czwartek, 31 grudnia 2015

Wszystko co najlepsze w 2015 roku w Bydgoszczy.

Rok się kończy i wszyscy robią swoje podsumowania. Inwestycje i działania miasta podsumowały już na swojej stronie władze Bydgoszczy, podobne zestawienia robią też media, więc nie widzę żadnego powodu, żebym sam nie pokusił się o stworzenie takiej listy "najlepszych, najciekawszych i najważniejszych" z mojego czysto subiektywnego punktu widzenia. Pod każdym względem moja lista oddawać będzie to, czym zajmowałem się na blogu w tym roku i dedykowana będzie nie tylko "oficjalnym sprawom" i wszelkim "dużym inwestycjom", ale i wszystkim rzeczom, które razem tworzą duszę tego miasta. Zapraszam Was na czysto subiektywne podsumowanie 2015 roku w Bydgoszczy! :)

Najpiękniejsze miejsce 2015 r.


W mieście przeprowadzono mnóstwo remontów kamienic, z których wiele robi oszałamiające wrażenie, wybudowano całkiem sporo ciekawych obiektów i dodano w wielu miejscach masę detali architektonicznych. Wiele przyjezdnych do Bydgoszczy osób jest pod wielkim wrażeniem wszystkich zmian, które zaszły dzięki temu w naszym mieście i bardzo słusznie. Morze ruin w śródmieściu powoli przeradza się w pierzeje pięknie odnowionych kamienic. Mimo to, dla mnie największym zaskoczeniem i jednocześnie największym plusem od strony estetycznej był park im. Jana Kochanowskiego i metamorfoza, którą przeszedł. Nie ma tu znaczenia, jak wiele kontrowersji wzbudzało umieszczenie w parku instrumentów, ani też nie mają żadnego znaczenia "duże dzieci", którym wpadło do głowy korzystać z nich w środku nocy na złość okolicznym mieszkańcom. Od strony wizualnej to jeden z najpiękniejszych zakątków miasta i świetne uzupełnienie bardzo ładnej dzielnicy muzycznej.

Park im. Jana Kochanowskiego w Bydgoszczy stał się prawdziwą perłą! - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Zaraz za rewitalizacją parku uplasowała się także ulica Jatki, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, jednak nie potrafiłem pozbyć się wrażenia, że wieczorem i w chłodniejsze dni, kiedy ulica pustoszeje, cała inwestycja wydaje się trochę odczłowieczona i "sterylna". Gdy tylko znikną świąteczne ozdoby, a na wystawienie stolików będzie nadal za zimno, Jatki stracą sporą część tego, co nadaje im najwięcej charakteru. Właśnie dlatego trzymam kciuki, żeby zima trwała jak najkrócej, a życie tętniło tu przez jak największą część roku. Nasta starówka zasługuje na to, a podobnych miejsc dookoła rynku przydałoby się jeszcze kilka!

Najlepsza impreza 2015 r.


Szkło festiwalowe Beergoszcz - niestety, w tym roku nie udało
mi się zdobyć własnego egzemplarza, ale już niedługo będzie
kolejna szansa - fot. Beergoszcz
Pewnie nie zaskoczę zbyt wielu osób, pisząc, że za najciekawszą i mającą największy potencjał imprezę 2015 roku uznałem festiwal piwa Beergoszcz. Tak, pierwsza edycja miała pod wieloma względami znamiona prawdziwej prowizorki i tak, zabrakło trochę organizacji i porządku już w czasie trwania samego festiwalu. Mimo tych mankamentów uważam, że jest to też najbardziej unikatowa impreza w Bydgoszczy i zarazem impreza, która z biegiem lat może rozrosnąć się i rozwinąć do rangi absolutnie unikatowego spotkania wielbicieli chmielonych trunków, na które ciągnąć będą odwiedzający z całego kraju. Bardzo podobała mi się idea połączenia całości z powstaniem przy hali Łuczniczka swoistego "zlotu food trucków" i chciałbym zobaczyć rozwinięcie tej części festiwalu. Podczas swoich wypadów do różnych lokali w Bydgoszczy miałem okazję próbować najróżniejszych dań "ulicznych" i burgerów kompletnie odcinających się od miana fast-foodów, więc jestem absolutnie pewien, że przy najbliższej okazji zafunduję sobie pełen przegląd mobilnych lokali, które pojawią się (oby!) na kolejnych edycjach festiwalu. Najbliższa edycja odbędzie się już na wiosnę, między 6 i 9 maja 2016. Warto już teraz zaplanować sobie przedłużoną majówkę!



Największe kulinarne odkrycie 2015 r.


Trochę strzelam sobie w stopę, że nie mogę Was odesłać do swoich tekstów z serii "wypad do", bo chcę napisać o lokalu (a w zasadzie kilku lokalach), które są dla mnie absolutnym hitem i jednym z najważniejszych odkryć na kulinarnej mapie miasta, ale warto. Przede wszystkim dlatego, że nie ma żadnego powodu, by nie dać kilku słów zasłużonej promocji lokalowi ZaDyszka, który absolutnie zaskoczył mnie smakiem i jakością potraw. Lokal znajdziecie "w przejściu" prowadzącym przez trzewia parkingu poziomowego ulokowanego przy ulicy Pod Blankami. Chociaż miejsce jest niepozorne, a sama ulica błaga żałośnie o pilny remont, to ten niewielki i bardzo niepozorny lokal jest absolutnie najważniejszym miejscem w tej okolicy. Pierwszy raz wpadłem tam trochę przypadkiem i chociaż byłem świadomy, że miejsce to założył prawdziwy pasjonat, któremu pochwały pisały lokalne media, to absolutnie nie nastawiałem się na nic. Wyszedłem z najlepszą zapiekanką, jaką miałem okazję jeść od długiego czasu, a kilka kolejnych odwiedzin tego miejsca ani trochę nie odjęło z mojej opinii i podobnie zadowoleni byli moi znajomi, których akurat udało mi się do ZaDyszki zaciągnąć.

Już z zewnątrz ZaDyszka ma wszystko to, co lubię - masę kolorów, świetne wnętrze i najważniejsze: menu widoczne już z ulicy, dzięki czemu moje pierwsze zatrzymanie zmieniło się w pierwszy posiłek. - fot. ZaDyszka Street Food
Drugim miejscem, które odkryłem w tym roku i szczególnie zapamiętałem, jest Studio Zupy, które mieści się przy Poznańskiej 12. Nie jest to jednak lokal otwarty w tym roku, a i samo miejsce jest o wiele bardziej rozbudowane, gdyż mieści się tutaj także cały zespół "miejsc" i inicjatyw wartych opisania. Kiedy odkryję "całość", pozwolę sobie na osobny wpis, ale i tak chciałem wspomnieć chociaż o tym miejscu, gdyż już dla samych zup warto się tutaj pojawić!

Bydgoski przebój 2015 r.


MOCNE BRZMIENIA:
Vidian - V4: Breathe Out
NUTY SPOKOJNE:
Blackberry Hill - Wanderer
Ponoć o gustach się nie dyskutuje, a gust muzyczny zdecydowanie należy do tych, które najmocniej dzielą ludzi. Sam ostatnio mam o wiele mniej czasu na prowadzenie wywiadów (polecam przeczytać dotychczasowe rozmowy!) i przygotowanie się do nich, ale wciąż słucham wszystkich bydgoskich kawałków, jakie tylko zdołam znaleźć i staram się wyłapywać te, które aż proszą się o pokazanie szerszej publiczności. Wśród nich wiele jest prawdziwie zaskakujących utworów, których po prostu nie spodziewałem się po naszej scenie. Przyznam szczerze, że wybór był trudny, a sam rozdarty byłem mocno między kilkoma kawałkami z kilku zupełnie różnych gatunków muzycznych. Postanowiłem wyróżnić ex aequo dwa utwory z kompletnie skrajnych zakątków muzycznego świata, a Wam zostawiam wybór między spokojnym kołysanie i mocnymi brzmieniami.

Blackberry Hill wybrałem z dwóch powodów. Pierwszym jest moja ogromna sympatia do tej formacji, której nigdy nie kryłem. Drugim powodem jest przede wszystkim postęp w porównaniu do starszych kawałków. Słuchając "Wanderer" promującego EPkę "House Of Bones" miałem wrażenie, że słucham soundtracku do wysokobudżetowego filmu rodem z Hollywood, a jednocześnie miło przyjąłem zmianę nastroju (co nie znaczy, że wcześniejsze kawałki były jakkolwiek mniej ciekawe, jak chociażby bardzo nastrojowy utwór "Bittersweet Slavic Girl"). Zdecydowanie warto będzie zagłębić się w cały album!


Wybór Vidian jako mojego typu na najlepszy kawałek z "cięższej półki" był mieszanką uznania dla brzmienia nowego kawałka, jak i samego animowanego klipu, który do niego powstał. Pod wieloma względami uderza to w moje sentymentalne nuty i zamiłowanie do takich kapel jak Tool, a jednocześnie jest na tyle świeże i nowe dla moich uszu, że z wielką przyjemnością wracam do tego kawałka co jakiś czas. "V4: Breathe Out" zdecydowanie jest hitem, a najlepszym dowodem na to jest tempo, w jakim rozeszły się płyty. Ani jedna sztuka nie była dostępna na długo jeszcze, nim w ogóle dowiedziałem się o tym nagraniu!

Do tego kilka wyróżnień, bo nie potrafię ot tak przejść obojętnie ;) - Tiberius i "The Captive Mind", za linię gitary i świetne solo, a także (lekko naginając "2015" do kawałków, które dostały klip w tym roku) LABAI i kawałek "Nolife", bo po prostu uwielbiam głos Magdy Zawistowskiej! ;)

Największa zmiana "jakości miasta" w 2015 r.


Nie ma chyba osoby, która podważyłaby sukces Bydgoskiego Roweru Aglomeracyjnego. Trudno powiedzieć czemu zawdzięczamy tak wielki sukces tego systemu. Czy są to świetnie zagospodarowane bulwary nad Brdą, które stanowią długi na kilometry szlak komunikacyjny, który w ogóle nie przecina się z ruchem samochodowym, czy też sekret tkwi w tak długo i pieczołowicie dobieranych lokalizacjach stacji. Fakt jest faktem i po Warszawie to właśnie w Bydgoszczy był drugi najlepszy wynik miejskiego systemu wypożyczania rowerów.

Jedna z wielu stacji miejskiego roweru w Bydgoszczy. - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Efekt jest taki, że zaledwie po roku od startu systemu planowana jest rozbudowa, a w jej ramach powstaną tak stacje sponsorskie, jak i kolejne stacje miejskie. Co więcej, planowana jest szybka rozbudowa o sieć stacji w Fordonie, a jeszcze przed ich powstaniem pojawiają się głosy, że to i tak za mało! Bydgoszczanie po prostu pokochali jazdę na rowerach i mam szczerą nadzieję, że jakość i funkcjonowanie systemu sprawią, że ilość tych "zakochanych" w bicyklach jeszcze wzrośnie.

Najlepsza inicjatywa 2015 r.


Wcale nie miejska impreza i wcale nie inicjatywa polityczna, a pierwsza prawdziwie społeczna akcja na dużą skalę, okazała się największym zaskoczeniem i zdecydowanie najlepszą inicjatywą 2015 roku w Bydgoszczy. Cały ruch na rzecz rewitalizacji i (niemal) "odbudowy" Starego Fordonu powstał oddolnie dzięki rzeszy mieszkańców tej części miasta, którzy mieli serdecznie dość kompletnego ignorowania przez władze "naszej drugiej starówki" wraz z tutejszymi mieszkańcami. Odkładana w nieskończoność obietnica wyborcza, powtarzana chyba trzecie wybory z kolei, doczekała się realizacji rękami mieszkańców, którzy znudzili się czekaniem na polityków.

Samochody opancerzone na ulicy Bydgoskiej podczas rekonstrukcji
historycznych zorganizowanych w ramach "Święta Starego Fordonu"
- fot. własne
W ramach inicjatywy zawiązano Stowarzyszenie Miłośników Starego Fordonu, które zrzesza aktywnych społeczników nastawionych na działanie, zorganizowano kilkudniowe "Święto Starego Fordonu", które swoją skalą i ilością atrakcji przyćmiło 3/4 wszystkich miejskich imprez, ustępując jedynie Sterowi na Bydgoszcz, a sama dzielnica doczekała się oddolnie prowadzonej "rewitalizacji". Ta ostatnia polega na samodzielnym porządkowaniu przestrzeni "małej starówki", zagospodarowaniu bulwarów nad Wisłą na tereny wypoczynkowe, malowaniu radosnych i przyjemnych dla oka murali na bramach i płotach, a końca inicjatyw nie widać. Kiedy już miasto Bydgoszcz zabierze się za faktyczną realizację swojego programu-widmo, będzie mogło jedynie pokornie iść śladami pracowitych forodoniaków i kończyć to, co z tak wielkim wysiłkiem oni zaczęli.

Panie i Panowie zaangażowani w tę akcję - brawa, brawa i jeszcze raz brawa. Czapki z głów należą się za każdy odmalowany kawałek płotu i każdą wykonaną samodzielnie, a także z pomocą osadzonych w fordońskim więzieniu, ławkę nad Wisłą. Oby w całym mieście ludzie potrafili się tak zjednoczyć i zawstydzać opieszałe władze!

Największy zawód 2015 r.


Na sam koniec pozostawiłem sobie kategorię najtrudniejszą, bo zawodów jest kilka i każdy równie duży. Spośród wszystkich wybrałem trzy najważniejsze:
  • spadek Zawiszy ponownie do I ligi i kolejny rok nierozwiązanego kryzysu między klubem i kibicami (który w sporej mierze rozwiązałoby jedno słowo na "p"),
  • ciągłe przekładanie niezliczonych inwestycji z wieżowcem River Tower na czele,
  • utrata siedziby Zarządu Dorzecza Wisły w wyniku politycznego huraganu na skalę całego kraju.
Mój wybór ostatecznie padł na ostatni z wymienionych punktów, gdyż wszystko wskazuje na to, że Zawisza jest na dobrej drodze do powrotu do Ekstraklasy, a inwestycje powoli wracają z "szuflady" na biurka inwestorów i stopniowo zmieniają się z wizji w realne place budowy. Równie pozytywnych rzeczy powiedzieć nie można o siedzibie Zarządu Dorzecza Wisły, który wydaje się teraz nawet mniej realny, niż samodzielne utworzenie metropolii przez Bydgoszcz, które jest przecież ciągle podkopywane przez wszystkich polityków naszego sąsiada. Może na pocieszenie uda się ugrać coś w sprawie utworzenia w Bydgoszczy samodzielnego Uniwersytetu Medycznego? Myślę, że to ostatnie powinno być moimi życzeniami dla nas wszystkich i naszego miasta na nadchodzący 2016 rok! :)

A WY? Co uważacie za najjaśniejsze punkty mijającego roku? A może nie zgadzacie się z moimi typami? Dajcie mi znać w komentarzach!

- Przemek

wtorek, 22 grudnia 2015

Prezent last minute? Unikatowe praliny!

Jeśli nie macie weny, czasu, albo po prostu nie zdołaliście dostać tego, czego szukaliście na prezent dla bliskiej osoby, to mam dla Was propozycję z zupełnie innej beczki. Zainwestujcie w praliny z bydgoskiego sklepiku "Bą Bą", pod adresem Gdańska 78. Sam miałem okazję wpaść tam na chwilę wczoraj i chociaż ta chwila wydłużyła się przez kolejkę, to każda minuta była tego warta. Postaram się pokazać Wam, dlaczego swój czas uważam za świetnie spędzony i czemu uznałem, że te (nie)zwykłe zakupy zasługują na swój pełen tekst.

Praliny zakupione w Bą Bą. Każda z osobna została
indywidualnie dobrana do smaku adresatki. Ten zestaw
trafi do mojej babki. - fot. własne.
Przede wszystkim najważniejsze - absolutnie uwielbiam ludzi z pasją! Kiedy tak czekałem, słuchałem jak Angelika Makowska (założycielka "Bą Bą") po kolei opowiada każdemu klientowi małą historię danej praliny, dzięki czemu wszystkie sprzedane zestawy były skomponowane "na miarę" dla klienta. Jednocześnie też jestem pełen podziwu, tak dla pamięci prowadzącej sklepik, bo rodzajów pralin do zapamiętania są dziesiątki, jak i dla kreatywności producentów. Wszystkie praliny pochodzą od garstki małych producentów, a w zasadzie rodzinnych manufaktur, ulokowanych gdzieś w odległej Belgii. Wiele smaków pojawia się tylko jeden jedyny raz i jeśli nie wykorzystamy okazji, by wypróbować któryś specjał, drugiej szansy może nie być. Warto tutaj wspomnieć, że tych wyjątkowych smaków jest całkiem sporo, bo unikatowe kompozycje, zaczynając od piwnego ganache, przez czekoladki o smaku ginu z tonikiem i trawą cytrynową, po z całkiem tradycyjne smaki orzechowe, kremowe i owocowe (moim zdaniem dzika róża jest genialna i powinna być w każdym zestawie!). Jeśli tylko osoba, którą chcecie obdarować, lubi słodycze, to nie ma szans byście nie dobrali tutaj czegoś, idealnie pasującego do jej gustu.

Bydgoszcz łączy ze słodkościami długa i burzliwa miłość. Od "Jutrzenki", która swoją historią sięga roku 1918 i dwóch przedwojennych fabryk "Cukrów i Czekolady", po słynną w Polsce i poza granicami kraju rodzinę cukierników Sowa, w grodzie nad Brdą od lat słodycze mają wielki wpływ na funkcjonowanie i wizerunek miasta. Od około roku do tego grona należy także opisywana przeze mnie "na szybko" cukiernio-kawiarnia z belgijskimi czekoladkami "Bą Bą" (od francuskiego bonbon, czyli cukierki). Nie ukrywam - jestem łasuchem i łakomie pochłaniam wszelkie słodkości, które zostaną przy mnie pozostawione bez opieki, więc prędzej czy później musiałem tutaj trafić! Absolutnie nie żałuję i obiecuję Wam, że jeszcze wpadnę tutaj w ramach swojego cyklu "wypadów", żeby przekonać się, jak sprawdza się to miejsce w charakterze pachnącej czekoladą kawiarni. Nim to się jednak stanie, polecam Wam zajrzeć tutaj choćby dla zapachu świeżej czekolady, który unosi się w pomieszczeniu.

Czekoladki możecie zamówić wcześniej i odebrać, kiedy opakowanie zostanie skompletowane i przygotowane do odbioru, lub skorzystać z gotowych zestawów, jeśli nie macie czasu na długie kompletowanie indywidualnej mieszanki. Zestaw zawierający 100 gram (jedna pralina to 10-15g.) takiej przyjemności, kosztuje niecałe 20zł, ale zapewniam was, że każdy grosz z tej kwoty będzie dobrze wydany i przyjdziecie jeszcze wiele razy, aby kupić kolejną porcję pralin. 

Jeśli narobiłem Wam apetytu, to odsyłam bezpośrednio do strony sklepu pod adresem www.bąbą.pl. Znajdziecie tam informacje kontaktowe i opisy części pralin, które zagościły w sklepie na dłużej. 
PS: Myślę, że teraz, w okresie świąt, o wiele bezpiecznie będzie dzwonić, niż pisać maile, bo nie wiem, czy jest je kiedy przeczytać. ;)

- Przemek

piątek, 11 grudnia 2015

Poprawmy Bydgoski Budżet Obywatelski!


W październiku bieżącego podsumowałem tegoroczną edycję BBO, gdzie pojawiły się moje główne uwagi do tej inicjatywy i wstępne propozycje zmian. Teraz, na stronie Urzędu Miasta Bydgoszczy pojawiła się ankieta, która ma na celu zebranie wsparcia od mieszkańców i (na co gorąco liczę) poprawę działania i udoskonalenie formuły budżetu. Ankietę znajdziecie POD TYM LINKIEM, a ja pozwolę sobie trochę szerzej omówić najbardziej palące sprawy, którymi trzeba będzie się zająć, by nasze obywatelskie fundusze o wiele sprawniej wykorzystywać. Punkt po punkcie i pytanie po pytaniu postaram się omówić tegoroczną ankietę, jednocześnie starając się jak najbardziej konstruktywnie uzasadnić swoje uwagi. Zaczynamy?


Czy jest Pana/Pani za utrzymaniem dotychczasowego podziału kwoty 5 mln zł na 29 osiedli, proporcjonalnie do liczby mieszkańców?
W obecnej formie podział środków jest mechaniczny i nie pozwala w żaden sposób na wyróżnienie szczególnie wartościowych projektów, które pojawiać się mogą w słabiej zaludnionych obszarach, a pod każdym innym względem wartościowych dla całego miasta. Bardzo często tereny słabiej zaludnione (np. Brdyujście, Smukała i Opławiec) posiadają wiele walorów, które przy odpowiednich nakładach mogą stać się prawdziwą ozdobą miasta. To takie miejsca jak tor regatowy, czy szalenie malownicze i w połowie dzikie tereny meandrującej Brdy. Gdyby brać pod uwagę samą liczbę mieszkańców, nigdy nie uda się przeprowadzić tam żadnej większej inwestycji, chociaż (przykładowo) wartość krajobrazowa i wypoczynkowa tych miejsc może bić na głowę wszystkie inne lokalizacje w naszym mieście. Właśnie dlatego uważam, że BBO podzielić należy na dwie pule, dzięki czemu część pieniędzy zostanie wydzielona z przeznaczeniem dla projektów o zasięgu ponadregionalnym i znaczącym dla całej Bydgoszczy. Proporcje tego podziału pozostawiam do oceny specjalistom od inwestycji, jednak zasada wydzielenia osobnej puli na projekty "duże" jest jak najbardziej kluczowa i niezbędna, by przestać stawiać jedynie place zabaw i parkingi, które nie wnoszą żadnych korzyści dalej, niż w obrębie jednego kwartału zabudowy. Warto przy tym także wprowadzić zasadę proporcjonalnego wzrostu kwoty BBO do wzrostu budżetu miasta.
Czy według Pana/Pani w ramach programu Bydgoski Budżet Obywatelski mogą być realizowane projekty na terenie szkół i innych jednostek miejskich?
Nie widzę powodu, by uniemożliwić inwestowanie na terenie szkół, jeśli tylko będzie to inwestycja dostępna dla wszystkich mieszkańców bez względu na to, czy są rodzicami dziecka w wieku szkolnym. Alternatywnie należałoby się zastanowić, czy nie powinno to zostać ograniczone zasadą bezwzględnej większości wszystkich oddanych głosów na danym osiedlu. Jeśli ponad 50% wszystkich mieszkańców zadecydowałoby o przeprowadzeniu inwestycji niedostępnej dla każdego, to absolutnie powinno się taką inwestycję dopuścić, zgodnie z duchem demokracji, której bezpośrednią formę stanowi BBO.
Czy według Pana/Pani w ramach programu Bydgoski Budżet Obywatelski Rady Osiedla powinny nadal pełnić funkcję opiniującą, tj. wskazywać głosującym, które projekty otrzymały opinie pozytywną, a które negatywną? Czy rola w ramach programu Bydgoski Budżet Obywatelski Rad Osiedla powinna ulec zmianie - jeżeli tak to w jakiem kierunku?
Należy koniecznie zmienić rolę rad osiedli! W obecnej formie ich wsparcie nie jest w żaden sposób merytoryczne, gdyż brakuje w nim nawet podstawowego uzasadnienia. To, czy opinia jest pozytywna, czy negatywna, powinno zawsze zostać poparte uzasadnieniem RO. Czy opinia jest negatywna, bo RO zaplanowało w tym miejscu inną inwestycję, czy też może zdecydowano, iż kolejny obiekt danego typu jest niepotrzebny? Czy zadecydowano o negatywnej nocie dla projektu, ponieważ nie pasuje to do ogólnej estetyki osiedla? Niestety, taka informacja nie znajduje się obecnie w BBO i jeśli opiniowanie przez rady osiedli miałoby mieć chociaż śladową wiarygodność, to od następnej edycji bezwzględnie powinna się pełna argumentacja opinii znaleźć. Panujące w mieście opinie o funkcjonowaniu rad osiedla nie pozostawiają miejsca na żaden "kredyt zaufania".
Jakie czynniki wpłynęły w głównej mierze na wybór zadań, na które Pan/Pani oddał/a głos w zakończonej edycji programu Bydgoski Budżet Obywatelski?
Odpowiedź na to pytanie zostawię Wam. Zamiast tego, chciałbym skorzystać z okazji, by poruszyć tutaj bardzo ważną kwestię dostępu do informacji i sposobu prezentacji projektów. Sam, będąc mocno zaangażowany na forach poświęconych Bydgoszczy (głównie forum skyscrapercity.com), miałem dość dobre pojęcie o tym, co w mieście się dzieje, jakie projekty zostały zgłoszone przez bydgoskich społeczników i gdzie najbardziej potrzebne są zmiany w przestrzeni publicznej. Czy to samo mógłby powiedzieć przeciętny bydgoszczanin? Kto śledzi Po Bydgosku, ten miał sporą szansę przeczytać zgłoszony przeze mnie projekt, jednak to bardziej kwestia mojej samodzielnej akcji, niż efekt organizacji prowadzących BBO. Zdecydowanie trzeba to zmienić i wprowadzić łatwy w obsłudze sposób przeglądania projektów.
Jakie są Pana/Pani uwagi do zakończonej edycji Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego lub propozycje do kolejnej edycji dotyczące etapu ZGŁASZANIA PROJEKTÓW?
Należy, wzorem innych miast, wprowadzić wgląd w zgłoszone projekty już na etapie wstępnym, nim jeszcze trafią one do oceny. W Warszawie jest to dodatkowo rozbudowane o system, który pozwala komentować oraz edytować złożone propozycje, dzięki czemu autorzy mogą je poprawić przed upływem terminu zgłoszeń. Jest to świetna forma "crowdsourcingu", czyli swoistej burzy mózgów, a efektem zawsze są projekty o wiele bardziej dopracowane i doszlifowane. W Bydgoszczy takiej możliwości nie ma i nawet sam podgląd już wysłanej propozycji przez jej autora jest problematyczny. Ten etap nie powinien pod żadnym pozorem być pasywny i nastawiony tylko na dodawanie tekstów od mieszkańców, gdyż jeszcze przed trafieniem w ręce zespołu urzędników wiele projektów mogłoby zostać wsparte przez społeczników i bydgoskie stowarzyszenia. Jestem pewien, że największe i najaktywniejsze grupy zaangażowanych mieszkańców, jak Stowarzyszenie Na Rzecz Rozwoju Transportu Publicznego w Bydgoszczy i środowiska rowerowe, bardzo aktywnie pomagałyby autorom w odpowiednim wprowadzaniu poprawek, które podnosiłyby wartość propozycji.

Jednocześnie bardzo ważne jest, aby miasto wprowadziło wygodny system informacji o dostępnych terenach. Wiele projektów proponowanych były dla obszarów niebędących własnością miasta, przez co z góry były odrzucane. Gdyby dostępna była mapa wolnych działek, które mogą zostać zajęte pod inwestycje w ramach BBO, o wiele łatwiej byłoby planować własne propozycje i znacznie łatwiej byłoby uniknąć złożenia projektu niemożliwego do realizacji.
Jakie są Pana/Pani uwagi do zakończonej edycji Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego lub propozycje do kolejnej edycji dotyczące etapu WERYFIKACJI PROJEKTÓW?
Absolutnie brakuje informacji dla autorów projektów! Zgłaszając propozycję, musiałem sam wysłać maila z zapytaniem, czemu zgłoszony przeze mnie projekt nie trafił do etapu głosowania. Odpowiedź była oczywiście w pełni merytoryczna i absolutnie mnie usatysfakcjonowała, jednak nie powinna to być pod żadnym pozorem kwestia dopytywania się i szukania na własną rękę. Gdyby funkcjonował wspomniany wcześniej system pełnego wglądu w propozycję oraz komentarze do niej, już tam mogłoby znaleźć się pole dla opinii urzędników, dzięki czemu każdy (także śledzący dany projekt) będzie miał pełną świadomość co i z jakich powodów dzieje się ze zgłoszeniem. Komplet informacji i wgląd w uzasadnienie jest niezbędny - wprowadza atmosferę uczciwości i przejrzystości działań, a jednocześnie pozwala uniknąć frustracji i oskarżeń o dopasowywanie skierowanych pod głosowanie projektów do i tak już istniejących planów miasta, bądź osobistych interesów wąskiej grupy członków rady osiedla.
Jakie są Pana/Pani uwagi do zakończonej edycji Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego lub propozycje do kolejnej edycji dotyczące etapu GŁOSOWANIA NA PROJEKTY?
W tegorocznej edycji BBO mieliśmy do dyspozycji jeden głos i jeden projekt, który mogliśmy zgłosić do realizacji w ramach budżetu. Czy jest to odpowiedni model? Absolutnie nie! Niemal każdy bydgoszczanin mieszka w jednym miejscu, pracuje w drugim, a czas wolny często też spędza w zupełnie innej części miasta. W każdej z tych części spędza regularnie czas i każde z tych miejsc można by bez problemu nazwać miejscem, w którym ta osoba żyje. Ograniczenie do jednego głosu i jednego projektu jest jak postawienie sprawy na ostrzu noża - wybierz czy chcesz lepiej mieszkać, czy lepiej wypoczywać, ale pod żadnym pozorem nie możesz wybrać obu! Ludzką naturą jest to, że przemieszczamy się nawet kilkanaście razy w ciągu jednego dnia i mało kto jest w stanie powiedzieć, że całe jego życie zamyka się w jednym kwartale ulic, czy na jednym osiedlu. Budżet obywatelski powinien to w pełni odzwierciedlać przez umożliwienie oddania do trzech głosów rozłożonych między projektami na terenie całego miasta.
Inne uwagi do zakończonej edycji Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego lub propozycje do kolejnej edycji.
W tym miejscu trudno mi będzie wyczerpać wszelkie problemy, ale postaram się wypunktować te najważniejsze:
  • BBO powinien odbywać się poza sezonem urlopowym, aby upewnić się, iż jak najwięcej mieszkańców będzie miało możliwość oddania głosu i zgłoszenia swojego projektu.
  • Obecna platforma on-line przeznaczona do składania projektów oraz głosowania jest trudna w obsłudze, nieintuicyjna i pozbawiona elementarnych funkcjonalności (brakuje nawet możliwości przypomnienia hasła!).
  • BBO powinien posiadać własny portal, gdyż strona bydgoszcz.pl jest bardzo chaotyczna i trudna w nawigacji, co dodatkowo utrudnia partycypację w budżecie.
  • Limit znaków w polu zgłaszania projektów jest bardzo mały i nie pozwala na szczegółowe opisanie propozycji. Brakuje także możliwości dodania jakichkolwiek załączników jak chociażby ilustracje ze szkicami poglądowymi i mapki. Często takie materiały warte są więcej niż najszerszy nawet opis słowny.
  • Osoby zgłaszające projekt powinny zawsze otrzymywać zaproszenie do udziału w jego realizacji w charakterze konsultanta.
Szczególnie mocno zachęcam do udziału w konsultacjach działania BBO. Mam wielką nadzieję, że moje komentarze ułatwią Wam stworzenie własnego udziału uwag i zgłoszenie ich w tej prostej ankiecie (link dla przypomnienia). Jednocześnie chciałbym Was wszystkich przestrzec, gdyż ankieta ma bardzo krótki czas trwania sesji i jeśli będziecie pisać pełniejsze komentarze, Wasze zgłoszenie może zostać odrzucone. Koniecznie zapisujcie swoje odpowiedzi w jakimś edytorze tekstowym, zanim zdecydujecie się je potwierdzić. Oszczędzi Wam to zbędnych nerwów i przekleństw rzucanych w ekran. Gdybym nie pisał tego tekstu wraz z przygotowywaniem własnych odpowiedzi, sam też padłbym ofiarą stopera.

- Przemek



Dodatkowo jeszcze kilka informacji ze strony, na której znajduje się ankieta:
Ankietę można wypełniać do dnia 22 stycznia 2016 r.

kontakt:
budzetobywatelski@um.bydgoszcz.pl
tel. 52-58-59-232
https://www.facebook.com/bdgbo/

środa, 9 grudnia 2015

Kiedy władze zaczną uczyć się na błędach?

Kiedy pierwszy raz pojawiły się w Bydgoszczy zarzuty o nierównym podziale środków unijnych, jednym z najsilniejszych kontrargumentów z urzędu marszałkowskiego było stwierdzenie, że Bydgoszcz dostała dofinansowanie na wszystkie złożone wnioski, a że więcej wniosków nie złożono, to i "górkę" rozdzielono między tych, którzy zgłosili więcej. Daruję sobie już dociekanie kto komu zrobił "źle" i kto kogo wprowadził w błąd, bo to ani nie pomoże, ani nie przywróci żadnej równowagi, a jedynie podniesie wszystkim ciśnienie. Ważnym jest jedynie, by wyciągnąć z tego nauczkę na przyszłość - zawsze mierzyć wyżej, niż wydaje się możliwe i zabezpieczać się na każdą ewentualność dwa razy.
Siedziba Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy. - fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Najbliższa okazja do pokazania, że nauka nie poszła w las, nadarza się właśnie teraz. Jak mogliśmy przeczytać wczoraj (8 grudnia 2015) w serwisie gazeta.pl, kończąca swoją pracę wojewoda Ewa Mes zdecydowała się stanąć po stronie Bydgoszczy w sporze przeciwko sejmikowi województwa i walczyć o prawo bydgoszczan do budowania domów na własnych działkach, co niedawno zablokowały dwie uchwały krajobrazowe. Jak mogliśmy przeczytać w artykule:
"(...) Przyjęte teraz przez sejmik zapisy oznaczają, że na około 80 działkach budowlanych na terenie Smukały i Opławca ich właściciele nie mogą postawić domów, dosłownie nie można tam wbić łopaty - tłumaczy Anna Rembowicz-Dziekciowska, dyrektor Miejskiej Pracowni Urbanistycznej.

(...) mocno ucierpi także miasto. - Będziemy mieli duże problemy z inwestycjami np. w Myślęcinku. Przy oczku wodnym nie może stanąć nawet budka z lodami - mówi szefowa MPU. - Nowe przepisy poważnie ograniczają możliwości rozwoju Bydgoszczy. Chcemy się zbliżać do Brdy, lecz te zapisy nam to uniemożliwiają.

Według bydgoskich urzędników, uchwały zostały przyjęte w pośpiechu i są niespójne. Mapy i opisy obszarów chronionego krajobrazu nie wytyczają jasno ich granic.

Dyrektor MPU podkreśla też, że nowe zapisy pozostają w sprzeczności z uchwalonymi przez bydgoską radę miasta planami miejscowymi. - To tworzenie wzajemnie sprzecznego prawa. (...)  Miasto włożyło duże środki finansowe, żeby uzbroić ten teren, założyć kanalizację, doprowadzić prąd. Zrobiliśmy to przecież nie po to, by teraz wszystko zaorać."

(Fragmenty tekstu "Wojewoda Mes broni Bydgoszczy przeciwko sejmikowi. W sądzie", bydgoszcz.gazeta.pl, 8 grudnia 2015)
 Niestety, zaledwie dwie godziny później pojawiła się informacja, że "nareszcie" wybrano nowych wojewodów, a pani Ewa Mes nie dostanie kolejnej kadencji w naszym urzędzie wojewódzkim. Czy nowo wybrany wojewoda będzie miał w ogóle ochotę użerać się z Urzędem Marszałkowskim w sprawie miasta, którego nie zna i które dotychczas nie bardzo go nawet obchodziło? Tego już pewnymi być nie możemy i właśnie w tym miejscu najważniejsze będzie, czy miasto Bydgoszcz czegokolwiek się nauczyło w poprzednich latach.

Nowe domy w Opławcu, które udało się wybudować jeszcze
przed uchwaleniem kontrowersyjnych zapisów.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Gdyby to ode mnie zależało, już teraz poleciłbym urzędnikom bydgoskiego ratusza przygotować komplet dokumentów i już jako Bydgoszcz, bez pośrednictwa urzędu wojewódzkiego, zaskarżyć wszystkie niekorzystne dla Bydgoszczy uchwały do WSA, a może nawet od razu do NSA. Jest to o tyle ważne, że identycznego argumentu używają politycy z Torunia, starając się torpedować inicjatywę budowania obszaru metropolitarnego z jednym rdzeniem w Bydgoszczy. Niezgodność dokumentów i "wcześniejsze zapisy", które zupełnie inaczej definiują obszar metropolitarny w województwie Kujawsko-Pomorskim, to sytuacja niemal w stu procentach analogiczna do wcześniejszych dokumentów miasta Bydgoszczy, które zakładały jego rozwój i zabudowę pustych działek, a nie tworzenie "rezerwatów" w granicach administracyjnych miasta.

Postawienie sprawy w taki sposób, to jednoczesne postawienie sejmiku województwa pod ścianą. Jeśli będą chcieli utrzymać swoją retorykę w sprawie metropolii, będą musieli uznać rację Bydgoszczy w sprawie zabudowy spornych terenów i wycofać się z przyjętych uchwał. Jeśli zaś z uporem maniaka będą forsować ważność obecnej decyzji dotyczącej ochrony terenów dotychczas planowanych pod zabudowę przez Bydgoszcz, jednoznacznie potwierdzą, że wcześniejsze zapisy i dokumenty wcale nie muszą być wiążące dla żadnych nowych zapisów, w tym także zasięgu i "podwójnej stolicy" metropolii. Szach mat, panowie!

Pytanie tylko, czy nasze władze zadbają, by sprawa nie rozeszła się po kościach wraz z odejściem Ewy Mes z urzędu? Na odpowiedź przyjdzie nam jeszcze poczekać.

- Przemek

piątek, 4 grudnia 2015

Na szybko - rozmowy o Bydgoszczy po nowemu!

O spotkaniach w Eljazzie pisałem już wcześniej, a najpewniej większość z Was widziała je wśród "wydarzeń" publikowanych na profilu FB bloga. Od nowego roku, na bazie grona stałych bywalców, zawiązana zostanie zupełnie nowa inicjatywa społeczna. O samej inicjatywie dowiecie się trochę później (będzie się działo!), ale zmiany czekają też nasze spotkania. Trzeba wprowadzić trochę więcej organizacji i lepszą komunikację, żeby łatwiej było sprawdzić kiedy, gdzie (tutaj zmian nie przewiduję) i na jaki temat toczyć będziemy rozmowy. W tym celu publikować będę co miesiąc rozpiskę spotkań na nadchodzące tygodnie, która dostępna będzie online oraz (najprawdopodobniej) w samym lokalu. To, czy spotkania zachowają także swoją nieformalną formę, zależeć będzie głównie od ich popularności i także Waszego zaangażowania, bo kiedy przerośniemy już kilka stolików, będzie trzeba się zastanowić także nad innym miejscem i/lub formą.

Drugą ważną, a może nawet jeszcze ważniejszą, zmianą w cotygodniowych spotkaniach, będzie poprawa dostępu do informacji o efektach naszej pracy, pismach wysyłanych do "wszystkich ważnych i ważniejszych" i tak dalej. Nie zdecydowałem jeszcze, czy będzie się to odbywało co tydzień, czy co miesiąc razem z ogłoszeniem nowego planu spotkań, ale wszelkie efekty w miarę możliwości zapisywane będą i udostępniane w sieci, żebyśmy mogli prześledzić postępy w naszym staraniu o zmianę Bydgoszczy na lepsze. Ponieważ zawsze ktoś skupiać się będzie bardziej na notowaniu, niż prowadzeniu ożywionej dyskusji, główny prowadzący także będzie się zmieniać, co przy okazji pomoże nam zachować ciągłość spotkań, nawet jeśli sam nie będę w stanie się pojawić w danym tygodniu. W ten sposób łatwiej będzie pokazać także te wątki, które nie pojawiły się w pierwotnym planie, a zostały przez nas przepracowane, zaś prowadzącego będzie można dobrać według wiedzy do tematu. Oczywiście ani trochę nie oznacza to, że nie będziemy nadal otwarci na tematy, które przyniesiecie ze sobą, spoza listy.

Trzecia i ostatnia zmiana, to uzupełnienie wszystkiego o mailową listę dystrybucyjną dla osób, które nie są przekonane do korzystania z mediów społecznościowych albo po prostu zdecydowanie bardziej wolą otrzymywać informacje przez wiadomość e-mail. Na listę wysyłana będzie informacja o planie spotkań na dany miesiąc i podsumowania dotychczasowych "posiedzeń". Mam nadzieję, że dzięki temu łatwiej będzie ściągnąć do działania tych, którzy mieli problem z dotarciem do nas w poprzednich terminach. Jeśli chcielibyście zostać dodani do takiej listy, kontakt znajdziecie w zakładce "Info / O mnie" na blogu (klik) - wystarczy wysłać maila lub wiadomość w serwisie Facebook dodając "LISTA DYSTRYBUCYJNA PO BYDGOSKU" w tytule maila, bądź na początku wiadomości wysłanej za pośrednictwem FB.
 
Frontowa elewacja klubu jazzowego Eljazz ozdobiona zdjęciami członków big bandu o tej samej nazwie. To tutaj co tydzień spotykamy się, żeby rozmawiać o sprawach Bydgoszczy - fot. Klub Eljazz, eljazz.com.pl
Wstępny plan spotkań na najbliższe tygodnie to:

GRUDZIEŃ:
Środa, 16 grudnia 2015
Temat: Podsumowanie 2015 dla Bydgoszczy
(przerwa do stycznia na reorganizację)

STYCZEŃ:
Tematy zostaną ogłoszone w tygodniu spotkania.
Czwartek, 7 stycznia 2016
Czwartek, 14 stycznia 2016

Środa, 20 stycznia 2016
Środa, 27 stycznia 2016

No i to w zasadzie wszystko. Mam nadzieję, że nasza spontanicznie rozpoczęta inicjatywa stanie się teraz o wiele bardziej znaczącą grupą, która będzie mieć realny wpływ na to, jak działa i jak wyglądać będzie w przyszłości nasze miasto. Najważniejsze, to zebrać się razem i działać jako bydgoszczanie, którym się chce i których żaden urzędniczy beton nie będzie w stanie zatrzymać!

:)
- Przemek

środa, 2 grudnia 2015

Bydgoszcz dobrze skomunikowana, część 4 - Mniej znaczy więcej

Najwyższy czas wrócić do tematu dobrych praktyk w organizacji systemu transportowego w Bydgoszczy. W poprzednich częściach poruszałem wątki typowo "publiczne" i skupiałem się na problemach komunikacji zbiorowej i rowerowej. Teraz przyszła pora pochylić się nad samą organizacją przestrzeni przeznaczonej dla jezdni, chodników i parkingów. Jak łatwo się domyślić, podtytuł tego tekstu mógłby brzmieć "jeden wielki konflikt interesów". Jeśli przed przeczytaniem tego tekstu chcecie trochę lepiej "wdrożyć się" w tematykę komunikacyjno-transportową, polecam Wam serdecznie zapoznanie się z poprzednimi tekstami w cyklu!

Kilka słów wstępu za nami, czas więc uderzyć w sedno problemu. Jest to dylemat, w dużej mierze, wspólny dla znacznej większości europejskich miast o ciasnych starówkach, gęsto zabudowanych kamienicznych kwartałach śródmieścia i ludności rozlokowanej gęsto poza ścisłym centrum miasta. W Bydgoszczy bolączka spotęgowana jest wielokrotnie przez przecinające miasto szlaki wodne (Brda, Kanał Bydgoski) oraz znaczną różnicę wysokości między południem i północą miasta (skarpa!). W tak zorganizowanej przestrzeni miasto nie rozwinęło się w typowy sposób równomiernego "rozrostu" dookoła ścisłego centrum, a zamiast tego wypełniło dostępną przestrzeń tak, jak dyktowały to warunki geograficzne. Jest to sytuacja szczególnie trudna dla planistów i projektantów infrastruktury, a pewne rozwiązania stają przez to o wiele mniej wydajne, niż mogłoby się wydawać.

Mniej znaczy więcej?


"Gridlock" w Nowym Yorku - sytuacja, w której ruch
urasta do rozmiarów, w których jeden korek kaskadowo
powoduje powstawanie kolejnych, aż do pełnego
unieruchomienia całej sieci drogowej.

- fot. Roy Googin
Chociaż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że rozwiązaniem korków i braku przepustowości jest po prostu budowa dodatkowych ulic, ale doświadczenie pokazało, że bardzo często takie podejście "na chłopski rozum" okazuje się błędne i zgubne w swoich skutkach. Trochę szerzej problem ten opisałem w drugiej części cyklu, gdzie odsyłam wszystkich ciekawych uzasadnienia. W wyniku takiego błędnego podejścia wiele miast przekonało się bardzo boleśnie, że rozbudowa infrastruktury pomagała tylko na chwilę, a korki wracały, po prostu na większych ulicach, złożone z większej ilości aut. Inni do wniosków, że ślepa rozbudowa infrastruktury jest bezcelowa, docierali przez długie, żmudne badania i analizy danych z miast. 

Jednym z rezultatów takich prac jest dokument "Reclaiming city streets for people.Chaos or quality of life?", opracowany dla Komisji Europejskiej w 2004 roku na podstawie analizy takich miast, jak chociażby Cambridge, Norymberga, Sztrasburg, Oxford, Gandawa (po niderlandzku Ghent) oraz kilku innych miejsc z naszego kontynentu. Jest to analiza o tyle ważna, że odnosi się do miast typowo europejskich, o podobnej budowie i podobnych problemach do tych, które dotykają Bydgoszcz. Omawiane miasta to ośrodki średniej wielkości od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy mieszkańców, co stawia je dokładnie w tym samym przedziale, w którym znajduje się gród nad Brdą. Tam także głównym problemem, z którym przyszło się zmierzyć miastom, okazała się ograniczona powierzchnia dostępnej przestrzeni. Oczywistym stało się, że trzeba zidentyfikować co, w największym stopniu, pozbawia miasta tego cennego surowca. Myślę, że wyniki nikogo tu specjalnie nie zaskoczą:
"The most demanding mode of transport in terms of space is the private car. For example, a journey home or to work by car consumes 90 times more space than if the same journey was taken by bus or tram."("Reclaiming city streets for people.Chaos or quality of life?", 2004, Komisja Europejska)
W wolnym tłumaczeniu, ludzie poruszający się własnymi autami wymagają od miasta dziewięćdziesięciokrotnie więcej przestrzeni, niż gdyby skorzystali z komunikacji zbiorowej. Chociaż może się to wydawać wartością szalenie wysoką i mało realną, warto uświadomić sobie, że samochód prócz ulicy wymaga też miejsca parkingowego, przez co przyczynia się do zajęcia bezcennego miejsca nawet wtedy, kiedy nie wykonuje żadnej pracy na rzecz przewozu osób. Wniosek z takich analiz był bardzo prosty - im więcej przestrzeni przeznaczonej zostanie na inne formy transportu, niż ruch samochodów osobowych, tym bardziej wydajny i efektywny staje się transport w mieście.

Zamykanie dla ruchu i likwidacja miejsc parkingowych to zbawienie dla handlu!


Wspominałem już o "chłopskim rozumie" i jego zgubnych skutkach dla faktycznych rezultatów działań? Ponownie okazuje się, że wszelkie badania przeczą wszelkiej intuicji. W Bydgoszczy kupcy i sklepikarze wielokrotnie protestowali przeciwko zamykaniu ulic i ograniczaniu miejsc parkingowych w "sercu miasta", posikując się argumentami o kompletnym pozbawieniu ich klientów dostępu do sklepów i punktów usługowych. Podobny proces transformacji przechodziła kilka dekad temu Kopenhaga. Jest to miasto zaledwie 1,5 raza większe od Bydgoszczy, licząc ponad pięćset tysięcy mieszkańców, więc stanowi całkiem niezłe porównanie. Za dokumentem KE:
"Until 1962, all streets in the medieval city centre were filled with cars and all the squares were used as car parks. As car traffic increased, conditions for pedestrians were rapidly deteriorating. 
On 17 November 1962, Copenhagen’s main street, Strøget was pedestrianised. This conversion was hotly debated at the time. People argued that a pedestrian street in Denmark would never work. However although scepticism was high, the new car free environment proved extremely popular with local residents from the first day.  
(...) 
While pedestrian traffic levels have remained largely unchanged over past decades, activities connected with stopping and staying are almost four times greater than in 1968. During the summer months many of the pedestrian streets are full to capacity with people enjoying the many outdoor social and cultural activities. In the winter months attractions include festivals, and outdoor ice skating."
("Reclaiming city streets for people.Chaos or quality of life?", 2004, Komisja Europejska)
Trudno o lepszy przykład, że wszyscy przeciwnicy ograniczania ruchu są po prostu w błędzie. Ilość osób odwiedzających odmienioną przestrzeń nie tylko nie zmalała, ale też czterokrotnie zwiększyła się ilość interakcji tych ludzi z ich otoczeniem. Nawet w Bydgoszczy mamy doskonały przykład takiej zmiany, którym jest ulica Mostowa. Jeszcze niedawno cały most zastawiony był samochodami, a sięgając wstecz trochę dalej, aktywny ruch samochodów odbywał się tą ulicą do samego Starego Rynku, który także był przestrzenią dedykowaną głównie autom. Dzisiaj nikt nie potrafi sobie wyobrazić tej przestrzeni zdominowanej przez auta, a ulica Mostowa i sam rynek pełne są ludzi siedzących przy kawiarnianych, restauracyjnych i "pubowych" stolikach, kiedy tylko pogoda na to pozwala.

Oczywiście warto tutaj wspomnień, że wyniesienie z okolic starówki miejsc parkingowych nie oznaczało absolutnego odcięcia się od aut, dla których na południe od starej części Bydgoszczy powstał parking wielopoziomowy przy ulicy Pod Blankami. Odsunięcie większości miejsc od płyty rynku pozostało bez większego wpływu na ilość osób odwiedzających tę część miasta.


Case study - przykłady z Polski


Łódź - W tym poprzemysłowym mieście powstawać zaczęły woonerfy, czyli miejskie podwórce. Jest to zaadaptowana z Holandii idea "ulic do mieszkania", gdzie piesi mają pierwszeństwo nad samochodami, a przestrzeń zaprojektowana jest przede wszystkim po to, aby przyjemnie było w niej przebywać. Ulice tego typu nadal pozostają otwarte dla ruchu samochodowego, jednak nacisk kładziony jest tutaj głównie na zapewnienie maksymalnie dużej ilości przestrzeni dedykowanej dla mieszkańców, przy unikaniu przerostu i dominacji roli samochodów. W Łodzi powstają zaledwie od 2014 roku i chociaż nadal trudno przedstawić twarde dane liczbowe, dotyczące konkretnej zmiany w obrotach i odwiedzinach, to dostępne są już inne informacje o efekcie funkcjonowania tego typu przestrzeni. Ze wstępnych analiz wynika, że mieszkańcy tak polubili ideę i jakość zaoferowanej przestrzeni, że w bardzo krótkim czasie powstała znaczna presja społeczna dla tworzenia kolejnych miejsc tego typu. Przy woonerfach otwierają się kolejne lokale gastronomiczne, które nie mogą narzekać na brak klientów.
Pierwszy woonerf w Łodzi, na ulicy 6 Sierpnia, niedługo po otwarciu. - fot. użytkownik Arewicz, Wikimedia Sommons
Dotychczasowym sercem Łodzi była ulica Piotrkowska, która w roli jednego z największych deptaków i najdłuższej ulicy handlowej w Europie spisywała się całkiem dobrze. W zasadzie każdy łodzianin spędzał tutaj część swojego wolnego czasu i nie sposób było przyjechać do Łodzi bez odwiedzania tej ulicy. Wraz z pojawieniem się miejskich podwórców okazało się, że jakość przestrzeni przez nie oferowanej i sam charakter ulic "do życia" sprawiły, że to właśnie tam zaczęło się koncentrować funkcjonowanie miasta. Cytując za Dziennikiem Łódzkim:
"Po raz kolejny okazało się, że to, co na ulicy Piotrkowskiej czasem kuleje, na krótkiej 6 Sierpnia udaje się znakomicie. Udało się tu zbudować kolorową, przyjazną przestrzeń, uniemożliwić wariacką jazdę samochodom, umieścić duże drzewa i postawić ławki, na których ludziom chce się siedzieć. Wkrótce rozstawiły się ogródki, w których trudno o wolne miejsce.
Teraz okazało się, że na 6 Sierpnia można zrobić sympatyczną imprezę. I rano szybko po niej posprzątać. Jeśli tak dalej pójdzie, zasłużona Piotrkowska stanie się brzydszą, starszą siostrą młodego woonerfu."
("6 Sierpnia zastąpi Piotrkowską?", Dziennik Łódzki, 9 sierpnia 2014)
Obecnie w Łodzi, prócz woonerfów w ścisłym centrum miasta, planuje się także budowę podwórców na innych osiedlach, a planowane nowe inwestycje wzorem Kopenhagi, zaczynają zajmować coraz większe połacie terenu, obejmując kolejne ulice. Jak dotąd wszystkie inwestycje w kierunku budowy ulic dedykowanych pieszym zdają się zwiększać atrakcyjność okolicy i zdecydowanie poprawiać rentowność prowadzonych w tych miejscach biznesów.

Krakowskie Przedmieście przed przebudową, którą przeprowadzono
w 2008 roku. - fot. użytkownik Hiuppo, Wikimedia Commons
Warszawa - Chociaż Krakowskie przedmieście znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie Starówki, a sama lokalizacja jest szczególnie chętnie odwiedzana przez turystów, miasto zdecydowało się zamienić przestrzeń Traktu Królewskiego w ulicę o parametrach zdecydowanie porzucających wszelką przepustowość i kompletnie likwidując jakiekolwiek miejsca parkingowe. Inwestycja okazała się strzałem w dziesiątkę, a sam trakt stał się jednym z najładniejszych szlaków spacerowych w stolicy naszego kraju. Podobnie, jak w Łodzi, przeznaczenie o wiele większej powierzchni ulicy dla ruchu pieszych spowodowało spore ożywienie ulicy. W czasie weekendów ulica ta pełni rolę deptaka i jest całkowicie niedostępna dla samochodów. 

Podobne działania planowane są obecnie (w różnym stopniu) także w innych punktach Warszawy. Dzięki temu na ulicy Marszałkowskiej ma ubyć pasów ruchu, a przejścia dla pieszych pojawić się mają o wiele gęściej, niż miało to miejsce do tej pory. Na podobną skalę ograniczany ma być ruch na Alejach Jerozolimskich, a bardzo charakterystyczne dla naszej stolicy Rondo Dmowskiego kompletnie przestanie istnieć i zastąpione zostanie zwykłym skrzyżowaniem.

Krakowskie Przedmieście po przeprowadzeniu kompletnej przebudowy.
- fot. Urząd Miasta Warszawy
Wszystkie te zmiany motywowane są bardzo pragmatycznym podejściem włodarzy stolicy, którzy swoje plany komentują w sposób bardzo pragmatyczny. Cytując za serwisem wyborcza.pl:
"Władze Warszawy, dopingowane przez miejskich aktywistów, sygnalizują, że ruch w centrum będzie stopniowo ograniczany. Nie ma innego wyjścia - napór samochodów jest coraz większy, wszystkie się nie zmieszczą."
("Rewolucja w centrum Warszawy: węższe ulice, więcej zebr", wyborcza.pl, 23 maj 2015)
Z całą pewnością ograniczenia w ruchu mają swoje wsparcie w rozbudowie warszawskiej sieci metra, która pozwala skanalizować część podróży alternatywnymi środkami transportu. W Bydgoszczy taką funkcję pełnią tramwaje, które mając w większości własne, wyłączone z reszty ruchu torowiska, są w stanie zapewnić transport niezależny od sytuacji panującej w danym momencie na drogach. Warto skorzystać z tego przykładu i zastanowić się, czy nie warto by było zaadaptować części tych doświadczeń na naszym gruncie.

Kierunek zmian w Bydgoszczy


Pierwszym poważnym krokiem, mającym na celu zmianę funkcjonowania bydgoskiej przestrzeni publicznej była wspomniana już przeze mnie wcześniej ulica Mostowa oraz Stary Rynek. Ta pierwsza stanowiła niegdyś jedną z wielu typowych ulic, którymi przebiegał ruch aut w osi północ-południe, a na samym starym rynku można było nawet zaparkować. Z biegiem lat przejazd przez Stary Rynek stał się niemożliwy, a ulica Mostowa stała się drogą lokalną, rozprowadzającą ruch z niewielkich uliczek przylegających do bydgoskiego starego miasta. Kolejne lata przynosiły kolejne zmiany - z mostu zniknęły miejsca parkingowe, a sam most zyskał bardzo szerokie chodniki, które szybko zamieniły się w miejsce występu ulicznych artystów i pozowania do zdjęć grupowych, co przedtem potrafiło być problematyczne. Ten kierunek zmian utrzymuje się nadal i stopniowo obejmuje coraz więcej ulic otaczających najstarszą część miasta.

Ulica Długa w słoneczny dzień. Mimo rewitalizacji i ograniczonego ruchu, nie jest ona w pełni dedykowana pieszym.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons

Niestety, im dalej odsuniemy się od starego rynku, tym zmiany zakładające tworzenie "przestrzeni do mieszkania" spotykają się z większym oporem mieszkańców, kupców i nierzadko także samych władz oraz drogowców. Wiele winy tutaj w niefortunnym momencie upadku ulicy Długiej. Kiedyś pełniła rolę tętniącej życiem ulicy handlowej, którą odwiedzali niemal wszyscy bydgoszczanie, a dziś musi się ona dźwigać z  handlowego upadku. Wiele osób przypisuje ten stan rzeczy brakowi dostępu dla aut i niemożliwości zaparkowania "na progu" sklepów, jednak mało kto zdaje sobie sprawę, jak mocno zbieżne w czasie z upadkiem Długiej było pojawienie się w Bydgoszczy ogromnych centrów handlowych. Według badań, prowadzonych nad wpływem stref ograniczonego ruchu na handel i funkcjonowanie przestrzeni, potrzeba od 3 do 5 lat, aby pojawiły się widoczne rezultaty zmian, jak właśnie przekształcenie ulicy w pieszojezdnię o ograniczonym lub całkowicie wyłączonym ruchu. Dzisiaj okolice ulicy Długiej zaczynają bardzo powoli wracać do życia. Długa jest teraz ulicą o zupełnie innym charakterze i zaczyna zapełniać się lokalami, które w żadnej galerii handlowej nie miałyby prawa bytu, jak chociażby powstałe przy tej ulicy unikatowe Muzeum Mydła i Historii Brudu, które wszystkim gorąco polecam!

Kolejne próby budowania przestrzeni nastawionej na mieszkańca miały w Bydgoszczy miejsce na ulicy Gdańskiej, gdzie już pod koniec lat 90. wprowadzono graniczenie ruchu kołowego na początkowym odcinku ulicy, a od 2012 roku trwają prace nad stopniową poprawą infrastruktury drogowej przez zwiększenie dostępności dla osób korzystających z komunikacji rowerowej i, chociaż częściowe, ograniczenie zachęt do korzystania z aut osobowych jako środków poruszania się w ścisłym centrum miasta. Biorąc pod uwagę fakt, że Bydgoszcz jest jednym z czołowych przykładów sukcesu systemu rowerów miejskich, jest to kierunek zmian gwarantujący dalszy wzrost znaczenia i polarności tej ulicy. Chociaż często pojawiały się głosy sprzeciwu sugerujące, że wprowadzenie ograniczeń parkowania na rzecz powstającego wówczas kontrapasa rowerowego (umożliwiającego jadę rowerem w kierunku przeciwnym do organizacji jednokierunkowej ulicy Gdańskiej), spowoduje katastrofalne wręcz spadki obrotów, nic nie wskazuje na to, by miało to jakikolwiek wpływ na funkcjonowanie okolicznych lokali. Jednocześnie warto zwrócić uwagę, że w przeciwieństwie do zmian na ulicy, ogromna fala zamknięć i przeniesień dotyka ulicę Gdańską właśnie teraz, po otwarciu kolejnego już w Bydgoszczy centrum handlowego, odległego od ulicy Gdańskiej o ponad kilometr w linii prostej. Bardzo łatwo dopatrzeć się w tej sytuacji analogicznego przebiegu zdarzeń do tych, które doprowadziły do upadku ulicy Długiej, chociaż na szczęście całe to zjawisko zachodzi obecnie na zdecydowanie inną skalę, gdyż nowe galerie "kanibalizują" inne duże obiekty handlowe w równej mierze, jak wpływają na sklepy uliczne. 

Początkowy odcinek ulicy Gdańskiej. Mimo znacznego ograniczenia
dostępności ruchu samochodów osobowych tętni życiem. Kluczem
jest dostępność nie dla kierowców, a komunikacji zbiorowej i ruchu
pieszego oraz rowerowego.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Najnowszym pomysłem, który już niebawem doczekać się może realizacji, są planowane zmiany na ulicy Śniadeckich, przecinającej centralnie bydgoskie śródmieście. Według pierwotnych planów ma się ona stać ulicą o uspokojonym charakterze, z dedykowanym pasem rowerowym i znacznie ograniczonym parkowaniem aut. Dzięki temu ulica stać się może kolejną w Bydgoszczy przestrzenią, w której przebywać będzie przyjemnie, a zamiast bezdusznego widoku jednego wielkiego parkingu, mieszkańcy przebywać będą w uporządkowanej przestrzeni zaaranżowanej z myślą o mieszkańcach, a nie ich pojazdach. Niestety, analogicznie do przypadku ulicy Gdańskiej, pojawił się ogromny opór ze strony okolicznych przedsiębiorców i mieszkańców, którzy nie tylko byli przeciw zmniejszaniu dostępnej dla aut przestrzeni, ale wręcz zabiegali o zwiększenie ilości pasów ruchu i miejsc parkingowych kosztem chodnika. Wśród wysuwanych argumentów pojawiło się wiele takich, które stoją pełnej opozycji do wszystkich przytaczanych w moich tekstach dokumentów z wynikami badań na miastach świata i europy.

Chociaż każda analiza dowodzi, że aby ludzie spędzali czas i wydawali pieniądze, trzeba stworzyć przestrzeń, w której będą się czuć dobrze i swobodnie, z jakiegoś powodu nadal, z uporem maniaka, to samochody uważane są za kluczowy element odpowiedzialny za ilość klientów o obroty sklepów. To ogromny błąd! W centrach handlowych samo przejście z parkingu do wybranego sklepu to dystans liczony w setkach metrów, a przestrzeń wewnątrz galerii nie bez powodu zorganizowana jest w sposób przypominający układ kwartałów w gęstej zabudowie pierzejowej. Jeszcze większe podporządkowanie ulicy Śniadeckich autom spowoduje, że dla pieszego przestrzeń stanie się wroga, ciasna i nieprzyjemna. Jak wykazały badania nad wpływem nastroju na zachowania klientów, istnieje znaczna korelacja między dobrym, spokojnym i zrelaksowanym stanem ducha i skłonnością do wydawania pieniędzy. Cytując analizę uzyskanych przez badaczy wyników:

"(...)participants in the nostalgia versus neutral condition may have felt more relaxed, a state that augments the monetary valuation of products (Pham, Hung, and Gorn 2011), which in turn could have been reflected in higher willingness to pay in experiment 1. Finally, participants in the nostalgia versus neutral condition may have felt more pleasant, softer, cooperative, distracted, or less confrontational, which may have contributed to giving more money away in experiment 2."
("Nostalgia Weakens the Desire for Money", Uniwersytet Chicago, 2014, Jannine D. Lasaleta, Constantine Sedikides, Kathleen D. Vohs)
W wolnym tłumaczeniu, ludzie zrelaksowani, będący pod wpływem nostalgii i spokoju ducha wykazywali podwyższoną skłonność do wydawania pieniędzy i w przeprowadzonych przez badaczy eksperymentach byli gotowi wydawać więcej bez wdawania się w targi. Czy w takim razie zwężanie chodnika i budowanie w przechodzących przed sklepem ludziach uczucia frustracji i "zepchnięcia na margines" jest tym, czego powinni chcieć prowadzący interesy? Czy ten jeden klient, który zaparkuje swoje auto zaraz przed wejściem do sklepu, wart jest piętnastu, którzy, idąc tak zorganizowaną ulicą, będą chcieli znaleźć się w jakimkolwiek innym, przyjemniejszym miejscu? Te pytania zostawię otwarte.

Podsumowanie


Mniej znaczy więcej. Mniej aut, miejsc parkingowych i powierzchni pochłoniętej przez jezdnie dla pojazdów, to więcej przestrzeni dedykowanej dla mieszkańców i elementów przestrzeni, która poprawi jakość ich otoczenia i w efekcie sprawi, że o wiele chętniej będą oni korzystać z okolicznych usług. Mniej zachęt do wjazdu własnym samochodem pod sam sklep, to więcej klientów mijających witryny pieszo i na rowerach, z prędkościami dającymi o wiele więcej czasu na zainteresowanie klienta. Budujmy miasta "do mieszkania", bo wszystkie badania naukowe, wbrew chłopskiej logice i pobieżnym szacunkom pokazują, iż tylko w ten sposób można tworzyć przestrzeń żywą i sprawnie funkcjonującą.

- Przemek M.

wtorek, 24 listopada 2015

Bydgoszcz stanie się miastem wieżowców?

Wśród projektów uchwał Rady Miasta Bydgoszczy, które przedstawione zostaną na jutrzejszej XXI sesji RM pojawił się bardzo interesujący dokument pod tytułem "Projekt uchwały w sprawie przyjęcia informacji o kształtowaniu krajobrazu miasta Bydgoszczy". Jeśli tylko dokument ten zostanie przyjęty, a jego założenia doczekają się odpowiedniego przełożenia na zapisy w miejscowych planach zagospodarowania, to Bydgoszcz stanie się miastem wież ze szkła i betonu. Nie wiem nawet, od czego zacząć wyrażanie własnego entuzjazmu dla tej koncepcji (tak tak, wiem, że to tylko projekt!). Gorąco liczę, że naszym urzędnikom nie zabraknie odwagi, by wszystkie założenia tej koncepcji zaakceptować i stopniowo wprowadzać w życie. Czemu? Pozwolę sobie wypunktować kilka najważniejszych elementów, a zacznę od tej grafiki:


Przykładowa zabudowa wysokościowa u zbiegu ulic Kamiennej i Fordońskiej, według założonej w dokumencie wysokości okolicznej zabudowy. Z prawej widzimy ulicę Kamienną, która to ma być głównym kierunkiem dla zjeżdżających z Wiaduktów Warszawskich. - Miejska Pracownia Urbanistyczna, Bydgoszcz, Listopad 2015


Co prawda żaden budynek, który zostałby wybudowany na wskazanych terenach, nie wyglądałby tak, jak te pokazane na powyższej symulacji, ale proporcje okolicy i ogólny jej wygląd byłyby bardzo podobne. Zabudowa usytuowana w samym środku tego skupiska miałaby sięgać nawet 120 metrów, co w praktyce oznacza skalę zabudowy przypominającą warszawskie budynki ORCO Tower i Spektrum Tower. Dookoła znajdować się mają kwartały zabudowy o wysokości od 100 do 55 metrów, zależnie od strony. To przedział wysokości od obiektów skali podobnej do Poznańskiego Centrum Finansowego do powstającego obecnie nad Brdą wieżowca Nordic Haven. Są to oczywiście wysokości o ponad połowę mniejsze od największych wysokościowców w Polsce, ale w skali Bydgoszczy nadal są one imponującym wynikiem.

Ważnym pytaniem jest tutaj, czy w naszych warunkach znajdą się inwestorzy gotowi postawić w tym rejonie Bydgoszczy budynki odpowiadające tak ambitnym założeniom? Odpowiedzi nie trzeba wcale szukać daleko! Jednym z inwestorów, od kilku lat gotowych do rozpoczęcia inwestycji, jest firma Hunger Development pod wodzą Oskara Hungera. Sprawa potencjalnej inwestycji przy istniejącym już budynku Dan House poruszana była pół roku temu przez portal gazeta.pl, gdzie przeczytać mogliśmy, że:
"Firma Hunger Development już sześć lat musi wstrzymywać się z budową biurowca. Warunkiem rozpoczęcia inwestycji jest bowiem przedłużenie ul. Składowej, która wciąż pozostaje tylko w planach. Urzędnicy tłumaczą, że to wina przedłużających się negocjacji z innym prywatnym inwestorem. (...)
Od czterech lat czekamy na dalsze decyzje Urzędu Miasta w tej sprawie. Nie mamy też żadnych informacji odnośnie rozpoczęcia prac nad przyłączeniem mediów, budowy oświetlenia, chodników i całej infrastruktury, która jest niezbędna, aby móc planować wznoszenie nowego biurowca.
Hunger wyjaśnia, dlaczego przedłużenie Składowej to kluczowa inwestycja: - Tak duży biurowiec potrzebuje nowych przyłączy, przede wszystkim kanalizacyjnych. Nie można go podłączyć do istniejącej sieci, ponieważ nie jest ona w stanie odebrać tak dużej ilości ścieków. Po prostu moglibyśmy w nich utonąć. Wodociągi deklarują, że zbudują nowe przyłącze, ale inwestycje przeprowadzą w momencie, kiedy rozpoczną się prace przy budowie ulicy. A tej jak nie było, tak nie ma. (...)"
II etap SCANPARK Business Center - materiały inwestora.
Ciekawych kształtu tej inwestycji odsyłam na stronę inwestora do zakładki "projekty" na stronie Hunger Development. Chociaż nie jestem szczególnie zachwycony wybranym projektem elewacji i ogólnym kształtem budynku, to nadal uważam za bardzo dobry pomysł tworzenie obiektów tej skali. Bydgoszcz pozostaje w ogonie miast polskich pod względem łatwo dostępnej przestrzeni biurowej o najwyższym standardzie, a prace nad jedynymi projektami tego typu, przy Placu Kościeleckich oraz Rondzie Fordońskim, zatrzymały się na etapie robót ziemnych. Prócz tego rozbudowywany jest park biznesowy przy ulicy Kraszewskiego, ale ta inwestycja w praktyce nie wniesie na wolny rynek ani jednego metra powierzchni, gdyż zarezerwowana została jeszcze przed startem prac.

Gdyby udało się w szybki i sprawny sposób wdrożyć to opracowanie, a w parze z nim poszłyby prace nad odpowiednimi miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, to jestem przekonany, że pierwsze maszyny budowlane zobaczylibyśmy w tej okolicy na przestrzeni zaledwie kilku lat. Gdyby to ode mnie zależało, to już teraz szukałbym inwestorów gotowych do symbolicznego "wbicia łopaty", a samo miasto wzorem Poznania i Szczecina zaangażowałbym w proces inwestycyjny pod postacią partnerstwa publiczno-prywatnego, które doprowadziło w tamtych miastach do prawdziwego biurowego boomu!

Trzymam gorąco kciuki za sukces tego projektu, gdyż jeszcze niedawno pisałem na tym właśnie blogu, że "Bydgoszcz chce rosnąć, ale nie może" (KLIK!) - teraz wiem, że przy odrobinie szczęścia i pozytywnego nastawienia bydgoskich włodarzy, mój tekst może się stać kompletnie nieaktualny. Czy się tak stanie? Mam wielką nadzieję, że tak, ale pozostaję także bardzo ostrożny w ocenie ostatecznej realizacji tych założeń. To zdecydowanie dobry kierunek i słuszna idea budowania w Bydgoszczy czegoś więcej, niż tylko kolejnych niewysokich bloków w Fordonie, ale bez zaangażowania miasta w należyte uzbrojenie terenu, wsparcie finansowe (ppp) i pozafinansowe, może się skończyć na ładnych wizualizacjach. 

Prócz wyżej przytoczonego "city" w projekcie znalazło się kilka innych ciekawych zapisów, które także warto przynajmniej wymienić. Wśród nich znajdziemy, między innymi:
  • Uzupełnienie zabudowy między Nordic Haven i Operą Nova o kolejne wysokościowce w skali ponad 55 metrów oraz do 35 metrów. Obecnie jest tam wielka wyrwa w tkance miasta zamknięta między ulicami Focha, Obrońców Bydgoszczy oraz Marcinkowskiego.
  • Dopuszczenie zabudowy do 35 metrów na terenie dawnego Torbydu oraz ponad 55 metrów na obszarze obecnego dworca PKS. Z całego serca popieram wyniesienie dworca gdzieś, gdzie nie będzie generował dodatkowych problemów na drogach, szczególnie gdy widzę ilość problemów stwarzanych przez autobusy manewrujące przez i często kompletnie blokujące skrzyżowanie pod Trasą Uniwersytecką!
  • Stworzenie "pasa wysokiej zabudowy" wzdłuż trasy W-Z wraz z drugim dużym skupiskiem terenów przeznaczonych pod zabudowę 55+ przy węźle zachodnim.
Dla przypomnienia - pełna treść dokumentu znajduje się w BIP (link bezpośredni).
Trzymajmy kciuki, żebyśmy za kilka lat zobaczyli we wskazanych miejscach dźwigi powoli stawiające w Bydgoszczy budynki, które nie tylko będą miały szansę stać się nowymi symbolami miasta, ale także nadadzą mu atmosferę godną stolicy obszaru metropolitarnego. Może wreszcie pozbędziemy się dość powszechnej opinii miasta o wiele mniejszego, niż jest w rzeczywistości?

- Przemek

poniedziałek, 16 listopada 2015

Pozbądźmy się parszywych kontrolerów!

Dzisiaj rano miałem ogromną nieprzyjemność przeczytać kolejny już artykuł o absolutnie haniebnym zachowaniu kontrolerów ze spółki "RENOMA". Znęcanie się nad dwunastolatkiem nie jest tylko faux pax ani nietaktem, to jest przestępstwo ścigane z urzędu! Nie wiem jeszcze ile potrzeba, żeby miasto wpisało tę firmę na jakąś "czarną listę" podmiotów, które mają się trzymać od Bydgoszczy z daleka. Temat nie jest wcale nowy i najwyższy czas powiedzieć dość! Sam też miałem kilka razy okazję być skontrolowanym przez osoby z tego właśnie przedsiębiorstwa i przyznam szczerze, bo i trochę sprawiedliwości trzeba oddać - żadne większe nieprzyjemności mnie akurat nie spotkały. Czasem zdarzał się człowiek nieprzyjemny w obyciu, czasem ktoś sprawiał wrażenie szalenie niezadowolonego z życia, ale ani razu nie przełożyło się to na mnie bezpośrednio, jako kontrolowanego pasażera. Inni bydgoszczanie niestety nie mieli tyle szczęścia i pamiętając, że to wcale nie były pojedyncze przypadki, zrobiłem sobie szybką prasówkę w poszukiwaniu kilku innych sytuacji z bydgoskimi pracownikami sopockiej firmy w roli głównej. Oto efekty (dosłownie 5 minut i pierwsze z brzegu tytuły):


Kontrolerzy biletów z Bydgoszczy pastwili się nad dzieckiem!

Renoma w Bydgoszczy nie wybacza

Dwóch kontrolerów biletów pobiło w Bydgoszczy pasażera? Internauci oburzeni!

Kontrolerzy wylecieli z pracy po brutalnej interwencji

Bydgoszczanie buntują się przeciwko skandalicznemu zachowaniu kontrolerów biletów MZK

Kontrolerzy prowokują pasażerów? Mandat "za wszelką cenę"

Kto kogo szarpał? "Kontrolerzy uderzyli głową studenta o szybę przystanku tramwajowego"

Zobacz agresywnych kontrolerów z Bydgoszczy. W sieci wrze

Szkolenia to fikcja? Tak mówi nam były pracownik "Renomy"

Przybywa skarg na Renomę i ZDMiKP
Kontrolerzy "Renomy" dopadli go i przewrócili na ziemię. - Urzędnicy: zajmiemy się tą sprawą

Jestem pewien, że gdybym poświecił na szukanie kolejnych tekstów jeszcze dwa kwadranse, to ilość znalezionych materiałów uległaby podwojeniu. Co najbardziej mnie przeraża to, że w przytoczonych artykułach przewija się regularnie kilka kwestii, które niczym bumerang pojawiają się raz po raz. To narzucane odgórnie przez ZDMiKP normy "do wyrobienia" (tak ilościowej, jak i kwotowe), znikające w tajemniczych okolicznościach nagrania z monitoringu zamontowanego w taborze, których nie da się odzyskać, kiedy już dochodzi to eskalacji na drogę sądową oraz kompletny brak szkolenia kontrolerów. W efekcie rysuje mi się przed oczami obraz ponury i smutny.

Z podpiętych powyżej tekstów wynika, że "Renoma" wraz z drogowcami i przewoźnikami działa w jakiejś chorej zmowie, a sama spółka nie tylko jest chroniona, ale też wydaje się być kompletnie "nie do ruszenia" w kolejnych i kolejnych znów przetargach. Nie bez powodu ostatnim artykułem jest właśnie ten, w którym jasno jest zaznaczone - urzędnicy zobowiązali się zająć sprawą. Pięć i pół roku później kontrolerzy tej spółki nadal brutalnie atakują pasażerów, a nawet publicznie znęcają się nad dziećmi zamiast wykonywać obowiązki służbowe! Nie ma znaczenia co powie rzecznik prasowy firmy, ani też czy ostatecznie kontrowersyjni kontrolerzy stracą pracę, jeśli nadal obsługuje nasze miasto firma, która najwyraźniej przyjmuje takie metody działania jako podstawę funkcjonowania.


Tramwaj PESA Tramicus na bydgoskich torach. - fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Miasto Bydgoszcz, jeśli chociaż odrobinę ma na względzie bezpieczeństwo i godność własnych mieszkańców, już dawno powinno umieścić to przedsiębiorstwo na czarnej liście organizacji balansujących na granicy prawa i szczególnie szkodliwych dla wizerunku grodu nad Brdą. Dokładnie taką samą listę powinien mieć bydgoski Zarząd Dróg i Komunikacji Publicznej, którego misją jest ponoć popularyzowanie i zachęcanie mieszkańców do jazdy zbiorkomem. Jeśli przejazd autobusem lub tramwajem będzie się kojarzyć z ryzykiem pobicia, bo nie zdążyliśmy dojść do kasownika kilka sekund po zamknięciu drzwi, albo z tym, że nasze dziecko zostanie zabawką zwyrodnialców, to nasza komunikacja będzie pasażerów tylko tracić.

Gdybym miał wskazać sposób, by pozbyć się problemu i definitywnie zakończyć ciągnący się za nami od WIELU LAT problem śmiejącej się prawu w twarz spółki "Renoma, to wskazałbym palcem strażników miejskich. Obecnie formacja ta, pozbawiona prawa do polowania z fotoradarem na przypadkowych kierowców, wydaje się być zawieszona w próżni i nawet na ulicach prawie nie widać patroli (chociaż widać je na bulwarach w postaci kompletnie zdewastowanych desek na przystankach tramwaju wodnego!). Może warto poważnie podjąć w radzie miasta temat przekazania całego ciężaru kontroli biletów właśnie na strażników? Budżet straży można przecież powiększyć o kwotę, którą dotychczas dostawała sopocka firma, a już sam widok umundurowanego "strażnika-kontrolera" czekającego na przystanku o wiele lepiej się sprawdzi, niż nerwowe rozglądanie się czy przypadkiem któryś z rechoczących osiłków nie będzie próbował wytłuc z nas mandatu.

- Przemek

PS:
Tak, jestem w pełni świadomy, że wśród kontrolerów są też i szalenie mili, sympatyczni i kulturalni ludzie. Nie znam ich, nie wymienię z imienia, ale dziękuję im za to, że są! :)