środa, 11 marca 2015

Zawalczmy o absolwentów w Bydgoszczy!

Od dawna mówi się, że Bydgoszcz ma ogromny problem z zatrzymaniem u siebie absolwentów wyższych uczelni. Sam znam bardzo wiele osób, które nie tylko studiowały w Bydgoszczy, ale wręcz wywodzą się z naszego miasta, a jednak obecnie mieszkają i pracują w takich miastach jak Poznań, czy Gdańsk. Nawet wysokie koszty życia w Warszawie nie są żadną przeszkodą, by uciec tam i szukać pracy jeszcze nie mając żadnej umowy. Czy utrzymujące się od wielu lat ujemne saldo migracji Bydgoszczy i całego regionu da się jakoś odwrócić? Wydaje mi się, że tak, ale dokładnie tak jak ze wszystkim innym - nie ma nic za darmo i zatrzymanie ludzi młodych powinno być dla Bydgoszczy taką samą inwestycją, jak wszystkie obiekty i infrastruktura.

Jeden z budynków Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy - fot. Aleksandra Wolska, Wikipedia Creative Commons
Może się wydawać, że to tylko i wyłącznie kwestia miejsc pracy i skłonności pracodawców do zatrudniania osób tuż po studiach, więc władze miasta nie mają tutaj za wiele do powiedzenia. Jest w tym sporo racji, gdyż na dłuższą metę to właśnie pensja i łatwość znalezienia zatrudnienia po studiach stanowią główny wyznacznik atrakcyjności miasta. Mimo to, warto zauważyć, że znaczna część osób szuka pracy najpierw w miejscu, gdzie studiowali, a dopiero potem zaczynają poszerzać krąg swoich poszukiwań o miejscowości, gdzie da się dojechać bez przeprowadzki, a ostatecznie tam, gdzie konieczne będzie przeniesienie. Do kryteriów dochodzą wtedy ceny mieszkań w miastach, koszty życia i jego jakość, a każda dodatkowa wygoda oferowana dla nowego mieszkańca staje się pozapłacowym czynnikiem zachęcającym do przeprowadzki. Tutaj właśnie zaczyna się rola miast w wyścigu o absolwentów uczelni.


Przykład z Łodzi - karta absolwenta i programy



Zainspirowany artykułem zamieszczonym na łamach Dziennika Łódzkiego, zacząłem zastanawiać się czy cokolwiek stoi na przeszkodzie, by w Bydgoszczy skorzystać z ich doświadczeń i przenieść opisywane rozwiązania na nasz grunt. Jak możemy przeczytać w artykule, karta absolwenta pozwala korzystać absolwentom łódzkich uczelni korzystać z szeregu udogodnień i zniżek nawet wiele lat po studiach. Za przykład niech posłuży 35% zniżka za wstęp na basen należący do obiektów sportowych Uniwersytetu Łódzkiego, swobodny dostęp do biblioteki uniwersyteckiej dla osób nie będących studentami, czy nawet umożliwienie wykorzystania infrastruktury (sale wykładowe, sale konferencyjne itd.) na preferencyjnych warunkach w obiektach Uniwersytetu Medycznego. To wszystko składa się na znaczący pakiet, nie tylko poprawiający jakość życia (tańsze i lepiej dostępne obiekty rekreacyjne), ale także pozwalający o wiele łatwiej i sprawniej prowadzić własną działalność społeczną, czy nawet gospodarczą.

Wszystko to idzie w parze z programem działającym już od wielu lat pod nazwą "Młodzi w Łodzi", który powstał jako wspólna inicjatywa miasta, uczelni, urzędu pracy i pracodawców (ponad 100 firm!). W ramach tego programu przyznawane są stypendia ze wspólnego funduszu niemal w całości ufundowanego przez tych właśnie przedsiębiorców, a nawet rozdawane (na bazie konkursu) mieszkania opłacone na cały rok lub wyposażenie AGD! Wszystko to uzupełnione jest o inkubację przedsiębiorczości w ramach konkursów na biznesplan i ponad setkę płatnych staży organizowanych co rok przez przedsiębiorstwa z Łodzi i regionu.

Uniwersytet Łódzki, budynek Wydziału Prawa i Administracji. - fot. użytkownik Zorro2212, Wikipedia Creative Commons
Prawdopodobnie wiele z tych rzeczy można by znaleźć w Bydgoszczy, na pewno znajdą się gdzieś jakieś staże, a studenci mogą liczyć na karty rabatowe. Nie jest to jednak w żaden sposób zorganizowane, a wszystko działa na zasadzie "każdy sobie". Swojego czasu AIP organizował konkursy na biznesplan podobnie, do wyżej przytoczonego przykładu, jednak cała idea gdzieś już zaginęła i obecnie takich konkursów nie ma. Stworzenie takiego programu, jego koordynacja i zainteresowanie nim jak największej liczby przedsiębiorstw powinno być dla miasta jedną z podstawowych strategii społecznych nastawionych na zatrzymanie ludności w Bydgoszczy.


A w Poznaniu ... budują absolwentom mieszkania!



Chociaż już powyżej przytoczony przykład może się wydawać bardzo atrakcyjny, to wcale nie jest jeszcze sztandarowy przykład dobrej polityki nastawionej na zatrzymanie studentów po studiach. W Poznaniu (czyli jednym z głównych kierunków "ucieczki" po studiach z Bydgoszczy) miasto zadecydowało, że samymi dobrymi chęciami i atmosferą miasta niewiele da się zdziałać i przeszło do prawdziwej ofensywy. Tutaj przydatny jest jeden z artykułów Głosu Wielkopolski, gdzie przeczytać możemy między innymi, że nawet przez kilka lat po zakończeniu studiów absolwent miałby szansę wynająć na preferencyjnych warunkach dwupokojowe mieszkanie jako swoisty "bonus na start". W parze z programem dla absolwentów powstał drugi, kierowany do osób między 20 a 40 rokiem życia, który oparty na zasadzie "wynajmuj i kup" stanowi swoiste przedłużenie idei tego pierwszego. Jest to program o tyle ciekawy, że partycypacja wynosiłaby 30% kosztów budowy, jednak bez problemów wynikających zwykle z problemów ze zdolnością kredytową - tutaj na swoje barki kredyt brałyby służby miejskie.

Trudno nie przyznać Poznaniowi, że jest to oferta bardzo atrakcyjna i stanowi prawdziwą alternatywę dla kupowania drogich mieszkań od deweloperów, których i tak w tym mieście nie brakuje. W Bydgoszczy, gdzie nadal znajduje się ogromna ilość pustych terenów pod inwestycje nie powinno być problemu, by na mieszkania dostępne w podobnym trybie znaleźć miejsce. Jedyną barierą pozostaje kwestia finansowania, o czym wspomniałem na samym początku swojego tekstu. Zatrzymanie ludności w Bydgoszczy za pomocą takich narzędzi, jak mieszkania, to już znacząca inwestycja i ktoś jej koszta musi ponieść, zaś na zwrot (np. dzięki zwiększonym zyskom z podatków) czekać trzeba będzie lata.


Inne miasta też działają



Prócz tych dwóch wymienionych wyżej przykładów można by wymieniać wiele innych mniej lub bardziej zaawansowanych programów prowadzonych w Krakowie, Trójmieście czy chociażby Lublinie. Wszędzie tam w różnym zakresie prowadzi się akcje mające na celu zatrzymanie studenta w mieście. Niestety, sam nie tak dawno temu odbierając swój dyplom (a za rok kolejny) na bydgoskiej uczelni nie zostałem zapoznany z jakąkolwiek ofertą tego typu w Bydgoszczy, nie usłyszałem o żadnym programie dedykowanym osobom kończącym studia ani nie znalazłem w zasadzie żadnych informacji na temat programów innych, niż mały program zniżkowy mojej własnej uczelni, zamknięty jedynie w wąskim gronie jej absolwentów. Tymczasem Sopot, choć na mniejszą skalę, promuje rozwiązania do pewnego stopnia przypominające mieszkaniowy program Poznania, a Lublin balansując na granicy dumpingu, oferuje powierzchnie biurowe połowę ceny biur w Warszawie jednocześnie uzupełniając to programem promującym zakładanie nowych firm przez absolwentów i konkursem biznesplanów zbudowanym zupełnie tak jak ten przytoczony z Łodzi (w oparciu o ten artykuł).

Tak wygląda obecnie inkubator przedsiębiorczości w BPPT. Mało prawdopodobne, by w najbliższym czasie jakikolwiek absolwent miał szansę wystartować tutaj ze swoją firmą - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Przykro mi, moje drogie miasto, że jedynym krokiem przez Ciebie podjętym jest zwiększenie ilości miejsc w żłobkach i budowa inkubatora przedsiębiorczości w BPPT, gdzie prawie nie da się dojechać bez własnego samochodu. To jest za mało, a przecież wcale nie musi tak być, wystarczy uczyć się na przykładach miast dookoła, które radzą sobie świetnie. Nie wstydźmy się uczyć od Torunia, gdzie także funkcjonuje program "Mieszkanie dla absolwenta", nawet jeśli jest to tylko pięć mieszkań rocznie, to i tak przy tych kilku sztukach nasze miasto wypada po prostu blado.


Bydgoszcz, do roboty!



Mamy w Bydgoszczy "kartę miejską", mamy program "rodzina 3+", mamy BTBS, które zajmuje się budową mieszkań na preferencyjnych warunkach. Poszerzmy to wszystko, wciągnijmy do programu uczelnie i firmy. Niech karta miejska poszerzona zostanie o funkcjonalność karty absolwenta, niech program "rodzina 3+" zostanie rozbudowany o drugi program promujący w ogóle zakładanie rodziny w Bydgoszczy, niech wreszcie wspólnie z BTBS powstanie program udostępniający chociaż ograniczoną ilość mieszkań dedykowanych dla osób, które właśnie opuściły mury uczelni. Mamy w Bydgoszczy bardzo szybko rozwijający się park przemysłowy oraz szereg dużych firm, które zapowiadają coraz to nowe rekrutacje i zaczynają mówić wprost, że brakuje pracowników. Niby mamy kierunki sponsorowane na uczelniach, ale są one prowadzone na zasadzie pojedynczych umów z konkretnymi firmami. Tutaj przykład Łodzi aż prosi się o powtórzenie i zebranie kilkudziesięciu przedsiębiorstw z miasta i okolic w celu wspólnego stworzenia sprawnie działającego i atrakcyjnego programu.

To wszystko to nasz potencjał. Nadal możemy go wykorzystać, ale nie możemy dłużej patrzeć jak peleton złożony z innych miast nam ucieka.

3 komentarze:

  1. Masz w tym wypadku całkowita rację: sama niedługo muszę podjąć decyzję, gdzie będę studiować, i nawet nie biorę pod uwagę Bydgoszczy, chociaż mieszkam bardzo blisko i mam dobre połączenie. Zastanawiam się raczej między Poznaniem a Toruniem. Głównie dlatego, że są to uczelnie z pewną renomą, a to też się bardzo liczy przy wyborze studiów, czy dany uniwersytet reprezentuje odpowiedni poziom. Nastawienie miasta na młodych to druga sprawa. Na studia w Bydgoszczy zostają raczej ci, których nie stać na mieszkanie w innym mieście i nie mają wysokich ambicji naukowych - smutna prawda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie zatem jest: czy gdyby istniała oferta skierowana do studentów i absolwentów, która pozwalałaby na zostanie w mieście z masą udogodnień, zniżkami, szansą na mieszkanie i płatne staże, to Bydgoszcz trafiłaby do grona miast, gdzie studia byłyby przez Panią rozpatrywane. O ile UKW ciągnie się w ogonku uczelni, to już UTP w niektórych dziedzinach uważany jest za uczelnię, gdzie poziom kształcenia jest całkiem przyzwoity.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. W Bydgoszczy uczelnie są młode i dlatego jeszcze nie zbudowały odpowiedniej renomy. Ja bym nie patrzył na renomę samej uczelni, a danego wydziału, bo one mają różne poziomy. Druga rzecz, to czy jest praca w mieście, w którym chce się uczyć. Trzeci rzecz to koszty życia, bo czym różni się absolwenci tego samo kierunku? Tym, że jeden ten dyplom taniej uzyskał.

      Usuń