czwartek, 1 października 2015

Czy radość przegrała u nas z ponurą księgowością?

Bydgoszcz od dłuższego czasu przeżywa ożywienie. Remontowane są kamienice, tworzone coraz dłuższe odcinki pięknych bulwarów, a Wyspa Młyńska z dziury zmieniła się w perełkę. Do tego dochodzą zupełnie odnowione parki, efektownie podświetlone fontanny i rzeźby - nowe i odnowione. To wszystko dzieło zaledwie kilku ostatnich lat i mogę śmiało powiedzieć, że w skali jednego miasta jest to zmiana niemal gwałtowna. Mimo wszystko coś nie gra, gdzieś wyłazi nasza polska "bylejakość", a powody do naszej miejskiej dumy bardzo szybko obracają się w smutny przykład braku wyobraźni i pomnik bezdusznej kalkulacji "dusigroszy". To oczywiście przypadłość wielu miast w naszym kraju i Bydgoszcz nie jest tu osamotnionym wyjątkiem, ale mieszkanie w jednym z miast dotkniętych problemem boli podwójnie, kiedy jest to nasze kochane miasto rodzinne. Przykładów jest sporo, więc pozwolę sobie po kolei przejść przez kilka. Na szczęście władze miasta, ale też spółki działające na terenie Bydgoszczy, coraz częściej reagują na głos mieszkańców i zabierają się do roboty, ale do tego wrócę w dalszej części swojego wpisu.

Utrzymanie? Bieżące naprawy? Nie!



Zaskakujące jest, jak często można pewne wojskowe terminy przenieść na działania miejskie. Podobnie, jak niektóre typy uzbrojenia, tak wiele miejskich inwestycji odbywa się zgodnie z zasadą "odpal i zapomnij". Liczy się tylko wyduszenie z siebie jak największego wkładu własnego do inwestycji dotowanych przez UE, a potem? Potem "jakoś to będzie", a przecież na horyzoncie jest następna inwestycja i następna pula pieniędzy do zgarnięcia, do których przecież trzeba dołożyć drugie tyle własnych funduszy. Szkoda by było, gdyby się "zmarnowały" na jakieś tam utrzymanie.


Zniszczona i kompletnie zaniedbana ławka przy miejskiej przystani na Wyspie Młyńskiej - fot. Krystian Dobosz, BWB
Temat, w szczególności skupiając się na Wyspie Młyńskiej, poruszany był już na blogu "Bydgoszcz w budowie", który prowadzi Krystian Dobosz (jego zdjęcia często ilustrują moje wpisy!). Całe szczęście udało się wtedy wywalczyć trochę napraw, więc tym bardziej warto o tym mówić i warto wysyłać pisma do instytucji odpowiedzialnych za utrzymanie przestrzeni publicznej. Więcej o działaniach Krystiana przeczytacie TUTAJ (spis usterek i zaniedbań) i TUTAJ (rezultaty interwencji).

Równie ciekawie rozwija się sprawa Doliny Śmierci w Fordonie, którą poruszył Błażej Bembnista, współprowadzący facebookowe profile "Fordon na co dzień" oraz "Bydgoskie miejsca pamięci". Miejsce to znane jest większości mieszkańców Fordonu i sporej części mieszkańców naszego miasta. Kiedyś był to cel licznych wycieczek szkolnych, a także jedna z niewielu namiastek parków w tej części Bydgoszczy. Niestety, chociaż w bezpośrednim sąsiedztwie prowadzi się wielomilionową inwestycję "Dom Jubileuszowy" (w bardzo dużym wsparciem pieniędzy miejskich i wojewódzkich), a na zboczach Fordońskich wzniesień za niemal pół miliona powstały stacje drogi krzyżowej, to na utrzymanie miejsca spoczynku tysięcy ofiar niemieckich nazistów już pieniędzy nie ma. Okazuje się, że do utrzymania tego obiektu nikt się nie poczuwa i ani na szczeblu miejskim, ani nawet wojewódzkim nie istnieje osoba za to odpowiedzialna. Zarząd nad całym obiektem rozbity jest między Wydział Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska Urzędu Miasta oraz Miejski Komitet Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Bydgoszczy, natomiast sam teren jest własnością skarbu państwa. Ja to mówi stare przysłowie: "Gdzie kucharek sześć ..." 

Zniszczone i zdemolowane elementy małej architektury, wymazane przystanki, parki i miejsca pamięci zarastające chwastami oraz wszelkie inne braki na ogół dałoby się skorygować z dnia na dzień. Można odnieść przerażająco smutne wrażenie, że są to obiekty porzucone przez miasto do czasu, aż rozpadną się ponownie do poziomu, który uzasadni wzięcie dotacji na "rewitalizację". Coraz częściej przekonujemy się, że przestrzeń miejska zmienia się w produkt jednorazowego użytku, który taniej (przez system dotacji) jest wyeksploatować i zbudować od nowa, niż utrzymywać w dobrym stanie technicznym.


Tylko cięcie kosztów i wyłączanie "bajerów"!



Przystań miejska z włączoną iluminacją wnęki.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
A co z inwestycjami miasta, które miały być "na lata"? Mogłoby się wydawać, że takie miejsca, jak muzea i inne reprezentacyjne budynki będą w Bydgoszczy przez długi czas stanowić ozdobę miasta, nie tylko ściągając wzrok turystów, ale też sprawiając, że codzienne funkcjonowanie w Bydgoszczy będzie milsze dla mieszkańców. Świetnym przykładem jest Przystań Miejska, czyli popularnie "marina" na Wyspie Młyńskiej. Pomijając kwestie koloru drewna, które miało się ładnie zestarzeć, charakterystycznym elementem budynku była (i w zasadzie nadal jest) wnęka podświetlona nocą na zmieniające się kolory. Od czerwieni po zieleń, diodowa iluminacja sprawiała, że nocny krajobraz miasta wyrywał się trochę z pomarańczowej monotonii sodowego oświetlenia ulicznego. Przez pewien czas pięknie to działało i spacerując bulwarami ciągnącymi się wzdłuż Brdy, aż miło było odwrócić wzrok w kierunku drugiego brzegu rzeki. Teraz, niestety, kolory kompletnie zniknęły z elewacji budynku nagrodzonego mianem "bryły roku", co tylko dodatkowo podkreśliło proces starzenia się i ciemnienia drewna na elewacji. Mam wrażenie, że decyzję podjęto wyłącznie w imię zmniejszenia comiesięcznego rachunku za prąd, kompletnie ignorując wpływ tej decyzji na krajobraz całego miasta. Mam ogromną nadzieję, że naciskając na władze miasta uda się uzyskać wymuszenie na operatorze budynku przywrócenie jednego z najważniejszych elementów ozdobnych przystani.

Wieża ciśnień na południowej skarpie miasta.
Charakterystyczną wieżę widać z ogromnej części
Bydgoszczy. - fot. sebdok, Wikimedia Commons
Dokładnie taki sam los spotkał bardzo charakterystyczny dach wieży ciśnień na Szwederowie, który malowniczo wyrasta zza linii drzew porastających skarpę doliny Brdy. Regularnie zmieniająca kolor iluminacja, tworząca momentami wzór miejskiej flagi została swojej wyjątkowo oryginalnej iluminacji pozbawiona.  Chociaż sam obiekt nadal pozostaje w pełni podświetlony nocą, to jest to już tylko podświetlenie jednokolorowe, które nie przykuwa za wiele uwagi i sprawia, że wieża ciśnień ginie gdzieś w miejskim krajobrazie (a wież wszelkiej maści u nas nie brakuje). Zagadką pozostaje dla mnie, czemu zdecydowano się właśnie na takie rozwiązanie. Teoretycznie nie robi to większej różnicy w kosztach funkcjonowania, ale mimo to uznano, że wieża nie będzie już ozdobiona kolorami. Komu przeszkadzał taki radosny widok w naszym mieście? Niestety, możemy nigdy się nie dowiedzieć. Na szczęście możemy, dokładnie tak samo, jak w przypadku mariny na Wyspie Młyńskiej, naciskać na władze miasta i domagać się powrotu kolorów na charakterystyczny dach obiektu. Przy odrobinie szczęścia uda się ugrać korekty dokładnie tak, jak swoimi interwencjami w sprawie zaniedbania przestrzeni publicznej remonty zdołał wymusić Krystian z BWB.

Oczywiście trzeba sprawiedliwie przyznać, że wiele budynków i obiektów inżynieryjnych nadal pozostaje pięknie podświetlonych nocą i nadal całą serią barw zdobi nasze miasto zabudowa przy ulicy Mostowej, Trasa Uniwersytecka czy trochę już starszy od powyższych most tramwajowy na trasie prowadzącej do dworca Bydgoszcz Główna. Podobnie ma się sprawa kolorowego podświetlenia w fontannach, które do samego końca sezonu zdają się działać w pełnej krasie. Trzymam mocno kciuki, by w kolejnych latach dalej tak było i nie trzeba było w żaden sposób naszych włodarzy poganiać do zajęcia się Bydgoszczą i estetyką przestrzeni publicznej.

Nie tylko inwestycje - o naturę też trzeba dbać!



Hala Łuczniczka, gdzie odbywają się imprezy sportowe i targowe
stanowi jeden z obiektów reprezentacyjnych naszego miasta.
Niestety o bezpośredniej okolicy nie można tego powiedzieć.
- fot. Monika Niewiadomska
Budynki budynkami, bulwary bulwarami, ale przecież nie tylko to, co zostało "nowo wybudowane" za grube pieniądze, należy utrzymywać i sprzątać. Równie wiele uwagi należy poświęcić na utrzymanie stanu terenów niezabudowanych i naturalnej przestrzeni, wokół której rośnie nasze miasto. Jednym z przykładów może być południowa skarpa miasta, na której znajduje się jeden z piękniejszych ciągów spacerowych i park z wieloma punktami widokowymi. Tyle teorii. W praktyce skarpa jest tak zarośnięta kompletnie niekontrolowaną roślinnością, że punkty widokowe stanowią tylko płaskie połacie trawy z widokiem na gęste listowie, a o istnieniu samego parku wielu bydgoszczan nie ma nawet pojęcia. O konieczności, chociaż częściowego, uporządkowania tego terenu pisałem nawet w ramach propozycji do VI-go budżetu obywatelskiego, ale niestety rada osiedla uznała, że nikomu żadne parki i widoki nie są do niczego potrzebne i projekt trafił do kosza. Szkoda, bo kładka dla pieszych nad Trasą Uniwersytecką dała nam przedsmak tego, jak pięknie mogłoby się prezentować miasto z wysoka!

Drugim, jeszcze ważniejszym, elementem krajobrazu Bydgoszczy jest Brda. Przecinająca całe miasto rzeka, w wielu miejscach pięknie uregulowana i ozdobiona co rok przedłużającymi się bulwarami spacerowymi, nadal nie jest utrzymywana na bieżąco przez miejskie służby. W pierwszej połowie września dostałem całą serię zdjęć przedstawiających prawdziwy syf, który unosi się na wodzie w samym centrum miasta, a nie dalej jak wczoraj, spacerując bulwarami przy Operze, zauważyłem unoszące się w Brdzie drzewo! Na pewno wielu z Was przechodząc kładką na Wyspę Młyńską albo poruszając się mostkiem rozpiętym nad Młynówką, miało okazję podziwiać cały gąszcz wodorostów i innej roślinności powoli zarastających koryto rzeki. To wszystko powinno już dawno zostać posprzątane, ale miasto wydaje się nie być specjalnie zainteresowane problemem. Ponownie mam wrażenie, że gdzieś ktoś czeka, aż cały ten brud i syf zacznie "wyłazić" na brzeg i oblepiać buty przechodniów, nim podjęte zostaną jakiekolwiek działania.
Bardzo smutnym potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że wyłowione z Brdy na początku września bieżącego roku zwłoki znajdowały się już w stanie rozkładu wskazującym, że znajdowały się w wodzie od dłuższego czasu. Czemu nikt tego nie zauważył? Czemu nie ma w Bydgoszczy żadnych służb monitorujących stan rzeki? Prawdopodobnie i tutaj wszystko rozbija się o koszty funkcjonowania takiej jednostki.

Drzewo zatopione w wodach Brdy przy bulwarze w okolicach Opery Nova. Takie rzeczy z reprezentacyjnych miast powinny znikać błyskawicznie! - fot. własne
Zdjęcia nadesłane przez Panią Monikę Niewiadomską, wraz z kilkoma moimi fotkami zrobionymi w ostatnich dniach, trafiły już do bydgoskiego Wydziału Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska. Jestem bardzo ciekawy, co usłyszę w odpowiedzi na swoje zgłoszenie. Nim jednak to się stanie zachęcam Was wszystkich, żeby zgłaszać do odpowiednich służb wszystkie uszkodzenia, braki i zaniedbania. Tylko my sami możemy pilnować odpowiedniego utrzymania naszego miasta i zapewnienia chociaż minimum prac konserwacyjnych do pary z nowymi inwestycjami. Pamiętajcie - mamy rok wyborczy i właśnie teraz wszystkim będzie zależało, by pokazać siebie i swoje ugrupowanie z jak najlepszej strony. Grzechem byłoby nie wykorzystać tego na korzyść mieszkańców!


AKTUALIZACJA - 2 X 2015
Muszę częściowo zwrócić honor zarządzającym miejską przystanią - dzisiaj byłem w restauracji naszej miejskiej przystani i zauważyłem, że kolorowe listwy jednak się świecą. Bardzo słabym, denaturatowo-fioletowym światłem, ale świecą mimo wszystko. Niestety problem w tym, że z daleka jest to niezauważalne, a barwa światła się kompletnie nie zmienia, więc to nadal WIELKI minus w porównaniu do stanu pierwotnego!


- Przemek

2 komentarze:

  1. brda to chyba teren rzgw a nie miasta, ale na 100 procent nie wiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o "obowiązek" to tak, Brda jest w jurysdykcji Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. ALE ... ale polega na tym, że nie ma żadnego przepisu, który by mówił, że żadne służby miejskie nie mogą sprzątać wód powierzchniowych na terenie miast, które RZGW ma pod swoją opieką. Te rzeczy, które podpiąłem pod tekst bardzo łatwo można ściągnąć z bulwarów, ale miasto musiałoby zobowiązać służby sprzątające do robienia tego. Oczywiście to, czy koszty można jakoś z RZGW rozliczyć to już sprawa dla miejskich księgowych. Ja osobiście uważam, że jeśli coś jest w samym sercu reprezentacyjnego miasta i jest zasyfione poza ludzkie pojęcie, to zasłanianie się "ale to nie nasze" jest zwykłym lenistwem i w pewnym sensie lekceważeniem swoich obowiązków, których częścią jest dbanie o czystość i estetykę przestrzeni publicznej Bydgoszczy.

      Usuń