czwartek, 29 stycznia 2015

Na szybko: Koniec białych rękawiczek?

Są pewne wydarzenia, które poważnie dają nam do myślenia nad przyszłością naszego regionu. Kujawsko-Pomorskie na chwilę obecną dołuje we wszystkich rankingach zatrudnienia, poziomów wynagrodzeń i stopnia rozwoju, co w centralnej Polsce jest ewenementem i na podobnym poziomie spotykane jest jedynie w województwach ściany wschodniej. Można część winy zrzucić na położenie geograficzne regionu między dwoma ogromnymi "magnesami", Gdańskiem i Poznaniem, które bardzo szybko rozwijają się i są w stanie przyjąć i zatrudnić niemal każdą ilość siły roboczej. Mimo to w samej Bydgoszczy bezrobocie jest niemal o 10 punktów procentowych niższe i prowadzone obecnie inwestycje wskazują, że poziom bezrobocia w naszym mieście jeszcze bardziej spadnie.

Niestety, nie można tego samego powiedzieć o reszcie województwa, gdzie bezrobocie na poziomie kilkunastu procent utrzymuje się od dawna, a kiedy województwa dookoła rozwijają się, my zdajemy się stać w miejscu. Z wielu stron padały już oskarżenia, że wszystko jest winą naszego Urzędu marszałkowskiego, który za mocno stara się zmienić Toruń w silne miasto, gdzie "wszystkiego jest dużo i pod dostatkiem". Efektem są chociażby inwestycje, które dublują już istniejące w regionie ośrodki, ale bardzo wiele problemów wynika z forsowania na siłę wizji rozwoju, gdzie pewnym inwestycjom nie tyle "pomaga się", co spiętrza problemy do tego momentu, aż kolejne miasta województwa Kujawsko-Pomorskiego przestają być brane pod uwagę.


"Dar" dla Collegium Medicum UMK



W dniu 7 października 2013 roku prezydent Bydgoszczy, Rafał Bruski, podpisał akt darowizny okazałego budynku przy ulicy Dworcowej 63 na rzecz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Przepiękny gmach miał służyć za nowy wydział stomatologii, a że jego powierzchnia przekraczała nawet potrzeby jednego wydziału, istniała spora szansa na powiększenie zakresu nauczania w tymże budynku. Nie trudno się dziwić, że w Bydgoszczy zapanowała spora radość, gdyż jednocześnie doczekać mieliśmy się remontu jednej z pruskich perełek architektonicznych i powiększenia liczby studentów w mieście dzięki rozrostowi uczelni medycznej. Ta ostatnia dzięki inwestycji miała jeszcze mocniej zostać osadzona w naszym mieście, gwarantując iż Collegium Medicum nie zostanie stąd "wyprowadzone wydział po wydziale".

Piękny gmach, który stał się obiektem sporu to jeden z czołowych przykładów architektury pruskiej w Bydgoszczy. - Fot. Wikipedia, na licencji Creative Commons.
Gmach, o którym dzisiaj piszę, miał jednak jeszcze jednego właściciela. Właścicielem tym był Urząd Marszałkowski w Toruniu, który (jak się wydaje) powinien zrobić wszystko, by wesprzeć rozwój uczelni w województwie. Niestety, sprawa ostatecznie nie okazała się wcale tak prosta, a wsparcie dla powstania nowego wydziału w Bydgoszczy wcale nie takie ważne, jak wskazywałaby ranga uniwersytetu.

Bez białych rękawiczek, bez skrupułów



Jak możemy przeczytać w dzisiejszym artykule Gazety Wyborczej, w urzędzie nikt nawet nie próbował poinformować Collegium Medicum, że część budynku przestała być własnością województwa i fragment zabytkowego gmachu trafił w ręce prywatne. Cytując za GW:
Pod koniec zeszłego roku prof. Jan Styczyński, prorektor ds. Collegium Medicum UMK, udał się do Piotra Całbeckiego, by porozmawiać o przekazaniu uczelni tej części obiektu. Okazało się, że to niemożliwe. Powód? Jesienią marszałek sprzedał ją przychodni.
 Czy tylko mi wydaje się dziwne, że zrobiono to "po cichu", a uczelnię przygotowującą się do dużej inwestycji wprowadzono w błąd nie bez powodu? Jak się okazało, nowy właściciel części budynku nie ma środków, by partycypować w kosztach, a to oznacza iż w praktyce jest w stanie zablokować całą inwestycję CM na długie lata, co jest niemal równoznaczne z potencjalnym wycofaniem się UMK z inwestycji jako takiej. Nie trudno zauważyć, że jest to bardzo na rękę wszystkim zwolennikom stopniowego przenoszenia instytucji z całego województwa do Torunia, gdyż tam powstaje właśnie ogromny szpital, którego gabaryty znacznie przekraczają jedynie lokalne potrzeby miasta.

