czwartek, 18 czerwca 2015

Pospolite "nie znam się, więc się wypowiem" ruszenie

Ósme ludnościowo miasto w Polsce z niemal 360 tysiącami mieszkańców, największy ośrodek gospodarczy swojego województwa, wiodący ośrodek medyczny z najlepszym szpitalem onkologicznym w kraju i siedziba aż dwóch uniwersytetów oraz całej medycznej sekcji trzeciego. Ośrodek coraz częściej stawiany za wzór rewitalizacji i "feniks", który z miasta brzydkiego powoli zmienia się w jedno z najładniejszych miejsc w Polsce, które według wielu ekspertów powinno niedługo dołączyć do ścisłej czołówki turystycznej. To wszystko suche fakty, które robią całkiem dobre wrażenie i rysują przed nami obraz miasta kwitnącego, silnego i wartego odwiedzenia, założenia biznesu i zamieszkania. Mimo to, jeśli zapytamy kogokolwiek z tak zwanej "reszty kraju" co to za miasto, niewiele osób odpowie "to Bydgoszcz!".

To jeden z kilku problemów, które prześladują nasze miasto od lat i zdecydowanie nie jedyny. Na telewizyjnych mapach pogody Bydgoszcz na ogół nie istnieje, chociaż niemal dwa razy mniejszy Toruń dumnie reprezentuje centrum kraju. Politycy kandydujący z naszego miasta nie potrafią nawet odmienić jego nazwy, a zawirowania polityczne sprzed kilku dekad doprowadziły do sytuacji, w której największe miasto regionu, Bydgoszcz, jest jedynie "pasażerem", któremu wolno co najwyżej obserwować jak najważniejsze dla województwa decyzje zapadają w znacznie mniejszym Toruniu. W połączeniu z wieloma pomniejszymi problemami trudno się dziwić, że wywołuje to ogromną frustrację mieszkańców i często też rezygnację polityków, którzy często nim zaczną walczyć o sprawy miasta, najpierw muszą zwalczyć kilka potyczek ze stereotypami i mylnym postrzeganiem Bydgoszczy, jako miasta powiatowego "gdzieś pod Toruniem".


Sporne dorzecze Wisły



Szalę goryczy przelało w moim przypadku stanowisko Krajowej Izby Gospodarczej w sprawie ulokowania w Bydgoszczy Zarządu Dorzecza Wisły w ramach ogólnopolskiej reformy gospodarki wodnej. Najłatwiej będzie mi po prostu przytoczyć tutaj kontrowersyjny fragment stanowiska KIG:
"(...)Również brak logicznego uzasadnienia dla propozycji lokowania siedziby zarządu dorzecza Wisły w Bydgoszczy. Nie ma to uzasadnienia ani strategicznego, ekonomicznego, czy nawet historycznego. W Bydgoszczy nie ma kadry, siedziby, tradycji. Ponadto Bydgoszcz leży na granicy obszarów dorzeczy - na wododziale. Bardziej wskazane byłyby Kraków albo Warszawa z uwagi na dotychczasowe zaplecze kadrowe i możliwość wykorzystania dotychczasowych siedzib RZGW. Tymczasem w Bydgoszczy będzie tworzona siedziba od zera - bez kadr i zaplecza biurowego zwiększając znacząco koszty reformy gospodarki wodnej co całkowicie pominięto w uzasadnieniu i ocenie skutków proponowanych rozwiązań.(...)"
Śluza Okole, jeden z wielu obiektów hydrotechnicznych na terenie Bydgoszczy.
- fot. użytkownik Pit1233, Wikimedia Commons

Ręce opadają i aż nie wiem, od czego by tutaj zacząć, więc może się za ten tekst poczynając od największego absurdu. Historia! Konia z rzędem temu, kto będzie w stanie uzasadnić, jaką rolę w racjonalnym planowaniu i rozsądnym gospodarowaniu odgrywa historia! Czy podpisując umowy handlowe z partnerami niemieckimi powinniśmy brać poprawkę na bitwę pod Grunwaldem? Nie, bo to po prostu głupie! W dodatku jest to punkt wyssany z palca i jeśli chcemy się bawić w uzasadnienia historyczne, to może warto by wspomnieć, że to w Wyszogrodzie, który stanowi obecnie część Bydgoszczy, pobierane było już tysiąc lat temu cło za żeglugę. Handel i spław towarów na Wiśle nie mógł się odbywać bez uiszczenia stosownych opłat w tym grodzie. A może warto wspomnieć, że istniejący od XVIII wieku kanał Bydgoski jest najstarszym w Polsce aktywnie użytkowanym szlakiem śródlądowym, który jako część międzynarodowej drogi wodnej E70 spina od wieków (tak, wieków!) Belgię z Litwą całą serią żeglownych szlaków?

Przejdźmy do konkretów, skoro pierdoły już mamy za sobą. Jak ma się wybór Bydgoszczy do względów ekonomicznych? Na wstępie wspomniałem już, że Bydgoszcz jest największym ośrodkiem gospodarczym regionu. To fakt, nie przypuszczenie. Warto tu jednak dodać, że na terenie miasta znajduje się błyskawicznie zapełniający się park przemysłowy o powierzchni 280 hektarów, a tuż za granicami miasta, w Solcu Kujawskim rozwija się kolejny park przemysłowy o powierzchni niemal 70 hektarów. Oczywiście same parki przemysłowe to nie wszystko, więc warto tutaj dodać, że na rogatkach Bydgoszczy spotykać się mają w niedalekiej przyszłości drogi ekspresowe S5 oraz S10, na terenie miasta znajduje się międzynarodowy port lotniczy z terminalem cargo, a trasy kolejowe przecinające miasto stanowią jeden z głównych korytarzy transeuropejskiej sieci transportowej TEN-T (korytarz VIa) w relacji Bałtyk-Adriatyk. Wszystkie te czynniki razem sprawiły, że w Bydgoszczy zaczęto planować powstanie logistycznego węzła multimodalnego, gdzie spotykać będą się wszystkie gałęzie transportu. Z takimi zakładami na terenie Bydgoszczy, jak Makrum, możemy mieć pewność, że kłopotliwe na drogach transporty wielkogabarytowe byłyby chętnie spławiane z użyciem barek gdyby tylko było to możliwe.

Kwestie strategiczne? Proszę bardzo! W województwie kujawsko-pomorskim znajduje się stopień wodny we Włocławku stanowiący jeden z najważniejszych elementów systemu zapobiegania stanom powodziowym na dolnej Wiśle, a od wielu lat planowane jest powstanie kolejnej zapory w okolicach Solca Kujawskiego. W samej tylko Bydgoszczy na Brdzie funkcjonują aż trzy siłownie wodne produkujące energię elektryczną. Odpowiednia gospodarka wodna i zarządzanie wodami Brdy zapewnia zabezpieczenie żeglowności drogi wodnej E70, która zasilana jest między innymi właśnie przez wody Brdy. Prócz cywilnych kwestii warto też dodać, że Bydgoszcz stanowi jeden z największych ośrodków wojskowych w kraju oraz siedzibę Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wyżej wymienione ośrodki stanowią także cenne źródło specjalistów, których brak zarzuca KIG.

Jaz walcowy Czersko Polskie w Bydgoszczy, odpowiedzialny za utrzymanie poziomu
wód na Brdzie, a zatem także jej żeglowności oraz zdolności do pracy pobliskiej
siłowni wodnej. - fot. użytkownik Sp2ukm, Wikimedia Commons
Zarzucane Bydgoszczy braki organizacyjne (kadra, lokale) to także problem wirtualny. Obiektów w mieście, które byłyby w stanie pomieścić Zarząd Dorzecza Wisły, które dostępne są "od zaraz" jest kilka, w tym nawet obiekty przekraczające potrzeby lokalowe planowanej jednostki. Jednocześnie w Bydgoszczy istnieje cały szereg instytucji, które dysponują specjalistyczną kadrą z szeroką wiedzą w zakresie hydrotechniki, zabezpieczenia przeciwpowodziowego i ochrony środowiska. Nie bez powodu to właśnie w Bydgoszczy funkcjonuje jedyna w kraju uczelnia kształcąca specjalistów na kierunku Rewitalizacja Dróg Wodnych!

Podsumowując - Krajowa Izba Gospodarcza, którą dotychczas brałem za organizację poważną i zdolną do rzeczowej oceny straciła w moich oczach wiele. W tej chwili z podmiotu, który mógł stanowić potencjalnie fachowy organ doradczy naszych władz, stali się dla mnie jedynie grupą lobbystów do wynajęcia, która swoje opinie wysuwa bez poparcia w faktach i danych.


Niezrozumiana "platforma multimodalna"



Kolejnym tekstem, który w ostatnim czasie doprowadził mnie do szewskiej pasji była wypowiedź jednego z lokalnych dziennikarzy. Opublikowany przez Express Bydgoski felieton autorstwa pana Jarosława Reszki pod tytułem "Multimodalny przedmiot pożądania", to idealny przykład wypowiedzi laika, która może (przez swój zasięg i publiczne eksponowanie w lokalnych mediach) więcej zepsuć, niż autor mógłby tylko przypuszczać. Tak, jak w przypadku poprzedniego tekstu, tak i tutaj pozwolę sobie przytoczyć odpowiednie fragmenty tekstu, do których chciałbym się odnieść.
"(...)Na ZIT bynajmniej nie kończą się Niezidentyfikowane Obiekty Latające w administracyjnej przestrzeni. Moim skromnym zdaniem, jeszcze większą karierę może zrobić „platforma multimodalna”. Pierwszy raz zadźwięczała mi w uchu parę lat temu podczas jednej z demagogicznych dyskusji z hasłem: „1001 pomysłów na ożywienie bydgoskiego portu lotniczego”.
Wtedy jednak, tak jak port, platforma multimodalna kariery nie zrobiła. Może pojawiła się zbyt wcześnie i teraz dopiero nadszedł jej czas? Faktem jest, że powróciła do słownika urzędniczej nowomowy.(...)"
Dalej w tekście pojawia się kilka cytatów, między innymi także przytoczenie słów Romana Jasiakiewicza, który w prosty sposób przedstawił, czym taki węzeł multimodalny jest i "po co", czy chociażby rzeczniczki miasta Bydgoszczy, która trochę bliżej przedstawia same kulisy przygotowań i ogólnie pojętej realizacji projektu. Na koniec ponownie pojawiają się jednak bardzo kontrowersyjne i moim zdaniem nieprzemyślane refleksje pana Reszki. (Jeśli chcecie przeczytać całość felietonu, odsyłam na stronę Expressu, link w tekście powyżej)
"(...)Nie wiem, jak to wyglądało w Amsterdamie. Czy też zaczynano od „konsorcjum projektowego” dla „promocji śródlądowych dróg wodnych” poprzez „przygotowanie analiz” na rzecz „działań łamiących bariery administracyjne”?

Mnie w każdym razie taki Niezidentyfikowany Obiekt Latający zalatuje skokiem na unijną kasę, którą przechwyci grupka cwaniaków. Wyprodukują mnóstwo gigabajtów excelowych i powerpointowych dokumentów, za które skasują okrągłą sumkę. Pliki następnie znajdą swe miejsce we wdzięcznej pamięci komputerowych twardych dysków i tam będą leżeć, leżeć, leżeć. A nad Wisłą, jak co roku, wędkarze zarzucą przynętę na suma."
Jako logistyk z wykształcenia, w dodatku właśnie ze specjalizacją w projektowaniu systemów logistycznych, czuję się zobowiązany do rozprawienia się z tym tekstem i sprostowania dla wszystkich mieszkańców naszego miasta, czym tak naprawdę jest multimodalna "platforma". Najważniejsze jednak na samym początku jest rozwianie wszelkich wątpliwości - to NIE JEST żadna urzędnicza nowomowa. To prawda, że nie jest to określenie specjalnie "przyjazne" dla szarego zjadacza chleba, ale pochodzi ono z języka fachowego i każdy logistyk będzie wiedzieć, co ono oznacza. Co prawda niefortunnie mówi się o "platformie" multimodalnej, kiedy o wiele lepiej w przypadku bydgoskich planów pasowałoby określenie "węzeł", ale co do zasady nie jest to żaden urzędniczy bełkot. W skrócie - "multimodalne" oznacza "łączące w sobie wiele różnych gałęzi transportu". 

W całej dyskusji mowa jest o powstaniu w Bydgoszczy węzła multimodalnego i czy nazwiemy go "platformą" czy nie, nie ma tu znaczenia. W praktyce oznacza to stworzenie transportowego odpowiednika parku przemysłowego, którego podstawową rolą jest funkcja centrum przeładunkowo-usługowego dla transportu. U nas byłaby to żegluga śródlądowa, kolej, transport drogowy i lotniczy, więc niemal "komplet" wszystkich gałęzi transportu. Szczególnie ważna jest tutaj właśnie cześć "usługowo-". Przy takich węzłach powstaje cała masa usług towarzyszących. Są to firmy zajmujące się odprawami celnymi, kompletacją dostaw z transportów masowych, zaopatrujące transport w jednostki ładunkowe (palety, kontenery, kontenery lotnicze itd.) i tym podobne przedsiębiorstwa. Sam przeładunek to tylko mała część całego zamieszania i pracy, którą oferuje taka strefa (bo tak naprawdę taki węzeł jest to cała zamknięta w sobie logistyczna podstrefa branży transportowej). Obsługa towarów, przeładunek, ale też obsługa samych pojazdów i ich operatorów stanowią równie wielką wartość w takiej strefie, jak przewożone ładunki. 

Ogromne centrum dystrybucyjne firmy Lidl w BPPT ma powierzchnię 45 tysięcy metrów kwadratowych. Chociaż nie zaczęło nawet na dobre funkcjonować, to już zapowiedziano w BPPT i na przyległych terenach powstanie kolejnych centrów logistycznych o łącznej powierzchni ponad 130 tysięcy metrów kwadratowych. - fot, Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie

Mamy w Bydgoszczy ogromny potencjał, który czeka jedynie na odpowiednie "szturchnięcie". W samym tylko naszym mieście mamy całą gamę podmiotów, od producentów taboru kolejowego, przez spółki żeglugowe po wielkich dostawców opon, którzy pewnie z radością przyjęliby rolę obsługową dla tego węzła. Spalarnia śmieci to genialny argument dla produkujących tony odpadów punktów kompletacyjnych i pakujących, a w okolicy nie brakuje też producentów palet korzystających z bogactwa dostępnego surowca. Wszystkie te firmy zyskałyby bardzo mocno na powołaniu w Bydgoszczy do życia węzła multimodalnego.

Samo powołanie do życia podmiotu, który miałby tę "platformę" dla nas budować jest koniecznie, bo to nie jest twór jak BPPT, gdzie wystarczy wyznaczyć grunty i wszystko pojawi się samo. Tak, wszelkie analizy i tona promocji są bardzo potrzebne, bo jeśli chcemy ściągnąć wielkich operatorów logistycznych do takiego węzła, to musimy im powiedzieć ile kontenerów na dobę jest w stanie przewieźć dostępna infrastruktura kolejowa, jak wiele ciężarówek na dobę są w stanie obsłużyć lokalne drogi i jak wiele barek na dobę można załadować kontenerami z powyższych w planowanym porcie na Wiśle. Ich interesują twarde dane, czyli przepustowość okolicznej infrastruktury, wielkość terenów pod budowę magazynów i suwnic, dostępna ilość siły roboczej i ilość okolicznego biznesu zainteresowanego przeładunkiem w węźle w Bydgoszczy (bo to też jest ważne, by popyt był także wewnętrzny). Przygotowanie tych opracowań kosztuje, jest czasochłonne i bardzo pracochłonne, więc skąd takie oburzenie pana redaktora?

Stawianie sprawy w sposób, który pokazać ma ją jedynie jako nowomowę polityczną i szukanie kolejnych miejsc "dla kolegów" to spore przekłamanie. To prawda, że zawsze znajdzie się ktoś, kto po prostu będzie chciał podpiąć pod to przedsięwzięcie siebie, znajomych czy rodzinę, ale to nie znaczy, że z miejsca skreśla to sens utworzenia węzła na terenie Bydgoszczy. Sens pozostaje, jedynie trzeba patrzeć na ręce realizatorom całego projektu i podnosić krzyk za każdym razem, kiedy zamiast pracy zaczyna się wegetacja i przerzucanie zbędnych papierów. Jeśli teraz przestaniemy się przejmować i uznamy, że to tylko kolejna zagrywka pod wyciągnięcie pustych funduszy z UE, to możemy przegrać dla miasta bardzo wiele.



Postscriptum


 

Na sam koniec dodam tylko swoiste "przyznanie się do winy". Sam nie jestem specjalistą w wielu dziedzinach, ale mimo to staram się w nich zabierać głos i tak. Gdyby jednak zapytał mnie ktoś o to wprost, to nie czuję żadnego oporu by przyznać, że jestem w danej dziedzinie kompletnym laikiem. Różnica jest taka, że przed każdym tekstem staram się jak najbardziej dokształcić, uzupełnić swoją wiedzę i opublikować tutaj swoje stanowisko w takiej formie, która poparta jest czy to literaturą, czy to opiniami ekspertów. Dwa przytoczone powyżej przykłady to dowód na to, że nie wszyscy podzielają moje podejście. Musimy to zwalczać, tak we własnych szeregach bydgoszczan, jak i na zewnątrz. Inaczej nadal ludzie będą mieli wrażenie, że Bydgoszcz jest mniejszym miastem od Torunia, a największym naszym sukcesem gospodarczym jest uprawa ziemniaków (z małym wyjątkiem dla firmy PESA, która robi nam świetny PR, dziękuję!). Ta opinia właśnie przekłada się na częste lekceważenie naszego miasta i umniejszanie jego znaczenia, jak widać w przytoczonej opinii KIG.

2 komentarze:

  1. Więcej dobrego dla (pozytywnej) rozpoznawalności Bydgoszczy, niż ta słynna mapka pogodowa, robi zapewne fakt, że od kilku miesięcy w "jednej z największych ogólnopolskich stacji telewizyjnych" pokazywany jest przy okazji tejże prognozy niebrzydki kadr z Bydgoszczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest od pewnego czasu część strategii promocyjnej miasta. Żeby pojawiło się wśród tych kadrów, trzeba było pieniądze z kasy miasta wyłożyć odpowiednie. Podobnie było z emisjami z Bydgoszczy przez pewien czas programu "Wstajesz i cośtam". To oczywiście dobre działania i cieszę się, że miasto zauważyło ich zasadność zamiast festynów i imprez przypominających raczej jakieś "powiatowe obchody czegokolwiek".

      Pozdrawiam! :)

      Usuń