środa, 29 października 2014

Egoistic - mocne granie z Bydgoszczy!

Bydgoszcz i ciężkie granie od zawsze tworzyły silny duet. Od kiedy tylko pamiętam, w naszym mieście powstawały kolejne kapele i z różnymi efektami próbowały swoich sił na trudnej scenie gitarowego piłowania. Scena ta nadal mocno się u nas trzyma, a jednym z najlepiej brzmiących zespołów (moim skromnym zdaniem), wywodzących się właśnie z Bydgoszczy, jest kapela Egoistic, z której członkami miałem przyjemność porozmawiać na początku października. Zespół powstał w 2011 roku i funkcjonuje nieprzerwanie do dzisiaj koncertując, nagrywając kolejne albumy i zdobywając coraz szersze grono fanów. Wszystkie recenzje, które miałem dotychczas okazję czytać w najróżniejszych portalach poświęconych metalowi, były bardzo pozytywne, a i moje własne "nauszne" doświadczenia przekonują mnie jeszcze bardziej, że jest to formacja mająca ogromny potencjał i na prawdę świetny warsztat muzyczny. Z całą pewnością zachęcać będę wszystkich do zapoznania się z ich twórczością i śledzenia dalszej kariery Egoistic. Zachęcam Was też do zapoznania się z moim pierwszym podejściem do wywiadów - poniżej przedstawiam Wam zapis rozmowy z członkami zespołu, Szymonem i Przemkiem!


Egoistic w swoim obecnym składzie, kolejno od lewej:
Przemek Kiełpiński (gitara), Adam "Dex" Napora (bas), Szymon Priebe (gitara, wokal) oraz Michał Kośmider (bębny)
- tot. Aneta Napora


Rozmowa


Czołem, chłopkaki! Na początek chciałbym, żebyście powiedzieli kilka słów o sobie, czym zajmujecie się w zespole i jak to się stało, że to właśnie Wy w obecnym składzie tworzycie Egoistic?
Szymon: Serwus! Fajnie, że możemy pogadać. Ja zajmuję się w Egoistic grą na wiośle, śpiewem, pisaniem tekstów, wszelkimi artystycznymi sprawami, w dużej części organizacyjnymi również. Sam zespół powstał w 2011 jako wspólna inicjatywa Natalii Gburzyńskiej, która grała na klawiszach (a której niestety nie ma już w zespole) i mojej skromnej osoby. Wiosną 2011 dołączył Michał Kośmider (perkusja) i Maciej Kudalski (bas). Obecny skład skrystalizował się w pod koniec 2012 roku, kiedy Macieja zastąpił Adam Napora, a drugą gitarę objął Przemek Kiełpiński 
Przemek: Cześć! W zespole pełnie funkcję gitarowego i zajmuje się komponowaniem nowego materiału. Stary skład Egoistic dzielił salę prób z moim i Michała ówczesnym zespołem, Tiberiusem. Po zwolnieniu się Igora z miejsca gitarzysty, postanowiłem spróbować sił w nieco innych klimatach.
A skąd wzięła się nazwa zespołu? To była burza mózgów, dzieło przypadku, czy może jest tutaj drugie dno?
Szymon: Żadnej burzy mózgów nie było. Nazwa Egoistic to była moja jedyna propozycja na nazwę wspólnego projektu z Natalią, którą zaakceptowała bez zastrzeżeń. Nikt więcej nie był pytany o zdanie, hehe. Nazwa ma swoje znaczenie. Mianowicie: byłem obecny na scenie bydgoskiej od dłuższego czasu, ale nigdy nie udało mi się uczestniczyć w takim zwartym, sprawnie działającym i wiedzącym co chce osiągnąć zespole, więc postanowiłem założyć taki od podstaw tylko na moich zasadach, z przesłaniem skupionym tylko na moich przemyśleniach i egoistycznych potrzebach artystycznych. Nazwa po prostu sama się nasuwa... Poza tym sam egoizm to fascynująca kwestia. Moim zdaniem motywuje każde działanie, absolutnie każdego człowieka, można się z tym zgadzać lub nie, ale to temat na dłuższą pogawędkę. 
Koncert zespołu Egoistic, MuszlaFest 2014. Od lewej: Przemek Kiełpiński, Szymon Priebe  - fot. Dariusz Bloch

Pierwsze dwie płyty, No Sleep oraz Sacramental Devotion, zostały bardzo ciepło przyjęte i zebrały dobre recenzje. W obu przypadkach były to albumy koncepcyjne i od razu nasuwa się pytanie: czy trzeci album też będzie mieć swój motyw przewodni?
Szymon: Każda płyta Egoistic będzie koncept albumem. Takie było założenie od początku tego przedsięwzięcia i tego się trzymamy. Wyjatkiem może będą wydawane pomiędzy regularnymi albumami EPki (a teraz nad pierwszą pracujemy), gdzie będzie nieco luźniej, ale zawsze będzie jakaś myśl przewodnia. Trzecia płyta będzie również albumem koncepcyjnym z dramaturgią dostosowaną do treści i zakończy trylogię, którą sobie lata temu obmyśliłem. W wielkim skrócie będzie opowiadała o zawiści, nienawiści i pogardzie i tego jak uczucia te wpłynęły na utratę wiary opisaną na Sacramental Devotion i związaną z tym bezsenność, czyli przedmiot albumu No Sleep. Ale bez obaw, mam już pomysły na kolejne przynajmniej dwa następne koncepcyjne albumy. To taka trochę twórcza sraczka, hehe. Z pewnością najciekawsze rzeczy jeszcze przed nami. 
W porównaniu do pierwszej płyty odniosłem wrażenie, że druga zdaje się cięższa i mniej eksperymentujecie ze stylami. Więcej jest heavy metalu, trochę mniej alternatywy. To wynik zmian w składzie, czy zamierzony efekt i w kolejnym wydawnictwie też będziemy mogli się spodziewać zmiany nastroju?
Szymon: Mniej eksperymentujemy? Mi się właśnie wydaje znacznie bardziej zróżnicowana stylistycznie. No ale ostatecznie jako twórca mogę nie mieć dystansu. Na pewno jest to efekt zmian w składzie. Nie ma Natalii, która sporo wnosiła do brzmienia, jest za to Przemek, więc gitarowo jest bardziej rozbudowana. Jedno jest pewne. Jej klimat jest całkowicie podporządkowany treści. Wiesz, heavy metal to jest tworzywo niezbyt uniwersalne, nie nadaje się do wyrażania wszystkich kwestii. Spróbuj wyobrazić sobie metalowy utwór o miłości do zwierząt albo o wędkarstwie, hehe. Świetnie się natomiast nadaje do wyrażania wewnętrznych problemów, osobistych demonów jak właśnie utrata wiary. Na trzeciej płycie będzie pewna zmiana stylistyczna i nastrojowa. Będzie mroczniej, posępniej i nieco ostrzej niż dotychczas, będzie też trochę mieszania, ale zapowiada się na bardziej jednorodny album od dotychczasowych. 
Przemek Kiełpiński w czasie koncertu w MCK 9 maja 2014
- fot. Szymon Tusik 
Przemek: Materiał na Sacramental Devotion w momencie, gdy razem z Adamem wkraczaliśmy do Egoistic, był praktycznie gotowy. Przed nagraniem mieliśmy jeszcze sporo czasu, żeby dodać coś od siebie, ale w głównej mierze były to kosmetyczne zmiany, smaczki... No może poza jednym kawałkiem, który udało mi się przemycić do albumu, z moich własnych zbiorów zalegających na dysku (śmiech). Nieraz intryguje mnie jak zabrzmiałaby płyta nagrana z Igorem i Łańcuchem, ale broń borze nie jestem zawiedziony z tego, jak finalnie wypadło to w obecnym składzie. Obecnie przygotowujemy się do wydania epki i trzeciego albumu. Na pewno będzie ciężej, agresywniej. Zaserwujemy słuchaczom solidną porcję świeżych riffów.


Kiedy możemy spodziewać się trzeciej płyty?

Szymon: Muzykę niebawem skończymy, teksty będą większym problemem. Jak tylko uda nam się zebrać odpowiednią kwotę złociszy na studio to przystąpimy do nagrania. Ostrożnie szacuję, że będzie to druga połowa przyszłego roku, więc jak wszystko pójdzie sprawnie to wiosna/lato 2016 powinna ukazać się trzecia płyta. Wcześniej bo na początku 2015 powinna ukazać się nasza EPka. Mamy zamiar zacząć nagrania niebawem, może nawet w przyszłym miesiącu.


Ostatnimi czasy sporo koncertujecie - w piątek graliście w Toruniu, a ledwie kilka dni wcześniej w Chojnicach, w niedzielę natomiast wybieracie się do Nakła (ed. - był wtedy 11 października). Gdzie jeszcze w najbliższym czasie można Was będzie zobaczyć live?

Szymon: Mamy zaplanowane koncerty w Gdańsku i Pszczółkach w listopadzie oraz na Metalowym Zakończeniu Roku w bydgoskiej Estradzie. Postaramy się jeszcze zorganizować koncerty w Grudziądzu, Pile, Poznaniu być może Koninie, Brodnicy i paru innych miastach, w których jeszcze nie graliśmy, ale to na razie sfera teoretycznych rozważań. Zobaczymy na ile nam starczy czasu, pieniędzy i determinacji, heh. 
Pracujecie nad nowym materiałem między koncertami, czy czeka nas przerwa w występach?
Szymon: Nowe utwory cały czas powstają, gotowe ewoluują, nie da się tego zaplanować, powstrzymać, czy też usiąść i zacząć tworzyć. Inspiracja przychodzi sam a kompozycje w ślad za nią. Fakt, że łatwiej się skupić nad nowymi utworami, kiedy nie koncertujemy.
Nagraliście niedawno swój pierwszy klip. Teledysk do utworu Nothing But The Shame zaczyna się kadrem z samego serca bydgoskiej starówki. Czy pokazywanie w swoich klipach Bydgoszczy jest dla Was ważne, jako bydgoszczan, czy po prostu Katedra Bydgoska pasowała do tematu upadku wiary, na którym bazuje album Sacramental Devotion?
Szymon: Nothing... opowiada o autentycznych przeżyciach, moich własnych, które autentycznie rozgrywały się również w budynku Katedry Bydgoskiej. To właśnie tam przeżyłem rezygnację i rozczarowanie religią, także odrzucenie wiary. Żadne inne miejsce nie byłoby bardziej odpowiednie do wyrażenia tego w klipie. W ogóle dużo ważnych rzeczy w naszych życiach wydarzyło się w Bydgoszczy i na 100% pewne ujęcia z miasta pojawią się w naszych przyszłych produkcjach. Mam już na to kilka pomysłów tylko wciąż brakuje środków na realizację. To miasto to niezbywalna część naszych tożsamości tzn. na pewno mojej.

Jak wyglądało powstanie teledysku? Wiąże się z nim jakaś historia? Zdaje się, że nie jest łatwo w naszym kraju znaleźć kompletnie pusty kościół.
Szymon: Powstanie wyglądało tak, że stworzyłem prosty scenariusz i przystąpiliśmy do kręcenia, hehe. Z wielu zaplanowanych scen musieliśmy zrezygnować, bo nie dostaliśmy na czas pozwolenia na kręcenie wewnątrz Katedry, fabuła sporo na tym ucierpiała, ale wypełniliśmy to naszymi ujęciami. Poza tym to nasz pierwszy klip i każdy chciał na nim widzieć swoją gębę, heh. Niełatwo było znaleźć 10-letniego aktora,bo prawie żaden ze znajomych nie ma jeszcze dzieciaka w takim wieku, a co do opuszczonego kościoła to Przemek się może wypowiedzieć. To jego znalezisko. Historia w teledysku jest dość prosta i jest oparta na symbolice. Chłopak to moja inkarnacja w okresie 10 lat, kiedy chodziłem do kościoła, właśnie tego widocznego. Z wymienionych wcześniej względów zabrakło sceny modlitwy przed ołtarzem. Pojawiają się za to symbole religijne, dewocjonalia i osamotniona postać w ciemności. Scena opuszczonego kościoła symbolizuje kryzys wiary, a rzut różańcem ostateczne jej odrzucenie. Pozostaje samotność i wstyd. Ot i cała treść. Klip ma pewne braki, lecz na nasze możliwości wyszedł super. Pierwsze koty za płoty. Drugi klip to będzie już wypas. Miejmy nadzieję.
Przemek: Temat opuszczonego kościoła poruszyłem w zespole, kiedy decydowaliśmy się na sesję zdjęciową do albumu. Wyszedłem z inicjatywą zrobienia jej w ruinach kościoła, co przez resztę egoistów wydało się strzałem w 10, a zarazem ciężkim do zrealizowania celem - bo jak sam powiedziałeś - nie jest łatwo takie miejsce u nas znaleźć. Z tym problemem pomógł znany i lubiany wujek i zaprowadził nas za rączkę do celu.
Klip w rzeczy samej jest świetny i gdybyście o tym nie powiedzieli, nigdy bym nie podejrzewał, że są tam brakujące sceny. Nawiązując do kręcenia scen - czy są w Bydgoszczy jakieś miejsca, które chcielibyście wykorzystać w jakimś przyszłym klipie?
Szymon: Pewnie! Mam swoje ulubione miejsca w Bydgoszczy, gdzie można by nakręcić fajne sceny lub przynajmniej ukryć zwłoki, heh. Na przykład ul. Drukarska, zaszczane bramy i podwórka na Bocianowie, prawie całe Okole i ta odnowiona i nieodnowiona część, ulica Wincentego Pola i kilka pobliskich na Wilczaku, gdzie jakby usunąć fury to mamy kadr jak z XIX wieku. Jest mnóstwo ciekawych miejsc w Bydgoszczy, zależy tylko co Cię podnieca.

Dziękuję Wam za tę rozmowę! Na pewno będę niecierpliwie czekał na kolejną płytę, a do dotychczasowych albumów wracać będę z przyjemnością. Jeśli chcecie coś dodać od siebie, to zostawiam swoich czytelników do Waszej dyspozycji!
Szymon: Wielkie dzięki za uznanie! Na prawdę miło to słyszeć. Czytelników zachęcam do zapoznania się z naszą twórczością, zapraszam na koncerty i przede wszystkim zachęcam do wspierania kultury i nie chodzi tylko metal czy muzykę. W mieście i okolicy dzieje się na prawdę bardzo dużo ostatnio i czasem dosłownie nic nie kosztuje, by doznać ciekawych artystycznych wrażeń. Inwestujcie w sztukę. 
Przemek: Dzięki za poświęcony nam czas! Cieszę się, że dzięki takim artykułom kapele mają szansę przedstawić swoją twórczość i opowiedzieć nieco o sobie czytelnikom i słuchaczom.


Gdzie, jak i kiedy?




Wszystkich zainteresowanych twórczością zespołu zapraszam do odwiedzenia strony Egoistic na facebooku, a także subskrybowania ich oficjalnego kanału w serwisie YouTube, gdzie pojawiać się będą (za co trzymam kciuki!) następne klipy nagrane przez zespół. Pierwszy album nie jest obecnie w sprzedaży, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by kontaktować się z zespołem pod adresem mailowym: egoisticband@gmail.com. Zainteresowanych drugim albumem zespołu zapraszam pod następujące adresy:



Jednocześnie też zapraszam wszystkich, którzy mają okazję znaleźć się w trójmieście w połowie listopada, do udziału w koncercie, który odbędzie się dnia 15 listopada w klubie Metro, Gdańsk. 


Post użytkownika Egoistic.

poniedziałek, 27 października 2014

Do Grunwaldzkiej "po trupach"?

O tym, że rozbudowa ulicy Grunwaldzkiej w Bydgoszczy jest potrzebna, nie trzeba nawet dyskutować. Północna obwodnica śródmieścia, do węzła planowanego u zbiegu tej trasy z drogą ekspresową S5, siłą rzeczy musi posiadać wystarczającą przepustowość. Droga ta musi być w stanie obsłużyć ogromne ilości samochodów chcących wjechać i zjechać z planowanej drogi ekspresowej, która ma okalać Bydgoszcz od zachodu. Po zakończeniu prac na odcinku łączącym A1 z Poznaniem ruch będzie zdecydowanie większy na każdej z dróg prowadzących wgłąb Bydgoszczy. W takiej sytuacji można jedynie pogodzić się z koniecznością wyburzenia części domów lub pogodzić się z korkami w tej właśnie części miasta. Pierwsze rozwiązanie jest przykre dla mniejszej części obywateli naszego miasta, ale czy na pewno właśnie tak musiało być?


Prace mające udrożnić drogi wylotowe z miasta są w wielu miejscach bardzo zaawansowane. - fot. Radosław Kuchnowski

O wiele mniej oczywiste od samej konieczności budowy trasy jest to, w jaki sposób miasto postąpiło z mieszkańcami żyjącymi przy tej właśnie ulicy. Mogłoby się wydawać, że skoro od dobrych kilku lat droga obwodowa miała być w budowie i (według pierwszych założeń) już w czasie Euro 2012 miały po niej "śmigać" samochody, to i wszystkie formalności związane z gruntami i domami wzdłuż ulicy Grunwaldzkiej zostały już dawno temu załatwione. Tak przecież postąpiliby odpowiedzialni urzędnicy, którzy znając długofalowe plany związane z infrastrukturą, zaczęliby wstępne negocjacje z właścicielami działek już między 2010 i 2011 rokiem. Gdyby tylko wszystko potoczyło się według takiego właśnie scenariusza, to dzisiaj cała inwestycja mogłaby przebiegać absolutnie bez problemów i wszyscy byliby zadowoleni. Niestety, jak można się było spodziewać, nie wszystko jest takie różowe i uporządkowane. Jak donosi Pan Radosław Kuchnowski, jeden z czytelników Po Bydgosku (dane pozostawiam do własnej wiadomości), zamiast opisanego powyżej przebiegu wypadków, mieszkańców potraktowano specustawą drogową. Tą samą specustawą, która doprowadziła do szeregu zupełnie bezpodstawnych i bezprawnych wywłaszczeń właśnie w czasie przygotowań do wspomnianego wcześniej turnieju piłkarskiego Euro 2012.



W czym rzecz?



Dlaczego jest to taki problem? Na pewno przecież wliczone są w to odszkodowania za zawłaszczone pod drogę tereny i wyburzone budynki mieszkalne. Takie myśli z całą pewnością przebiegły przez wiele głów, kiedy przeczytały powyższy akapit. Jest w tym sporo racji i odszkodowania te faktycznie zostały wliczone. Przysłowiowe "schody" zaczynają się w momencie, gdy zaczniemy przeglądać dokumenty. Okazuje się tam, że nie zostały zajęte całe działki, a jedynie absolutne minimum niezbędne dla poszerzenia drogi, czego efektem jest wyburzenie praktycznie całej północnej strony ulicy (zabudowa przebiega w znacznej części wzdłuż krawędzi działek) i pozostawienie w rękach właścicieli  reszty działki z odszkodowaniem nie wystarczającym na odbudowę nawet części nieruchomości. Jak można się dowiedzieć z kuluarowych rozmów mieszkańców, wycena za dwupokojowe mieszkania może sięgać nawet marnych 80 tysięcy złotych (wyceny dokonali mieszkańcy według obowiązujących w Bydgoszczy stawek gruntowych - nie jest to oficjalnie zaproponowana kwota!). Dla wszystkich tych, którzy nie chcą mieszkać w przyszłości przy dużej, dwupasmowej ulicy, jest to kwota zbyt mała nawet na kawalerkę z rynku wtórnego.


Wycinek z planu przedstawionego mieszkańcom ulicy Grunwaldzkiej. Obszary przeznaczone pod nową ulicę zawarte między niebieskimi liniami. - fot. materiały wysłane mieszkańcom przez UM

Jak pisze Pan Radosław Kuchnowski w swojej wiadomości:
Powiem tylko jedno: ludzie z ul. Grunwaldzkiej stawiali domy swoje jeszcze przed wojną. Większość obecnych mieszkańców to osoby starsze i wszyscy ciężko pracowali, aby utrzymać, odnawiać i remontować swoje włości (budynki z ogrodami itd.), tymczasem władze RP proponują wyleczyć ich ze wspomnień swojej ostoi życia, wywłaszczając ich i nie dając w zamian nic, oprócz marnych rekompensat za które nic nie kupią. To również ich dzieci i dalsze pokolenie, które tam zamieszkuje tylko dla tego, że mają ten swój własny kąt - ładowanie ich (nas) do bloków, w 4 ścianach, to jak zamknąć kogoś w więzieniu tylko za to, że wzięło się los w swoje ręce. Sam jestem mieszkańcem Czyżkówka i, jeśli sprawdzi się to wywłaszczenie, wyjadę z kraju np. do Niemiec, gdzie i mieszkania są tańsze (Berlin wschodni 2 pokoje za 90 tys zł), ale i zarobki inne. Mało nas już wyjechało? Nadal pragniemy czegoś lepszego, tracąc znacznie więcej?
Finał historii może być już bliski, gdyż urzędnicza machina poszła w ruch. Niestety, tutaj również wszystko wygląda chłodno i bez żadnego marginesu pozostawionego, by przyjąć poprawkę na czynnik ludzki. Dnia 24 czerwca zaproszono mieszkańców i właścicieli budynków, które planowane są do wyburzenia, na rozmowę w ratuszu. Jednocześnie w tym samym czasie do wojewody wpłynął wniosek o wydanie zezwolenia na realizację inwestycji drogowej (ZRID) z rygorem natychmiastowej wykonalności. Jak łatwo się domyśleć, pod wszystkimi decyzjami podpisał się urzędujący obecnie prezydent, Rafał Bruski. Należy sobie postawić pytanie: czy przeszła mu przez myśl możliwość zrobienia czegoś dla eksmitowanych ludzi, kiedy dostawał z Wydziału Mienia i Geodezji papiery do podpisania? 

Kadencja obecnej władzy trwa od czterech lat i wydawać by się mogło, że to wystarczająco dużo czasu, by z każdym mieszkańcem z osobna wynegocjować odpowiednie warunki przekazania działki. Trudno jednoznacznie powiedzieć czy prezydent został postawiony przed gotowym dokumentem i tekstem "musi Pan podpisać, bo nie zdążymy na otwarcie S5", co winę raczej kieruje na barki urzędników odpowiedzialnych za całą inwestycję, czy też po prostu nie poświęcono w ratuszu zbyt wiele czasu na wczytanie się w plany i zastanowienie się nad ich konsekwencjami. Kluczowe w tej sytuacji jest to, że z wszelkimi kwestiami gruntowymi i wysiedleniami zaczekano do samego końca i niemal startu inwestycji, chociaż wszystko wskazuje na to, że wcale nie trzeba było tak robić.

Sytuacja bez wyjścia?



Jasnym jest, że czas na pokojowe rozwiązanie problemu minął dawno temu. Czy możliwe jest jeszcze dobre wyjście z zaistniałej sytuacji? Na pewno można złagodzić skutki społeczne i uruchomić w mieście specjalny fundusz dedykowany bezpośrednio wykupieniu pozostałych części działek od osób, które zostaną eksmitowane z własnych domów i pozostawione z pomniejszonymi o wszystkie zabudowania działkami. Można zaproponować tym mieszkańcom grunty pod budowę domu w systemie identycznym, jak w programie "Zbuduj swój dom w Bydgoszczy" (preferencyjne warunki spłaty po 1% wartości działki rocznie). Można zaproponować takim osobom pierwszeństwo na listach oczekujących na mieszkanie przydzielone z urzędu. Tylko czy aby na pewno są to działania wystarczające? Jakiej metody by nie obrano, to na pewno w żaden sposób nie zmieni to poczucia, że mieszkańcy zostali potraktowani przedmiotowo, jak tymczasowe wypełnienie dla potrzebnych miastu działek, które można wyrzucić z dnia na dzień.

Ważnym jest, by w przyszłości miasto negocjowało pozyskanie gruntów nie przez narzucenie, a przez rozmowę. Nawet jeśli z obecnej sytuacji nie ma już odwrotu, to należy wyciągnąć wnioski na przyszłość. Przed naszymi władzami na nadchodzącą kandencję stoi wyzwanie rozpoczęcia negocjacji na rzecz pozyskania terenów pod inwestycje nie tylko bieżące, ale też przyszłe, które prowadzone mają być za kilka, czy nawet kilkanaście lat. Specustawa drogowa jest narzędziem łatwym w użyciu, ale zastosowanie jej zawsze powinno być absolutną ostatecznością, a nie domyślną metodą rozwiązywania problemu. Nigdy metoda siłowa nie może zastąpić negocjacji, które zawsze traktują strony na równi i nie odzierają nikogo z godności.

piątek, 10 października 2014

Fordon - uśpiony potencjał Bydgoszczy

Jakiś czas temu pisałem o problemie suburbanizacji dookoła Bydgoszczy i kilku mankamentach z nią związanych. Rozwijając mocniej problematykę odpływu ludności na tereny słabiej zurbanizowane, chciałbym poruszyć ważny temat terenów, które znajdują się w Fordonie. Piękne i zielone tereny, niczym nieodbiegające od warunków oferowanych przez podmiejskie wsie, z jakiegoś powodu pozostają ignorowane przez władze, jako alternatywa dla osób szukających miejsca do życia wśród zieleni. W całym kraju naturalnym kierunkiem "ucieczki od miasta" jest typowy obszar wiejski. Nie gorszym miejscem w granicach administracyjnych miasta Bydgoszczy jest tak zwany "górny taras Fordonu", który oferuje spokojną okolicę wśród lasów i pól, oddzieloną od blokowisk pasem "Zbocza Fordońskiego", w ciągu wzniesień pradoliny Wisły, tworzących razem park krajobrazowy. 

Bydgoszcz wyludnia się, a prognozy zakładają pogłębienie się tego zjawiska w nadchodzących latach. Nie sposób jest przewidzieć czy ta tendencja ulegnie zmianie, ale zamiast czekać na nowe prognozy, trzeba zacząć aktywnie działać na rzecz odwrócenia bądź ograniczenia procesu kurczenia się populacji naszego miasta. Brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, plany nieadekwatne do potrzeb rynku i brak uzbrojonych terenów to tylko wierzchołek góry lodowej. O wiele większym problemem jest ogólny brak pomysłu na rozwój miasta w skali makro i kulejące planowanie nowych przestrzeni, mogących zachęcić ludzi do zamieszkania. Skoro jakimś sposobem udało się stworzyć park przemysłowy, gdzie pod inwestycje wydzielono i uzbrojono wielkie połacie terenów, a infrastruktura drogowa była gotowa na długo przed zakończeniem budowy hal na terenie tego parku, to dlaczego nie można zrobić tego samego dla miejsc zamieszkania? Jak trudne może być utworzenie sieci dróg i uzbrojenie terenów pod zupełnie nowe osiedla, które wniosłyby nową jakość do tkanki miejskiej w Bydgoszczy?

Zapomniane tereny



Bardzo łatwo jest mówić "istnieje potencjał", ale znacznie trudniej jest przedstawić jasno, jakie dokładnie są to możliwości i uświadomić innym, jak wiele czasu nasze miasto straciło nie robiąc nic, by te tereny zagospodarować. W tym celu utworzyłem interaktywny zestaw map, pokazujących dokładnie ogromny potencjał drzemiący w Fordonie. Postaram się kolejno opisać wszystkie jego elementy, zaczynając od najbardziej rzucających się w oczy połaci niezabudowanej ziemi.


Tereny na "górnym tarasie" i wzdłuż ulic Pod Skarpą i Zamczysko - grafika własna.

Łączna powierzchnia niezabudowanych terenów w Fordonie to ponad piętnaście kilometrów kwadratowych (z czego znaczną część stanowi górny taras i obszar na północ od Lasu Gdańskiego)! To niemal 30% powierzchni gminy Osielsko, która nie jest zalesiona (gmina ma około 100 kilometrów kwadratowych powierzchni przy około 50% zalesienia). Na terenie wyżej wymienionej gminy zamieszkuje niecałe 12 000 osób, przy znacznej części terenów pozostających nadal obszarami rolnymi, pozbawionymi zabudowy mieszkaniowej. Pozwala to szacować potencjał terenów w Fordonie na 6 000 do 8 000 tysięcy mieszkańców w zabudowie o bardzo małej i małej gęstości (zabudowa jednorodzinna, szeregowa i willowa) wraz z pozostawieniem rezerwy na sieć drogową, punkty użyteczności publicznej i strefy handlowo-usługowe. Niestety, większość tych terenów nie została do dzisiaj objęta żadnym miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego i każda inwestycja przejść musi szereg dodatkowych procedur przed startem.

Na grafice umieszczonej poniżej, znajduje się porównanie dostępnych obecnie terenów powyżej "Zbocza Fordońskiego" do terenów wsi Niemcz, położonej na północ od centrum Bydgoszczy. Wieś ta, której powierzchnia zaczyna mieć charakter bardziej miejski, niż wiejski, zabudowana jest mniej niż w połowie przez domki jednorodzinne, a jej obecny poziom populacji sięga trzech tysięcy osób (według danych z dnia 30.06.2014). Pozwala to spokojnie założyć, że oszacowana przeze mnie ilość ludności mogącej zamieszkać na górnym tarasie Fordonu może być poniżej rzeczywistych możliwości terenu, szczególnie, jeśli zamiast domów wolnostojących, pojawić by się miała zabudowa szeregowa, w której na podobnej powierzchni może zamieszkać nawet dwukrotnie więcej rodzin. 


Porównanie obszaru Niemcza i "górnego" Fordonu - grafika własna.

Podobne porównanie można zastosować do terenów położonych na północ od Lasu Gdańskiego, które rozciągają się wzdłuż obecnych ulic Pod Skarpą oraz Zamczysko. Znów, właściwym wydaje się porównanie do terenów o podobnym układzie geograficznym, które znaleźć można w bezpośrednim sąsiedztwie miasta Bydgoszczy. Do takich terenów należy północna część miejscowości Białe Błota. Miejscowość ta ma ponad sześć tysięcy mieszkańców (dane na rok 2011), co pozwala założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tereny zaznaczone na poniższym porównaniu są zdolne pomieścić zabudowę stanowiącą miejsce zamieszkania dla nie mniej, niż dwóch tysięcy osób. Są to szacunki ostrożne i najprawdopodobniej, przy dopuszczeniu zabudowy mieszanej, jednorodzinnej i wielorodzinnej, możliwe jest stworzenie dogodnych warunków dla ponad trzech tysięcy osób, wraz z niezbędną infrastrukturą i punktami usługowymi oraz użyteczności publicznej.
 

Porównanie obszaru Białych Błot i terenów przy ulicach Zamczysko i Pod Skarpą - grafika własna.

Problemem tych terenów jest także wyjątkowo słaba komunikacja. W chwili obecnej "na górki" prowadzą nieliczne drogi, głównie o nawierzchni piaszczystej i szutrowej, które wiją się w dolinkach prawdopodobnie od ponad stu lat. Tutaj (ponownie) problemem jest brak miejscowych planów zagospodarowania, gdzie ujęte byłyby nowe drogi dojazdowe. Na mapce Miejskiej Pracowni Urbanistycznej znaleźć możemy jedynie informację o przystąpieniu do opracowania planu dla przedłużenia ulicy Matki Teresy z Kalkuty, a także częściowy plan dla Alei Barciszewskiego, która zawarta została w planie dla osiedla Tatrzańskiego. Niestety nie wiadomo dlaczego do dzisiaj MPU nie zdołała przedstawić jakichkolwiek koncepcji zawierających realne metody dojazdu na górny taras Fordonu. Docelowo sieć głównych i drugorzędnych dróg łączących tereny po obu stronach "Zbocza Fordońskiego" powinna obejmować dwie duże ulice i kilka dodatkowych o znaczeniu lokalnym.


 Sieć niezbędnych dróg dojazdowych do wolnych terenów w Fordonie - grafika własna.

Priorytetowymi połączeniami powinny być kolejno: Aleja Leona Barciszewskiego (ponieważ jest jednocześnie podstawą rozbudowy sieci tramwajowej w Fordonie), przedłużenie ulicy Matki Teresy z Kalkuty do ulicy Pod Skarpą, a następnie jej przedłużenia w postaci ulicy Józefa Grussa na górny taras Fordonu (szybkie połączenie z ulicą Fordońską dla górnej części dzielnicy i osiedla Eskulapa), budowa ulic Ciszewskiego i Rydygiera stanowiących przedłużenie ulicy Twardzickiego. W dalszej kolejności już istniejące drogi powinny zostać utwardzone, oświetlone i przygotowane do pełnienia roli dróg uzupełniających dla ruchu lokalnego. Wraz z budową infrastruktury drogowej konieczny jest także rozbudowa sieci doprowadzającej podstawowe media do terenów przeznaczonych pod inwestycje.

Tak przygotowane tereny powinny zostać objęte programem promującym osadnictwo podobnym, do obecnie rozwijanej inicjatywy "Zbuduj swój dom w Bydgoszczy", w którym miasto wyznacza działki pod zabudowę jednorodzinną pobierając w ramach użytkowania wieczystego jedynie 1% jej wartości rocznie. Tak skonstruowana oferta powinna znacząco podnieść atrakcyjność inwestycyjną terenów znajdujących się wewnątrz granic administracyjnych Bydgoszczy i na dłuższy czas zapewnić szukającym terenów pod budowę domu potencjalnie najlepszą ofertę dostępną w naszym regionie. 


Lepiej, niż na wsi!



W związku z tym, że znaczna część osób "uciekających z miasta" kieruje się także takimi aspektami, jak jakość powietrza i bliskość natury, Fordon powinien okazać się znacznie bardziej atrakcyjny od okolicznych gmin wiejskich. Południowa część zespołu parków krajobrazowych wzniesień pradoliny Wisły przebiega przez Fordon tworząc pas terenów zielonych, których potencjał widokowy i spacerowy trudno jest opisać w kilku tylko słowach. Od małych dolinek ze strumykami po wysokie pagórki, z których obserwować możemy całe kilometry terenu, Fordon oferuje unikatowe warunki w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Od drugiej strony tereny proponowane przeze mnie, jako tereny pod zabudowę jednorodzinną, ograniczone są przez wielkie połacie lasów iglastych stanowiących gwarant wysokiej jakości powietrza na nowym osiedlu.


Rozkład terenów o szczególnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych w północnym Fordonie - grafika własna.

Ciągnący się na długości czterech kilometrów obszar chronionego krajobrazu oferuje nawet kilkanaście kilometrów częściowo dzikich ścieżek pieszych, a także dwa oficjalne piesze szlaki turystyczne - Szlak czerwony Klubu Turystów Pieszych „Talk” oraz Szlak czerwony im. Jeremiego Przybory. Prócz tego na południowo-wschodnim łuku "Zbocza Fordońskiego" znajduje się zespół dwóch miejsc pamięci, w którego skład wchodzi Dolina Śmierci, będąca miejscem pamięci niemal półtora tysiąca ofiar nazistowskich mordów, a także Góra Szybowników upamiętniająca znajdujące się w Fordonie lotnisko i szkołę szybowcową (1933-1963), stanowiąca też świetny punkt widokowy położony ponad 60 metrów nad poziomem Wisły i ponad 50 metrów nad poziomem osiedli Nowego Fordonu.

Oczywiście potencjał przyrodniczy to jedno, ale chcąc konkurować z lokalizacjami położonymi na terenach przylegających do granic Bydgoszczy, trzeba też być pewnym oferty komunikacyjnej. Czas dojazdu z Osielska do centrum naszego miasta jest jednym z najważniejszych czynników ściągających do tej gminy nowych mieszkańców. Z tego też powodu postanowiłem obliczyć przybliżony czas przejazdu z okolic zaznaczonego na interaktywnej mapie skrzyżowania głównych ulic na terenach górnego tarasu Fordonu i analogicznego skrzyżowania Szosy Gdańskiej z ulicą Centralną w Osielsku, jako przybliżonego "środka" tej miejscowości i skupiska zabudowy w tej gminie. Kto nie lubi wdawać się w detale techniczne powinien przeskoczyć do akapitu pod tabelką (a taki dla Was dobry będę!). Dla zachowania jasności obliczeń i wybranych tras wyszedłem z założenia, że:
  • z Osielska przejazdy w osi północ-południe odbywają się wzdłuż drogi krajowej numer 5,
  • z nowych terenów w Fordonie przejazdy odbywają się możliwie krótką trasą do ulicy Fordońskiej i dalej tą ulicą z wyjątkiem połączenia z BPPT,
  • południowo-wschodnia obwodnica miasta jest już wybudowana na odcinku nie mniejszym, niż do ulicy Czesława Lewińskiego,
  • ulica Matki Teresy z Kalkuty oraz ulica Józefa Grussa są już wybudowane i przejezdne z docelową przepustowością.
Jako punkty "kontrolne" wybrałem Rondo Fordońskie, jako skrzyżowanie głównych dróg krajowych, BPPT jako główne skupisko miejsc pracy w Bydgoszczy oraz Focus Mall jako największą istniejącą obecnie galerię handlową w regionie, zaś czasy przejazdu liczyłem dla średniej prędkości poruszania się odpowiednio 35, 40 i 45 kilometrów na godzinę. Ponieważ niezależnie od założonej prędkości proporcje czasu przejazdu pozostają podobne, wynik można zaprezentować w postaci prostego wykresu.


Czasy przejazdu dla poszczególnych prędkości natomiast przedstawiały się w sposób zaprezentowany w poniższej tabeli przy przeliczeniu czasu jazdy dla następujących tras:
  • Osielsko - R. Fordońskie w ciągu DK5 - 8.3 km
  • Osielsko - BPPT w ciągu DK5 i ulicy Glinki - 13.6 km
  • Osielsko - Focus Mall w ciągu DK5 i ulic Powstańców Wielkopolskich, Ogińskiego - 8.8 km
  • Górny Taras - R. Fordońskie w ciągu ulic Józefa Grussa, Matki Teresy z Kalkuty, Rejewskiego i Fordońskiej - 9.6 km
  • Górny Taras - BPPT w ciągu ulic Józefa Grussa, Matki Teresy z Kalkuty, Lewińskiego, obwodnica - 10.3 km
  • Górny Taras - Focus Mall w ciągu ulic Józefa Grussa, Matki Teresy z Kalkuty, Rejewskiego, Fordońska i Jagiellońska - 11.2 km
Warto przy tym zaznaczyć, że dla Fordonu istnieją alternatywne centra handlowe różnych rozmiarów w postaci Galerii Pomorskiej, Galerii Auchan i Galerii Fordon, których porównywanie mijało się z celem z powodu oczywistej przewagi lokalizacji na osiedlach znajdujących się na omawianych obszarach górnego tarasu Fordonu.



 

Podsumowując: czas dojazdu do "centrum Bydgoszczy" różni się w obu przypadkach o 2 do 3 minut na korzyść lokalizacji w Osielsku, jednak czas dojazdu do pracy to już różnica na poziomie 4 do 6 minut, co oznacza oszczędność około dziesięciu minut dziennie i około godziny w skali tygodnia na samych dojazdach do pracy. Czas dojazdu do galerii handlowej Focus Mall jest mniejszy z Osielska, jednak tylko, jeśli zignorujemy istnienie innych obiektów wielkopowierzchniowych w mieście. W połączeniu z walorami przyrodniczymi nie istnieje żadne dobre uzasadnienie, by tereny wiejskie uznawać za bardziej atrakcyjne i lepiej położone od terenów wewnątrz granic administracyjnych Bydgoszczy. Dlaczego zatem nie robi się nic, by te tereny zagospodarować?

Inne problemy Fordonu



W poprzednim wpisie wymieniłem szereg problemów trapiących już teraz dzielnicę Fordon. Wiele z nich to nawarstwienie wieloletnich zaniedbań i pokłosie zbyt szybkiego wzrostu dzielnicy w stosunku do powstających w niej miejsc pracy, usług i rozrywek. W efekcie Fordon sam w sobie stał się miejscem, w którym można żyć, ale nie za bardzo chce się przebywać. Dzielnica nie posiadała przez długie lata w zasadzie żadnych kawiarni, restauracji i pubów, zaś te powstające od pewnego czasu nadal znacząco odstają od standardu oferowanego przez znaczną większość lokali położonych centrum miasta. Podobnie sytuacja przedstawia się w dziedzinie rozrywek - pubów, klubów i miejsc jak kluby bilardowe, kręgielnie czy nawet muzea i wystawy. Brakuje w Fordonie miejsc pozwalających na sprawną organizację koncertów i chociaż niejednokrotnie wykorzystywano w tym celu najróżniejsze salki (ostatnio także wnętrze dawnej synagogi), to próżno tutaj szukać prawdziwych klubów muzycznych.

Osobiście uważam, iż istnienie takich miejsc uwarunkowane jest głównie przez godziny przebywania ludności w danej części miasta, a nienaturalnie szybki wzrost dzielnicy mieszkalnej doprowadził do powstania trybu życia jej mieszkańców opartego na wyjeździe z Fordonu z rana i powrocie "na nocleg". Brakuje tutaj dużych miejsc pracy, które w godzinach popołudniowych (a zatem głównym czasie funkcjonowania lokali gastronomicznych) wprowadzałyby do dzielnicy odpowiednio dużą pulę osób dysponujących wolnym czasem. Brakuje urzędów, które mogłyby w godzinach swojej pracy sprowadzić do dzielnicy osoby nie pracujące w danym dniu bądź dysponujące wolnym czasem w trakcie typowego dnia roboczego. Trzecim źródłem ruchu są uczelnie wyższe, które generują potoki osób w zasadzie przez cały dzień, jednak kampus UTP znajduje się na tyle na uboczu dzielnicy, że trudno mówić tutaj o wprowadzaniu osób bezpośrednio między istniejącą zabudowę. Na szczęście istnieje w Fordonie wystarczająco wiele terenów, które przeznaczone pod zabudowę tworzącą miejsca pracy i punkty zainteresowania, mogą ożywić dzielnicę także w ciągu dnia.


Proponowany rozkład terenów dedykowanych pod miejsca pracy i urzędy + kampus UTP - grafika własna.

Drugim ważnym aspektem wpływającym na znaczne obniżenie atrakcyjności dzielnicy Fordon jest absolutny brak inwestycji w obszarze starego miasta, którego potencjał jest na chwilę obecną trudny do oceny. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że po odpowiednim zagospodarowaniu nabrzeża Wisły i ogólnej rewitalizacji obszaru staromiejskiego, rejon Starego Fordonu stanie się popularnym miejscem spotkań mieszkańców całej dzielnicy, a może także innych części Bydgoszczy. Niestety, większość tego potencjału pozostanie niewykorzystana, jeśli nie odsunie się ruchu tranzytowego dalej od zabytkowej części dzielnicy. Aby tego dokonać potrzebne są dwie duże inwestycje, które kanalizować będą ruch w sposób omijający zdegradowane tereny staromiejskie.


Drogi niezbędne do wygaszenia ruchu w obszarze staromiejskim - grafika własna.

Czy rewitalizacja Starego Fordonu i przywrócenie bardziej naturalnych proporcji miejsc pracy do miejsc zamieszkania pozwoli wprowadzić trochę życia do Fordonu? Na pewno będzie to świetny początek, jednak potrzeby są o wiele większe. Równie ważne jest zadbanie o estetykę dzielnicy i przygotowanie uporządkowanych terenów zielonych, które zachęcą do spacerów mogących zakończyć się w lokalu gastronomicznym, czy też uzupełniające kolację w miłym miejscu. Świetnym przykładem może być niemal siedmiokilometrowy pas nabrzeży Wisły (odcinek od Wyszogrodu do końca wałów przeciwpowodziowych, oznaczony na interaktywnej mapie), który niezmiennie cieszy się popularnością mimo znacznego oddalenia od większości terenów zabudowanych. Fakt, że ludzie gotowi są poświęcić dłuższą chwilę na dojście do terenów spacerowych to jasny znak, że jest na nie ogromne zapotrzebowanie. Potwierdza to również mapa zaprezentowana przez władze miasta pod adresem bydgoszczinwestuje.pl, gdzie ogromna większość inwestycji realizowanych w programie 5/6 (czyli inwestycji, których domagali się mieszkańcy) to inwestycje w tereny rekreacyjne, małą architekturę, place zabaw i tereny zielone! 

Kwestia pieniędzy



Każdy, kto doczytał do tego punktu już się nad tym zastanawiał przynajmniej kilka razy. Ile będzie nas to kosztować? Jakie wiele pieniędzy miasto musiałoby znaleźć w swoim budżecie, by zrealizować wszystkie przedstawione tutaj koncepcje? Postaram się z grubsza oszacować koszta.

Należy założyć, że koszt drogi o przekroju 1x2 z pełnym oświetleniem, chodnikiem i DDR, a także przyłączami mediów takich jak gaz, wod-kan i energia elektryczna sięgnąć może nawet 5 milionów złotych za kilometr drogi biorąc pod uwagę miejscami trudne warunki terenowe. Oznacza to, że pierwszy etap takiego połączenia górnego i dolnego tarasu Fordonu w ciągu przedłużenia ulicy Matki Teresy z Kalkuty to około 20 milionów złotych. Uzupełnienie tej trasy do przekroju 2x2 w bardziej odległej przyszłości (w zależności od potrzeb) to dodatkowe 10 milionów złotych, jednak nie powinno ono być konieczne do czasu zabudowy przynajmniej 30% terenów. Koszt Alei Leona Barciszewskiego to kolejne 10 milionów złotych, a sieć uliczek wewnętrznych to około 15 milionów złotych.  Całkowity koszt przygotowania terenów pod zabudowę nie powinien zatem przekroczyć (początkowo) 25 do 30 milionów złotych i łącznie 60 milionów złotych w perspektywie dekady. Wynika to głównie z braku konieczności przeprowadzania większych wyburzeń, co wiązałoby się z wypłatami odszkodowań bądź też koniecznością wykupu gruntów od właścicieli.

Kolejne kilka milionów to koszt oczyszczania działek z drzew, zaś inwestycje w tereny zielone (w szczególności punkty widokowe i ścieżki na terenach pagórkowatych) pochłonąć mogą nawet do kilkunastu milionów złotych. W sumie przygotowanie całego górnego tarasu na pełną zabudowę, a także stworzenie malowniczych terenów spacerowo-widokowych na terenie "górek" może sięgać nawet stu milionów złotych. Potencjalnym źródłem finansowania może być tutaj częściowo fundusz ochrony środowiska w związku z zagospodarowaniem terenów na "Zboczu Fordońskim" objętym ochroną krajobrazu.

Wynikające z potrzeb już istniejącej części dzielnicy koszta trudno oszacować przede wszystkim ze względu na wyjątkowo trudne do oceny inwestycje w bulwary i nowy most przez Wisłę. O ile przeprawa mostowa w dużej mierze sfinansowana może być bezpośrednio przez Urząd marszałkowski, pozostałe inwestycje najprawdopodobniej pozostaną w gestii miasta i łączna ich kwota sięgać może kolejnej setki milionów, jeśli wliczymy w to także program rewitalizacyjny "starówki".

To ogromne pieniądze, które TRZEBA znaleźć w budżecie miasta. Szkoda, że dotychczasowe władze pozwoliły na takie nagromadzenie potrzeb i nie były w stanie wydzielić małego funduszu na stopniowe inwestowanie w obszar Fordonu. Nie tylko powoduje to nakręcanie spirali potrzeb, ale (co bardzo prawdopodobne) kosztowało nas już tysiące mieszkańców, którzy mogli swoje podatki odprowadzać w Bydgoszczy. Czy gdyby od lat mieszkało w naszym mieście kilka, a może kilkanaście tysięcy osób więcej, to obecne potrzeby wyrównałyby się w postaci zbieranych podatków od nieruchomości i dochodów? Niestety, tego już się nie dowiemy.




Post Scriptum
Po sprawdzeniu okazuje się, że nie tylko skarpa, ale i górny taras w całości uznawane są za park krajobrazowy, więc przy zakładanej zabudowie ledwie 10% powierzchni działki najbardziej prawdopodobne szacunki to właśnie te zakładające do 6000 mieszkańców, jednak nie można wykluczyć też indywidualnych decyzji o większym udziale zabudowy.

sobota, 4 października 2014

Halo halo, a co z Fordonem?!


Wiele mówi się przed wyborami o inwestycjach, a wspomniany w moim ostatnim wpisie artykuł z serwisu gazeta.pl przedstawił nawet szereg problemów, z którymi zmierzyć powinni się przyszli samorządowcy w Bydgoszczy. To, czy radni pójdą za propozycjami dziennikarzy i czy zacznie się jakaś poważna dyskusja na zaproponowane tematy jest drugorzędne, a może nawet kompletnie bez znaczenia dla mieszkańców Fordonu. Czemu? Między innymi dlatego, że w tekście zaserwowanym nam przez dziennikarzy gazety nie pojawiło się nawet jedno słowo na temat największej dzielnicy naszego miasta. To tak, jakby nagle cały Inowrocław (albo dowolne inne miasto tych rozmiarów) przestał istnieć i nikt nawet nie zwrócił na to uwagi!

Proponuję zatem alternatywę dla artykułu podlinkowanego w poprzednim wpisie. Zastanówmy się nad potrzebami największej dzielnicy naszego miasta. Nad jakimi dziedzinami powinniśmy wszcząć ożywioną dyskusję i czego tak naprawdę potrzebuje Fordon? Gdzie przyszli radni powinni skoncentrować swoją uwagę i włożyć najwięcej wysiłku, by mieszkańcom Fordonu naprawdę chciało się w nim mieszkać?

Wielka dziesiątka potrzeb


Podobnie, jak w przypadku dziennikarzy z gazeta.pl, listę ograniczę do dziesięciu potrzeb Fordonu, które wydają się być najbardziej palące, są w centrum zainteresowania, albo budziły najwięcej kontrowersji. Postaram się przy tym przedstawić swój pogląd na każdą z tych spraw i wykroczyć poza podstawowe hasła, które zaprezentowane zostały w programie wyborczym komitetu stowarzyszenia Metropolia Bydgoska. Przypominam jednocześnie też, że piszę za siebie i tylko siebie, gdyż wszystkie poniższe postulaty wynikają z moich osobistych przekonań i doświadczeń.

  •  Nowe drogi dojazdowe i przelotowe

    Ogromna część dróg w Fordonie to nadal drogi gruntowe. Część z nich to drogi pamiętające jeszcze poprzednią rzeczpospolitą i lata trzydzieste. Mowa tutaj w szczególności o drogach w obrębie Starego Fordonu, które szybko przestają być utwardzone, jeśli tylko zagłębimy się między stare kamienice. Jest to problem odkładany od lat "na później", gdyż dotyczy niewielu mieszkańców, których nie stać często na udział w programie 25/75.

    Równie potrzebne drogi dla Fordonu, to zupełnie nowe ulice, których przedtem po prostu nie było. To ulice prowadzące na Górny Taras, który ma szansę stać się idealną lokalizacją dla domków jednorodzinnych wszystkich tych, którzy wcale nie chcą wyprowadzać się do wsi kilkanaście kilometrów od miasta, a jednak szukają sielankowych warunków wśród zieleni i czystego środowiska.

    Nowych dróg potrzebuje też bardzo szybko rozrastające się osiedle Eskulapa, które powoli rośnie wzdłuż terenów na północ od Lasu Gdańskiego. Początkowo wystarczyłaby rozbudowa ulic Pod Skarpą i Zamczysko do przekroju pozwalającego wyminąć się dwóm miejskim autobusom, jednak docelowo potrzebne jest zupełnie nowe połączenie z Aleją Wyszyńskiego, by mieszkańcy zmierzający do centrum nie musieli nadrabiać kilku kilometrów przebijając się najpierw do ulicy Fordońskiej, która w przypadku jakiegokolwiek zdarzenia drogowego w okolicach Wiaduktów Warszawskich staje się kompletnie nieprzejezdna i niemal odcina Fordon od reszty miasta. 


Mieszkańcy Starego Fordonu protestują przeciwko dalszej degradacji dzielnicy - fot. własne.

  • Rewitalizacja Starego Fordonu

    Ile to już razy mówiono o generalnym remoncie Fordońskiej starówki? Mamy w Bydgoszczy nie jedno, ale dwa stare miasta, jednak z jakiegoś powodu ani grosza nie wpompowano w to znajdujące się w Fordonie. Jest w pełni zrozumiałe, że kasa miejska nie jest bez dna i wszystkiego naraz zrobić się nie dało, jednak udało nam się zamknąć właśnie śródmiejski program rewitalizacji nabrzeży Brdy, a na Wyspie Młyńskiej prócz Młynów Rothera nic już praktycznie do zrobienia nie zostało. To świetny moment, by zacząć przesuwać uwagę na starówkę w Fordonie, która proporcjonalnie do swoich rozmiarów aż tak wielkich nakładów nie wymaga, a jednocześnie może stać się niesamowicie urokliwym zakątkiem.

    Poszerzenie prac o zagospodarowanie bulwarów nad Wisłą jako drugiego etapu prac powinno sprawić, ze Fordon będzie można włączyć do obchodów Steru Na Bydgoszcz, który w ostatnich latach urósł do rangi ogólnoeuropejskiego święta wodniaków odwiedzanego nie tylko przez lokalnych żeglarzy, ale załogi z całej Europy.

Stary most przez Wisłę w Fordonie - fot. Marcin Jahr, Wikimedia Commons




  • Lobbing za powstaniem nowego mostu przez Wisłę

    Władze miasta powinny poważnie rozważyć nasilenie lobbingu za budową nowego mostu drogowego w  Fordonie. Obecna przeprawa jest wąska i najmniejszy incydent paraliżuje znaczną część ruchu między Bydgoszczą i Toruniem. Każde zatrzymanie ruchu między stolicami województwa powoduje straty dla przedsiębiorstw działających w obu miastach i ogromne utrudnienia komunikacyjne na terenie znacznej części Fordonu, gdyż prowadzą do wielokilometrowych korków na ulicy Fordońskiej. W przyszłości każde takie zatrzymanie może zostać zwielokrotnione w wyniku znacznego ruchu, jaki generować może budowany właśnie sklep Ikea.

    Budowa nowej przeprawy mostowej pozwoli nie tylko na znaczne ograniczenie następstw zdarzeń drogowych, ale też odsunie znacząco ruch (w tym ciężki ruch tranzytowy) od starówki i terenów zamieszkania. W efekcie jeszcze bardziej zwiększy się atrakcyjność Starego Fordonu, a dostanie się do Parku Milenijnego, który obecnie odcięty jest od reszty dzielnicy przez ruchliwą drogę wojewódzką, przestanie być wyzwaniem dla mieszkańców dzielnicy. Po takich zmianach charakter ulicy Fordońskiej na odcinku między ulicami Brzechwy i Kasztelańską będzie głównie lokalny, a ulicę przebudować będzie można do przekroju 1x2 z zieloną aleją między pasami ruchu dla aut tam, gdzie kiedyś były dodatkowe pasy ruchu.


  • Budowa kina w Fordonie i problem z rozrywką

    Mimo porażki pierwotnego projektu, władze miasta nie powinny się poddawać i dalej muszą zabiegać o inwestora gotowego postawić w Fordonie obiekt, który zawierać będzie w sobie funkcje kinowe. Pierwszego inwestora odstraszyła bliskość kina budowanego w Galerii Pomorskiej, które miało odebrać nowemu obiektowi wszystkich klientów. Na ile jest to prawda trudno powiedzieć, ale sama ilość szkół w tej dzielnicy sprawia, że nie powinno nigdy zabraknąć klientów na poziomie pozwalającym utrzymać kilka sal kinowych. Po latach mieszkania w tej dzielnicy jestem przekonany, że połączenie kina z kręgielnią albo klubem bilardowym, powinno zapewnić nieprzerwany potok klientów. Fordon jest dzielnicą młodą, gdzie większość bloków powstała ledwie kilkadziesiąt lat temu i nadal w odniesieniu do reszty miasta jest tam zadziwiająco dużo młodzieży i "młodych dorosłych", którzy o wiele chętniej pojawiliby się w miejscu z taką ofertą, niż mogą na to wskazywać tabele statystyczne dla przeciętnego miasta.  
 
Średniej wielkości biurowiec w Łodzi. Podobnej wielkości obiekt mógłby powstać w Fordonie w formie PPP. - fot. Jakub Zasina, Wikimedia Commons


  • Ściągnięcie do Fordonu miejsc pracy

    Zdrowa tkanka miejska, która tętni życiem wymaga kilku elementów. Są to mieszkania, sklepy, miejsca pracy, wszelkie służby miejskie i punkty usługowe (w tym rozrywka). W Fordonie mamy do czynienia z systemem wybrakowanym, który został nam w spadku po "myśli urbanistycznej" poprzedniego systemu. Mamy ogromną ilość ludności mieszkającej w tej dzielnicy i całkiem niezły zestaw szkół dla ich dzieci. Sklepy sieciowe zadbały aż nadto o uzbrojenie terenu w markety, a kościołów jest tylko odrobinę mniej od marketów.

    Niestety, w parze z tymi elementami nie idzie zbyt wiele miejsc pracy w samej dzielnicy. Efektem jest wypływ mieszkańców z dzielnicy w inne rejony miasta i powrót do domu na noc, by następnego dnia powtórzyć cały cykl. W takich warunkach nie tylko generujemy nienaturalne ilości przejazdów samochodami przez miasto, ale też nie tworzy się absolutnie żaden rynek dla lokali gastronomicznych, kawiarenek i pubów w samym Fordonie. Nie ma biur, z których ktoś wyszedłby na lunch albo zaprosił do restauracji kontrahenta na obiad. Nie ma miejsc pracy, które o godzinie 16 czy 17 wyrzucałyby setki osób z których część mogłaby wpaść na piwo do pubu. W skrócie - nic nie trzyma mieszkańca w Fordonie w naturalnych godzinach funkcjonowania takich lokali.

    W tym przypadku dobrym stymulatorem ze strony miasta mogłoby być wejście w trybie partnerstwa publiczno-prywatnego w budowę biurowców w Fordonie. Aby biurowce były atrakcyjne dla potencjalnych najemców trzeba by je ulokować w miejscu względnie dobrze skomunikowanym z resztą miasta, a jednocześnie też łatwo dostępnym z poziomu dróg wojewódzkich i za pośrednictwem połączeń kolejowych. Naturalnym punktem w Fordonie, który spełnia te wszystkie warunki są okolice skrzyżowania Akademickiej i Andersa (której przedłużenie w pierwotnych planach sprzed dekad miało prowadzić aż do nowego mostu przez Wisłę). 


  • Budowa południowo-wschodniej obwodnicy Bydgoszczy

    Ta inwestycja jest planowana od lat, a jej pierwszy etap w zasadzie został już przeprowadzony w postaci budowy węzła drogowego przy lotnisku tak, by od niego móc rozpocząć dalszą budowę drogi. Sama obwodnica na początek mogłaby łączyć tylko węzeł Lotnisko z ulicą Fordońską, a i tak z punktu widzenia Fordonu spełniłaby większość stawianych przed nią wymagań. Największa dzielnica Bydgoszczy zyskałaby bezpośrednie połączenie z największym skupiskiem miejsc pracy, co pozwoliłoby na ominięcie w znacznej mierze śródmieścia i znaczne skrócenie czasu dojazdu. Czy trzeba pisać coś więcej?  

Dolina Śmierci w Fordonie to jeden z niewielu terenów spacerowych w dzielnicy - fot. Łukasz 'Din Sevenn'


  • Budowa prawdziwie miejskiego parku w Fordonie

    Wszyscy zgodzą się, że w Fordonie samej zieleni nie brakuje, jednak niemal wszystkie stanowią pozostałości lasu lub są częścią Fordońskich "górek". Jedynym prawdziwym parkiem jest Park Milenijny, ale ten jest od całej niemal dzielnicy odcięty bardzo ruchliwą ulicą Fordońską, zaś sam Fordon rozwija się zupełnie w przeciwną stronę.


    Czego brakuje wśród tej zieleni? Utwardzonych alejek, które nie zmieniają się w bagna po każdym deszczu, burzy czy podczas roztopów. Brakuje wśród tej zieleni ławek i koszy, żeby dało się na spacerze usiąść i tą zielenią nacieszyć w spokoju, a osobom starszym pozwoli złapać oddech po przejściu kilkuset metrów. Brakuje wreszcie oświetlenia, żeby można było się wybrać na wieczorny spacer po takim „parku” i mieć, chociaż pewne, poczucie bezpieczeństwa. Sama zieleń to tylko zieleń i, o ile w niczym nie przeszkadza jej półdzika natura ludziom młodym, jakoś nie potrafię sobie wyobrazić swoich rodziców (tata ma mocno ograniczoną mobilność z powodu choroby) bez problemu spacerujących po dzikich ścieżkach "na górkach" bez możliwości odetchnięcia nawet na chwilę.

    Park jest w tym kontekście potrzebny nie po to, by wprowadzić do dzielnicy więcej zieleni, ale by tę zieleń udostępnić wszystkim tym, dla których dotychczas była tylko tłem. Park przecież można wytyczać na już istniejącym terenie zielonym, który trzeba uzupełnić o te wszystkie parkowe elementy, które naprawdę są potrzebne.

  • Poprawa estetyki dzielnicy

    Mieszkańcy Fordonu - ręka do góry, kto potrafi wskazać ładny zakątek dzielnicy z uporządkowaną zielenią, ławeczkami i innymi elementami tak zwanej "małej architektury", który nie jest podwórkiem między blokami albo nie przylega do dzikiej łąki bądź kawałka zarośniętego i zaśmieconego lasu. Jeśli się dobrze zastanowić, to takich naprawdę uporządkowanych terenów w dzielnicy praktycznie nie ma, z małym wyjątkiem względnie uporządkowanego Parku Milenijnego. Podobne pytanie mogę zadać także na temat chodników ze smoły, które w największe upały połykają kobiece obcasy i "zostają" na podeszwach sportowych butów. A może ktoś jest w stanie wskazać trawnik na terenie należącym do miasta, na którym naprawdę rośnie trawa, a nie przekrojowy przegląd przez okoliczne chwasty? Tutaj może być trochę lepiej, jednak to nadal byłby mały ułamek.


    Estetyka dzielnicy jest fatalna i władze miasta powinny zmienić obecną sytuację z doraźnych remontów na kompleksową wymianę nawierzchni, ustawienie ławeczek oraz śmietników i uporządkowanie terenów "względnie zielonych". Te ostatnie nie są obecnie w stanie zachęcić nikogo do zatrzymania się na chwilę, nawet gdyby ławki faktycznie czasem się pojawiały. Zwykłe posianie trawy potrafi zmienić kompletnie zaniedbaną okolicę nie do poznania!  

Główny kampus UTP w Fordonie - fot. Przemysław Jahr, Wikimedia Commons

  • Rozbudowa kampusu UTP i ściągnięcie instytucji badawczych

    Chociaż może się wydawać, że UTP w Fordonie trzyma się nieźle, a sam kampus stanowi zwarty zespół, to jedno spojrzenie na dostępną w sieci mapę kampusu UTP pozwala bardzo szybko stwierdzić, że uczelnia w tej chwili znajduje się niemal "wszędzie", ale nigdzie konkretnie zarazem. Generuje to ogromne koszty wynikające z rozproszonej struktury administracyjnej, a dla studentów stanowi poważny problem komunikacyjny.

    Wszystkie uczelnie na świecie budują swoje kampusy w postaci zwartych kompleksów. Korzystając z ogromnej rezerwy terenu, władze miasta powinny jak najmocniej wspierać rozwój UTP w postaci zwartego kompleksu zaawansowanych i wartościowych architektonicznie wydziałów i laboratoriów. Świetnymi przykładami budowy tak zwartych i terytorialnie spójnych kampusów mogą być uniwersytety z Poznania i Łodzi, gdzie proces stawiania wydziałów w jednym miejscu trwa już od pewnego czasu, a jego efekty widać nawet na zdjęciach lotniczych.

    Drugim etapem, po stworzeniu uczelni sprawnej, dobrze zorganizowanej przestrzennie i wygodnej przede wszystkim dla studenta, powinno stać się ściągnięcie inwestycji z kategorii R&D do specjalnie wyznaczonej podstrefy BPPT, skupionej na przestrzeni dedykowanej pod zaawansowane ośrodki rozwojowe i badawcze. Ośrodki takie mogłyby być lokowane na preferencyjnych dla inwestora warunkach, a także objęte miejskim programem gwarantującym udział kadry naukowej i studentów wyższych lat w procesie badań. Ten kierunek prowadzenia potencjalnych inwestycji stał się realny dzięki unijnym programom ramowym, których znaczna część dedykowana jest na badania i rozwój. Nadchodzące lata mogą się okazać ostatnią szansą na realne wykorzystanie tych pieniędzy z unijnej puli. Niestety, dotychczasowe działania miasta na rzecz rozwoju bydgoskich uczelni pozostawiają wiele do życzenia.
 
  • Poszerzenie sieci Roweru Miejskiego o Fordon wraz z budową sieci DDR

    Powstanie w naszym mieście systemu Roweru Miejskiego to pomysł względnie nowy i nadal nie jesteśmy pewni jak ostatecznie będzie wyglądać ani jak przyjmie się on w naszym mieście. Mimo to warto już teraz skupić się na budowie infrastruktury złożonej z sieci sprawnych dróg dla rowerów (DDR) o charakterze komunikacyjnym, a nie tylko rekreacyjnym, która oplatałaby cały Fordon. Wprowadzenie na tak przygotowany system komunikacyjny stacji-wypożyczalni oraz dedykowanych parkingów rowerowych przy pętlach autobusowych i tramwajowych powinno już teraz być w fazie zaawansowanych prac projektowych. Zamiast tego słyszy się tylko o planach i wizjach, a samych działań już brakuje. Czasem można odnieść wrażenie, że władze miasta o wiele częściej traktują poważnie Osielsko jako kierunek rozbudowy sieci roweru miejskiego, niż Fordon, który w przeciwieństwie do poprzedniego jest częścią Bydgoszczy.

Słowo zakończenia


W Fordonie jest wiele potrzeb, które zdają się być celowo pomijane lub też nawet pozostają kompletnie poza świadomością większej części naszego miasta. Jednocześnie wielka część tych właśnie problemów przelewana jest w stereotypy i obiegowe opinie, które określają naszą dzielnicę jako miejsce brzydkie i nieciekawe. Zamiast zrobić coś w celu zmiany tych opinii, jedynie powtarza się je czasem i obraca realne POTRZEBY dziesiątek tysięcy osób w żart, rzucany przy okazji rozmów towarzyskich. Czy musi tak być? Zdecydowanie nie, ale trzeba o tych problemach rozmawiać i pokazywać je wszystkim mieszkańcom naszego miasta!

piątek, 3 października 2014

Potrzeby Bydgoszczy według gazeta.pl

Dzisiaj, w serwisie gazeta.pl pojawił się artykuł "Wybierz Bydgoszcz z Wyborczą" gdzie pojawia się kilka propozycji redakcji, które redakcja uważa za na prawdę ważne dla Bydgoszczy. Już we wstępie pojawia się:
Kandydaci na prezydenta już zaczęli festiwal obietnic, ale to dopiero początek. Nie dajmy się oszukać ani ponieść populistycznym pogadankom. Dyskutujmy na tematy naprawdę istotne dla nas i dla miasta. Oto 10 propozycji "Gazety Wyborczej".
Trudno się z tym nie zgodzić i sam też powtórzę: Dyskutujmy na tematy istotne dla miasta! Jednym z takich zaproszeń do dyskusji był jakiś czas temu mój wpis "Porozmawiajmy o Bydgoszczy online", gdzie zapraszałem Was między innymi do udziału w dyskusjach na forum urbanistycznym skyscrapercity.com, będącym miejscem działania na prawdę prężnej społeczności użytkowników z Bydgoszczy. Dyskusja na tematy, zaproponowane dzisiaj na łamach serwisu należącego do grupy Gazety Wyborczej, trwają tam już od bardzo dawna i wcale nie trzeba zaczynać teraz żadnej nowej dyskusji. Sam wątek dotyczący rewaloryzacji starego miasta liczy sobie już 560 stron, a jest to trzeci wątek dotyczący tego tematu, który kontynuuje dyskusję z poprzednich wątków liczących kolejne setki stron. Na forum tym dyskutuje bardzo wiele osób powiązanych z pozarządowymi organizacjami w Bydgoszczy, od członków Bydgoskiego Stowarzyszenia Miłośników Zabytków "Bunkier", przez członków Stowarzyszenia na rzecz rozwoju transportu publicznego, aż po osoby związane ze stowarzyszeniem Metropolia Bydgoska i mediami społecznościowymi. Zapraszam tak dziennikarzy, jak i wszystkie inne osoby, do przyłączenia się do naszych dyskusji!

Propozycje portalu


Przejdźmy jednak do samych propozycji stawianych przez portal gazeta.pl. Wiele z nich zbiega się z programami komitetów wyborczych i chociaż programy te nazywa się festiwalami obietnic, to często właśnie te obietnice pokrywają się mocno z oczekiwaniami. Ponieważ sam jestem zaangażowany w tegoroczne wybory przez kandydaturę na radnego miasta Bydgoszczy, pozwolę sobie dokonać pewnego rozbioru wysuniętych przez media propozycji i (do pewnego stopnia) porównania tych propozycji z programem zaprezentowanym przez komitet stowarzyszenia Metropolia Bydgoska. Jednocześnie chciałbym na wstępie zaznaczyć: NIE wypowiadam się za cały komitet, a piszę we własnym imieniu - po prostu moje poglądy pokrywają się z naszymi postulatami.

Program, o którym mowa znajdziecie na stronie metropoliabydgoska.eu pod TYM LINKIEM.

  • Po pierwsze: tramwaj na Błonie.
    Nikt chyba nie ma najmniejszych wątpliwości, że jest to inwestycja równie potrzebna dla Błonia, jak obecnie budowany już tramwaj do Fordonu. Sam fakt poprowadzenia linii, która poruszać się będzie wydzielonym torowiskiem, dzięki czemu będzie zupełnie niezależna od sytuacji na ulicach, to podniesienie jakości usług komunikacyjnych o na nowy poziom. Sam jestem zwolennikiem takiego rozwiązania, ale poszerzonego o utworzenie kompleksowego węzła przesiadkowego między komunikacją miejską, podmiejską i regionalną (kolej). Utworzenie pętli tramwajowo-autobusowej na miejscu obecnej pętli dla autobusów powinno być traktowane jako wersja minimum i jedynie zaczątek zmian w komunikacji dla południowo-zachodniej części naszego miasta.
  • Po drugie: szafka dla każdego ucznia.
    O ile sama idea odciążenia dzieci jest szczytna i warta wspierania, tak samo narzucanie szkołom sposobu rozwiązania problemu ciężkich tornistrów przez narzucanie szafek może się okazać rozwiązaniem nie do końca dobrym dla każdej placówki. Czy miały by to być szafki, czy może przerzucenie własności podręczników na szkołę, powinno być to pozostawione do wyboru dyrektorów i rodziców. Potrzeby szkół są o wiele szersze i skupianie się na szafkach może okazać się bez znaczenia, kiedy wiele placówek zamiast klas dwudziestokilku osobowych prowadzi zajęcia w grupach nierzadko przekraczających trzydziestkę uczniów. Istotą problemu jest ogólne niedofinansowanie oświaty i same szafki tego problemu nie rozwiążą. Jednym z rozwiązań, które proponowane jest także przez MB, może być tworzenie klas dotowanych przez firmy z regionu, o konkretnym profilu, jednak wymaga to o wiele większego zaangażowania miasta w negocjacje i stworzenia odpowiednich zachęt dla przedsiębiorców.
Dworzec PKS w samym sercu Bydgoszczy - fot. Przemysław Jahr / Wikimedia Commons
  • Po trzecie: nowy dworzec autobusowy przy głównej stacji PKP.
    To świetnie brzmiący pomysł, który na pierwszy rzut oka wydaje się być bez zarzutu. Problemy zaczynają się kiedy uświadomimy sobie lokalizację naszego głównego dworca kolejowego. Jest to dworzec wciśnięty w staromiejską zabudowę, do którego od północy przylegają rozległe tereny przemysłowe, a od południa zwarta zabudowa śródmieścia. Wciśnięcie tam dworca autobusowego wymagałoby ogromnych nakładów finansowych i wprowadziłoby na bardzo ciasne uliczki dziesiątki autobusów, które potencjalnie mogłyby doprowadzić do istnej katastrofy komunikacyjnej w samym sercu miasta, z którego przecież powinniśmy za wszelką cenę wyprowadzać ruch samochodowy. Za lokalizację o wiele lepszą uważam okolice stacji Bydgoszcz-Wschód, która już teraz, przy okazji budowy tramwaju do Fordonu, ma stać się dużym węzłem przesiadkowym. Jest tam nadal dużo miejsca na budowę nowych obiektów, a jednocześnie zachowuje się podstawowy postulat połączenia dworców PKP i PKS w jeden organizm. Lokalizacja ta jest skomunikowana z resztą miasta i węzłami wylotowymi z Bydgoszczy za pośrednictwem dwóch dużych arterii o wysokiej przepustowości, które o wiele łatwiej poradzą sobie z przejęciem dodatkowego obciążenia ruchem.
  • Po czwarte: Młyny Rothera.
    Punkt w zasadzie już dokonany. Najważniejsze teraz to przypilnować dokończenia całego projektu i poważne zastanowienie się nad koncepcją opracowaną przez firmę zewnętrzną, która na zlecenie miasta miała zająć się sporządzeniem planów zagospodarowania. Każda strona chce wreszcie zagospodarowania tych młynów, tak strony polityczne, jak i mieszkańcy.
  • Po piąte: aquapark.
    Aż dziw mnie bierze, że znów wracamy do tego tematu. Jak najbardziej rozumiem potrzebę mieszkańców, jednak już sam autor artykułu zauważa oczywiste: taka inwestycja jest kompletnie nieopłacalna i trzeba będzie do niej dokładać, co jest też powodem braku zainteresowania ze strony potencjalnych inwestorów. Park taki mógłby sprawdzić się o wiele lepiej, gdyby lunapark w Myślęcinku na prawdę miał jakąś wartość, jednak (jak pisałem TUTAJ) nasz miejski park rozrywki jest obecnie poniżej poziomu objazdowych lunaparków i nie jest nawet w stanie ściągnąć uwagi większości mieszkańców. Przywrócenie mu realnej wartości rozrywkowej na skalę regionu powinno być zadaniem kompleksowym, rozłożonym na wiele etapów, a budowa parku wodnego w obrębie kompleksu rozrywkowo-wypoczynkowego w Myślęcinku ruszyć powinna w momencie, gdy sam park przyciągać będzie już odpowiednie ilości odwiedzających, pozwalające na domknięcie budżetu parku rozrywki wraz z aquaparkiem. Efektowne inwestycje zawsze powinny być tworzone jako zwieńczenie pewnego procesu, by uniknąć stawiania molochów w szczerym polu i bez odpowiedniego kontekstu funkcjonalnego.
  • Po szóste: trasa W-Z.
    Podobnie jak same Młyny Rothera, jest to projekt tak oczywisty, że nie ma już chyba żadnej osoby w Bydgoszczy, która nie chciałaby dokończenia tej inwestycji. Ruchu z centrum miasta na pewno nie zdołamy częściowo przenieść na inne trasy, jeśli te trasy nie zostaną przygotowane na jego przyjęcie. Rozbudowa tej trasy, wraz z budową alternatywnego połączenia Fordonu z resztą miasta, to podstawowe inwestycje drogowe za którymi opowiada się komitet stowarzyszenia Metropolia Bydgoska i sam też podpisuję się pod tymi postulatami.
  • Po siódme: Plac Teatralny.
    Temat o tyle trudny, że pozbawiony jest uniwersalnie dobrego rozwiązania. Mamy w Bydgoszczy kilka grup o kompletnie sprzecznych interesach i oczekiwaniach dla tego miejsca. Część osób chciałaby możliwie wiernej odbudowy Teatru Miejskiego, który stał na rogu ulic Focha i Mostowej przed wojną. Rozumiem sentyment i sam też przyznaję, że okropnie żal mi tego pięknego budynku, jednak jest to do pewnego stopnia niemożliwe, by tę budowlę odtworzyć w jej historycznym kształcie. Jednym z powodów jest problem z lokalizacją, innym zaś są jego gabaryty, które nie pozwalają na instalację całego osprzętu, z którego korzysta się we współczesnym teatrze. Inne grupy postulują o zabudowę nowoczesną i stworzenie budynku-ikony nad samą Brdą, który samą swoją architekturą przyciągałby do Bydgoszczy turystów, a kolejne o zachowanie obecnej formy parkowej z podziemnym parkingiem pod powierzchnią terenów zielonych. Każde z rozwiązań ma swoje zalety i każde ma swoje wady i zakładanie z góry konieczności budowy centrum kongresowego może zamknąć drogę do realizacji innych, być może lepszych, projektów. Osobiście jestem zwolennikiem rozwiązania nowoczesnego, jednak i to powinno zostać poddane bardzo ostrożnym analizom nim ktokolwiek przystąpi do prac.
  • Po ósme: Stary Rynek od nowa.
    Całym sercem kibicuję i trzymam kciuki za to, by płyta naszego rynku doczekała się remontu. Nigdy nie ukrywałem i nie wycofam się ze swojej opinii, że nasz rynek musi przestać być miejscem żałobnym, gdzie ponury pomnik stanowi główny element. Zamiast składać pod Pomnikiem Walk i Męczeństwa wieńce i znicze, powinniśmy bawić się w przyjemnym otoczeniu, które nie pokutuje za ofiary dawnych wojen i konfliktów. Zamiast tego powinniśmy odpowiednią uwagę tym sprawom poświęcić na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy, o którym obecne władze niemal zapomniały, a Stary Rynek zamienić w prawdziwą perełkę.
  • Po dziewiąte: nowe lodowisko.
    Ostatnio sprawa całkiem aktualna i nawet pokazano pierwsze wizualizacje. Czy inwestycja dojdzie do skutku, to już zupełnie inna sprawa, jednak odtwarzanie infrastruktury sportowej w naszym mieście na samej hali lodowej kończyć się nie powinno. W ruinie jest w tej chwili tor regatowy na Brdyujściu, stadion Polonii wraz z klubem żużlowym są na wykończeniu, a o zaoranych torach łuczniczych, które zastąpiła hala rozgrzewkowa, nadal niewiele się mówi. Jak na miasto, które stara się szczycić mianem miasta sportu, idzie nam to bardzo słabo i postawienie samej hali lodowej powinno być tylko jedną z wielu inwestycji. Lata zaniedbań sprawiły, że prócz hali Łuczniczki i stadionu lekkoatletycznego (a także kilku mniejszych obiektów) nie ma w Bydgoszczy zaplecza dla profesjonalnego sportu. Niestety nawarstwione problemy osiągnęły taki poziom, że naprawa wszystkich zniszczeń nie jest możliwa w ramach budżetu miasta. Podobnie jak w przypadku Myślęcinka, powinniśmy stopniowo odtwarzać obiekt po obiekcie, aby następne pokolenie miało do dyspozycji komplet obiektów sportowych.
Droga tylko dla rowerów w Hongkongu, zero samochodów i masa miejsca dla pieszych i rowerzystów - fot. Wikipedia, Creative Commons
  • Po dziesiąte: sieć dróg dla rowerów (DDR)
    Tak! To jeden z postulatów dla mnie najważniejszych. Chciałbym, aby Bydgoszcz, która od niedawna nosi miano najbardziej zielonego miasta w Polsce, była miastem najbardziej przyjaznym dla zielonych środków transportu, a to oznacza rower. Budując sieć DDR chciałbym lobbować we wszystkich możliwych miejscach za rezygnacją z dotychczasowego sposobu myślenia o DDR jako dodatkach do ulicy czy chodników. W wielu miejscach drogi rowerowe prowadzone są obecnie w absurdalnie pokręcony sposób i urywają się często w połowie. O wiele lepszym i (co ważniejsze!) bardziej wydajnym transportowo rozwiązaniem, byłoby oderwanie dróg dla rowerów od ulic i wytyczanie ich osobno jako niezależnych ciągów rowerowych. Tam, gdzie nie ma miejsca na miejską ulicę bardzo często jest aż nadto miejsca na trasę rowerową, dzięki czemu, zamiast zygzaków po obrysie ulic, można poprowadzić realne szlaki rowerowe pozwalające na szybkie przemieszczanie się. Niestety pokutuje u nas przekonanie urzędników, że rower to tylko rekreacyjna przejażdżka, a nie prawdziwy środek transportu. Sprawę poprawiło powołanie społecznego zespołu do spraw komunikacji rowerowej i pełnomocnika miasta Bydgoszczy do spraw komunikacji rowerowej, jednak nadal pozostawia to wiele do życzenia i efekty pracy pozostają niewspółmierne do potrzeb.

Podsumowanie


W wielu kwestiach dziennikarze portalu widzą te same problemy, które dostrzega większość mieszkańców naszego miasta. To dobrze, bo oznacza to istnienie w naszym mieście pewnej świadomości tego, czego nasze miasto potrzebuje dla dalszego rozwoju. Jednocześnie jednak część propozycji to rzucanie się z motyką na słońce i zaczynanie skomplikowanego procesu od jego zakończenia. Takim skomplikowanym procesem jest postulowana budowa aquaparku, czy efektownego lodowiska, chociaż potrzeby są o wiele szersze i trzeba najpierw zająć się szerszymi zagadnieniami. W tekście portalu znalazły się też punkty oderwane trochę od realnych potrzeb miasta, jak stawianie szafek dla uczniów w pierwszym rzędzie potrzeb naszej oświaty, chociaż w dziedzinie oświaty borykamy się ze znacznie poważniejszymi problemami.

Wyjątkowo zaskakujące okazało się kompletne porzucenie tematów ekonomicznych. Nie potrafię powiedzieć, czy ściąganie inwestycji i tworzenie miejsc pracy uznane zostały za nieistotne, czy może zabrakło dobrych pomysłów naszych lokalnych redaktorów? Przecież realnymi kwestiami jest niedobór powierzchni biurowej w mieście, powoli wyczerpujące się tereny Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego i bardzo niskie wskaźniki współpracy naszych uczelni z biznesem. Wszystkie te kwestie są dla miasta co najmniej równie ważne, a może nawet ważniejsze, niż szafki dla uczniów, przenoszenie dworców i wybór odpowiedniej formy ekspozycji w Młynach Rothera. Jeśli nie sprawimy, że Bydgoszcz będzie atrakcyjna inwestycyjnie i nie doprowadzimy do ograniczenia, a może nawet całkowitego zatrzymania procesów wyludniania się naszego miasta, to wszystkie te lodowiska, "młyny wiedzy", aquaparki i centra kongresowe będą stać puste i odwiedzane przez nielicznych. 

Parafrazując Michała Jędrysa, który kandyduje na prezydenta Skarżyska-Kamiennej:
Nie rządzenie, a zarządzanie!