wtorek, 31 marca 2015

Od jedzenia po metropolie - trzy bydgoskie sprawy.

Znów mam kilka wątków, które chciałem poruszyć na szybko we wspólnym wpisie. Część mniej poważna, część bardzo poważna i mocno związana z naszym miastem oraz jego potencjalnym rozwojem. Mam nadzieję, że w całym tym zlepku każdy znajdzie coś, co go interesuje i przy okazji ja też znajdę z Waszej strony pewną dozę wsparcia. Nie psując humoru zacznę od rzeczy przyjemnych!


Wypady, wyjścia i inne spacery




Sądząc po Waszych reakcjach i popularności wpisów muszę zdecydowaniem częściej robić wypady do lokali w Bydgoszczy. Jest to zdecydowanie najprzyjemniejszy rodzaj wpisów, bo na ogół związane jest to z naprawdę dobrym jedzeniem, ciekawym miejscem i przede wszystkim czasem spędzonym gdzieś w mieście z moją drugą połówką (może czasem ze znajomymi, ale jeszcze się nie trafiło). Wam zdaje się to też sprawiać najwięcej frajdy, bo są to wpisy zdecydowanie najczęściej czytane. Niestety, jest to też zawsze związane z wydatkami, bo chociaż teraz są to sporadyczne wyjścia, to ustawienie sobie stałego grafiku, na przykład jednego wyjścia na tydzień, zaczyna sprowadzać całość do trzycyfrowego poziomu. Nie wiem jeszcze jak to przeskoczyć, ale na dobry początek moglibyście rozważyć dodanie Po Bydgosku do wyjątków w Waszej blokadzie reklam. Nie wiem czy jest Was wystarczająco dużo, by w ten sposób finansować więcej wypadów, ale z całą pewnością jest to krok bliżej.

Wytwórnia Burgerów Zaułek 20, czyli jeden z dotychczas odwiedzonych lokali.
- fot. dzięki uprzejmości lokalu (wpis z wypadu znajdziecie tutaj)




Druga strona wszelkiego typu wypadów, to zwiększenie różnorodności odwiedzanych miejsc. O ile dotychczas odwiedzone lokale są ze sobą niemal identyczne (burger, burger i jeszcze raz burger!), to jednocześnie trzeba oddać trochę uwagi innym miejscom. To nadal głównie gastronomia, ale są też i takie miejsca, których sam nie do końca potrafię wrzucić do jednej kategorii. Świetnym przykładem jest tutaj "Bą Bą" przy ulicy Gdańskiej, które chociaż jest głównie sklepem z pralinami, to funkcjonuje też trochę jak kawiarnia, trochę jak ... sam nie wiem, ale koniecznie muszę się tam pojawić! Podobnie sprawa ma się z Cafe Velo, które tak w zasadzie nie jest nawet "lokalem", ale trudno się nie zgodzić, że jest wyjątkowe i warte pokazania. Wiele takich miejsc aż prosi się o to, by promować je i przede wszystkim uświadomić ich istnienie mieszkańcom Bydgoszczy.

Do tego dochodzą puby, a to jest już temat rzeka. W Bydgoszczy mamy bardzo szeroki wachlarz lokali dla "dorosłego klienta", które mają w sobie coś nietypowego. Czy byłby to odwiedzony niedawno przeze mnie Prolog9, którego wystrój przypomina zajęty przez aktywistów squat, a prawdziwą jakość lokalu stanowią wyjątkowo ciekawe rodzaje piw z małych browarów, czy bardzo popularna Warzelnia, której atutem jest położenie nad samą Młynówką.

Wszystko to jest materiał na kolejne wpisy i tutaj pojawia się moje pytanie - czy Wy, czytelnicy, wolicie przesunięcie mojej uwagi właśnie w takim kierunku? Pewnie będzie trochę mniej o sprawach miejskich, może trochę rzadziej będzie o muzyce (szczególnie rozmowy z zespołami i twórcami lubią "pochłaniać czas") i bardzo możliwe, że będzie też mniej o zawirowaniach polityczno-społecznych. No i oczywiście trzeba też z Waszej strony "zdjęcia" blokad z reklam chociaż na tej stronie jako wyjątek w przeglądarce. Czekam na Wasze opnie!



Muzyka, muzyka i jeszcze więcej muzyki!




Pozostając jeszcze na chwilę w tematach przyjemnych - muzyka. Do ciężkiej, gitarowej playlisty z muzyką Bydgoszczy dołączyła druga lista utworów, która stanowi jej przeciwwagę i serwuje głównie relaksujące spokojne brzmienia. Nie znaczy to, że pierwsza przestała rosnąć, więc nadal proszę Was o wszelkie sugestie i propozycje utworów oraz kapel, które Waszym zdaniem koniecznie muszą znaleźć się na listach przeze mnie złożonych. Mocne brzmienia, łagodne - na wszystko znajdzie się odpowiednie miejsce.

Jest to ostatnio szczególnie ważne, gdyż zrodził się pomysł zawiązania inicjatywy, z którą planuję wystąpić do Urzędu Miasta Bydgoszczy o wsparcie. Mamy (jako miasto) niemały budżet na kulturę, a promocja miasta jest w ostatnim czasie szczególnie ważna dla naszych włodarzy, więc czemu by nie wykorzystać tego do promocji także naszych zespołów? Do współpracy na pewno wciągnę osoby reprezentujące nasze środowiska muzyczne, a nim się to stanie, chcę zebrać jak najszerszą wiedzę na temat sceny muzycznej z Bydgoszczy, zespołów u nas działających i artystów z Bydgoszczy się wywodzących. Wiem doskonale, ze oznacza to godziny przesłuchanej muzyki i o wiele więcej szukania, ale właśnie dlatego wychodzę z tym tematem do Was - podsyłajcie swoje propozycje utworów i artystów, mniej czy bardziej znanych, nie ważne! Liczy się tylko to, że związani są oni z naszym miastem!


Polityczne zagrywki i podchody




Miałem pisać o panu Żydowiczu i jego podejściu do przyszłości Bydgoszczy i festiwalu Camerimage, ale temat trochę przycichł, a pojawił się o wiele ważniejszy problem na horyzoncie. Dlatego też sprawę festiwalu ujmę najkrócej, jak potrafię - to nie jest festiwal organizowany przez żadną instytucję publiczną, a jego prywatna inicjatywa, więc ma rację. Może wymagać warunków do pracy na taką skalę, jakiej potrzebuje, a opuszczenie miasta, jeśli zabraknie przestrzeni i infrastruktury, to tylko i wyłącznie krok na korzyść samego festiwalu. Chociaż wiele osób obraca to w jego szantaż, a nawet porównuje go do pana Osucha, to tak naprawdę trudno mi się z nimi zgodzić. To nie szantaż, a dbanie o własne dzieło.


Urząd Marszałkowski w Toruniu - fot. Użytkownika Grzegorznadolski
Wikipedia, creative commons
A teraz do sprawy bieżącej, bo wydaje mi się, że jest ona o wiele bardziej poważna. Chodzi o ciągłe sprzeciwy i "wetowanie" przez część polityków ważnych decyzji, które pozwoliłyby uruchomić 130 milionów z funduszy przeznaczonych na zintegrowane inwestycje terytorialne.Wydaje mi się, że tłumaczy to ostatnie zachowanie Torunia we wszystkich spotkaniach dotyczących ZIT. Najpierw było weto dotyczące wyboru reprezentanta Osielska do pary z reprezentantem Torunia jako dwójki, która w imieniu ZIT miałaby zasiadać w komitecie monitorującym RPO dla naszego województwa. Zamiast tego politycy z sąsiedniego miasta zaproponowali inne rozwiązanie - niech cały ZIT (nomen omen zbudowany jako "dwumiasto" Bydgoszczy i Torunia) reprezentują tylko politycy z grodu Kopernika. Jak nie trudno się domyśleć nie udało im się zdobyć poparcia i gminy zrzeszone w naszym związku niemal jednogłośnie tak absurdalny pomysł odrzuciły.

Dalsze zagrywki polegały na forsowaniu zmiany formy związku gmin z uzgodnionej już formy, która przecież przez wiele miesięcy zdawała się naszym sąsiadom zupełnie nie przeszkadzać. Czemu? Jak mogliśmy przeczytać wczoraj w profilu publicznym pana Romana Jasiakiewicza, radnego sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego:


Według nieoficjalnych informacji planowane są prace na rzecz tworzenia metropolii. Metropoliami z mocy prawa mają być...
Posted by Roman Jasiakiewicz on 30 marca 2015 


Jak nie trudno się domyśleć obecna organizacja naszego ZITu stawia Bydgoszcz jako jednoznacznego lidera całego układu. Właśnie to jako swój sukces ogłaszał Rafa Bruski na billboardach porozwieszanych w całym mieście i jak się okazuje byłby to sukces, gdyby nie zostawienie furtki w postaci wymogu "jednomyślności Torunia i Bydgoszczy". Ten ostatni zapis sprawia, ze owy wielki sukces obracany jest w kompletnie nieznaczący tytuł, a Bydgoszcz w tym związku faktycznie jest liderem, ale tylko za zgodą Torunia.

Jak zwracałem uwagę w swoim publicznym profilu na FB, wystarczyłoby stworzyć odpowiednie narzędzia do podważenia weta. N
awet w naszym parlamencie mamy takie narzędzia, które pozwalają podważyć weto prezydenckie, które jest przecież najwyższą formą weta w Polsce. Czemu budując nasz lokalny układ sił nie wzorowano się na tym rozwiązaniu? Czemu dopuszczono do powstania tak krytycznej wady całego systemu głosowania, która teraz prowadzi do paraliżu ZIT? Trudno w tej chwili powiedzieć. W sejmie RP weto prezydenckie odrzucić można siłą 3/5 głosów. W przypadku naszego związku 3/5 głosów to 14 z 23 gmin. Nawet odejmując z tego równania Bydgoszcz i Toruń jako podmioty pozostające w sporze, 14 głosów to warunek, który został spełniony w dniu głosowania nad delegatami do komitetu monitorującego RPO i dość, aby nie pozwolić Toruniowi blokować miliony na inwestycje, które na nasz ZIT miały przypadać.

Nim jednak podsumuję swój wpis pozwolę sobie na małą dygresję. Toruń, jeśli wykluczony zostanie z grona miast mających szansę zostać "metropolią", jeśli utraci kontrolę nad rozwojem obszarów objętych ZiT-ami, może wypaść z obiegu i powoli stoczyć się w tło "pierwszej ligi" miast w naszym kraju. Nie można się dziwić, że cel z punktu widzenia włodarzy tego miasta (a także jego mieszkańców) uświęca środki. Nasi politycy, mieszkańcy naszego miasta, ja i moi znajomi prawdopodobnie walczylibyśmy w tak samo zaciekły sposób i często sięgając po równie wątpliwe moralnie narzędzia, gdyby miało się okazać, że Bydgoszcz z biegiem lat mogłaby stoczyć się do rangi przeciętnego miasta powiatowego.

piątek, 20 marca 2015

Wytwórnia Burgerów Zaułek 20 - wypad numer trzy!




Sam szyld przyciąga uwagę i należy do jednych z najładniejszych w strefie staromiejskiej. Brawo! - fot. własne
W ostatnią niedzielę miałem wreszcie okazję pojawić się w Wytwórni Burgerów Zaułek 20. Chociaż sam wypad planowałem już od bardzo dawna, dopiero teraz udało mi się znaleźć luźniejszy dzień na spacer po mieście z moją kochaną i odwiedziny w kolejnej "burgerowni" (poprzednie knajpki z burgerami znajdziecie we wpisach TUTAJ oraz TUTAJ). Nie ukrywam, że na samą wycieczkę nastawiałem się od samego otwarcia lokalu, szczególnie wiedząc, że nawet bułki do kanapek robią w Zaułku we własnym zakresie, co wcale nie jest tak oczywistą sprawą, kiedy mowa o lokalach serwujących burgery.


Miejsce



Chociaż uliczka Zaułek nadal "straszy" w niektórych miejscach, trudno odmówić jej szczególnego klimatu wąskiej, bocznej ulicy "gdzieś na uboczu". Właśnie ten klimat ma szansę stać się jej największym atutem, ale trzeba przyznać wprost: jeszcze nie teraz. Nadal większość budynków wymaga remontu, a naprzeciwko samego lokalu zieje całkiem spora dziura w zabudowie, która czeka na odpowiednie wypełnienie. Nie pomaga także opinia ulicy uczęszczanej przez fanów jednorazowych przygód "miłosnych" i osoby szukające szaletu (żadnej z tych rzeczy w czasie wypadu NIE odczułem!). Pocieszeniem w tym wszystkim z całą pewnością jest fakt, że od pewnego czasu miasto ma plan kompletnej przebudowy tego zakątka starówki i zmianę jego charakteru z zapomnianego przez wszystkich miejsca w prawdziwą perłę, niestety jest to plan bez daty. Jest tutaj ogromny potencjał, to pewne, ale czeka on na wykorzystanie i mam wrażenie, że Wytwórnia Burgerów robi więcej dla poprawy dobrego imienia tej ulicy, niż zrobiłby to sztab PR-owców. Zaraz opowiem dlaczego! 

Niewielka przestrzeń nie jest szersza od garażu, a jednak
skrywa coś naprawdę "wielkiego"! - fot. własne
Na kanapkę wybraliśmy się późnym popołudniem i, chociaż "Wytwórnia" nie jest szczególnie dużym lokalem, nie było większego problemu ze znalezieniem miejsca dla dwójki osób. Z zewnątrz Zaułek 20 wypatrzeć można po charakterystycznym szyldzie, a dopiero podchodząc bliżej widzimy samą "witrynę" za którą kryje się ten całkiem niepozorny lokal. Spodziewałem się tłumu (głównie dlatego, że za pierwszym podejściem kilka tygodni wcześniej trafiłem jedynie na kartkę z informacją, że wyprzedali wszystkie zapasy - gratulacje), ale moje obawy na szczęście się nie spełniły i, chociaż był ruch, to nie było ścisku, więc bez problemu weszliśmy i znaleźliśmy sobie miejsca. Pierwszym, co rzuca się w oczy zaraz po wejściu, jest menu zapisane kredą na wymalowanej na czarno ścianie i ... rozmiary lokalu! Jest zaskakująco mały i jestem pewien, że oba pokoje w moim wynajmowanym mieszkaniu są większe od przestrzeni dostępnej dla klientów. Jeden stolik i dwa blaty wzdłuż ścian i witryny, to może i nie za wiele, ale w zupełności wystarczyło, aby usiąść przy burgerach i całkiem wygodnie się posilić. Co szybko zwróciło moją uwagę, zaledwie kilka osób przebywających w danej chwili wewnątrz i tak dawało poczucie miejsca, gdzie ciągle ktoś jest.

Kolejna sprawa to atmosfera. Wszystko odbywa się tam w tej małej, zamkniętej i prostej przestrzeni. Niby nic, ale gdzieś taka sztywna granica między "my, obsługa" i "wy, klienci" została zniwelowana i sprowadzona do poziomu, na którym czułem się całkiem swobodnie. Otwarty widok na kuchnię z miejsc, które akurat wybraliśmy, też robił swoje i, ponieważ prócz widoku "zbliżającego się" coraz bardziej jedzenia mogłem obserwować chociażby właśnie wypiekanie wspomnianych na początku bułek, nawet nie zauważyłem braku muzyki (pewnie akurat trafiła się jakaś awaria, zdarza się). Nikt z obsługi się nie pomylił, jak to się zdarzyło przy okazji jednej z poprzednich wizyt w "burgerowniach", w zasadzie trudno się czegokolwiek uczepić - naprawdę miło się tam siedziało!


Jedzenie



Jednym z atutów lokalu, którym założyciele reklamowali Zaułek 20, była dojrzewająca wołowina, której dostępne są tutaj dwa rodzaje - Red Angus oraz Hereford. Przyznam się szczerze z ręką na sercu - nie mam pojęcia o wołowinie i kompletnie nie wiem czemu ta dojrzewająca, która pochodzi od takiej czy innej rasy krów jest lepsza czy inna od pozostałych gatunków mięsa. Po prostu lubię mięso dobrze doprawione i rozsądnie wypieczone (co było dla mnie mankamentem przy okazji wizyty w Burger Parku), a dobór gatunku i tym podobnych jego parametrów pozostawiam prowadzącym "Wytwórnię" jako element ich kunsztu i doświadczenia w przygotowywaniu posiłków. Prócz wspomnianego, specjalnie dla tego lokalu dobieranego mięsa, wyróżnia ten kameralny bar z burgerami fakt pieczenia własnych bułek. Całkiem miły akcent.


Menu wypisane na ścianie w Wytwórni Burgerów Zaułek 20
- fot. dzięki uprzejmości Wytwórni Burgerów
Czas przejść do sedna. Jak w każdym lokalu gastronomicznym, tak i tutaj najważniejsze jest przecież jedzenie, a nie teoretyczne przemyślenia nad gatunkami krów! Wspomniane wcześniej menu, wyrysowane kredą na wymalowanej czarną farbą ścianie, może i nie należy do najobszerniejszych jakie w życiu widziałem, ale wcale nie oznacza to, że jest ono ubogie. Chociaż do wyboru jest tylko siedem rodzajów kanapek (oraz dodatkowo ósmy - burger tygodnia), to każdy z nich możemy sobie uzupełnić o dowolny dodatek. Tych ostatnich do wyboru jest całkiem rozsądna ilość, od dość typowego bekonu i równie często spotykanych ostrych papryczek, znajdziemy także nieczęsto spotykane w takim miejscu jajka i szpinak. Nierzadko w burgerze tygodnia znaleźć się mogą jeszcze inne składniki, których próżno szukać w karcie (kilka bardzo ciekawych propozycji mi "uciekło", o czym przekonałem się śledząc profil FB lokalu), więc nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek nie zdołał znaleźć tu dla siebie optymalnego burgera lub samemu go skomponować. O dość szerokiej palecie dostępnych sosów chyba nie muszę wspominać, prawda?

Kiedy przyszło do zamówienia, nie potrafiłem oprzeć się burgerowi tygodnia, który miał w swoim składzie konfiturę z czerwonej cebuli, przyrządzaną na winie. Uwielbiam odkrywać nowe smaki, a przy okazji danie, którego nie przyrządza się regularnie, jest dla mnie całkiem dobrym wykładnikiem umiejętności kucharzy. Do tego wielki dylemat - cydr, których jestem wielkim fanem, czy może jednak oranżada z etykietą zdobioną logiem Wytwórni Burgerów? W imię nauki oczywiście, zdecydowałem się na produkt "firmowy" o smaku brzoskwiniowym (trafny wybór - oranżada okazała się bardzo smaczna!). Daria zdecydowała się na burger klasyczny, uzupełniony o ser camembert, do tego herbata. Jako zwieńczenie tego wszystkiego, dorzuciliśmy grube frytki i spokojnie usiedliśmy w oczekiwaniu na realizację zamówienia. Nie trwało to za długo, jak sądzę, chociaż nie mam też absolutnej pewności, gdyż moją uwagę po części skupiła obserwacja jak nowe bułki trafiają właśnie do pieca, a na ruszcie piecze się nasze zamówienie.


"Gwóźdź programu", czyli burger z konfiturą z czerwonej cebuli na winie i kozim serem. Połączenie zaskakujące, ale bardzo smaczne! - fot. własne

Jak wypadła próba smaku? Dla mnie było po prostu bomba. Mięso dobrze wypieczone, lekko różowe w środku, ale absolutnie nie surowe i przede wszystkim nie "cieknące", jak już mi się to zdarzało w innych miejscach. Do tego bardzo charakterystyczny smak konfitury i specyficzny posmak koziego sera. Oba składniki były dla mnie absolutnym strzałem w ciemno, ale na szczęście całkiem trafionym, z resztą nie tylko dla mnie. Słowa "wow, tu naprawdę czuć wino", niech posłużą przy tym za recenzję Darii, której to połączenie także zasmakowało. Druga z kanapek także wypadła całkiem nieźle, chociaż tutaj smak był o wiele mniej niespodziewany. Mimo wszystkich swoich zalet pozostała w cieniu burgera tygodnia, chociaż nie została wcale tak daleko w tyle. 


Podsumowanie i ocena



Oba burgery uzupełnione o frytki wystarczyły w zupełności, żebyśmy oboje najedli się do syta, a przy tym były bardzo smaczne. Chociaż Wytwórnia Burgerów jest lokalem małym, nie przeszkadzało to absolutnie w niczym. Panuje tu całkiem przyjazna atmosfera, pod menu stoi dzbanek z wodą cytrynową, której lać można sobie do woli, a obsługa pożegnała nas nawet miłym słowem. Wszystkie te małe detale sprawiają, że z przyjemnością wrócę do tego lokalu raz na jakiś czas, chociażby by spróbować zmieniających się regularnie burgerów tygodnia. Niestety, okolica, chociaż w sercu starówki, ma swoje mankamenty i nadal można mieć wobec ulicy Zaułek sporo zastrzeżeń. Cały urok wąskiej, staromiejskiej uliczki kontrastuje tutaj z jej złą sławą i zabudową o bardzo różnym poziomie zadbania. W ostatecznym rozrachunku daję mocne 4 z "hakiem" za jedzenie i równie solidne 3 za miejsce (mimo wszystko to nadal starówka!). Naciągając ostateczny wynik w górę atmosferą, mogę z czystym sumieniem da swoje subiektywne 4 na 5.


4/5

A jakie są Wasze wrażenia z Wytwórni Burgerów przy ulicy Zaułek 20? Chętnie usłyszę Wasze opinie, w szczególności jeśli mieliście zupełnie inne doświadczenia z tym właśnie lokalem! Pamiętajcie też, żeby zajrzeć do zakładki "wypady", oraz przygotowanej przeze mnie mapy dotychczas odwiedzonych miejsc. :)

środa, 11 marca 2015

Zawalczmy o absolwentów w Bydgoszczy!

Od dawna mówi się, że Bydgoszcz ma ogromny problem z zatrzymaniem u siebie absolwentów wyższych uczelni. Sam znam bardzo wiele osób, które nie tylko studiowały w Bydgoszczy, ale wręcz wywodzą się z naszego miasta, a jednak obecnie mieszkają i pracują w takich miastach jak Poznań, czy Gdańsk. Nawet wysokie koszty życia w Warszawie nie są żadną przeszkodą, by uciec tam i szukać pracy jeszcze nie mając żadnej umowy. Czy utrzymujące się od wielu lat ujemne saldo migracji Bydgoszczy i całego regionu da się jakoś odwrócić? Wydaje mi się, że tak, ale dokładnie tak jak ze wszystkim innym - nie ma nic za darmo i zatrzymanie ludzi młodych powinno być dla Bydgoszczy taką samą inwestycją, jak wszystkie obiekty i infrastruktura.

Jeden z budynków Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy - fot. Aleksandra Wolska, Wikipedia Creative Commons
Może się wydawać, że to tylko i wyłącznie kwestia miejsc pracy i skłonności pracodawców do zatrudniania osób tuż po studiach, więc władze miasta nie mają tutaj za wiele do powiedzenia. Jest w tym sporo racji, gdyż na dłuższą metę to właśnie pensja i łatwość znalezienia zatrudnienia po studiach stanowią główny wyznacznik atrakcyjności miasta. Mimo to, warto zauważyć, że znaczna część osób szuka pracy najpierw w miejscu, gdzie studiowali, a dopiero potem zaczynają poszerzać krąg swoich poszukiwań o miejscowości, gdzie da się dojechać bez przeprowadzki, a ostatecznie tam, gdzie konieczne będzie przeniesienie. Do kryteriów dochodzą wtedy ceny mieszkań w miastach, koszty życia i jego jakość, a każda dodatkowa wygoda oferowana dla nowego mieszkańca staje się pozapłacowym czynnikiem zachęcającym do przeprowadzki. Tutaj właśnie zaczyna się rola miast w wyścigu o absolwentów uczelni.


