niedziela, 31 stycznia 2016

Waleczne serce

Dzisiaj nie będzie tekstu o Bydgoszczy, chociaż dotyczyć może wielu bydgoszczan, zupełnie przypadkiem. Będzie dużo przykrych wydarzeń i ludzkiej bezmyślności, głupoty i absolutnej znieczulicy, która doprowadziła do tragedii. Sprawa nie wszystkim z Was wyda się ważna, ale dla mnie to szczególny splot wydarzeń, który koniecznie chciałbym opowiedzieć wszystkim, którzy mogą coś zmienić. Wszelkie nazwy i personalia daruję sobie zupełnie, ponieważ bardzo bym chciał, żeby wszyscy "uwikłani" w tę historię mogli dalej cieszyć się świętym spokojem i nawet przypadkiem nie stali się celem w taki, czy inny sposób. Wybór tytułu zrozumiecie już po pierwszych kilku akapitach. Proszę tylko o jedno - zanim skomentujecie ten tekst, doczytajcie go do końca.


Koty i wszelkiego typu "pudełka". To zestawienie działa
nawet na koty, które nie siedzą bez przerwy w domu. Na zdjęciu
bohater mojego tekstu.
Wśród bliskich mi osób nie potrafiłbym wskazać nikogo, kto nie miałby ogromnych pokładów cierpliwości, życzliwości i empatii dla drugiego życia. Z domu nauczony jestem podobnych wartości i gdy tylko mogę, przyłączam się do najróżniejszych akcji wsparcia, pomocy i ratowania w miarę własnych możliwości. W takich akcjach największą nagrodą jest zwykłe "dziękuję", czy to wypowiedziane, czy wyrażone w inny sposób, ale nawet i bez tego elementu podziękowania warto. Właśnie dlatego oddaję krew, dlatego nie mam oporów przyłączyć się do akcji WOŚP, czy bezpośrednio wspierać naszego miejskiego schroniska. Wszystkie te rzeczy pozwalają mi dać z siebie coś tylko i wyłącznie dla poczucia, że zrobiłem coś dobrego. Do czasu, aż nie wydarzy się jakieś nieszczęście.


W niewielkim miasteczku na Kujawach wcale nie tak odległym od Bydgoszczy, gdzie mieszka jedna z tych szczególnie troskliwych osób, od dawna sporo jest "w pół dzikich" kotów. Przychodzą one regularnie do serdecznego dla nich domu na "stołówkę" i gdyby nie to, że nie są wpuszczane za próg, w zasadzie można by je nazwać kotami w pełni domowymi. Sam często jestem tam gościem i całą tę futrzaną gromadkę bardzo z biegiem lat polubiłem. Wszystkie tamtejsze zwierzaki za pomoc i bezinteresowną opiekę odwdzięczają się w niesamowity sposób. Bez wyjątku, witają każdego domownika i gościa. Siadają na parapecie albo ustawiają się spokojnie na progu i grzecznie czekają na zaproszenie czy to do miski, czy zabawy i pieszczot. Nie wiem nawet, czy nie są to lepiej ułożone zwierzaki od tych, które demolują domy właścicieli i zmieniają wszystkie meble w kłęby fruwających strzępków i połacie rys.

Z całej tej gromady wyróżniał się jeden kot w szczególności. Umaszczony tak pospolicie, jak tylko można to sobie wyobrazić, ale mimo to szczególny na swój koci sposób. Stworzenie to było bardziej towarzyskie i miało w sobie więcej szczerej życzliwości, niż spora część ludzi, których miałem w swoim życiu wątpliwą przyjemność spotkać. Można by powiedzieć, że "to przecież tylko zwierzę", a jednak był szalenie "ludzki" w swoim zachowaniu, opiekując się też innymi kotami, które pojawiały się w tym miejscu na swój codzienny posiłek. Prawdopodobnie to go zgubiło, kiedy na początku tego roku zjawił się z dziwnym, jak wtedy się wydawało, kaszlem. Pewnie zwykłego przechodnia nie zdziwił taki widok, bo żyjące w miastach koty bardzo rzadko są w świetnym zdrowiu, a koci katar też nie jest jakąś szczególną przypadłością. Problem w tym, że to nie był kot pozbawiony opieki.

Kiedy zwierzak trafił do miejscowego weterynarza, dostał leki i trafił pod stałą opiekę, ale szybko okazało się, że to nie przynosi żadnych rezultatów, więc zwierzak z jednej lecznicy przeniesiony został to kliniki weterynaryjnej w większym mieście, gdzie dla pewności zrobiono prześwietlenie, by sprawdzić co dzieje się w płucach...


Tak, to jest śrut z wiatrówki...
Okazało się, że zwierzak nosił w sobie łącznie pięć śrucin. Nie były to przypadkowe odłamki, a amunicja do typowej wiatrówki, która musiała w ciele kota utknąć już pewien czas temu, ale dopiero teraz zaczęła sprawiać poważne problemy (weterynarze nie byli w stanie zlokalizować ran wlotowych). Tajemniczy kaszel także okazał się spowodowany postrzałem, co potwierdziła jedna ze śrucin wypluta ostatecznie przez kota. Kolejne kilka utknęło w najróżniejszych punktach jego małego ciała, a większość pozwalała mieć nadzieję na ich usunięcie bez większych przeszkód i szkody dla organizmu. Prócz jednej.


Piąta śrucina znajdowała się w worku osierdziowym serca, a bardzo możliwe, że nawet częściowo wbiła się w sam organ. Weterynarze nie byli nawet w stanie powiedzieć jednoznacznie, jakim cudem ten kot jeszcze żyje, a jednak żył i funkcjonował przez wiele dni, może nawet tygodni, codziennie obdarzając ludzi takim samym zaufaniem i taką samą dozą kociej miłości. Gdyby nie pogarszający się stan, prawdopodobnie nikt by się nawet nie dowiedział, że nosił w sobie tak makabryczne dowody ludzkiej bezmyślności. Ostatnie dni swojego życia nie jadł, nie pił, a w klatce piersiowej zaczął zbierać się jakiś płyn, który uniemożliwiał stworzeniu oddychanie bez odpowiedniego usunięcia gromadzącej się cieczy. Zniszczenia w organizmie okazały się zbyt rozległe i po kilku kolejnych dniach najbardziej życzliwy i serdeczny kot, jakiego w życiu widziałem, po prostu dokonał swojego żywota w klinice weterynaryjnej.

Piszę ten tekst, ponieważ chciałbym przestrzec Was wszystkich przed ignorowaniem pewnych podstawowych rzeczy. Nie oczekuję żadnej krucjaty i wielkiej nagonki (tym zajmie się policja, kiedy wszystkie materiały spłyną od weterynarzy). Chciałbym jednak, żebyście mieli na uwadze takie sytuacje, kiedy będziecie kupować swojemu dziecku wiatrówkę, kiedy będziecie wypuszczać swojego domowego zwierzaka na dwór albo kiedy zobaczycie sąsiada czy innego przypadkowego człowieka strzelającego z takiej broni "sportowej" do zwierząt. Większość ludzi wmawia sobie, że to "nie ich sprawa" i po prostu machną ręką, ale to jest ich sprawa. Pomijając już sam fakt, że za strzelanie do zwierząt grozi kara dwóch lat więzienia, chodzi o zadawanie cierpienia.

Tym razem to ja znalazłem się po tej stronie, która została dotknięta czyjąś bezmyślnością, a wraz ze mną także wiele bliskich mi osób. Innym razem to będzie ktoś z Waszych znajomych, a może nawet ktoś z rodziny. Ktoś, kto przywiąże się do stworzenia, które kto inny dla swojej chorej rozrywki potraktuje jako ruchomy cel strzelniczy. Odwracając wzrok unikacie myślenia, ale zapominacie, że jest to ciche przyzwolenie. Dlatego właśnie mam jedną prośbę - zgłaszajcie takie rzeczy policji, róbcie zdjęcia, a wszelkie wiatrówki sportowe czy łuki, które kupicie swoim dzieciom w dobrej wierze, trzymajcie pod ścisłym nadzorem, jeśli nie pod kluczem. Sam nigdy nie chciałbym być jednym ze współodpowiedzialnych i Wam również tego nie życzę.

Z samej tylko statystyki wiem, że w wielu miejscach w Polsce, właśnie teraz, w tej chwili, gdzieś do domu próbuje doczołgać się zwierze zamęczone przez idiotów. Nie odwracajcie wzroku.


- Przemek

czwartek, 21 stycznia 2016

Biurokracja kontra tramwaje - rozkład swoje, a praktyka...

Ależ mam w tym roku zatłoczony Styczeń! Ledwo zdążyłem wypuścić jeden tekst, a na horyzoncie pojawia się cała garść zupełnie nowych, szalenie ciekawych informacji. Sprawa oczywiście dotyczy (ponownie!) zmian w układzie komunikacyjnym miasta, a przede wszystkim, w kursowaniu tramwajów po Fordonie. Mówiąc krótko - miało być pięknie, ale coś tu śmierdzi i nie do końca było wiadomo, w czyjej szafie ten paskudny trup leży. Oczywiście połowa problemów, to tak zwane choroby wieku dziecięcego, które wynikają raczej z niedopracowania całego projektu i braku ostatnich szlifów. Podejrzewam, że na przestrzeni kilku najbliższych tygodni doczekamy się całego szeregu kosmetycznych korekt w godzinach odjazdów, gdzieniegdzie małe pojazdy zamieni się na przegubowe i odwrotnie, a motorniczy wraz z nabieraniem wprawy nauczą się także uszczknąć z trasy kilka cennych minut prawie zgodnie z przepisami (absolutnie nie oskarżając nikogo - mus to mus). Nim jednak pierwsze poprawki zostaną wprowadzone, zostanie nam użerać się z wszystkimi mankamentami "startowej" wersji systemu

Tramwaj Linii 7 wspinający się na estakadę przecinającą magistralę kolejową nad stacją Bydgoszcz Wschód, kierujący się w stronę Fordonu. -fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Niedawno opublikowałem (za zgodą) spojrzenie z punktu widzenia motorniczego tramwaju na trasie przebiegającej właśnie po nowo wybudowanej linii w Fordonie. Treść tej relacji nie zostawia żadnych złudzeń, że coś jest bardzo nie tak w działaniu tramwajowych połączeń spinających największą dzielnicę z resztą miasta, cyt.:
"Opóźnienia tramwajów w szczycie ok. 15-20 minut, nie wierzcie w kłamstwa ZDMiKP, że tramwaje kursują opóźnione 1-2 minut. Na rondzie Fordońskim traciliśmy nawet po 8 minut. Całą zmianę jazda w kółko bez postojów, nie ma nawet czasu wysikać się. Jak chcieliśmy wjechać na zajezdnię uzupełnić piasek lub wieczorem zrobić sobie 15 minut kolacji, po prostu trzeba zrezygnować z jakiegoś kursu. Na samych światłach w Fordonie tracimy ok. 5 minut, później nie ma jak tego nadrobić. Linia 10 (zresztą linia 4 też) notorycznie wyjeżdża opóźniona z Lasu Gdańskiego, bo puszczając 5 linii na tę pętlę, w ZDMiKP nie pomyśleli jak tramwaje mają się wyprzedzać. A teraz mają to w du.. i sami mamy sobie radzić. Od Rycerskiej do Łoskonia żadnego priorytetu, jakby ITS nie istniał."
Trochę później, na tym samym forum pojawiło się uzupełnienie tej relacji o bardziej szczegółowy opis, gdzie przeczytać możemy z czego dokładnie bierze się aż 20 minut opóźnienia tramwajów w godzinach szczytu.
"Z Łoskonia wyjeżdżam o czasie, w Fordonie tracę 4-5 minut, kolejne 3-4 minuty w centrum (brak priorytetu lub inny stojący tramwaj np. na r. Fordońskim), dojeżdżam do Rycerskiej opóźniony 7 lub 8 minut. Postój na tej pętli to 4 minuty. Odjeżdżam z Rycerskiej opóźniony już o 4 minuty, po drodze znowu wszędzie stoję na światłach, mam opóźnienie 2-3 minuty, dojeżdżam do r. Fordońskiego, stoję 8 minut (w kolejce tramwajów jako piąty), w Fordonie tracę kolejne kilka minut, przede mną jedzie inny tramwaj, cykl świateł jest tak krótki, ze przejedzie tylko jeden tramwaj. Dojeżdżam na Łoskoń, 10-12 minut opóźniony, tu postój na pętli to 8 minut. Znowu 4 minuty opóźnienia na starcie, ale w Pesie skończył się piasek, na którego uzupełnienie nie mam czasu. Mimo to wjeżdżam na hale po piasek, bo bez niego nie ujadę (na torach jest bardzo ślisko). Wyjeżdżam z Łoskonia 10 min. opóźniony. Dalej znowu sygnalizacje, inne tramwaje i opóźnienie powiększa się. A poza tym w rozkładzie jazdy po prostu brakuje minut na przejazd, nawet wieczorem jak nie ma ruchu, za dużo stoi się na światłach."
Nie mam najmniejszego powodu, aby nie wierzyć w taką relację i jestem pewien, że nikt o zdrowych zmysłach nie powoduje celowo opóźnień, kiedy za ignorowanie rozkładu grożą motorniczym i kierowcom autobusów kary. Osobiście podejrzewam, że także po stronie drogowców nikt celowo nie zaplanował rozkładu niewykonalnego tylko po to, by zrobić komukolwiek na złość. Może jakąś rolę grała tu polityczna presja, by wykazać nienaturalnie duże skrócenie czasu przejazdu w rozkładach, ale tu możemy jedynie zgadywać. Jedynym pewnikiem jest, że cała sytuacja prowadzi tylko do zaognienia trwającego już od dawna (długo przed otwarciem tramwaju do Fordonu) konfliktu między motorniczymi i ZDMiKP, a przez skalę opóźnień trzecią stroną w tym sporze stali się mimowolnie sami pasażerowie.

Tramwaj PESA Swing na pętli w Fordonie
- fot. Magiera188 / Wikimedia Commons
Na szczęście do dyskusji na Facebooku, która wybuchła pod przytoczonym wyżej cytatem, włączyło się bardzo wiele osób. W śród nich byli także bydgoszczanie, którzy już wcześniej pociągnęli za język drogowców (w tym pan Wojtek Stefanowicz) i zdołali otrzymać bardzo konkretne odpowiedzi. Jak napisał pan Wojciech Nalazek, naczelnik Wydziału Inżynierii Ruchu naszego zarządu dróg:
"ZDMiKP nie był inwestorem ani też wykonawcą trasy do Fordonu. Tramwaj Fordon Sp. z o.o. wybudowała linię i prawdopodobnie przekaże ja do ZDMiKP w celu utrzymania. Obecnie na odcinku od pętli Wyścigowa do pętli Łoskoń nie działa specjalny priorytet tramwajowy, ponieważ będzie on zrealizowany dopiero przy włączeniu tej linii tramwajowej do systemu ITS będącego w posiadaniu ZDMiKP. Obecnie na przejazdach tramwaje zawsze oczekują od kilku do kilkunastu sekund.

Umowa na implementację linii tramwajowej do Fordonu do systemu ITS i nadanie priorytetu tramwajowego, będzie realizowana w I połowie 2016 roku przez dotychczasowego Wykonawcę systemu ITS, firmę Sprint z Bydgoszczy. Obecnie tramwaj do przejazdów wykorzystuje pętle indukcyjne , które po wdrożeniu priorytetu będą służyły do przejazdów awaryjnych w przypadku awarii podstawowego systemu wywoływania priorytetów z odległości prawie 500 metrów.

Wojciech Nalazek, ZDMiKP"
Wydaje mi się, że wszystko jest tu całkiem jasne. Z podanych przez pana Wojciecha Nalazka informacji wynika, że nawet do pół roku przyjdzie nam poczekać na dokonanie się wszystkich formalności, które są w zasadzie jedynym powodem funkcjonowania całego układu na niedoskonałych systemach awaryjnych. Wszystkie minuty tracone na światłach w Fordonie, o których wcześniej pisał cytowany anonimowy motorniczy, generowane są przez brak kilku podpisów i czekanie urzędników na formalne przekazanie infrastruktury. Z punktu widzenia pasażera nikt nawet nie zauważy różnicy między podpisanym i niepodpisanym dokumentem, a jednak zmiany będą ogromne. Przesiadki nagle zaczną się zgrywać, pracownicy wielu firm przestaną docierać spóźnieni, a mieszkańcy Bydgoszczy krócej stać będą na mrozie.

Zostaje trzymać kciuki, żeby problemy skończyły się szybciej, niż skończą się mrozy. I wraz z tym wpisem chyba już starczy tematów tramwajowych na styczeń.
Do tematu wrócę w lutym, kiedy kurz opadnie i przekonamy się jakie są pierwsze poprawki, albo nie wrócę wcale i zamiast tego zarzucę Was czymś pozytywnym i dającym radość z bycia bydgoszczaninem! ;)

- Przemek

wtorek, 19 stycznia 2016

Camerimage - czy wielka "zrzutka" ma sens?

O festiwalu Camerimage ostatnio bardzo niewiele się mówi i chyba można śmiało powiedzieć, że "kurz" i emocje opadły do bezpiecznego poziomu, by bez zbędnego zamieszania porozmawiać o tym, co festiwal dedykowany technicznej części świata filmowego daje naszemu miastu. Warto też poruszyć ten temat, kiedy w artykule "Zrzutka na centrum dla festiwalu Camerimage" czytamy, że miasto zapowiedziało właśnie kolejne podejście do budowy centrum kongresowego nad Brdą. Już teraz wyczuwam nadchodzącą na dniach nową sprzeczkę, gdzie do wojny o Camerimage stanie jednocześnie kilka stron, każda z argumentami podobnego kalibru i każda z odrobiną racji w tym wszystkim. Nim jednak rozpęta się ta "burza", skorzystam z ostatnich godzin spokoju i dorzucę swój komentarz, kiedy jeszcze można mówić rozumem, a nie sercem.


Opera Nova w Bydgoszczy, gdzie obecnie odbywa się festiwal Camerimage
- fot. Pit1233 / Wikimedia Commons
Pojawienie się powyższego artykułu niemal idealnie wpasowało się w to, czym ostatnio się zajmowałem. Przyznam szczerze, że nigdy bym się nie spodziewał, że tak wiele przydatnych elementów zbiegnie się w czasie, ale skoro już są, czas zaprząc to wszystko do pracy. Zaledwie kilka dni temu miałem przyjemność być widzem na spektaklu "My Fair lady" w Bydgoskiej operze, a wczoraj odwiedziłem bydgoskie Blackfish Studio, gdzie miałem okazję usłyszeń o Camerimage kilka słów także od ludzi zawodowo zajmujących się sztuką filmową. Zacznijmy od spektaklu i czemu ma to takie znaczenie.


Opera Nova faktycznie może organizatorom Camerimage wydawać się za mała, ale akurat nie mi oceniać, bo na festiwal dopiero będę musiał się wybrać (oby już na następny). Po ostatniej wizycie moją uwagę o wiele bardziej przykuł stan obiektu. Obicia siedzeń niedługo trafić będą musiały w ręce tapicera, albo całe siedzenia czekać będzie wymiana, zaś wielokrotnie wymieniane punkty świetlne, zapewniające odpowiednie oświetlenie widowni, nie świecą już nawet taką samą barwą światła. O ogólne wrażenie jest takie, że nasza Opera zaczyna pokazywać, iż "nabiera lat". Nie jest jeszcze ani trochę źle, ale już niebawem mogą zacząć się pojawiać poważniejsze mankamenty i w żaden sposób międzynarodowy festiwal, którego laureaci nominowani są "z urzędu" do Oscara, na takie coś pozwolić sobie nie może. Warto też zaznaczyć, że obecna forma festiwalu już wypełnia istniejący obiekt w całości i trudno tutaj mówić o przestrzeni do dalszego rozwoju i rozbudowy oferty festiwalu. Najłatwiej problem ten byłoby rozwiązać właśnie poprzez postawienie nowego obiektu w znacznej mierze "skrojonego na miarę", ale nie pod festiwal jako taki, a pod najbardziej zaawansowane i wyszukane techniki filmowe. Cytując za artykułem gazety:
"(...)Żydowicz podkreśla jednak, że inwestycja powinna być magnesem dla turystów i organizatorów komercyjnych przedsięwzięć. - Warto pomyśleć o sali kinowej typu Imax z nagłośnieniem Atmos, na które składa się 350 głośników - mówi. - Na kulturze można zarobić, ale nie dodając tylko lekki makijaż do tego, co zostawił nam PRL."
Jest to o tyle ważne, że kompletnie mija się z głównym argumentem przeciwników budowy centrum kongresowego, czyli oskarżeniem o budowę obiektu pod jedną imprezę, który stać będzie pusty i generować koszty. Wszyscy, włącznie z samym Markiem Żydowiczem, są doskonale świadomi, że trzeba będzie dla tego obiektu znaleźć odpowiednie zagospodarowanie przez cały rok, a nie tylko w okresie trwania festiwalu. Osobiście widziałbym tutaj szansę w organizacji dużych konferencji medycznych, z naciskiem na środowiska naukowców zajmujących się onkologią, czy nawet wydarzeń NATO-wskich wysokiego szczebla. To oczywiście tylko luźne pomysły, ale jestem absolutnie pewien, że gdyby tylko takie miejsce powstało, jego zarządzaniem zająłby się zespół specjalistów, którzy w szybkim czasie zapełniliby kalendarz wydarzeń tu organizowanych. 

Plac Teatralny, obecnie zamieniony w parking. Za plecami park, który powstał w miejscu zniszczonego w wyniku działań wojennych Teatru Miejskiego. Jeśli inwestycja w centrum festiwalowe doszłaby do skutku, tak właśnie mógłby wyglądać widok sprzed wejścia głównego. - fot. Pit1233 / Wikimedia Commons
Drugą ważną kwestią, którą chciałem w swoim wpisie poruszyć, jest wpływ festiwalu na Bydgoszcz, jej rozpoznawalność i mówiąc wprost - reklamę miasta przez powiązanie ze świętem operatorów filmowych. Wiele osób dość słusznie podnosi argument rozpoznawalności miasta, które nie jest uwzględnione w nazwie, przez co nigdy nie usłyszymy na gali Oscarów, że dany film został nominowany do nagrody akademii dzięki zwycięstwu w Bydgoszczy. Nie oszukujmy się - mają rację! Jest to ogromny błąd ze strony włodarzy Bydgoszczy, ale zamiast teraz bić o to pianę i kruszyć kopie, zadbałbym po prostu o odpowiedni zapis umieszczony w przyszłej umowie o organizacji festiwalu. O wiele ważniejszym pytaniem jest, czy Bydgoszcz coś na walce o Camerimage zyskuje?

Podczas wczorajszych odwiedzin w Blackfish Studio spędziłem wiele czasu, wypytując ekipę o ich pracę, kuluary prowadzenia zdjęć i tym podobne aspekty z życia filmowca. W pewnym momencie rozmowa zeszła na krótko w kierunku omawianego tu właśnie festiwalu. Jak się okazało, filmowcy zza granicy właśnie na Camerimage starali się poznać i nawiązać współpracę z miejscowymi ekipami. W Bydgoszczy tego nie widać, szczególnie z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca, bo zdjęcia bardzo często prowadzone są w studiach, we wnętrzach budynków, albo na wyjazdach plenerowych. Są to jednak wciąż ujęcia kręcone przez bydgoskie firmy, w których pracują bydgoszczanie. Jest to powoli budująca się w naszym mieście branża, która prócz agencji stricte reklamowych w zasadzie nie istniała. Takie rzeczy nie dzieją się wcale spontanicznie w przypadkowych miastach i przyczyny rozwoju tego środowiska należy przynajmniej po części upatrywać właśnie w stymulującym wpływie Camerimage (nie umniejszając ani trochę znaczenia umiejętności i doświadczenia naszych lokalnych filmowców!). Kto wie, jak dalej rozwinie się ta gałąź gospodarki.

Niepozornie wyglądający budynek przy ulicy Focha w Bydgoszczy
to Hotel Mercure-Bydgoszcz "Sepia" usytuowany tuż przy
Operze Nova, gdzie odbywa się Camerimage.
- fot. Pit1233 / Wikimedia Commons
Na koniec trzeba dodać jeszcze jeden ważny aspekt, o którym wiele osób zdaje się zapominać. Chodzi tu głównie o ruch turystyczny, zapełnienie hoteli i stymulację dla naszego lotniska (tak, pozwólcie mi wytłumaczyć). Sam festiwal operatorów to tylko garść dni, podczas których goście zza granicy zostają w Bydgoszczy. To bardzo niewiele i w skali miasta wydawać się może zupełnie nieistotne. Należy sobie zadać pytanie, czy jest jakikolwiek sens rozpatrywać to tylko w tak wąskich kategoriach? Skoro samo utrzymanie festiwalu w Bydgoszczy wiąże się bezwzględnie z budową centrum kongresowego w sercu miasta, a jego budowa będzie ekonomicznie uzasadniona tylko dlatego, że planowane jest organizowanie u nas znacznie większej liczby imprez, to wszystkie liczby przypisywane ruchowi hotelowemu, odwiedzinom w restauracjach i zapotrzebowaniu na połączenia lotnicze mnożyć należy o kilka rzędów wielkości, jeśli nie dziesięciokrotnie.

Jestem absolutnie przekonany, że prezydent Bruski doskonale zdaje sobie z tego sprawę i jego opinia "księgowego Bydgoszczy" jest mocno uzasadniona. Jego walkę o zatrzymanie Camerimage w naszym mieście powinniśmy popierać wszyscy, bez wyjątków i takiego stanowiska będę bronił z pełnym przekonaniem. To nie jest ślepy wydatek, a inwestycja, trzeba jedynie zrozumieć, że tu wcale nie chodzi o samą imprezę pana marka Żydowicza, a o całą serię imprez i cały pakiet połączonych i wynikających z siebie wzajemnie korzyści.

- Przemek

niedziela, 17 stycznia 2016

Rozmowy o Bydgoszczy 15 I 2016 - podsumowanie.

Ponieważ początek tego roku miał być także pełen zmian w organizacji naszych cotygodniowych spotkań, czas uzupełnić wszystko o ostatni brakujący element (no dobra, przedostatni, ale ostatni to już detale :P), czyli relacje ze spotkań. Kiedy tylko uda mi się kupić w miarę sensowny dyktafon, który będzie w stanie wyłapać wszystkich biorących udział na przestrzeni dwóch stolików, do wszystkiego dojdzie jeszcze odpowiednia playlista na YouTube, a wersja "testowa" z zapisem jednego ze spotkań z grudnia 2015 pojawi się jako "pilot". Nim do tego dojdzie czas na relację tekstową! :)

Co komu najbardziej pasuje - piwo grzane, piwo zimne, kawa, herbata.
Tak wyglądał nasz stolik na ostatnim spotkaniu, a kufli jeszcze przybyło,
bo i chętnych do rozmów coraz więcej z tygodnia na tydzień! :)
Jak to zwykle bywa, zaczęło się od kompletnego mieszania tematów i nim na dobre zabraliśmy się za narzucone wątki tramwajowe, omówiliśmy całkiem sporo kwestii związanych z powołanie do życia wspomnianego już przedtem wielokrotnie stowarzyszenia. Zainteresowanych przyłączeniem się do naszej inicjatywy zapraszam serdecznie na spotkania, żeby wdrożyć się trochę w panującą w naszym gronie atmosferę, a szczegóły tej inicjatywy publicznie ujawnimy, kiedy tylko wszystko zostanie dopięte na przysłowiowy ostatni guzik i faktycznie będzie się czym chwalić.  Ta początkowa wymiana zdań okazała się całkiem niezłą lekcją na przyszłość - jeśli dalej będzie nas na rozmowach przybywać (na co liczę!), to przyda się też szybko nauczyć moderacji takiej rozmowy i przydzielania głosu, by uniknąć bałaganu. To dobre uczucie, bo dzięki temu wiem, że te spotkania na prawdę mają sens i są potrzebne. Idziemy w dobrym kierunku! Na szczęście reszta rozmowy przebiegła w bardziej zorganizowany sposób i mogliśmy rozprawić się z tematami tramwajowymi. Jak na dziesięć osób, z których każdy miał przynajmniej trzy opinie, poszło zaskakująco gładko. Co ustaliliśmy? Moim zdaniem najmocniejszym punktem było zebranie w jednym miejscu wszystkim wad, zalet uwag i zastrzeżeń do powstałej linii tramwajowej. Rozmawialiśmy jeszcze PRZED oficjalnym otwarciem, ale kilka osób z naszego grona miało okazję przejechać się tramwajami po Fordonie "przedpremierowo", więc z nie powinno być zbyt wielu dziur w naszych spostrzeżeniach. Oto wnioski:

PLUSY INWESTYCJI:

Wbrew pozorom jest ich całkiem sporo i większość tyczy się tego, jak wielkie zmiany w mieście zaszły dzięki samej inwestycji. To dobrze, bo przekłada się to bezpośrednio na jakość życia mieszkańców, wizerunek Bydgoszczy, jak i ogólne postrzeganie samej dzielnicy. Na pewno wiele osób będzie musiało się przez jakiś czas przyzwyczajać, ale pewnych bezwzględnych plusów nie da się w żaden sposób podważyć!
  • Zakończyło się kilkudziesięcioletnie oczekiwanie na spięcie największej dzielnicy z resztą miasta. Wiele osób zdążyło skończyć szkołę i przejść na emeryturę, od kiedy pierwszy raz zapowiedziano tę inwestycję, więc to już najwyższy czas!
  • Tereny w Fordonie zdecydowanie zyskały na atrakcyjności dla inwestorów, a bezpośrednie skomunikowanie z dwoma dworcami kolejowymi, dworcem PKS, szeregiem galerii handlowych i hoteli sprawia, że Fordon przestał być lokalizacją drugiej kategorii. Najwyższy czas, żeby powstało tu coś więcej, niż tylko kolejne bloki, ale także i osadnictwo powinno dzięki tej inwestycji znacznie przyspieszyć. Identyczne zjawisko można było zaobserwować w Warszawie, gdzie tereny w pobliżu nowo otwartych stacji metra zabudowują się błyskawicznie. Oby (proporcjonalnie do skali miasta) i u nas do podobnego rozruchu doszło!
  • Budowa nowej stacji kolejowej oraz przebudowa pętli Wyścigowa zmieniły okolice węzła wschodniego nie do poznania. Sama estakada zdecydowanie podnosi jakość architektury w okolicy i dodaje do krajobrazu miasta kolejny interesujący punkt. Trzymajmy kciuki, by dalsza zabudowa okolicy (a według planów miasta ma być tam dzielnica wieżowców - KLIK) trzymała przynajmniej taki sam poziom.
Czy trzeba dodawać coś więcej? Uporządkowany teren, nowe latarnie i efekt
"wow" wywołany przez ogólną zmianę krajobrazu.
-fot. Błażej Bembnista, Fordon na co dzień.
  • Prócz efektownej stacji poprawiła się estetyka całego Fordonu. Tam, gdzie były dzikie pola chwastów pojawiło się torowisko, dookoła którego posiano nową trawę na nowo nawiezionej ziemi. Wraz z torami wiele ulic z dziurawych i pozbawionych krawężników (a w przypadku końcowego odcinka ulicy Andersa, nawet nawierzchni) ulic zmieniło się w równe miejskie uliczki z rzędami latarni, chodnikami i pełną infrastrukturą rowerową. Dla znacznej części tej dzielnicy to prawdziwy skok cywilizacyjny, chociaż do kwestii rowerów wrócimy jeszcze w kolejnej części wpisu.
  • Nareszcie uporządkowano nazwy przystanków przy stacjach kolejowych. Chociaż niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, wiele przystanków w Bydgoszczy, które pozwalały przesiąść się na pociąg, nie zawierały w swojej nazwie nawet śladu informacji, że właśnie przy nich stacja się znajduje. Wraz z reorganizacją komunikacji miejskiej poprawiono ten absurdalny błąd!
  • Wiele rozwiązań przyjętych przy realizacji trasy tramwajowej zasługuje na pochwałę. Słupy podtrzymujące trakcję elektryczną zabezpieczono u podstawy odpornym na korozję kołnierzem nierdzewnego metalu, a powierzchnia wiaduktu nad stacją Bydgoszcz Wschód zaprojektowana została tak, by w przypadku sytuacji "awaryjnych" można było tamtędy prowadzić objazdy, lub posłać służby ratownicze, by ominąć zakorkowane ulice.

SŁABE PUNKTY:

Niestety, gdzie są "plusy", tam też trzeba poszukać minusów i obawiam się, że tych wcale nie będzie mniej od zalet wymienionych powyżej. Sporo z tych mankamentów można z czasem poprawić, ale niektóre wynikają z naszej "polskiej bylejakości" i pokutującego w kraju od bardzo wielu lat kryterium najniższej ceny, jako głównego wyznacznika dla wyboru projektów. W naszym gonie, podczas czwartkowego spotkania, znalazły się osoby z dziedzin budownictwa, czy logistyki, a także reprezentant Stowarzyszenia Na Rzecz Rozwoju Transportu Publicznego w Bydgoszczy, więc trudno tu mówić o przypadkowym narzekaniu. O co dokładnie chodzi?

  • Mimo wielu poprawek i korekt, które miały miejsce, torowisko tuż przed otwarciem sprawiało wrażenie niedbale ułożonego i ledwie mieszczącego się w normach geometrii, które trzeba było spełnić, by w ogóle inwestycja mogła zostać odebrana. Jakość jego wykonania zdają się potwierdzać liczne pęknięcia szyn na całej długości trasy, które powstały w wyniku samych tylko jazd testowych!
  • Równie wiele zastrzeżeń pojawiło się podczas naszego spotkania do jakości i standardu wykonania węzła pasażerskiego Bydgoszcz Wschód. Klatki schodowe wykonane z gołego betonu, który w dodatku zdaje się przeciekać tam, gdzie zgromadzi się choćby trochę wody, kostka brukowa i nieestetyczne różowe pływy betonowe na peronach, które jedynie przeszkadzają w poruszaniu się z torbami na kółkach. Do tego wszystkiego dochodzi kompletny brak zainteresowania ze strony PKP PLK, które nie zrobiło nic, by poprawić estetykę tych punktów, które znalazły się zaraz za terenem objętym inwestycją. Szkoda, a nacisku na kolejarzy ze strony miasta nie widać. Zdecydowanie zabrakło tam też miejsc parkingowych tak, dla osób chcących stosować ideę Park & Ride, jak i dla osób odbierających z dworca podróżnych.
  • Paradoksalnie, inwestycja mająca poprawić komunikację w wielu punktach pogorszyła ją. Przecięte zostały wewnętrzne szlaki piesze w całej dzielnicy, a prócz przystanków tramwajowych przejść przez torowisko, które przeznaczone byłyby dla poruszających się lokalnie pieszych, po prostu nie zbudowano! Starając się skomunikować Fordon z resztą miasta, odcięto dzielnicę od samej siebie. W dodatku wiele przystanków nie jest nawet skomunikowanych z przylegającymi do nich osiedlami, co wpływa jedynie negatywnie na zainteresowanie wyborem takiego środka transportu. Szczególnie trudne warunki dojścia można zaobserwować dla osiedla Kasztelanka, czy chociażby mieszkańców zabudowań przy ulicy Igrzyskowej.
  • Zmarnowano okazję na spięcie infrastruktury rowerowej w całość. Chociaż wzdłuż trasy tramwajowej do Fordonu powstały całe kilometry dróg dla rowerów (dalej DDR), to jednocześnie cała sieć rowerowa w Fordonie nadal pozostaje w sporej mierze poszatkowana i brakuje jej ciągłości. Najbardziej jednak razi zupełnie zmarnowana okazja na spięcie w całość sieci w Fordonie i reszcie miasta. Tam, gdzie tramwaje pokonać mogą bez problemu rozległe magistrale kolejowe, rowerzyści nadal zmuszeni są do korzystania z przejazdów naziemnych z rogatkami. Jak na miasto, które ambitnie rozwija sieć stacji roweru miejskiego, a sam system jest jednym z najlepszych w kraju, można tu śmiało mówić o kompletnej klęsce planowania.
  • Promocja i dostępność informacji były po prostu złe! Mimo szumu medialnego wielu mieszkańców nadal nie wie dokładnie, JAK dojadą do pracy, a chociaż wyprodukowano całe góry materiałów promocyjnych, wchodząc do siedziby ZDMiKP można było zobaczyć całe sterty ulotek informacyjnych, które czekały na nie wiadomo jak wielkie pospolite ruszenie mieszkańców właśnie do zarządu dróg, by zasięgnąć informacji. Nie pomaga tutaj w najmniejszym stopniu brak info kiosków na przystankach i tłumaczenie, że "przecież biletomaty będą w pojazdach" nie ma żadnego znaczenia. Automaty na przystankach powinny funkcjonować niezależnie od tego, szczególnie, że większość taboru to nadal wiekowe już tramwaje wyprodukowane kilka dekad temu.
  • Ostatnim zarzutem były konsultacje społeczne. Niby były, ale trwały szalenie krótko i stwarzały wrażenie zorganizowanych tylko po to, by nikt nie mógł zarzucić, iż się nie odbyły. W efekcie uzyskaliśmy sieć połączeń, która dla wielu osób stwarza gorsze (także czasowo) warunki dojazdu do pracy czy uczelni. Świetny przykładem jest tu połączenie na Kapuściska. Godziny kursowania tramwajów sprawiają, że osoby pracujące w systemie zmianowym do pracy na popołudnie dojadą, ale powrotu do domu z największego w regionie parku przemysłowego już nie uświadczą! 
Podsumowując wszystkie plusy i minusy, wychodzimy na zero. Pocieszający jest fakt, że wiele z tych słabych stron można w taki czy inny sposób naprawić i z biegiem czasu bilans inwestycji zacznie się robić dodatni. Byle tylko plaga awarii, które zdarzyły się już pierwszego dnia kursowania był raczej wyjątkiem, niż regułą.

Co oprócz tramwaju?

Auditorium Novum, UTP Bydgoszcz
- fot. Przemysław Jahr / Wikimedia Commons.
Ponieważ prócz samych tramwajów chciałem na ostatnim spotkaniu porozmawiać trochę o SKM i alternatywach dla szybkiego transportu publicznego w Bydgoszczy, nasze rozmowy błyskawicznie przeniosły się z tego tematu na trwające obecnie konsultacje społeczne dla wojewódzkiego projektu transportowego pod nazwą „Bydgosko-Toruńskie Partnerstwo na rzecz zrównoważonego transportu”. Jest to drugi etap konsultacji, gdzie omawia się założenia zawarte w „Studium zrównoważonego rozwoju systemów transportowych powiatów bydgoskiego i toruńskiego ze szczególnym uwzględnieniem miast Bydgoszczy i Torunia”. Na chwilę obecną dokument ten budzi wiele wątpliwości, a jego zapisy zakładają przeróżne dziwne manewry, których jedyne uzasadnienie wydaje się leżeć w decyzjach politycznych. Jednym z takich wątpliwych ruchów miałoby być skomunikowanie kolejowe Kcyni z Bydgoszczą nie bezpośrednio, ale za pośrednictwem Nakła. Nie tylko jest to kompletne zaprzeczenie idei budowanego od pewnego czasu systemu BiT City, ale też tworzenie połączenia sztucznie wydłużonego, które nie ma żadnej realnej szansy poprawić skomunikowania pracujących w Bydgoszczy z miastem. Jest to tylko przykład, ale podobnych zapisów w tym dokumencie jest całkiem sporo, więc wspólną decyzją zebranych uznaliśmy, że następne spotkanie zostanie przeniesione właśnie na te konsultacje. Spotkanie odbywa się w środę, 20 stycznia 2016 roku o godzinie 17:00 w budynku Auditorium Novum UTP. Każde kolejne odbędzie się już naszym stałym miejscu i o stałej porze tak, jak to miało miejsce  dotychczas. Odpowiednia rozpiska na miesiąc luty powinna pojawić się na profilu facebookowym Po Bydgosku w przeciągu kilku dni.

- Przemek

piątek, 15 stycznia 2016

Tramwaj w Fordonie nie musi się kończyć na jednej nitce.

Chociaż w obecnej sytuacji politycznej nie jest do końca pewne, jak wyglądać będzie w najbliższych latach wsparcie UE, to śmiało możemy założyć, że mimo wszystko zostanie ono utrzymane i dalej będziemy mogli korzystać z dofinansowania dużych inwestycji miejskich. Obecnie przewiduje ono bardzo duże wsparcie na inwestycje w infrastrukturę tramwajową i grzechem naszych władz byłoby nie skorzystać z okazji, by prócz tramwaju do Fordonu i trasy na ulicy Kujawskiej, nie pociągnąć dodatkowych połączeń. W planach jest budowa południowej trasy, stanowiącej przedłużenie linii w ciągu alei Wojska Polskiego, biegnącej aż do ulicy Szubińskiej i następnie na północ aż do ronda Grunwaldzkiego, a także dodatkowa przeprawa tramwajowa przez Brdę gdzieś na wschód od Mostu Pomorskiego. To wszystko potrzebne inwestycje, ale warto już teraz rozważyć, czy rozbudowa tej infrastruktury nie powinna dotknąć także Fordonu. Dzielnica ta dopiero 16 stycznia wpięta zostanie do sieci połączeń tramwajowych, dzięki nowo powstałej trasie, a jej mieszkańcy jeszcze nie przystosowali się do nowego układu linii i traktowania tramwaju jako pierwszego wyboru przy planowaniu podróży do centrum Bydgoszczy. Mimo to nie widzę żadnego powodu, by nie zająć się projektowaniem dalszej rozbudowy sieci połączeń szynowych na terenie wschodnich osiedli już teraz. 

Ogólne założenia dla takiej rozbudowy już istnieją i od dawna zapisane są w miejskich dokumentach, ale prócz dość ogólnikowych prognoz niewiele więcej wiadomo. Najlepiej udokumentowany jest sam przebieg drugiej nitki tramwajowej w Fordonie. Znany jest od dawna, a dokładniejsze informacje znaleźć można w wielu miejskich dokumentach. Najnowszym z nich jest dokument "Kształtowanie krajobrazu miasta Bydgoszczy", który decyzją rady miasta uchwalono w listopadzie 2015 roku, gdzie po szybkim przeglądzie znajdziemy taką oto mapkę (fragment):

Układ głównych szlaków komunikacyjnych według uchwalonego w Listopadzie 2015 r. dokumentu "Kształtowanie krajobrazu miasta Bydgoszczy"
Budowa takiego połączenia wymagałaby przedłużenia ulicy Akademickiej aż do samej ulicy Wyzwolenia. Na ile jest to realne? Wbrew pozorom bardzo i Fordon jest na takie zmiany w znacznej mierze przygotowany. Już teraz układ drogowy w okolicach stacji kolejowej Bydgoszcz Fordon daje jasno do zrozumienia, że nie jest to kształt docelowy tego skrzyżowania, a rezerwa terenowa między linią kolejową i blokami wybudowanymi w ostatnich latach pozwala też na własne oczy prześledzić przebieg początkowego odcinka takiego przedłużenia. Przecięcie ulicy Brzechwy w tak niewielkiej odległości od peronów kolejowych sprawia, że miejsce to zyskuje potencjał, by w przyszłości stać się dużym węzłem przesiadkowym między liniami tramwajowymi, autobusowymi i połączeniami kolei metropolitarnej. Takie połączenie sięgać mogłoby samej Chełmży w relacji przecinającej Ostromecko, Dąbrowę Chełmińską oraz Unisław. Jest to kwestia dalekiej przyszłości, a nie pomaga wcale fakt, że polityka prowadzona przez Urząd Marszałkowski skupia się na połączeniach autobusowych i zwijaniu kolei regionalnej. Na szczęście nasz fordoński odcinek linii tramwajowej sam w sobie na braku takich połączeń nie straci, gdyż Stary Fordon jest jednym z tych osiedli, które pozostają najgorzej skomunikowanymi fragmentami Bydgoszczy. Przebiegająca przez osiedle linia autobusowa 65 kursuje jedynie co kwadrans, a alternatywą stanie się tylko linia dowozowa do tramwaju, kursująca co pół godziny. To marna oferta i nie poprawi ona sytuacji mieszkańców "drugiej starówki".

Tutaj pojawia się pierwszy punkt, który wymaga bardziej szczegółowego wyjaśnienia. Czy właśnie ranga "starówki" nie stanie się przeszkodą w budowaniu połączenia tramwajowego? Ciasna zabudowa, w szczególności otaczająca rynek i odchodzące od niego ulice, to obszar ochrony konserwatorskiej, a obecnie opracowywany jest plan zagęszczenia tej zabudowy w ramach rewitalizacji zabytkowej dzielnicy. Odpowiedzią na te wszystkie wątpliwości jest inny miejski dokument - miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, uchwalony w Grudniu 2003 roku. Obejmujący osiedla wzdłuż ulicy Wyzwolenia plan nie jest ostatecznym kształtem rozwiązań infrastrukturalnych, ale wyznacza dość jasny kierunek rozwoju tej części miasta. Ponieważ schemat znajdujący się w pliku Miejskiej Pracowni Urbanistycznej jest mało czytelny, pozwoliłem nanieść go w uproszczonej formie na mapę google:

Przybliżony przebieg odnogi tramwajowej, która miałaby docierać w okolice Starego Fordonu. W prawym dolnym narożniku widoczny jest fordoński rynek, centrum "małej starówki".
Miejsce, w którym tak wyznaczona trasa tramwajowa przecina ulicę Wyzwolenia, to zaledwie trzy minuty spokojnego marszu od rynku i około dziesięciu minut spaceru na bulwary nad Wisłą. W promieniu kwadransa znalazłby się niemal cały obszar objęty rewitalizacją, a co za tym idzie - można by poważnie rozważyć zupełne wyprowadzenie komunikacji poza sam rynek, pozostawiając jedynie nowo powstałą linię tramwajową oraz linie autobusowe, pokonujące równolegle z nią odcinek między Wyzwolenia i Kasztelańską, z której dalej kierowałyby się na swoje stare trasy. To właśnie teraz planowane są działania rewitalizacyjne i to właśnie teraz ostatecznego kształtu nabierać będzie długofalowy plan zamiany "zapomnianego miasteczka" w drugą z bydgoskich perełek. Równoległe prowadzenie prac nad koncepcją rozwoju sieci tramwajowej w tym rejonie miasta wydaje się naturalnym rozszerzeniem prac, o element łączący w sobie dobre skomunikowanie osiedla z uspokajaniem ruchu kołowego w najbardziej wartościowej jego części.

Co jeszcze znalazłoby się w zasięgu takiego połączenia? Przede wszystkim szkoła podstawowa i gimnazujm, dwa cmentarze i jedno z najbardziej odizolowanych od miasta blokowisk Bydgoszczy, zamknięte między ulicami Pielęgniarską i Kryształową, złożone z kilkunastu dużych bloków, a także otoczone całą masą mniejszych budynków. Wszystkie te zabudowania skomunikowane są ze śródmieściem przede wszystkim przez przejazdy indywidualne prywatnymi samochodami, gdyż wielu mieszkańców wspomnianych wyżej terenów mają do najbliższego przystanku ponad pół kilometra. 

Ostatnim punktem, który warto podjąć, przy okazji omawiania potencjału rozwoju sieci tramwajowej w Fordonie jest coraz częściej postulowana przez samych mieszkańców odnoga prowadząca przez Osiedle Tatrzańskie. Jest to gęsto zaludniony teren o stosunkowo młodej populacji, gdzie znajduje się kilka szkół, a gęstość zaludnienia jest bardzo wysoka. Osobiście uważam ten wariant za wiele mniej istotny, nie tylko od wariantu pokrywającego obszar Starego Fordonu, ale także za mniej istotny od linii łączącej Szwederowo i Błonie z pozostałymi rejonami śródmieścia. Linia kończąca się na Zofinie miałaby szansę generować większe potoki pasażerskie niż te, które powstaną przy obecnym przebiegu końcowego odcinka linii tramwajowej, jednak wiele inwestycji uzasadniających jej budowę zostało wstrzymanych bezterminowo lub całkowicie zarzuconych. Miało to być duże centrum handlowe z multipleksem kinowym oraz oddziałami najważniejszych urzędów w mieście, a także przedłużenie ulicy Kasztelańskiej aż do samej ulicy Pelplińskiej. Obecnie nikt już nie deklaruje ich powstania, a wszelkie zapytania kończą się zdawkowymi odpowiedziami w tonie "może kiedyś". Wraz z tą odnogą, schemat układu sieci tramwajowej w Fordonie prezentowałby się następująco (mapa interaktywna):



Na sam koniec chciałbym Was serdecznie zaprosić do zapoznania się z innymi moimi tekstami poświęconymi komunikacji, infrastrukturze w naszym mieście i możliwych kierunkach jego rozwoju. Możecie to zrobić używając tagów podpiętych na końcu tekstu. Sam chciałbym Wam szczególnie mocno polecić swój cykl "Bydgoszcz dobrze skomunikowana", którego dotychczas powstały cztery części. Znajdziecie je pod poniższymi linkami:


Część 1 - Przystanki wiedeńskie
Cześć 2 - Buspasy i Tram-Buspasy
Część 3 - Alternatywa dla aut i zbiorkomu
Część 4 - Mniej znaczy więcej


- Przemek

środa, 13 stycznia 2016

Bydgoszcz, a może lepiej Bydgostia?

Temat nazwy naszego miasta jest szalenie złożony i pierwszy raz dał mi do myślenia, kiedy to odbił się szerszym echem w kampanii wyborczej 2014, kiedy to Jacek Rostowski z PO pokazał, że nie potrafi nawet poprawnie odmienić nazwy naszego miasta przez przypadki. Wpadka okazała się na tyle poważna, że nawet start z pierwszego miejsca nie zakończył się wyborem tego kandydata i jedynie pogrążył go jeszcze mocniej pokazując beznadzieję politycznych "spadochroniarzy", których bydgoszczanie tak bardzo nie lubią. Nic w tym dziwnego, bo na ogół miasta kończące się twardym "cz" odmienia się w rodzaju męskim, a dla osoby pochodzącej spoza naszego kraju (Rostowski urodził się w Wielkiej Brytanii) słowo "Bydgoszcz", jako szczególny wyjątek gramatyczny w i tak trudnym już języku polskim, musi być prawdziwym koszmarem.

Problem z naszym nieszczęsnym "Bydgoszczem" jest o wiele szerszy, niż tylko w kwestii wyborów i kompromitacji polityków, bo szalenie utrudnia nam promocję miasta w kraju i poza jego granicami. Nie pomaga tutaj skomplikowana dwuczłonowa nazwa województwa i bliskość wpisanego na listę UNESCO Torunia, którego nazwa nie tylko jest prostsza, ale też kojarzona ze słynnym astronomem. Kiedy na zlecenie władz wojewódzkich, wykonano badanie marki województwa, efektem była skrytykowana mocno propozycja stosowania nazwy Copernicus Region zamiast urzędowej nazwy województwa. Za wzór podano Kraków, promujący Małopolskę jako "Kraków Region", ale nie spotkało się to ze zbyt wielką aprobatą. Gdzie w tym wszystkim Bydgoszcz? Nie do końca wiadomo i podejrzewam, że jeszcze bardziej skomplikowałoby to promocję naszego miasta.

Na pomysł jednego z rozwiązań naprowadził mnie udostępniony w serwisie VOD TVP krótki film z serii "Polska z Miodkiem", gdzie znany profesor Jan Miodek opowiada o trudnych częściach naszej ojczystej mowy. Nic dziwnego, że Bydgoszcz doczekała się własnego odcinka i jej niezwykły przypadek stał się sztandarowym przykładem, jak z biegiem lat całkiem ładna i prosta nazwa komplikowała się coraz bardziej i bardziej, wraz ze zmianami zachodzącymi w samym języku. Co warto zapamiętać i podkreślić - miasto wielokrotnie zmieniało swoją nazwę, więc może warto się zastanowić, czy nie nadszedł czas na kolejną taką zmianę?


Fragment pochodzącej z 1570 roku mapy Wacława Gordeckiego. Co ciekawe, na mapie sporządzonej po łacinie równolegle funkcjonują nazwy Bidgostia oraz Bromberg, a miejscowości zaznaczone są jako niezależne ośrodki. Mapę w znacznie większej rozdzielczości znajdziecie TUTAJ.
Najładniej brzmiąca nazwa, jakiej używano historycznie, to łacińska Bidgostia. Spolszczona do współczesnej postaci mogłaby brzmieć "Bydgostia" i nie tylko jest ona bardzo łatwa do skojarzenia z obecnie używaną "Bydgoszczą", ale znalazła też faktyczne zastosowanie w nazwie pociągów firmy PESA, a także jako nazwa (częściowa) lokalnego towarzystwa wioślarskiego LOTTO-Bydgostia, dzięki czemu jest to nazwa żywa i funkcjonująca do pewnego stopnia we współczesnym języku. Na korzyść zmiany przemawia tutaj kompletne pozbycie się bardzo trudnego zlepku spółgłosek "szcz", który na arenie międzynarodowej (szczególnie w krajach anglojęzycznych) powoduje rwanie włosów z głowy i nierzadko pełną kapitulację osoby próbującej znaleźć odpowiednią wymowę. Świetnie pokazuje to film, który jakiś czas temu pojawił się w serwisie YouTube - jak łatwo się domyślić, Bydgoszcz była jednym z najtrudniejszych wyzwań dla Amerykanów. Zastanawia mnie, ilu zagranicznych inwestorów całkowicie zrezygnowało z brania naszego miasta pod uwagę tylko dlatego, że nie potrafili wyobrazić sobie promowania placówki ulokowanej w naszym mieście. Niby światem biznesu rządzi tylko pieniądz, ale kiedy w grę wchodzi sprawny marketing, trzeszcząca nazwa, której żaden klient i kontrahent nie będzie w stanie wymówić, może stać się kulą u nogi dla każdego, kto chce działać na arenie międzynarodowej.

Ostatnim problemem jest... psychologia! Ludzie przywiązują się do nazw, a konieczna wymiana dokumentów powoduje szalenie silny opór ze strony większości społeczeństwa. "A po co? A komu to potrzebne?" to pytania, które zawsze podnoszone są w sytuacjach, gdy zmianie ulega nazwa ulicy. W skali miasta mogę sobie wyobrazić wielką falę świętego oburzenia, ale czy słusznie? Miasta zmieniają nazwy od wieków. Dawny Królewiec jest teraz Kaliningradem, Danzig to teraz Gdańsk,  a od 1 stycznia bieżącego roku Stargard już nie jest "Szczeciński". Właśnie to ostatnie miasto nie chciało być rozpoznawane jako "to pod Szczecinem" i może to właśnie jest najważniejsze? U nas istotą problemu jest wymowa, a nie dodany przymiotnik, jednak efekt często jest ten sam. Bydgoszcz także stać na to, aby z biegiem czasu nie stać się jedynie "miastem obok dobrze znanego Torunia".

- Przemek