piątek, 26 czerwca 2015

Czy Bydgoszcz czeka złoty okres rozwoju i prosperity?

Jak chwaliłem się niedawno na facebookowym profilu bloga, miałem w poniedziałek przyjemność uczestniczyć w konferencji "Bydgoszcz - Nowe centrum prdukcyjno-logistyczne Polski". Chociaż pod wieloma względami była to typowa konferencja, gdzie momentami można było przysnąć, to i kilku nowych rzeczy się tam dowiedziałem. Wbrew pozorom nie jest wcale tak źle, jak mogłoby nam się wydawać i mam zamiar w dzisiejszym wpisie pokazać Wam, dlaczego tak sądzę i czemu w ogóle mam jakiekolwiek powody do optymizmu. Z góry ostrzegam - jeśli liczycie tylko na samą słodycz bez sprowadzania na ziemię, to musicie poszukać innego miejsca.

Konferencja



Wspomniana na samym początku konferencja dedykowana była tematyce inwestycji w Bydgoszczy, pozycji naszego miasta na mapie inwestycyjnej Polski i potencjału, jaki to wszystko ze sobą niesie. Jak możemy przeczytać na stronie Prospects in Poland, organizatorów spotkania, w zakładce dotyczącej właśnie poniedziałkowej konferencji:
"(...)Na polskim rynku nadszedł czas na odkrywanie przez inwestorów nowych lokalizacji, dotychczas pozostających poza głównym nurtem. Daje to Bydgoszczy i województwu Kujawsko- Pomorskiemu ogromną szansę i staje się wyzwaniem, które region może dobrze wykorzystać. Położenie w centralnej części Polski, na skrzyżowaniu dróg krajowych i tras kolejowych, łączących ze sobą Warszawę, Trójmiasto oraz Poznań, własny międzynarodowy Port Lotniczy zlokalizowany 3,5 km od centrum miasta, włączenie do Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, Bydgoski Park Przemysłowo-Technologiczny, atrakcyjne tereny inwestycyjne oraz niższe niż w innych miastach koszty pracy to istotne atuty w procesie budowania mocnej pozycji w branży logistycznej.(...)"
W zasadzie same zalety, atuty i mocne strony. Mogłoby się wydawać, że Bydgoszcz stała się miejscem mlekiem i miodem płynącym, gdzie założenie firmy jest z definicji skazane na ogromny sukces. Niestety sam od dawna mam spore wątpliwości czy wszystko jest aż tak piękne i różowe. Oczywiście jestem na dłuższą metę optymistą, jednak nie potrafię przejść obojętnie obok kilku naprawdę dużych problemów. Znalazło to swoje pokrycie w treści wystąpień i paneli dyskusyjnych, które miały miejsce na konferencji.


Zdjęcie z kategorii "znajdź blogera". Pełna sala tuż przed rozpoczęciem pierwszej prezentacji. - fot. dzięki uprzejmości Prospects in Poland

Pierwsze dwa wystąpienia pozwolę sobie pominąć. Nie dotyczyły one Bydgoszczy niemal wcale i dla naszego miasta oraz potencjalnych inwestorów zainteresowanych regionem ich treść była tak wiążąca, że gdyby się nie odbyły, to pewnie niczego by na tym sama konferencja nie straciła*. Na nasze szczęście dalej, na etapie paneli dyskusyjnych, treść konferencji okazała się o wiele bardziej ciekawa i faktycznie padło kilka interesujących zdań. Tutaj pojawiły się już konkretne opinie o Bydgoszczy tak ze strony inwestorów, którzy już u nas "stawiają", jak i tych, którzy z naszego miasta albo zrezygnowali, albo nadal nie zdecydowali się na inwestycję. Wnioski płyną z całej tej dyskusji bardzo proste - Bydgoszcz jest szalenie atrakcyjnym miastem i kiedy lokalizacje z tak zwanej "wielkiej piątki" czołowych ośrodków w kraju zaczynają dostawać zadyszki (zaczyna brakować dostępnych pracowników i/lub lokalizacji), to właśnie takie miasta dostaną swoją szansę. Jest tylko jedno wielkie 'ale'. Do Bydgoszczy nadal nie prowadzi żadna droga klasy S ani klasy A, a jeden z uczestniczących w panelu gości powiedział wprost "szukaliśmy miejsca w Bydgoszczy, w Solcu, ale miejsce wystarczająco dobre znaleźliśmy dopiero w Toruniu".

Wynika z tego bardzo jasno, że jak by nie chwalić Bydgoszczy i jakich by nie snuć planów, o połączenia drogowe musimy zadbać ze szczególną upierdliwością (dosłownie). Jeśli politycy w Warszawie nie potrafią uznać potrzeb Bydgoszczy, to niech nasze miasto zostanie do krajowej sieci wpięte porządnie, chociaż dla świętego spokoju. S5 jest co prawda na etapie przetargów i cały odcinek spinający A1 i A2 ma niedługo być w budowie, ale to tylko jedna droga, która łączy nas z Poznaniem i Trójmiastem. A co z Łodzią, Warszawą, Krakowem i resztą miast w osi północ-południe? Tutaj na szczęście także pojawiły się na konferencji głosy, że odcinek S10 między Bydgoszczą i Toruniem będzie lobbowany do przeniesienia z listy rezerwowej jeszcze na bieżącą perspektywę finansową.
 

