czwartek, 18 lutego 2016

Wypad na księżyc! O naleśnikach z ulicy Jatki.

W lokalu nie ma za wiele elementów ozdobnych, ale nie są też potrzebne. Wszędzie pełno jest
małych detali, które dodają miejscu uroku, a nawet same materiały i jakość wykończenia
wystarczają, by całość robiła bardzo dobre wrażenie. - fot. własne.
Po długiej przerwie czas wrócić do wypadów. Tym razem nie będą to burgery (ale obiecuję, że jeszcze do pysznych buł z mięsem wrócę!), a naleśniki z bydgoskiej naleśnikarni The Moon, przy ulicy Jatki. Nie potrafiłem się przekonać do lokalizacji w galeriach handlowych i jeśli tylko mogę, wybieram lokale dostępne bezpośrednio z ulicy. Otwarcie naleśnikarni w nowiutkim kompleksie Sowy przy Starym Rynku sprawiło, że moja niechęć do siedzenia w hałaśliwym tłumie przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. Jak zawsze, w czasie mojego wypadu towarzyszyła mi moja kochana Daria, więc ocenę na końcu tekstu opieram o obie nasze opinie. Jak wyszło? Przekonajcie się sami!

Po pierwsze - lokalizacja!


Trudno mi wytknąć jakikolwiek problem, mankament czy minus lokalizacji tego lokalu. Ulica Jatki powstała właśnie z myślą o gastronomii, a jej wygląd i otoczenie to jeden z najładniejszych punktów na bydgoskiej starówce. Sama uliczka zakryta jest szklanym dachem, dzięki czemu w sezonie można spędzić tu miło czas niezależnie od tego, jaka jest w danej chwili pogoda. Nasza wizyta wypadła w trochę innym terminie, więc na zewnątrz nie było wystawionych stolików, a godziny popołudniowe w samym środku tygodnia sprawiły, że nie było też specjalnie wielkiego ruchu. Mimo to nawet w porze "powrotów z pracy" w lokalu zajętych było kilka stolików. Wewnątrz panował przyjemny spokój i chociaż w pewnym momencie muzyka osiągnęła niebezpieczny poziom "prawie zrobiło się za głośno", to absolutnie nie przekroczyła go i atmosferę z czystym sumieniem mogę nazwać bardzo przyjemną! Może powinienem się cieszyć, że nie wybraliśmy na swoją wizytę weekendu?

Na miejsce bardzo wygodnie dotrzeć można za pomocą roweru miejskiego, którego stacja jest zaledwie kilkadziesiąt metrów dalej, w ciepłe dni to absolutnie najlepszy środek transportu dla wszystkich kierujących się na Jatki i zachęcam do korzystania z niego, przede wszystkim dla wygody. Jeśli jednak nie potraficie żyć bez samochodu, to znajdziecie dla siebie miejsce przy ulicy Pod Blankami, gdzie zlokalizowany jest parking poziomowy. Z parkingu do lokalu jest mniej, niż 5 minut spaceru i nie ma najmniejszego sensu szukać miejsc parkingowych bliżej, bo więcej czasu zmarnujecie, klucząc staromiejskimi uliczkami i szukając miejsc, niż idąc spokojnie przez jeden z najładniejszych zakątków miasta.

Do naleśników możecie dobrać też wino z
bardzo ładnie zaaranżowanej półki.
- fot. własne.
Warto tu dodać kilka słów o wystroju, który jest jednocześnie bardzo prosty i bardzo nowoczesny, ale zarazem całkiem elegancki jak na typowy lokal "casualowy". Nie udaje lokalu o nie wiadomo jak wysokim standardzie, nie stara się na siłę być designerski czy artystyczny, a jednak wszystkie małe szczegóły sprawiają, że wnętrze podoba mi się o wiele bardziej, niż pobliskie Memo, aspirujące do miana lokalu klasy premium. Może to kwestia gustu, może mojego nastroju w danym dniu, ale po prostu chciało się tam siedzieć i rozmawiać. Jedyny szczegół, który zwrócił moją uwagę to jakiś dziwny problem z zasilaniem oświetlenia, które w pewnym momencie zostało "przygaszone". Wszystko byłoby super i zdecydowanie na plus, gdyby żarówki nie zaczęły nieznacznie migotać nad stolikami. Pewnie wiele osób nie zwróci na to szczególnej uwagi, ale dla osoby spędzającej o wiele za dużo czasu przed monitorami komputerów, był to bardzo drażniący szczegół. Podejrzewam, że bardzo wiele osób, które pracują w biurach i wychodzą z nich z mocno zmęczonym wzrokiem, jak ja, może mieć problem z tym "mruganiem". Dla odmiany, Daria kompletnie zwróciła na to uwagi.

Na sam koniec jeszcze ważna informacja dla rodziców. Jeśli chcecie wybrać się tu ze swoją pociechą, będziecie mieć do dyspozycji mały kącik zabaw dla dzieci, który wprawne oko wypatrzy na pierwszym zdjęciu dodanym do tekstu. W naleśnikarni znajdziecie też dziecięcy stolik do karmienia najmniejszych maluchów, więc nie musicie martwić się, czy będziecie musieli walczyć z trzymanym na kolanach dzieckiem o zachowanie równowagi i czystości otoczenia. Niby mały detal, a jednak wielka różnica i chociaż nie mam jeszcze dzieci, to i tak potrafię docenić myślenie o rodzicach. Za to należą się z całą pewnością brawa dla prowadzących The Moon.

Księżycowe jedzenie - czy warto?


Na samym początku muszę szczerze przyznać, że nie zamówiliśmy pełnego przekroju przez kartę dań, a jedynie po jednym naleśniku. Na szczęście moje wrażenia były na tyle dobre, że dam tu kredyt zaufania, że i reszta karty trzyma poziom. Kredyt zaufania o tyle duży, że widząc na jednym ze stolików w tle desery, poważnie chciałem zaryzykować skrajne przejedzenie. Zanim jednak zacznę to opowiadać od końca, wróćmy do konkretów.


Tak właśnie prezentują się naleśniki w The Moon". Bardzo prosto podane, bez dodatkowego przybrania i zbędnych ozdobników. Zwycięstwo treści nad formą, ale w zaskakujący sposób pasujące do prostego i nowoczesnego wyglądu lokalu. - fot. własne.
Nasze zamówienie zaczynało się na herbacie, a kończyło na naleśnikach ze szpinakiem, kurczakiem i suszonymi pomidorami. Tylko tyle, ale okazało się, że jednocześnie aż tyle. Do naleśników z wszystkich dostępnych dodatków wybraliśmy porcję sosu czosnkowego, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Sosu było w sam raz, więc nasze zamówienia nie "pływały" w sosie i bardzo dobrze, bo farsz był naprawdę świetnie zrobiony i aż szkoda by go było zagłuszyć nadmiarem sosu. Suszone pomidory przyjemnie przełamywały smak szpinaku, a sam szpinak był dobrze doprawiony i nie został za mocno rozgotowany, dzięki czemu nie "lał się" w naleśniku. Wszystko to zawinięte w ciasto, które nie było ani za twarde, ani za delikatne, dzięki czemu bardzo wygodnie było je kroić i jeść. To wbrew pozorom bardzo ważne, żeby naleśniki nie rwały się przy byle dotknięciu sztućców, bo zbieranie odłamków ciasta wymieszanych z farszem to żadna frajda. Tutaj udało się tego uniknąć.

Czego nie udało się uniknąć? Może część z Was już zauważyła na zdjęciu, a część zaraz zwróci na to uwagę. Na samym środku naleśnika jedynym farszem w mojej porcji był absolutny brak farszu. Niby detal, niby wyszedłem całkiem najedzony, a jednak nie mogę przemilczeć zawodu, który przeżyłem mniej więcej w połowie jedzenia. Naleśnik nadal był pyszny, nadal był dobrze przyrządzony, ale od tego momentu to już nie było to samo. Daria miała trochę więcej szczęścia i jej porcja była od początku do końca idealna jak tylko to możliwe. Czy ostatecznie mogę powiedzieć, że było warto? Tak! Nawet pomimo pewnych problemów, jedzenie było smaczne i sycące, a do tego podane bardzo szybko po zamówieniu przez bardzo miłą obsługę. Mimo wszystko jest tutaj miażdżąca przewaga plusów nad minusami. 


