środa, 3 września 2014

O trzecim września.



Wrzesień jest szczególnym miesiącem. To właśnie teraz zaczyna się kolejny rok szkolny i właśnie teraz niemal cały świat wspomina Drugą Wojnę Światową. Nie inaczej powinno być w Bydgoszczy i z tego powodu właśnie drugim wpisem tego miesiąca jest wpis o bydgoskiej krwawej niedzieli. Wpis ten jest tym bardziej specjalny, że nie jest to tylko notka wspominająca tamte dni, ale też w pewnym sensie pierwsze ujawnienie materiałów znalezionych niedawno w Bydgoszczy przez Panią Katarzynę Milczarek-Kozak w rodzinnych szpargałach. Materiały te, to pamiętnik prowadzony między sierpniem i listopadem 1939 roku przez babcię Pani Katarzyny, mającą wówczas zaledwie piętnaście lat.

Ta oszałamiająca relacja z pierwszych dni wojny, której narracja prowadzona jest z perspektywy nastoletniej dziewczynki, pokazuje wydarzenia oczami dziecka gwałtownie pozbawionego beztroski swoich młodych lat. Szersze ujęcie tej relacji pojawi się na początku przyszłego roku, gdyż Pani Kasia pracuje nad tekstem, w którym opisane zostaną wydarzenia w znacznie szerszym ujęciu. Ja sam, dzięki uprzejmości mojej serdecznej koleżanki chciałbym przytoczyć tylko malutki fragment tych wspomnień. Przejdziemy do tego za chwilę, a najpierw warto przypomnieć kontekst wydarzeń z dni 3 i 4 września , które miały miejsce w roku 1939 w Bydgoszczy.

Początek wojny



Nikomu chyba nie muszę opowiadać czym była Druga Wojna Światowa i jak zaczęła się agresja niemiecka na Polskę. Akcja pozorowana ze strony Trzeciej Rzeszy dała pretekst do ataku, a pancernik Szlezwik-Holsztyn swoją salwą rozpoczął wojnę, która pochłonąć miała cały świat. Bydgoszcz wówczas znajdowała się u wylotu wąskiego gardła, który tworzyło nasze terytorium prowadzące do samego wybrzeża Bałtyku. Tak od wschodu, jak i zachodu Niemcy mieli do naszego miasta zaledwie kilkadziesiąt kilometrów i nikt nie miał wątpliwości, że wróg zawita u bram za kilka dni, a może nawet następnego ranka. Dzień 1 września babcia Pani Kasi wspomina w swoim pamiętniku tak (fragment, pisownia oryginalna):
"Dnia 1 września
Ruch od samego rana. Nagwałt uszczelniamy sypialnię z Tytusem i nalepiamy szyby paskami. Około godziny 11 zaczęły krążyć samoloty; potem usłyszałam lekki wstrząs; zaraz wszystkie wzięłyśmy maski; przygotowałyśmy tampony. I już za chwilę syreny przeciągłym rykiem obwieściły że atak się zaczął. Raz poraz samoloty strzelały. Ale bomb żadnych nie spuszczały. Po obiedzie poszłyśmy kopać rowy, pomimo że pogotowie nie było odwołane. (...)  
W nocy spaliśmy w sukniach. O 11 był alarm pobiegliśmy do rowu i modliliśmy się."
Uszczelnianie okien i zalepianie szyb, o czym jestem przekonany, to wynik wspomnień starszych pokoleń z wydarzeń poprzedniej wielkiej wojny. Wtedy właśnie na masową skalę stosowano wszelkiego rodzaju gazy bojowe, w tym niesławny gaz musztardowy, który przelewał się przez pola bitew i wypełniał okopy. Nic dziwnego, że to właśnie przed tą żółtą substancją, która potrafiła pełzać po ziemi (gaz był cięższy od powietrza), ludzie czuli największy respekt. Wspomniane rowy, to najpewniej improwizowane schrony przeciwlotnicze, które kopać zaczęto w Bydgoszczy już pod koniec sierpnia, gdy wszyscy byli całkiem pewni nadchodzącej inwazji.


Jachcice - mieszkańcy Bydgoszczy kopią rowy mające pełnić rolę prowizorycznych schronów przeciwlotniczych. - fotografię wykonał Generał Jan Geleciński dnia 28 Sierpnia 1939 r. - Zdjęcie zapożyczone z bloga Firtel Bydgoski (zapraszam)


Kolejne dni



Kolejny dzień przyniósł fale oddziałów polskich wycofujących się przez Bydgoszcz wgłąb kraju i kolejne ataki z powietrza. Wielu mieszkańców miasta nie opuszczało nawet wykopanych przez siebie rowów, które miały zapewnić schronienie przed atakami z powietrza. Jedli tam, mdlili się i spali nie wracając nawet do własnych domów, które po trafieniu bombą mogły stać się ich własnymi grobowcami. Drugi września upłynął jeszcze w Polsce, pod biało czerwonymi flagami, ale koniec pewnej epoki był z każdą godziną coraz bliżej.

Trzeciego września kolejne kraje sojusznicze wypowiadały, jeden po drugim, wojnę Trzeciej Rzeszy, co mimo beznadziejnej sytuacji miasta, znacząco podnosiło morale. W zapisach cytowanego tutaj (fragmentami) pamiętnika wyraźnie widać optymizm, jakim wiadomość o przyłączeniu się innych krajów do walki z oddziałami Hitlera napawała mieszkańców. Tymczasem wojska polskie dokonywały wycofania z gwałtownie posuwającej się linii frontu. To właśnie w czasie przemarszu, na ulicach Bydgoszczy, uzbrojeni volksdeutsche i niemieccy dywersanci otworzyli ogień do polskich żołnierzy. Wybuchł chaos, a początkowo zaskoczeni wojacy strzelali nawet do swoich starając się zlokalizować napastników. Gdyby tego było mało, w wielu miejscach wybuchła panika ludzi przekonanych, że to już główne natarcie wroga. Odzwierciedlenie tych nastrojów wyraźnie widać w zapisach odnalezionego pamiętnika:
"Niedziela rano 3 wrzesień
(...) W mieście popłoch ludzie krzyczą gaz! że wojsko niemieckie już jest. (...) To te świnie Niemcy zablokowali się w różnych punktach i mieście i strzelali do polaków z maszynówek, granatami walili z karabinów itp. Na cmentarzu też byli. Lecz samoloty już nie latały. Ale choć atak nie był odwołany chodziliśmy po ulicach."
Nasze wojska zmuszone zostały do wycofania się poza miasto i przegrupowania, by wiele godzin później dokonać akcji czyszczenia go z dywersantów. Niestety szybko przerodziło się to w masową rzeź Niemców na terenie Bydgoszczy i w wyniku samosądów życie tracili już nie tylko złapani dywersanci, a każda niemal osoba pochodzenia niemieckiego. Tak, w swoim meldunku z godziny 20:00 tego dnia, wydarzenia opisywał generał Władysław Bortnowski:
„Ciągłe strzelanie na tyłach (...) samosądy natomiast w stosunku do ludności niemieckiej dokonywane przez żołnierzy wspólnie z ludnością cywilną są nie do opanowania, gdyż policji na większości obszaru już nie ma” 
Ten chłodny meldunek przedstawia jasno sytuację, jednak dopiero kiedy mamy wgląd we wspomnienia mieszkańców, możemy w pełni zrozumieć co się stało i czemu wydarzenia obrały aż tak krwawy obrót. Wspomnienia, które zanotowane zostały dnia czwartego września 1939 roku, ręką wciąż jeszcze dziecka, wielu mogą zszokować. O tym jak wielkie emocje targały wtedy ludźmi przeczytać możemy (fragment, pisownia oryginalna):
"Rano Poniedziałek 4 
(...) Mamusia płakała jak się później okazało ze zdenerwowania bo chcieli ją na Chopina zastrzelić. (...) w mieście była wciąż strzelanina ze strony prywatnych Niemców nie poszliśmy a postanowili że zostać w domu w piwnicy. Siedzieliśmy dość długo. W końcu wyszliśmy bo przyszła wiadomość że to się biją w mieście na Wełnianym Rynku. Cała kupa jest zabitych Szwabów. Wczoraj też u Adama ogrodnika się paliło. Ogromne słupy dymu buchały w powietrze. Ani na chwilę nie ustawało. Co przestało to już za chwilę wybuchało z nową siłą. Prawdopodobnie był tam skład amunicji broni. Polscy żołnierze pojechali i w krótkim czasie zrobili porządek a Szwabów narżnęli jak świń. (...)"
Działania obu stron doprowadziły łącznie do śmierci prawie czterystu osób. Później, wydarzenia te zdobyły sobie miano krwawej niedzieli, a po zajęciu miasta przez wermacht, także do dalszych egzekucji. Mieszkańcy Bydgoszczy rozstrzelani zostali na Starym Rynku i populacja miasta skurczyła się (szacunkowo) o kolejne 600 do 800 osób. Dzisiaj upamiętnia ich (między innymi) stojący na starym rynku Pomnik Walk i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej, zaś miejscem spoczynku od pierwszych lat powojennych jest wspomniany w poprzednim wpisie Cmentarz Bohaterów Bydgoszczy. Właśnie dzisiaj, trzeciego września, chociaż jedno z tych miejsc koniecznie należy odwiedzić, by oddać hołd osobom pomordowanym w czasie akcji dywersyjnej i czystek. Nie ważne, czy była to ofiara Niemców, czy też odwetu naszych rodaków, znaczna większość z nich to ofiary zupełnie niewinne i właśnie o tych niewinnych ludziach musimy pamiętać, żeby ich śmierć nie poszła nigdy na marne.


Kompania honorowa Wojska Polskiego pod Pomnikiem Walki i Męczeństwa Ziemi Bydgoskiej - fot. Wikipedia, public domain. 


Serdeczne podziękowania

Najszczersze podziękowania pragnę skierować do Pani Katarzyny Milczarek-Kozak, która udostępniła mi fragmenty pamiętnika własnej babci. To niesamowite świadectwo ostatnich dni wolności i pierwszych dni wojny pozostaje w jej pełnej dyspozycji i w niedalekiej przyszłości o wiele bardziej obszerne fragmenty, a może nawet całość, pojawią się w planowanym na przyszły rok artykule. Aby uszanować prywatność, nazwisko osoby prowadzącej pamiętnik pozostawiam w tajemnicy i każdego, kto w jakikolwiek sposób mógł się domyślić kim jest autorka tych notatek proszę, by także tę prywatność uszanowali! W dziale "o mnie" znajdują się dane kontaktowe, śledzę też na bieżąco komentarze na blogu, więc każdego zainteresowanego zapraszam. Z wielką radością prześlę do Pani Kasi wszelkie zapytania.

7 komentarzy:

  1. Wojna była straszna od pierwszych aż po ostatnie godziny (podpalenie Biblioteki m.st. Warszawy przez Niemców 16 stycznia 1945 po południu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że moje pokolenie, którego dziadkowie mieli "szansę" widzieć to na własne oczy jest ostatnim, które może jeszcze być tego świadomym. Moje dzieci i wnuki mogą nigdy nie usłyszeć i nie zobaczyć, jak osobie opowiadającej oczy zachodzą łzami, a gło się łamie. Ja będę miał przed oczami widok mojej babki, jej siostry, kilku innych osób zupełnie spoza rodziny, które miałem okazję spotkać w życiu (szczególnie ten przemiły pan spotkany na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy, o którym wpsomniałem ostatnio we wpisie dot. 1 Września). A dalej? Dalej to ja będę miał obowiązek opowiedzieć swoim dzieciom o wszystkim w sposób, w jaki mi to opowiadano. Mam nadzieję, że sprostam temu zadaniu kiedyś :)

      Usuń
    2. Pozwolę się nie do końca zgodzić - mnie nikt nie opowiadał ze łzami w oczach (choćby dlatego, że brat mojego dziadka, który walczył w Powstaniu Warszawskim zmarł, gdy miałem 7 lat), a i tak jestem przejęty historiami wojennymi, z opisów w książkach.

      Ale fakt, teraz od naszego pokolenia zależeć będzie, co o wojnie będzie wiedziało pokolenie następne.

      Usuń
    3. A nei zdarzało się Wam w szkole, by były wizytacje kombatantów, czy dawnych więźniów obozów koncentracyjnych, którzy jakimś cudem zdołali przetrwać okres eksterminacji? Ja pamiętam takich wizyt przynajmniej trzy ze swojej podstawówki i tak wszystko wyglądało tak samo - ogromne emocje, łamiący się często głos i pauzy, kiedy opowieści docierały do punktów, kiedy opowiedzieć trzeba było coś wyjątkowo bolesnego, strasznego i tak dalej.

      Usuń
    4. U nas w liceum pracowała w sekretariacie pani, która brała udział w Powstaniu Warszawskim i fakt, kilkakrotnie opowiadała nam o okupacji i Powstaniu.

      Ale i tak sądzę, że dużo zależy od dzisiejszych (i jutrzejszych) rodziców. Takie jednokrotne/kilkukrotne opowieści kogoś jednak obcego nie zastąpią "klimatu" w rodzinie.

      PS. mam prośbę - jakbyś mógł wyłączyć "akceptację komentarzy"?

      Usuń
    5. Zdaje się, że nie mam żadnej moderacji tutaj narzuconej i powinno być możliwe nie tylko pisanie bez żadnej "akceptacji" ale nawet anonimowo, jeśli się nie mylę :)

      Usuń
  2. Pamiętać, nie darować, przypominać młodym.

    OdpowiedzUsuń