niedziela, 24 lipca 2016

Czas na pierogi!


Zwykle nie piszę o franczyzach, bo zależy mi na promowaniu prawdziwie bydgoskich inicjatyw z bydgoskimi właścicielami i ulokowanych w Bydgoszczy. Tym razem zrobię wyjątek, bo dzisiejszy tekst będzie o lokalu w najpiękniejszym zakątku Bydgoszczy i choćby z powodu tej lokalizacji jest absolutnie wyjątkowy. Mowa oczywiście o lokalizacji w Bydgoskiej Wenecji (teoretycznie Poznańska 4/2), a opisywanym lokalem będzie otwarty całkiem niedawno "Stary Młyn", który pewnie mieliście już okazję zobaczyć podczas spaceru albo wypadu na miejską imprezę. Jak zawsze, tekst rozbiję na ocenę samego miejsca i ocenę serwowanego jedzenia, bo czasem już atmosfera i otoczenie są wystarczającym powodem, by pewne miejsca odwiedzić. Jak było tym razem? Przekonajcie się sami!

Widoki, spacery i atmosfera!


"Stary Młyn", jak wspomniałem wcześniej, ulokowany jest nad Młynówką, przy malowniczym bulwarze spacerowym. Absolutnie zalecam Wam wszystkim dotarcie tutaj właśnie od tej strony! Oficjalnie uznajmy, że adres przy ulicy Poznańskiej nie istnieje i jest jedynie potrzebny dla wszystkich nudnych urzędowych spraw. Prawdziwe i jedyne słuszne dojście do tej pierogarni wiedzie wzdłuż wartkiego nurtu południowej odnogi Brdy, która opływa Wyspę Młyńską. Ta spięta jest z bulwarem kilkoma przeprawami, chociaż z jakiegoś dziwnego powodu brakuje tu zejścia z Mostu Młyńskiego od strony starówki. Taki spacer nie tylko jest świetną okazją, by wprawić się w dobry nastrój przed jedzeniem, ale też może się nam bardzo przydać już po nim, o czym trochę szerzej napiszę w drugiej części tekstu.
Po lewej nowiutki "Stary Młyn", który dopiero zaczął walczyć o zainteresowanie bydgoszczan, a kawałek dalej "Warzelnia Piwa", której chyba nikomu przedstawiać w Bydgoszczy nie trzeba.

Kiedy już znajdziemy się na miejscu, wnętrze bardzo szybko zdradzi nam, że obiekt zbudowano na podobnych tarasach, jak sąsiednią "Warzelnię", które zawdzięczamy żegludze śródlądowej i historycznemu zastosowaniu tego miejsca. Na "parterze" znajdziemy najlepiej nasłonecznione pomieszczenie o szklanych ścianach i suficie oraz małą antresolę z dodatkowymi stolikami, a wszystko to na tle przaśnie wymalowanych ścian. Ten ostatni element nie przypadł mi za bardzo do gustu i wzbudził raczej skojarzenia z przydrożną oberżą gdzieś pośrodku niczego, którą wymalowali sami właściciele. Na plus trzeba lokalowi oddać, że wśród namalowanych widoków znalazły się też liczne obrazki z Bydgoszczy, ale jestem pewien, że Wasze spojrzenia o wiele częściej przyciągać będzie absolutnie wspaniały widok za oknem! Piętro urządzone jest w bardzo podobny sposób i z wyjątkiem sufitu przeszklone jest równie mocno.

Skoro już o oknach mowa, to warto wspomnieć też, że "szklane ściany" pozostają otwarte, jeśli tylko pozwala na to pogoda. Na dole otwarte są na całej wysokości, a na piętrze do połowy. Na moje nieszczęście, środkowa część ramy okna wypada idealnie na wysokości moich oczu i połowa przyjemności z siedzenia na pięterku gdzieś mi uciekła. Osoby o 186 cm wzrostu strzeżcie się! Alternatywnie możecie się garbić, bo za okno koniecznie warto tu wyglądać. ;)

Jedzenie, całe sterty jedzenia...


Coś pięknego!
Wraz z Darią, która zawsze towarzyszy mi na takich wyprawach, zadecydowaliśmy, że za pierwszym razem wypada zrobić mały przegląd oferty i skorzystać z możliwości "Czego dusza zapragnie", czyli mieszanki pierogów z pieca, z których każdy ma inny farsz. Wersja po pięć pieczonych pierogów na głowę. STOP!