Podsumowanie 


Czy poleciłbym Wam wypad do naleśnikarni The Moon na ulicy Jatki? Tak. Nasz szybki obiad dla dwojga zmieścił się w zakresie "jednego niebieskiego banknotu", a gdybyśmy wybrali inny rodzaj naleśników, pewnie nawet i z deserem nie przekroczylibyśmy tej kwoty za bardzo. Nie mam też najmniejszych zastrzeżeń do obsługi, nastroju i ogólnego wyglądu lokalu. Tam po prostu wszystko (prawie) grało, dzięki czemu niektóre małe mankamenty jestem w stanie wybaczyć. W końcu wyjścia "na miasto" tylko w połowie polegają na jedzeniu, a druga połowa przyjemności to spotkanie spędzone w odpowiednim towarzystwie i odpowiedniej atmosferze. Szkoda tylko, że oświetlenie męczyło i tak już zmęczony wzrok. Ostateczny werdykt?


4/5

PS: Pamiętajcie też, żeby sprawdzić inne lokale w Bydgoszczy, które miałem dotychczas okazję odwiedzić. Jeśli nie macie ochoty na naleśnika, to może skusicie się na coś bardziej mięsnego? ;)

- Przemek

poniedziałek, 15 lutego 2016

Pomóżmy zbudować nową scenę muzyczną!

Budynek dawnego Teatru Kameralnego przy Rybim Rynku. To właśnie tutaj
powstać może zupełnie nowa scena muzyczna w Bydgoszczy.
- fot. Pit1233, Wikimedia Commons, 2008 r.
Tym razem wpis bardzo krótki i bardzo "na szybko", ponieważ sprawa jest bardzo prosta. W Bydgoszczy planuje się utworzenie nowej sceny, która znajdowałaby się w budynku dawnego teatru kameralnego, ulokowanym przy Rybim Rynku. Obecna koncepcja zakłada utworzenie tam teatru lalek, bardzo podobnego do analogicznej instytucji działającej w Toruniu. To niezły pomysł, ale to miejsce ma o wiele większy potencjał, o czym przekonuje Józef Eliasz. Nie ma żadnego powodu, by odrestaurowany obiekt nie służył o wiele szerszej publice i w znacznie bardziej rozbudowanym charakterze. Teatr lalek jest instytucją ciekawą, ale lokalizacja dawnego teatru kameralnego w samym sercu miasta, tuż przy Starym Rynku, aż prosi się o to, by obiekt ten żył przez jak największą część doby i służył znacznie większej części mieszkańców miasta (oraz osób je odwiedzających). Zgadzam się w pełni z opinią, że poszerzenie oferty może wnieść tylko i wyłącznie dodatkową wartość w tkankę miasta, a także bardziej ożywić naszą starówkę. Właśnie dlatego postanowiłem wesprzeć Józefa Eliasza w jego staraniach i poprosić, za pośrednictwem tego bloga, także i Was o wsparcie.

Apel, wystosowany przez Stowarzyszenie Artystyczne Eljazz, możecie przeczytać w całości TUTAJ, a ja pozwolę sobie przytoczyć tylko kilka małych fragmentów, które pokazują, jak bardzo potrzebna jest nam nowa scena. Cyt.:
"Potrzeba powołania nowej sceny muzycznej jest ogromna. To jest brakujące ogniwo w kulturze bydgoskiej. Od wielu lat borykamy się z problemami lokalowymi, gdyż działalność stowarzyszeń, fundacji i podmiotów zajmujących się kulturą w naszym mieście nie może prawidłowo funkcjonować bez właściwej bazy lokalowej.
Do tej pory korzystaliśmy z gościnności instytucji kultury i prywatnych miejsc, które prowadzą własną politykę kulturalną, a dostosowanie się do programu tychże instytucji jest najczęściej niemożliwe. Wynajmowanie sali w Operze Nova lub Filharmonii Pomorskiej jest bardzo trudne i kosztowne, dlatego też tracimy możliwość tworzenia wielkich, własnych wydarzeń artystycznych.(...)

Zatrzymanie w Bydgoszczy najzdolniejszych artystów, którzy po ukończeniu studiów zmuszeni są opuścić nasze miasto. Do tej pory wyjechało z Bydgoszczy wielu z nich i z pewnością nigdy nie wrócą, jeśli nie poprawi się sytuacja rozwoju dla nich. 

Tracimy w ten sposób armię najzdolniejszych, którzy zasilają inne ośrodki w naszym kraju i za granicą. Powstanie nowej sceny muzycznej sprowadzi do Bydgoszczy wielu utalentowanych artystów, którzy będą pracować i tworzyć na rzecz naszego miasta.(...)"
Jak pomóc utworzyć scenę, na której niezależni twórcy mogliby występować w warunkach zbliżonych do scen w obiektach publicznych, ale nie musieliby walczyć o każdy występ? Przede wszystkim musimy pokazać miastu, że jest taka potrzeba i nie jest to tylko inicjatywa jednej osoby, a szersza wola mieszkańców Bydgoszczy! Żeby to zrobić, możecie pobrać oraz wydrukować TEN SZABLON listy poparcia i zebrać podpisy swoje, rodziny, znajomych i innych osób, które także chciałyby zobaczyć w Bydgoszczy niezależną scenę muzyczną. Listę następnie zostawić możecie bezpośrednio w klubie Eljazz przy ulicy Krętej 3 w Bydgoszczy lub wysłać na adres Stowarzyszenia Artystycznego Eljazz, którego adres znajdziecie we wspomnianym wcześniej apelu. Razem możemy więcej i nawet tak drobna rzecz, jak wyrażenie poparcia dla tej inicjatywy, może zrobić wielką różnicę.

- Przemek

wtorek, 2 lutego 2016

Tramwajowy most przez Brdę - 10 powodów, by oderwać go od dróg.

Ponieważ temat pojawiał się już w mediach, zamiast wprowadzać Was w cały temat, pozwolę sobie szybko przytoczyć mały fragment tekstu, który opublikowany został niedawno przez bydgoski odłam serwisu gazeta.pl:
"(...) Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej rozstrzygnął przetarg na przygotowanie dokumentacji projektowej na budowę trasy tramwajowej łączącej ul. Fordońską i Toruńską wraz z "rozbudową układu drogowego i przebudową infrastruktury transportu szynowego". Umowa z wykonawcą jest już podpisana. Dokumentacja ma być gotowa w połowie przyszłego roku.