Przykład z Łodzi - karta absolwenta i programy



Zainspirowany artykułem zamieszczonym na łamach Dziennika Łódzkiego, zacząłem zastanawiać się czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, by w Bydgoszczy skorzystać z ich doświadczeń i przenieść opisywane rozwiązania na nasz grunt. Jak możemy przeczytać w artykule, karta absolwenta pozwala korzystać absolwentom łódzkich uczelni korzystać z szeregu udogodnień i zniżek nawet wiele lat po studiach. Za przykład niech posłuży 35% zniżka za wstęp na basen należący do obiektów sportowych Uniwersytetu Łódzkiego, swobodny dostęp do biblioteki uniwersyteckiej dla osób nie będących studentami, czy nawet umożliwienie wykorzystania infrastruktury (sale wykładowe, sale konferencyjne itd.) na preferencyjnych warunkach w obiektach Uniwersytetu Medycznego. To wszystko składa się na znaczący pakiet, nie tylko poprawiający jakość życia (tańsze i lepiej dostępne obiekty rekreacyjne), ale także pozwalający o wiele łatwiej i sprawniej prowadzić własną działalność społeczną, czy nawet gospodarczą.

Wszystko to idzie w parze z programem działającym już od wielu lat pod nazwą "Młodzi w Łodzi", który powstał jako wspólna inicjatywa miasta, uczelni, urzędu pracy i pracodawców (ponad 100 firm!). W ramach tego programu przyznawane są stypendia ze wspólnego funduszu niemal w całości ufundowanego przez tych właśnie przedsiębiorców, a nawet rozdawane (na bazie konkursu) mieszkania opłacone na cały rok lub wyposażenie AGD! Wszystko to uzupełnione jest o inkubację przedsiębiorczości w ramach konkursów na biznesplan i ponad setkę płatnych staży organizowanych co rok przez przedsiębiorstwa z Łodzi i regionu.

Uniwersytet Łódzki, budynek Wydziału Prawa i Administracji. - fot. użytkownik Zorro2212, Wikipedia Creative Commons
Prawdopodobnie wiele z tych rzeczy można by znaleźć w Bydgoszczy, na pewno znajdą się gdzieś jakieś staże, a studenci mogą liczyć na karty rabatowe. Nie jest to jednak w żaden sposób zorganizowane, a wszystko działa na zasadzie "każdy sobie". Swojego czasu AIP organizował konkursy na biznesplan podobnie, do wyżej przytoczonego przykładu, jednak cała idea gdzieś już zaginęła i obecnie takich konkursów nie ma. Stworzenie takiego programu, jego koordynacja i zainteresowanie nim jak największej liczby przedsiębiorstw powinno być dla miasta jedną z podstawowych strategii społecznych nastawionych na zatrzymanie ludności w Bydgoszczy.


A w Poznaniu ... budują absolwentom mieszkania!



Chociaż już powyżej przytoczony przykład może się wydawać bardzo atrakcyjny, to wcale nie jest jeszcze sztandarowy przykład dobrej polityki nastawionej na zatrzymanie studentów po studiach. W Poznaniu (czyli jednym z głównych kierunków "ucieczki" po studiach z Bydgoszczy) miasto zadecydowało, że samymi dobrymi chęciami i atmosferą miasta niewiele da się zdziałać i przeszło do prawdziwej ofensywy. Tutaj przydatny jest jeden z artykułów Głosu Wielkopolski, gdzie przeczytać możemy między innymi, że nawet przez kilka lat po zakończeniu studiów absolwent miałby szansę wynająć na preferencyjnych warunkach dwupokojowe mieszkanie jako swoisty "bonus na start". W parze z programem dla absolwentów powstał drugi, kierowany do osób między 20 a 40 rokiem życia, który oparty na zasadzie "wynajmuj i kup" stanowi swoiste przedłużenie idei tego pierwszego. Jest to program o tyle ciekawy, że partycypacja wynosiłaby 30% kosztów budowy, jednak bez problemów wynikających zwykle z problemów ze zdolnością kredytową - tutaj na swoje barki kredyt brałyby służby miejskie.

Trudno nie przyznać Poznaniowi, że jest to oferta bardzo atrakcyjna i stanowi prawdziwą alternatywę dla kupowania drogich mieszkań od deweloperów, których i tak w tym mieście nie brakuje. W Bydgoszczy, gdzie nadal znajduje się ogromna ilość pustych terenów pod inwestycje nie powinno być problemu, by na mieszkania dostępne w podobnym trybie znaleźć miejsce. Jedyną barierą pozostaje kwestia finansowania, o czym wspomniałem na samym początku swojego tekstu. Zatrzymanie ludności w Bydgoszczy za pomocą takich narzędzi, jak mieszkania, to już znacząca inwestycja i ktoś jej koszta musi ponieść, zaś na zwrot (np. dzięki zwiększonym zyskom z podatków) czekać trzeba będzie lata.


Inne miasta też działają



Prócz tych dwóch wymienionych wyżej przykładów można by wymieniać wiele innych mniej lub bardziej zaawansowanych programów prowadzonych w Krakowie, Trójmieście czy chociażby Lublinie. Wszędzie tam w różnym zakresie prowadzi się akcje mające na celu zatrzymanie studenta w mieście. Niestety, sam nie tak dawno temu odbierając swój dyplom (a za rok kolejny) na bydgoskiej uczelni nie zostałem zapoznany z jakąkolwiek ofertą tego typu w Bydgoszczy, nie usłyszałem o żadnym programie dedykowanym osobom kończącym studia ani nie znalazłem w zasadzie żadnych informacji na temat programów innych, niż mały program zniżkowy mojej własnej uczelni, zamknięty jedynie w wąskim gronie jej absolwentów. Tymczasem Sopot, choć na mniejszą skalę, promuje rozwiązania do pewnego stopnia przypominające mieszkaniowy program Poznania, a Lublin balansując na granicy dumpingu, oferuje powierzchnie biurowe połowę ceny biur w Warszawie jednocześnie uzupełniając to programem promującym zakładanie nowych firm przez absolwentów i konkursem biznesplanów zbudowanym zupełnie tak jak ten przytoczony z Łodzi (w oparciu o ten artykuł).

Tak wygląda obecnie inkubator przedsiębiorczości w BPPT. Mało prawdopodobne, by w najbliższym czasie jakikolwiek absolwent miał szansę wystartować tutaj ze swoją firmą - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Przykro mi, moje drogie miasto, że jedynym krokiem przez Ciebie podjętym jest zwiększenie ilości miejsc w żłobkach i budowa inkubatora przedsiębiorczości w BPPT, gdzie prawie nie da się dojechać bez własnego samochodu. To jest za mało, a przecież wcale nie musi tak być, wystarczy uczyć się na przykładach miast dookoła, które radzą sobie świetnie. Nie wstydźmy się uczyć od Torunia, gdzie także funkcjonuje program "Mieszkanie dla absolwenta", nawet jeśli jest to tylko pięć mieszkań rocznie, to i tak przy tych kilku sztukach nasze miasto wypada po prostu blado.


Bydgoszcz, do roboty!



Mamy w Bydgoszczy "kartę miejską", mamy program "rodzina 3+", mamy BTBS, które zajmuje się budową mieszkań na preferencyjnych warunkach. Poszerzmy to wszystko, wciągnijmy do programu uczelnie i firmy. Niech karta miejska poszerzona zostanie o funkcjonalność karty absolwenta, niech program "rodzina 3+" zostanie rozbudowany o drugi program promujący w ogóle zakładanie rodziny w Bydgoszczy, niech wreszcie wspólnie z BTBS powstanie program udostępniający chociaż ograniczoną ilość mieszkań dedykowanych dla osób, które właśnie opuściły mury uczelni. Mamy w Bydgoszczy bardzo szybko rozwijający się park przemysłowy oraz szereg dużych firm, które zapowiadają coraz to nowe rekrutacje i zaczynają mówić wprost, że brakuje pracowników. Niby mamy kierunki sponsorowane na uczelniach, ale są one prowadzone na zasadzie pojedynczych umów z konkretnymi firmami. Tutaj przykład Łodzi aż prosi się o powtórzenie i zebranie kilkudziesięciu przedsiębiorstw z miasta i okolic w celu wspólnego stworzenia sprawnie działającego i atrakcyjnego programu.

To wszystko to nasz potencjał. Nadal możemy go wykorzystać, ale nie możemy dłużej patrzeć jak peleton złożony z innych miast nam ucieka.

czwartek, 5 marca 2015

Na szybko: Spotkania przegadane i te przejedzone

Wiem, że "na szybko" jest tutaj trochę naciąganym tytułem, ale to już taka moja utarta nazwa robocza dla wszystkiego, co stanowi pewien zlepek informacji zamiast ciągnąć pojedynczy temat. Tym razem chciałbym poruszyć tematy związane z Fordonem i kilkoma planami dla tego bloga. Na początek o bieżących sprawach.


Klub dyskusyjny i grupa-forum na Facebooku



Otwarcie kawiarni obywatelskiej Cafe Rynek w Starym Fordonie, 19 października
2014 roku - fot. dzięki uprzejmości Cafe Rynek Fordon

Dzisiaj, to jest 5 marca 2015 o godzinie 17 w Cafe Rynek Fordon odbędzie się kolejne spotkanie Fordońskiego Klubu Dyskusyjnego, którego głównym tematem będzie działalność społeczna i inicjatywy obywatelskie. Dla mnie jest to temat wyjątkowo ciekawy i chciałbym, aby dyskusja została podjęta także poza tym wąskim gronem dyskutującym w Fordonie. Chociaż uczestniczę w spotkaniach klubu dyskusyjnego regularnie, tym razem zostałem zaproszony w charakterze gościa spotkania i postaram się opowiedzieć o tym co mnie przekonało do zostania społecznikiem (chociaż nie jestem pewien czy mogę się tak nazywać), a także co mnie napędza by kontynuować swoje działania. Relację ze spotkania postaram się w jakiejś formie zamieścić tutaj bądź w postaci trochę mniej rozbudowanej bezpośrednio już na Facebooku.

Chciałbym tutaj, w sekcji komentarzy do samego wpisu, a także na Facebook-owym profilu PB, podjąć dyskusję nad większą akcją, która zorganizowana byłaby przede wszystkim przez mieszkańców naszego miasta i skierowana także właśnie do mieszkańców. Sam chętnie zobaczyłbym wystawę prac mieszkańców, która odbyłaby się w budynku dawnej synagogi w Fordonie bądź happening zorganizowany nad Wisłą, jednak najważniejsze jest zaangażowanie ludzi w budowanie tego przedsięwzięcia wspólnymi siłami, co stanowi właśnie kwintesencję społecznego zaangażowania. Ważne jest, żeby w akcję było zaangażowanych jak najwięcej osób, a jej rezultaty trafiły do jak najszerszego grona odbiorców. Co Wy byście najchętniej zobaczyli? Czym powinniśmy ożywić miasto? Jeśli tylko można coś zrobić, to zróbmy to!


Jednocześnie, chciałbym wszystkich zachęcić do dyskusji na wszelkie inne tematy bydgoskie w grupie w najpopularniejszym serwisie społecznościowym, która funkcjonuje pod nazwą Forum dla bydgoszczan. Zdecydowałem się wesprzeć właśnie tę grupę przede wszystkim dlatego, że wśród jej zasad jest absolutny zakaz agitacji i wstrzymania się od promocji grup politycznych i polityków (nie jest też przez żadną polityczną opcję założona), a jednocześnie w porównaniu z innymi grupami poświęconymi Bydgoszczy, nadal jest to jeszcze grupa pozbawiona nadmiaru zbędnego SPAMu i potoku kompletnie bezsensownych wiadomości. Liczę, że dzięki temu będzie o wiele łatwiej prowadzić tam otwarty dialog i może także tam podejmiemy wątek akcji na rzecz oddolnego rozruszania trochę Bydgoszczy.

Koniec zastoju na blogu



Wraz z końcem Lutego (i nie ukrywając, sesji egzaminacyjnej) zacząłem znów mieć trochę więcej czasu, a i wszystko wskazuje na to, że już kolejny raz mnie żadna choroba nie rozłoży w najbliższym czasie, więc czas najwyższy ponownie zabrać się za solidne pisanie o Bydgoszczy. Na pierwszy ogień pójdzie dokończenie tekstu o historii ucieczki z więzienia w Fordonie w czasach okupacji niemieckiej, który czeka na swoją kolej już od pewnego czasu. Mam nadzieję, że będzie to historia na tyle ciekawa, by wielu z Was znów zainteresować cyklem historycznym, gdyż zaplanowane mam przynajmniej dwa kolejne i najpewniej na tym się nie skończy wcale.

Budowana trasa tramwajowa do Fordonu zaczyna nabierać już ostatecznych kształtów
- fot. dzięki uprzejmości FotoDron.PRO (FB)
W kolejce "do dokończenia" czeka także większy tekst na temat potencjalnych kierunków rozwoju sieci komunikacyjnej w Fordonie, który w dość zaawansowanej już formie "popełniłem" nie tak dawno temu. Ponieważ budowa linii tramwajowej do Fordonu idzie pełną parą, a dzisiaj (zaraz po spotkaniu FKD, które wspomniałem na początku wpisu) w sprawie układu komunikacyjnego w Fordonie rozmawiać będziemy z wiceprezydentem Mirosławem Kozłowiczem, właśnie teraz warto będzie podjąć temat komunikacji w Fordonie i dalszej rozbudowy sieci transportu zbiorowego. Kto wie, może usłyszymy też wreszcie kiedy rozpoczną się niektóre z zapowiadanych od dawna konsultacji społecznych? Spotkanie rozpocznie się o 18 w Cafe Rynek, zaraz po klubie dyskusyjnym, więc jeśli nie chcecie rozmawiać o działalności społecznej, wpadnijcie posłuchać co ma nam do powiedzenia pan wiceprezydent.

Ostatnia sprawa to kolejne wypady, których nie było już o wiele zbyt długo. Serwujący "moje kochane burgery" Zaułek 20 zdążył już zebrać całkiem dobrą renomę, a całkiem niedaleko swoje podboje otworzył Bobby Burger, który także wydaje się ciekawym lokalem, chociaż trochę innej klasy. Równie mocno jak "burgerownie" chcę dodać opisy i relacje z odwiedzin w "sąsiadujących przez sufit" lokalach z widokiem na Brdę - herbaciarni "Asia" i pijalni czekolady "Choco". Oba lokale odwiedzałem już wcześniej, ale nigdy nie zrobiłem z nich prawdziwej relacji, co koniecznie trzeba naprawić. Z całą pewnością odwiedzę te miejsca już niedługo i naniosę je na (dawno już nie uzupełnianą) mapę z lokalami, którą znajdziecie w zakładce "wypady" na blogu. Tam także w najbliższych dniach urządzę "remont" i dodam sporo treści, które już dawno powinny się tam znaleźć. Trzymajcie kciuki! :)