wtorek, 24 listopada 2015

Bydgoszcz stanie się miastem wieżowców?

Wśród projektów uchwał Rady Miasta Bydgoszczy, które przedstawione zostaną na jutrzejszej XXI sesji RM pojawił się bardzo interesujący dokument pod tytułem "Projekt uchwały w sprawie przyjęcia informacji o kształtowaniu krajobrazu miasta Bydgoszczy". Jeśli tylko dokument ten zostanie przyjęty, a jego założenia doczekają się odpowiedniego przełożenia na zapisy w miejscowych planach zagospodarowania, to Bydgoszcz stanie się miastem wież ze szkła i betonu. Nie wiem nawet, od czego zacząć wyrażanie własnego entuzjazmu dla tej koncepcji (tak tak, wiem, że to tylko projekt!). Gorąco liczę, że naszym urzędnikom nie zabraknie odwagi, by wszystkie założenia tej koncepcji zaakceptować i stopniowo wprowadzać w życie. Czemu? Pozwolę sobie wypunktować kilka najważniejszych elementów, a zacznę od tej grafiki:


Przykładowa zabudowa wysokościowa u zbiegu ulic Kamiennej i Fordońskiej, według założonej w dokumencie wysokości okolicznej zabudowy. Z prawej widzimy ulicę Kamienną, która to ma być głównym kierunkiem dla zjeżdżających z Wiaduktów Warszawskich. - Miejska Pracownia Urbanistyczna, Bydgoszcz, Listopad 2015


Co prawda żaden budynek, który zostałby wybudowany na wskazanych terenach, nie wyglądałby tak, jak te pokazane na powyższej symulacji, ale proporcje okolicy i ogólny jej wygląd byłyby bardzo podobne. Zabudowa usytuowana w samym środku tego skupiska miałaby sięgać nawet 120 metrów, co w praktyce oznacza skalę zabudowy przypominającą warszawskie budynki ORCO Tower i Spektrum Tower. Dookoła znajdować się mają kwartały zabudowy o wysokości od 100 do 55 metrów, zależnie od strony. To przedział wysokości od obiektów skali podobnej do Poznańskiego Centrum Finansowego do powstającego obecnie nad Brdą wieżowca Nordic Haven. Są to oczywiście wysokości o ponad połowę mniejsze od największych wysokościowców w Polsce, ale w skali Bydgoszczy nadal są one imponującym wynikiem.

Ważnym pytaniem jest tutaj, czy w naszych warunkach znajdą się inwestorzy gotowi postawić w tym rejonie Bydgoszczy budynki odpowiadające tak ambitnym założeniom? Odpowiedzi nie trzeba wcale szukać daleko! Jednym z inwestorów, od kilku lat gotowych do rozpoczęcia inwestycji, jest firma Hunger Development pod wodzą Oskara Hungera. Sprawa potencjalnej inwestycji przy istniejącym już budynku Dan House poruszana była pół roku temu przez portal gazeta.pl, gdzie przeczytać mogliśmy, że:
"Firma Hunger Development już sześć lat musi wstrzymywać się z budową biurowca. Warunkiem rozpoczęcia inwestycji jest bowiem przedłużenie ul. Składowej, która wciąż pozostaje tylko w planach. Urzędnicy tłumaczą, że to wina przedłużających się negocjacji z innym prywatnym inwestorem. (...)
Od czterech lat czekamy na dalsze decyzje Urzędu Miasta w tej sprawie. Nie mamy też żadnych informacji odnośnie rozpoczęcia prac nad przyłączeniem mediów, budowy oświetlenia, chodników i całej infrastruktury, która jest niezbędna, aby móc planować wznoszenie nowego biurowca.
Hunger wyjaśnia, dlaczego przedłużenie Składowej to kluczowa inwestycja: - Tak duży biurowiec potrzebuje nowych przyłączy, przede wszystkim kanalizacyjnych. Nie można go podłączyć do istniejącej sieci, ponieważ nie jest ona w stanie odebrać tak dużej ilości ścieków. Po prostu moglibyśmy w nich utonąć. Wodociągi deklarują, że zbudują nowe przyłącze, ale inwestycje przeprowadzą w momencie, kiedy rozpoczną się prace przy budowie ulicy. A tej jak nie było, tak nie ma. (...)"
II etap SCANPARK Business Center - materiały inwestora.
Ciekawych kształtu tej inwestycji odsyłam na stronę inwestora do zakładki "projekty" na stronie Hunger Development. Chociaż nie jestem szczególnie zachwycony wybranym projektem elewacji i ogólnym kształtem budynku, to nadal uważam za bardzo dobry pomysł tworzenie obiektów tej skali. Bydgoszcz pozostaje w ogonie miast polskich pod względem łatwo dostępnej przestrzeni biurowej o najwyższym standardzie, a prace nad jedynymi projektami tego typu, przy Placu Kościeleckich oraz Rondzie Fordońskim, zatrzymały się na etapie robót ziemnych. Prócz tego rozbudowywany jest park biznesowy przy ulicy Kraszewskiego, ale ta inwestycja w praktyce nie wniesie na wolny rynek ani jednego metra powierzchni, gdyż zarezerwowana została jeszcze przed startem prac.

Gdyby udało się w szybki i sprawny sposób wdrożyć to opracowanie, a w parze z nim poszłyby prace nad odpowiednimi miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego, to jestem przekonany, że pierwsze maszyny budowlane zobaczylibyśmy w tej okolicy na przestrzeni zaledwie kilku lat. Gdyby to ode mnie zależało, to już teraz szukałbym inwestorów gotowych do symbolicznego "wbicia łopaty", a samo miasto wzorem Poznania i Szczecina zaangażowałbym w proces inwestycyjny pod postacią partnerstwa publiczno-prywatnego, które doprowadziło w tamtych miastach do prawdziwego biurowego boomu!

Trzymam gorąco kciuki za sukces tego projektu, gdyż jeszcze niedawno pisałem na tym właśnie blogu, że "Bydgoszcz chce rosnąć, ale nie może" (KLIK!) - teraz wiem, że przy odrobinie szczęścia i pozytywnego nastawienia bydgoskich włodarzy, mój tekst może się stać kompletnie nieaktualny. Czy się tak stanie? Mam wielką nadzieję, że tak, ale pozostaję także bardzo ostrożny w ocenie ostatecznej realizacji tych założeń. To zdecydowanie dobry kierunek i słuszna idea budowania w Bydgoszczy czegoś więcej, niż tylko kolejnych niewysokich bloków w Fordonie, ale bez zaangażowania miasta w należyte uzbrojenie terenu, wsparcie finansowe (ppp) i pozafinansowe, może się skończyć na ładnych wizualizacjach. 

Prócz wyżej przytoczonego "city" w projekcie znalazło się kilka innych ciekawych zapisów, które także warto przynajmniej wymienić. Wśród nich znajdziemy, między innymi:
  • Uzupełnienie zabudowy między Nordic Haven i Operą Nova o kolejne wysokościowce w skali ponad 55 metrów oraz do 35 metrów. Obecnie jest tam wielka wyrwa w tkance miasta zamknięta między ulicami Focha, Obrońców Bydgoszczy oraz Marcinkowskiego.
  • Dopuszczenie zabudowy do 35 metrów na terenie dawnego Torbydu oraz ponad 55 metrów na obszarze obecnego dworca PKS. Z całego serca popieram wyniesienie dworca gdzieś, gdzie nie będzie generował dodatkowych problemów na drogach, szczególnie gdy widzę ilość problemów stwarzanych przez autobusy manewrujące przez i często kompletnie blokujące skrzyżowanie pod Trasą Uniwersytecką!
  • Stworzenie "pasa wysokiej zabudowy" wzdłuż trasy W-Z wraz z drugim dużym skupiskiem terenów przeznaczonych pod zabudowę 55+ przy węźle zachodnim.
Dla przypomnienia - pełna treść dokumentu znajduje się w BIP (link bezpośredni).
Trzymajmy kciuki, żebyśmy za kilka lat zobaczyli we wskazanych miejscach dźwigi powoli stawiające w Bydgoszczy budynki, które nie tylko będą miały szansę stać się nowymi symbolami miasta, ale także nadadzą mu atmosferę godną stolicy obszaru metropolitarnego. Może wreszcie pozbędziemy się dość powszechnej opinii miasta o wiele mniejszego, niż jest w rzeczywistości?

- Przemek

poniedziałek, 16 listopada 2015

Pozbądźmy się parszywych kontrolerów!

Dzisiaj rano miałem ogromną nieprzyjemność przeczytać kolejny już artykuł o absolutnie haniebnym zachowaniu kontrolerów ze spółki "RENOMA". Znęcanie się nad dwunastolatkiem nie jest tylko faux pax ani nietaktem, to jest przestępstwo ścigane z urzędu! Nie wiem jeszcze ile potrzeba, żeby miasto wpisało tę firmę na jakąś "czarną listę" podmiotów, które mają się trzymać od Bydgoszczy z daleka. Temat nie jest wcale nowy i najwyższy czas powiedzieć dość! Sam też miałem kilka razy okazję być skontrolowanym przez osoby z tego właśnie przedsiębiorstwa i przyznam szczerze, bo i trochę sprawiedliwości trzeba oddać - żadne większe nieprzyjemności mnie akurat nie spotkały. Czasem zdarzał się człowiek nieprzyjemny w obyciu, czasem ktoś sprawiał wrażenie szalenie niezadowolonego z życia, ale ani razu nie przełożyło się to na mnie bezpośrednio, jako kontrolowanego pasażera. Inni bydgoszczanie niestety nie mieli tyle szczęścia i pamiętając, że to wcale nie były pojedyncze przypadki, zrobiłem sobie szybką prasówkę w poszukiwaniu kilku innych sytuacji z bydgoskimi pracownikami sopockiej firmy w roli głównej. Oto efekty (dosłownie 5 minut i pierwsze z brzegu tytuły):


Kontrolerzy biletów z Bydgoszczy pastwili się nad dzieckiem!

Renoma w Bydgoszczy nie wybacza

Dwóch kontrolerów biletów pobiło w Bydgoszczy pasażera? Internauci oburzeni!

Kontrolerzy wylecieli z pracy po brutalnej interwencji

Bydgoszczanie buntują się przeciwko skandalicznemu zachowaniu kontrolerów biletów MZK

Kontrolerzy prowokują pasażerów? Mandat "za wszelką cenę"

Kto kogo szarpał? "Kontrolerzy uderzyli głową studenta o szybę przystanku tramwajowego"

Zobacz agresywnych kontrolerów z Bydgoszczy. W sieci wrze

Szkolenia to fikcja? Tak mówi nam były pracownik "Renomy"

Przybywa skarg na Renomę i ZDMiKP
Kontrolerzy "Renomy" dopadli go i przewrócili na ziemię. - Urzędnicy: zajmiemy się tą sprawą

Jestem pewien, że gdybym poświecił na szukanie kolejnych tekstów jeszcze dwa kwadranse, to ilość znalezionych materiałów uległaby podwojeniu. Co najbardziej mnie przeraża to, że w przytoczonych artykułach przewija się regularnie kilka kwestii, które niczym bumerang pojawiają się raz po raz. To narzucane odgórnie przez ZDMiKP normy "do wyrobienia" (tak ilościowej, jak i kwotowe), znikające w tajemniczych okolicznościach nagrania z monitoringu zamontowanego w taborze, których nie da się odzyskać, kiedy już dochodzi to eskalacji na drogę sądową oraz kompletny brak szkolenia kontrolerów. W efekcie rysuje mi się przed oczami obraz ponury i smutny.

Z podpiętych powyżej tekstów wynika, że "Renoma" wraz z drogowcami i przewoźnikami działa w jakiejś chorej zmowie, a sama spółka nie tylko jest chroniona, ale też wydaje się być kompletnie "nie do ruszenia" w kolejnych i kolejnych znów przetargach. Nie bez powodu ostatnim artykułem jest właśnie ten, w którym jasno jest zaznaczone - urzędnicy zobowiązali się zająć sprawą. Pięć i pół roku później kontrolerzy tej spółki nadal brutalnie atakują pasażerów, a nawet publicznie znęcają się nad dziećmi zamiast wykonywać obowiązki służbowe! Nie ma znaczenia co powie rzecznik prasowy firmy, ani też czy ostatecznie kontrowersyjni kontrolerzy stracą pracę, jeśli nadal obsługuje nasze miasto firma, która najwyraźniej przyjmuje takie metody działania jako podstawę funkcjonowania.


Tramwaj PESA Tramicus na bydgoskich torach. - fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Miasto Bydgoszcz, jeśli chociaż odrobinę ma na względzie bezpieczeństwo i godność własnych mieszkańców, już dawno powinno umieścić to przedsiębiorstwo na czarnej liście organizacji balansujących na granicy prawa i szczególnie szkodliwych dla wizerunku grodu nad Brdą. Dokładnie taką samą listę powinien mieć bydgoski Zarząd Dróg i Komunikacji Publicznej, którego misją jest ponoć popularyzowanie i zachęcanie mieszkańców do jazdy zbiorkomem. Jeśli przejazd autobusem lub tramwajem będzie się kojarzyć z ryzykiem pobicia, bo nie zdążyliśmy dojść do kasownika kilka sekund po zamknięciu drzwi, albo z tym, że nasze dziecko zostanie zabawką zwyrodnialców, to nasza komunikacja będzie pasażerów tylko tracić.

Gdybym miał wskazać sposób, by pozbyć się problemu i definitywnie zakończyć ciągnący się za nami od WIELU LAT problem śmiejącej się prawu w twarz spółki "Renoma, to wskazałbym palcem strażników miejskich. Obecnie formacja ta, pozbawiona prawa do polowania z fotoradarem na przypadkowych kierowców, wydaje się być zawieszona w próżni i nawet na ulicach prawie nie widać patroli (chociaż widać je na bulwarach w postaci kompletnie zdewastowanych desek na przystankach tramwaju wodnego!). Może warto poważnie podjąć w radzie miasta temat przekazania całego ciężaru kontroli biletów właśnie na strażników? Budżet straży można przecież powiększyć o kwotę, którą dotychczas dostawała sopocka firma, a już sam widok umundurowanego "strażnika-kontrolera" czekającego na przystanku o wiele lepiej się sprawdzi, niż nerwowe rozglądanie się czy przypadkiem któryś z rechoczących osiłków nie będzie próbował wytłuc z nas mandatu.

- Przemek

PS:
Tak, jestem w pełni świadomy, że wśród kontrolerów są też i szalenie mili, sympatyczni i kulturalni ludzie. Nie znam ich, nie wymienię z imienia, ale dziękuję im za to, że są! :)

środa, 11 listopada 2015

A Ty? Uciekniesz przed mordercą?


Byliście kiedyś uwięzieni w zamkniętym pomieszczeniu ze świadomością, że wyjście z niego zależy tylko i wyłącznie od Waszej pomysłowości i spostrzegawczości? Z tykającym nad głową zegarem, który odlicza czas do momentu, kiedy do Waszego zamkniętego pomieszczenia ktoś wejdzie i będzie już "po zabawie"? Około dwóch tygodni temu sam znalazłem się w takiej sytuacji razem z kilkoma innymi osobami i chciałbym Wam opowiedzieć czemu... świetnie się przy tym bawiłem!

Chociaż mózg łamałem sobie nad zagadkami ponad dwa tygodnie temu, dopiero dzisiaj zdecydowałem się o tym napisać. Bardzo długo zastanawiałem się jak to zrobić, żeby nie zepsuć nikomu zabawy i przy okazji też nie zepsuć organizatorom ich własnego dzieła przez publikowanie informacji, które publikowane być nie powinny. Wydaje mi się, że już wiem i mam wielką nadzieję, że tym bardziej zdołam Was zachęcić do wypróbowania własnych sił w starciu z upływającym czasem i serią łamigłówek. Jeśli macie chociaż odrobinę detektywistycznej krwi, oglądaliście przez pół dzieciństwa MacGyvera, albo kochacie książki z Sherlockiem Holmesem, to tym bardziej jest to tekst dla Was.

O co w tym chodzi?


Cała zabawa nazywa się "escape room", czyli na nasze "pokój do uciekania", a idea takich miejsc sprowadza się do zmuszenia ludzi do wyjścia poza ramy normalnego myślenia i szukania ukrytej logiki w najdziwniejszych nawet miejscach. Może to być kwestia znalezienia wskazówek w tekście albo w Waszym otoczeniu lub znalezienia się w odpowiednim miejscu, z którego widać rzeczy kompletnie niewidoczne z innych miejsc, a nawet więcej. Praca zespołowa jest tutaj niezbędna i często dopiero skupienie się na różnych rzeczach, zupełnie niezależnie od siebie, może doprowadzić do uruchomienia kolejnego etapu gry. Oznacza to, że dwie osoby to absolutne minimum i najlepiej zabrać się do takich gier w grupie znajomych!

Mój wypad do bydgoskiego Break The Brain odbył się w czteroosobowej grupie, gdzie było nas po równo - dwójka żółtodziobów i dwójka doświadczonych "uciekinierów". Udało się, ale do końca regulaminowego czasu gry zostało nam mniej, niż dwie minuty! Jeśli zatem cokolwiek z tego tekstu macie wziąć sobie do serca, to słowa z poprzedniego akapitu o wielkości zespołu biorącego udział w zabawie.

Na szczęście, nawet jeśli nie uda Wam się zebrać czteroosobowej grupy szalenie spostrzegawczych geniuszy detektywistycznych, nie martwcie się, najważniejsza jest w tym wszystkim dobra zabawa i jeśli utkniecie na jakiejś zagadce, dostaniecie odpowiednią podpowiedź od zespołu mistrzów gry. Każdy pokój jest obserwowany i chociaż nie ma żadnej bezpośredniej komunikacji między Wami, a organizatorami całej "ucieczki", to i tak podgląd w kamerach wystarcza. Czasem, aby naprowadzić Was na odpowiednią drogę wystarczy mały tekst, który pojawi się na ekranie z zegarem pokazującym pozostały czas i zabawa trwa dalej.

Morderca


Kamienica pod adresem Gdańska 27. To właśnie tutaj,
w podwórzu znajdziecie wejście do Break The Brain.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Wszystkie pokoje znajdują się w kamienicy pod adresem Gdańska 27, w oficynie i sądzę, że nikt nie będzie mieć problemu, by tam dotrzeć. Kiedy już wejdziecie do środka, znajdziecie się w poczekalni, z której o umówionej godzinie traficie do odpowiedniego pokoju. Moja pierwsza przygoda z uciekaniem odbyła się w pokoju o nazwie "Seryjny Morderca", który jest bodajże trzecim pokojem stworzonym przez Break The Brain. Moje wrażenia, które wyniosłem ze sobą z tego pierwszego wejścia, to (w takiej właśnie kolejności): zaskoczenie, zaciekawienie, bezradność i spora satysfakcja. Czemu właśnie takie? Pozwólcie, że Wam opowiem!

Po pierwsze - zaskoczenie!
Wchodząc do pokoju, nie wiedziałem czego się spodziewać i jak to będzie wyglądać. Mimo że przed wejściem dostaliśmy szybkie instrukcje dotyczące zachowania w pomieszczeniu, czego nie tykać oraz co jest tylko częścią dekoracji, i tak po otwarciu drzwi i zrobieniu pierwszego kroku do środka byłem bardzo zaskoczony. Po czasie okazało się, że wszędzie była masa elektroniki pełniącej najróżniejsze role w zabawie, ale nie było tego widać ani trochę. Pomieszczenie przypominało raczej jedno z tych, które można było znaleźć w każdym mieszkaniu sprzed kilku dekad, a żadna z dekoracji nie zdawała się zdradzać swojej roli w całej zagadce. Bomba! Samo to już stało się wielkim plusem dla całej zabawy i nastawiło mnie bardzo optymistycznie.

Po drugie - zaciekawienie.

Z każdym kolejnym odkrywanym elementem wielkiej układanki byłem coraz ciekawszy, co też jeszcze zafundują nam twórcy. Na każdym etapie zagadki do rozwiązania miały inny charakter i wymagały innego podejścia, dzięki czemu nie było żadnego poczucia wtórności i powtarzania w kółko tych samych działań.

Po trzecie - bezradność?
Przyznaję się bez bicia, pewne rzeczy mnie zaskoczyły na tyle, że gdyby nie obecność kilku osób w naszym zespole, sam pewnie bym niektórych zagadek nie ogarnął. Czułem się kilka razy kompletnie "w kropce", ale wtedy zamienialiśmy się zadaniami, kto inny zabierał się za mój problem, a ja ruszałem do dalszego przeczesywania pomieszczenia. To się sprawdza! Dlatego kolejny raz zachęcam Was do zabierania się w grupach minimum trzech osób, bo czasem właśnie potrzebne jest nowe spojrzenie i świeże pomysły.

Po czwarte - ogromna satysfakcja!
Zegar powoli dobijał do zera i przez chwilę miałem wrażenie, że pokój nas pokona, ale zostało trochę poniżej dwóch minut, kiedy przekręciliśmy klucz w zamku i drzwi się otworzyły. Dawno nie czułem się tak zadowolony z godziny spędzonej w zamkniętym pokoju, jakkolwiek to brzmi. Ani przez chwilę nie brakowało nam zajęć i "zmieszczenie się w czasie" z tym wszystkim okazało się wcale nie taką oczywistą rzeczą, jak by się mogło wydawać. Wszystkie pokoje są wyliczone, by dało się wyjść w wyznaczonych ramach czasowych, ale nikt nam nie gwarantuje ucieczki, więc tym bardziej są powody do zadowolenia, kiedy wszystko zrobimy, jak trzeba! ;)

Break The Brain!


Fotka promująca pokój "Poszukiwacz Przygód"
- zdjęcie pochodzi z profilu FB Break The Brain
Obecnie w kamienicy przy Gdańskiej 27 do dyspozycji są trzy pokoje. Czwarte pomieszczenie właśnie powstaje i niebawem będzie dostępne dla uciekających, ale niestety nie jest mi znany żaden szczegół ponad to. Z już istniejących wyzwań każde jest inne, każde ma też swój unikatowy motyw przewodni, który dyktuje wygląd pomieszczenia i sam przebieg zabawy. Jeden z dostępnych dla nas pokoi skupiony jest wokół podróży i geografii, inny stara się krążyć wokół tematu szaleństwa oraz szpitala psychiatrycznego, a ostatni to wspomniany wyżej "morderczy" pokój. Dwa z nich jeszcze przede mną, a na "Poszukiwacza Skarbów" dostałem nawet kilka słów rekomendacji, więc z biegiem czasu postaram się tę listę skrócić. Mam też wielką nadzieję, że dzięki mojemu tekstowi Wam zrobiłem apetyt na taką zabawę, a z Waszych list też zaczniecie wykreślać kolejne odwiedzone pokoje. 


Na sam koniec zostawię Was z garścią przydatnych linków, odnośników i podstawowych informacji:

Koszt takiej zabawy, zależnie od grupy, to 79 zł dla 2 osób i 99 zł dla grupy do 5 osób. W praktyce wychodzi "na łebka" tyle, co za zwykły wypad do kina, ale tutaj to Wy jesteście głównymi bohaterami i to wokół Was toczy się cała akcja. No i nie ma absolutnie żadnych szans, że natkniecie się na słabo wyreżyserowanego gniota z miałkimi dialogami, czego w kinie tak pewnym być przecież nie można! ;)

- Przemek

wtorek, 3 listopada 2015

Moje internetowe inspiracje, czyli dzięki czyjej pracy piszę.

Ponieważ na dniach gościć mam na Forum Wyjątkowości w charakterze "gościa" (z braku lepszego pomysłu na określenie mojej roli tam), warto powiedzieć słów kilka o tym, skąd w ogóle wzięło się "Po Bydgosku" i kto skłonił mnie do pisania. Będzie sporo linków, odnośników i tematów nie do końca z naszym miastem związanych, ale jestem pewien, że każdy znajdzie tu coś interesującego dla siebie i może też zdecyduje się zacząć tworzyć własne treści. No to co, lecimy?

Początek


W internecie buszuję od ponad 15 lat (a mam ich obecnie dopiero 28 na karku) i pamiętam jeszcze czasy piszczących modemów oraz panikę z powodu mitycznej "pluskwy milenijnej". Już wtedy podstawowym elementem sieci był IRC, czyli wszelkiego rodzaju czaty, chociaż w trochę innej formie niż obecne komunikatory. Dzięki temu od początku nauczyłem się traktować sieć nie jako coś "tylko do odczytu", ale w 100% interaktywne narzędzie do rozmowy i wymiany zdań. Przeskoczę szybko kilka lat. Z biegiem czasu przebiłem się przez masę grup dyskusyjnych i forów, aż kilka lat temu w moje ręce wpadło forum SkyscraperCity.com o tematyce miejskiej, urbanistycznej i architektonicznej. Bardzo szybko znalazłem wątki związane z Bydgoszczą i z miejsca zabrałem się do dyskusji.

Z perspektywy czasu muszę przyznać, że na tym forum nauczyłem się bardzo wiele o naszym mieście, ale też o zasadach funkcjonowania miast, projektowania przestrzeni publicznej i co najważniejsze, że da się lepiej. Widząc to, co dzieje się w wątkach poświęconych innym miastom, zacząłem oczekiwać od Bydgoszczy tego samego - nowoczesnej przestrzeni, która byłaby przyjazna mieszkańcom i chciałoby się w niej przebywać. Nagle stało się jasne, że "odpowiednie" to wcale nie jest "wystarczająco dobre". W tym miejscu narodziła się potrzeba zrobienia czegoś od siebie, a nie tylko czytania biernie przemyśleń i dyskusji w sieci.

Wzory do naśladowania


W dziedzinie "nowych mediów" miałem swoje inspiracje z różnych stron. Pewnie wiele w tym szczęścia, że akurat w okresie "budowania czegoś swojego" śledziłem takie, a nie inne, kanały na YouTube i w innych mediach społecznościowych. Co ciekawe praktycznie nie ma wśród moich wzorów innych "blogerów", bo też nigdy nie poświęcałem za wiele uwagi blogom, sporo jest natomiast twórców z serwisu YouTube, którzy mimo prowadzenia mediów o znacznie innym charakterze, mieli o wiele większy wpływ. Pozwolę sobie wymienić najważniejsze dla mnie wpływy.


John Bain - człowiek prowadzący kanał dedykowany grom komputerowym. Sam jestem graczem i zamiast telewizji relaksuję się przy grach, ale też i oglądam często nagrania na kanale "TotalBiscuit, The Cynical Brit", prowadzonym przez Johna. Mogłoby się wydawać, że to nie może mieć za wiele wspólnego z tym, co robię, ale nauczyłem się tam, że przejrzystość w działaniach, dążenie do maksymalnie obiektywnych standardów wszelkiej oceny oraz jasne rysowanie własnych zasad i granic są podstawą wiarygodności w sieci. Popularność można budować na wiele sposobów, ale wiarygodność i atmosfera pełnego profesjonalizmu to zupełnie inna para kaloszy.
Mała dygresja: nadal "grywam", więc z całą pewnością wykorzystam okazję, żeby złapać i jakoś "zrecenzować" najnowszą grę wydaną przez bydgoskie Vivid Games, czyli Unreal Boxing 2.
"Is Your Red The Same s My Red?", Michael Stevens - Jeden z najbardziej dających do myślenia filmów, które stworzyli wymieniani przeze mnie autorzy!

Michael Stevens - youtuber, który zaczął od wygłupiania się i tworzenia bardzo prostych i niezobowiązujących filmów, a obecnie produkuje jedne z najciekawszych filmów popularnonaukowych w całym serwisie. Twórca sieci kanałów Vsauce. Dla tego pana należą się szczególne podziękowania za pokazanie mi, że da się stworzyć coś z niczego, a nawet nudne rzeczy (jak rezultaty badań naukowych) można pokazywać w sposób szalenie ciekawy i pobudzający do myślenia. Nauczyłem się też, że kluczem jest szukanie informacji. Pisanie i mówienie o czymś, o czym nie mamy pojęcia, brzmi sztucznie i bardzo łatwo poznać kto odrobił "zadanie domowe". W filmach pojawiających się w kanale Vsauce ilość informacji jest ogromna, a jednak wszystko jest opracowane na podstawie źródeł, które w każdym nagraniu są podawane. Dzięki temu sam też kładę ogromny nacisk na popieranie wszystkiego konkretną wiedzą i przykładami, czego najlepszym przykładem jest seria tekstów "Bydgoszcz dobrze skomunikowana" (Odpowiednio linki: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2 oraz CZEŚĆ 3).

Henry Reich (kanał Minute Physics) oraz C.G.P. Grey - obaj panowie prowadzą kanały popularnonaukowe, podobnie jak wspomniany wcześniej Michael Stevens. Ich praca (prócz świetnej narracji i mieszania humoru z poważnymi tematami) pokazała mi przede wszystkim, że nawet najprostsze metody pozwalają uzyskać fenomenalne rezultaty, jeśli tylko treść za nimi stojąca jest równie ciekawa. Dla mnie jest to szczególne wyzwanie, gdyż ograniczam się niemal wyłącznie do Bydgoszczy i wokół naszego miasta się obracam. Zebranie odpowiednio ciekawej treści do wpisu daje mi dzięki temu podwójną satysfakcję.

"The (Secret) City of London, Part 1: History", C.G.P. Grey - Jeden z moich ulubionych filmów tłumaczących szalenie skomplikowane rzeczy w zaskakująco prosty sposób. Na wzór opowieści o Londynie chciałbym kiedyś stworzyć nagranie tłumaczące dziwaczny kształt i rozkład geograficzny Bydgoszczy.

Derek Alexander Muller - kolejny youtuber na mojej liście, twórca kanału Veritasium. Chociaż też zajmuje się on tematyką popularnonaukową, to dla odmiany moje słowa uznania kieruję nie ze względu na to co prezentuje na swoim kanale, a JAK to robi. W wielu swoich filmach zagaduje on przypadkowych ludzi na ulicy i zmusza często do przekroczenia dotychczasowych ram myślenia o świecie, wysiłku intelektualnego i podejścia do problemów na zupełnie inne sposoby. Właśnie dzięki niemu przełamałem swoje utarte poglądy i zacząłem myśleć "od nowa"

Oczywiście, prócz wyżej wymienionych twórców, inspiruje mnie masa innych rzeczy, często zupełnie przypadkowych (na przykład TO, BARDZO TO oraz ZDECYDOWANIE TO), ale tylko powyższych twórców śledzę bardzo regularnie. Nie przestaję też ciągle szukać nowych inspirujących rzeczy, które mogłyby mnie czegoś nauczyć, nastawić na coś zupełnie nowego i wzbudzić we mnie potrzebę działania. Dzięki temu blog z czasem zmienił charakter, dzięki temu odważyłem się przeprowadzić wywiad z pierwszym zespołem i po kilku takich rozmowach prowadzonych "online" przeszedłem do siadania w jednym pomieszczeniu z urządzaniem do nagrywania i rozmowy na żywo. Teraz planuję kolejnych kilka akcji, o których na pewno niedługo usłyszycie i w głowie mam cały szereg jeszcze bardziej ambitnych planów, do których muszę tylko nauczyć się kilku rzeczy.


Inspiracja to nie wszystko



Wyżej wymieniłem, co mnie inspiruje. Na forum znajduję sporo pomysłów, o czym pisać, a od twórców, których szanuję, staram się nauczyć jak tworzyć, żeby zachować odpowiedni poziom wpisów i dalej sięgać po coś nowego. Mimo to, wszystkie inspiracje niewiele by dały bez odpowiedniej motywacji, a ta płynie z samej Bydgoszczy. Na stałe, po lewej stronie przypięty jest bardzo krótki tekst, który w zasadzie w całości oddaje istotę tej "motywacji miastem".

Lata temu wyjechałem z Bydgoszczy brzydkiej, brudnej i smutnej. Nie wracałem przez cztery lata, spędzając swój czas w Łodzi, a Bydgoszcz odwiedzałem tylko wtedy, kiedy musiałem.

Po powrocie jestem w Bydgoszczy zakochany i chcę wszystkim opowiedzieć historię tej miłości. Miłości trudnej, zmiennej i chyba tej już na całe życie.

Kiedy opuszczałem to miasto, Wyspa Młyńska była ruiną z chaszczami i klepiskiem na samym jej środku. Nie było mostków łączących ją z południowym brzegiem młynówki i amfiteatrem przy operze. Zamiast tego było miejsce, gdzie siadając "gdzie popadnie" zdarzało mi się wypić tanie wino z rówieśnikami po koncercie w ramach "Muszlafest", wtedy jeszcze odbywającego się w Parku Ludowym (zaskakujące, że taka nazwa przetrwała do dzisiaj). Nie było mnie tutaj dobrych kilka lat i po powrocie zastałem takie coś:

Wyspa Młyńska po rewitalizacji to zupełnie inne miejsce, niż to, które pamiętam z lat nastoletnich. Cudo!
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Mając porównanie tylko stanów "przed" i "po", widziałem skokową zmianę jakości, ale mimo to słyszałem wśród ludzi, którzy tutaj zostali, że niewiele się w Bydgoszczy dzieje, że prawie nic się nie zmienia i ogólnie "be i fe". Oni byli tutaj przez cały czas, patrzyli na powolne zmiany i oswajali się z nimi pomału, bez efektu WOW, który ja dostrzegłem. Wtedy już wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić i muszę zrobić, co tylko potrafię, żeby przekonać wszystkich do naszego miasta. Bydgoszcz jest przepięknym miejscem, które ma swoje mankamenty i bolączki, ale nawet mieszkańcy już nie potrafią dostrzec tej pozytywnej części i boli mnie to ogromnie. Stąd moja potrzeba pokazywania, że da się lepiej i stąd też moje dążenie do udowadniania, że myli się każdy, kto twierdzi, że jest tutaj nudno i brzydko.

Żeby osiągnąć swój cel i pokazywać Bydgoszcz ciekawą, żywą i przede wszystkim "wartą mieszkania" sięgam co rusz po inne metody. Zacząłem od prostego pisania "o, jak tu ładnie", a z czasem zabrałem się za pisanie recenzji lokali, opisywanie bydgoskiej muzyki i wywiady. Wciąż mam milion innych planów, które stopniowo będę wprowadzał w życie i liczę, że dalej będę dzięki temu angażował też Was, czytelników. Daje mi to poczucie ciągłego rozwoju, które tak bardzo lubię i bez którego nie wiem, czy miałbym motywację do dalszego prowadzenia Po Bydgosku. To Wasze komentarze i dyskusje, interakcja i poznawanie nowych zupełnie rzeczy jest tutaj główną nagrodą, bo wiem, że piszę teksty, które prowokują do reakcji i dają do myślenia - o to chodzi, a nawet tym lepiej, jeśli się ze mną przy tym nie zawsze zgadzacie! Nie przestawajcie nigdy mówić mi, że macie inne zdanie!

- Przemek