa, bo na świeże warzywka nigdy narzekać nie będę, a w obu miejscach trafiły mi się za każdym razem :)

      Usuń
    2. Burgery powinno jeśc średnio wysmażone - tak to robią na całym świecie. Wołowina średnio wysmażona zachowuje swoje wartości odżywcze, wysmażona natomiast je traci. Ale każdy ma prawo poprosic o dobrze wysmażone mięso, na pewno nikt takiego w Burger Parku nie odmówi. Kolejna rzecz - wołowiny nie powinno doprawiac się innymi przyprawami niż sól i pieprz. Dzięki temu podkreśli się jej smak, a nie go zabije. Takie są tajniki dobrego burgera.

      Odnośnie Burger Strefy... Zaczynali jako Pasztecik Spod Lady! I pod takim szyldem wepchnęli do menu zaledwie trzy czy cztery rodzaje burgerów, wiało to nudą, na wielkie zainteresowanie klientów nie mogli liczyc, aż tu nagle pojawił się Burger Park. Burger Park to był na początku foodtruck, który zrobił w Bydgoszczy prawdziwe zamieszanie. Serwowali burgery w najróżniejszych kombinacjach. Pasztecik szybko podpatrzył jak powinno prowadzic się taki biznes i mocno zainspirował stylem sąsiadów z Gimnazjalnej. Cała przyczepa zmieniła nazwę, wygląd, menu, opakowania, napoje, bułki...

      Ot taka ciekawostka. Pozdrawiam!

      Usuń
    3. Ależ ja nie oczekuję niczego ponad sól i pieprz w samym mięsie! Inne przyprawy mogą sobie być w sosie itd, ale jak czuję w smaku, że kotlet jest nie złony, to się będę czepiał i tak. Nie musi to być też jakoś specjalnie zbrązowione, jedynie wolę kiedy nie jest to prawie w całości różowe i przypieczone tylko z zewnątrz, a tak trafiłem w BP. Nie mam nic przeciwko temu, żeby to było średnie, byle to nie był tatar ;)

      Dzięki za odwiedziny ! :)

      Usuń
  2. Choć to mogło nie wynikać z mojego komentarza, to mówiąc o "złym trafieniu" chodziło mi o nieodpowiednie doprawienie mięsa a nie jego nieświeżość ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doprawienie jeszcze jakoś mogę przeżyć, szczególnie kiedy jest sól i pieprz dostępne dla klientów, ale o wiele gorzej mi idzie z niedopieczonym mięsem ;)

      Usuń
  3. Panie "Anonimowy" burgery to raczej powinno jeść "się" takie jak kto lubi. Jako stały klient bydgoskich burgerowni mogę zapewnić, że Pasztecik zaczął sprzedawać prawdziwe burgery już w lipcu 2013 w bydgoskim Myślęcinku zanim Burger Park jeszcze zaczął funkcjonować (listopad 2013 o ile się nie mylę). Jako pasjonata burgerów wiem, że sam Burger Park zgapił pomysł oraz menu od berlińskiego "Burgermeister" i nie tylko bo np. nazwa frytek "belgijskie" zamiast "domowe", które wcześniej miała tylko Burger Strefa to jeszcze z dodatkiem papryczek jalapeno rodem z berlińskiego burgermeistra. Co do samego artykułu może i zgadzam się, że lokalizacja Burger Strefy nie należy do najatrakcyjniejszych w mieście, ale mimo wszystko widać klientów to nie zniechęca a przyciąga czymś innym, przyczepa ta mimo wszystko uatrakcyjniła w znaczny sposób to ponure i hałaśliwe miejsce. Natomiast osobiście uważam, że najważniejszym punktem gastronomii jest jedzenie i moim skromnym zdaniem takie drastyczne zaniżenie oceny samym "hałasem" jest mało sprawiedliwe, no ale każdy ma prawo wypisywać co chce na swoim blogu. Dla mnie np. ważniejszą kwestią jest to że nie ma tam problemów z parkowaniem co jest największym atutem tego miejsca w przeciwieństwie do wspomnianej konkurencji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, ale lipa, mało że serwują frytki jakie podaje się w Berlinie, to jeszcze i w wielu innych miejscach na świecie, np. są często spotykane w USA. To skandal, że BP serwuje nam smakołyki zza granicy. Większą lipą jest jednak serwowanie tego samego i pod taką samą nazwą co konkurencja dwie ulice dalej. A menu burgermeister z BP nie pokrywa się nawet w 5%. Także pudło. Jako pasjonat burgerów chyba powinieneś to wiedzieć...

      Usuń
  4. Hah. Nazwa "frytki belgijskie" jest ogólnie znana i nie musi być od nikogo zgapiana. Jesli BP Zgapił wszytsko włącznie z menu od knajpy burgermeister TO proszę podać podobienstwa oprócz tego dodatku papryczek do frytek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat to nie kwestia nazwy. Sposób przygotowywania czyni frytki "belgijskimi" (dwuetapowe smażenie) lub nie. :)

      Usuń
    2. Zgadza się, poza tym tłuszcz też odgrywa ważną rolę a z tego co wiem w Burger Strefie przygotowują fryty w specjalnej belgijskiej fryturze wołowej sic! co jeszcze bardziej podkreśla smak ziemniaka :)

      Usuń
    3. Wniosek prosty - kiedyś jak będzie okazja, trzeba będzie jeszcze zamówić tam frytki. Akurat na jedzenie tam nie można narzekać, więc i frytki złapię z ochotą :)

      Usuń
    4. Frytki które dostępne są w obu burgerowniach są chłodzone, już po pierwszym smażeniu przez producenta drodzy fachowcy.

      Usuń
  5. Belgijskie frytki są smażone w kaczym tłuszczu :) Tak je robią Belgowie - boskie :) Szalenie spodobał mi się koncept food trackow w Kopenhadze - wielka hala z mnóstwem przeróżnych budek z jedzeniem z najróżniejszych zakątków, każdy znajdzie coś dla siebie :)
    Osobiście cenię lokale nie tylko za jedzenie, ale również klimat. Tutaj tego drugiego ewidentnie brakuj, a szkoda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Food trucki mają tę zaletę, że zawsze można je przestawić w miejsce bardziej atrakcyjne. Sam bym chętnie swoją ocenę zweryfikował o gwiazdkę, a nawet i dwie, gdyby tylko doszło właśnie do takiego przeniesienia. Niestety nie potrafię tak z marszu wskazać "tak, to właśnie tutaj będzie dla Was najlepsze miejsce!", ale trzymam kciuki żeby coś znaleźli.

      Pozdrawiam i dziękuję za wizytę! :)

      Usuń
    2. Oczywiście chodziło mi o tłuszcz gęsi :) O takiej porze nie powinnam już pisać komentarzy ;)
      Przeniesienie takiego przybytku w nieodpowiednie miejsce może go zabić, więc trzeba to zrobić z głową i rozważnie. Może się kiedyś zdecydują :)

      Usuń