wtorek, 5 maja 2015

Rowerowy falstart w Fordonie?

Mały wpis na szybko, bo i wiadomości świeże. Miasto znalazło ponad 700 tysięcy złotych na kolejne stacje Bydgoskiego Roweru Aglomeracyjnego w Fordonie - jak łatwo się domyśleć, w mediach szał i fala radości. Nie można się nie zgodzić, że to jest pewien powód do radości, ale jednocześnie warto postawić sobie pytanie - czy nie pospieszyliśmy się z decyzją o uruchomieniu BRA w największej dzielnicy? Chociaż niemal zawsze jestem na TAK! dla każdej inicjatywy związanej z infrastrukturą rowerową, to o wiele bardziej cenię sobie prowadzenie wszelkich działań z głową, a nie pod wpływem impulsu i próby łapania dobrego PR przez władze. Tani populizm, chociaż często jest odpowiedzią wprost na zachcianki obywateli, nie zawsze wychodzi na zdrowie i mam szczere obawy, że i tym razem inwestycja może nam się odbić czkawką. Nim jednak zaczniemy się denerwować i oburzać, pozwolę sobie wyjaśnić, czemu nie jestem specjalnie zachwycony pomysłem.

Jeden z rowerów BRA na Wyspie Młyńskiej - fot. Krystian Dobosz

Po pierwsze - bezpieczeństwo!


 

Ten czynnik rzuca się w oczy najbardziej. Fordon z resztą miasta połączony jest słabo, a pod wieloma względami nie jest połączony prawie wcale. O ile przejazd samochodem (w tym także autobusami) do Fordonu jest względnie bezproblemowy, a niebawem pojawi się także połączenie tramwajowe, tak sieć rowerowa nadal pozostawia wiele do życzenia. Najlepiej widać to na interaktywnej mapie infrastruktury rowerowej w Bydgoszczy:

Teoretycznie DDR i ścieżki poprowadzone są w Fordonie tak, by łączyć się z resztą miejskiej sieci. W praktyce jest to jednak tylko czerwona kreska na mapie, która niewiele ma wspólnego z prawdziwym układem komunikacyjnym. Chociaż z i do Fordonu można teoretycznie przejechać ulicą Kamienną, następnie Lewińskiego i Akademicką, w praktyce są to odcinki kompletnie od siebie odcięte. Aby przedostać się z północnej części naszej rowerowej "infrastruktury" trzeba pokonać aż trzy przejazdy kolejowe i nadrobić aż kilometr zygzakiem pomiędzy torami. Znaczna część ludzi wolała będzie próbować szczęścia w jeździe ulicą Fordońską, lub chodnikiem wzdłuż tejże ulicy, który na trasę rowerową specjalnie się nie nadaje (schody, brak oświetlenia i niebezpiecznie zdeformowana nawierzchnia, która pamięta pewnie jeszcze PRL). Dalej, wszyscy chcący ominąć karkołomne przejazdy przez niemal wszystkie magistrale kolejowe w Bydgoszczy, będą musieli przejechać Wiaduktami Warszawskimi. Według przepisów powinni jechać jezdnią, gdyż na wiaduktach DDR nie istnieje, ale nie chcę nawet wyobrażać sobie, jak wiele niebezpiecznych sytuacji by to wywołało. Alternatywa to chodniki na wiaduktach, które są zbyt wąskie, aby dwóch rowerzystów mogło się bezpiecznie wyminąć.

Warto tu też zaznaczyć, że budowany obecnie wiadukt tramwajowy nad stacją Bydgoszcz-Wschód nie będzie mieć w ogóle miejsca dla pieszych i rowerzystów, którzy chcieliby po nim pokonać tory kolejowe, więc absolutnie niczego w sytuacji nie poprawi.

Po drugie - zbyt mało stacji i rowerów!


 

Spółka zarządzająca BRA za znalezioną wyliczyła, że za znalezione w miejskiej kasie 700 tysięcy złotych wybudować będzie można zaledwie pięć, może sześć stacji. Jest to bardzo niewiele, biorąc pod uwagę jak rozległą dzielnicą jest Fordon. Jeśli założymy przy tym, że kampus i akademiki UTP, Stary Fordon (rynek) oraz okolice Fordońskiego targowiska to niemal pewniaki, to do rozdysponowania w całej dzielnicy pozostaną zaledwie dwie stacje, z czego przynajmniej jedna będzie musiała znaleźć się przy budowanej obecnie linii tramwajowej do Fordonu, aby cały system roweru miejskiego mógł spełniać funkcję przesiadkową. Tak, to prawda, że zespół centrów handlowych przy Rejewskiego, Galeria Fordon i Ikea mogą zdecydować się na stacje sponsorskie, ale to nadal jest tylko mała garstka stacji, które pozostawią kompletnie bez żadnego skomunikowania takie osiedla jak Zofin, Bajka, Tatrzańskie, Terenów Nadwiślańskich i Nad Wisłą. 

Dwa ogromne akademiki UTP. Jedna stacja BRA z zaledwie 10 rowerami zostałaby przez studentów opróżniona momentalnie. - fot. Pit1233, Wikimedia Commons

Efektem tak ubogiej oferty mogą być wyniki zupełnie odwrotne do tych, które obserwujemy w śródmieściu. Mało stacji i łącznie jedynie pięćdziesiąt rowerów dostępnych w całej dzielnicy nie sprawi, że z BRA będzie się chciało w Fordonie korzystać. Na znacznej większości osiedli nie będzie to żadną alternatywą dla zbiorkomu, czy (co ważniejsze) aut. Do tego trzeba pamiętać, że Fordon to nie jest samowystarczalna dzielnica, której mieszkańcy poruszają się w większości wewnątrz jej granic. Stąd wyjeżdża się rano do pracy i wraca wieczorem do domu. Studenci jeżdżą stąd do "centrum", kiedy chcą zaznać życia towarzyskiego albo przyjeżdżają z niego na zajęcia. Często widuję na stacji BRA przy pętli Wyścigowa, że w okolicach godziny 17 stojak zajęty jest w całości, a kolejne kilkanaście rowerów zapiętych jest na linkę (co ciekawe, w systemie nigdy takie ilości nie były wykazane, więc prawdopodobnie centrum obsługi ma problem ze sprawnym nanoszeniem rowerów zgłaszanych jako zapięte bez zaczepu), gdyż bardzo wiele osób przesiada się tam na komunikację publiczną jadąc dalej do Fordonu. Taka sytuacja powtarza się regularnie i pozwala przypuszczać, że po rozszerzeniu sieci z tych pięćdziesięciu rowerów co rano 75% zniknie z dzielnicy do godzin wieczornych, kiedy to niektóre stacje mogą nawet zostać przepełnione przez falę powrotów, która nie będzie mogła się równomiernie rozłożyć na wiele punktów w dzielnicy. 


Po trzecie - podejrzany koszt?



Kwota ok. 145 tysięcy złotych za jedną stację roweru miejskiego wydaje się dziwnie zawyżona, szczególnie kiedy stacje sponsorskie przy galeriach handlowych stawiane są za kwoty poniżej stu tysięcy złotych. Trudno mi jest ocenić jak wielki wpływ na koszty ma dodatkowa umowa o reklamę na rowerach dodanych wraz ze stacją sponsorską, jednak kilkadziesiąt tysięcy złotych wydaje się być mocno przesadzone. Czy chodzi o amortyzację dodatkowego samochodu do rozwożenia rowerów ze stacji przepełnionych na stacje puste? Czy jest to amortyzacja kosztu zatrudnienia dodatkowych osób do obsługi nowych rowerów i stacji? Trudno powiedzieć.

Na pewno wszystkie moje "strzały w ciemno" padły jako argumenty, a spółka z całą pewnością odpowiednio wykazała jak to rozszerzenie systemu generuje w Fordonie o wiele większe koszty, niż gdyby powoli dodawać stacje na obrzeżach obecnie już działającego obszaru. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ktoś wyczuł okazję i korzysta na ogromnym społecznym i prasowym nacisku, by system rozszerzać. Z jednej strony miasto postawione zostało de facto pod ścianą opinii publicznej, która woła o rowery dla Fordonu, a z drugiej stoi spółka, która wie, że z tak silną presją mieszkańców władze będą skłonne na znacznie więcej ustępstw w negocjacjach. Prawda leży pewnie gdzieś po środku i nigdy nie dowiemy się ile z tych 140 tysięcy złotych to marża naliczona tylko i wyłącznie za popularność tego tematu wśród bydgoszczan i bydgoskich mediów.
 


Podsumowanie


 

Rower miejski dla Fordonu? Zdecydowanie TAK! Należy jednak znaleźć pieniądze na przynajmniej 2-3 stacje więcej i już teraz zacząć poważnie rozmawiać (tak w ramach publicznej debaty, jak i miejskiej sali obrad) nad poważną rozbudową sieci rowerowej między Fordonem i resztą miasta. W obecnym kształcie układu drogowego miasto nie jest gotowe, aby w sposób bezpieczny zagwarantować przejazd rowerem między węzłem wschodnim i terenami zabudowanymi w Fordonie. Nie jesteśmy także w stanie zagwarantować bezpiecznych warunków jazdy dla kierowców, o których przecież też nie wolno zapominać. Wymijanie bicykli na Wiaduktach Warszawskich i ulicy Fordońskiej nie tylko potrafi być niebezpieczne, ale też prowadzi do sytuacji, kiedy jeden z pasów kompletnie korkuje się za jadącym rowerzystą.

Jednym z rozwiązań mogłoby być (wzorem Trasy Uniwersyteckiej) pozwolenie na darmowy przejazd dla osób korzystających z rowerów miejskich (wraz z samym rowerem, który byłby ich "biletem") w pojazdach komunikacji miejskiej na odcinku między węzłem przesiadkowym Wiślana, a pierwszym przystankiem za wiaduktami Warszawskimi, tak dla linii jadących dalej Fordońską, jak i tych kursujących ulicą Kamienną. Niestety, takie rozwiązanie stwarza równie wiele problemów, jak rozwiązuje. Autobusy już teraz są poważnie przeładowane i często trudno jest wygodnie nimi podróżować nawet na miejscach stojących. Dodanie tam rowerów mogłoby się okazać "małą apokalipsą", ale sensownej alternatywy bez dużych nakładów na inwestycje brak. Mam nadzieję, że
Zespół ds polityki rowerowej Miasta Bydgoszczy, środowiska rowerowe w Bydgoszczy oraz Stowarzyszenie na rzecz Rozwoju Transportu Publicznego w Bydgoszczy szybko podejmą temat i niebawem usłyszymy konkretne rozwiązania.

6 komentarzy:

  1. Wczoraj chyba komentarz dorzucałem, ale go nie ma - może nie zapisałem.
    A był o tym, że przejazd z Fordonu do Centrum nie jest wcale taki straszny jak we wpisie. Główną przeszkodą są Wiadukty Warszawskie - a je minąć można ulicą Konduktorską:
    http://www.openstreetmap.org/directions?engine=graphhopper_bicycle&route=53.1283%2C18.0972%3B53.1271%2C18.0862#map=16/53.1279/18.0917

    Do tego trasa przez Lewińskiego jest używana aż do stacji Bielawy:
    http://labs.strava.com/heatmap/#15/18.06903/53.12929/blue/bike

    Bezpiecznie się da dojechać (pomijąc obecne remonty w okolicy Bydgoszcz Wschód - bo nie wiem jak tam teraz wygląda).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! :)

      Tak, to prawda że problem niebezpiecznych wiaduktów można częściowo "objechać" konduktorską, ale to nie eliminuje nadal sprawy przejazdu kolejowego, który trzeba pokonać tak, jak jadąc z Lewińskiego. To nie tylko nie jest wygodne, ani bezpieczne, ale też w przypadku usługi płatnej zależnie od czasu, dopuszczenie do "stania" rowerzystów przed rogatkami wymagałoby jakiejś kompensacji, co byłoby trudne technicznie do wprowadzenia.

      Co do przejazdu do Bielaw - tam faktycznie też można pokonać po kładce przejazd, ale to jest rozwiązanie tylko dla jadących do północnej części miasta, a sama Inwalidów jest pozbawiona DDR. Ponieważ kierowcy "uwielbiają" tam przycisnąć rowerzysta ma wybór: jechać jezdnią i ryzykować podobnie, jak na Fordońskiej, albo jechać wąziutkim chodnikiem i ryzykować mandat za jazdę po nim. To nadal jest rozwiązanie dalekie od ideału.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. E tam... złotówka to jakiś nie wielki pieniądz - wiec w 60 minut się dojedzie do jakiejś stacji rowerowej (nawet czekając na przejeździe).
      Na Lewińskiego coraz częściej jeżdżę jezdnią bo chodnik taki se tam jest ;)

      Usuń
    3. Ach to życie dla adrenaliny ;)
      Natomiast godzina za 1 zł - tak, ale na poziomie jednej godziny to już traci funkcję komunikacyjną.

      Usuń
  2. Do autora

    Nie ma już pełnomocnika od 2 lat. Jest Zespół ds polityki rowerowej Miasta Bydgoszczy. http://www.bip.um.bydgoszcz.pl/binary/94-2015_tcm30-198518.pdf

    Dziękuję za głos rozsądku.

    BRA to nie jest projekt typowo rekreacyjny. Jego podstawowe zadanie to funkcja transportowa mieszkańców miasta. 50 rowerów i 5 stacji nie załatwi sprawy. Osoby które tak głośno krzyczą o to powinny skupić się raczej na lobbowaniu za powstaniem prawdziwej rowerostrady - szybkiego- bezpiecznego- wygodnego połączenia Fordonu z centrum miasta.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi - co do zasady - po prostu chodziło mi tu o stronę miejską. Nie ma znaczenia czy będzie to pełnomocnik, rada miasta czy nawet sam prezydent. Chodzi mi jedynie o to, żeby zajmowały się sprawą także osoby mające na cokolwiek wpływ, a nie tylko media i społecznicy :)

      Usuń