sobota, 6 sierpnia 2016

Tysiąc lat historii, o której nikt nie mówi.

Całkiem niedawno okazało się, że podczas prac budowlanych przy biurowcu, którego budowa trwa przy Placu Kościeleckich, odkryto drewniane pozostałości. 11 lipca, kiedy w czasie spaceru uchwyciłem kilka zdjęć, nie wiedziałem jeszcze do końca co to były za pozostałości, ale domyślałem się, że były elementami dawnych umocnień obronnych miasta lokacyjnego. Jeszcze starsze, niż odsłonięte fragmenty murów, które zobaczyć możemy w bramie przy ulicy Trybunalskiej. Dla wielu osób takie drewniane pozostałości są największymi skarbami, dla innych najważniejsza zabudowa to ta, która wybudowana jest z kamienia i czerwonej cegły. Niezależnie od okresu powstania, odkryte właśnie "szczątki" miasta sprzed setek lat, to jeden z niewielu zachowanych świadków naszej bogatej historii.

Moje zdjęcia powstały odrobinę wcześniej, niż te pokazywane w mediach, ale i tak widać doskonale skalę znaleziska. Chociaż nie było wiadomo na pewno "co to", z całą pewnością było to znaczące znalezisko.
Chociaż gród w miejscu Bydgoszczy istniał tu już od 1038 roku, a prawa miejskie nadano mu w 1346 roku, to niewiele tutaj wskazuje na wiek miasta. Nasz zamek, który był twierdzą warowną w pełnym tego słowa znaczeniu, z fosą, zwodzonym mostem i wysokimi murami, nie przetrwał potopu szwedzkiego, a przez kolejne wieki stał się źródłem cegieł, z których zbudowane jest sporo kamienic w Bydgoszczy. Podobny los spotkał fosę zamkową, miejskie mury, bramy i baszty, a także znacznie późniejsze królewskie spichrze, portowe żurawie i zasypany już na znacznym odcinku kanał bydgoski, któremu miasto zawdzięcza swój największy wzrost i rozkwit. Nawet "zachowane" grodzisko Wyszogród w większej części jest teraz składową piaszczystych łach na Wiśle, niż istniejących jeszcze wałów ziemnych w Fordonie, a żadnych prac nad jego zabezpieczeniem nie widać.


Pozostałości drewnianych konstrukcji z tego zdjęcia znajdują się
dokładnie w tym samym miejscu, które pokazuje pierwsze zdjęcie.
Położenie o dwa metry głębiej to kilkaset lat różnicy w ich wieku.
Dlatego właśnie powinno nas bardzo mocno zainteresować to, co dalej stanie się z wydobytymi z ziemi fragmentami przedwiecznej zabudowy Bydgoszczy. Z informacji znalezionych w prasie mogliśmy się dowiedzieć, że prosto z ziemi trafić miały do Krakowa, gdzie czeka je konserwacja i "utrwalenie" (bez takich prac po wyjęciu z ziemi zacząłby się ich gwałtowny rozkład). W drugiej kolejności, już po zabezpieczeniu, przekazane mają być do Biskupina w celu ich rekonstrukcji, a część znalezisk wyeksponowana ma zostać w jednym z bydgoskich muzeów. Wszystko to jest bardzo ważne i godne pochwały, bo zyskujemy pewność, że te drewniane "ruiny" nie przepadną i nie zostaną zapomniane, jak stało się to z zabytkowymi żeliwnymi filarami, które podtrzymywały wiadukt kolejowy nad ulicą Grunwaldzką i poniemieckimi słupami dawnej sieci trolejbusowej. Największym znakiem zapytania jest dla mnie pewna proporcja tego, co zostanie zatrzymane w Bydgoszczy, a co zostanie stąd wywiezione? Czy wszystkie eksponaty, czy znajdą się w Biskupinie, czy w Bydgoszczy pozostaną naszą własnością i będą mogły w każdej chwili wrócić do nas, jeśli pojawi się odpowiednia przestrzeń do ich wyeksponowania? A może miasto zrzeknie się wszelkich praw i za kilka dekad ocknie się, że nie może w żaden sposób pokazać swojej historii przez autentyczne znaleziska, a nie ich rekonstrukcje? Aby nie wprowadzać nikogo w błąd swoim zgadywaniem, zadałem te same pytania miejskiemu konserwatorowi zabytków. Mam nadzieję, że odpowiedź nadejdzie w niedługim czasie i będę mógł podzielić się z Wami o wiele bardziej szczegółową informacją, od dotychczasowych notek prasowych.

Poruszam ten temat, ponieważ w Bydgoszczy bardzo mało mówi się o naszej przeszłości, naszym pochodzeniu i wszystkim, co związane z historią grodu nad Brdą. Tak, obchodzimy regularnie urodziny miasta, dedykujemy dany rok znanej postaci i stopniowo tworzymy hydrotechniczny szlak turystyczny, który ma przypominać o roli żeglugi śródlądowej w rozwoju miasta. Jednocześnie, wielka wojna polityczna toczy się o przesunięcie o kilka metrów pomnika na Starym Rynku, gdy nikt słowem nie odezwie się, by upomnieć się o elementarny porządek w Dolinie Śmierci, gdzie życie straciły setki bydgoszczan i fordoniaków (gdyż Fordon był wtedy jeszcze samodzielnym miastem). Większość naszych radnych najpewniej nie odwiedziła tego miejsca od lat, podobnie jak sami mieszkańcy. Nie podnosi się u nas wielkiego krzyku, kiedy o Bydgoszczy mówi się jako mieście przemysłowym o nieciekawej historii, chociaż miasto wyrosło na barkach flisaków i rzecznego transportu, chociaż byliśmy jednym z najważniejszych węzłów kolejowych Królestwa Pruskiego, a przez Wyszogród przebiegała główna nitka szlaku bursztynowego. Syreny wyją u nas, kiedy obchodzimy rocznicę Powstania Warszawskiego, ale nie odzywają się na żadne lokalne rocznice.

Stanowisko po północnej stronie wykopu. Trudno na pierwszy rzut
oka ocenić, co dokładnie odkryli w tym miejscu archeolodzy.
Wszystko to pokazuje jak bardzo bydgoszczanie, poczynając od władz miasta, a na zwykłych mieszkańcach kończąc, dalecy są od świadomości i poszanowania własnej historii. Mówimy o Młynach Rothera jako miejscu, gdzie ulokowany ma być interaktywny plac zabaw z motywem przewodnim budowy i działania mózgu oraz wątkiem naukowym przewijającym się gdzieś daleko w tle, ale to plan jedynie dla połowy obiektu. Kiedy pojawiają się pytania o los drugiego skrzydła, nie mamy żadnej odpowiedzi. Może to właśnie tam znalazłoby się miejsce na wyeksponowanie odkrytych pozostałości dawnej Bydgoszczy? Równie dobrze sprawdziłoby się każde inne miejsce, ale już sam fakt, że nawet miasto nie wpadło na żaden pomysł związany z wyeksponowaniem znalezionych konstrukcji i tego, jak Bydgoszcz wyglądała kilkaset lat temu, mówi bardzo wiele o naszym podejściu do historii i bydgoskich reliktów sprzed kilku wieków. O wiele trudniej jest nam budować lokalną tożsamość i dumę z mieszkania w ośrodku o historii sięgającej niemal tysiąca lat wstecz, kiedy nie ma tutaj żadnego zamku, czy innej wiekowej i imponującej "ikony", ale nie może to być powodem, by naszą historię ignorować. Nie może to też być powód, by było nam wszystko jedno co stanie się z wykopanymi z ziemi "ruinami".

Niesprawiedliwe byłoby oczywiście, gdybym nie wspomniał o ogłoszonych dosłownie kilka dni temu wynikach konsultacji społecznych dotyczących płyty Starego Rynku. Wniosek niewielkiej grupy mieszkańców, aby pozostałości dawnego ratusza odkopać i wyeksponować pod szklaną taflą został przyjęty i przekazany do dalszych prac. Czy pomoże to nam, bydgoszczanom, zdać sobie sprawę z wieku i historii miasta, w którym żyjemy? Mam ogromną nadzieję, że tak i że będzie to tylko jeden mały krok w kierunku tego, by coraz więcej i więcej pojawiało się działań zmierzających do eksponowania wielowiekowych dziejów miasta. Aby się tak stało, coraz więcej musi być też "nas", czyli mieszkańców zabiegających i naciskających na władze, by tych wyeksponowanych elementów dawnego miasta przybywało. Właśnie dlatego tak ważne jest to, co stanie się ze znaleziskami z Placu Kościeleckich.

Dla ciekawych naszego miasta polecam też dwa teksty (wystarczy kliknąć w obrazki poniżej), które napisałem ponad dwa lata temu. Niestety, chociaż minęło względnie niewiele czasu od ich powstania, już teraz części z opisywanych przeze mnie obiektów w Bydgoszczy nie ma! Chyba najwyższy czas wrócić do pisania tych tekstów, nim całkowicie zabraknie nam unikatowych obiektów do opisania. Czekam też na Wasze sugestie obiektów, które czekają na swoje ponowne odkrycie!

Pierwszy wpis w cyklu.
Drugi wpis w cyklu.
- Przemek