piątek, 22 lipca 2016

Wizerunkowe samobójstwo ZDMiKP - co z mandatami?

Podstawą dobrego wizerunku jest traktowanie poważnie swojego klienta i budowanie wokół siebie atmosfery profesjonalizmu. Tyczy się to także firm i miejskie spółki nie są tutaj żadnym wyjątkiem od tej reguły. Okazuje się jednak, że czasem cały swój wizerunek można zniszczyć jedną niezapowiedzianą akcją i z pozycji podmiotu "raczej nielubianego" zejść do poziomu znienawidzonej instytucji, której działania rzutują na całe miasto i jego włodarzy. Właśnie takiego wizerunkowego "harakiri" dokonał Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy, organizując masową nagonkę na mieszkańców z zaległościami w spłacie kar za przejazdy bez biletu. To nie pierwszy raz, nawet nie dziesiąty, kiedy działania ZDMiKP są powodem do zażenowania dla każdego bydgoszczanina. Jakiś czas temu pisałem O ZNĘCANIU SIĘ NAD DWUNASTOLATKIEM przez pracowników firmy zatrudnionej przez bydgoski zarząd do kontrolowania biletów. Przytoczyłem tam też wiele innych tekstów opisujących karygodne zachowanie kontrolerów. Kolejna "wpadka" nie pomaga w odbudowie wizerunku i poważnie zastanawiam się, czy nasi drogowcy mają blade pojęcie o tym, co znaczy relacja z klientem i wzajemne zaufanie.

Warto też powiedzieć kilka słów o firmie, która wybrana została na wykonawcę całej akcji. Wielokrotnie karana za stosowanie nielegalnych praktyk i wprowadzająca swoich "klientów" w błąd (LINK1 - LINK2), została najprawdopodobniej wybrana w przetargu z główny kryterium ceny. Taki sposób doboru kooperantów mści się już na naszym mieście nie pierwszy raz. Mścił się on przy wyborze wykonawców ulicy Brzozowej, którą trzeba było budować dwa razy, bo za pierwszym się rozpadła i mścił się przy wyborze firmy "Renoma" do kontroli biletów w bydgoskiej komunikacji miejskiej, która to zasłynęła z wyzywania i BICIA (!) podróżnych przy zatrzymaniach. To tylko dwa przykłady, ale można ich mnożyć jeszcze wiele.

Co w takim razie należało zrobić? W wielkim skrócie - trzy razy pomyśleć, nim zaczęło się działać. Można to było zorganizować w zupełnie inny sposób i nie tylko nie wyjść "na tego złego", ale dla odmiany nawet poprawić wizerunek bydgoskich drogowców. Całą akcję wystarczyło rozpocząć od kampanii informacyjnej, która jasno przedstawiłaby, ile mandatów pozostaje niezapłaconych, co może spotkać osobę zalegającą itd. W drugim etapie wystarczyłby jeden adres mailowy albo bardzo prosta aplikacja internetowa, gdzie każdy mieszkaniec mógłby sprawdzić, czy ma jakieś zaległe kary i gdzie może się rozliczyć. Dopiero po kilku tygodniach trwania takiej akcji właściwe stałoby się wysyłanie wezwań do zapłaty, a ostatecznie także nakazów egzekucji należności. Niestety, jak zdążyli nas już urzędnicy przyzwyczaić, wszystko to zaczęto robić od "zadka" strony. Zamiast akcji, która prowadzona byłaby w tonie przyjaznej pomocy w uregulowaniu zaległości, rozpoczęto nagonkę z pismami od firmy zajmującej się windykacją i gróźb.

Tramwaj na stacji Bydgoszcz Wschód. Pamiętajcie o bilecie, przesiadając się z pociągu. Na trasie do Fordonu równie łatwo otrzymać mandat, jak w samym centrum miasta! - fot. Krystian Dobosz, Bydgoszcz w budowie

Większość naliczonych kar jest najpewniej całkowicie uzasadniona, ale ich rozliczenie prowadzi się w sposób pozostawiających wiele do życzenia. Ponieważ temat jest ważny i przede wszystkim dla wielu osób każde wsparcie może okazać się pomocne, postanowiłem skonsultować się z kolegą pracującym jako komornik w Bydgoszczy. Co powinniście wiedzieć, nim zadecydujecie co dalej zrobić z otrzymanym wezwaniem do zapłaty?

  • Po pierwsze - jeśli już zdecydowaliście się uznać karę, upewnijcie się, że wiecie gdzie i w jaki sposób przelać pieniądze. Na stronie ZDMiKP (link) podane informacje są, niestety, nieaktualne! W dniu 1 czerwca wspomniana w podpiętym tekście firma "Renoma" utraciła jakiekolwiek prawa do kontroli biletów w Bydgoszczy i zanim przelejecie pieniądze, zadzwońcie do ZDMiKP z pytaniem gdzie i jak kontaktować się w sprawie regulowania opłat. Może to nadal "Renoma", ale równie dobrze może to być już nowy podmiot!
  • Po drugie - lepiej nie czekać na przekazanie sprawy do sądu i komornika. Kwota podana w wezwaniu zostanie wtedy powiększona o koszty sądowe i koszty komornicze, które podnieść mogą kwotę należną nawet o PÓŁ TYSIĄCA ZŁOTYCH! To ogromna różnica i prawdopodobnie wielokrotność Waszej należności.
  • Po trzecie - upewnijcie się, czy nie macie gdzieś zachowanego dowodu wpłaty poprzednich należności. Jeśli nie, zachowajcie wszystkie przyszłe "kwitki" potwierdzeń, by uniknąć podobnych problemów.
  • Po czwarte - zapytajcie pracowników ZDMiKP o przedstawienie kwitu, który jest podstawą wystawienia wezwania. Jeśli zarząd nie będzie w stanie udowodnić zasadności wezwania do zapłaty, nie ma żadnej podstawy prawnej do ściągania z Was pieniędzy za przejazd. Nie ma tu nawet znaczenia czy jechaliście z biletem, czy bez. Bez kwitka zachowanego "gdzieś w archiwum" nie istnieje żaden dowód Waszego przejazdu.
  • Po piąte - nie liczcie na "przedawnienie". Jest wiele kruczków prawnych i sztuczek, które pozwalają przeciągnąć ważność roszczenia nawet do kilkunastu lat, a odsetki od nieuregulowanej należności przez ten czas będą się dalej naliczać!
  • Po szóste - zastanówcie się dwa razy, nim skorzystacie z internetowych "sposobów na uniknięcie mandatu". Wszystkie oparte są o kruczki prawne i liczenie na lenistwo sądów, którym nie będzie się chciało prowadzić wielogodzinnych postępowań dla 100 czy 200 złotych. Mogą zadziałać, ale nigdy nie jest to metoda gwarantowana.


Mam nadzieję, że powyższe wskazówki pomogą Wam, chociaż do pewnego stopnia, poradzić sobie z otrzymanym pismem i rozwieją część wątpliwości, z którymi się teraz borykacie.

Chciałbym uściślić jedną rzecz ponad wszelką wątpliwość. Nie popieram i nie mam zamiaru bronić gapowiczów. Jeśli regulamin przewozów mówi o obowiązku posiadania biletu, to należy bilet posiadać i kara za jego brak jest jak najbardziej zasadna. Jednocześnie to, w jaki sposób ściągane są należności, w jaki sposób przeprowadzane są kontrole i jak traktowany jest w takich sytuacjach pasażer, nadal jest dla mnie sprawą ważną i nawet brak biletu nie może usprawiedliwiać "wszelkich środków".

PS:
I jeszcze jedno. Nie zapominajcie, że MZK jest tylko wykonawcą przewozu, a to ZDMiKP jest odpowiedzialne za cały ten chaos. Nie wściekajcie się na kierowców i nie wylewajcie im swoich żali, bo oni jedynie wykonują otrzymane obowiązki służbowe! :)

- Przemek

5 komentarzy:

  1. Tak, ale też liczne awarie tramwajów są irytujące i to chyba najbardziej zniechęca do korzystania z komunikacji miejskiej, tramwaj do Fordonu okazał się klapą, coraz częściej mówi się o zwijaniu sieci tramwajowej w mieście. Co ciekawe od początku roku w Bydgoszczy było 196 awarii, to jakiś rekord, a przecież jedna awaria paraliżuje całą sieć to parę godzin, powodując ogromne opóźnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paraliż sieci wynika z dziwnego układu torowisk w Bydgoszczy. Praktycznie nie ma zamkniętych pętli i zamiast "sieci" mamy "drzewo", a to oznacza, że jedna awaria odcina od siebie dwie strony miasta, bo nie ma alternatywnych dróg. Powinniśmy dążyć do sieci, która tworzyć będzie nie wiele "kresek", ale właśnie układ siatki, gdzie z punktu A do punktu B tramwaj może pojechać kilkoma różnymi trasami. Właśnie taki układ gwarantuje, że nie będzie dochodziło do paraliżu w przypadku jednego zepsutego wozu.

      Usuń
    2. Oczywiście ciężko się z Panem nie zgodzić, natomiast obawiam się, że to tylko pobożne życzenia, bo zbudowanie takiej sieci byłoby bardzo kosztowne, a wiemy przecież, że unijne środki kończą się wraz z 2020 rokiem i nawet budowa tras łącznikowych niesie za sobą ogromne środki. Oczywiście ul. Kujawska to świetny pomysł, poza tym widziałbym jeszcze tramwaj na Wyszyńskiego spinający Fordońską z pętlą na Bielawach, (może tramwaj na Poznańskiej). A w bardzo odległej przyszłości może alternatywne połączenie w Fordonie ale obawiam się że ten ostatni pomysł pozostanie w sferze marzeń :).

      Usuń
  2. To mandaty z lat 2007-2010. Coś poźno na ich ściąganie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiemy, niestety, czy ZDMiKP nie korzysta z jakiejś luki, albo kruczka prawnego, który pozwala nawet po takim czasie w pełni rościć sobie prawa do długu. Właśnie ten BRAK INFORMACJI i jakiejkolwiek transparentności w działaniach zarządu jest tym kluczowym problemem!

      Usuń