wtorek, 3 listopada 2015

Moje internetowe inspiracje, czyli dzięki czyjej pracy piszę.

Ponieważ na dniach gościć mam na Forum Wyjątkowości w charakterze "gościa" (z braku lepszego pomysłu na określenie mojej roli tam), warto powiedzieć słów kilka o tym, skąd w ogóle wzięło się "Po Bydgosku" i kto skłonił mnie do pisania. Będzie sporo linków, odnośników i tematów nie do końca z naszym miastem związanych, ale jestem pewien, że każdy znajdzie tu coś interesującego dla siebie i może też zdecyduje się zacząć tworzyć własne treści. No to co, lecimy?

Początek


W internecie buszuję od ponad 15 lat (a mam ich obecnie dopiero 28 na karku) i pamiętam jeszcze czasy piszczących modemów oraz panikę z powodu mitycznej "pluskwy milenijnej". Już wtedy podstawowym elementem sieci był IRC, czyli wszelkiego rodzaju czaty, chociaż w trochę innej formie niż obecne komunikatory. Dzięki temu od początku nauczyłem się traktować sieć nie jako coś "tylko do odczytu", ale w 100% interaktywne narzędzie do rozmowy i wymiany zdań. Przeskoczę szybko kilka lat. Z biegiem czasu przebiłem się przez masę grup dyskusyjnych i forów, aż kilka lat temu w moje ręce wpadło forum SkyscraperCity.com o tematyce miejskiej, urbanistycznej i architektonicznej. Bardzo szybko znalazłem wątki związane z Bydgoszczą i z miejsca zabrałem się do dyskusji.

Z perspektywy czasu muszę przyznać, że na tym forum nauczyłem się bardzo wiele o naszym mieście, ale też o zasadach funkcjonowania miast, projektowania przestrzeni publicznej i co najważniejsze, że da się lepiej. Widząc to, co dzieje się w wątkach poświęconych innym miastom, zacząłem oczekiwać od Bydgoszczy tego samego - nowoczesnej przestrzeni, która byłaby przyjazna mieszkańcom i chciałoby się w niej przebywać. Nagle stało się jasne, że "odpowiednie" to wcale nie jest "wystarczająco dobre". W tym miejscu narodziła się potrzeba zrobienia czegoś od siebie, a nie tylko czytania biernie przemyśleń i dyskusji w sieci.

Wzory do naśladowania


W dziedzinie "nowych mediów" miałem swoje inspiracje z różnych stron. Pewnie wiele w tym szczęścia, że akurat w okresie "budowania czegoś swojego" śledziłem takie, a nie inne, kanały na YouTube i w innych mediach społecznościowych. Co ciekawe praktycznie nie ma wśród moich wzorów innych "blogerów", bo też nigdy nie poświęcałem za wiele uwagi blogom, sporo jest natomiast twórców z serwisu YouTube, którzy mimo prowadzenia mediów o znacznie innym charakterze, mieli o wiele większy wpływ. Pozwolę sobie wymienić najważniejsze dla mnie wpływy.


John Bain - człowiek prowadzący kanał dedykowany grom komputerowym. Sam jestem graczem i zamiast telewizji relaksuję się przy grach, ale też i oglądam często nagrania na kanale "TotalBiscuit, The Cynical Brit", prowadzonym przez Johna. Mogłoby się wydawać, że to nie może mieć za wiele wspólnego z tym, co robię, ale nauczyłem się tam, że przejrzystość w działaniach, dążenie do maksymalnie obiektywnych standardów wszelkiej oceny oraz jasne rysowanie własnych zasad i granic są podstawą wiarygodności w sieci. Popularność można budować na wiele sposobów, ale wiarygodność i atmosfera pełnego profesjonalizmu to zupełnie inna para kaloszy.
Mała dygresja: nadal "grywam", więc z całą pewnością wykorzystam okazję, żeby złapać i jakoś "zrecenzować" najnowszą grę wydaną przez bydgoskie Vivid Games, czyli Unreal Boxing 2.
"Is Your Red The Same s My Red?", Michael Stevens - Jeden z najbardziej dających do myślenia filmów, które stworzyli wymieniani przeze mnie autorzy!

Michael Stevens - youtuber, który zaczął od wygłupiania się i tworzenia bardzo prostych i niezobowiązujących filmów, a obecnie produkuje jedne z najciekawszych filmów popularnonaukowych w całym serwisie. Twórca sieci kanałów Vsauce. Dla tego pana należą się szczególne podziękowania za pokazanie mi, że da się stworzyć coś z niczego, a nawet nudne rzeczy (jak rezultaty badań naukowych) można pokazywać w sposób szalenie ciekawy i pobudzający do myślenia. Nauczyłem się też, że kluczem jest szukanie informacji. Pisanie i mówienie o czymś, o czym nie mamy pojęcia, brzmi sztucznie i bardzo łatwo poznać kto odrobił "zadanie domowe". W filmach pojawiających się w kanale Vsauce ilość informacji jest ogromna, a jednak wszystko jest opracowane na podstawie źródeł, które w każdym nagraniu są podawane. Dzięki temu sam też kładę ogromny nacisk na popieranie wszystkiego konkretną wiedzą i przykładami, czego najlepszym przykładem jest seria tekstów "Bydgoszcz dobrze skomunikowana" (Odpowiednio linki: CZĘŚĆ 1, CZĘŚĆ 2 oraz CZEŚĆ 3).

Henry Reich (kanał Minute Physics) oraz C.G.P. Grey - obaj panowie prowadzą kanały popularnonaukowe, podobnie jak wspomniany wcześniej Michael Stevens. Ich praca (prócz świetnej narracji i mieszania humoru z poważnymi tematami) pokazała mi przede wszystkim, że nawet najprostsze metody pozwalają uzyskać fenomenalne rezultaty, jeśli tylko treść za nimi stojąca jest równie ciekawa. Dla mnie jest to szczególne wyzwanie, gdyż ograniczam się niemal wyłącznie do Bydgoszczy i wokół naszego miasta się obracam. Zebranie odpowiednio ciekawej treści do wpisu daje mi dzięki temu podwójną satysfakcję.

"The (Secret) City of London, Part 1: History", C.G.P. Grey - Jeden z moich ulubionych filmów tłumaczących szalenie skomplikowane rzeczy w zaskakująco prosty sposób. Na wzór opowieści o Londynie chciałbym kiedyś stworzyć nagranie tłumaczące dziwaczny kształt i rozkład geograficzny Bydgoszczy.

Derek Alexander Muller - kolejny youtuber na mojej liście, twórca kanału Veritasium. Chociaż też zajmuje się on tematyką popularnonaukową, to dla odmiany moje słowa uznania kieruję nie ze względu na to co prezentuje na swoim kanale, a JAK to robi. W wielu swoich filmach zagaduje on przypadkowych ludzi na ulicy i zmusza często do przekroczenia dotychczasowych ram myślenia o świecie, wysiłku intelektualnego i podejścia do problemów na zupełnie inne sposoby. Właśnie dzięki niemu przełamałem swoje utarte poglądy i zacząłem myśleć "od nowa"

Oczywiście, prócz wyżej wymienionych twórców, inspiruje mnie masa innych rzeczy, często zupełnie przypadkowych (na przykład TO, BARDZO TO oraz ZDECYDOWANIE TO), ale tylko powyższych twórców śledzę bardzo regularnie. Nie przestaję też ciągle szukać nowych inspirujących rzeczy, które mogłyby mnie czegoś nauczyć, nastawić na coś zupełnie nowego i wzbudzić we mnie potrzebę działania. Dzięki temu blog z czasem zmienił charakter, dzięki temu odważyłem się przeprowadzić wywiad z pierwszym zespołem i po kilku takich rozmowach prowadzonych "online" przeszedłem do siadania w jednym pomieszczeniu z urządzaniem do nagrywania i rozmowy na żywo. Teraz planuję kolejnych kilka akcji, o których na pewno niedługo usłyszycie i w głowie mam cały szereg jeszcze bardziej ambitnych planów, do których muszę tylko nauczyć się kilku rzeczy.