Wojewódzki Szpital Zespolony w Toruniu już od 2010 roku snuł plany stania się placówką w randze szpitala uniwersyteckiego, ale istniały poważne obawy, iż CM UMK może nie dysponować wystarczającą liczbą wydziałów, które można by powiązać ze szpitalami. Wiele głosów wskazywało wprost, że aż trzy szpitale o takiej randze w województwie to po prostu za dużo i doprowadzi to jedynie do "rozwodnienia" całego układu uczelni, a rozproszenie jednostek między tak wieloma placówkami, w dodatku rozrzuconymi w aż dwóch miastach, doprowadzi do powstania ogromnych kosztów funkcjonowania całej uczelni. Mimo to, w przypadku wycofania się CM z inwestycji przy ulicy Dworcowej 63, właśnie szpital w Toruniu dysponować będzie najlepszymi warunkami, by ściągnąć do siebie wydział potrzebujący nowego gmachu (trwa właśnie rozbudowa toruńskiego kompleksu do ponad 50 tysięcy metrów kwadratowych, która zakończyć ma się w 2018 roku).


Potencjalne rozwiązanie problemu?



Chociaż cała sytuacja może wydawać się trudna, to sam widzę pewną furtkę, która może posłużyć naszym władzom do wyprowadzenia Collegium Medicum z problematycznej sytuacji. Warto przypomnieć sobie miejski program, którego celem miało być prowadzenie remontów szeregu zabytkowych budynków w śródmieściu i na starówce. Jak szumnie zapowiadali włodarze miasta, wydawane miały być nakazy remontów, a jeśli właściciele nie przystąpiliby do prac w wyznaczonym terminie, miasto wystawiać miało zajmować się odpowiednimi remontami na własny koszt, który potem miałby zostać pokryty przez wystawienie odpowiedniej wysokości "rachunku" opornemu właścicielowi. Zasadę działania takich nakazów opisywał pod koniec zeszłego roku, między innymi, Express Bydgoski:
Jest możliwość zlecenia tzw. wykonania zastępczego - wskazuje inż. Stanisław Skowroński. - Dzieje się tak, gdy właściciel obiektu odmawia wykonania remontu albo rozbiórki, trwając przy swoim nawet po opłaceniu grzywny. Wykonanie zastępcze wiąże się z ogłoszeniem przetargu na fizyczne przeprowadzenie prac i na ich realizację.
Z szumnych zapowiedzi niewiele wyszło, gdyż pod przykrywką programu dotąd prowadzone były głównie remonty kamienic należących do ADM, a wykonanie zastępcze odbyło się dotychczas tylko dwa razy, jednak dzięki tym przepisom wciąż pozostaje pewien potencjał. Po odpowiednim uzgodnieniu terminów z Collegium Medicum można by bez problemowo wystawić nakaz remontu, który pokrywa się z planowanym terminem prowadzenia prac przez uczelnię, a nie dysponującą środkami przychodnię potraktować zgodnie z zasadą prowadzenia prac przez miasto i obciążania właścicieli kosztami.

Takie przesunięcie kosztów na program remontowy pozwoliłoby wprowadzić uczelnię do nowego gmachu zgodnie z planem, jednocześnie zwolnić ją z konieczności walki ze współwłaścicielem o wyrównanie kosztów. Jeśli miastu naprawdę zależy na ulokowaniu inwestycji u nas i zablokowanie jej przez nieodpowiedzialne działania Urzędu Marszałkowskiego stanowi dla realizacji tych planów zagrożenie, nie można pozwolić na bierne czekanie aż "sprawa się rozwiąże". 

PS:
Sprawę skomentowałem też krótko na swoim profilu osoby publicznej, na FB. Zapraszam do zapoznania się i (jeśli zechcecie) wyrażenia tam swojej opinii na ten temat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz