czwartek, 15 października 2015

Bydgoski Budżet Obywatelski - podsumowanie tegorocznej edycji.

Zakończyła się tegoroczna (czyli 2016, z jakiegoś powodu) edycja Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego i czas na podsumowanie. Znaczna część wyborów budzi moje wielkie wątpliwości, czy też może po prostu jest dla mnie wielkim zawodem. Przy tym chciałbym od razu przypomnieć, że nie tak dawno temu, na jednym z czwartkowych spotkań, gościł doradca prezydenta Michał Sztybel, który zapowiedział spore zmiany i usprawnienia w samej formule BBO, więc moje tegoroczne zarzuty z całą pewnością będą w większości nieaktualne do przyszłorocznej edycji, która odbyć się może już na wiosnę!

Ratusz w Bydgoszczy przy ul. Jezuickiej / Starym Rynku. - fot. Pit1233, Wikimedia Commons
  Nie tracąc czasu, zaczynamy przegląd wybranych projektów, dostępny TUTAJ. Ponieważ kilka punktów jest całkiem ciekawych, pozwolę sobie zacząć od pozytywnej części BBO i kilka słów poświęcić mocnym stronom tegorocznego głosowania.

Po pierwsze - rady osiedla nie miały za wiele do powiedzenia!
Z projektów, które ostatecznie wygrały w tegorocznej edycji BBO, równie wiele miało negatywną opinię rady osiedla, co jej aprobatę. Przyznam szczerze, że bardzo obawiałem się władzy "leśnych dziadków", którzy najchętniej widzieliby tylko parkingi pod własnymi blokami, ale teraz już mogę powiedzieć wprost - nie tylko opinie rad osiedli nie okazały się wcale tak ważne dla głosowania, ale też wiele rad osiedli bardzo rozsądnie podeszło do projektu. W zasadzie wszystko na plus w tej kwestii wyszło.
Po drugie - warunkowo dopuszcza się przekroczenie puli pieniędzy.
To bardzo ważny punkt, moim zdaniem, bo pozwala on realizować co bardziej ambitne projekty. Trzeba uczciwie przyznać, że są w Bydgoszczy osiedla zasługujące na większe inwestycje i kwoty BBO wyznaczone dla nich często nie wystarczają na takie projekty, które w pełni odpowiedziałyby na potrzeby tych rejonów. Niestety, nie ma róży bez kolców i możliwość przekroczenia budżetu ma też swoją wadę, o czym napiszę trochę później.
Po trzecie - garść ciekawych projektów.
Chociaż brzmi to smutno, że w całym budżecie obywatelskim znalazło się zaledwie kilka naprawdę ciekawych projektów, to jednocześnie bardzo mnie cieszy podejście mieszkańców, którzy potrafią wykroczyć poza "własne podwórko" i zaproponować nowoczesne i przede wszystkim ważne inwestycje. Z tych zaakceptowanych, na szczególne wyróżnienie zasługują dotykowe tablice dla niewidomych na Wyspie Młyńskiej, czy kolejny plac do kalisteniki sportowej. Z odrzuconych propozycji, szczególnie cenne wydają mi się takie projekty, jak orlik lekkoatletyczny, czy też budowa stacji zasilających przy parku nad starym kanałem (ładowanie pojazdów).
Po czwarte - zapisanie projektów bezpośrednio w budżecie miasta.
Ta zmiana jest jedną z najważniejszych. Obliguje miasto bardziej bezpośrednio do wykonania przegłosowanych projektów i znacząco utrudnia wycofanie się z nich "rakiem" pod byle pozorem. Do tego warto pochwalić jasne sformułowanie "listy rezerwowych projektów", która zawiera inwestycje mogące trafić do realizacji, jeśli tylko uda się skorygować ich koszty.
Po piąte - bieżący monitoring postępów realizacji.
To już tylko mała wisienka na torcie, ale jakże miła. Po uchwaleniu budżetu i "przyklepaniu" wszystkich projektów urzędowo, postępy ich realizacji śledzić będziemy mogli na stronie http://www.bydgoszcz.pl/budzetobywatelski/. Na pewno pomaga to stworzyć atmosferę uczciwości i "gry w otwarte karty" ze strony urzędu. Każdy taki krok ratusza trzeba chwalić, bo tylko tym sposobem jesteśmy w stanie zbudować jakiekolwiek zaufanie na linii obywatel-miasto. Brawo!
Wyspa Młyńska widziana z przystani miejskiej.
To tutaj realizowany będzie jeden z najciekawszych projektów
tegorocznej edycji BBO.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
No ale co z minusami i niedociągnięciami tegorocznego BBO? Przede wszystkim rzuca mi się w oczy, że wszelkie projekty dotyczące "remontu chodników" przeszły do fazy głosowania bez żadnego problemu. Wszystkie przykłady takich projektów powinny z miejsca być odrzucane, a sam fakt, że obywatele są tak zdesperowani by "własne" (obywatelskie) fundusze na to przeznaczać, powinien być sygnałem do wezwania na dywanik dyrektora drogowców. Bardzo podobnie odebrałem kwestię budowy kanalizacji deszczowej, którą miasto powinno budować nie z budżetu obywatelskiego, a zupełnie poza nim. Łącznie, na listach głównej i tej "rezerwowej" znalazło się aż 13 projektów, które powinny być wykonane obowiązkowo przez naszych drogowców! Pozwolenie, by w ogóle wykonane zostały one za pieniądze "obywatelskie", to pozbawienie mieszkańców funduszy na podnoszenie jakości ich życia oraz przestrzeni, która ich otacza. W zamian pieniądze płyną na łatanie tego, co miasto powinno już dawno wykonać w ramach zapewnienia pewnego absolutnego minimum warunków do życia. Już przedtem pisałem o tym problemie - bieżące utrzymanie, to obowiązek miasta, a nie wspaniałomyślna inwestycja!