Porcja pięciu pierogów z pieca jest ogromna! Są one wielkości pełnowymiarowej bułki, a farszem wypełnione są naprawdę solidnie. Na pewno nie jest to porcja niemożliwa do zjedzenia, ale nie mówcie mi potem, że Was nie ostrzegałem! Jestem pewien, że trzy sztuki w zupełności wystarczą każdemu. Trudno mi ocenić pierogi z wody, bo to już temat na kolejny wypad.

W oczekiwaniu na zamówione pierogi, co trwało trochę mniej, niż 25-30 minut, na stół trafił chleb ze smalcem i ogórki. Bardzo miły akcent, chociaż zgubny, jeśli nikt Was nie ostrzeże przed wielkością porcji! Prócz "typowo polskiego powitania" zajęliśmy się sączeniem mrożonych herbat, które dostępne są wśród całkiem bogatej oferty zimnych napojów. Są absolutnie przepiękne i na pewno w gorący dzień będą świetnym wyborem, bo składają się przynajmniej w połowie z lodu, mrożonych owoców i tym podobnych elementów. Jeżeli będziecie mieć okazję, zamówcie sobie jeden z tych "herbacianych drinków" i po prostu cieszcie nim oczy przez pierwsze kilka minut spędzonych w "Starym Młynie".

Kiedy przyszło nasze zamówienie, zaczęliśmy próbować po kolei całej mieszanki wytrawnych pierogów, od serowych po najróżniejsze mieszanki mięs, grzybów i tym podobnych składników. Do każdej z porcji wybraliśmy inny sos, których też jest tutaj całkiem sporo. Dla mnie grzybowy, dla Darii koperkowy. Oba okazały się bardzo smaczne. Jeśli chodzi o pierogi, tutaj nasze uczucia były równie dobre, a po świetnym "pierwszym wrażeniu" pojawiły się tylko niewielkie uwagi.

Przepiękne, rumiane pierogi i bardzo aromatyczny sos grzybowy. Pierwsze wrażenie nie mogłoby być lepsze!

Pierogi były gorące, aromatyczne i całkiem smaczne. Darii zabrakło tylko czosnku w pierogu ze szpinakiem i fetą, przez co wydawał się mało wyrazisty w smaku. Moje wrażenia wcale nie były gorsze. Pierogi były smaczne, a do moich ulubionych kombinacji trafiła wątróbka z pieczarkami oraz mięso mielone ze śliwką. Zdecydowanie na plus, chociaż pierogiem serowym (z camembertem) można się trochę zalepić, przez co najlepiej zostawić go sobie na sam koniec posiłku. 

Podsumowanie i nasza ocena


Porcja pierogów, którą zamówiliśmy, prawdopodobnie wystarczyłaby dla czteroosobowej rodziny, a kosztowało nas to (włącznie z "wypasionymi" napojami) trochę ponad 60 zł. Nie przejedliśmy jej, więc za tę cenę dostaliśmy sycący obiad, a spakowane przez obsługę pozostałe pierogi starczyły nam jeszcze na później. Właśnie dlatego pisałem wcześniej, że spacer nad Młynówką po jedzeniu był dla mnie równie ważny, jak przed nim! Nie popełniając naszego błędu ze zbyt dużym zamówieniem, można tu przyjść we dwoje i spokojnie zamknąć rachunek w 50 zł, nie oszczędzając absolutnie na niczym. Obsługa w lokalu jest bardzo miła i profesjonalna, a choćbyśmy chcieli, to nie ma im czego zarzucić - brawo!

4+/5

Gdyby ten lokal stał w jakimś typowym, niczym niewyróżniającym się miejscu, 4 byłoby maksymalną oceną, a może nawet lekko naciąganą. Przaśne wnętrze byłoby jedynym widokiem dookoła i zniknąłby cały czar nieuporządkowanych kamieniczek wyrastających wprost nad wartkim nurtem. Na szczęście jest odwrotnie, a pierogi są w zasadzie dodatkiem do wyjątkowej atmosfery, która zaczyna się tam, gdzie kończy się "wnętrze" obiektu.

PS:
Polecam Wam też relacje z innych wyjść, które znajdziecie w zakładce "wypady" na blogu. Wszystko zebrane w jednym miejscu i uporządkowane w postaci mapy Bydgoszczy z oznaczonymi lokalami! :)

- Przemek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz