sobota, 29 października 2016

Trzeba usunąć Toruń

Chociaż wielu z Was stwierdzenie zawarte w tytule mojego wpisu wydawać się będzie absolutnie absurdalne, pozwólcie zatem, że szybko wytłumaczę jego znaczenie. Chodzi o nasz język, nasze myślenie i sposób przedstawiania Bydgoszczy we wszystkich analizach, porównaniach i zestawieniach. Sam jestem temu winien i przez długi czas odnosiłem się do naszych sąsiadów regularnie. Jest temu winna nasza władza, bydgoskie stowarzyszenia (np. Stowarzyszenie Metropolia Bydgoska), lokalne media i całe rzesze mieszkańców Bydgoszczy! Mowa tu oczywiście o nadużywaniu i słowa i samych odniesień do Torunia (i obiecuję, że to ostatni raz kiedy używam tego słowa dzisiejszym wpisie). 

Bardzo często podnosi się u nas argument, że nasze miasta nie są sobie równe i nie są wcale miastami partnerskimi, gdyż dzieli je wielka przepaść. Bydgoszcz oczywiście stara się pokazać swoją przewagę, podczas gdy nasi sąsiedzi bardzo intensywnie pracują nad budową swojego wizerunku jako miasta o wiele większego i silniejszego, niż to w rzeczywistości ma miejsce. Z tych dwóch ośrodków Bydgoszcz radzi sobie z budowaniem własnej marki o wiele gorzej i chociaż to po stronie grodu nad Brdą są wszelkie dane statystyczne, to raczej gród Kopernika jest na ustach wszystkich i wszędzie. Właśnie ta nieumiejętność zadbania o własne postrzeganie na wewnątrz jest sednem sprawy, kiedy przyglądamy się tej ciągnącej się od wieków rywalizacji. O "nich" się mówi, o "nich" się rozmawia, a nawet pokazując zalety naszego miasta, niewiele osób potrafi tak dobrać słowa, by nie wymienić sąsiedniego miasta z nazwy. Czas najwyższy zacząć działania, by ograniczyć tę dziwną fiksację wtrącania wszędzie czegoś o naszych sąsiadach.



Proponuję zapamiętać i praktykować kilka prostych zasad, które w przyszłości na pewno zaprocentują!
  • Nieważne jak mówią, ważne że mówią. - To chyba jedna z najstarszych zasad działających w świecie mediów. Choćby coś wspomniane było tylko w jednym akapicie, choćby było nawet przedstawione w negatywnym świetle, nadal będzie powoli zapadać w pamięć wszystkich odbiorców. Im bardziej będziemy się strać, by mówić wprost o Bydgoszcz i niejednoznacznie odnosić się do "mniejszych ośrodków regionu", tym bardziej przechylimy szalę na stronę naszego miasta.
  • Porównujmy się do miast o sile Bydgoszczy. - Ciągłe porównania ze znacznie mniejszym miastem same w sobie przeczą wszelkim deklaracjom naszych polityków. Bardzo często pada proste stwierdzenie "nie jesteśmy równymi ośrodkami!", a jednak bez przerwy oceniamy potencjał naszego miasta przez pryzmat sąsiadów. Czas z tym skończyć. Przyjmując bardzo prostą miarę dzielenia ludności miasta większego przez ludność tego mniejszego, wychodzi nam różnica pomiędzy dwoma największymi ośrodkami regionu na poziomie 1,76 , czyli niemal dwa razy więcej! Nawet Poznań dzieli od Bydgoszczy o wiele mniejsza przepaść, bo różnica wynosi tylko 1,52 , a zatem to z Poznaniem, Gdańskiem albo Szczecinem powinniśmy porównywać Bydgoszcz, kiedy rozmawiamy o ośrodkach porównywalnych ze sobą.
  • Przestańmy szukać winnych. - Nie mam zamiaru negować faktu, że lwia część działań dookoła naszego miasta jest nieproporcjonalna do jego roli w regionie i w najlepszym przypadku podejrzana, ale nie samą polityką i działaniami lokalnych władz żyje miasto. Patrząc na tempo rozwoju Bydgoskiego Parku Przemysłowo-Technologicznego, na ilość rozpoczętych inwestycji biurowych i bardzo wysokie miejsca w rankingach przyjazności dla biznesu wiem, że Bydgoszcz całemu regionowi "ucieknie" niezależnie od tego, co zrobią władze lokalne i regionalne. Zamiast szukać winnych niedoboru środków z UE, zacznijmy mówić wprost o ogromnym sukcesie i atrakcyjności inwestycyjnej Bydgoszczy. Zmieńmy ton rozmowy o naszym mieście we wszystkich mediach na ton pozytywny, pełen optymizmu i nastawiony na budowanie wizerunku silnego miasta.
  • Przestańmy na wszystko "odszczekiwać'. - Pewne zaczepki nastawione są na pewną reakcję. Proponuje się zmianę nazwy lotniska, chociaż jest to pomysł tak nierealny, że stałby się precedensem na skalę światową, nieprzerwanie mówi się o wspomnianej wcześniej "równości" obu miast i tak dalej. To wszystko zaczepki, a Bydgoszcz łyka je jak młody pelikan i za każdym razem odpowiada głosem wielu polityków, dziennikarzy i działaczy. Po co? Przecież wystarczy zająć oficjalne stanowisko, sprzeciwić się i wrócić do równania do większych od nas! :)
Zdaję sobie sprawę, że są takie sytuacje, kiedy nazwę sąsiedniego miasta po prostu musimy zastosować, bo albo wymaga tego oficjalny tok, albo po prostu trzeba wskazać palcem jedno z wielu miast. Mimo wszystko uważam, że czas najwyższy wyleczyć się z tego kompleksu niższości i zamiast zwalczać się z miastem zza Wisły, po prostu musimy przejść dalej i ciągnąc do ośrodków lepiej rozwiniętych. Musimy jedynie pamiętać, że osiągniemy to tylko i wyłącznie wspólną pracą wszystkich bydgoszczan i dopiero gdy wszyscy nauczymy się, że ciągłe skupianie się na sąsiadach jako puncie odniesienia w każdej naszej rozmowie prowadzi donikąd.

- Przemek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz