środa, 29 kwietnia 2015

Pierwszy sowiecki czołg w Fordonie - wspomnienie z roku 1945.

Czołg T-34/85 w miejscu obecnego osiedla Bajka w bydgoskim Fordonie, roku 1945. - fot. Jarek Woźny

Fordon wyzwolony został w styczniu 1945 roku (na pewno jeszcze o tym przeczytacie!), ale to nie znaczy, iż dopiero wtedy do obecnej dzielnicy Bydgoszczy zawitały pierwsze sowieckie czołgi. Niedawno, w serwisie społecznościowym Facebook pojawiło się zdjęcie wygrzebane z rodzinnych archiwów przez Pana Jarka Woźnego. Ponieważ z dnia na dzień przybliżamy się coraz bardziej do Święta Starego Fordonu, gdzie pojawić się mają aż trzy inscenizacje historyczne z użyciem ciężkiego sprzętu z okresu II Wojny Światowej, warto nakreślić szerzej sprawę tego pojazdu i co dotychczas udało mi się znaleźć na jego temat. Same poszukiwania informacji łatwe nie były, gdyż nawet kontakt z działem naukowym Muzeum Wojsk Lądowych w Bydgoszczy tylko nieznacznie przybliżyły mnie do znalezienia odpowiedzi, nie pomogły też poszukiwania w innych miejscach.

Czołg ze zdjęcia to model T-34/85, który większość naszych rodaków doskonale zna z kultowego serialu Czterej Pancerni i Pies. O samym serialu pisano już niemal wszędzie, a ja sam też nie zamierzam tutaj przepisywać kolejnych stron na temat cyklu o walecznej załodze i psie. Wystarczy mi, że bardzo ciepło wspominam serial jako jeden z elementów, bez których moje dzieciństwo pewnie nie byłoby takie samo. Właśnie dla upamiętnienia kręcenia scen do serialu w Bydgoszczy, w okolicach śluzy numer 3 na Okolu, znaleźć można ustawioną na betonowym fundamencie wieżę z tego modelu czołgu. To też świetny pretekst do spaceru po jednym z ładniejszych zakątków miasta.


Wieża czołgu t-34/85 w bydgoskim parku, w tle widoczna jest tablica upamiętniająca powstawanie kultowego serialu. - fot. Radosław Kuchnowski

Pojazdy te pojawiać zaczęły się w wojskach radzieckich dopiero w połowie 1944 roku, jako następca pojazdów T-34/76, w tamtym etapie działań już zbyt słabo uzbrojonych do nawiązania równorzędnej walki z niemieckimi panterami i innymi późnymi konstrukcjami nazistowskich inżynierów. Jak dowiedziałem się od pracowników naszego muzeum, pojazd został przez wojska niemieckie ściągnięty do Fordonu na przełomie 1944 oraz 1945 roku. Biorąc pod uwagę wszystkie kwestie logistyczne, musiał to być jeden z pierwszych pojazdów tego typu, które pojawiły się na wyposażeniu Armii Czerwonej i bardzo możliwe, że był to także jeden z pierwszych egzemplarzy w ogóle wyprodukowanych.

Na początku 1945 roku, będące już w pełnym odwrocie, wojska niemieckie nie miały większego zamiaru bronić się w Fordonie, a samo utrzymanie podbydgoskiego wówczas miasteczka nie wchodziło nawet w grę. Zamiast tego, w dniu 26 stycznia 1945 roku wysadzono (drugi już raz od rozpoczęcia działań wojennych) most w Fordonie i przygotowywano się do dalszego wycofania na północ, w kierunku Gdańska. Ściągnięty z frontu czołg służył zaś Niemcom za platformę treningową. Wśród rodowitych fordoniaków udało się znaleźć kilka wspomnień związanych z tą właśnie maszyną, która okazała się być celem ćwiczebnym dla żołnierzy obsługujących słynne panzerfausty, najprawdopodobniej uczących się właśnie jak skutecznie zwalczać nowe maszyny, którymi od niedawna dysponował nadchodzący ze wschodu wróg.
 


Koniec historii? Nie!


 

Sam pojazd stał w Fordonie jeszcze przez wiele lat, jednak z czasem ustąpił on miejsca zupełnie nowym czasom. Pamiątka po wojnie została ściągnięta z pola pod Fordonem (najprawdopodobniej czołg trafił do huty po uprzednim odzyskaniu wszystkich części, które mogłyby się jeszcze do czegoś przydać w wojsku, gdzie identyczne pojazdy stały się podstawowym wyposażeniem) i jej miejsce zajęły bloki, które obecnie stały się charakterystycznym elementem osiedla Bajka. Nie jest to jednak ostatnie wspomnienie związane z T-34/85, który trafił do Fordonu na długo przed pojawieniem się samych wojsk sowieckich.


Już 16 maja rozpoczyna się pierwsze Święto Starego Fordonu, w którego programie znajdują się także inscenizacje historyczne związane z działaniami wojennymi lat 1939 oraz 1945. Jednym z pojazdów, które pojawić mają się w ramach rekonstrukcji walk, jest właśnie pojazd T-34/85, więc po dekadach znów oczom mieszkańców Fordonu ukaże się dawno już nie widziany tutaj pojazd produkcji sowieckiej. Czy ponownie padnie on ofiarą niemieckiej broni przeciwpancernej? O tym przekonać musicie się już sami!


Zapraszam też wszystkich do zapoznania się z innymi wpisami historycznymi, które pojawiły się dotychczas na blogu. Znajdziecie je pod poniższymi linkami:
  • O pierwszym września - kilka słów o historii Bydgoszczy i zaskakującym spotkaniu na Cmentarzu Bohaterów Bydgoszczy
  • O trzecim września - fragmenty niesamowitej relacji z pierwszych dni wojny, odnalezionej w starym pamiętniku

czwartek, 23 kwietnia 2015

INFOGRAFIKA: Bydgoszcz w liczbach - 3000

Z okazji 3000 fanów Facebookowego profilu bloga Po Bydgosku, przygotowałem dla Was wszystkich infografikę prezentującą jak Bydgoszcz na się właśnie do liczby 3000. Jestem pewien, że wiele z przytoczonych tutaj faktów Was zaskoczy! Dajcie znać co sądzicie o mojej pracy (a kosztowało mnie to wiele godzin z programem graficznym i przyznam szczerze - nabrałem ogromnego szacunku dla ludzi, którzy takie infografiki składają) oraz napiszcie, czy powinienem więcej takich grafik opracować! :)






Grafikę w większym rozmiarze znajdziecie pod tym adresem. Mam nadzieję, że Wam się spodobała! Wszystkie elementy graficzne, w tym także poszczególne ikony i kształty wykonałem sam i jeśli tylko ktoś z Was jest zainteresowany wektorową wersją plików w formacie .svg, dajcie znać! O ile cenię sobie uczciwość i poszanowanie praw autorskich, to jednocześnie nie mam najmniejszego zamiaru zamykać tych grafik za szklaną ścianą i chętnie podzielę się z Wami plikami w takiej czy innej formie.

PS:
Jeśli ktokolwiek z mediów chciałby wykorzystać tę grafikę (a pewnie i takie osoby się tutaj pojawiają) - proszę o kontakt, nie widzę najmniejszego problemu, by udostępnić grafikę w jeszcze większej jakości na potrzeby ewentualnej publikacji. Jedynie proszę o poinformowanie mnie o wszystkim, a nie kopiowanie "jak leci".

środa, 8 kwietnia 2015

Bydgoszcz dobrze skomunikowana, część 1: Przystanki wiedeńskie

Czas zacząć nowy cykl wpisów, który chcę w całości poświęcić dobrym praktykom w komunikacji miejskiej i systemach transportowych w miastach. Mam nadzieję, że dzięki moim tekstom rzucę trochę więcej światła na problematykę transportową w Bydgoszczy oraz przekonam chociaż część sceptyków do rozwiązań, które przyczynić mogą się nie tylko do usprawnienia komunikacji w Bydgoszczy, ale także do poprawy bezpieczeństwa i komfortu podróży w mieście. Wiele kwestii, które poruszę mogą się nie wydawać całkiem oczywiste, a niektóre sprzeczne będą na pierwszy rzut oka z ujęciem "na chłopski rozum". Dlatego właśnie, gdzie tylko zdołam, wszystkie swoje teksty popierać będę danymi i publikacjami naukowymi lub relacjami z wpływu już zrealizowanych inwestycji na funkcjonowanie miast. Na sam początek kwestia dość prosta - przystanki wiedeńskie.


Co to za ustrojstwo?



Konstrukcja przystanku wiedeńskiego - grafika własna.
Zacznijmy od prostej prawdy - nasza polskojęzyczna nazwa absolutnie niczego nie wyjaśnia i nie do końca może się wydawać, by Wiedeń mógł mieć komunikacyjnie cokolwiek wspólnego z Bydgoszczą, czy dowolnym innym miastem w naszym pięknym kraju. Co ciekawe, tylko u nas przyjęła się nazwa pochodząca od pierwszego miasta stosującego takie przystanki, zaś cały świat nazywa je "Easy Access Stop". Brzmi to też o wiele mniej bezdusznie, niż określenie "jezdnio-peron" czy "garb przystankowy", które to doskonale opisywałby istotę działania takiej struktury. Sama konstrukcja zaś jest nieskomplikowana i zarazem genialna w swojej prostocie - to tymczasowe połączenie jezdni i chodnika we współdzieloną przestrzeń, która jednocześnie jest też peronem tramwajowym.


Idea przystanku wiedeńskiego narodziła się w Wiedniu, kiedy poszukiwano rozwiązania, które pozwoliłoby stworzyć odpowiednie warunki dla bezpiecznego i wygodnego wsiadania i wysiadania do tramwajów na dwupasmowych jezdniach, na których nie było dość miejsca na stworzenie wysepki przy biegnącym centralnie torowisku. Taką właśnie sytuację mamy w Bydgoszczy na ulicy Ferdynanda Focha (przystanek Plac Teatralny) , czy też w Łodzi na wschodniej części ulicy Piotrkowskiej. Jednym z rozwiązań było zajęcie sporego odcinka jednego z pasów ruchu tam, gdzie miał zatrzymywać się tramwaj, a na "odzyskanej" przestrzeni zbudować odpowiedni peron dla oczekujących na przyjazd tramwaju. Takie rozwiązanie, chociaż poprawne z punktu widzenia komunikacji publicznej, kompletnie paraliżowało ruch samochodów zawsze wtedy, gdy tramwaj zatrzymywał się by zabrać pasażerów. W mocno obciążonych ruchem centrach miast nie zawsze można sobie na takie rozwiązanie pozwolić, więc trzeba było poszukać innego rozwiązania. 

Doświadczenia miast na świecie



Jako jeden z wielu przykładów przytoczyć tu możemy Melbourne, gdzie bardzo duża część sieci tramwajowej przebiega na arteriach o znaczącym natężeniu ruchu. Jak przeczytać możemy w raporcie "Easy Access Tram Stops on Bridge Road, Richmon" (Richmond znajduje się na obrzeżach Melbourne), którego autorami są Alec Say oraz Brendan Pauwels:
"The challenge was to develop a level access stop solution that could potentially operate on four lane undivided arterial roads within 60km/h speed limits, which much of Melbourne’s tram network operates on, without reducing the traffic carrying capacity of the arterial road."
W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że w warunkach dużych czteropasmowych ulic (po dwa pasy na kierunek - zupełnie jak ul. Focha) wyzwaniem, którego rozwiązania poszukiwano w Australii, było znalezienie rozwiązania, które nie wpływałoby znacząco na przepustowość takiej ulicy, a jednocześnie zapewniało dostęp do tramwajów na wysokości podłogi dla taboru niskopodłogowego. Jednocześnie ważnym aspektem poszukiwanego rozwiązania było zachowanie nie tylko bezpieczeństwa i wygody podróżnych komunikacji zbiorowej, ale także zachowanie bezpiecznych warunków jazdy dla aut bez wpływu na pojemność dróg.

Przystanek wiedeński w Melbourne uzupełniony o infrastrukturę rowerową
- fot. Yarra Trams
Jak możemy wyczytać dalej, w przyocznym powyżej badaniu, wprowadzenie tego typu przystanków na omawianej Bridge Road nie tylko poprawiło dostępność tramwajów dla osób niepełnosprawnych, ale też zmniejszyło czas wsiadania i wysiadania z pojazdów średnio o jedną sekundę. Jednocześnie ilość osób nielegalnie przekraczających jezdnię na wysokości przystanku zmniejszyła się nawet kilkukrotnie, prowadząc do zwiększonego bezpieczeństwa. W wielu innych raportach, na przykład "TRAM ROUTE 86 CORRIDOR IMPROVEMENT PROJECT" (opracowany dla miasta Darebin) nawet przystanki typu wiedeńskiego odrzucane są jako niewystarczające pod kątem właśnie bezpieczeństwa, gdyż nie wymuszają bezwzględnego zatrzymania na samochodach. Mimo to wciąż jest to rozwiązanie o wiele bardziej bezpieczne od obecnej sytuacji, którą obserwujemy w Bydgoszczy. Wnioski wyciągnięte z wprowadzenia tego typu przystanków w Australii (w sytuacji analogicznej do układu drogowego na ulicy Focha w Bydgoszczy) znaleźć możemy w raporcie sporządzonym w 2009 przez Juliana Reynoldsa z Monash University, pod tytułem: "Exploring the road safety impacts of Platform and Easy Access Stops in Melbourne". Jednym z ważniejszych punktów dotyczących przystanków wiedeńskich jest wyraźne wskazanie znaczącego wzrostu bezpieczeństwa pieszych wsiadających do tramwajów dzięki wyraźnemu uwidocznieniu strefy przystanku dla kierowców, cyt.:
"The major improvement is due to the traffic calming effects of the ramp up to the raised platform, which significantly reduces the speeds of approaching vehicles and makes the stop more visually obvious to drivers. However, the gains in passenger safety have come at the expense of motorists due to the creation of a 300mm high drop off between the platform and the tram tracks. On balance, it would seem that this is a reasonable trade off as the risks to motorists of falling of the edge of the platform are much lower than the risks to passengers of being hit by a passing vehicle."
Chciałbym powołać się także na raporty z Wiednia, gdyż to tam właśnie powinno być najwięcej informacji, jednak przyznam szczerze - pokonała mnie bariera językowa. Mimo to Melbourne oraz przylegające miasta uznać należy za zupełnie wystarczający przykład, gdyż jest to największa z wszystkich działających obecnie sieci tramwajowych świata o łącznej długości ponad 250 kilometrów, przewożąca ponad 180 milionów pasażerów rocznie. 


Na "naszym" podwórku - Bydgoszcz i inne miasta



Obecnie ulica Focha jest płaska jak stół. Trudno
nazwać to odpowiednimi warunkami dla pasażerów
wsiadających do tramwajów. - fot. własne
Prócz zagranicznych przykładów warto też przytoczyć kilka znaczących wdrożeń tego typu przystanków. Jak dotąd powstały one w Łodzi, Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Szczecinie oraz w Krakowie. W każdym z tych miast okazały się rozwiązaniami skutecznymi i według wszystkich raportów rekomendowane jest wprowadzanie kolejnych peronów zintegrowanych z jezdnią w tych miastach. Sam miałem okazję przekonać się, jak funkcjonują tego typu przystanki w pierwszych trzech z wymienionych miast i trudno mi jest nawet opisać jak wielką różnicę odczuwa się wsiadając do tramwaju z tak podniesionego poziomu. Po prostu trzeba to odczuć na własnej skórze, w szczególności mając jako punkt odniesienia przystanek przy Placu Teatralnym w Bydgoszczy. 

Prz taborze niskopodłogowym różnica jest może i mniej odczuwalna, jednak jest to bardzo ważna granica między dostępnością i jej brakiem dla osób niepełnosprawnych. W przypadku Bydgoszczy jest to jednak różnica o wiele głębsza, gdyż wsiadanie do taboru z wysoką podłogą i schodami na wejściu jest problematyczne nie tylko dla niepełnosprawnych, ale także osób starszych, rodziców z dziećmi, a nawet osób niskiego wzrostu. Jeśli chcemy dążyć do popularyzacji komunikacji zbiorowej w Bydgoszczy, udostępnienie jej w jak największym zakresie każdej grupie potencjalnych pasażerów powinno stać się nie tylko ważnym zadaniem, ale zadaniem o absolutnie najwyższym priorytecie.

Miejsc, gdzie w Bydgoszczy można korzystać z takich konstrukcji jest jednak o wiele więcej, niż jedynie pojedynczy przystanek przy Placu Teatralnym. Jest to też w dużej mierze ulica Gdańska, która na znacznym odcinku (szczególnie na północ od skrzyżowania z ul. Śniadeckich) również stanowi dwupasmową arterię zbyt ciasną, by dopasować na niej wysepki przystankowe w sposób nie ograniczający dostępności dla ruchu kołowego. Niestety, bez społecznego nacisku i aktywnego udziału w konsultacjach społecznych nie ma żadnej gwarancji, by takie rozwiązania kiedykolwiek zostały wprowadzone. Właśnie dlatego bardzo ważne jest, aby aktywnie walczyć o poprawę infrastruktury w naszym mieście, która punktowo jest o wiele tańsza i możliwa do wprowadzenia szybciej, niż pełna wymiana taboru na niskopodłogowy, a jednocześnie świetnie uzupełni go w przyszłości zmieniając oblicze miasta dla osób niepełnosprawnych.

piątek, 3 kwietnia 2015

Pionierzy nowego zawodu kształcić się będą w Bydgoszczy!

Dzisiaj chciałbym Was wszystkich zaprosić do zapoznania się wyjątkowo ciekawą historią z naszego miasta, która w szczególności zainteresować powinna wszystkich, którzy szukają właśnie dla siebie szkoły technicznej albo zastanawiają się jaką szkołę polecić swoim dzieciom, rodzinie albo znajomym. Przy okazji jest to świetny przykład tego, jak zapałem i ciężką pracą można pokonać problemy spadające na nas przez urzędnicze decyzje i piętrzące się w naszym kraju przepisy i regulacje. Nie tak dawno temu pisałem o potrzebie zatrzymania w Bydgoszczy absolwentów szkół technicznych i wyższych uczelni. Na pewno opisane poniżej starania powinny stać się świetnym przykładem, jak do tego zmierzać! Upór, determinacja i bardzo jasna koncentracja na celu sprawiły, że zrobiliśmy w Bydgoszczy krok w kierunku stworzenia lepszych warunków tak dla absolwentów, jak i przedsiębiorców, którzy potrzebują wyspecjalizowanej kadry. Zapraszam do czytania - warto!



Od przepisów z Brukseli do technikum w Bydgoszczy 



Chociaż przyzwyczailiśmy się już do "innowacyjności" postrzeganej w sposób urzędowy, byle tylko rozdać jak najwięcej dotacji, czasem naprawdę innowacja jest innowacją. Nowe rozwiązania i pomysły pojawiają się przy tym w miejscach, które niejednego mogą zaskoczyć. W Bydgoszczy takim miejscem jest Technikum Elektryczno-Energetyczne, wchodzące w skład Zespołu Szkół numer 12 imienia Jana III Sobieskiego, gdzie opracowano i pomyślnie zarejestrowano w ministerstwie nowy zawód, w którym kształcić będą się absolwenci wyżej wymienionej szkoły - technik chłodnictwa i klimatyzacji.

Chociaż gmach może wydawać się niepozorny, to właśnie tutaj powstawał innowacyjny
kierunek nauczania - fot. z archiwum Pana Macieja Cierzniewskiego
Wszystko zaczęło się jeszcze w 2012 roku, kiedy to decyzją Ministerstwa Edukacji Narodowej system kształcenia zawodowego w Polsce dopasowano do standardów unijnych, likwidując wszelkie specjalizacje w kształceniu zawodowym. Od tego momentu nie można już było kształcić techników elektryków na przyszłych specjalistów od chłodnictwa, mimo iż na rynku pracy przedsiębiorcy wcale nie zmniejszyli swojego zainteresowania absolwentami o umiejętnościach odpowiednich dla chłodnictwa. Na szczęście dla studentów i wszystkich przedsiębiorstw z tej branży, nikt w szkole nie zostawił sprawy samej sobie i z miejsca ruszyły próby rozwiązania problemu. Pan Maciej Cierzniewski, kierownik kształcenia praktycznego w Zespole Szkół nr 12 w Bydgoszczy (jak to często z innowacją bywa) trafił w odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie - przechodząc obok punktu usługowego zauważył szyld "Chłodnictwo i Klimatyzacja" i od razu wiedział, jaki kierunek powinien powstać w Bydgoszczy. W szkole pomysł od razu się przyjął.

Od tego momentu prace w technikum ruszyły już pełną parą. Najpierw był to kontakt z kilkoma przedsiębiorstwami z branży, chociaż bardzo szybko okazało się, że każdy przedsiębiorca wskazywał kilku kolejnych borykających się z problemem niewystarczającej liczby techników o odpowiednich kwalifikacjach. Z czasem kontakty zaczęto zawiązywać znacznie szerzej, a do współpracy dołączył się szereg kolejnych przedsiębiorstw oraz szkoła z Gdyni (Zespół Szkół Chłodniczych i Elektronicznych), która szkoliła chłodników w podobnym trybie specjalizacji i również borykała się z problemem zamknięcia kierunku. Szybko inicjatywa sięgnęła prezesów przedsiębiorstw z klastra przemysłowego KlimaPomerania, którzy poparli pomysł i wysłali nawet pismo wspierające bezpośrednio do Ministra Gospodarki! Starania weszły tym samym w tryb oficjalny.

Kolejne dni przyniosły konferencję "Zawód technika chłodnictwa i klimatyzacji – niezbędny na rynku pracy", która zaowocowała podpisaniem listu intencyjnego wraz z przedsiębiorcami z Bydgoszczy. Wciąż jednak brakowało przedsiębiorstwa bezpośrednio z branży chłodniczej, które wystąpi do Ministra Gospodarki z wnioskiem o utworzenie zawodu, gdyż zgodnie z obowiązującymi w naszym kraju procedurami szkoły ponadgimnazjalne nie mogą tego zrobić samodzielnie. Z pomocą przyszła tutaj dyrektor Bydgoskiego Klastra Przemysłowego, Barbara Cieślik. Jak się okazało, klaster już ubiegał się o powołanie innego zawodu, a po przeprowadzeniu odpowiedniego wywiadu wśród przedsiębiorców uzupełniono odpowiednie dokumenty i udokumentowano zapotrzebowanie branży na specjalistów z dziedziny chłodnictwa, dzięki czemu można było wnioskować w ministerstwie także na rzecz zawodu "Technik chłodnictwa i klimatyzacji".


Ostatnim etapem starań były przepychanki z urzędnikami i dowodzenie, że inne zawody techniczne nie przygotowują specjalistów w stopniu wystarczającym, a przedsiębiorstwa muszą ich później i tak jeszcze doszkalać. Nie obyło się bez problemów, jak chociażby błędna analiza ministerstwa, które uznało, iż jest to kierunek dla ... szkół policealnych, a nie techników! Po odpowiednich poprawkach dnia 22 sierpnia 2014 roku moc urzędową uzyskało odpowiednie rozporządzenie i po dwóch latach zmagań wreszcie wszystko było gotowe. Zawód został pomyślnie zarejestrowany, a Technikum Elektryczno-Energetyczne w Bydgoszczy od tamtej pory może kształcić odpowiednią kadrę!



Edukacja na nowym kierunku w praktyce



Nowy kierunek rusza w placówce już 1 września i z całą pewnością będzie stanowić ciekawą alternatywę dla wszystkich młodych ludzi z technicznym zacięciem. Chociaż kilka dni temu, na stronie technikum w serwisie Facebook, w ramach primaaprilisowego żartu, pojawiły się fotki rzekomo przekazanych nowoczesnych urządzeń chłodniczych, to nawet bez takich prezentów placówka jest naprawdę dobrze wyposażona i przygotowana do kształcenia, a wszystko uzupełnione jest także o łączą ilość 160 godzin praktyk w przedsiębiorstwach zajmujących się chłodnictwem i klimatyzacją. Warto też dodać, chociaż nie jest to informacja potwierdzona jeszcze oficjalnymi kanałami, że szkoła podjęła także starania o nawiązanie współpracy z Bydgoskim Parkiem Przemysłowo-Technologicznym, czego efektem może być jeszcze lepsza oferta tak praktyk i staży, jak i samej pracy po zakończeniu nauki - z całą pewnością warto trzymać kciuki za sukces także na tym polu!


Jedno z laboratoriów w ZS 12 im. Jana III Sobieskiego - fot. z archiwum Pana Macieja Cierzniewskiego
Trudno nie przyznać, że jest to oferta wyjątkowo atrakcyjna, gdyż jako jedna z niewielu niemal gwarantuje zatrudnienie po zakończeniu edukacji. Chłodnictwo to segment bardzo mocno potrzebujący nowych pracowników, co jasno pokazało silne zaangażowanie przedsiębiorców w walkę o nowy kierunek. Jednocześnie, między innymi dzięki BPPT, w Bydgoszczy bez problemu znajdzie się cały szereg przedsiębiorstw z tą właśnie branżą powiązanych, które zatrudnią absolwentów. Gdyby jednak okazało się, że ambicje są trochę większe, niż jedynie tytuł technika, jest już możliwość kontynuowania nauki także na wyższym szczeblu.

Kierunek "chłodnictwo i klimatyzacja" uruchomiono na Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznyn w Szczecinie, dzięki czemu technicy po zakończeniu nauki będą mogli osiągnąć tytuł inżyniera. W formie specjalizacji chłodnictwo i klimatyzację (oraz pokrewne) znaleźć można na jeszcze większej liczbie uczelni, zatem nawet jeśli Wasz wybór nie padnie na Szczecin, to z całą pewnością jest w czym wybierać także w innych zakątkach kraju.



Na zakończenie


 

Dodając do całej historii kilka słów od siebie, chciałbym zachęcić wszystkich młodych czytelników "Po Bydgosku" do wyboru kierunków technicznych. Sam z wykształcenia jestem inżynierem (co prawda zupełnie innej specjalności) i mogę jedynie powiedzieć, że warto było poświęcić trochę więcej uwagi na przedmioty ścisłe w swojej edukacji. Nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem zatrudnienia, a czytając warunki rekrutacji w ogłoszeniach z "mojej branży" widzę, że dzięki swojej edukacji często przekraczam wymogi pracodawców. Pamiętajcie - warto się skupić na przedmiotach ścisłych, bo ta odrobina dodatkowego wysiłku w czasie edukacji to o wiele mniej wysiłku w przyszłości!