O wiele bardziej optymistyczne informacje płyną na szczęście z niemal każdej innej strony. Mariusz Zabielski, kierownik biura ekspansji firmy Lidl, nie mógł nachwalić się skuteczności naszych władz. Jak się okazuje, cała inwestycja (centralny magazyn, prawie 50 tys. metrów kwadratowych powierzchni), od pierwszego pomysłu do rozruchu i pierwszych dostaw, trwała jedynie 13 miesięcy. Jest to tempo w naszym kraju niemal niespotykane i w podobnym tonie wypowiadali się także inni uczestnicy konferencji. Pan Józef Bela, wiceprezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, stwierdził nawet, że skuteczność władz miasta i władz Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego są tak duże, że sama PSSE niewiele już ma do roboty przy nowych inwestorach wchodzących na bydgoski rynek. Tę opinię potwierdza nawet sam Bank Światowy, o czym napiszę w dalszej części wpisu.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o kilku detalach, które także przewinęły się w czasie konferencji. Między innymi dowiedziałem się, że z naszego portu lotniczego dwa razy w tygodniu odbywają się loty zabierające ładunki cargo do Frankfurtu, czym byłem miło zaskoczony. Jak się okazuje, terminal towarowy na naszym lotnisku jednak nie stoi pusty, co bardzo cieszy. Innym ważnym punktem, którego nie sposób pominąć, to pytanie zadane Josowi Marinusowi przez reprezentanta Urzędu Marszałkowskiego, na temat budowy portu multimodalnego pomiędzy Bydgoszczą i Solcem Kujawskim. Stwierdził on, że budowa tego portu stanie się sensowna dopiero wtedy, kiedy kongestia sprawi, iż inne drogi transportu przestaną być atrakcyjne. Korki na A1 i ostatnie akcje "interwencyjnego otwierania bramek" napawają mnie tutaj ostrożnym optymizmem. Problemem może się okazać jednak kwestia podnoszenia mostów na Wiśle, które dla większych statków kontenerowych może być po prostu konieczne. Teraz trzymajmy kciuki, żeby nie trafiło na decydenta, którego pojęcie o logistyce jest podobne do naszych bydgoskich publicystów (klik).


Bank Światowy stawia Bydgoszcz na 1 miejscu!


 
Jak możemy przeczytać w artykule, który pojawił się dzisiaj na stronach portalu Puls Biznesu (+ MIR), w opublikowanym właśnie raporcie Banku Światowego pod tytułem "Doing Business in Poland 2015", pośród 18 największych miast kraju, które badane były pod kątem atrakcyjności inwestycyjnej, Bydgoszcz okazała się być miejscem dla prowadzenia interesów najlepszym. O naszym zwycięstwie zadecydowała łatwość uzyskania pozwolenia na budowę i najmniejsza z wszystkich badanych miast ilość procedur potrzebnych do rozpoczęcia budowy. Do tego całkiem łatwo jest o wpis do księgi wieczystej, co dodatkowo poprawia atrakcyjność dla firm chcących wejść na nasz rynek. To wszystko pięknie brzmiące dane, ale nasze pierwsze miejsce w ogólnym rankingu nie oznacza wcale, że jest świetnie.

Według wyników badań niemal połowa miast ujętych w rankingu wyprzedza nas pod względem łatwości zakładania nowej działalności, a 1/3 badanych ośrodków zapewnia lepszy dostęp do sądownictwa i koszt egzekucji należności. W praktyce oznacza to, że łatwiej jest do Bydgoszczy wejść z zewnątrz, niż zbudować od podstaw nowy interes. Czy pomogą w tym powstające właśnie nowe inkubatory przedsiębiorczości? Na konkretny rezultat będziemy musieli poczekać do następnego zestawienia, jednak inwestycja w inkubator połączony z biurami dedykowanymi dla start-upów na terenie BPPT pozwala liczyć, na chociaż częściową poprawę wsparcia dla startujących przedsiębiorców.


Budowa biurowca „Idea Przestrzeń Biznesu” - fot. użytkownik Pit1233, Wikimedia Commons.

Prawdziwą przeszkodą mogą być powierzchnie biurowe. Nawet, jeśli poprawimy znacząco łatwość prowadzenia i budowania nowych interesów, a z inkubatorów przedsiębiorczości wyrosną nowe przedsiębiorstwa, które z czasem odniosą sukces, to naturalną koleją rzeczy będzie ich przeniesienie z małych biur w pojedynczych pomieszczeniach i przysłowiowych "garażach" do innych obiektów. Część firm poszukiwać będzie coraz większych powierzchni i co dalej? Niestety inwestycji w nowe biurowce nie widać u nas za wiele, a najbardziej zaawansowana jest obecnie powierzchnia powstająca na pierwszych kondygnacjach wieżowca Nordic Haven. Kolejne dwie inwestycje, które są obecnie na etapie obietnic "zaraz ruszamy z budową, poważnie", co prawda mają oferować pięciocyfrowe ilości powierzchni do wynajęcia, ale nikt nie ma nawet pojęcia, kiedy dokładnie rozpoczną się te wszystkie prace. 

Podsumowanie 



Wśród wszystkich głosów zachwytu i pozytywnych opinii wystawianych nam przez najróżniejsze podmioty ciągle przewijają się jakieś "ale". Odpowiadając na pytanie postawione w tytule wpisu - czeka nas przyspieszenie, szczególnie kiedy prace nad S5 zaczną przeradzać się w funkcjonujące odcinki drogi, ale w całym hurraoptymizmie zdecydowanie polecam ostrożność. Miasto rozwija się, a tereny BPPT stopniowo zapełniają się nowymi budynkami, ale to dzieje się wszędzie dookoła. Zaraz "za płotem" mamy Solec Kujawski, gdzie też rośnie park przemysłowy, a Toruń wciąż wyprzedza nas w wyścigu o te inwestycje, dla których dobre skomunikowanie drogowe stanowi kluczowy czynnik. Do tego wciąż brakuje nam odpowiednich argumentów, by w naszym mieście zatrzymać zainteresowanie firm z branż, które nie szukają dziur w ziemi pod zabudowę i hal do wynajęcia, a powierzchni biurowych dostępnych od zaraz.

Może najwyższy czas, aby BPPT dorobiło się "młodszego brata" i miasto na wzór przemysłowego parku pełnego hal stworzyło podmiot, który w trybie partnerstwa publiczno-prywatnego zadba o właściwą podaż powierzchni biurowych? Może najwyższy już czas uświadomić sobie, że nasz lobbing w sprawie S10 na południe od miasta, portu multimodalnego i pozostałych inwestycji w infrastrukturę jest na chwilę obecną ledwie słyszalny? Wszystkie przychylne nam publikacje i opinie to ogromne ryzyko, że w pewnym momencie wszystko zacznie osiadać i "spocznie na laurach", kiedy przed nami wciąż jest jeszcze wiele do zrobienia.

Na samym końcu jeszcze tylko kubeł zimnej wody. W kontekście wyżej przedstawionego stanowiska i mojego umiarkowanego optymizmu nie wolno nam zapominać, że S5, czy S10, to nie są magiczne różdżki i po ich wybudowaniu nie zacznie się eldorado z bezwarunkową gwarancją wzrostu i rozwoju. Nadal będziemy zamknięciu w trójkącie Poznań-Trójmiasto-Warszawa, który jest dla nas pod wieloma względami trójkątem bermudzkim. Z tego trójkąta "w niewyjaśnionych okolicznościach" bezustannie znika kluczowy obecnie kapitał ludzki i zupełnie jak w tym prawdziwym trójkącie, niespodziewanie pojawia się w tych właśnie miastach. Jest to związane nie tylko z ilością miejsc pracy, ale i jakością życia, poziomem zarobków i nawet takimi detalami jak opinia o mieście. Tego nie naprawimy samymi inwestycjami i prócz nakładów finansowych potrzebna będzie też spora dawka lokalno-patriotycznego samozaparcia, bo musimy sami uwierzyć w to, że warto w Bydgoszczy pracować i prowadzić interesy.

__________
* Prezentacja Andrzeja Sadowskiego z Centrum im. Adama Smitha była jednym wielkim wołaniem "złodzieje!" na temat naszego systemu podatkowego i krytyką przepisów skomplikowania dotyczących przedsiębiorców. To prawda, że jest to problem, ale temat był wałkowany już w tylu miejscach i tyle razy, że nie wiem, po co w ogóle go znów poruszano. Prezentacja Josa Marinusa
(prezes European Logistics Association) natomiast dotyczyła gofrów, miejsca Belgii na mapie Europy i klipów z ujęciami europarlamentarzystów robiących żenujące rzeczy. Prócz tego wpleciono między te slajdy kilka plansz z ogólnoeuropejskimi danymi, często nawet nieodnoszącymi się bezpośrednio do Polski. Pozostawię to bez dalszego komentarza. ;)

czwartek, 18 czerwca 2015

Pospolite "nie znam się, więc się wypowiem" ruszenie

Ósme ludnościowo miasto w Polsce z niemal 360 tysiącami mieszkańców, największy ośrodek gospodarczy swojego województwa, wiodący ośrodek medyczny z najlepszym szpitalem onkologicznym w kraju i siedziba aż dwóch uniwersytetów oraz całej medycznej sekcji trzeciego. Ośrodek coraz częściej stawiany za wzór rewitalizacji i "feniks", który z miasta brzydkiego powoli zmienia się w jedno z najładniejszych miejsc w Polsce, które według wielu ekspertów powinno niedługo dołączyć do ścisłej czołówki turystycznej. To wszystko suche fakty, które robią całkiem dobre wrażenie i rysują przed nami obraz miasta kwitnącego, silnego i wartego odwiedzenia, założenia biznesu i zamieszkania. Mimo to, jeśli zapytamy kogokolwiek z tak zwanej "reszty kraju" co to za miasto, niewiele osób odpowie "to Bydgoszcz!".

To jeden z kilku problemów, które prześladują nasze miasto od lat i zdecydowanie nie jedyny. Na telewizyjnych mapach pogody Bydgoszcz na ogół nie istnieje, chociaż niemal dwa razy mniejszy Toruń dumnie reprezentuje centrum kraju. Politycy kandydujący z naszego miasta nie potrafią nawet odmienić jego nazwy, a zawirowania polityczne sprzed kilku dekad doprowadziły do sytuacji, w której największe miasto regionu, Bydgoszcz, jest jedynie "pasażerem", któremu wolno co najwyżej obserwować jak najważniejsze dla województwa decyzje zapadają w znacznie mniejszym Toruniu. W połączeniu z wieloma pomniejszymi problemami trudno się dziwić, że wywołuje to ogromną frustrację mieszkańców i często też rezygnację polityków, którzy często nim zaczną walczyć o sprawy miasta, najpierw muszą zwalczyć kilka potyczek ze stereotypami i mylnym postrzeganiem Bydgoszczy, jako miasta powiatowego "gdzieś pod Toruniem".


Sporne dorzecze Wisły



Szalę goryczy przelało w moim przypadku stanowisko Krajowej Izby Gospodarczej w sprawie ulokowania w Bydgoszczy Zarządu Dorzecza Wisły w ramach ogólnopolskiej reformy gospodarki wodnej. Najłatwiej będzie mi po prostu przytoczyć tutaj kontrowersyjny fragment stanowiska KIG:
"(...)Również brak logicznego uzasadnienia dla propozycji lokowania siedziby zarządu dorzecza Wisły w Bydgoszczy. Nie ma to uzasadnienia ani strategicznego, ekonomicznego, czy nawet historycznego. W Bydgoszczy nie ma kadry, siedziby, tradycji. Ponadto Bydgoszcz leży na granicy obszarów dorzeczy - na wododziale. Bardziej wskazane byłyby Kraków albo Warszawa z uwagi na dotychczasowe zaplecze kadrowe i możliwość wykorzystania dotychczasowych siedzib RZGW. Tymczasem w Bydgoszczy będzie tworzona siedziba od zera - bez kadr i zaplecza biurowego zwiększając znacząco koszty reformy gospodarki wodnej co całkowicie pominięto w uzasadnieniu i ocenie skutków proponowanych rozwiązań.(...)"
Śluza Okole, jeden z wielu obiektów hydrotechnicznych na terenie Bydgoszczy.
- fot. użytkownik Pit1233, Wikimedia Commons

Ręce opadają i aż nie wiem, od czego by tutaj zacząć, więc może się za ten tekst poczynając od największego absurdu. Historia! Konia z rzędem temu, kto będzie w stanie uzasadnić, jaką rolę w racjonalnym planowaniu i rozsądnym gospodarowaniu odgrywa historia! Czy podpisując umowy handlowe z partnerami niemieckimi powinniśmy brać poprawkę na bitwę pod Grunwaldem? Nie, bo to po prostu głupie! W dodatku jest to punkt wyssany z palca i jeśli chcemy się bawić w uzasadnienia historyczne, to może warto by wspomnieć, że to w Wyszogrodzie, który stanowi obecnie część Bydgoszczy, pobierane było już tysiąc lat temu cło za żeglugę. Handel i spław towarów na Wiśle nie mógł się odbywać bez uiszczenia stosownych opłat w tym grodzie. A może warto wspomnieć, że istniejący od XVIII wieku kanał Bydgoski jest najstarszym w Polsce aktywnie użytkowanym szlakiem śródlądowym, który jako część międzynarodowej drogi wodnej E70 spina od wieków (tak, wieków!) Belgię z Litwą całą serią żeglownych szlaków?

Przejdźmy do konkretów, skoro pierdoły już mamy za sobą. Jak ma się wybór Bydgoszczy do względów ekonomicznych? Na wstępie wspomniałem już, że Bydgoszcz jest największym ośrodkiem gospodarczym regionu. To fakt, nie przypuszczenie. Warto tu jednak dodać, że na terenie miasta znajduje się błyskawicznie zapełniający się park przemysłowy o powierzchni 280 hektarów, a tuż za granicami miasta, w Solcu Kujawskim rozwija się kolejny park przemysłowy o powierzchni niemal 70 hektarów. Oczywiście same parki przemysłowe to nie wszystko, więc warto tutaj dodać, że na rogatkach Bydgoszczy spotykać się mają w niedalekiej przyszłości drogi ekspresowe S5 oraz S10, na terenie miasta znajduje się międzynarodowy port lotniczy z terminalem cargo, a trasy kolejowe przecinające miasto stanowią jeden z głównych korytarzy transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T (korytarz VIa) w relacji Bałtyk-Adriatyk. Wszystkie te czynniki razem sprawiły, że w Bydgoszczy zaczęto planować powstanie logistycznego węzła multimodalnego, gdzie spotykać będą się wszystkie gałęzie transportu. Z takimi zakładami na terenie Bydgoszczy, jak Makrum, możemy mieć pewność, że kłopotliwe na drogach transporty wielkogabarytowe byłyby chętnie spławiane z użyciem barek gdyby tylko było to możliwe.

Kwestie strategiczne? Proszę bardzo! W województwie kujawsko-pomorskim znajduje się stopień wodny we Włocławku stanowiący jeden z najważniejszych elementów systemu zapobiegania stanom powodziowym na dolnej Wiśle, a od wielu lat planowane jest powstanie kolejnej zapory w okolicach Solca Kujawskiego. W samej tylko Bydgoszczy na Brdzie funkcjonują aż trzy siłownie wodne produkujące energię elektryczną. Odpowiednia gospodarka wodna i zarządzanie wodami Brdy zapewnia zabezpieczenie żeglowności drogi wodnej E70, która zasilana jest między innymi właśnie przez wody Brdy. Prócz cywilnych kwestii warto też dodać, że Bydgoszcz stanowi jeden z największych ośrodków wojskowych w kraju oraz siedzibę Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wyżej wymienione ośrodki stanowią także cenne źródło specjalistów, których brak zarzuca KIG.

Jaz walcowy Czersko Polskie w Bydgoszczy, odpowiedzialny za utrzymanie poziomu
wód na Brdzie, a zatem także jej żeglowności oraz zdolności do pracy pobliskiej
siłowni wodnej. - fot. użytkownik Sp2ukm, Wikimedia Commons
Zarzucane Bydgoszczy braki organizacyjne (kadra, lokale) to także problem wirtualny. Obiektów w mieście, które byłyby w stanie pomieścić Zarząd Dorzecza Wisły, które dostępne są "od zaraz" jest kilka, w tym nawet obiekty przekraczające potrzeby lokalowe planowanej jednostki. Jednocześnie w Bydgoszczy istnieje cały szereg instytucji, które dysponują specjalistyczną kadrą z szeroką wiedzą w zakresie hydrotechniki, zabezpieczenia przeciwpowodziowego i ochrony środowiska. Nie bez powodu to właśnie w Bydgoszczy funkcjonuje jedyna w kraju uczelnia kształcąca specjalistów na kierunku Rewitalizacja Dróg Wodnych!

Podsumowując - Krajowa Izba Gospodarcza, którą dotychczas brałem za organizację poważną i zdolną do rzeczowej oceny straciła w moich oczach wiele. W tej chwili z podmiotu, który mógł stanowić potencjalnie fachowy organ doradczy naszych władz, stali się dla mnie jedynie grupą lobbystów do wynajęcia, która swoje opinie wysuwa bez poparcia w faktach i danych.


Niezrozumiana "platforma multimodalna"



Kolejnym tekstem, który w ostatnim czasie doprowadził mnie do szewskiej pasji była wypowiedź jednego z lokalnych dziennikarzy. Opublikowany przez Express Bydgoski felieton autorstwa pana Jarosława Reszki pod tytułem "Multimodalny przedmiot pożądania", to idealny przykład wypowiedzi laika, która może (przez swój zasięg i publiczne eksponowanie w lokalnych mediach) więcej zepsuć, niż autor mógłby tylko przypuszczać. Tak, jak w przypadku poprzedniego tekstu, tak i tutaj pozwolę sobie przytoczyć odpowiednie fragmenty tekstu, do których chciałbym się odnieść.
"(...)Na ZIT bynajmniej nie kończą się Niezidentyfikowane Obiekty Latające w administracyjnej przestrzeni. Moim skromnym zdaniem, jeszcze większą karierę może zrobić „platforma multimodalna”. Pierwszy raz zadźwięczała mi w uchu parę lat temu podczas jednej z demagogicznych dyskusji z hasłem: „1001 pomysłów na ożywienie bydgoskiego portu lotniczego”.
Wtedy jednak, tak jak port, platforma multimodalna kariery nie zrobiła. Może pojawiła się zbyt wcześnie i teraz dopiero nadszedł jej czas? Faktem jest, że powróciła do słownika urzędniczej nowomowy.(...)"
Dalej w tekście pojawia się kilka cytatów, między innymi także przytoczenie słów Romana Jasiakiewicza, który w prosty sposób przedstawił, czym taki węzeł multimodalny jest i "po co", czy chociażby rzeczniczki miasta Bydgoszczy, która trochę bliżej przedstawia same kulisy przygotowań i ogólnie pojętej realizacji projektu. Na koniec ponownie pojawiają się jednak bardzo kontrowersyjne i moim zdaniem nieprzemyślane refleksje pana Reszki. (Jeśli chcecie przeczytać całość felietonu, odsyłam na stronę Expressu, link w tekście powyżej)
"(...)Nie wiem, jak to wyglądało w Amsterdamie. Czy też zaczynano od „konsorcjum projektowego” dla „promocji śródlądowych dróg wodnych” poprzez „przygotowanie analiz” na rzecz „działań łamiących bariery administracyjne”?

Mnie w każdym razie taki Niezidentyfikowany Obiekt Latający zalatuje skokiem na unijną kasę, którą przechwyci grupka cwaniaków. Wyprodukują mnóstwo gigabajtów excelowych i powerpointowych dokumentów, za które skasują okrągłą sumkę. Pliki następnie znajdą swe miejsce we wdzięcznej pamięci komputerowych twardych dysków i tam będą leżeć, leżeć, leżeć. A nad Wisłą, jak co roku, wędkarze zarzucą przynętę na suma."
Jako logistyk z wykształcenia, w dodatku właśnie ze specjalizacją w projektowaniu systemów logistycznych, czuję się zobowiązany do rozprawienia się z tym tekstem i sprostowania dla wszystkich mieszkańców naszego miasta, czym tak naprawdę jest multimodalna "platforma". Najważniejsze jednak na samym początku jest rozwianie wszelkich wątpliwości - to NIE JEST żadna urzędnicza nowomowa. To prawda, że nie jest to określenie specjalnie "przyjazne" dla szarego zjadacza chleba, ale pochodzi ono z języka fachowego i każdy logistyk będzie wiedzieć, co ono oznacza. Co prawda niefortunnie mówi się o "platformie" multimodalnej, kiedy o wiele lepiej w przypadku bydgoskich planów pasowałoby określenie "węzeł", ale co do zasady nie jest to żaden urzędniczy bełkot. W skrócie - "multimodalne" oznacza "łączące w sobie wiele różnych gałęzi transportu". 

W całej dyskusji mowa jest o powstaniu w Bydgoszczy węzła multimodalnego i czy nazwiemy go "platformą" czy nie, nie ma tu znaczenia. W praktyce oznacza to stworzenie transportowego odpowiednika parku przemysłowego, którego podstawową rolą jest funkcja centrum przeładunkowo-usługowego dla transportu. U nas byłaby to żegluga śródlądowa, kolej, transport drogowy i lotniczy, więc niemal "komplet" wszystkich gałęzi transportu. Szczególnie ważna jest tutaj właśnie cześć "usługowo-". Przy takich węzłach powstaje cała masa usług towarzyszących. Są to firmy zajmujące się odprawami celnymi, kompletacją dostaw z transportów masowych, zaopatrujące transport w jednostki ładunkowe (palety, kontenery, kontenery lotnicze itd.) i tym podobne przedsiębiorstwa. Sam przeładunek to tylko mała część całego zamieszania i pracy, którą oferuje taka strefa (bo tak naprawdę taki węzeł jest to cała zamknięta w sobie logistyczna podstrefa branży transportowej). Obsługa towarów, przeładunek, ale też obsługa samych pojazdów i ich operatorów stanowią równie wielką wartość w takiej strefie, jak przewożone ładunki. 

Ogromne centrum dystrybucyjne firmy Lidl w BPPT ma powierzchnię 45 tysięcy metrów kwadratowych. Chociaż nie zaczęło nawet na dobre funkcjonować, to już zapowiedziano w BPPT i na przyległych terenach powstanie kolejnych centrów logistycznych o łącznej powierzchni ponad 130 tysięcy metrów kwadratowych. - fot, Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie

Mamy w Bydgoszczy ogromny potencjał, który czeka jedynie na odpowiednie "szturchnięcie". W samym tylko naszym mieście mamy całą gamę podmiotów, od producentów taboru kolejowego, przez spółki żeglugowe po wielkich dostawców opon, którzy pewnie z radością przyjęliby rolę obsługową dla tego węzła. Spalarnia śmieci to genialny argument dla produkujących tony odpadów punktów kompletacyjnych i pakujących, a w okolicy nie brakuje też producentów palet korzystających z bogactwa dostępnego surowca. Wszystkie te firmy zyskałyby bardzo mocno na powołaniu w Bydgoszczy do życia węzła multimodalnego.

Samo powołanie do życia podmiotu, który miałby tę "platformę" dla nas budować jest koniecznie, bo to nie jest twór jak BPPT, gdzie wystarczy wyznaczyć grunty i wszystko pojawi się samo. Tak, wszelkie analizy i tona promocji są bardzo potrzebne, bo jeśli chcemy ściągnąć wielkich operatorów logistycznych do takiego węzła, to musimy im powiedzieć ile kontenerów na dobę jest w stanie przewieźć dostępna infrastruktura kolejowa, jak wiele ciężarówek na dobę są w stanie obsłużyć lokalne drogi i jak wiele barek na dobę można załadować kontenerami z powyższych w planowanym porcie na Wiśle. Ich interesują twarde dane, czyli przepustowość okolicznej infrastruktury, wielkość terenów pod budowę magazynów i suwnic, dostępna ilość siły roboczej i ilość okolicznego biznesu zainteresowanego przeładunkiem w węźle w Bydgoszczy (bo to też jest ważne, by popyt był także wewnętrzny). Przygotowanie tych opracowań kosztuje, jest czasochłonne i bardzo pracochłonne, więc skąd takie oburzenie pana redaktora?

Stawianie sprawy w sposób, który pokazać ma ją jedynie jako nowomowę polityczną i szukanie kolejnych miejsc "dla kolegów" to spore przekłamanie. To prawda, że zawsze znajdzie się ktoś, kto po prostu będzie chciał podpiąć pod to przedsięwzięcie siebie, znajomych czy rodzinę, ale to nie znaczy, że z miejsca skreśla to sens utworzenia węzła na terenie Bydgoszczy. Sens pozostaje, jedynie trzeba patrzeć na ręce realizatorom całego projektu i podnosić krzyk za każdym razem, kiedy zamiast pracy zaczyna się wegetacja i przerzucanie zbędnych papierów. Jeśli teraz przestaniemy się przejmować i uznamy, że to tylko kolejna zagrywka pod wyciągnięcie pustych funduszy z UE, to możemy przegrać dla miasta bardzo wiele.



Postscriptum


 

Na sam koniec dodam tylko swoiste "przyznanie się do winy". Sam nie jestem specjalistą w wielu dziedzinach, ale mimo to staram się w nich zabierać głos i tak. Gdyby jednak zapytał mnie ktoś o to wprost, to nie czuję żadnego oporu by przyznać, że jestem w danej dziedzinie kompletnym laikiem. Różnica jest taka, że przed każdym tekstem staram się jak najbardziej dokształcić, uzupełnić swoją wiedzę i opublikować tutaj swoje stanowisko w takiej formie, która poparta jest czy to literaturą, czy to opiniami ekspertów. Dwa przytoczone powyżej przykłady to dowód na to, że nie wszyscy podzielają moje podejście. Musimy to zwalczać, tak we własnych szeregach bydgoszczan, jak i na zewnątrz. Inaczej nadal ludzie będą mieli wrażenie, że Bydgoszcz jest mniejszym miastem od Torunia, a największym naszym sukcesem gospodarczym jest uprawa ziemniaków (z małym wyjątkiem dla firmy PESA, która robi nam świetny PR, dziękuję!). Ta opinia właśnie przekłada się na częste lekceważenie naszego miasta i umniejszanie jego znaczenia, jak widać w przytoczonej opinii KIG.

wtorek, 16 czerwca 2015

Chill przy grillu, czyli kolejny wypad!

W minioną sobotę zaplanowałem sobie oddać krew, co zawsze budzi u mnie wilczy apetyt, więc nie mogło się obyć bez wypadu całkiem "przy okazji". Całe szczęście pogoda dopisała i można było wybrać coś w plenerze, a że Bydgoszcz to przecież miasto nad Brdą, właśnie na miejsce z widokiem na rzekę wypadło. Zastanawiacie się pewnie, co z cyklem o burgerach, który od pewnego czasu poszerzam o kolejne lokale, ale nie martwcie się - dla fanów mięsa w bułce jest absolutnie wszystko, czego tylko potrzeba! Po wizycie w Burger Parku, odwiedzinach w Burger Strefie i miło spędzonym posiłku w Zaułku 20 zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z moją relacją z wizyty w Grill & Chill tylko teoretycznie mieszczącego się przy ulicy Jagiellońskiej 84. Czemu teoretycznie? O tym musicie już przeczytać sami!


Miejsce zaskakuje!




Dość niepozornie wyglądające miejsce - ot, ciekawie pomalowana
ściana, stojak na rowery, a za moimi plecami garść stolików.
Nie dajcie się zwieść! Cały urok tego miejsca jest z zupełnie innej strony!
- fot. własne.

Przyznam szczerze, że widząc adres lokalu miałem pewne wątpliwości. Ulica Jagiellońska jest ruchliwa, a między dwiema podwójnymi jezdniami do potencjalnych źródeł hałasu dodać trzeba jeszcze jedno z bardziej ruchliwych torowisk tramwajowych w mieście. Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie nieuzasadnione, gdyż lokal umiejscowiony jest "z tyłu" pawilonu handlowego, chociaż o wiele lepiej pasuje tutaj określenie "frontem do rzeki". To właśnie na Brdę wychodzi cały teren lokalu i gdyby nie ogrodzenie, to w zasadzie byłby to integralny fragment bulwaru, oddzielony od niego jedynie linią małych drzew, które bardziej tam dodają, niż przeszkadzają. To miło, szczególnie, że wraz z Darią właśnie od strony bulwarów przyszliśmy.


Niestety samo podejście "od bulwarów" jest też o tyle problematyczne, że gdzieś w trybach urzędniczej machiny (jak zdołałem się w kuluarach dowiedzieć już po samej wizycie) utknęła kwestia zrobienia kilku schodków między terenem lokalu i ścieżką wzdłuż brzegów. Co ciekawe teren, na którym schodki miałyby się znaleźć nawet nie należy do miasta, ale i tak jest to z jakiegoś powodu problem. W skutek tego braku przejścia trzeba było nadrobić kilka kroków i wejść od strony właśnie ulicy Jagiellońskiej i znów pewne zdziwienie - od strony ulicy niemal przeoczyłbym lokal. Kilka razy z komunikacji miejskiej starałem się wypatrzeć szyld, ale dopiero będąc na miejscu zorientowałem się, że szyldu nie ma, a jedynie płachta reklamowa przyczepiona do siatki. Ponieważ z przyzwyczajenia nie rejestruję już treści tak zwanych "szmat reklamowych", dobrze, że widziałem to miejsce już z bulwaru i wiedziałem gdzie idę. Na szczęście tutaj o reklamę ma zadbać odpowiedni mural, więc niedługo nie powinien to być najmniejszy problem!

Jeden ze stolików "od strony wody" - fot. własne.
Po dotarciu na miejsce wszelkie moje wątpliwości zostały ostatecznie rozwiane. Wszystko aż "pachniało" nowością (na tyle, na ile zapachu nie dominował grill!), a jedna ze ścian właśnie pokrywała się stopniowo pięknym muralem malowanym aerografem (w trakcie prac + gotowy mural). Nie to jednak było "gwoździem programu", gdyż estetyka miejsca to nic w porównaniu z widokiem zaraz za ogrodzeniem. I tutaj kryje się jeden z największych atutów miejsca, moim skromnym zdaniem - rzeka! Brda jest największym atutem Bydgoszczy i to właśnie Brda jest też największym atutem Grill & Chill, które znajduje się niemal nad samym brzegiem. 

Ponieważ żar doskwierał w sobotę wyjątkowo mocno stolik ostatecznie trzeba było zmienić, ale po zmianie miejsca kazało się, że przesiedliśmy się z "dobrego" w "świetne". Przy okazji zwróciło moją uwagę, że stoliki "w głębi" mają popielniczki, natomiast te przy placu zabaw (tak, jest też miejsce dla dzieci) takowych nie posiadają. Niby detal, ale miło widzieć, że ktoś właśnie o takich drobiazgach pomyślał. No, ale dość już o miejscu - pora na najważniejsze w każdym lokalu!

Jedzenie!




Perspektywa lubi płatać figle. Przysięgam, że ta
butelka nie ma wcale dwóch litrów pojemności.
Za to szaszłyk naprawdę jest tak ogromny!
- fot. Daria
Ponieważ każde dotychczas odwiedzone miejsce oferowało burgery i za każdym razem właśnie burgerami się zajadałem, także teraz nie mogło burgera zabraknąć (szczególnie, że intrygowało mnie na ile dym zmienia smak mięsa). Jednocześnie też nie mogłem darować sobie grillowej klasyki, więc na przystawkę zafundowałem sobie jeszcze jeden szaszłyk. Daria wybrała również kanapkę, a do tego frytki. Kiedy przyszło do zamawiania napojów ponownie spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Wszystkie piwa pochodziły z naszego regionu! W zasadzie nie widziałem żadnego szeregowego produktu, który produkowany byłby w jakimś anonimowym zakładzie zalewającym rynek hurtowymi ilościami butelek z zielonymi czy złotymi etykietami. To zdecydowanie wielki plus, tym bardziej, że i piwa z kujawsko-pomorskiego są absolutnie bez zarzutu!

Wszyscy zawsze pytają o cenę, więc nim przejdę do dalszego opisywania, szybko umieszczę powyższe zamówienie w kontekście. Za burgera zapłacicie około 20zł, szaszłyki i frytki kosztują po kilka złotówek, a regionalny Krajan niefiltrowany kosztował mnie 7zł. Gdyby nie moje łakomstwo i chęć zjedzenia jednocześnie i szaszłyka i kanapki, wszystko zamknęlibyśmy w okolicach 50zł na dwie osoby, co jest moim zdaniem całkiem rozsądną ceną w stosunku do jakości.

Skoro już o jakości mowa, to warto też pomówić o samym przygotowaniu! W momencie naszego pojawienia się na miejscu nie zastaliśmy rusztu pełnego jedzenia, które od nie wiadomo jak dawna się tam grzało. Wręcz odwrotnie! Wszystko trafiało na ruszt do zamówienia (może z wyjątkiem kilku rzeczy, które wyglądały też na niedawno przygotowane), a szalenie sympatyczny pan z personelu poinformował nas, że możemy zaczekać chwilę dłużej, bo sosy do burgerów robią dopiero, kiedy pojawi się na nie zamówienie. Już samo to zrobiło na mnie bardzo fajne wrażenie (w upalne dni robienie wszystkiego na świeżo jest najważniejsze!), a to wcale nie był koniec miłych niespodzianek. Kiedy przyszło do samego pieczenia mięsa dodatki do każdej kanapki mogliśmy swobodnie dobrać wedle własnego gustu! Dla wielu z Was może to być bez znaczenia, może część z Was woli przede wszystkim tempo obsługi, ale dla mnie to takie podejście do klienta to po prostu coś genialnego!

Jak wypadła próba smaku? Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Już po szaszłyku byłem zaskakująco najedzony - żadnej ściemy ze stertą warzyw, w której trzeba by było szukać mięsa, a wszystko to dobrze doprawione! Zamówione przez Darię frytki też okazały się zaskakująco dobre, chociaż wcale przecież nie musiały. Z zewnątrz chrupiące, ale niewysuszone, nieprzesolone i ogólnie bardzo smaczne. Jeśli macie dzieci, które nie chcą niczego z rusztu, te frytki powinny im zasmakować. No, ale nie oszukujmy się - to burgery miały być tego dnia gwiazdą talerza i to od nich najwięcej zależało tego dnia. Jak wypadły? Zobaczcie sami:



Dwie buły pełne szczęścia, a w tle Brda, po której co kilka chwil przepływała jakaś łódź, skuter wodny albo jeden ze "słoneczników", w tle hala Łuczniczka. - fot. własne
W smaku burgery wypadły równie dobrze, jak na zdjęciu. Wszystkie warzywa świeże, "sztywne" i chrupiące w równie świeżych bułkach. Uwagę zwraca też ozdobna sałata i bułki, które (podobnie jak w Wytwórni Burgerów) wypiekane są na miejscu. Kolejny raz widać, że nawet na takie małe detale jednak zwraca się tutaj uwagę. Sama bułka była miękka, chociaż spędziła też swoją chwilę na ruszcie, a kotlety były bardzo dobrze wypieczone (na życzenie, bo i różowe w środku dostaniecie bez problemu). Jednocześnie też od razu zwrócę uwagę, że wbrew pozorom mięso nie łapie za wiele smaku i zapachu dymu, dzięki temu to nadal po prostu świetne burgery, które tylko gdzieś w tle mają swoją grillową nutę. Zdecydowanie jestem zadowolony z wydanych pieniędzy i jedzenie warte było każdego grosza.

Podsumowanie


 
Kończąc cały tekst warto jeszcze dodać kilka słów uznania dla ekipy, która w Grill & Chill pracuje. Wszyscy uśmiechnięci, bardzo mili i sympatyczni. Widać, że w zespole panuje przyjazna atmosfera paczki przyjaciół (a przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony lady) i jest tam chęć do działania. Do tego bardzo przyjemna muzyka, która świetnie pasuje właśnie do drugiej części nazwy. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby okazało się, że to lokalni wykonawcy, chociaż nie potrafiłem nikogo ze słuchu tam rozpoznać. Chill jest, jest też pyszny grill i jest bardzo fajna atmosfera, więc czego chcieć więcej!? Jedynie trochę brakuje mi tego wyeksponowania i dostępu z bulwarów, które pozwoliłyby o wiele łatwiej zbierać ludzi także przypadkiem mijających to wyjątkowo przyjemne miejsce. Z całą pewnością polecam wszystkim wizytę tutaj i chociaż to jest teoretycznie "Jagiellońska 84", to w praktyce można tu przypisać adres wzdłuż rzeki Brdy! Moja ocena?

4+/5
Pełen chill!

PS: Pamiętajcie też sprawdzić moje pozostałe wypady! Wszystkie odnośniki do tekstów z moich poprzednich wypadów znajdziecie tutaj!