sobota, 16 maja 2015

O tym, jak to most w Fordonie trzy razy do Wisły spadł.

Fordon, obecnie największa dzielnica Bydgoszczy, a wcześniej miasto o nazwie pochodzącej słowa "forda", czyli bród. Sięgające swoją historią do dawnego grodziska Wyszogród miejsce od zawsze było punktem, gdzie przekraczano Wisłę i pobierano podatki tak od handlarzy rzeką płynących, jak i tych, którzy królową polskich rzek w tej okolicy przekraczali z uwagi na jej wyjątkowo małą szerokość w tym właśnie miejscu. Nie trudno się domyśleć, że z biegiem lat i upływem kolejnych epok most w tym miejscu stanąć po prostu musiał. Niestety, jak nam pokazała historia, Fordon do swoich mostów szczęścia nie miał.


Podejście pierwsze - pruskie



Chociaż wcześniej Fordon z Ostromeckiem łączyła przeprawa promowa, decyzję o budowie pierwszej stałej przeprawy mostowej, spinającej oba brzegi Wisy, podjęto dopiero w czerwcu 1891 roku. Polska znajdowała się wtedy pod zaborami, więc i sam most, jak ogromna część budynków zachowanych w obecnej Bydgoszczy, był dziełem pruskim. Stalowa konstrukcja przypominała wiele podobnych obiektów tamtych czasów, z których wiele inspirowanych było konstrukcjami, które projektował Gustaw Eiffel, znany przede wszystkim ze swojej wieży w centrum Paryża. Ostatecznie, powstała konstrukcja o długości ponad 1300 metrów o osiemnastu przęsłach różnej długości (te bezpośrednio nad lustrem wody były niemal dwukrotnie dłuższe od pozostałych), którą kursowała kolej pomiędzy Rzeszą i Prusami. Jednym z innych wyjątkowych przykładów związku Bydgoszczy z Pruską Koleją Wschodnią jest wyburzona niedawno parowozownia, której zagospodarowanie proponowałem w zeszłym roku.

Sam most dotrwał bez szwanku do czasów odzyskania suwerenności i z powodzeniem służył także II Rzeczypospolitej, spinając oba brzegi Wisły w niepodległej już Polsce. Niestety, wraz z wybuchem Drugiej Wojny Światowej, w wyniku bombardowania przeprowadzonego 2 września 1939 zniszczone zostało jedno z przęseł zaminowanego już wtedy mostu. Kolejne trzy przęsła zniszczone zostały przez wycofujące się wojska polskie wraz z dwoma z podpierających je filarów, blokując nie tylko możliwość prowadzenia transportu kolejowego i drogowego, ale także zamykając możliwość żeglugi po Wiśle. Właśnie wtedy fordoński most spoczął na dnie Wisły po raz pierwszy, jednak nie na długo.

Rekonstrukcja wydarzeń z początku września 1939 i wkroczenie wojsk niemieckich do Fordonu zostaną przedstawione dzisiaj, o godzinie 18:30 w Starym Fordonie w ramach trwającego w ten weekend Święta Starego Fordonu. Kto ma wolną chwilę - zapraszam!


Podejście drugie - niemieckie



Niemcy nie czekali długo z odbudową przeprawy. Już w roku 1940 przystąpiono do prac nad wybudowaniem w Fordonie nowego mostu, który do złudzenia przypominać miał ten zniszczony w walkach na samym początku wojny. W tym samym czasie, kiedy w najlepsze trwały prace budowlane, na Wiśle rozpięty został most pontonowy. Chociaż wysadzone przęsła nie nadawały się kompletnie do ponownego wykorzystania i wszystkie elementy trzeba było ponownie zamówić w niemieckich hutach, to przeprawa gotowa była już po niecałym roku i w czerwcu roku 1941 uroczyście przeprowadzono ponowne otwarcie. Gdyby ktoś wizytował Bydgoszcz na kilka lat przed wybuchem wojny, a następnie przyjechał ponownie do Fordonu obejrzeć zdobyte przez Rzeszę tereny, mógłby zauważyć jedynie zmienioną nawierzchnię, która teraz wykonana była z kostki brukowej, czego nie było w pierwotnej konstrukcji.

Prace przy odbudowie zniszczonego mostu w Fordonie. Zdjęcie opublikowane zostało dopiero niedawno, po wielu latach spędzonych w rodzinnym archiwum mieszkańców Fordonu. - fot. udostępnił Pan Jarek Woźny

To właśnie tym mostem moja prababka, którą Gestapo za drobny przemyt skazało na więzienie w Fordonie, niemal dzień w dzień miała przez najbliższe kilka lat chodzić na drugą stronę Wisły. Tam, po kilkanaście godzin na dobę miała ciężko pracować u niemieckiego bauera, który od rzeszy otrzymał ziemię na prawym brzegu. Historia mojej prababki, chociaż sama w sobie tragiczna, znalazła szczęśliwe zakończenie i Zofia Majkowska jako wolna kobieta dożyła niemal 90 lat! Jeśli ciekawi jesteście tej opowieści, zapraszam Was do przeczytania tekstu spisanego przez mojego ojca, który znajdziecie na jego blogu.

Nowa przeprawa w zdobytym Fordonie nie stała zbyt długo. Już w styczniu 1945 roku, zaledwie trzy i pół roku po ukończeniu prac nad odbudowaniem stalowego mostu kratownicowego, wycofujące się wojska niemieckie, aby spowolnić przemarsz nadchodzącego ze Wschodu przeciwnika, wysadziły (jak niecałe sześć lat wcześniej zrobili to Polacy) niemal nową konstrukcję. Tutaj daty w historycznych źródłach nie są już tak zgodne. Chociaż w popularnej encyklopedii internetowej przeczytać możemy, że do wysadzenia doszło dopiero 26 stycznia 1945, to w opublikowanej przez bydgoskie Muzeum Wojsk Lądowych książce "Bitwa o Bydgoszcz 1945. Walki, wspomnienia, relacje." przeczytać możemy o wysadzeniu już dwa dni wcześniej, 24 stycznia. Sam skłaniam się ku tej drugiej wersji, jednak co jest absolutnie pewne - wtedy właśnie most spadł do rzeki po raz drugi w swojej historii i niestety nie był to wcale raz ostatni.

Ponownie chciałbym tutaj zwrócić uwagę na Święto Starego Fordonu - inscenizacja walk o przyczółek mostowy w 1945, które miały opóźnić przemarsz wojsk radzieckich, ma być obiektem niedzielnych rekonstrukcji. Na te wydarzenia także serdecznie Was zapraszam!

Trzeci most - radziecka prowizorka



Ostatnią przeprawą, która zakończyła swoje istnienie w wodach Wisły był trzeci "most", który został zbudowany przez wojska radzieckie. Ta przeprawa, której budowę rozpoczęto już w lutym 1945 roku, nie miała za zadanie być "na lata". Zamiast tego, aby szybko przerzucić wojska na drugi brzeg królowej polskich rzek, stworzono most prowizoryczny, drewniany. Dzięki temu most przekroczyć mogły oddziały zmotoryzowane, a niebezpieczna przeprawa po zamarzniętej wtedy rzece przestała być konieczna.

Most, oparty częściowo na drewnianych palach, a częściowo na leżących na dnie rzeki przęsłach, które do niedawana spoczywały jeszcze na świeżo odbudowanych filarach,ostatecznie zniszczony został po trochę ponad roku. Wtedy to ro rzeki runęło ostatnie jego przęsło nadrzeczne, które jakimś cudem zdołało uchronić się przed wysadzeniem. Przez kolejne dziesięć lat przekroczenie Wisły w Fordonie przestało być możliwe, przerywając wielowiekową tradycję Fordonu, jako głównej przeprawy na północy Kujaw.


Obecna przeprawa



Ostatnia przeprawa, która powstała w tym miejscu, to most który obecnie możemy oglądać z bulwarów nad Wisłą lub też wjeżdżając do Bydgoszczy. Ukończona w 1956 roku przeprawa pod wieloma względami przypomina dawne mosty, które istniały tutaj od XIX wieku. Przęsła rozpięte nad rzeką mają podobne rozpiętości, a w wielu miejscach widoczne są nawet ślady historycznych konstrukcji. Od kostki bazaltowej, która została użyta ponownie przy odbudowie filarów, przez widoczne ślady na nasypach kolejowych po wschodniej stronie, aż po zachowane betonowe szańce stanowisk piechoty, gdzież na prawym brzegu.

Współczesny most znajdujący się obecnie w Fordonie. - fot. użytkownik Pit1233, Wikimedia Commons

Sam most jest jedna konstrukcją zupełnie inną i mimo podobieństw nie nawiązuje już bezpośrednio do historycznego obiektu. Może w tym wszystkim najważniejsze jest jednak to, że jest to pierwszy most, który został zaprojektowany i zbudowany przez Polaków. Już nie Georg Christoph Mehrtens wymieniany jest jako projektant naszej przeprawy, a Jerzy Szaniawski, zaś sama konstrukcja nie jest jedynie śladem po pruskim zaborcy, a pomnikiem odbudowy naszego miasta i kraju ze zniszczeń wojennych.

PS:
Zapraszam Was też do pozostałych moich wpisów historycznych, wystarczy kliknąć na tag "historia" poniżej lub TUTAJ.

6 komentarzy:

  1. Ciekawa historia :D Tyle razy przejeżdżałam przez ten most....Mój chłopak jest z Fordonu, ciekawe, czy o tym wszystkim wie. O patriotyzm lokalny trzeba dbać. Nawet chciałam jechać na Dni Fordonu - o ile nowe blokowiska trochę mnie odpychają, o tyle stara część miasta jest piękna.
    Taak, Fordon tez kojarzy mi się z więzieniem,w czasie wojny siedziała tam połowa mojej wsi, za kradzież niemieckiej świni i oczywiście spożycie tejże. Przy czym główny winowajca został rozstrzelany, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile wiem, po tegorocznej edycji na przyszły rok już planowane jest kolejne Święto Starego Fordonu, więc jak tylko nie zabraknie sponsorów (a pewnie nie zabraknie), to może nam z tego wyjść bardzo fajna impreza cykliczna i może też nowa świecka tradycja, żeby świętować w naszej "małej starówce" :)

      Usuń
  2. Na forum BSMZ BUNKIER można zobaczyć wiele zdjęć, planów i przeczytać o moście w Fordonie. Zapraszam na forum: http://forum.bsmz.org/viewtopic.php?f=97&t=459&hilit=most+fordoński+i+jego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Forum bunkra cenię sobie i odwiedzam, kiedy właśnie chcę napisać coś w kontekście historycznym o Bydgoszczy! Moje konto jest tam martwą duszą co prawda, ale pamiętam o nim! :)

      Usuń
  3. Fordon to czasy mojego dzieciństwa. Mój tato urodził się właśnie w obecnej już teraz dzielnicy Bydgoszczy. Ja jednak pamiętam lasek niedaleko domu mojej babci, przez który chodziliśmy na cmentarz. Babcia nazywała go "parcholem" - skąd ta nazwa nie wiem. Na tym cmentarzu spoczywa mój dziadek rozstrzelany w pierwszych dniach września 1939 roku. Jego i wielu innych upamiętniono wypisując ich nazwiska na pomniku , który stoi przed kościołem św. Mikołaja. Za domem z kolei było olbrzymie wyrobisko piasku dla cegielni. babcia mówiła na nie "zandbergi" - dlaczego tak ? - nie wiem. Pamiętam lotnisko i szybowce. Brat mojego taty pracował na tzw. wyciągarce, która zwijając bardzo szybko stalową linę, powodowała, że szybowiec wznosił się do góry. Pamiętam również uroczyste otwarcie mostu na Wiśle w 1956 roku. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten mały, ale bardzo ważny fragment naszej wspólnej bydgoskiej historii! Miasto nabiera tym więcej duszy, im więcej sami wiemy o ludziach, którzy je budowali i żyli w nim! :)

      "Zandbergi" pochodziły na pewno z języka niemieckiego, "der Sand" to po prostu piasek, a "das berg" to góra. Nie wiem jedynie czy jest to naleciałość z czasów pruskich, czy raczej element gwarowy z powodu wymieszania z dość liczną mniejszością niemiecką przed wojną. Co do drugiego wyrazu pewny nie jestem juz.

      PS: Moja prababka miała trochę więcej szczęścia - gestapo osadziło ją w więzieniu w Fordonie. Marne to pocieszenie, bo w 1945 roku nie poznały jej własne dzieci, ale przeżyła wojnę i dożyła niemal stu lat! :)

      Usuń