środa, 17 września 2014

Na szybko - spore zmiany i Wy!



Gdzieś w tle powstaje nowy wpis w cyklu historycznym, który powinien pojawić się lada dzień, ale wciąż zbieram odpowiednie materiały i potwierdzam swoje informacje w źródłach historycznych, by wszystko mi się w tym wpisie zgadzało. Nim ten wpis trafi na bloga, chciałbym się z Wami podzielić kilkoma ważnymi informacjami z mojego otoczenia.

Po pierwsze - jesienne wybory!


To już żadna tajemnica, szczególnie że wszystkie większe ugrupowania opublikowały swoje listy wyborcze i nikt specjalnie swoich kandydatów nie ukrywa. Z zaproszenia stowarzyszenia Metropolia Bydgoska, zdecydowałem się dołączyć do ich inicjatywy budowania bezpartyjnej alternatywy dla upartyjnionych kandydatów. Od zawsze lubiłem nasze miasto, a po powrocie z Łodzi, gdzie spędziłem kilka lat, po prostu je pokochałem i nie potrafię już oderwać się od tematyki miejskiej. To stąd właśnie pomysł założenia tego bloga, profilu na Facebooku i zaangażowanie we wszelkie dyskusje dotyczące Bydgoszczy na forum urbanistycznym skyscrapercity.com, gdzie masa jest podobnych do mnie pasjonatów. Szczególnie w tym ostatnim miejscu nauczyłem się, że ile by człowiek nie czytał i nie próbował się we własnym zakresie dokształcić, to zawsze najważniejsze jest słuchać ludzi i do wszystkiego podchodzić z założeniem, że każde własne przekonanie może okazać się mylne. To jedna z rzeczy, których naszym władzom od zawsze brakowało.


Logo stowarzyszenia Metropolia Bydgoska - Pewnie widzieliście już w mieście takie banery?
Ponieważ niemal całe swoje dotychczasowe życie spędziłem w Fordonie, to właśnie tę dzielnicę chciałbym reprezentować w radzie miasta. Jest to dzielnica młoda, bardzo szybko się rozwijająca, ale też pełna studentów UTP i młodych par, które szukają mieszkań tańszych, niż te położone blisko centrum. Trudno by mi było wymienić wszystkie mankamenty trapiące tę dzielnicę i z własnego doświadczenia wiem, że w tej chwili to właśnie Fordon z wszystkich osiedli potrzebuje jak najwięcej uwagi ze strony władz Bydgoszczy. Mam absolutną pewność, że zwrócenie na to uwagi powinno być obowiązkiem właśnie kogoś, kto w Fordonie się wychował, dorastał i żył. Samo wystawienie kandydata w tej dzielnicy nigdy nie powinno być nagrodą za zasługi dla partyjnego działacza. 

Ja sam staram się pozostać niezależny od zewnętrznych nacisków i nie tylko unikam partii politycznych, ale nie jestem nawet członkiem stowarzyszenia Metropolia Bydgoska. Łączy nas wszystkich wiara w Bydgoszcz, za której sterami będą Bydgoszczanie, a nie partie. Ma to wiele zalet, bo pozwala rozmawiać z wszystkimi stronami, od prawicy po lewicę i nie skreślać nikogo. W każdej opcji politycznej znajdą się ludzie potrafiący zaproponować naprawdę świetne rozwiązania dla miasta i moim zdaniem to właśnie to powinno się stać podstawą do dalszej pracy.


W najbliższych dniach opublikowany powinien zostać mój profil "osoby publicznej" na facebooku, gdzie będziecie mogli znaleźć więcej na temat moich poglądów dotyczących Bydgoszczy. Również w perspektywie kilku kolejnych dni opublikowany zostanie, już całkiem oficjalnie, pełny program wyborczy naszego komitetu, w którym postaram się tutaj, na blogu, podkreślić i wyszczególnić najważniejsze dla mnie jego elementy. Tym bardziej zapraszam wszystkich do czytania.

Po drugie - Wasze zaangażowanie!


Marina w Bydgoszczy - fot. Anna Szczepaniak
Nie potrafię wystarczająco podziękować wszystkim osobom, które podsyłają do mnie zrobione przez siebie zdjęcia do publikacji na profilu facebookowym bloga. Galeria "Bydgoszcz po Waszemu!" to już teraz barwny zbiór kilkudziesięciu zdjęć, a praktycznie codziennie dostaję kolejne fotki od zupełnie nowych nowych osób, jak i tych, którzy już wcześniej dzielili się ze mną swoimi ujęciami. Mogę bez cienia wątpliwości powiedzieć, że nasze miasto w Waszych obiektywach jest absolutnie fenomenalne, piękne i konkurować może z każdym innym miastem o koronę najpiękniejszej miejscowości w naszym kraju. Z ogromną przyjemnością regularnie podsyłam galerię z Waszymi zdjęciami do najróżniejsztych grup związanych z naszym miastem i regionem funkcjonujących na Facebooku. Liczę też, że wszyscy z Was, którzy prowadzą przy tym własne blogi fotograficzne, strony autorskie i tym podobne profile, korzystają na tym jak tylko się da. Promowanie Waszej pracy to czysta przyjemność, a wisienką na torcie jest możliwość pokazania naszego miasta jako urokliwego zakątka Polski.


Stary Port - fot. Marta Szczesiak
Jeśli zdjęć zacznie się robić naprawdę dużo, planuję podzielić wszystko na galerie tematyczne i prócz głównej galerii "Bydgoszcz po Waszemu!", zamieszczać Wasze zdjęcia w galeriach przedstawiających nasze miasto w najróżniejszy sposób. Od miasta na wodzie, po zdjęcia nocne, wszystkie bez wyjątku stanowią żywy dowód na to, że żyjemy w mieście, które może się podobać o każdej porze dnia, nocy i roku. Jestem absolutnie przekonany, że wspólnymi siłami tworzycie naszemu miastu o wiele lepszą wizytówkę, niż władze miasta są w stanie stworzyć w sesjach fotograficznych zamawianych we wszelkiego typu agencjach reklamowych. Obiecuję Wam wszystkim jednocześnie, że za każdym razem, gdy w moich planach pojawi się użycie zdjęć w inny sposób, niż dodanie do galerii w serwisie Facebook, do której sami zdjęcia wysłaliście, będę kontaktował się z prośbą o zgodę na użycie tych zdjęć. Tak właśnie się stało w przypadku trzech fotek załączonych do tego wpisu. Każda z pań poproszona została przeze mnie o wyrażenie zgody na użycie zdjęcia i, za co ogromnie dziękuję, wyraziła taką zgodę. Z tego miejsca podziękować chciałbym wszystkim, którzy przyczynili się do powstania tej galerii. Na dzień dzisiejszy dziękuję (alfabetycznie):



Pani Martynie z bloga Dance With The Camera
Panu Dawidowi Bielskiemu
Pani Paulinie Czerwińskiej
Pani Joannie Słapie
Panu Radosławowi Kuchnowskiemu
Pani Hannie Zofii Kurkiewicz
Panu Wojciechowi Majkowskiemu (dziękuję Tato!)
Pani Magdalenie Pieślak
Panu Damianowi Rysmanowskiemu
Panu Wojciechowi Smętkowskiemu
Pani Annie Szczepaniak
Pani Magdalenie Szczepaniak
Pani Marcie Szczesiak
Panu Igorowi Zielińskiemu


Wyspa Młyńska jesienią - fot. Martyna 'Dance With The Camera"
Każdemu z Was z osobna i wszystkim razem bardzo dziękuję za cały wkład wniesiony w budowanie tego bogatego zbioru zdjęć! Nie ma tutaj znaczenia czy przysłaliście mi jedno zdjęcie, dwa, pięć czy czterdzieści, gdyż za każde jestem równie gorąco wdzięczny. Może z czasem ktoś właśnie Wasze zdjęcia okrzyknie najlepszą galerią Bydgoszczy w internecie, a nim się to stanie Ja tym mianem nazywam Wasze fotki.

Przy okazji chciałbym podziękować kolejny raz wszystkim, którzy współpracowali ze mną od samego początku tego bloga. Dla tych osób dedykowany jest dział "Podziękowania", gdzie odsyłam wszystkich zainteresowanych "stałym składem" naszej ekipy pracującej nad blogiem Po Bydgosku. Chociaż wszystkie teksty tutaj są moje, to bez odpowiedniej oprawy, inspiracji i korekty nie miałyby one nawet połowy swojej wagi. Każdy potrzebuje w swoich działaniach wsparcia, a ja jestem wdzięczny właśnie za to, że przyszło mi pracować z grupą naprawdę niesamowitych ludzi.


środa, 3 września 2014

O trzecim września.



Wrzesień jest szczególnym miesiącem. To właśnie teraz zaczyna się kolejny rok szkolny i właśnie teraz niemal cały świat wspomina Drugą Wojnę Światową. Nie inaczej powinno być w Bydgoszczy i z tego powodu właśnie drugim wpisem tego miesiąca jest wpis o bydgoskiej krwawej niedzieli. Wpis ten jest tym bardziej specjalny, że nie jest to tylko notka wspominająca tamte dni, ale też w pewnym sensie pierwsze ujawnienie materiałów znalezionych niedawno w Bydgoszczy przez Panią Katarzynę Milczarek-Kozak w rodzinnych szpargałach. Materiały te, to pamiętnik prowadzony między sierpniem i listopadem 1939 roku przez babcię Pani Katarzyny, mającą wówczas zaledwie piętnaście lat.

Ta oszałamiająca relacja z pierwszych dni wojny, której narracja prowadzona jest z perspektywy nastoletniej dziewczynki, pokazuje wydarzenia oczami dziecka gwałtownie pozbawionego beztroski swoich młodych lat. Szersze ujęcie tej relacji pojawi się na początku przyszłego roku, gdyż Pani Kasia pracuje nad tekstem, w którym opisane zostaną wydarzenia w znacznie szerszym ujęciu. Ja sam, dzięki uprzejmości mojej serdecznej koleżanki chciałbym przytoczyć tylko malutki fragment tych wspomnień. Przejdziemy do tego za chwilę, a najpierw warto przypomnieć kontekst wydarzeń z dni 3 i 4 września , które miały miejsce w roku 1939 w Bydgoszczy.

Początek wojny



Nikomu chyba nie muszę opowiadać czym była Druga Wojna Światowa i jak zaczęła się agresja niemiecka na Polskę. Akcja pozorowana ze strony Trzeciej Rzeszy dała pretekst do ataku, a pancernik Szlezwik-Holsztyn swoją salwą rozpoczął wojnę, która pochłonąć miała cały świat. Bydgoszcz wówczas znajdowała się u wylotu wąskiego gardła, który tworzyło nasze terytorium prowadzące do samego wybrzeża Bałtyku. Tak od wschodu, jak i zachodu Niemcy mieli do naszego miasta zaledwie kilkadziesiąt kilometrów i nikt nie miał wątpliwości, że wróg zawita u bram za kilka dni, a może nawet następnego ranka. Dzień 1 września babcia Pani Kasi wspomina w swoim pamiętniku tak (fragment, pisownia oryginalna):
"Dnia 1 września
Ruch od samego rana. Nagwałt uszczelniamy sypialnię z Tytusem i nalepiamy szyby paskami. Około godziny 11 zaczęły krążyć samoloty; potem usłyszałam lekki wstrząs; zaraz wszystkie wzięłyśmy maski; przygotowałyśmy tampony. I już za chwilę syreny przeciągłym rykiem obwieściły że atak się zaczął. Raz poraz samoloty strzelały. Ale bomb żadnych nie spuszczały. Po obiedzie poszłyśmy kopać rowy, pomimo że pogotowie nie było odwołane. (...)  
W nocy spaliśmy w sukniach. O 11 był alarm pobiegliśmy do rowu i modliliśmy się."
Uszczelnianie okien i zalepianie szyb, o czym jestem przekonany, to wynik wspomnień starszych pokoleń z wydarzeń poprzedniej wielkiej wojny. Wtedy właśnie na masową skalę stosowano wszelkiego rodzaju gazy bojowe, w tym niesławny gaz musztardowy, który przelewał się przez pola bitew i wypełniał okopy. Nic dziwnego, że to właśnie przed tą żółtą substancją, która potrafiła pełzać po ziemi (gaz był cięższy od powietrza), ludzie czuli największy respekt. Wspomniane rowy, to najpewniej improwizowane schrony przeciwlotnicze, które kopać zaczęto w Bydgoszczy już pod koniec sierpnia, gdy wszyscy byli całkiem pewni nadchodzącej inwazji.


Jachcice - mieszkańcy Bydgoszczy kopią rowy mające pełnić rolę prowizorycznych schronów przeciwlotniczych. - fotografię wykonał Generał Jan Geleciński dnia 28 Sierpnia 1939 r. - Zdjęcie zapożyczone z bloga Firtel Bydgoski (zapraszam)


Kolejne dni



Kolejny dzień przyniósł fale oddziałów polskich wycofujących się przez Bydgoszcz wgłąb kraju i kolejne ataki z powietrza. Wielu mieszkańców miasta nie opuszczało nawet wykopanych przez siebie rowów, które miały zapewnić schronienie przed atakami z powietrza. Jedli tam, mdlili się i spali nie wracając nawet do własnych domów, które po trafieniu bombą mogły stać się ich własnymi grobowcami. Drugi września upłynął jeszcze w Polsce, pod biało czerwonymi flagami, ale koniec pewnej epoki był z każdą godziną coraz bliżej.

Trzeciego września kolejne kraje sojusznicze wypowiadały, jeden po drugim, wojnę Trzeciej Rzeszy, co mimo beznadziejnej sytuacji miasta, znacząco podnosiło morale. W zapisach cytowanego tutaj (fragmentami) pamiętnika wyraźnie widać optymizm, jakim wiadomość o przyłączeniu się innych krajów do walki z oddziałami Hitlera napawała mieszkańców. Tymczasem wojska polskie dokonywały wycofania z gwałtownie posuwającej się linii frontu. To właśnie w czasie przemarszu, na ulicach Bydgoszczy, uzbrojeni volksdeutsche i niemieccy dywersanci otworzyli ogień do polskich żołnierzy. Wybuchł chaos, a początkowo zaskoczeni wojacy strzelali nawet do swoich starając się zlokalizować napastników. Gdyby tego było mało, w wielu miejscach wybuchła panika ludzi przekonanych, że to już główne natarcie wroga. Odzwierciedlenie tych nastrojów wyraźnie widać w zapisach odnalezionego pamiętnika:
"Niedziela rano 3 wrzesień
(...) W mieście popłoch ludzie krzyczą gaz! że wojsko niemieckie już jest. (...) To te świnie Niemcy zablokowali się w różnych punktach i mieście i strzelali do polaków z maszynówek, granatami walili z karabinów itp. Na cmentarzu też byli. Lecz samoloty już nie latały. Ale choć atak nie był odwołany chodziliśmy po ulicach."
Nasze wojska zmuszone zostały do wycofania się poza miasto i przegrupowania, by wiele godzin później dokonać akcji czyszczenia go z dywersantów. Niestety szybko przerodziło się to w masową rzeź Niemców na terenie Bydgoszczy i w wyniku samosądów życie tracili już nie tylko złapani dywersanci, a każda niemal osoba pochodzenia niemieckiego. Tak, w swoim meldunku z godziny 20:00 tego dnia, wydarzenia opisywał generał Władysław Bortnowski:
„Ciągłe strzelanie na tyłach (...) samosądy natomiast w stosunku do ludności niemieckiej dokonywane przez żołnierzy wspólnie z ludnością cywilną są nie do opanowania, gdyż policji na większości obszaru już nie ma” 
Ten chłodny meldunek przedstawia jasno sytuację, jednak dopiero kiedy mamy wgląd we wspomnienia mieszkańców, możemy w pełni zrozumieć co się stało i czemu wydarzenia obrały aż tak krwawy obrót. Wspomnienia, które zanotowane zostały dnia czwartego września 1939 roku, ręką wciąż jeszcze dziecka, wielu mogą zszokować. O tym jak wielkie emocje targały wtedy ludźmi przeczytać możemy (fragment, pisownia oryginalna):
"Rano Poniedziałek 4 
(...) Mamusia płakała jak się później okazało ze zdenerwowania bo chcieli ją na Chopina zastrzelić. (...) w mieście była wciąż strzelanina ze strony prywatnych Niemców nie poszliśmy a postanowili że zostać w domu w piwnicy. Siedzieliśmy dość długo. W końcu wyszliśmy bo przyszła wiadomość że to się biją w mieście na Wełnianym Rynku. Cała kupa jest zabitych Szwabów. Wczoraj też u Adama ogrodnika się paliło. Ogromne słupy dymu buchały w powietrze. Ani na chwilę nie ustawało. Co przestało to już za chwilę wybuchało z nową siłą. Prawdopodobnie był tam skład amunicji broni. Polscy żołnierze pojechali i w krótkim czasie zrobili porządek a Szwabów narżnęli jak świń. (...)"
Działania obu stron doprowadziły łącznie do śmierci prawie czterystu osób. Później, wydarzenia te zdobyły sobie miano krwawej niedzieli, a po zajęciu miasta przez wermacht, także do dalszych egzekucji. Mieszkańcy Bydgoszczy rozstrzelani zostali na Starym Rynku i populacja miasta skurczyła się (szacunkowo) o kolejne 600 do 800 osób. Dzisiaj upamiętnia ich (między innymi) stojący na starym rynku Pomnik Walk i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej, zaś miejscem spoczynku od pierwszych lat powojennych jest wspomniany w poprzednim wpisie Cmentarz Bohaterów Bydgoszczy. Właśnie dzisiaj, trzeciego września, chociaż jedno z tych miejsc koniecznie należy odwiedzić, by oddać hołd osobom pomordowanym w czasie akcji dywersyjnej i czystek. Nie ważne, czy była to ofiara Niemców, czy też odwetu naszych rodaków, znaczna większość z nich to ofiary zupełnie niewinne i właśnie o tych niewinnych ludziach musimy pamiętać, żeby ich śmierć nie poszła nigdy na marne.


Kompania honorowa Wojska Polskiego pod Pomnikiem Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej - fot. Wikipedia, public domain. 


Serdeczne podziękowania

Najszczersze podziękowania pragnę skierować do Pani Katarzyny Milczarek-Kozak, która udostępniła mi fragmenty pamiętnika własnej babci. To niesamowite świadectwo ostatnich dni wolności i pierwszych dni wojny pozostaje w jej pełnej dyspozycji i w niedalekiej przyszłości o wiele bardziej obszerne fragmenty, a może nawet całość, pojawią się w planowanym na przyszły rok artykule. Aby uszanować prywatność, nazwisko osoby prowadzącej pamiętnik pozostawiam w tajemnicy i każdego, kto w jakikolwiek sposób mógł się domyślić kim jest autorka tych notatek proszę, by także tę prywatność uszanowali! W dziale "o mnie" znajdują się dane kontaktowe, śledzę też na bieżąco komentarze na blogu, więc każdego zainteresowanego zapraszam. Z wielką radością prześlę do Pani Kasi wszelkie zapytania.

poniedziałek, 1 września 2014

O pierwszym września.


Witam Was wszystkich ponownie. Sierpień upłynął pod znakiem niemal całkowitego braku wpisów i chociaż pierwszy dzień września musi być należycie tutaj zaznaczony. Nie bez powodu, gdyż nie tylko jest to rocznica wybuchu Drugiej Wojny Światowej, ale też dzień w których cały świat z niepokojem patrzy na poczynania Władimira Putina i zadaje sobie pytanie, czy ta trzecia właśnie się nie rozpoczyna w rocznicę wydarzeń sprzed ledwie 75 lat. Jak dalej potoczą się wydarzenia rozpoczęte na Ukrainie dowiemy się niebawem, a dzisiaj warto przypomnieć co działo się w pierwsze dni wojny, na przełomie sierpnia i września roku 1939. 

Rodzinne opowieści


Wśród nas są jeszcze osoby pamiętające okres wojenny, jednak jest ich z dnia na dzień coraz mniej. W mojej rodzinie jest to babka ze strony mojej mamy i jej siostra, które opowiadały mi czasem o zdarzeniach z okresu wojny i okupacji, o tym jak u nas, na Kujawach ciotkę Celinę (starsza siostra mojej babci) gnano do obozu pracy i jak na strychu stodoły prababka chowała Żydów przed Niemcami. Opowiadały mi o tym jak na ich oczach maszerowywały wojska (tak niemieckie, jak i radzieckie) i jak nie więcej, niż kilkadziesiąt metrów od ich rodzinnego domu, (a jest to stara chata jeszcze chyba z XIX wieku) odpierający hitlerowców sowieci ustawiali ogromne działa artyleryjskie, których łuski zbierano i zanoszono do kościoła nieopodal jako wazony, których po prostu brakowało. Najważniejsze jednak były w tych wszystkich relacjach emocje od strachu o przyszłość, przez odromną troskę o własną rodzinę, aż po czyste przerażenie. Podobno dziadek był czołgistą w Armii Andersa, ale nie pamiętam ani jednej opowieści od niego, a mam też wrażenie, że nigdy specjalnie nie lubił mówić o tamtych czasach.

