wtorek, 7 lipca 2015

Urzędniczy beton z Bydgoszczy, dosłownie i w przenośni

Dzisiaj na łamach bydgoskiego odłamu serwisu gazeta.pl pojawił się tekst pod niepokojącym tytułem "Żelbeton zniszczy wyjątkowe miejsce nad Brdą [OPINIA]". Warto przeczytać tę opinię chociażby dlatego, że jest to (dla odmiany) po prostu bardzo dobrze wycelowany tekst, który wprost wytyka wady tego pomysłu. Ponieważ nie chcę po prostu kopiować cudzych opinii, a przy tym po mojej głowie od dłuższego czasu krąży pewien pomysł, pozwolę sobie na dłuższy wywód na temat "sceny nad wodą" w Bydgoszczy i tego jak bardzo, bardzo źle się w naszym mieście do niej podchodzi. Nie wiem czy wynika to z naszego narodowego dziadostwa, próby pozbycia się tematu, który spotykał się już wielokrotnie ze społecznym naciskiem, czy po prostu ogromna bezmyślność. Mam wrażenie, że każdego z powyższych jest tutaj po trochu.

Słowem wstępu pozwolę sobie przytoczyć mały fragment z podlinkowanego wyżej tekstu:
"Nie będzie estrady na statku. Zamiast niego ratusz chce wybudować 25-metrową, stałą scenę, sięgającą na cztery metry od brzegu, podpartą żelbetowymi filarami. Kilka miesięcy prezydent Bruski tak tłumaczył "Wyborczej" ten pomysł: - Chcielibyśmy umocnić wizerunek Bydgoszczy jako miasta korzystającego z uroków rzeki i zwracającego się ku wodzie"
(pogrubienia moje)
Amfiteatr w "szczytowej formie", rok 2012. Obecnie kamienne płyty zaczęły
odpadać, ale Urząd Marszałkowski nie spieszy się z remontem widowni.
- fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Zacznijmy moją rozprawę z tematem sceny od absolutnych podstaw, bo nie potrafię pojąć w jaki sposób rezygnacja z jednostki pływającej na rzecz przedłużenia lądu jest zwracaniem się ku rzece. Jeśli miasto chce uszanować Brdę, swoje powiązania z nią i tradycje wynikające z wielu wieków żeglugi śródlądowej, jako motoru napędowego miasta, to jego działania powinny być dokładnie odwrotne. Nie nakrywajmy jej betonem, bo zaraz się okaże, że młynówka tylko przeszkadza w sprawnej komunikacji między naszą "Wenecją" i bardzo popularną Wyspą Młyńską, a od tego już tylko krok do puszczenia młynówki kanałem pod wielkimi betonowymi płytami spinającymi brzegi zamiast malowniczych mostków. Na tym polega cały urok wody (czy jest to morze, rzeka, czy jezioro), że możemy patrzeć na nią, kiedy malowniczo sobie płynie przez jakieś miejsce, faluje i mieni się w słońcu. Patrzenie na beton jeszcze nigdy nikogo nie zachwyciło, z małym wyjątkiem dla mistrzów architektury brutalizmu i słynnej kopuły rzymskiego Panteonu, jednak wątpię by połać betonu zakrywającego piękną rzekę mogła z nimi konkurować.

Trochę ponad rok temu przeprowadzałem się z Fordonu na stare Szwederowo. Jednym z ważniejszych czynników wyboru miejsca, którymi się kierowałem przy wyborze loku, była bliskość starówki. Chciałem mieć na tyle blisko tego miejsca, by móc pospacerować nad Brdą, po bulwarach i na Wyspie Młyńskiej. To właśnie woda była dla mnie tym elementem dodającym miastu uroku i swoistego klimatu. Nie mosty nad nią rozpięte (chociaż po remoncie most staromiejski zrobił się przynajmniej ładny) i nie wybetonowane bulwary. Te rzeczy tylko przylegają do tego, co jest kwintesencją Bydgoszczy i coś we mnie "strzela", kiedy nagle ten beton staje się ważniejszy od rzeki, do której przylega.

Panie Prezydencie Bruski i drodzy radni - opamiętajcie się! W haśle wyborczym "inni obiecują, ja buduję" nigdy, przenigdy nie było dodanego małym druczkiem "...co popadnie i gdzie się da". Czasem na prawdę lepiej jest NIE zbudować czegoś złego, niż robić inwestycje dla inwestycji ku chwale pochłaniania środków unijnych. 


A przecież da się inaczej! 



Ponieważ łatwo jest krytykować, a wiele trudniej "zrobić lepiej, jeśli potrafisz", zadałem sobie trochę trudu i znalazłem rozwiązanie pod każdym niemal względem lepsze i pokrywające znacznie więcej potrzeb miasta, niżeli tylko okolice starówki. Nie jest to też pomysł specjalnie "z czapy", ani tym bardziej nie ociera się o żadne science-fiction i jego realizacja nie powinna przysporzyć żadnych problemów, w tym finansowych. W skrócie - wyjdzie (moim zdaniem oczywiście) lepiej, taniej i o wiele bardziej funkcjonalnie.

Co do tego, że stosowany obecnie, jako scena stateczek Jantar jest za mały, marnie przygotowany do roli sceny i niespecjalnie urodziwy, zgodzą się chyba wszyscy. Na pokładzie artyści lawirują między sobą nawzajem i osprzętem pokładu, dość niepewnie wymijają z konferansjerami i nerwowo oglądają za burtę. To nie są godne warunki pracy, szczególnie w galowym stroju i z instrumentami w rękach, więc nie dziwi też potrzeba zmiany tego stanu rzeczy. Nie zgadzam się jednak, aby wylanie sztywnej, betonowej platformy było dla obecnej sytuacji tym idealnym remedium. Nie, kiedy Bydgoszcz pretenduje do miana śródlądowej stolicy kraju, gdzie mieścić ma się siedziba Zarządu Dorzecza Wisły i odbywać jedna z najważniejszych imprez dedykowanych wodniakom.



Koncert z serii Rzeka Muzyki w 2014 roku. Widać wyraźnie, że "Jantar" zacumowany przy amfiteatrze kompletnie nie sprawdza się w roli sceny, a fortepian ledwie zmieścił się na pokładzie! - fot. własne

Zamiast tego kupmy i dostosujmy do roli sceny barkę! Nie zabytkową barkę, jak Lemara cumująca przy spichrzach, ale prawdziwą rzeczną barkę, która wykorzysta obecną infrastrukturę jednocześnie oferując o wiele więcej możliwości. Typową, płaskodenną barkę o wymiarach 10 na 35 czy nawet 50 metrów można kupić w stanie żeglownym za kilkaset tysięcy złotych. To ułamek kosztów budowy dużej sceny osadzonej na betonowych palach w dnie Brdy. Jednocześnie jest to aż dwa razy więcej miejsca, niż zaproponowane nam marne cztery metry betonu, więc można by tam nie tylko zorganizować koncerty, ale ustawić scenografię, pełne oświetlenie i nawet zaplanować miejsce na instalacje pirotechniczne, które znajdowałyby się z dala od widowni, na wysokości niemal samego środka rzeki.

Oczywiście trzeba tutaj dodać koszta przygotowania takiej barki do użytku, remontu, zamontowania płaskiego pokładu i tym podobnych. Mamy jednak w naszym mieście cały szereg firm, które bez problemu zajęłyby się takimi pracami. Trudno tu nie wspomnieć o stoczni remontowej Żeglugi Bydgoskiej, czy bydgoskiej firmy LaMare, produkującej pływające domy. To oczywiście nie jedyne przedsiębiorstwa w naszym mieście, które byłyby w stanie zająć się odpowiednio nową jednostką pływającą miasta, a fakt wykonywania prac na miejscu przez nasze rodzime firmy, to dodatkowe wsparcie dla bydgoskich powiązań z żeglugą i Brdą.

Kiedy mielibyśmy już taką barkę, to sama jej funkcjonalność jest absolutnie fenomenalna w porównaniu z kawałkiem betonu. Raz, że nie musimy dzięki temu zabetonowywać sporego kawałka pięknej przecież rzeki, a dwa, że możemy tę barkę wykorzystać w wielu innych miejscach. Zależnie od potrzeby może ona być zacumowana przy Operze Nova, jako scena właśnie, przy Rybim Rynku, jako miejsce na stragany jarmarków, przy hali Łuczniczka, czy wreszcie w Starym Fordonie! I to właśnie to ostatnie miejsce jest tutaj kluczowe. Miasto planuje rewitalizację całej starówki Fordonu i stworzenie na bulwarach nowego zielonego serca dzielnicy, gdzie tętnić ma życie, a czas spędzać będzie równie przyjemnie, jak na nadwiślańskich bulwarach Torunia. Postawienie tam sceny na wodzie rozwiązuje kompletnie problem dostosowania terenu do występów, a nabrzeże tam planowane przestanie być jedynie bezużyteczną konstrukcją, do której kiedyś może dotrą tramwaje wodne. W efekcie płacimy za jedną scenę, kupujemy ją raz i uzbrajamy raz, a jednak tworzymy miejsce dla koncertów w dwóch starówkach!


Podsumowując


Panowie decydenci, miejcie trochę odwagi i zróbcie wreszcie coś z jajami! Nie nieciekawa betonowa konstrukcja za miliony złotych, która pogorszy wygląd otoczenia i paradoksalnie pokaże wielki, betonowy, środkowy palec Brdzie, ale pływająca scena z prawdziwego zdarzenia! Trzeba tylko chcieć.

1 komentarz:

  1. Jeszcze słowem zakończenia:
    W mieście może zabraknąć pieniędzy na most rowerowy, który dodałby trochę sensu serpentynie uniwersyteckiej, ale na wielki betonowy kloc w najbardziej reprezentacyjnym punkcie nabrzeży pieniądze są? KTO w tym mieście podejmuje te wszystkie decyzje? Plastyk miejski najwyraźniej wyjechał na długi urlop i zostawił wszystkich urzędników i decydentów bez opieki! :(

    OdpowiedzUsuń