wtorek, 31 marca 2015

Od jedzenia po metropolie - trzy bydgoskie sprawy.

Znów mam kilka wątków, które chciałem poruszyć na szybko we wspólnym wpisie. Część mniej poważna, część bardzo poważna i mocno związana z naszym miastem oraz jego potencjalnym rozwojem. Mam nadzieję, że w całym tym zlepku każdy znajdzie coś, co go interesuje i przy okazji ja też znajdę z Waszej strony pewną dozę wsparcia. Nie psując humoru zacznę od rzeczy przyjemnych!


Wypady, wyjścia i inne spacery




Sądząc po Waszych reakcjach i popularności wpisów muszę zdecydowaniem częściej robić wypady do lokali w Bydgoszczy. Jest to zdecydowanie najprzyjemniejszy rodzaj wpisów, bo na ogół związane jest to z naprawdę dobrym jedzeniem, ciekawym miejscem i przede wszystkim czasem spędzonym gdzieś w mieście z moją drugą połówką (może czasem ze znajomymi, ale jeszcze się nie trafiło). Wam zdaje się to też sprawiać najwięcej frajdy, bo są to wpisy zdecydowanie najczęściej czytane. Niestety, jest to też zawsze związane z wydatkami, bo chociaż teraz są to sporadyczne wyjścia, to ustawienie sobie stałego grafiku, na przykład jednego wyjścia na tydzień, zaczyna sprowadzać całość do trzycyfrowego poziomu. Nie wiem jeszcze jak to przeskoczyć, ale na dobry początek moglibyście rozważyć dodanie Po Bydgosku do wyjątków w Waszej blokadzie reklam. Nie wiem czy jest Was wystarczająco dużo, by w ten sposób finansować więcej wypadów, ale z całą pewnością jest to krok bliżej.

Wytwórnia Burgerów Zaułek 20, czyli jeden z dotychczas odwiedzonych lokali.
- fot. dzięki uprzejmości lokalu (wpis z wypadu znajdziecie tutaj)




Druga strona wszelkiego typu wypadów, to zwiększenie różnorodności odwiedzanych miejsc. O ile dotychczas odwiedzone lokale są ze sobą niemal identyczne (burger, burger i jeszcze raz burger!), to jednocześnie trzeba oddać trochę uwagi innym miejscom. To nadal głównie gastronomia, ale są też i takie miejsca, których sam nie do końca potrafię wrzucić do jednej kategorii. Świetnym przykładem jest tutaj "Bą Bą" przy ulicy Gdańskiej, które chociaż jest głównie sklepem z pralinami, to funkcjonuje też trochę jak kawiarnia, trochę jak ... sam nie wiem, ale koniecznie muszę się tam pojawić! Podobnie sprawa ma się z Cafe Velo, które tak w zasadzie nie jest nawet "lokalem", ale trudno się nie zgodzić, że jest wyjątkowe i warte pokazania. Wiele takich miejsc aż prosi się o to, by promować je i przede wszystkim uświadomić ich istnienie mieszkańcom Bydgoszczy.

Do tego dochodzą puby, a to jest już temat rzeka. W Bydgoszczy mamy bardzo szeroki wachlarz lokali dla "dorosłego klienta", które mają w sobie coś nietypowego. Czy byłby to odwiedzony niedawno przeze mnie Prolog9, którego wystrój przypomina zajęty przez aktywistów squat, a prawdziwą jakość lokalu stanowią wyjątkowo ciekawe rodzaje piw z małych browarów, czy bardzo popularna Warzelnia, której atutem jest położenie nad samą Młynówką.

Wszystko to jest materiał na kolejne wpisy i tutaj pojawia się moje pytanie - czy Wy, czytelnicy, wolicie przesunięcie mojej uwagi właśnie w takim kierunku? Pewnie będzie trochę mniej o sprawach miejskich, może trochę rzadziej będzie o muzyce (szczególnie rozmowy z zespołami i twórcami lubią "pochłaniać czas") i bardzo możliwe, że będzie też mniej o zawirowaniach polityczno-społecznych. No i oczywiście trzeba też z Waszej strony "zdjęcia" blokad z reklam chociaż na tej stronie jako wyjątek w przeglądarce. Czekam na Wasze opnie!



Muzyka, muzyka i jeszcze więcej muzyki!




Pozostając jeszcze na chwilę w tematach przyjemnych - muzyka. Do ciężkiej, gitarowej playlisty z muzyką Bydgoszczy dołączyła druga lista utworów, która stanowi jej przeciwwagę i serwuje głównie relaksujące spokojne brzmienia. Nie znaczy to, że pierwsza przestała rosnąć, więc nadal proszę Was o wszelkie sugestie i propozycje utworów oraz kapel, które Waszym zdaniem koniecznie muszą znaleźć się na listach przeze mnie złożonych. Mocne brzmienia, łagodne - na wszystko znajdzie się odpowiednie miejsce.

Jest to ostatnio szczególnie ważne, gdyż zrodził się pomysł zawiązania inicjatywy, z którą planuję wystąpić do Urzędu Miasta Bydgoszczy o wsparcie. Mamy (jako miasto) niemały budżet na kulturę, a promocja miasta jest w ostatnim czasie szczególnie ważna dla naszych włodarzy, więc czemu by nie wykorzystać tego do promocji także naszych zespołów? Do współpracy na pewno wciągnę osoby reprezentujące nasze środowiska muzyczne, a nim się to stanie, chcę zebrać jak najszerszą wiedzę na temat sceny muzycznej z Bydgoszczy, zespołów u nas działających i artystów z Bydgoszczy się wywodzących. Wiem doskonale, ze oznacza to godziny przesłuchanej muzyki i o wiele więcej szukania, ale właśnie dlatego wychodzę z tym tematem do Was - podsyłajcie swoje propozycje utworów i artystów, mniej czy bardziej znanych, nie ważne! Liczy się tylko to, że związani są oni z naszym miastem!


Polityczne zagrywki i podchody




Miałem pisać o panu Żydowiczu i jego podejściu do przyszłości Bydgoszczy i festiwalu Camerimage, ale temat trochę przycichł, a pojawił się o wiele ważniejszy problem na horyzoncie. Dlatego też sprawę festiwalu ujmę najkrócej, jak potrafię - to nie jest festiwal organizowany przez żadną instytucję publiczną, a jego prywatna inicjatywa, więc ma rację. Może wymagać warunków do pracy na taką skalę, jakiej potrzebuje, a opuszczenie miasta, jeśli zabraknie przestrzeni i infrastruktury, to tylko i wyłącznie krok na korzyść samego festiwalu. Chociaż wiele osób obraca to w jego szantaż, a nawet porównuje go do pana Osucha, to tak naprawdę trudno mi się z nimi zgodzić. To nie szantaż, a dbanie o własne dzieło.


Urząd Marszałkowski w Toruniu - fot. Użytkownika Grzegorznadolski
Wikipedia, creative commons
A teraz do sprawy bieżącej, bo wydaje mi się, że jest ona o wiele bardziej poważna. Chodzi o ciągłe sprzeciwy i "wetowanie" przez część polityków ważnych decyzji, które pozwoliłyby uruchomić 130 milionów z funduszy przeznaczonych na zintegrowane inwestycje terytorialne.Wydaje mi się, że tłumaczy to ostatnie zachowanie Torunia we wszystkich spotkaniach dotyczących ZIT. Najpierw było weto dotyczące wyboru reprezentanta Osielska do pary z reprezentantem Torunia jako dwójki, która w imieniu ZIT miałaby zasiadać w komitecie monitorującym RPO dla naszego województwa. Zamiast tego politycy z sąsiedniego miasta zaproponowali inne rozwiązanie - niech cały ZIT (nomen omen zbudowany jako "dwumiasto" Bydgoszczy i Torunia) reprezentują tylko politycy z grodu Kopernika. Jak nie trudno się domyśleć nie udało im się zdobyć poparcia i gminy zrzeszone w naszym związku niemal jednogłośnie tak absurdalny pomysł odrzuciły.

Dalsze zagrywki polegały na forsowaniu zmiany formy związku gmin z uzgodnionej już formy, która przecież przez wiele miesięcy zdawała się naszym sąsiadom zupełnie nie przeszkadzać. Czemu? Jak mogliśmy przeczytać wczoraj w profilu publicznym pana Romana Jasiakiewicza, radnego sejmiku województwa kujawsko-pomorskiego:


Według nieoficjalnych informacji planowane są prace na rzecz tworzenia metropolii. Metropoliami z mocy prawa mają być...
Posted by Roman Jasiakiewicz on 30 marca 2015 


Jak nie trudno się domyśleć obecna organizacja naszego ZITu stawia Bydgoszcz jako jednoznacznego lidera całego układu. Właśnie to jako swój sukces ogłaszał Rafa Bruski na billboardach porozwieszanych w całym mieście i jak się okazuje byłby to sukces, gdyby nie zostawienie furtki w postaci wymogu "jednomyślności Torunia i Bydgoszczy". Ten ostatni zapis sprawia, ze owy wielki sukces obracany jest w kompletnie nieznaczący tytuł, a Bydgoszcz w tym związku faktycznie jest liderem, ale tylko za zgodą Torunia.

Jak zwracałem uwagę w swoim publicznym profilu na FB, wystarczyłoby stworzyć odpowiednie narzędzia do podważenia weta. N
awet w naszym parlamencie mamy takie narzędzia, które pozwalają podważyć weto prezydenckie, które jest przecież najwyższą formą weta w Polsce. Czemu budując nasz lokalny układ sił nie wzorowano się na tym rozwiązaniu? Czemu dopuszczono do powstania tak krytycznej wady całego systemu głosowania, która teraz prowadzi do paraliżu ZIT? Trudno w tej chwili powiedzieć. W sejmie RP weto prezydenckie odrzucić można siłą 3/5 głosów. W przypadku naszego związku 3/5 głosów to 14 z 23 gmin. Nawet odejmując z tego równania Bydgoszcz i Toruń jako podmioty pozostające w sporze, 14 głosów to warunek, który został spełniony w dniu głosowania nad delegatami do komitetu monitorującego RPO i dość, aby nie pozwolić Toruniowi blokować miliony na inwestycje, które na nasz ZIT miały przypadać.

Nim jednak podsumuję swój wpis pozwolę sobie na małą dygresję. Toruń, jeśli wykluczony zostanie z grona miast mających szansę zostać "metropolią", jeśli utraci kontrolę nad rozwojem obszarów objętych ZiT-ami, może wypaść z obiegu i powoli stoczyć się w tło "pierwszej ligi" miast w naszym kraju. Nie można się dziwić, że cel z punktu widzenia włodarzy tego miasta (a także jego mieszkańców) uświęca środki. Nasi politycy, mieszkańcy naszego miasta, ja i moi znajomi prawdopodobnie walczylibyśmy w tak samo zaciekły sposób i często sięgając po równie wątpliwe moralnie narzędzia, gdyby miało się okazać, że Bydgoszcz z biegiem lat mogłaby stoczyć się do rangi przeciętnego miasta powiatowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz