piątek, 14 listopada 2014

O co chodzi z tymi kogutami?

Jak wiele osób mogło się przekonać w ostatnich dniach, w Bydgoszczy działacze komitetu wyborczego Metropolia Bydgoska rozdawali słodkie wypieki w kształcie koguta. Część osób mogła skojarzyć kilka faktów i domyśleć się genezy całej akcji, ale dominowała dezorientacja. W tej sytuacji warto chyba sięgnąć głębiej w historię naszego miasta i wyjaśnić, co to za kogut i dlaczego właściwie w Bydgoszczy właśnie koguty trafiły do piekarników, gdyż nie jest to wcale wymysł Metropolii Bydgoskiej, a o wiele starsza historia związana z naszym miastem.

Stara legenda



Nasza historia ma swoje źródła dokładnie w tym samym miejscu, co jedna z atrakcji naszego rynku i kto zna nasze ludowe opowieści, ten już na pewno skojarzył postać na kogucie. To właśnie legenda o panu Twardowskim jest tutaj źródłem i chociaż w całej Polsce znana jest przede wszystkim wersja o czarnoksiężniku z Krakowa, który podpisał cyrograf z samym diabłem w zamian za swe magiczne moce, to i Bydgoszcz dokłada do losów tej postaci swoją opowieść, która według opracowania Rajmunda Kuczmy na podstawie tekstu Andreasa Musolffa pt. „Heimatliche Sagen und Geschichten aus der Provinz Posen” brzmi tak:
"W ROKU PAŃSKIM 1560" 
W roku pańskim 1560, w piękny majowy dzień na Starym Rynku zgromadził się ogromny tłum, wszyscy byli podnieceni, ale nie bardzo wiedzieli co się ma wydarzyć. Nawet pan burmistrz, ze złotym łańcuchem na szyi, się zjawił – widać dostojnego gościa powitać przybył. Nagle powstała ogromna wrzawa – Jedzie! Jedzie! – krzyczano. Patrzą ludziska, a tu ulicą Mostową na pięknym kogucie, w złote pióra strojnym, jedzie Pan Twardowski. Wjechał na Rynek, koguta zatrzymał, aż złote iskry się posypały. Zsiadłszy z pięknego ptaka, pokłon oddał burmistrzowi, który z kolei czarnoksiężnika dukatami obdarzył i szczęśliwego pobytu w mieście życzył 
Tymczasem wierny sługa Twardowskiego – Maciek i bydgoski diabełek Węgliszek smutki ludzkie zbierali i obiecali mistrzowi je przedłożyć. Długi czas mistrz w Bydgoszczy ludzi leczył, zwierzęta uzdrawiał oraz wiele czarów wykonał, biorąc za to sowitą zapłatę 
Nawet pan burmistrz do Twardowskiego się zwrócił z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Mistrz wysłuchawszy skarg siwego już pana, dowiedział się, że w jego mieszkaniu kusi, a w nocy to i trzaski bywają, okropny rumor się czyni i śpiew w komnatach słychać. Twardowski, aby się o tym przekonać, u burmistrza w domu zamieszkał przez trzy tygodnie, ale nic nie kusiło. Twardowski przyrzekł burmistrzowi, że po jego odjeździe z Bydgoszczy już kusić nie będzie. Po wielu zabiegach Twardowski odmłodził burmistrza, tak, że jego młoda żona dopiero po dłuższej rozmowie męża poznała. I odtąd w domu pana burmistrza panował spokój – kusidła i duchy się wyniosły.
 Historia ta jest o tyle ciekawa, że podobne zapisy znaleźć można także w pracach pisarza Józefa Ignacego Kraszewskiego, który to o wizycie Pana Twardowskiego w Bydgoszczy pisał w sposób następujący:
"różne cuda wyczyniał, a to odmładzał ludzi, a to zwierzęta uzdrawiał, a to z czartem paktował. I nigdy, nawet w największej życiowej opresji sarmacki humor go nie opuszczał” 
Figura przedstawiająca legendarnego czarnoksiężnika przy Starym Rynku w Bydgoszczy - fot. Wikipedia, public domain

Dla upamiętnienia wydarzeń opisanych w legendzie, na Starym Rynku w Bydgoszczy zainstalowano w 2006 roku figurę samego czarnoksiężnika Twardowskiego, która dwa razy dziennie wyskakuje z okna na poddaszu jednej z kamienic i pozdrawia turystów i mieszkańców. Rzeźba przedstawia Pana Twardowskiego z podpisanym przez niego cyrografem w ręku, jednak nie jest to wcale pierwsze upamiętnienie tej opowieści. Kilkadziesiąt lat wcześniej opisywane w legendach wydarzenia z roku 1560 upamiętniała zupełnie inna figura i tutaj właśnie docieramy do naszej sprawy rozdawanych bydgoszczanom słodkich kogutów. 


Pierwsza rzeźba upamiętniająca legendę



Na przełomie lat 50. i 60. ubiegłego wieku przy ulicy Mostowej w Bydgoszczy stała figura koguta, na którym miał rzekomo do miasta wjechać Pan Twardowski (warto tutaj zaznaczyć, że Bydgoszcz była wtedy ograniczona do obrębu obecnego starego miasta, a nawet w 1800 roku niewiele wykraczała poza swoje mury). Chociaż wcale nie była to pierwsza figura koguta, która na Mostowej się pojawiła, to dopiero ta rzeźba stanowiła prawdziwy pomnik i nie była konstrukcją tymczasową. Właśnie ta rzeźba stanowiła inspirację dla akcji opisanej na samym początku wpisu.

Zaczątkiem inicjatywy pieczenia kogutów było zdjęcie odnalezione w rodzinnych szpargałach. Historię fotki opisuje dla nas Pan Adam Goździewski, cyt.:
Mam zdjęcie w rodzinnym albumie, na którym moja, wówczas 5 letnia, mama siedzi na kogucie. Często to zdjęcie było w rodzinnym gronie komentowane, że moja mama usiadła na koguta, a jej brat, który stoi obok, już się nie zmieścił i dla tego ma taką smutną minę. Kogut stał w latach 60-tych w miejscu dzisiejszej kamienicy Sowy, w tle widać spichrze na Grodzkiej, ale niestety podczas budowy kaskady zaginął. Oglądaliśmy rodzinny album z moim 6 letnim synem i tak sobie pomyślałem, że fajnie by było jakby mój synek też miał taką fotkę. Tak powstał pomysł na odbudowanie koguta. Byłem nawet w kilku miejscach z fotką, ale nikogo to nie zainteresowało, a ja odpuściłem. Kogut wrócił jak bumerang 2 lata później w mojej kampanii wyborczej do rady miasta. Trafiłem na ludzi , którzy podłapali pomysł i sami od siebie coś dołożyli - tak powstały ciastka i jakoś poszło.
Rzeźba przedstawiająca koguta Pana Twardowskiego przy ulicy Mostowej w Bydgoszczy, lata 60. - fot. ze zbiorów Pana Adama Goździewskiego

Obecnie na miejscu widocznej na zdjęciu powyżej rzeźby znajdują się zupełnie nowe kamienice, które wybudował znany w Bydgoszczy cukiernik. Mimo to, na ulicy Mostowej pozostaje jeszcze wiele miejsca, gdzie stanąć by mogła rzeźba przedstawiająca legendarnego koguta. Jednym z takich miejsc jest mały ryneczek, który powstał po zwężeniu ulicy nową zabudową do jej historycznej szerokości. W końcu to przecież właśnie tamtędy miał ten krakowski czarnoksiężnik wjechać do naszego miasta, jeśli zawierzyć w pełni legendzie.


Wielkie pieczenie!



Do Pana Adama przyłączyła się także Pani Anna Portała, która zaoferowała pomoc w stworzeniu symbolicznych w swoim kształcie wypieków, które mieliście okazję dostać przy okazji spaceru po Starym Rynku właśnie od reprezentantów Metropolii Bydgoskiej. Jak sama zdradza, decyzja o przyłączeniu się do inicjatywy "wskrzeszenia koguta" zapadła niemal od razu po zobaczeniu zdjęcia, które możecie oglądać w tekście trochę wyżej, cyt,:
Kiedy Adam pokazał nam zdjęcie koguta, pomyślałam że fajnie by było, aby ten kogut powrócił i, skoro mamy niedługo święto, które słynie w Poznaniu z rogali marcińskich, świetnie by było, gdybyśmy mieli słodki symbol tylko z Bydgoszczy. Skoro sam Pan Twardowski już jest, będziemy walczyć o powrót koguta, a przysmakiem mogą być ciastka. Miałam już dawno wypróbowany pomysł na ciastka kruche, które w moim domu są już od lat, więc można piec. Wtedy też pojawił się problem z formą - nie mogłam kupić ani dostać w necie takiej jak bym chciała. Adam zaoferował, że sam taką formę zrobi, i zrobił! Wtedy upiekłam pierwszą porcję ciastek na konferencję w "ogórku", a później większa atrakcja na 11 listopada - promocja na około 400 sztuk. Jestem bardzo dumna z tego, że udało się zrealizować mój pomysł i że tyle osób mi pomogło razem zrealizować taką akcję. Na pewno ten temat będzie powracał i będziemy promować pomysł, aby Bydgoszcz miała swój słodki symbol.

W inicjatywę świetnie byłoby zaangażować naszą słynną rodzinę cukierników i opracować wyjątkową recepturę, która z czasem mogłaby stać się tym tradycyjnym "bydgoskim kogutem" albo urządzić konkurs na przepis wśród mieszkanek naszego miasta. Tak czy siak, bardzo bym chciał, aby narodziła się z tego nowa świecka tradycja i nie została ona zapomniana tylko dlatego, że pieczenie kogutów zaczęło się właśnie teraz, kiedy w najlepsze trwa kampania wyborcza. 