Inspiracja to nie wszystko



Wyżej wymieniłem, co mnie inspiruje. Na forum znajduję sporo pomysłów, o czym pisać, a od twórców, których szanuję, staram się nauczyć jak tworzyć, żeby zachować odpowiedni poziom wpisów i dalej sięgać po coś nowego. Mimo to, wszystkie inspiracje niewiele by dały bez odpowiedniej motywacji, a ta płynie z samej Bydgoszczy. Na stałe, po lewej stronie przypięty jest bardzo krótki tekst, który w zasadzie w całości oddaje istotę tej "motywacji miastem".

Lata temu wyjechałem z Bydgoszczy brzydkiej, brudnej i smutnej. Nie wracałem przez cztery lata, spędzając swój czas w Łodzi, a Bydgoszcz odwiedzałem tylko wtedy, kiedy musiałem.

Po powrocie jestem w Bydgoszczy zakochany i chcę wszystkim opowiedzieć historię tej miłości. Miłości trudnej, zmiennej i chyba tej już na całe życie.

Kiedy opuszczałem to miasto, Wyspa Młyńska była ruiną z chaszczami i klepiskiem na samym jej środku. Nie było mostków łączących ją z południowym brzegiem młynówki i amfiteatrem przy operze. Zamiast tego było miejsce, gdzie siadając "gdzie popadnie" zdarzało mi się wypić tanie wino z rówieśnikami po koncercie w ramach "Muszlafest", wtedy jeszcze odbywającego się w Parku Ludowym (zaskakujące, że taka nazwa przetrwała do dzisiaj). Nie było mnie tutaj dobrych kilka lat i po powrocie zastałem takie coś:

Wyspa Młyńska po rewitalizacji to zupełnie inne miejsce, niż to, które pamiętam z lat nastoletnich. Cudo!
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons
Mając porównanie tylko stanów "przed" i "po", widziałem skokową zmianę jakości, ale mimo to słyszałem wśród ludzi, którzy tutaj zostali, że niewiele się w Bydgoszczy dzieje, że prawie nic się nie zmienia i ogólnie "be i fe". Oni byli tutaj przez cały czas, patrzyli na powolne zmiany i oswajali się z nimi pomału, bez efektu WOW, który ja dostrzegłem. Wtedy już wiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić i muszę zrobić, co tylko potrafię, żeby przekonać wszystkich do naszego miasta. Bydgoszcz jest przepięknym miejscem, które ma swoje mankamenty i bolączki, ale nawet mieszkańcy już nie potrafią dostrzec tej pozytywnej części i boli mnie to ogromnie. Stąd moja potrzeba pokazywania, że da się lepiej i stąd też moje dążenie do udowadniania, że myli się każdy, kto twierdzi, że jest tutaj nudno i brzydko.

Żeby osiągnąć swój cel i pokazywać Bydgoszcz ciekawą, żywą i przede wszystkim "wartą mieszkania" sięgam co rusz po inne metody. Zacząłem od prostego pisania "o, jak tu ładnie", a z czasem zabrałem się za pisanie recenzji lokali, opisywanie bydgoskiej muzyki i wywiady. Wciąż mam milion innych planów, które stopniowo będę wprowadzał w życie i liczę, że dalej będę dzięki temu angażował też Was, czytelników. Daje mi to poczucie ciągłego rozwoju, które tak bardzo lubię i bez którego nie wiem, czy miałbym motywację do dalszego prowadzenia Po Bydgosku. To Wasze komentarze i dyskusje, interakcja i poznawanie nowych zupełnie rzeczy jest tutaj główną nagrodą, bo wiem, że piszę teksty, które prowokują do reakcji i dają do myślenia - o to chodzi, a nawet tym lepiej, jeśli się ze mną przy tym nie zawsze zgadzacie! Nie przestawajcie nigdy mówić mi, że macie inne zdanie!

- Przemek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz