wtorek, 16 czerwca 2015

Chill przy grillu, czyli kolejny wypad!

W minioną sobotę zaplanowałem sobie oddać krew, co zawsze budzi u mnie wilczy apetyt, więc nie mogło się obyć bez wypadu całkiem "przy okazji". Całe szczęście pogoda dopisała i można było wybrać coś w plenerze, a że Bydgoszcz to przecież miasto nad Brdą, właśnie na miejsce z widokiem na rzekę wypadło. Zastanawiacie się pewnie, co z cyklem o burgerach, który od pewnego czasu poszerzam o kolejne lokale, ale nie martwcie się - dla fanów mięsa w bułce jest absolutnie wszystko, czego tylko potrzeba! Po wizycie w Burger Parku, odwiedzinach w Burger Strefie i miło spędzonym posiłku w Zaułku 20 zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z moją relacją z wizyty w Grill & Chill tylko teoretycznie mieszczącego się przy ulicy Jagiellońskiej 84. Czemu teoretycznie? O tym musicie już przeczytać sami!


Miejsce zaskakuje!




Dość niepozornie wyglądające miejsce - ot, ciekawie pomalowana
ściana, stojak na rowery, a za moimi plecami garść stolików.
Nie dajcie się zwieść! Cały urok tego miejsca jest z zupełnie innej strony!
- fot. własne.

Przyznam szczerze, że widząc adres lokalu miałem pewne wątpliwości. Ulica Jagiellońska jest ruchliwa, a między dwiema podwójnymi jezdniami do potencjalnych źródeł hałasu dodać trzeba jeszcze jedno z bardziej ruchliwych torowisk tramwajowych w mieście. Na szczęście moje obawy okazały się zupełnie nieuzasadnione, gdyż lokal umiejscowiony jest "z tyłu" pawilonu handlowego, chociaż o wiele lepiej pasuje tutaj określenie "frontem do rzeki". To właśnie na Brdę wychodzi cały teren lokalu i gdyby nie ogrodzenie, to w zasadzie byłby to integralny fragment bulwaru, oddzielony od niego jedynie linią małych drzew, które bardziej tam dodają, niż przeszkadzają. To miło, szczególnie, że wraz z Darią właśnie od strony bulwarów przyszliśmy.


Niestety samo podejście "od bulwarów" jest też o tyle problematyczne, że gdzieś w trybach urzędniczej machiny (jak zdołałem się w kuluarach dowiedzieć już po samej wizycie) utknęła kwestia zrobienia kilku schodków między terenem lokalu i ścieżką wzdłuż brzegów. Co ciekawe teren, na którym schodki miałyby się znaleźć nawet nie należy do miasta, ale i tak jest to z jakiegoś powodu problem. W skutek tego braku przejścia trzeba było nadrobić kilka kroków i wejść od strony właśnie ulicy Jagiellońskiej i znów pewne zdziwienie - od strony ulicy niemal przeoczyłbym lokal. Kilka razy z komunikacji miejskiej starałem się wypatrzeć szyld, ale dopiero będąc na miejscu zorientowałem się, że szyldu nie ma, a jedynie płachta reklamowa przyczepiona do siatki. Ponieważ z przyzwyczajenia nie rejestruję już treści tak zwanych "szmat reklamowych", dobrze, że widziałem to miejsce już z bulwaru i wiedziałem gdzie idę. Na szczęście tutaj o reklamę ma zadbać odpowiedni mural, więc niedługo nie powinien to być najmniejszy problem!

Jeden ze stolików "od strony wody" - fot. własne.
Po dotarciu na miejsce wszelkie moje wątpliwości zostały ostatecznie rozwiane. Wszystko aż "pachniało" nowością (na tyle, na ile zapachu nie dominował grill!), a jedna ze ścian właśnie pokrywała się stopniowo pięknym muralem malowanym aerografem (w trakcie prac + gotowy mural). Nie to jednak było "gwoździem programu", gdyż estetyka miejsca to nic w porównaniu z widokiem zaraz za ogrodzeniem. I tutaj kryje się jeden z największych atutów miejsca, moim skromnym zdaniem - rzeka! Brda jest największym atutem Bydgoszczy i to właśnie Brda jest też największym atutem Grill & Chill, które znajduje się niemal nad samym brzegiem. 

Ponieważ żar doskwierał w sobotę wyjątkowo mocno stolik ostatecznie trzeba było zmienić, ale po zmianie miejsca kazało się, że przesiedliśmy się z "dobrego" w "świetne". Przy okazji zwróciło moją uwagę, że stoliki "w głębi" mają popielniczki, natomiast te przy placu zabaw (tak, jest też miejsce dla dzieci) takowych nie posiadają. Niby detal, ale miło widzieć, że ktoś właśnie o takich drobiazgach pomyślał. No, ale dość już o miejscu - pora na najważniejsze w każdym lokalu!

Jedzenie!




Perspektywa lubi płatać figle. Przysięgam, że ta
butelka nie ma wcale dwóch litrów pojemności.
Za to szaszłyk naprawdę jest tak ogromny!
- fot. Daria
Ponieważ każde dotychczas odwiedzone miejsce oferowało burgery i za każdym razem właśnie burgerami się zajadałem, także teraz nie mogło burgera zabraknąć (szczególnie, że intrygowało mnie na ile dym zmienia smak mięsa). Jednocześnie też nie mogłem darować sobie grillowej klasyki, więc na przystawkę zafundowałem sobie jeszcze jeden szaszłyk. Daria wybrała również kanapkę, a do tego frytki. Kiedy przyszło do zamawiania napojów ponownie spotkała mnie bardzo miła niespodzianka. Wszystkie piwa pochodziły z naszego regionu! W zasadzie nie widziałem żadnego szeregowego produktu, który produkowany byłby w jakimś anonimowym zakładzie zalewającym rynek hurtowymi ilościami butelek z zielonymi czy złotymi etykietami. To zdecydowanie wielki plus, tym bardziej, że i piwa z kujawsko-pomorskiego są absolutnie bez zarzutu!

Wszyscy zawsze pytają o cenę, więc nim przejdę do dalszego opisywania, szybko umieszczę powyższe zamówienie w kontekście. Za burgera zapłacicie około 20zł, szaszłyki i frytki kosztują po kilka złotówek, a regionalny Krajan niefiltrowany kosztował mnie 7zł. Gdyby nie moje łakomstwo i chęć zjedzenia jednocześnie i szaszłyka i kanapki, wszystko zamknęlibyśmy w okolicach 50zł na dwie osoby, co jest moim zdaniem całkiem rozsądną ceną w stosunku do jakości.

Skoro już o jakości mowa, to warto też pomówić o samym przygotowaniu! W momencie naszego pojawienia się na miejscu nie zastaliśmy rusztu pełnego jedzenia, które od nie wiadomo jak dawna się tam grzało. Wręcz odwrotnie! Wszystko trafiało na ruszt do zamówienia (może z wyjątkiem kilku rzeczy, które wyglądały też na niedawno przygotowane), a szalenie sympatyczny pan z personelu poinformował nas, że możemy zaczekać chwilę dłużej, bo sosy do burgerów robią dopiero, kiedy pojawi się na nie zamówienie. Już samo to zrobiło na mnie bardzo fajne wrażenie (w upalne dni robienie wszystkiego na świeżo jest najważniejsze!), a to wcale nie był koniec miłych niespodzianek. Kiedy przyszło do samego pieczenia mięsa dodatki do każdej kanapki mogliśmy swobodnie dobrać wedle własnego gustu! Dla wielu z Was może to być bez znaczenia, może część z Was woli przede wszystkim tempo obsługi, ale dla mnie to takie podejście do klienta to po prostu coś genialnego!

Jak wypadła próba smaku? Moje wrażenia są bardzo pozytywne. Już po szaszłyku byłem zaskakująco najedzony - żadnej ściemy ze stertą warzyw, w której trzeba by było szukać mięsa, a wszystko to dobrze doprawione! Zamówione przez Darię frytki też okazały się zaskakująco dobre, chociaż wcale przecież nie musiały. Z zewnątrz chrupiące, ale niewysuszone, nieprzesolone i ogólnie bardzo smaczne. Jeśli macie dzieci, które nie chcą niczego z rusztu, te frytki powinny im zasmakować. No, ale nie oszukujmy się - to burgery miały być tego dnia gwiazdą talerza i to od nich najwięcej zależało tego dnia. Jak wypadły? Zobaczcie sami:



Dwie buły pełne szczęścia, a w tle Brda, po której co kilka chwil przepływała jakaś łódź, skuter wodny albo jeden ze "słoneczników", w tle hala Łuczniczka. - fot. własne
W smaku burgery wypadły równie dobrze, jak na zdjęciu. Wszystkie warzywa świeże, "sztywne" i chrupiące w równie świeżych bułkach. Uwagę zwraca też ozdobna sałata i bułki, które (podobnie jak w Wytwórni Burgerów) wypiekane są na miejscu. Kolejny raz widać, że nawet na takie małe detale jednak zwraca się tutaj uwagę. Sama bułka była miękka, chociaż spędziła też swoją chwilę na ruszcie, a kotlety były bardzo dobrze wypieczone (na życzenie, bo i różowe w środku dostaniecie bez problemu). Jednocześnie też od razu zwrócę uwagę, że wbrew pozorom mięso nie łapie za wiele smaku i zapachu dymu, dzięki temu to nadal po prostu świetne burgery, które tylko gdzieś w tle mają swoją grillową nutę. Zdecydowanie jestem zadowolony z wydanych pieniędzy i jedzenie warte było każdego grosza.

Podsumowanie


 
Kończąc cały tekst warto jeszcze dodać kilka słów uznania dla ekipy, która w Grill & Chill pracuje. Wszyscy uśmiechnięci, bardzo mili i sympatyczni. Widać, że w zespole panuje przyjazna atmosfera paczki przyjaciół (a przynajmniej tak to wyglądało z mojej strony lady) i jest tam chęć do działania. Do tego bardzo przyjemna muzyka, która świetnie pasuje właśnie do drugiej części nazwy. Nie zdziwiłbym się wcale, gdyby okazało się, że to lokalni wykonawcy, chociaż nie potrafiłem nikogo ze słuchu tam rozpoznać. Chill jest, jest też pyszny grill i jest bardzo fajna atmosfera, więc czego chcieć więcej!? Jedynie trochę brakuje mi tego wyeksponowania i dostępu z bulwarów, które pozwoliłyby o wiele łatwiej zbierać ludzi także przypadkiem mijających to wyjątkowo przyjemne miejsce. Z całą pewnością polecam wszystkim wizytę tutaj i chociaż to jest teoretycznie "Jagiellońska 84", to w praktyce można tu przypisać adres wzdłuż rzeki Brdy! Moja ocena?

4+/5
Pełen chill!

PS: Pamiętajcie też sprawdzić moje pozostałe wypady! Wszystkie odnośniki do tekstów z moich poprzednich wypadów znajdziecie tutaj!


3 komentarze:

  1. Ciekawie :) Teraz tak rzadko bywam w Bydgoszczy, że nie znam fajnych miejsc. Jeśli uda mi się wybrać w wakacje, z pewnością tam zajrzę na jakieś dobre grillowane mięsko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam!
      Prócz typowych mięs można tam też zjeść też krewetki, ale że nie miałem okazji spróbować, toteż nie jestem w stanie powiedzieć nic ponad to. Jeśli trzymają poziom innych dań (a sądzę, że tak właśnie jest), to powinny być bardzo smaczne :)

      Usuń
    2. Uuu, krewetki z grilla... To brzmi kusząco :)

      Usuń