Inicjatorzy akcji pieczenia kogutów (od lewej) - Adam Goździewski i Anna Portała rozdają koguty podczas święta niepodległości 11 Listopada 2014. - fot. Adam Goździewski


Wzór do naśladowania



Podobną inicjatywą do proponowanego przez Pana Adama odtworzenia figury koguta był społeczny ruch na rzecz odtworzenia Fontanny Potop. Sformowana pod nazwą Stowarzyszenie Odbudowy Bydgoskiej Fontanny Potop grupa pasjonatów naszego miasta, skutecznie doprowadziła do odtworzenia jednej z najbardziej efektownych rzeźb przedwojennej Polski i zdecydowanie najbardziej efektownego pomnika w Bydgoszczy. Wspólnymi siłami udało się zebrać wsparcie od dziesiątek firm i setek osób prywatnych, by po latach starań ostatecznie doprowadzić do powrotu Potopu do Bydgoszczy, a jednocześnie też do powstania wyjątkowo pięknego zakątka miasta i unikatowej atrakcji dla każdego turysty odwiedzającego nasze miasto.

Jak wspominali członkowie stowarzyszenia już po odsłonięciu odtworzonej rzeźby - stowarzyszenie dalej będzie funkcjonować i szukać będzie nowego celu dla swoich starań. Wydaje mi się, że na przykładzie Fontanny Potop, można zabiegać o wsparcie dla odbudowy rzeźby przedstawiającej Koguta Twardowskiego (chociaż nie jest to oficjalna nazwa figury). To nie tylko świetna kontynuacja inicjatyw mających na celu przywrócenie Bydgoszczy jej rzeźb i figur, które przez lata zostały utracone lub zniszczone, ale też krok w stronę budowania silnej tożsamości kulturowej naszego miasta.

Podobnie, jak w przypadku zrekonstruowanej już fontanny, na rzecz koguta z całą pewnością zrzuciłoby się wiele osób i wiele instytucji. Wystarczy jedynie za przykładem pierwszego sukcesu pójść dalej i rozpocząć poważne rozmowy na temat odtworzenia kolejnego obiektu, którego nieobecność w Bydgoszczy wciąż wywołuje u wielu osób poczucie straty. Sam, czy to prywatnie, czy bardziej oficjalnie jako "Po Bydgosku" gotów jestem przeznaczyć swój czas i wesprzeć wszelkie starania na rzecz odbudowy. Przy okazji zapoznanie jak najszerszego grona bydgoszczan z legendą o tym jak Pan Twardowski do Bydgoszczy zawitał, samo w sobie jest już ważną inicjatywą, więc zapraszam wszystkich czytelników mojego bloga do przyłączenia się. Jeśli zapraszacie znajomych z dziećmi do Bydgoszczy, jeśli macie własne pociechy - opowiedzcie im legendę o tym, jak Pan Twardowski do naszego miasta zawitał na swoim kogucie i cuda wyczyniał w mieście.



Kilka słów o inicjatorach całej akcji



Pana Adama i Panią Annę miałem okazję poznać w sztabie wyborczym Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska, które i mnie zaprosiło do kandydowania z ich list. Jak się szybko okazało, są to wyjątkowo sympatyczni ludzie, którzy takimi inicjatywami, jak ta opisana powyżej, pokazały mi jasno, że wcale nie mają zamiaru uzależniać swojego zaangażowania w życie miasta od wyniku wyborów. Są to tacy sami ludzie, jak my wszyscy i chociaż często obiegowa opinia każe postrzegać kandydatów w wyborach jako polityków bez serca, to tak na prawdę nie mogłaby być bardziej mylna. Między innymi dlatego chciałbym Was, drodzy czytelnicy, do rozważenia oddania głosów na te osoby, jeśli tylko jesteście z okręgu 1 - niestety będziecie musieli rzucić monetą, jeśli nie macie swojego faworyta. :)

Profile facebookowe obojga znajdziecie tutaj: Adam Goździewski oraz Anna Portała

4 komentarze:

  1. Ja chcę Koguta!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A może lepiej zacząć samemu piec? :) Jak tworzyć tradycję, to tworzyć na całego! :D

      Usuń
  2. Przywrócenie pomnika oraz promocja miasta "słodkie wypieki w kształcie koguta" to jest świetny pomysł na wizytówkę Bydgoszczy! Co prawda koguty kojarzą nam się z Kazimierzem, ale musicie to jakoś zróżnicować wizualnie i będzie dobrze! Działajcie :)
    Właśnie wróciliśmy z Bydgoszczy z rogalem bydgoskim, ale kogut byłby zdecydowanie fajniejszy :)
    pozdrawiamy
    Blizniakowscy.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to polecam odwiedzać Bydgoszcz regularnie - chociażby by sprawdzić czy już są koguty zamiast rogali. A nawet jak nie to, to po prostu odwiedzać Bydgoszcz! ;)

      Usuń