Ze strony taty zachowała się także opowieść o burzliwych losach mojej prababki. Rodzina mojego taty związana była od dawna z okolicami Łodzi, jednak już kilka pokoleń wcześniej losy związały nas z Bydgoszczą, chociaż dowiedziałem się o tym całkiem niedawno. Jak się okazało, w roku 1941 moja prababka została skazana przez niemców na odsiadkę w więzieniu dla kobiet w Fordonie i przesiedziała tam, pracując ciężko u niemieckiego bauera, aż do odwrotu niemców przed nacierającą w kontrofensywie armią Stalina. Tę historię na pewno w najbliższych dniach opiszę dokładniej, gdyż właśnie okolice września, kiedy wspominamy pierwsze dni wojny, są okresem na takie opowieści.

Przypadkowe spotkanie


Pamiątkowa tablica na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy. - fot. Wikipedia, na licencji public domani.

Prócz tych rodzinnych opowieści zdarzyło mi się jednak całkiem niedawno trafić na zupełnie inną osobę, która z radością opowiedziała mi trochę o wojnie i latach po niej. W tę niedzielę, 30 sierpnia 2014 roku wybraliśmy się z Darią na spacer, który zakończył się na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy. Obeszliśmy razem całą nekropolię i przeczytaliśmy wszystkie tabliczki na krzyżach i pomnikach, ale najważniejszym momentem było wyjątkowo miłe spotkanie z pewnym starszym panem, który usiadł na ławce na tymże cmentarzu. Jak się okazało ten przemiły pan (nigdy nie zapytałem o nazwisko) był urodzonym jeszcze przed wojną emerytowanym lekarzem. Od niego dowiedziałem się o wiele więcej na temat samego cmentarza, niż kiedykolwiek można by wyczytać z tablic informacyjnych. O tym, że czarna urna z prochami pomordowanych pochodzi z żydowskiego cmentarza i o tym jakie nagrobki i tablice dostawiono dopiero po latach. O tym, że w czasie wyzwolenia Poznania, gdzie pan ten przebywał pod koniec wojny, wojacy radzieccy w pierwszej kolejności odbili fabrykę spirytusu i o tym jak niedługo po wojnie wyglądały studia, gdzie wszędzie brakowało osób wykształconych, w szczególności lekarzy. Nic dziwnego, bo kto w szkole uważał, ten wie iż cała "inteligencja" trafiała od razu pod ścianę i z rąk niemieckich katów serią z karabinów maszynowych żegnano ich z tym światem.

Niestety prócz opowiadań z dawnych czasów usłyszałem kilka słów o smutnej współczesności, które mnie zaskoczyły. Sam cmentarz popada powoli w ruinę i zapomnienie, a same władze nie spieszą się z desygnowaniem środków na to miejsce pamięci. Podobne podejście ma wojsko, które kiedyś wysyłało żołnierzy do pełnienia warty honorowej przy bramie, jednak od pewnego czasu w ogóle już ich to nie obchodzi. Nie ma już pieniędzy na kwiaty, a mały budynek, który złużył osobom opiekującym się tym miejscem ma zostać (podobno) wyburzony. Czy na prawdę musi tak być, że kiedy tylko wymiera ostatnie pokolenie pamiętające wojnę, to wszyscy dostają nagłej amnezji kiedy przychodzi pamiętać o miejscach pochówku i wszystkich rozsianych po kraju miejscach pamięci?

Bardzo żałuję, że w żadnym momencie nie zapytałem tego pana o imię, jednak jeszcze nie raz chcę na ten cmentarz wrócić i może uda się spotkać ponownie. Na pewno chętnie posłuchałbym kolejnych opowieści o czasach, których nie pamięta już prawie nikt, prócz kilku wybranych osób. Tymczasem zapraszam Was wszystkich do odwiedzenia Cmentarza Bohaterów Bydgoszczy, który znajduje się na bydgoskim Wzgórzu Wolności i przylega bezpośrednio do znajdującego się tam parku. Sam nigdy, z żadną wycieczką szkolną tam nie trafiłem, ale wiem, że powinien tam trafić każdy mieszkaniec Bydgoszczy, gdyż prócz ofiar mordu na Starym Rynku (a także wielu innych miast w Bydgoszczy i okolicach) można tam też odwiedzić mogiłę takich osób, jak chociażby Leon Barciszewski, który piastował stanowisko prezydenta Bydgoszczy w latach 1932-1939.

W tym roku na pewno pojawię się na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy ze zniczem, ale nie dzisiaj, a w środę. To właśnie wtedy przypada rocznica krwawych czystek, które miały miejsce w Bydgoszczy z rąk hitlerowców.