Rozważane są dwa pomysły. Pierwszy zakłada wybudowanie mostu tramwajowego w sąsiedztwie istniejącego mostu Kazimierza Wielkiego. Według drugiego wariantu linia powstałaby na przedłużeniu ul. Perłowej i kończyłaby się na skrzyżowaniu ul. Fordońskiej z Bałtycką. Torowisko miałoby zostać ułożone m.in. na terenie obecnych ogródków działkowych. (...)"
Przebieg omawianej trasy tramwajowej według miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
- źródło: bydgoszcz.pl
Chciałbym w wielkim skrócie przedstawić mały "dekalog", który pokaże Wam 10 największych zalet trasy tramwajowej kompletnie oderwanej od sieci drogowej i poprowadzonej w ciągu przedłużenia ulicy Perłowej. Wiele z nich wymaga spojrzenia na kwestie transportu z innej strony niż istniejąca sieć ulic i potraktowania tramwajów w Bydgoszczy jako kompletnie niezależnego systemu transportowego. Jeśli jesteś kierowcą, możliwe, że nigdy nie patrzyłeś na temat z tej strony, którą mam zamiar przedstawić. Zaczynamy?
  • Po pierwsze - Niezależnie od lokalizacji mostu tramwajowego, most Kazimierza Wielkiego zostanie rozbudowany o drugą nitkę.
    Uważam to za szczególnie ważny element tej inwestycji, ponieważ niezależnie od wybranej opcji, kierowcy nie stracą długo wyczekiwanych usprawnień na trasie spinającej Wyżyny i Kapuściska z ulicą Fordońską, która stanowi komunikacyjny kręgosłup miasta. Dzięki temu o wiele większego znaczenia nabiera tu inna infrastruktura oraz pozostałe korzyści, niezwiązane z ruchem samochodów.
  • Po drugie -  Dodatkowy most, podobnie jak ten na trasie do dworca, stanie się idealną trasą ratunkową.
    O ile Rondo Fordońskie i most Kazimierza Wielkiego bardzo często potrafią kompletnie się zakorkować, to most dedykowany tramwajom nigdy nie będzie zablokowany. Oznacza to, że niezależnie od sytuacji na drogach służby, od których zależą nasze życia, będą miały szybką trasę łączącą północny i południowy brzeg Brdy. Tu nigdy nie będzie korka i zawsze będzie można przewieźć osobę w ciężkim stanie, wiedząc, że nie trzeba się będzie mozolnie przedzierać przez setki ciasno ustawionych aut.
  • Po trzecie - Mosty oddalone od siebie można budować równolegle, a na ich wykonanie można rozpisać osobne przetargi, co oszczędzi wiele czasu wszystkim bydgoszczanom. Ile to razy gotowe inwestycje były zatrzymywane z powodu jednego małego elementu? Gdzieś trzeba było wykończyć jakiś detal albo brakowało jednego podpisu na dokumencie, aby cała inwestycja mogła zostać uznana za ukończoną. Budowa osobnych mostów w oddalonych od siebie miejscach pozwala nie tylko prowadzić prace równolegle, ale też odebrać oba mosty niezależnie od siebie, dzięki czemu jeden mały detal nie zablokuje całego ruchu, a jedynie część.
Bulwary nad Brdą i sama rzeka są świetnym miejscem do rekreacji i wypoczynku, ale tylko wtedy, kiedy jest jak tam dotrzeć i gdzie spędzić swój czas. W tej chwili tylko niewielki odcinek Brdy można nazwać należycie zagospodarowanym.
- fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
  • Po czwarte - powstaną dodatkowe połączenia piesze i rowerowe oraz zupełnie nowe zejścia na bulwary nad Brdą.
    Między mostami Pomorskim i Kazimierza Wielkiego w linii prostej jest ponad półtora kilometra. Zza kierownicy to prawie niezauważalny dystans. Jadąc z przepisową prędkością pokonujemy go w zaledwie dwie minuty, jeśli akurat nie stoimy w korku. Z punktu widzenia pieszego to już zupełnie inna skala problemu i ten sam dystans pokonuje się w czasie 20 minut. Dzięki dodaniu nowego mostu niemal idealnie w połowie drogi między tymi mostami sprawiamy, że odległość między dwiema sąsiednimi przeprawami spada nam do ledwie 10 minut marszu. W mieście, gdzie bulwary nad rzeką z roku na rok przedłużane są dalej i dalej, a ich rolą mają być spacery, rekreacja i komunikacja rowerowa, częste przerzucanie przez rzekę przepraw powinno być priorytetem, szczególnie iż południowa część bulwarów kończy się właśnie tam, gdzie wypada nowe połączenie. Dzięki temu brzegi Brdy, największego krajobrazowego atutu Bydgoszczy, staną się dostępne dla zupełnie nowych mieszkańców, którzy zamieszkują osiedla po obu stronach potencjalnego mostu. Dodanie torowiska do mostu Kazimierza Wielkiego nic nie zmieni, bo tam chodniki już dawno są.
Ogromne połacie niezagospodarowanych terenów nad Brdą.
- fot. Google Maps
  • Po piąte - Uporządkowanie "wodnej wizytówki miasta".
    Brzegi Brdy na omawianym odcinku to nieużytki. Układ działek do dzisiaj odzwierciedla wiejski układ tych terenów sprzed wieków. Domy stojące przy ulicy Fordońskiej to fronty o wiele większych parcel, gdzie zarastające obecnie chwastami pola, ciągną się długimi pasami do samej Brdy. Wraz z pojawieniem się żywych bulwarów, zupełnie nowych zejść na nie i ludzi z nich korzystających, mamy szansę pobudzić rewitalizację tego zaniedbanego zakątka miasta. Wymaga to jednak stopniowego dodawania elementów, które tę stymulację miałyby napędzać, a rekreacja w danym obszarze jest jednym z najlepszych czynników do pojawienia się inwestycji. Jest tam wystarczająco dużo przestrzeni, by wytyczyć sztuczną plażę z boiskami do siatkówki, korty tenisowe i bezpieczne kąpielisko w sztucznej zatoce na rzece. Jest to szczególnie ważny moment, kiedy przy obu mostach drogowych, na wschodzie oraz na zachodzie, powstają nowe parki biurowe, w których niedługo pracować będą setki osób. Wiele z nich wybierze właśnie bulwary jako swoją drogę z i do pracy, w szczególności popularną wśród rowerzystów.
  • Po szóste - Szansa na postawienie pięknego obiektu.
    Jaka okazała się w praktyce Trasa Uniwersytecka, chyba nie muszę nikomu opisywać. Most drogowy spinający Wzgórze Wolności z północną częścią miasta okazał się ogromnym zawodem i klęską estetyczną. Z biegiem lat trochę się już opatrzył i bydgoszczanie zaczęli się do niego przyzwyczajać, ale wszystkie jego braki pozostają tak samo aktualne dzisiaj, jak w dniu jego wybudowania. Nowa przeprawa, dzięki swojemu przeznaczeniu wyłącznie pod ruch tramwajowy, mogłaby mieć o wiele lżejszą konstrukcję i stać się kolejnym symbolem miasta. Nawet jeśli nie jest to "nasz największy problem", warto inwestować w rozwiązania w równym stopniu skuteczne, co miłe dla oka. Odpowiednia jakość przestrzeni publicznej często jest ignorowana, a jednak wszystkie badania wykazują, że to w pięknych miastach chce się mieszkać i właśnie estetyka ma ogromny wpływ na poziom zadowolenia mieszkańców. 
  • Po siódme - Odciążenie ronda Fordońskiego i Toruńskiego.
    Wiele tras tramwajowych przecina obecnie oba te ronda, przez co tramwaje zmuszone są czekać na odpowiednią fazę w i tak złożonej już sygnalizacji świetlnej. Przesunięcie części z nich na skrzyżowania Fordońskiej oraz Toruńskiej z ciągiem Kazimierza Wielkiego nie niweluje problemu, a jedynie przesuwa go o jedno skrzyżowanie dalej. Oddzielenie tramwajów od tych skrzyżowań na dedykowaną trasę pozwala na każdym z nich oszczędzić od kilku do kilkunastu sekund na zmianie. Może się to wydawać niewiele, ale przy setkach cykli na dobę daje to łącznie kilka GODZIN mniej, które kierowcy spędzają obecnie, czekając na swoją kolej.
W sytuacjach wyjątkowych na tych peronach zatrzymywać się będzie także komunikacja autobusowa, chociaż na co dzień wyłożona betonowymi płytami estakada nie jest przeznaczona pod ruch kołowy. - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie
  • Po ósme - Łatwiejsze prowadzenie objazdów.
    Niezależnie od przyczyny, czasem trzeba poprowadzić komunikację miejską objazdem. Obecnie wszelkie remonty, przebudowy i konserwacje na rondzie Fordońskim (w mniejszym stopniu na rondzie Toruńskim) oznaczają w praktyce rozcięcie sieci tramwajowej na pół oraz przetrasowanie bardzo wielu linii autobusowych. W sytuacji, gdy powstaje dedykowana trasa przez Brdę, na której gwarantowany jest swobodny przejazd, korki wywołane takimi sytuacjami losowymi nie dotykają transportu zbiorowego i nie ograniczają w tak dużym stopniu punktualności przewozów, analogicznie do zalet uzyskanych dla służb ratunkowych. Oznacza to o wiele mniejsze koszty społeczne prac prowadzonych na głównej arterii miasta. Identyczną rolę odgrywać będzie estakada tramwajowa nad stacją Bydgoszcz Wschód w sytuacji prac na węźle wschodnim.
  • Po dziewiąte - Mniejsze zużycie taboru i infrastruktury.
    Chociaż nie jest to oczywiste na pierwszy rzut oka, stworzenie "prostego" przejazdu między zjazdem z górnego tarasu miasta i ulicą Fordońską, to mniejsze koszta funkcjonowania infrastruktury. Czemu? Każdy łuk na trasie tramwaju oznacza wielokrotnie przyspieszone zużycie zawieszenia i torów. W przypadku budowy tramwaju w ciągu mostów Kazimierza Wielkiego, wszystkie kierunki połączeń wymagać będą dodatkowych manewrów na obu skrzyżowaniach, które dodatkowo powodują także spadek średniej prędkości przejazdu na trasie. W skrócie - im więcej względnie prostych przejazdów, tym lepiej, taniej i szybciej.
  • Po dziesiąte, na deser - Ten widok!
    Może nie wszyscy podzielają moje zamiłowanie do pięknych widoków w mieście, ale jeśli mieliście kiedyś okazję przespacerować się którymkolwiek z już istniejących mostów, będziecie wiedzieć, o czym mówię. Meandrująca rzeka otoczona z każdej strony zielenią, to prawdziwa oaza w sercu Bydgoszczy, z której istnienia mało kto zdaje sobie sprawę. Kto nie wie, o jakie widoki chodzi, może zawsze posiłkować się TYM LINKIEM od zachodu oraz TYM LINKIEM od wschodu. Na to miejsce aż chce się patrzeć i chciałbym bardzo, by na powstałym moście znalazło się miejsce na małe tarasy widokowe. Dwie ławki zwrócone na mały fragment barierki wykonanej z przezroczystego materiały, skierowane w obu tych kierunkach. Z intensywnym ruchem samochodów za plecami i wszechobecnym zapachem spalin nie da się cieszyć takimi widokami. Tramwaje kursujące co kilka minut nie zostawią po sobie żadnego śladu w powietrzu.
Niech to będzie dziesięć powodów, które skłoniły mnie do tak jednoznacznego stanowiska. Jeśli zaś chodzi o trzeci most, wciśnięty między dwie nitki Kazimierza Wielkiego, to prócz zwiększenia "skali" tamtej przeprawy i dodatkowego skomplikowania układu drogowego, nie widzę żadnego zysku. Jeszcze bardziej komplikujemy już teraz wieloetapowe cykle świateł, a zarazem marnujemy ogromny potencjał na zbudowanie wielofunkcyjnego mostu, gdzie tramwaje będą tylko niewielką częścią o wiele bardziej złożonego zbioru korzyści. Czy ponownie taka szansa zostanie zaprzepaszczona? Niestety trudno mi to teraz ocenić. Bardzo bym chciał, żeby nasze miasto nie "popełniło" drugiej Trasy Uniwersyteckiej. Jednocześnie obawiam się, że znów jedynym ważnym czynnikiem okaże się najtańsza oferta, a nie wartość uzupełniających funkcji oraz jakość publicznej przestrzeni i krajobrazu wniesiona w tkankę miejską.

AKTUALIZACJA 30.07
Ruszyły konsultacje dotyczące tej inwestycji! Trwać będą do 14 sierpnia, a wszystkie detale dotyczące tego, jak wziąć w nich udział znajdziecie w niżej podlinkowanym wpisie. Pamiętajcie - razem możemy więcej! :)


- Przemek