Druga sprawa to wielkość budżetu. W Fordonie zaproponowano wyjątkowo ciekawy projekt, który zebrał niemal tyle samo głosów, co zwycięska propozycja. Chodzi tutaj o orlik lekkoatletyczny, który idealnie wpisuje się w wizerunek Bydgoszczy, jako miasta sportu. Kto wie, czy gdyby nie ratowano budżetu bydgoskich drogowców pod osłoną tego "obywatelskiego", to na realizację fordońskiego projektu też nie znalazłyby się pieniądze. W obecnej formie realizować możemy tylko niewielkie inwestycje, a z powodu braku funduszy nie starcza nawet na takie projekty, jak montaż ławek za kilka tysięcy złotych, czy budek lęgowych dla ptaków za marne 2500 zł! W dodatku wspomniane przeze mnie możliwości przekroczenia budżetu oznaczają ograniczenie go w następnych latach, co na dłuższą metę doprowadzić może nawet do uszczuplenia całości do poziomu finansowania godnego raczej miasteczka powiatowego, niż stolicy województwa. Może jakimś rozwiązaniem byłoby włączenie do projektu lokalnych przedsiębiorców? Jeśli miasta nie stać na kilka ławek, na pewno jest cała masa przedsiębiorców chętnych do wsparcia społecznych inicjatyw, w zamian za publiczne podziękowanie i umieszczenie gdzieś (w widocznym) miejscu ich logo. Wystarczy tylko ich zapytać, zaproponować współpracę i nie bać się wchodzić w partnerstwo publiczno-prywatne.

Już niedługo możemy się spodziewać konsultacji społecznych, dotyczących właśnie działania Bydgoskiego Budżetu Obywatelskiego i wszystkie powyższe uwagi mam zamiar tam uwzględnić. To bardzo dobry krok miasta i tym bardziej ważne jest, żeby w te konsultacje zaangażowanych było równie wiele osób, jak w sam budżet obywatelski. Nim jednak one ruszą, musimy rozpocząć publiczną debatę i już teraz poważnie zacząć rozmawiać, co najbardziej trzeba zmienić i co usprawnić w funkcjonowaniu BBO.

PS: Zostawcie swoje uwagi w komentarzach! Jestem w zasadzie pewien, że sam pewne rzeczy przeoczyłem i każda Wasza uwaga jest tu na wagę złota. Kiedy przyjdzie powiedzieć miastu czego chcemy, bądźmy przygotowani! :)


- Przemek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz