poniedziałek, 7 września 2015

Sprawdź, czy jesteś idiotą!

Skrzyżowanie ulic Focha i Gdańskiej.
Samo serce omawianego obszaru.
-fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Tak, wiem jak prowokacyjny jest to tytuł, ale zapewniam wszystkich, że nie bez powodu. Jest to nawiązanie do jednego z niedawnych tekstów napisanych przez bohatera jednego z moich poprzednich wpisów. Wcześniej, w tekście pod tytułem Pospolite "nie znam się, więc się wypowiem" ruszenie, pisałem o skrajnie szkodliwych wypowiedziach osób pozbawionych elementarnej wiedzy. W przypadku Krajowej Izby Gospodarczej był to żenujący brak wiedzy o Bydgoszczy, której zarzucano cały szereg nieprawdziwych rzeczy. W przypadku dziennikarza Expressu Bydgoskiego, Jarosława Reszki, był to elementarny brak wiedzy o logistyce, przy okazji tekstu dotyczącego węzła intermodalnego zlokalizowanego między Bydgoszczą i Solcem Kujawskim.

Zaledwie dwa dni temu pojawił się kolejny tekst sygnowany przez pana Jarosława, tym razem dotyczący trochę mniej specjalistycznego tematu, jakim jest organizacja ruchu w mieście oraz przepustowość ulic. Tytuł artykułu, który także znajdziecie na stronach Expressu, to wymowne Same zebry nie uczynią ulic bardziej bezpiecznymi dla pieszych. Ba, sam tytuł daje mylne wrażenie, że dziennikarz popiera ideę "miasta dla ludzi", a nie, pochodzące jeszcze z ubiegłego stulecia, wyznawanie "świętej przepustowości". Niestety nic bardziej mylnego, czego kwintesencją jest ten oto fragment:
"Ludzi kłusem pokonujących w tych miejsca nie tylko dwie jezdnie, ale i tory tramwajowe, zaliczyłbym do kategorii idiotów - i to szkodliwych, nie tylko dla siebie. Idiotyzm leczy się trudno i może to być postać choroby odporna także na leki w postaci mandatów. W tej sytuacji nie widzę innego wyjścia, jak ciąg metalowych płotków pomiędzy torami tramwajowymi. Kto wie, może wśród idiotów udałoby się wychwycić utalentowanego płotkarza?"
Jedno przyznam tutaj w zgodzie z autorem. Ludzi przekraczających ulicę nielegalnie, w miejscach gdzie nie pozwalają na to żadne przepisowe środki należy bezwzględnie karać i zaczynając od pouczeń edukować w sprawie bezpiecznego poruszania się po mieście, przepisów obowiązujących w kwestiach przekraczania jezdni i tak dalej. No i tutaj pojawia się pewien zgrzyt. Okazuje się, że pan Reszka nie ma bladego pojęcia właśnie o tych przepisach, których sam najchętniej użyłby do bombardowania przechodniów mandatami. Jak one brzmią? Pozwolę sobie przytoczyć (link do ustawy):
Art. 13 PRD,
pkt. 2.

Przechodzenie przez jezdnię poza przejściem dla pieszych jest dozwolone, gdy odległość od przejścia przekracza 100 m. Jeżeli jednak skrzyżowanie znajduje się w odległości mniejszej niż 100 m od wyznaczonego przejścia, przechodzenie jest dozwolone również na tym skrzyżowaniu.
pkt. 5.
Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych.
Z powyższych przepisów wynika jasno, że przy dystansie dzielącym przejścia dla pieszych na omawianym fragmencie istnieje przynajmniej po sto metrów jezdni, na których przejście jest w pełni dozwolone. Bardzo ważny jest tutaj przytoczony powyżej punkt piąty, gdyż torowisko nie jest na tym konkretnym odcinku wydzielone. To właśnie to połączenie torowiska z jezdnią sprawia, że ani straż miejska, ani policja nie mogą nikomu wlepić mandatu za przecięcie jezdni na tym odcinku. Strefy, gdzie można pokonać jezdnię bez problemu zaznaczyłem na poniższej grafice:

PAMIĘTAJCIE - przejście legalne wcale nie oznacza przejścia bezpiecznego!

Między przejściem przy Operze Nova, a przejściem w ciągu ulicy Mostowej jest to 360 metrów, co daje 160 metrów, na których przejść wolno. Na odcinku między przejściem podziemnym pod rondem Jagiellonów (liczone od krawędzi schodów do podziemia), a przejściem w ciągu ulicy Mostowej jest to metrów 325, co daje około 125 metrów ulicy, na której przejść można sobie wedle uznania. Jedynym sposobem, by uniemożliwić całkiem dzikie i niekontrolowane przechodzenie, jednocześnie robiąc to w zgodzie z obowiązującym prawem, byłoby zmniejszenie odległości do najbliższego przejścia do mniejszej, niż 100 metrów. To oznacza przejścia na wysokości ulic Franciszka Druckiego-Lubeckiego (idealnie na wprost wejścia do Urzędu Wojewódzkiego) oraz Doktora Emila Warmińskiego.

Takie rozwiązanie sprawiłoby, że piesi nie mieliby już praktycznie żadnej furtki, by legalnie przejść przez ulicę poza przejściem, a w dodatku miasto zyskałoby kilka poważnych atutów. Po pierwsze powstałoby niemal bezpośrednie spięcie galerii handlowej z bulwarami nad Brdą, co mogłoby się przyczynić do poprawy funkcjonowania obu tych miejsc. Po drugie powstałoby naturalne przedłużenie ciągu pieszego z Wyspy Młyńskiej, przez kładkę im. Jana Kiepury, aż do samej ulicy Dworcowej. Zwiększyłoby to znacznie atrakcyjność terenów na zaniedbanych obecnie kwartałach miasta między ulicami Dworcową i Marszałka Focha. Obawiam się jednak, że takie rozwiązanie oburzyłoby pana dziennikarza, który już na inne propozycje budowy przejść reaguje alergicznie, co podkreślił we fragmencie przytoczonym poniżej:
"Jakoś też nie przekonuje mnie apel, by zbudować więcej przejść na Jagiellońskiej, na odcinku od dworca autobusowego do ronda Fordońskiego. W mieście muszą istnieć ulice, które pozwalają szybko przemieszczać się wielu samochodom. Należy do nich Jagiellońska."
Sam nie wiem teraz co mamy my, biedni piesi zrobić. Korzystając ze swoich praw, wynikających z zapisów odpowiedniej ustawy stajemy się, co bardzo dobitnie opisał Jarosław Reszka, ludźmi chorobliwie zidiociałymi. Domagając się przejść dla pieszych jesteśmy niewiarygodni, a do tego  uniemożliwiamy tym biednym i uciemiężonym kierowcom, siedzącym na wygodnych fotelach w klimatyzacji i przy grającym radyjku sprawne korzystanie z dróg. Sam nie wiem, czy ta skrajna hipokryzja wynika z wieloletniego oderwania od roli pieszego w mieście, pospolitej buty, czy może działa tu zwykła zawiść? Może wypadałoby czasem wysiąść z auta i czasem po mieście się przejść, zamiast stać w tak przez autora znienawidzonych korkach?

Wracając do tezy postawionej w tytule - czytelniku, odpowiedz sobie szczerze, kto tu jest idiotą?

7 komentarzy:

  1. Przecież pan Reszka jest wyznawcą Przenajświętszej Przepustowości nic dziwnego, że przeszkadzają mu biedapiesi czy pedalarze.
    PS. na Focha - Jagiellońskiej byłoby miło zabrać jeden pas samochodom i oddać go rowerzystom i pieszym, ale jak na razie marzenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie miło by było zdobyć tam trochę więcej przestrzeni "do życia", ale najpierw muszą zostać ukończone inwestycje zwiększające przepustowość w innych miejscach dookoła (np. północna obwodnica wewnętrzna w ciągu Kamiennej). Inaczej zamienimy jeden korek na kilka korków ;)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Można się kłócić czy przejść dla pieszych jest wystarczająco dużo czy też zbyt mało i czy są w dobrym czy złym miejscu usytuowane, ale to tak naprawdę wtórna sprawa. Problem jednak w tym, iż piesi bardzo często nigdzie się nie spieszą, a przynajmniej nie na tyle by musieć rozpaczliwie oszczędzać minuty, które straciliby na dojście do pasów! Czy naprawdę nie można wyjść 2 minuty wcześniej z domu by spokojnie dojść do pracy? Zamiast latać po trawnikach na skróty i przechodzić w najbardziej optymalnych dla siebie miejscach przez jezdnię? Matko Boska, ile tak naprawdę można zaoszczędzić tymi skrótami? Minutę, dwie, trzy? Ja uważam, że w tym kraju panuje brak kultury i ogłady, panuje jakiś idiotyczny instynkt łamania przepisów, bo tak wygodnie, bo chamy zebrę namalowały nie w tym miejscu gdzie życzyłby sobie tego pieszy książę bądź królewna :-) Przecież nie można kładek rzucać co 500 metrów, ani też co kawałek robić przejść, bo to miasto w ogóle stanie w korku. Moim zdaniem problem w tym, że hołota musi iść na skróty, ponieważ jest zajęta tak ważnymi sprawami, iż nie może zmarnować ani kilku sekund na dojście do pasów. Proszę się zapytać takiego delikwenta ile czasu zyskał przez przejęcie przez jezdnię np. 60 metrów od pasów? Co odpowie? Z pewnością nie więcej niż 15 - 20 sekund. Warte to ryzyka? Wątpię. Tylko, że w wielu przypadkach trudno nawet o taką refleksję. Niestety. Ja poruszam się po mieście na pieszo, prawie wyłącznie. Przechodzę w dozwolonych miejscach, czekam na czerwonym świetle. Naprawdę korona mi z głowy nigdy nie spadła z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój największy zarzut tutaj dotyczył jakości dziennikarstwa i nazywanie idiotami ludzi, którzy przepisy łamią tylko pozornie, a największym problemem nie jest samo ich przejście w nierozsądny sposób, a to jak zareagował na to dziennikarz. Trochę smutne, że jeden z komentarzy to tylko przedłużenie tego wyzywania, tym razem od hołoty.

      Samo przechodzenie przez jezdnię natomiast jest tutaj tłem tylko dla tej dyskusji. Ważniejsze jest poszanowanie prawa drugiej osoby do tego, że po prostu przejść może i z tego prawa do przejścia czasem skorzysta. Wyzywanie innych za korzystanie z przysługujących im praw, to jak nazywanie kretynami ludzi walczących o odszkodowania, półgłówkami tych, którzy domagają się odszkodowań za pomówienia itd. ... czemu? Na tym polega swoboda obywatelska, że jak przepis mówi, że wolno, to wolno i nie można mieć żadnych pretensji o korzystanie z przysługującego nam przepisem prawa.

      Osobiście uważam, że korki są tylko i wyłącznie winą nadmiaru aut. To jest śródmieście, gdzie statystycznie jest największa gęstość zaludnienia i najwięcej ludzi musi się z punktu A do B przedostać. To właśnie tutaj powinno być jak najwięcej przejść dla ludzi i powinniśmy im pomagać w tej sprawnej komunikacji. Dla aut powstają obwodnice i pchanie się przez śródmieście to tylko i wyłącznie brak wyobraźni, kiedy takowe istnieją. I tutaj dopiero docieramy do sedna - u nas "ringi" miejskie są w powijakach i przez to są konflikty na linii kierowca-pieszy. Gdyby auta miały alternatywy, to pieszy by nie "przemykał między nimi", bo by ich nie było. Jednocześnie gdyby auta miały alternatywy, to nie byłoby ruchu, który by kolidował z budową dodatkowych przejść. Niestety na te "ringi" przyjdzie nam poczekać, a do tego czasu powinniśmy wykazać się kulturą i wzajemnym zrozumieniem, a nie wyzwiskami i agresją.

      Usuń
  3. "pkt. 5.
    Na obszarze zabudowanym, na drodze dwujezdniowej lub po której kursują tramwaje po torowisku wyodrębnionym z jezdni, pieszy przechodząc przez jezdnię lub torowisko jest obowiązany korzystać tylko z przejścia dla pieszych."

    ... Czy wskazany odcinek drogi nie jest "na obszarze zabudowanym"...??

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest droga dwujezdniowa - gdyby oba kierunki rozdzielał pas zieleni, barierka, albo torowisko NIE było wspólne z jezdnią (jak np. na Fordońskiej), to by można było mówić o drodze dwujezdniowej. Tutaj mamy drogę jednojezdniową o dwóch pasach ruchu w każdym kierunku. :)

      Usuń