piątek, 20 marca 2015

Wytwórnia Burgerów Zaułek 20 - wypad numer trzy!




Sam szyld przyciąga uwagę i należy do jednych z najładniejszych w strefie staromiejskiej. Brawo! - fot. własne
W ostatnią niedzielę miałem wreszcie okazję pojawić się w Wytwórni Burgerów Zaułek 20. Chociaż sam wypad planowałem już od bardzo dawna, dopiero teraz udało mi się znaleźć luźniejszy dzień na spacer po mieście z moją kochaną i odwiedziny w kolejnej "burgerowni" (poprzednie knajpki z burgerami znajdziecie we wpisach TUTAJ oraz TUTAJ). Nie ukrywam, że na samą wycieczkę nastawiałem się od samego otwarcia lokalu, szczególnie wiedząc, że nawet bułki do kanapek robią w Zaułku we własnym zakresie, co wcale nie jest tak oczywistą sprawą, kiedy mowa o lokalach serwujących burgery.


Miejsce



Chociaż uliczka Zaułek nadal "straszy" w niektórych miejscach, trudno odmówić jej szczególnego klimatu wąskiej, bocznej ulicy "gdzieś na uboczu". Właśnie ten klimat ma szansę stać się jej największym atutem, ale trzeba przyznać wprost: jeszcze nie teraz. Nadal większość budynków wymaga remontu, a naprzeciwko samego lokalu zieje całkiem spora dziura w zabudowie, która czeka na odpowiednie wypełnienie. Nie pomaga także opinia ulicy uczęszczanej przez fanów jednorazowych przygód "miłosnych" i osoby szukające szaletu (żadnej z tych rzeczy w czasie wypadu NIE odczułem!). Pocieszeniem w tym wszystkim z całą pewnością jest fakt, że od pewnego czasu miasto ma plan kompletnej przebudowy tego zakątka starówki i zmianę jego charakteru z zapomnianego przez wszystkich miejsca w prawdziwą perłę, niestety jest to plan bez daty. Jest tutaj ogromny potencjał, to pewne, ale czeka on na wykorzystanie i mam wrażenie, że Wytwórnia Burgerów robi więcej dla poprawy dobrego imienia tej ulicy, niż zrobiłby to sztab PR-owców. Zaraz opowiem dlaczego! 

Niewielka przestrzeń nie jest szersza od garażu, a jednak
skrywa coś naprawdę "wielkiego"! - fot. własne
Na kanapkę wybraliśmy się późnym popołudniem i, chociaż "Wytwórnia" nie jest szczególnie dużym lokalem, nie było większego problemu ze znalezieniem miejsca dla dwójki osób. Z zewnątrz Zaułek 20 wypatrzeć można po charakterystycznym szyldzie, a dopiero podchodząc bliżej widzimy samą "witrynę" za którą kryje się ten całkiem niepozorny lokal. Spodziewałem się tłumu (głównie dlatego, że za pierwszym podejściem kilka tygodni wcześniej trafiłem jedynie na kartkę z informacją, że wyprzedali wszystkie zapasy - gratulacje), ale moje obawy na szczęście się nie spełniły i, chociaż był ruch, to nie było ścisku, więc bez problemu weszliśmy i znaleźliśmy sobie miejsca. Pierwszym, co rzuca się w oczy zaraz po wejściu, jest menu zapisane kredą na wymalowanej na czarno ścianie i ... rozmiary lokalu! Jest zaskakująco mały i jestem pewien, że oba pokoje w moim wynajmowanym mieszkaniu są większe od przestrzeni dostępnej dla klientów. Jeden stolik i dwa blaty wzdłuż ścian i witryny, to może i nie za wiele, ale w zupełności wystarczyło, aby usiąść przy burgerach i całkiem wygodnie się posilić. Co szybko zwróciło moją uwagę, zaledwie kilka osób przebywających w danej chwili wewnątrz i tak dawało poczucie miejsca, gdzie ciągle ktoś jest.

Kolejna sprawa to atmosfera. Wszystko odbywa się tam w tej małej, zamkniętej i prostej przestrzeni. Niby nic, ale gdzieś taka sztywna granica między "my, obsługa" i "wy, klienci" została zniwelowana i sprowadzona do poziomu, na którym czułem się całkiem swobodnie. Otwarty widok na kuchnię z miejsc, które akurat wybraliśmy, też robił swoje i, ponieważ prócz widoku "zbliżającego się" coraz bardziej jedzenia mogłem obserwować chociażby właśnie wypiekanie wspomnianych na początku bułek, nawet nie zauważyłem braku muzyki (pewnie akurat trafiła się jakaś awaria, zdarza się). Nikt z obsługi się nie pomylił, jak to się zdarzyło przy okazji jednej z poprzednich wizyt w "burgerowniach", w zasadzie trudno się czegokolwiek uczepić - naprawdę miło się tam siedziało!


Jedzenie



Jednym z atutów lokalu, którym założyciele reklamowali Zaułek 20, była dojrzewająca wołowina, której dostępne są tutaj dwa rodzaje - Red Angus oraz Hereford. Przyznam się szczerze z ręką na sercu - nie mam pojęcia o wołowinie i kompletnie nie wiem czemu ta dojrzewająca, która pochodzi od takiej czy innej rasy krów jest lepsza czy inna od pozostałych gatunków mięsa. Po prostu lubię mięso dobrze doprawione i rozsądnie wypieczone (co było dla mnie mankamentem przy okazji wizyty w Burger Parku), a dobór gatunku i tym podobnych jego parametrów pozostawiam prowadzącym "Wytwórnię" jako element ich kunsztu i doświadczenia w przygotowywaniu posiłków. Prócz wspomnianego, specjalnie dla tego lokalu dobieranego mięsa, wyróżnia ten kameralny bar z burgerami fakt pieczenia własnych bułek. Całkiem miły akcent.


Menu wypisane na ścianie w Wytwórni Burgerów Zaułek 20
- fot. dzięki uprzejmości Wytwórni Burgerów
Czas przejść do sedna. Jak w każdym lokalu gastronomicznym, tak i tutaj najważniejsze jest przecież jedzenie, a nie teoretyczne przemyślenia nad gatunkami krów! Wspomniane wcześniej menu, wyrysowane kredą na wymalowanej czarną farbą ścianie, może i nie należy do najobszerniejszych jakie w życiu widziałem, ale wcale nie oznacza to, że jest ono ubogie. Chociaż do wyboru jest tylko siedem rodzajów kanapek (oraz dodatkowo ósmy - burger tygodnia), to każdy z nich możemy sobie uzupełnić o dowolny dodatek. Tych ostatnich do wyboru jest całkiem rozsądna ilość, od dość typowego bekonu i równie często spotykanych ostrych papryczek, znajdziemy także nieczęsto spotykane w takim miejscu jajka i szpinak. Nierzadko w burgerze tygodnia znaleźć się mogą jeszcze inne składniki, których próżno szukać w karcie (kilka bardzo ciekawych propozycji mi "uciekło", o czym przekonałem się śledząc profil FB lokalu), więc nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek nie zdołał znaleźć tu dla siebie optymalnego burgera lub samemu go skomponować. O dość szerokiej palecie dostępnych sosów chyba nie muszę wspominać, prawda?

Kiedy przyszło do zamówienia, nie potrafiłem oprzeć się burgerowi tygodnia, który miał w swoim składzie konfiturę z czerwonej cebuli, przyrządzaną na winie. Uwielbiam odkrywać nowe smaki, a przy okazji danie, którego nie przyrządza się regularnie, jest dla mnie całkiem dobrym wykładnikiem umiejętności kucharzy. Do tego wielki dylemat - cydr, których jestem wielkim fanem, czy może jednak oranżada z etykietą zdobioną logiem Wytwórni Burgerów? W imię nauki oczywiście, zdecydowałem się na produkt "firmowy" o smaku brzoskwiniowym (trafny wybór - oranżada okazała się bardzo smaczna!). Daria zdecydowała się na burger klasyczny, uzupełniony o ser camembert, do tego herbata. Jako zwieńczenie tego wszystkiego, dorzuciliśmy grube frytki i spokojnie usiedliśmy w oczekiwaniu na realizację zamówienia. Nie trwało to za długo, jak sądzę, chociaż nie mam też absolutnej pewności, gdyż moją uwagę po części skupiła obserwacja jak nowe bułki trafiają właśnie do pieca, a na ruszcie piecze się nasze zamówienie.


"Gwóźdź programu", czyli burger z konfiturą z czerwonej cebuli na winie i kozim serem. Połączenie zaskakujące, ale bardzo smaczne! - fot. własne

Jak wypadła próba smaku? Dla mnie było po prostu bomba. Mięso dobrze wypieczone, lekko różowe w środku, ale absolutnie nie surowe i przede wszystkim nie "cieknące", jak już mi się to zdarzało w innych miejscach. Do tego bardzo charakterystyczny smak konfitury i specyficzny posmak koziego sera. Oba składniki były dla mnie absolutnym strzałem w ciemno, ale na szczęście całkiem trafionym, z resztą nie tylko dla mnie. Słowa "wow, tu naprawdę czuć wino", niech posłużą przy tym za recenzję Darii, której to połączenie także zasmakowało. Druga z kanapek także wypadła całkiem nieźle, chociaż tutaj smak był o wiele mniej niespodziewany. Mimo wszystkich swoich zalet pozostała w cieniu burgera tygodnia, chociaż nie została wcale tak daleko w tyle. 


Podsumowanie i ocena



Oba burgery uzupełnione o frytki wystarczyły w zupełności, żebyśmy oboje najedli się do syta, a przy tym były bardzo smaczne. Chociaż Wytwórnia Burgerów jest lokalem małym, nie przeszkadzało to absolutnie w niczym. Panuje tu całkiem przyjazna atmosfera, pod menu stoi dzbanek z wodą cytrynową, której lać można sobie do woli, a obsługa pożegnała nas nawet miłym słowem. Wszystkie te małe detale sprawiają, że z przyjemnością wrócę do tego lokalu raz na jakiś czas, chociażby by spróbować zmieniających się regularnie burgerów tygodnia. Niestety, okolica, chociaż w sercu starówki, ma swoje mankamenty i nadal można mieć wobec ulicy Zaułek sporo zastrzeżeń. Cały urok wąskiej, staromiejskiej uliczki kontrastuje tutaj z jej złą sławą i zabudową o bardzo różnym poziomie zadbania. W ostatecznym rozrachunku daję mocne 4 z "hakiem" za jedzenie i równie solidne 3 za miejsce (mimo wszystko to nadal starówka!). Naciągając ostateczny wynik w górę atmosferą, mogę z czystym sumieniem da swoje subiektywne 4 na 5.


4/5

A jakie są Wasze wrażenia z Wytwórni Burgerów przy ulicy Zaułek 20? Chętnie usłyszę Wasze opinie, w szczególności jeśli mieliście zupełnie inne doświadczenia z tym właśnie lokalem! Pamiętajcie też, żeby zajrzeć do zakładki "wypady", oraz przygotowanej przeze mnie mapy dotychczas odwiedzonych miejsc. :)

6 komentarzy:

  1. Polecam odwiedzić Pub Merlin który mieści się również na ulicy Zaułek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bywam od czas do czasu w Merlinie - jedynie za puby się na blogu nie zabrałem jeszcze, bo co chwila się nowe knajpki otwierają z ciekawym jedzeniem! :D Z czasem na pewno się pojawię.

      Usuń
  2. Hmm byłam tam raz, ale trochę dla mnie śmierdziało chyba olejem,a dla mnie to akurat ważne, więc wybrałam się kawałek dalej do Bobby Burger'a -polecam sprawdzić dobre burgerki tylko trochę małe. Może zrobie drugie podejście do Zaułku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ... jak to jest z tym BB? Niby dzisiaj miało być oficjalnie "wielkie otwarcie", ale jednocześnie już lokal słyszałem, że funkcjonuje od pewnego czasu.

      Co do zapachu - jedynie przez chwilę był dziwny zapach, ale wynikało to z mycia pieca, więc nietypowego zapachu raczej się spodziewałem. Tak tylko całkiem przyjemny zapach piekących się na blacie grzewczym burgerów do zamówionych kanapek. Może miałem szczęście po prostu? Nie wiem - wiem, że nic nieprzyjemnego się nie trafiło :)

      Usuń
  3. Im krótsze menu, tym lepiej. Jest większa szansa na świeże składniki i dopracowane dania - jeśli kucharz musi się motać między czterdziestoma różnymi pozycjami, nie wyjdzie to jedzeniu na dobre.
    Uwielbiam otwarte kuchnie - można sobie popatrzeć, porównać, sprawdzić, czy myją ręce...
    Zaułka się nie boję, nie w takie miejsca się za młodu chodziło... ;) Więc zajrzę, jeśli znajdę czas. Nie przepadam za masowo produkowanymi burgerami, ale takie właśnie buły z charakterem (ta z konfiturą musiała być boska!) zjadam z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zaglądać co jakiś czas na ich stronę na FB, bo tam pojawia się info jaki jest "burger tygodnia" w danym momencie. Ostatnio był ciekawy eksperyment z truskawkami, ale nie dane mi było spróbować :)

      Link tutaj: https://www.facebook.com/zaulek20

      Usuń