poniedziałek, 1 września 2014

O pierwszym września.


Witam Was wszystkich ponownie. Sierpień upłynął pod znakiem niemal całkowitego braku wpisów i chociaż pierwszy dzień września musi być należycie tutaj zaznaczony. Nie bez powodu, gdyż nie tylko jest to rocznica wybuchu Drugiej Wojny Światowej, ale też dzień w których cały świat z niepokojem patrzy na poczynania Władimira Putina i zadaje sobie pytanie, czy ta trzecia właśnie się nie rozpoczyna w rocznicę wydarzeń sprzed ledwie 75 lat. Jak dalej potoczą się wydarzenia rozpoczęte na Ukrainie dowiemy się niebawem, a dzisiaj warto przypomnieć co działo się w pierwsze dni wojny, na przełomie sierpnia i września roku 1939. 

Rodzinne opowieści


Wśród nas są jeszcze osoby pamiętające okres wojenny, jednak jest ich z dnia na dzień coraz mniej. W mojej rodzinie jest to babka ze strony mojej mamy i jej siostra, które opowiadały mi czasem o zdarzeniach z okresu wojny i okupacji, o tym jak u nas, na Kujawach ciotkę Celinę (starsza siostra mojej babci) gnano do obozu pracy i jak na strychu stodoły prababka chowała Żydów przed Niemcami. Opowiadały mi o tym jak na ich oczach maszerowywały wojska (tak niemieckie, jak i radzieckie) i jak nie więcej, niż kilkadziesiąt metrów od ich rodzinnego domu, (a jest to stara chata jeszcze chyba z XIX wieku) odpierający hitlerowców sowieci ustawiali ogromne działa artyleryjskie, których łuski zbierano i zanoszono do kościoła nieopodal jako wazony, których po prostu brakowało. Najważniejsze jednak były w tych wszystkich relacjach emocje od strachu o przyszłość, przez odromną troskę o własną rodzinę, aż po czyste przerażenie. Podobno dziadek był czołgistą w Armii Andersa, ale nie pamiętam ani jednej opowieści od niego, a mam też wrażenie, że nigdy specjalnie nie lubił mówić o tamtych czasach.

Ze strony taty zachowała się także opowieść o burzliwych losach mojej prababki. Rodzina mojego taty związana była od dawna z okolicami Łodzi, jednak już kilka pokoleń wcześniej losy związały nas z Bydgoszczą, chociaż dowiedziałem się o tym całkiem niedawno. Jak się okazało, w roku 1941 moja prababka została skazana przez niemców na odsiadkę w więzieniu dla kobiet w Fordonie i przesiedziała tam, pracując ciężko u niemieckiego bauera, aż do odwrotu niemców przed nacierającą w kontrofensywie armią Stalina. Tę historię na pewno w najbliższych dniach opiszę dokładniej, gdyż właśnie okolice września, kiedy wspominamy pierwsze dni wojny, są okresem na takie opowieści.

Przypadkowe spotkanie


Pamiątkowa tablica na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy. - fot. Wikipedia, na licencji public domani.

Prócz tych rodzinnych opowieści zdarzyło mi się jednak całkiem niedawno trafić na zupełnie inną osobę, która z radością opowiedziała mi trochę o wojnie i latach po niej. W tę niedzielę, 30 sierpnia 2014 roku wybraliśmy się z Darią na spacer, który zakończył się na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy. Obeszliśmy razem całą nekropolię i przeczytaliśmy wszystkie tabliczki na krzyżach i pomnikach, ale najważniejszym momentem było wyjątkowo miłe spotkanie z pewnym starszym panem, który usiadł na ławce na tymże cmentarzu. Jak się okazało ten przemiły pan (nigdy nie zapytałem o nazwisko) był urodzonym jeszcze przed wojną emerytowanym lekarzem. Od niego dowiedziałem się o wiele więcej na temat samego cmentarza, niż kiedykolwiek można by wyczytać z tablic informacyjnych. O tym, że czarna urna z prochami pomordowanych pochodzi z żydowskiego cmentarza i o tym jakie nagrobki i tablice dostawiono dopiero po latach. O tym, że w czasie wyzwolenia Poznania, gdzie pan ten przebywał pod koniec wojny, wojacy radzieccy w pierwszej kolejności odbili fabrykę spirytusu i o tym jak niedługo po wojnie wyglądały studia, gdzie wszędzie brakowało osób wykształconych, w szczególności lekarzy. Nic dziwnego, bo kto w szkole uważał, ten wie iż cała "inteligencja" trafiała od razu pod ścianę i z rąk niemieckich katów serią z karabinów maszynowych żegnano ich z tym światem.

Niestety prócz opowiadań z dawnych czasów usłyszałem kilka słów o smutnej współczesności, które mnie zaskoczyły. Sam cmentarz popada powoli w ruinę i zapomnienie, a same władze nie spieszą się z desygnowaniem środków na to miejsce pamięci. Podobne podejście ma wojsko, które kiedyś wysyłało żołnierzy do pełnienia warty honorowej przy bramie, jednak od pewnego czasu w ogóle już ich to nie obchodzi. Nie ma już pieniędzy na kwiaty, a mały budynek, który złużył osobom opiekującym się tym miejscem ma zostać (podobno) wyburzony. Czy na prawdę musi tak być, że kiedy tylko wymiera ostatnie pokolenie pamiętające wojnę, to wszyscy dostają nagłej amnezji kiedy przychodzi pamiętać o miejscach pochówku i wszystkich rozsianych po kraju miejscach pamięci?

Bardzo żałuję, że w żadnym momencie nie zapytałem tego pana o imię, jednak jeszcze nie raz chcę na ten cmentarz wrócić i może uda się spotkać ponownie. Na pewno chętnie posłuchałbym kolejnych opowieści o czasach, których nie pamięta już prawie nikt, prócz kilku wybranych osób. Tymczasem zapraszam Was wszystkich do odwiedzenia Cmentarza Bohaterów Bydgoszczy, który znajduje się na bydgoskim Wzgórzu Wolności i przylega bezpośrednio do znajdującego się tam parku. Sam nigdy, z żadną wycieczką szkolną tam nie trafiłem, ale wiem, że powinien tam trafić każdy mieszkaniec Bydgoszczy, gdyż prócz ofiar mordu na Starym Rynku (a także wielu innych miast w Bydgoszczy i okolicach) można tam też odwiedzić mogiłę takich osób, jak chociażby Leon Barciszewski, który piastował stanowisko prezydenta Bydgoszczy w latach 1932-1939.

W tym roku na pewno pojawię się na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy ze zniczem, ale nie dzisiaj, a w środę. To właśnie wtedy przypada rocznica krwawych czystek, które miały miejsce w Bydgoszczy z rąk hitlerowców.

4 komentarze:

  1. I co , poszedłeś ze zniczem? Naprawdę nigdy nie byliście tam z klasą? My poszliśmy tam przynajmniej raz czy dwa razy posprzątać, coś oczyścić czy postawić znicze. To było jeszcze chyba w podstawówce i pamiętam, że ta wizyta wywarła na mnie ogromne wrażenie. Wstyd się przyznać, ale od czasów szkoły tam nie byłam. Dobrze, że przypomniałeś mi to miejsce. Na pewno się wybiorę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy przenigdy nie byłem tam ze szkolną wycieczką. Prawdopodobnie dlatego, że moja szkoła była w Fordonie i jako miejsce pamięci do odwiedzenia zawsze wybierana była Dolina Śmierci. Teraz dolina śmierci została zawłaszczona przez kościół, chociaż mi zawsze wydawało się, że to kościół jako pierwszy dbałby o uszanowanie miejsca pochówku. Jak się okazuje kościół zamiast tego zastawił całą okolicę stacjami (moim zdaniem) dość tandetnej drogi krzyżowej, która wyglądem w ogóle nie pasuje do atmosfery zadumy, która panowała kiedyś w tym miejscu.W dodatku "ściana płaczu", którą tam postawili bardziej rzuca się w oczy od głównego pomnika pamięci ofiar, co jest moim zdaniem zawłaszczeniem przestrzeni na własne potrzeby.

      Ze zniczem niestety muszę się wybrać dopiero w Sobotę, gdyż wczoraj wróciłem z pracy dopiero w okolicach północy. Czasem po prostu nie można mieć wszystkiego.

      Usuń
    2. Kościół jako organizacja wielką literą (czy się go lubi, czy nie), bo tak, to brzmi, jakby teren został zawłaszczony przez budynek kościoła :-)

      Usuń
    3. Zdaje się, że nie mam tutaj opcji edycji komentarzy, ale postaram się o tym pamiętać :)

      Usuń