czwartek, 21 stycznia 2016

Biurokracja kontra tramwaje - rozkład swoje, a praktyka...

Ależ mam w tym roku zatłoczony Styczeń! Ledwo zdążyłem wypuścić jeden tekst, a na horyzoncie pojawia się cała garść zupełnie nowych, szalenie ciekawych informacji. Sprawa oczywiście dotyczy (ponownie!) zmian w układzie komunikacyjnym miasta, a przede wszystkim, w kursowaniu tramwajów po Fordonie. Mówiąc krótko - miało być pięknie, ale coś tu śmierdzi i nie do końca było wiadomo, w czyjej szafie ten paskudny trup leży. Oczywiście połowa problemów, to tak zwane choroby wieku dziecięcego, które wynikają raczej z niedopracowania całego projektu i braku ostatnich szlifów. Podejrzewam, że na przestrzeni kilku najbliższych tygodni doczekamy się całego szeregu kosmetycznych korekt w godzinach odjazdów, gdzieniegdzie małe pojazdy zamieni się na przegubowe i odwrotnie, a motorniczy wraz z nabieraniem wprawy nauczą się także uszczknąć z trasy kilka cennych minut prawie zgodnie z przepisami (absolutnie nie oskarżając nikogo - mus to mus). Nim jednak pierwsze poprawki zostaną wprowadzone, zostanie nam użerać się z wszystkimi mankamentami "startowej" wersji systemu

Tramwaj Linii 7 wspinający się na estakadę przecinającą magistralę kolejową nad stacją Bydgoszcz Wschód, kierujący się w stronę Fordonu. -fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
Niedawno opublikowałem (za zgodą) spojrzenie z punktu widzenia motorniczego tramwaju na trasie przebiegającej właśnie po nowo wybudowanej linii w Fordonie. Treść tej relacji nie zostawia żadnych złudzeń, że coś jest bardzo nie tak w działaniu tramwajowych połączeń spinających największą dzielnicę z resztą miasta, cyt.:
"Opóźnienia tramwajów w szczycie ok. 15-20 minut, nie wierzcie w kłamstwa ZDMiKP, że tramwaje kursują opóźnione 1-2 minut. Na rondzie Fordońskim traciliśmy nawet po 8 minut. Całą zmianę jazda w kółko bez postojów, nie ma nawet czasu wysikać się. Jak chcieliśmy wjechać na zajezdnię uzupełnić piasek lub wieczorem zrobić sobie 15 minut kolacji, po prostu trzeba zrezygnować z jakiegoś kursu. Na samych światłach w Fordonie tracimy ok. 5 minut, później nie ma jak tego nadrobić. Linia 10 (zresztą linia 4 też) notorycznie wyjeżdża opóźniona z Lasu Gdańskiego, bo puszczając 5 linii na tę pętlę, w ZDMiKP nie pomyśleli jak tramwaje mają się wyprzedzać. A teraz mają to w du.. i sami mamy sobie radzić. Od Rycerskiej do Łoskonia żadnego priorytetu, jakby ITS nie istniał."
Trochę później, na tym samym forum pojawiło się uzupełnienie tej relacji o bardziej szczegółowy opis, gdzie przeczytać możemy z czego dokładnie bierze się aż 20 minut opóźnienia tramwajów w godzinach szczytu.
"Z Łoskonia wyjeżdżam o czasie, w Fordonie tracę 4-5 minut, kolejne 3-4 minuty w centrum (brak priorytetu lub inny stojący tramwaj np. na r. Fordońskim), dojeżdżam do Rycerskiej opóźniony 7 lub 8 minut. Postój na tej pętli to 4 minuty. Odjeżdżam z Rycerskiej opóźniony już o 4 minuty, po drodze znowu wszędzie stoję na światłach, mam opóźnienie 2-3 minuty, dojeżdżam do r. Fordońskiego, stoję 8 minut (w kolejce tramwajów jako piąty), w Fordonie tracę kolejne kilka minut, przede mną jedzie inny tramwaj, cykl świateł jest tak krótki, ze przejedzie tylko jeden tramwaj. Dojeżdżam na Łoskoń, 10-12 minut opóźniony, tu postój na pętli to 8 minut. Znowu 4 minuty opóźnienia na starcie, ale w Pesie skończył się piasek, na którego uzupełnienie nie mam czasu. Mimo to wjeżdżam na hale po piasek, bo bez niego nie ujadę (na torach jest bardzo ślisko). Wyjeżdżam z Łoskonia 10 min. opóźniony. Dalej znowu sygnalizacje, inne tramwaje i opóźnienie powiększa się. A poza tym w rozkładzie jazdy po prostu brakuje minut na przejazd, nawet wieczorem jak nie ma ruchu, za dużo stoi się na światłach."
Nie mam najmniejszego powodu, aby nie wierzyć w taką relację i jestem pewien, że nikt o zdrowych zmysłach nie powoduje celowo opóźnień, kiedy za ignorowanie rozkładu grożą motorniczym i kierowcom autobusów kary. Osobiście podejrzewam, że także po stronie drogowców nikt celowo nie zaplanował rozkładu niewykonalnego tylko po to, by zrobić komukolwiek na złość. Może jakąś rolę grała tu polityczna presja, by wykazać nienaturalnie duże skrócenie czasu przejazdu w rozkładach, ale tu możemy jedynie zgadywać. Jedynym pewnikiem jest, że cała sytuacja prowadzi tylko do zaognienia trwającego już od dawna (długo przed otwarciem tramwaju do Fordonu) konfliktu między motorniczymi i ZDMiKP, a przez skalę opóźnień trzecią stroną w tym sporze stali się mimowolnie sami pasażerowie.

Tramwaj PESA Swing na pętli w Fordonie
- fot. Magiera188 / Wikimedia Commons
Na szczęście do dyskusji na Facebooku, która wybuchła pod przytoczonym wyżej cytatem, włączyło się bardzo wiele osób. W śród nich byli także bydgoszczanie, którzy już wcześniej pociągnęli za język drogowców (w tym pan Wojtek Stefanowicz) i zdołali otrzymać bardzo konkretne odpowiedzi. Jak napisał pan Wojciech Nalazek, naczelnik Wydziału Inżynierii Ruchu naszego zarządu dróg:
"ZDMiKP nie był inwestorem ani też wykonawcą trasy do Fordonu. Tramwaj Fordon Sp. z o.o. wybudowała linię i prawdopodobnie przekaże ja do ZDMiKP w celu utrzymania. Obecnie na odcinku od pętli Wyścigowa do pętli Łoskoń nie działa specjalny priorytet tramwajowy, ponieważ będzie on zrealizowany dopiero przy włączeniu tej linii tramwajowej do systemu ITS będącego w posiadaniu ZDMiKP. Obecnie na przejazdach tramwaje zawsze oczekują od kilku do kilkunastu sekund.

Umowa na implementację linii tramwajowej do Fordonu do systemu ITS i nadanie priorytetu tramwajowego, będzie realizowana w I połowie 2016 roku przez dotychczasowego Wykonawcę systemu ITS, firmę Sprint z Bydgoszczy. Obecnie tramwaj do przejazdów wykorzystuje pętle indukcyjne , które po wdrożeniu priorytetu będą służyły do przejazdów awaryjnych w przypadku awarii podstawowego systemu wywoływania priorytetów z odległości prawie 500 metrów.

Wojciech Nalazek, ZDMiKP"
Wydaje mi się, że wszystko jest tu całkiem jasne. Z podanych przez pana Wojciecha Nalazka informacji wynika, że nawet do pół roku przyjdzie nam poczekać na dokonanie się wszystkich formalności, które są w zasadzie jedynym powodem funkcjonowania całego układu na niedoskonałych systemach awaryjnych. Wszystkie minuty tracone na światłach w Fordonie, o których wcześniej pisał cytowany anonimowy motorniczy, generowane są przez brak kilku podpisów i czekanie urzędników na formalne przekazanie infrastruktury. Z punktu widzenia pasażera nikt nawet nie zauważy różnicy między podpisanym i niepodpisanym dokumentem, a jednak zmiany będą ogromne. Przesiadki nagle zaczną się zgrywać, pracownicy wielu firm przestaną docierać spóźnieni, a mieszkańcy Bydgoszczy krócej stać będą na mrozie.

Zostaje trzymać kciuki, żeby problemy skończyły się szybciej, niż skończą się mrozy. I wraz z tym wpisem chyba już starczy tematów tramwajowych na styczeń.
Do tematu wrócę w lutym, kiedy kurz opadnie i przekonamy się jakie są pierwsze poprawki, albo nie wrócę wcale i zamiast tego zarzucę Was czymś pozytywnym i dającym radość z bycia bydgoszczaninem! ;)

- Przemek

7 komentarzy:

  1. Zastanawiam się, co będzie jak skończą się ferie? Teraz tramwaje jeżdżą nieźle zatłoczone. A jak skończą się ferie, to aż strach myśleć co będzie (

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że wiele osób jeździ teraz, żeby się przekonać "jak to jest na nowej trasie" - zatłoczenie oceniać będziemy mogli w lutym bardziej, kiedy większości przejdzie już ten "efekt wow" :)

      Usuń
    2. Mam wrażenie, że obecny tłok w tramwajach jest spowodowany nieutrzymywaniem stałych taktów. Obecnie tramwaje zamiast na danym odcinku jeździć co np 10 minut (tak jak jest w rozkładach) jeżdżą rzadziej, ale w stadach.

      M

      Usuń
  2. I teraz wiadomo dlaczego nie jest realne aby zrealizować przejazd A+T do dworca pkp na jednym bilecie. Po prostu czas jest dłuższy niz dopuszczalna 1 godzina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście przejazdy A+T są możliwe na biletach jednorazowych i nie trzeba mieć dla nich biletu czasowego. W praktyce oznacza to oszczędność 1,20zł oraz brak limitu czasowego. Gorzej jest natomiast z wieloma innymi relacjami - na większości tras nie obowiązuje A+T, a obecną sieć zbudowano w oparciu o inną zasadę, niż przedtem. Kiedyś maksymalnie dużo było relacji bezpośrednich, a teraz za elementarną zasadę uznano budowanie linii dowozowych koncentrujących pasażerów w tramwajach. Problem w tym, że nadal podstawowym biletem w Bydgoszczy jest bilet jednorazowy, a nie czasowy, natomiast sami bydgoszczanie w ogóle nie są nauczeni systemu czasowego.

      Usuń
    2. Milton Ha ma rację - niewielu wie, że system A+T także obowiązuje w czasie godziny. Zgadzam się w pełni, że przydałby się bilet czasowy (poza obecnym godzinnym, o którym...także niewielu wie).

      Usuń
    3. Właśnie upewniłem się na stronie ZDMiKP - faktycznie jest zastrzeżenie do 60 minut! Tym bardziej uważam obecny system za chybiony i niedopasowany do charakterystyki sieci! Całe szczęście, bilety można zmienić o wiele prościej, niż przebudowywać cały układ linii :)

      Usuń